Baudelaire – bardzo męski
Ben Gorham przyznaje się do fascynacji osobą i twórczością francuskiego poety Charlesa Baudelaire’a. Pachnidło nazwane jego nazwiskiem zostało zainspirowane poematem artysty zatytułowanym Les Fleurs du Mal, a konkretnie jedną strofą jego części pt. Parfum Exotique:
„I widzę jakąś wyspę żyzną i leniwą
Gdzie drzewa są szczególne i owoce słodkie,
Gdzie ciało mężów razem jest silne i wiotkie,
A w czarnych oczach niewiast szczerość widzisz żywą.”
Baudelaire to bardzo specyficzny zapach. Przyprawowo-drzewny, suchy, roślinny, nieco także kadzidlany i w niewyjaśniony sposób magnetyzujący. Początkowo emituje woń rozgrzanego letnim słońcem lasu. Jagody jałowca połączone z pieprzem i kminem tworzą pierwsze niezwykłe olfaktoryczne wrażenie. Kadzidło plus papirus (duet rodem z Timbuktu L’Artisan, choć to mocno inny zapach) dodają suchej i intrygującej nutki. Na skórze zapach wykazuje subtelną ewolucję od „mokrego” zielono-pieprzowego początku przez jałowcowo-kadzidlane suche serce, aż po subtelnie ambrową bazę, w której przebijają echa fazy serca. Jak wszystkie zapachy Byredo, także i ten robi wrażenie nowoczesnego, minimalistycznego, ale doskonale „poukładanego”. Jest przy tym średnio intensywny i bardzo trwały, choć baza jest bardzo delikatna.
Baudelaire jest zapachem dość szorstkim, przez co raczej męskim i z pewnością intrygującym. Spodoba się – jak sądzę – wielbicielom French Lover F. Malle, Laurel Comme des Garcons, Penhaligon’s Juniper Sling czy Divine L’Homme Infini. Charakterem najbliżej mu do dwóch ostatnich, zaś wyrazistością – do dwóch pierwszych. Baudelaire to wg mnie jedna z najciekawszych propozycji Byredo.
nuty górne: jałowiec, kminek, czarny pieprz
nuty środkowe: kadzidło frankońskie, hiacynt, skóra
nuty bazy: papirus, paczula, czarna ambra
twórca: Jerome Epinette
rok wprowadzenia: 2009
Sunday Cologne – perfumy o zapachu kolońskiej…
Ben Gorham:
„Gdy zacząłem tworzyć zapachy, miałem problem ze zrozumieniem idei ich podziału na męskie i damskie. Jednocześnie istniały specyficzne punkty odniesienia, jak choćby woda kolońska, której używały kolejne generacje mężczyzn. Mój pomysł na kolońską polegał na pozostawieniu klasycznych kolońskich składników, ale podaniu ich w nowoczesny sposób – tak by połączyć to co najlepsze z przeszłości z tym co współczesne. Zdecydowałem się nazwać ten zapach Sunday Cologne, ponieważ – mimo początkowych założeń, że będzie to kolońska – w efekcie wyszła nam pełnoprawna woda perfumowana (koncentracja eau de parfum). Użyliśmy więc słowa Sunday, by podkreślić drogocenność tych perfum.”
Ben opisał ten zapach w bardzo adekwatny sposób. Sunday Cologne (wcześniej występujący po nazwą Fantastic Man) to jeden z bardzo udanych przykładów realizacji kolońskiego tematu, który dzięki zdobyczom współczesnej chemii (synteza, nowoczesne techniki destylacji i ekstrakcji) został stworzony jako długotrwała woda perfumowana. Innym doskonałym przykładem tego typu pachnidła jest Absolue Pour Le Matin Francisa Kurkdjiana. Oba zapachy mają naprawdę wiele wspólnego, łącząc esencjonalne nuty cytrusowe z ziołami i przyprawami. W Sunday Cologne urzekło mnie prześliczne połączenie jakże tradycyjnie kolońskiego olejku z bergamoty, który odpowiada za orzeźwiające cytrusowo-zielone otwarcie, z kardamonem – bo to ten duet gra tu pierwsze, jak i drugie skrzypce. Trzecie zaś wygrywa lawenda. Ona to w połączeniu z esencją wetywerii, geranium i mchem drzewnym stanowią klasyczną część Sunday Cologne. Natomiast zupełnie niekolońskie kadzidło, anyż i paczula dodają zapachowi subtelnie orientalnej głębi oraz wzmacniają jego trwałość na skórze. Warto zauważyć, że kardamon wybrzmiewa tu szczególnie wyraźnie w pierwszej i drugiej fazie trwania zapachu, w sposób naturalny wypływając z cytrusowego otwarcia (kto wąchał kiedykolwiek zgniecione ziarna kardamonu, ten z pewnością zauważył charakterystyczną cytrusową nutę), gładko przechodząc do aromatycznego serca. Baza tych perfum to wspomnienie kardamonu na subtelnym mszystym tle.
Sunday Cologne to interesująca realizacja kolońskiego tematu, w której autorzy wyszli dość śmiało poza wąskie granice dyktowane tradycją. Dzięki temu zapach nabrał esencjonalności i dodatkowego wymiaru. Cięższe ingrediencje odpowiadają tu także za utrzymywanie się musującej cytrusowo-kardamonowej świeżości przez długie godziny, co jest niewątpliwą zaletą tej absolutnie uniseksowej wody perfumowanej o zapachu kolońskiej.
nuty górne: bergamota, anyż gwiaździsty, kardamon
nuty środkowe: geranium, kadzidło, lawenda
nuty bazy: wetiwer, mech, paczula
twórca: Jerome Epinette
rok wprowadzenia: 2011
cdn.
Cześć !
Ostatnio (po nabyciu dekantu) przeżywam renesans fascynacji Baudelaire’em. Myślę, że – szczególnie w kontekście specyficzności o której piszesz – to jednak trochę niedoceniany zapach w perfumomaniackich kręgach, co mnie mocno dziwi. Dlaczego? A no dlatego, że to naprawdę świetny zapach, i jak się okazuje po niemal pięciu lat od jego premiery, także oryginalny – zarówno przed jego rynkowym debiutem, jak i po nim, niewiele podobnych zapachów ukazano światu. Baudelaire urzeka mnie przede wszystkim tym, że przy ewidentnie nowoczesnym brzmieniu ma także pewien dziwny, niepokojący element, który w zakamuflowany sposób konweniuje z dekadenckim i mrocznym światem twórczości Baudelaire’a-poety. Niewykluczone, że niektórzy po zapachu o takiej nazwie oczekują więcej olfaktorycznego turpizmu, ale może Jerome Epinette nie chcial iść tak oczywistą drogą (o tym, że potrafi pojechać po olfaktorycznej bandzie, świadczy M/Mink), tworząc rzecz bardziej wysublimowaną, nie epatującą zamierzoną brzydotą „in your face”. Jeśli zaś chodzi o analogie estetyczne, to rzeczywiście tutaj się nie mylisz, bo ja French Lover’a (przyznaję, że wolę jednak jego alternatywną nazwę Bois d’Orage) bardzo lubię. W tym kontekście bardzo polecam zapoznanie się z Sir Avebury – Oriflame, będącym niczym fuzja Declaration d’Un Soir z Bois d’Orage. Jak na segment cenowy jaki reprezentuje, Sir Avebury jawi się jako naprawdę ambitny zapach (o niebo lepszy od dobrze przez Ciebie przyjętego Architecta).
Serdecznie pozdrawiam –
Cookie
Witaj Cookie,
Baudelaire może wciągnąć – to fakt. Zaintrygowałeś mnie – jak zwykle, ale tym razem Sir Avebury. Chętnie przetestuję – brzmi naprawdę intrygująco.
Pozdrawiam 🙂