Olfactive Studio „Woody Mood” – powrót do korzeni

Najnowsze pachnidło Olfactive Studio ma duże szanse, by stać się hitem tej marki, czego zresztą życzę twórczyni marki Céline Verleure. Woody Mood docenią nie tyko fani pachnideł drzewnych i kadzidlanych, ale także entuzjaści talentu Bertranda Duchaufoura z okresu, gdy pracował dla Comme des Garcons i L’Artisan Parfumeur. O perfumiarzu tym już dość długo nie pisałem na blogu. Tym zapachem przypomina on o sobie w naprawdę świetnym stylu.

Jakoś nie było nam ostatnio po drodze (mimo, że przecież spotkałem Mistrza w 2016 roku w Mediolanie). Dopiero Woody Mood spowodował, że nasze olfaktoryczne drogi znów się skrzyżowały. Uznany niegdyś przez mnie (ale przecież nie tylko!) za jednego z najwybitniejszych żyjących perfumiarzy, po raz kolejny udowodnił, że w pełni zasługuje na to miano.

Zapytacie: jest aż tak dobrze? Tak. Jest. Jest doskonale!

B.Duchaufour 01
Bertrand Duchaufor, fot. dita.com

Nazwa sugeruje drzewny charakter tego pachnidła. Ale to zaledwie część prawdy i nim. Jak zwykle u Duchaufoura zapach jest złożony z wielu odcieni, które stopniowo i pięknie odkrywa je na skórze. Już wyrazisty akord otwarcia zapowiada coś niezwykłego. Nuty drzewne  i kadzidlane kontrastują tu z nutą owocową (imbir), prowadząc swoistą grę światła i cienia, by z czasem osiąść na skórze w postaci unikatowego, drzewno-herbacianego i jednocześnie kadzidlanego, dość mrocznego serca, niepokojącego niczym fotografia sekwojowego lasu autorstwa Rogera Steffensa, która posłużyła za inspirację dla tego zapachu. W sercu użyto także egzotycznej nuty jatamansi. Ciepła i głęboka skórzana baza z drzewnym akcentem wieńczy to fascynujące pachnidło o wyraźnej, intrygującej sygnaturze i stopniowej ewolucji na skórze.

Olfactive Studio Woody Mood 1
Woody Mood – Roger Steffens

„Coraz więcej pracuję w abstrakcji. Projektuję formułę z użyciem 40 lub 50 składników. Nie mam pojęcia, jak to będzie pachniało, ale wiem, że będzie to precyzyjne. Nie staram się mieć wszystkiego pod kontrolą. Moim marzeniem jest pracować nad czymś i uzyskać akceptację klienta nigdy tego nie wąchając.”

B. Duchaufour

Ciekaw jestem, czy tak właśnie powstał Woody Mood. Bez względu jednak na to przyznaję:

Bertrand Duchaufour znów to zrobił ! Po długim okresie penetrowania aromatów kulinarnych, gdy nieco zwątpiłem w jego moce twórcze, stworzył arcydzieło w swoim najlepszym stylu, za który fani perfum tak go uwielbiają.

Jeszcze kilkanaście lat temu spokojnie mogłoby ono znaleźć się w podróżniczym cyklu L’Artisan Parfumeur lub drzewnej kolekcji Comme des Garcons. Tymczasem gratuluję Céline Verleure, że wydała ten niesamowity zapach w ramach swojego Olfactive Studio. To w tej chwili jedno z najlepszych pachnideł w generalnie stojącej na wysokim poziomie ofercie tej marki, a także jedno z najbardziej udanych w wykonaniu Duchaufoura. Jeżeli nie w ogóle, to już na pewno w ostatnich latach.  Woody Mood to moim zdaniem także jedna z najciekawszych premier 2017 roku. Naprawdę warto zwrócić na nie uwagę. Testy obowiązkowe!

Olfactive Studio Woody Mood 04

 

nuty głowy: bergamotka, imbir, szałwia, szafran

nuty serca: akord sekwoi, jatamansi, czarna herbata, kadzidło

nuty bazy: paczula, styrax, akord skórzany, puder kakaowy

moja ocena:

zapach: 5,0/ trwałość: 5,0/ projekcja: 4,0

Reklamy

The Different Company (2) – coś dla koneserów, czyli Collection Excessive

Collection Excessive to ta część oferty The Different Company, którą marka adresuje do koneserów perfum.

Obecnie składa się ona z czterech zapachów skomponowanych przez Bertranda Duchaufoura. Wszystkie łączy niezwykła, oryginalna, niecodzienna estetyka, a także kompleksowość i wielowątkowość, z  których znany jest francuski perfumiarz. Mój faworyt z tej czwórki to bez wątpienia sucho-drzewny…

…Oud Shamash – to mieszanka tak wielu tak różnych ingrediencji, że aż trudno uwierzyć, iż całość pachnie bardzo spójnie i harmonijnie. Z początku czuć w nim mieszankę słodkich, orientalnych przypraw, różowego pieprzu i nutę rumu. Zaraz potem staje się lekko zielony i jednocześnie sucho-drzewny, prawdopodobnie za sprawą cypriolu (Nagarmotha, papirus). Baza jest przede wszystkim drzewna, a umieszczony w niej oud z Laosu jest tylko jednym z wielu elementów tej układanki i raczej nie ma szans na jego indywidualne „wykrycie” w olfaktorycznym spektrum tych perfum. Mimo złożoności zapach nie przytłacza, ma bardzo cywilizowane parametry i urzeka snującą się za noszącym dymno-drzewną, oryginalną nutą. Gdzieś w tle czuję echa Timbuktu L’Artisana, co prawdopodobnie wynika z zastosowania obu zapachach papirusu i nut drzewnych. Rekomenduję Oud Shamash wszystkim wielbicielom niebanalnych pachnideł drzewno-dymnych.

 

Oud Shamash

nuty głowy: esencja rumu, szafran, cynamon, różowy pieprz,  davana

nuty serca: róża damasceńska, papirus, jagody Saint Thomas

nuty bazy: oud z Laosu, paczula, absolut czystka, drewno sandałowe, szara ambra, nuty drzewne i suche, nuty skórzane, białe piżmo, wanilia, balsam Tolu

rok premiery: 2011

 

Oud for Love

Zupełnie odmienny od mojego faworyta Oud for Love reprezentuje gatunek pachnideł rozpoczynających się od mocno zaakcentowanych nut alkoholowych. W tym przypadku jest to doprawione kolendrą, szafranem i … kminem whisky. Pod spodem czai się misternie utkana balsamiczna, ociężała baza złożona z m.in. oudu, balsamu Tolu oraz hyraceum, o którym pisałem tu przy okazji recenzji niezwykłego pachnidła Montecristo Masque Milano. Niestety Oud for Love – być może w wyniku nagromadzenia zbyt dużej liczby ciężkich ingrediencji – okazuje się być – przynajmniej na mojej skórze – zapachem tyleż intrygującym, co bardzo blisko skórnym, niemal nieprojektującym. Osiada na skórze i – zdumiewające – praktycznie nie daje o sobie znać. Nie tego oczekuję po perfumach, w związku z czym Oud for Love niestety nie zyskał mojej sympatii. Czuć w nim zmęczenie materiału, znużenie perfumiarza i brak pomysłu, jak wprawić tę mieszankę w ruch. Nic mnie w Oud for Love nie przekonuje. No może poza ładną nazwą…

Oud for Love

nuty głowy: aldehydy, whisky, kolendra, szafran, kmin

nuty serca: tuberoza, drewno sandałowe, ylang ylang, irys, goździk

nuty bazy: oud z Laosu, absolut nieśmiertelnika, wetiwer, paczula, piżmo, ambra, cestrum, hyraceum, heliotrop, nuty karmelowe, balsam Tolu

rok premiery: 2011

 

bertrand-duchaufour 2
Bertrand Duchaufour (foto: http://www.cosmopolitan.de)

 

Aurore Nomade

Ten zapach to mieszanina kontrastowych ingrediencji od pierwszych sekund przykuwająca uwagę oryginalnym, ale i dość kontrowersyjnym charakterem. Nie dla każdego bowiem zestawienie lekko sfermentowanych nut owocowych z nutą morską i rumem będzie możliwe do zaakceptowania. Osobiście muszę przyznać, że jest to jedno z najbardziej niecodziennych i szokujących akordów głowy, jakie miałem okazję poznać. Troszkę chwilami ocierające się o woń farby i zmywacza do paznokci. Ale ów dziwny wstęp – jak to zwykle – dość szybko znika zostawiając miejsce dla abstrakcyjnego w swej złożoności serca zapachu. Czegóż tu nie ma! Goździk i gałka muszkatołowa zmiksowane z nutami kwiatowymi, dodatkowo podkręconymi indolem.Przedziwnie to pachnie, choć głównie jednak przyprawowo-słodko-drzewnie, zanim finiszuje ambrowo-drzewną, ciepłą bazą. Oto Duchaufour „okresu kulinarno-orientalnego”. Niekonwencjonalny, poszukujący, lubujący się w bardzo niecodziennych kontrastach. Czasem wychodzi z tego dzieło genialne, czasem średnie, a czasem to kompletna porażka. Aurore Nomade należy do tej drugiej grupy. Zapach owszem ciekawy, ale jak dla mnie nieco zbyt dziwny, by go nosić…

Aurore Nomade

nuty głowy: kwiat bananowca, star fruit, cynamon, nuty morskie, esencja rumu, davana

nuty serca: ylang ylang, geranium, goździk, drzewo frangipani, gałka muszkatołowa, indol

nuty bazy: absolut nieśmiertelnika, drewno sandałowe, ambra, wanilia, piżmo

rok premiery: 2013

 

I miss Violet

Jak wieść niesie, Bertrand Duchaufour pracował nad tym zapachem przez 3 lata poszukując idealnej równowagi pomiędzy jego dwoma głównymi nutami. Przy pomocy I miss Violet perfumiarz reaktywował bowiem konwencję pachnidła kwiatowo-skórzanego (której kontynuacją jest zresztą najnowsze pachnidło TDC Adjatay Cuir Narcotique). Jako motyw przewodni, wyczuwalny praktycznie przez cały czas trwania zapachu na skórze, posłużył mu fiołek, a konkretnie fiołkowy absolut, który umieścił na skórzanym tle. Fiołek i skóra? Skądś to znamy? Owszem. Genialny Fahrenheit Diora zdaje się być tego najbardziej znanym przykładem. Ale I miss Violet to inne ujęcie zarówno fiołka jak i skóry. Przede wszystkim dużo bardziej zharmonizowane, gładkie, dopieszczone. Nie tak buńczuczne i wyraziste jak dzieło Jean-Louisa Sieuzaca. Współczesne – mimo retro inspiracji. Wyróżnia się w Collection Excessive czytelnością i ewidentnym charakterem. Ale jest też w nim pewna nostalgia za pachnidłami przeszłości. Zaraz pod Oud Shamash to moim zdaniem najlepszy zapach tej kolekcji The Different Company. Zdecydowanie wart poznania.

 

I miss Violet

nuty głowy: liście fiołka, bazylia, mandarynka, ziarna ketmii piżmowej, szampan, gałka muszkatołowa

nuty serca: osmantus, fiołek, irys, cyklamen, mimoza, nuta ozonowa

nuty bazy: skóra, mahoń, wanilia, piżma, szara ambra

rok premiery: 2015

The Different Company – współczesne Haute Parfumerie (1)

O pachnidłach marki The Different Company pisałem już na blogu kilka razy, skupiając się jednakowoż głównie na nowej kolońskiej serii L’Esprit Cologne. Miałem też przyjemność zrecenzować niezwykły Sel de Vetiver autorstwa Celine Elleny oraz równie niesamowite Rose Poivree w wykonaniu Jean-Claude’a Elleny.

Przypomnę, że The Different Company powstało w 2000 roku z inicjatywy Thierry de Baschmakoffa, znanego projektanta dóbr luksusowych (flakony do perfum, akcesoria skórzane, zegarki, okulary). Pierwsze pachnidła tworzył dla niego Jean-Claude Ellena. Po tym, jak ten został w 2004 roku zatrudniony jako nadworny perfumiarz Hermesa, kreacją pachnideł zajęła się córka mistrza – perfumiarka Celine Ellena. Na przestrzeni 16 lat od powstania marki zapachy dla niej komponowali także: Christine Nagel (obecnie w Hermesie obok J.C. Elleny), Bertrand Duchaufour, Corine Cachen, Delphine Jelk (obecnie w Guerlain) oraz Alexandra Monet, która jest autorka najnowszego pachnidła Adjatay, o którym, mam nadzieję, szerzej napiszę wkrótce.

TDC

Od 2004 roku The Different Company kieruje Luc Gabriel. Marka przeszła ostatnio redesign opakowań i flakonów. Podczas targów Esxence 2016 Sophie Gabriel, odpowiedzialna za PR marki, zapoznała mnie z konceptem stojącym za Adjatay oraz z wizerunkowymi nowościami.

Oferta TDC obecnie dzieli się na:

Juste Chic Collection – zasadniczą cześć, którą twórcy określają jako francuskie Haute Parfumerie we współczesnej formie. Zapachy dostępne są we flakonach 100 ml z możliwością ich napełniania (w zestawie jest specjalny lejek) lub pozbawionych tej możliwości butelkach 50 ml.  Na flakonie nadrukowano najprawdziwszą platyną najważniejsze składniki każdego pachnidła. Ta kolekcja dedykowana jest amatorom perfum.

Osmanthus

Znajdziemy w niej takie pachnidła, jak: Adjatay, Ailleurs & Fleurs, Bergamote, Bois d’Iris, Charmes & Feuilles, De Bachmakov, Jasmin de Nuit, Oriental Lounge, Osmanthus, Pure eVe, Rose Poivrée, Sel de Vetiver, Sens & Bois, Sublime Balkiss, Une Nuit Magnétique.

 

L’Esprit Cologne to opisana już przeze mnie szczegółowo wcześniej na blogu kolekcja niezobowiązujących, świeżych pachnideł będących szeroko pojętą interpretacją tematu kolońskiego, choć same zapachy są – biorąc pod uwagę koncentrację – pełnoprawnymi wodami toaletowymi. L’Esprit Cologne charakteryzują się bardziej dostępnymi cenami. Obecnie są one dostępne w nieco zmienionym flakonie (100 ml z możliwością napełniania) z białym nadrukiem i korespondującą białą zatyczką. Wszystkie kolońskie skomponowała Emilie Coppermann. Na tę kolekcję składają się obecnie: South Bay, White Zagora, Kashan Rose, Tokyo Bloom, After Midnight, Sienne d’Orange i Limon de Cordoza.

Kashian Rose

Linki do recenzji:

 

Z kolei do perfumowych afficionado marka kieruje Collection Excessive, najkosztowniejsze zapachy dostępne wyłącznie we flakonach 50 ml pakowanych w eleganckie, zamykanie na magnes drewniane skrzyneczki. Autorem wszystkich pachnideł tej kolekcji (Oud For Love, Oud Shamash, Aurore Nomade i I Miss Violet) jest sam Bertrand Duchaufour. W tych kompleksowo złożonych pachnidłach wykorzystano rzadkie i najcenniejsze, mocno skoncentrowane ingrediencje.

 

TDC Oud for love

 

Ale The Different Company to nie tylko perfumy. Marka oferuje również kolekcję ośmiu świec zapachowych stworzonych przez Alexandrę Monet, Delphine Jelk i Corinne Cachen oraz żele do kąpieli.

Już wkrótce będę miał niewątpliwą przyjemność przybliżyć na blogu całą Collection Excessive oraz Juste Chic Collection.

cdn.

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (1)

 

Esxence logo

Ósma edycja perfumowych targów Esxence zgromadziła na powierzchni 6 tys. metrów kwadratowych w sumie 206 marek (wzrost o 25% w porównaniu do ubiegłego roku), w tym 84 marki główne, 102 wystawek (na wielu stoiskach prezentowana była więcej niż jednak marka, zwykle dwie lub nawet cztery w formie dodatkowych wystawek) oraz 20 producentów kosmetyków do pielęgnacji skóry w ramach imprezy towarzyszącej  Esxkin – The Excellence of Beauty. Na targach najliczniej reprezentowane były przede wszystkim marki włoskie i francuskie, ale nie zabrakło też Kanadyjczyków, Amerykanów, Hiszpanów, Niemców, przedstawicieli Emiratów Arabskich, Holandii, Szwajcarii, Arabii Saudyjskiej, Tajlandii, Norwegii, Maroko Danii Irlandii, Turcji i Kataru. Esxence odwiedziło w tym roku ponad 7 tys. osób z wszystkich pięciu kontynentów. Byłem jedną z nich…:)

Ja

To był mój targowy debiut, gdy chodzi o branżę perfumiarską (specyfika targów międzynarodowych jest mi – delikatnie mówiąc – nieobca, co wynika z mojej codziennej profesji, ale to zupełnie inna branża i inna skala imprez). Przyznam, ze na początku byłem oszołomiony liczbą stoisk i zaprezentowanych na nich flakonów. Pierwsza runda przez halę miała więc charakter orientacyjny. Później zacząłem zapoznawać się bliżej z wybranymi stoiskami i zapachami. Oczywiście w jeden dzień nie było możliwości zatrzymania się przy każdym stoisku, więc w ich wyborze zdałem się częściowo na swój gust i zainteresowania, a częściowo na los. I jedno i drugie skutecznie oddaliło mnie od stoisk marek pochodzących z Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej, które w swej złoto-czarnej, błyszczącej oprawie wydawały się być po prostu zimne, zdystansowane i nieprzyjazne. Poza tym obawiałem się, że zbyt duża dawka oudu skutecznie zmasakruje mój zmysł węchu i nie będę mógł cieszyć się subtelniejszymi wonnościami na innych stoiskach.

Poniżej pierwsza cześć mojej zdjęciowo-tekstowej relacji z tego niezwykłego dnia. Wiele wzmiankowanych w niej marek i zapachów będę się starał w niedalekiej przyszłości opisać szerzej na blogu, gdy czas na to pozwoli.

Zaczynamy więc od… Aedes de Venustas.

Aedes

Nowojorskie Aedes de Venustas zaprezentowało nową kompozycję Cierge de Lune w swej stojącej jak dotąd na bardzo wysokim poziomie kolekcji perfum. Zapach opisywany jako ciemne oblicze wanilii skomponował Fabrice Pellegrin. Niestety krótki papierkowy test na amatorskim wąskim blotterku (wstyd Aedes!) nie pozwolił mi na ocenę tego pachnidła. Cóż – do nadrobienia, ale to już na pewno na skórze (wanilia na żadnym papierze „nie zadziała”).

Anatole Leberton

Stoisko francuskiego perfumiarza amatora Anatole’a Lebretona wprawiło mnie w zachwyt tyleż oszczędnym co estetycznym designem oraz unoszącą się nad nim mocną, esencjonalną wonią drzewno-miodową, która od razu przykuła moją uwagę. W trakcie jak próbowałem jego zapachowych dzieł nazwanych Parfums de liberte, przesympatyczny Francuz zdążył wspomnieć, że jest od lat perfumowym afficionado, wielbicielem i kolekcjonerem pachnideł vintage, i że kilka lat temu postanowił własnoręcznie spróbować sił w tworzeniu perfum. Wcześniej zajmował się sprzedażą ekskluzywnych czekolad i rzadkich gatunków herbat. Jego pachnidła są niezwykłe. Trochę w klimacie Vero Profumo, choć mniej kwiatowe. Z pewnością wkrótce opiszę je szerzej na blogu, gdyż są tego w mojej ocenie warte.

Buxton

Mark Buxton jakiś czas temu poszerzył swoją linie pachnideł o poświęcony róży A Day in My Life. Rozpoczynający się nieco mylącą dużą dawka pieprzu zapach stopniowo odsłania zmysłową, absolutnie uniseksową, otuloną balsamami i piżmami, naprawdę piękną różę. To może być hit jego kolekcji, co najmniej zaś jedno z najlepszych jego dzieł, nad którym pochylę się bardziej wkrótce. Ale to nie wszystko, gdy chodzi o Buxtona. Perfumiarz zaangażowany był także w prezentację projektu Renegades, o którym słychać już było od dawna, a który w końcu doszedł do skutku…

Renegades 01

Renegades to wspólne przedsięwzięcie Marka Buxtona, Gezy Schoena i Bertranda Duchaufoura. Jak widać po flakonach, a także co było widać podczas imprezy, panowie mają duże poczucie humoru i dystans do siebie samych, co przy ich talentach i dorobku zasługuje na uznanie. Klasa. Ja miałem to szczęście, że o zapachach i projekcie opowiadał mi sam Bertrand Duchaufour (w co do dziś nie mogę w to uwierzyć…).  Każdy z perfumiarzy stworzył jedno pachnidło ozdobione własną, komiksową, kowbojską podobizną na flakonie. Zapachy mają elementy wspólne (m.in. dużą zawartość różowego pieprzu). Zapamiętałem tyle, ze wszystkie pachniały  bardzo nowocześnie, wibrująco i bardzo intrygującą. Przyznam, że najciekawszym wydał mi się ten popełniony przez Schoena. Mam nadzieję, że będzie okazja przetestować je dokładniej w późniejszym czasie.

Renegades 02

Francuski Caron zaprezentował swoją męską kolekcję w zunifikowanym flakonie. O dziwo nie znalazłem w niej ani Yuzu ani Le Troisemme Homme, ale zapomniałem zapytać o przyczynę tych braków. Moją uwagę zwróciła naprawdę piękna, mocna, jubileuszowa wersja Pour un Homme Millesime 2014 ze wzmocniona lawenda i wanilią, będąca de facto intensywniejszą wersją klasyka oraz jego wersja Sport charakteryzująca się „na pierwszy rzut nosa” niebanalną i dość złożoną świeżością.

Caron

Caron 02

Przemiłe Panie Carole Baeupre i Pauline Rochas zaprezentowały kolejne trzy nowe zapachy w swej kolekcji Coolife: Le Cinqueme, Le Sixieme i Le Septieme wejdą do sprzedaży – zdaje się – jesienią tego roku. Moja recenzja dotychczasowych czterech kompozycji z pewnością niedługo pojawi się na blogu.

Coolife 02

Obowiązkowo na targach obecny był Olivier Durbano w oryginalny sposób prezentujący swą wspaniałą, absolutnie unikatową kolekcję pachnideł. Olivier zdradził mi, że pracuje nad jedenastą kompozycją, która będzie miała swoją premierę podczas tegorocznych targów Pitti Fragranze, które odbędą się we wrześniu we Florencji.

Durbano

Intrygująco przedstawiały się kolekcje pachnideł paryskiej marki Evody: Collection Premiere oraz Collection D’Ailleurs. Flakony zdecydowanie wpadły w moje oko, a wybrane zapachy z pewnością przedstawię w najbliższym możliwym czasie na blogu.

evody

Jedną z wzbudzających największe zainteresowanie premier była nowa linia pachnideł marki Jacques Fath pod nazwą Fath’s Essentials. Cztery zamknięte w pięknych flakonach kompozycje: świeżo-zieloną Green Water, białokwiatowo-cytrusową Vers Le Sud, ambrową Bel Ambre i morsko-ambrową Curacao Bay popełniła przemykająca pomiędzy różnymi targowymi stoiskami, dziennikarzami i blogerami, zwracająca uwagę swa niebanalną urodą perfumiarka Cecile Zarokian. Warto zaznaczyć, że Green Water to remake pochodzącego z 1947 roku klasyka, który dostępny w paryskiej Osmoteque w wersji vintage posłużył Cecile jako wzorzec podczas pracy nad nową wersją. Wszystkie cztery zapachy zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie i z pewnością już niedługo opiszę je szerzej.

Fath Essentials

Majda Bekkali z wdziękiem prezentowała swoje najnowsze perfumy o niezwykłej historii i takiej też nazwie. Tulaytulah to raczej kobiecy, bardzo przyjemny, lekko owocowy, lekko migdałowy, jak zwykle u Majdy – niebanalny i intrygujący – zapach stworzony przez niezastąpioną Delphine Thierry. Mam nadzieję zapoznać się z nim bliżej w późniejszym czasie.

Majda Bekkali

Stoisko Histoires de Parfums wyróżniało się spośród innych dominującym kolorem niebieskim, który towarzyszy nowemu zapachowi przekornie przez Geralda Ghislaina nazwanemu This is not a blue bottle. Zapach okazał się raczej świeży, wibrujący, z pewnością mocno nowoczesny, jak na to, co dotąd prezentowała marka HdP. Co ciekawe, na stoisku nie było żadnych innych pachnideł HdP. Tylko to jedno premierowe. W niebieskiej butelce…

HdP

Londyńskie Illuminum pokazało swoją obszerną kolekcję perfum w nowym typie fakonu, zdecydowanie nowocześniejszym i bardziej „trendy”. Obecny za stoisku przedstawiciel marki był bardzo rozmowny i miał specyficzne, angielski poczucie humoru. Gdy odpowiedziałem na jego pytanie, skąd jestem, stwierdził, że w Polsce nie ma Illuminum w sprzedaży, bo polscy dystrybutorzy uważają, że marka jest za droga. Cóż. Wkrótce pewnie opiszę, co warte są ich pachnidła, bo od miłej pani otrzymałem porcję próbek…

Illuminum

Na rozmowę z Alessandro Brunem z duetu Masque Milano czekałem dość długo. Gdy już udało mi się go zagadnąć o najnowsze zapachowe dziecko L’Attesa (Oczekiwanie), będące niezwykle piękną odą do irysa, Alessandro opowiedział mi z prawdziwą pasją o tej kompozycji, którą stworzył dla Masque młody, bardzo utalentowany perfumiarz Luca Maffei (także obecny na Esxence). Zapach zawiera trzy różne esencje irysowe, a także – uwaga – absolut z piwa. Przyznać muszę, że pachnie zniewalająco i jest jednym z najpiękniejszych znanych mi zapachów z irysem w roli głównej. Recenzje L’Attesa jak i jego poprzednika Romanza już wkrótce na blogu. Oba pachnidła utrzymują bardzo wysoki poziom charakterystyczny dla poprzednich zapachów marki i potwierdzają doskonały gust właścicieli Masque Milano. Wielka to szkoda, że pachnidła Mediolańczyków wciąż są niedostępne w Polsce. Jest to dla mnie co najmniej dziwne.

Masque 02

Pozostajemy we Włoszech. Marka Nobile 1942 od dawna mnie intrygowała, ostatnio głównie za sprawą bardzo dobrze ocenianego Fougere Nobile. Musiałem więc go wypróbować i przyznam, że pachnie on naprawdę świetnie, rasowo, bardzo szlachetnie i klasycznie. To zapach, na którego własny flakon – jako wielbiciel fougere – z pewnością wkrótce się skuszę. Mniejsze choć wciąż pozytywne wrażenie zrobił na mnie najnowszy zapach Sandalo Nobile, który miał podczas tragów swoją premierę.

Nobile 1420

Przepięknie prezentowały się proste i eleganckie flakony Le Galion, na stoisku którego obecny był sam CEO Nicholas Chabot. Linia zapachowa Le Galion wydaje się być udaną mieszanką klasyki i współczesności. Wybrane jej zapachy przedstawię już wkrótce na blogu.  Gallion

Na koniec pierwszej części relacji znane nam dobrze i lubiane włoskie Il Profvmo, które zaprezentowało nowość: Othello.

Il Profvmo

 

cdn.

Bukiet z pięciu róż…

Róża to w perfumerii bardzo atrakcyjny i niezwykle wdzięczny temat do eksploracji. Nie ma chyba – poza jaśminem – drugiej tak bardzo perfumowej woni kwiatowej. Zarówno esencja jak i absolut z róży to substancje tak złożone, że już same w sobie stanowią perfumową kompozycję, tyle że stworzoną przez naturę, a wydobytą z niej przez człowieka. Dowodzą tego kolejne pachnidła powstające niemal jak grzyby po deszczu. Trudno się dziwić – zapach różanej esencji czy absolutu z róży to właściwie perfumy same w sobie. Co więcej pięknie poddają się modyfikacją i łączeniom z innymi ingrediencjami. W efekcie tego perfumy z dominującą nutą róży mogą obecnie pachnieć rozmaicie.

 

Maison Francis Kurkdjian – A la Rose – dwieście pięćdziesiąt róż…

Najmłodsze dziecko Francisa to – jak napisano w materiałach reklamowych – oda do kobiecości. Na każdy flakon A la rose złożyło się m.in. 250 róż z Grasse, specjalnego, wyjątkowego dla perfumiarzy gatunku róży stulistnej. Prócz tego Kurkdjian zastosował esencję z klasycznej róży bułgarskiej, tak więc wykorzystał esencje z dwóch gatunków róży, przez co (a także w wyniku odpowiednio dopracowanej formuły) różana nuta obecna jest przez cały czas trwania zapachu na skórze.

rose_pink_grasse_provence

A la Rose to śliczny, delikatny i zwiewny zapach różany o niezwykłej lekkości, nadanej na początku przy pomocy cytrusów, które w sercu zapachu odsłaniają zielony akord fiołkowy. Tak więc w pierwszych minutach czujemy różę bułgarską podaną na świeżo, rześko, soczyście zielono. W sercu – obok fiołka – Francis zamontował też świeżą, nieco zieloną i nieco wodną nutę magnolii, która odpowiednio wzmacnia efekt świeżej lekkości. W pierwszych kwadransach A la Rose przypomina mi Kashan Rose od The Different Company. Podobny, świeżo zielono-różany efekt. Z czasem róża nabiera nieco charakteru, staje się bardziej stricte różana, niż zielona. To czas gdy epatuje stulistna róża z Grasse. Baza zapachu jest zmysłowo zadziorna poprzez obecność cedru połączonego z piżmami i echem po różanym temacie.

A la Rose to takie małe zapachowe arcydzieło i choć jest wręcz do bólu poprawne polityczne, przyjemne i harmonijne (cóż w tym złego?), to mnie właśnie  zachwyca tą perfekcją i doskonałym wyważeniem, bez popadania w różaną ciężkość. Zapach jest bardzo kobiecy, współczesny, doskonały na wiosnę czy lato, gdyż idealnie wpisujący się w soczystą zieleń i wszechobecne kolorowe kwiaty.

a la rose

nuty głowy: róża damasceńska z Bułgarii, bergamotka z Kalabrii, pomarańcza z Kalifornii

nuty serca: akord fiołka, magnolia

nuty bazy: cedr, akord piżma, róża stulistna z Grasse

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena zapachu: ****

 

Eau de Italie – Paestum Rose – drewniana róża 

Gdy perfumy podpisuje Bertrand Duchaufour, nic nie może być zwyczajne. I nie jest. Powstałe dobre siedem lat temu Paestum Rose zaskakuje odważnym połączeniem róży z nutami drzewnymi i kadzidłem, dając w efekcie uniseksowy zapach drzewny z różaną dominantą, który pachnie jak nic innego. Mistyczna, tajemnicza róża.

wooden rose

Początek jest przyprawowy: dwa gatunku esencji z pieprzu oraz kolendra górują nad owocową nutą dawany i wprowadzają różano-kadzidlany temat serca. Ten podbudowany solidną drzewno-kadzidlaną bazą trwa na skórze kilka godzin. Istotnym składnikiem przydającym zielonej suchej drzewności jest znany z m.in. Timbuktu L’Artisan Parfumeur tego samego autora papirus. Nie będzie raczej dla nikogo zaskoczeniem, gdy napiszę że Paestum Rose pachnie jak żadne inne znane mi perfumy. To część małego olfaltorycznego wszechświata Bertranda Duchaufoura, który nie ma swych odpowiedników nigdzie poza nim. Arcy-oryginalność, arcy-unikatowości, słowem… genialność. Świetne pachnidło.

paestum rose

 

nuty głowy: dawana, czarny i różowy pieprz, kolendra

nuty serca: turecka róża, kadzidło, osmantus

nuty bazy: mirra, opopopnax, papirus, wenge

twórca: Bertrand Duchaufour

rok wprowadzenia: 2008

moja ocena zapachu: *****

 

 

 

Frederic Malle – Lipstick Rose – różana szminka

lipstick old commercial

Perfumiarz Ralf Schwieger ma bardzo miłe zapachowe wspomnienie swojej matki z czasu, gdy ten był jeszcze małym chłopcem. Gdy nachylała się nad jego łóżkiem, by dać mu całusa na dobranoc, czuł zapach jej różanych perfum zmieszany z pudrową wonią szminki. To wspomnienie stało się inspiracją dla stworzenia niezwykłego pachnidła dla Frederica Malle i jego Editions de Parfums. Lipstick Rose to tak sugestywne połączenie zapachu róży z pudrowym zapachem szminki (połączenie piżma, wanilii i akordu ambrowego), że właściwie nic więcej nie zostało tu do dodania, no może poza tym, że są to moim zdaniem piękne i bardzo zmysłowe oraz unikatowo pachnące kobiece perfumy, które mimo bardzo współczesnej daty powstania, emanują niezwykłą nostalgią i tęsknotą za ukochaną kobietą. Piękne.

malle lipstick

 

nuty głowy: grejpfrut

nuty serca: róża, fiołek

nuty bazy: piżmo, wanilia, wetiwer, ambra

twórca: Ralph Schwieger

rok wprowadzenia: 2000

moja ocena zapachu: *****

 

 

 

Serge Lutens La Fille de Berlin – róża szkarłatna

Różana esencja rozjaśniona cytrusem i wprawiona w ruch molekułami różowego pieprzu to pierwsze wrażenie zaraz po aplikacji La Fille de Berlin. Róża jest tu bardzo sugestywna, niemal namacalna, dostojna i esencjonalna. W sercu zapachu pojawia się nuta owocowo-zielona, która źródła opisują jako akord fiołka. Ale równie dobrze mógłby to być liść czarnej porzeczki lub nawet osmantus. Co ciekawe, w miarę upływu czasu z różano-zielonej esencji zaczynać sączyć się delikatna nuta żelazo-podobna, co w połączeniu z sugestywną barwą cieczy, chcąc nie chcąc kojarzy mi się z zapachem krwi. Ale to bardzo subiektywne skojarzenie, no i nuta ta jest dość subtelna i raczej nie trwa długo. Finisz jest ambrowo-piżmowy z wciąż wyczuwalnym różanym echem. Nie stanowi odrębnego etapu, raczej utrwala główny temat. Pozostawia uczucie różanego spełnienia, bowiem La Fille de Berlin to zapach różany wyjątkowej urody. Róża szkarłatna, soczysta, esencjonalna, głęboka, poruszająca…

Scarlet_rose

La Fille de Berlin to także jedno z najlepszych w ostatnich latach pachnideł duetu Lutens/ Sheldrake. Mimo siłą rzeczy ogranego przecież różanego tematu prezentuje ciekawy pomysł (doskonale zresztą zrealizowany) oraz świetną jakość przy wyraźnej projekcji i bardzo dobrej trwałości. Bravo Monsieurs!

LAFILDBERM

główne nutyróża, fiołek, różowy i czarny pieprz, ambra, piżmo

twórca: Christopher Sheldrake

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena zapachu: *****

 

Vero Profumo Rozy Eau de Parfum – róża retro 

Każdy zapach w tym zestawie jest na swój sposób wyjątkowy i każdy bez wyjątku zasługuje na uwagę jako doskonałe pachnidło składające hołd róży. Rozy ma w nim jednak miejsce szczególne. Po pierwsze dlatego, że jest debiutem na Perfumowym Blogu niszowej marki Vero Profumo, prowadzonej przez perfumiarkę Vero Kern, od której na początku swej kariery uczył się perfumiarskiego fachu Andy Tauer, a o której twórczości mam nadzieję wkrótce napisać osobny wpis na blogu. Ale przede wszystkim dlatego, że Rozy to – podobnie jak pozostałe pachnidła Kern – perfumy zupełnie wyjątkowe. Przy pierwszym kontakcie uderzają niedzisiejszym stylem, jakby powstały lat temu 70 lub 80. Druga ich cecha to wyraźna naturalność formuły i składników, co jest zresztą atutem nie tylko Rozy. Vero Kern przyznaje w wywiadach, że jej pachnidła w nadzwyczaj dużym procencie bazują na ingrediencjach pochodzenia naturalnego. Fakt – nie ona jedna to mówi. Ale jej akurat wierzę. Koneserski nos jest w stanie to wyczuć.

Rose1

Rozy to róża przybrana z jednej strony nutami owocowymi (brzoskwinia i maracuja), z drugiej kwiatowymi (lilak, hiacynt). Stąd początkowo czujemy złożony akord, w którym róża owszem zaznacza już swoją obecność, ale jest ona pięknie zmodyfikowana w kierunku różano-kwiatowo-owocowej świeżości, doprawionej subtelnie estragonem. Dopiero z czasem ewoluuje w bardziej tradycyjnie różany zapach. Wówczas też pojawia się mydlano-pudrowa nuta zgrabnie dosłodzona miodem, przydająca Rozy tego retro charakteru. Całość kompozycji oparta jest dość tradycyjnie na esencji z sandałowca. Rozy to prześliczne i oryginalne pachnidło, skarb dla tych, którzy poszukują w perfumach ich dawnej chwały, ich dawnego naturalnego piękna. Jakie to szczęście, że istnieje i tworzy ktoś taki, jak Vero Kern.

rozy_vero_profumo_edp

główne nuty: brzoskwinia, maracuja, róża, hiacynt, lilak, estragon, miód, drewno sandałowe, nuty pudrowe

twórca: Vero Kern

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena zapachu: *****

Aedes de Venustas – „Aedes de Venustas”, „Iris Nazarena”, „Oeillet Bengale” i „Copal Azur”

Karl-Bradl-and-Robert-Gerstner
Karl-Bradl i Robert Gerstner

Aedes de Venustas to istniejąca już 20 lat nowojorska perfumeria niszowa, o której pisałem już na blogu przy okazji recenzji perfum Aedes de Venustas. Skomponował je na zamówienie właścicieli perfumerii – Roberta Gerstnera i Karla Bradla (wielkich entuzjastów i koneserów perfum) – Bertrand Duchaufour, a wydała marka L’Artisan Parfumeru w 2008 roku. W 2012 roku panowie zaprezentowali całkiem nowe pachnidło Aedes de Venustas Eau de Parfum (także autorstwa Bertranda Duchaufoura) w całkiem nowym flakonie, inicjując w ten sposób własną linię zapachową, która na ten moment składa się już z pięciu kompozycji popełnionych przez światowej sławy perfumiarzy. Najnowsza z nich – Palissandre d’Or (autorstwa Alberto Morillasa) dopiero trafi do perfumerii.

 

Aedes de Venustas Eau de Parfum – rabarbarowy oryginał

Pierwszy zapach Aedes de Venustas to kwintesencja stylu Bertranda Duchaufoura. Duża liczba składników, w tym kilka niezwykłych, rzadko w perfumerii stosowanych, zestawiona na zasadzie intrygujących niecodziennych kontrastów, które w sumie tworzą unikatową, oryginalną woń rozkwitającą i ewoluującą na skórze bardzo powoli i wyraźnie. W zapachu dominują nuty zielone i owocowe, ale całość daleka jest od zielono-owocowego banału. Kluczową nutą czy raczej akordem w AdV jest rabarbar, którego zieloną naturę pogłębia liść pomidora oraz wetiwer. Za owocową naturę pachnidła odpowiadają nuty czerwonych jagód, a swoistym pomostem pomiędzy owocami a zielenią jest nuta zielonego jabłka. Roślinnej aury przydaje także wiciokrzew. W tę niezwykłą całość Duchaufour wplótł ulubione przez siebie kadzidło oraz nutę orzecha laskowego. Niektóre z wymienionych nut to tak naprawdę akordy stworzone z różnych ingrediencji, które w efekcie dają np. zapach rabarbaru albo zielonego jabłka. Aedes de Venustas EdP to bowiem przykład współczesnej kreatywnej perfumerii abstrakcyjnej, w której perfumiarz żongluje szeroką paletą składników w celu zbudowania woni, którymi natura nie chce się podzielić, lub które w formie naturalnej w ogóle nie występują. To prawdziwa sztuka, którą Duchaufour opanował jak nikt inny.

adv 2

główne nuty: rabarbar, wetiwer, czerwone jagody, liście pomidora, kadzidło, zielone jabłko, orzech laskowy, wiciokrzew

twórca: Bertrand Duchufour

rok wprowadzenia: 2012

 

Iris Nazarena – fenomenalny zamsz

Rok 2013 przyniósł jedną premierę pod szyldem Aedes de Venustas. Ale za to jaką! Perfumiarz Ralf Schwieger stworzył dla panów Bradla i Gerstnera Iris Nazarena, niezwykłej urody pachnidło poświęcone woni irysa, która została tu przedstawiona w kontekście skórzano-zamszowo-kadzidlanym.

fifi 2014 ralf-schwieger little
Ralf Schwieger FIFI 2014

Zapach otwiera się jedną z najpiękniejszych nut irysowych, jakie dotąd dane mi było poznać. To prawdziwy majstersztyk, naprawdę zachwycający. Ale i cała reszta nie ustępuje jej poziomem. Tłem (choć to nieco zbyt deprecjonujące określenie) dla irysa jest mariaż nut pachnący jak ekskluzywny zamsz, jak wnętrze luksusowego samochodu, którego siedzenia wyściełane są najdoskonalszym gatunkiem zamszu. Minimalistyczny ale porażający wyrafinowaniem i smakiem luksus – to skojarzenia, jakie budzi we mnie Iris Nazarena. Niesamowicie piękne pachnidło potwierdzające nie tylko wyjątkowy, koneserski gust twórców Aedes de Venustas, ale przede wszystkim talent perfumiarza Ralfa Schwiegera, który za ten zapach otrzymał w 2014 nagrodę FIFI (The Fragrance Foundation) w kategorii Perfumy Roku. Całkowicie zasłużenie. Osobiście uważam Iris Nazarena za najlepsze perfumy Aedes de Venustas (nie znam jeszcze najnowszych Palissandre d’Or).

AedesIrisNazarena little

nuty głowy: irys, ketmia piżmowa, jagoda jałowca, anyż

nuty serca: skóra, oud, goździk, róża majowa

nuty bazy: kadzidło, nuty drzewne, piżmo, wetiwer

twórca: Ralf Schwieger

rok wprowadzenia: 2013

 

Oeillet Bengale – kwiatowa nostalgia

W 2014 marka włączyła do swego portfolio kolejne pachnidło, zatytułowane Oeillet Bengale. Tym razem pracę nad perfumami zlecono znanemu m.in. ze współpracy z Tomem Fordem i Johnem Varvatosem perfumiarzowi Rodrigo Flores-Roux. Zapach okazał się być perfekcyjnie wykonanym, intrygującym pachnidłem kwiatowo-przyprawowo-balsamicznym, w którym główną rolę gra akord kwiatowy przypominający woń kwiatu goździka.

carnation aedes

Perfumiarz skonstruował go łącząc esencję różaną z zastosowanymi ze smakiem i umiarem przyprawami, w tym m.in. goździkiem właśnie. Prawdopodobnie właśnie dlatego pierwsze, z czym kojarzy mi się Oeillet Bengale, to woń panująca we wnętrzu kwiaciarni. Różnica polega na tym, że ta w kwiaciarni jest dużo bardziej zielona, zaś perfumy Flores-Rouxa mają lekko słodką, żywiczno-balsamiczne, głębokie, ambrowe tło zbudowane z labdanum, ylang ylang, benzoesu i wanilii, które obecne jest praktycznie niemal od początku, a które z czasem zaczyna dominować tworząc zmysłowy finisz tych bardzo interesujących i nietypowych perfum kwiatowych.

flores-roux
Rodrigo Flores-Roux

 

Oeillet Bengale nie ma w sobie co prawda ani nietuzinkowości pierwszych perfum Aedes de Venustas, ani piękna i wyniosłości Iris Nazarena. Intryguje jednak rzadko spotykaną we współczesnej perfumerii nutą goździka (od dawna nie wiedzieć czemu niemodną, przez co OB uważa się za nostalgiczny ukłon w stronę perfum z przeszłości), która podana została w bardzo przekonujący, przyjemny, niewymagający, ale i perfekcyjny sposób. Powstały perfumy oryginalne, mające swój specyficzny urok, zdecydowanie warte uwagi kobiet poszukujących dla siebie perfum nietuzinkowych i nostalgicznych.

adv_oeillet_bengale

nuty głowy: bergamotka, biały pieprz

nuty serca: róża, czarny pieprz, cynamon, kardamon, szafran, kurkuma, goździk

nuty bazy: labdanum, ylang ylang, benzoes, wanilia

twórca: Rodrigo Flores-Roux

rok wprowadzenia: 2014

 

Copal Azur – błękitne kadzidło Majów

Inspiracją dla powstania tego niezwykłego pachnidła była rowerowa wyprawa Karla Bradla po tzw. wybrzeżu Majów na Półwyspie Yukatan w Meksyku, gdzie w powietrzu unosiła się woń palonego tam tradycyjnie od czasów pre-kolumbijskich kadzidła (copal). Karla zachwyciła atmosfera, jaką budowała ta woń w połączeniu z widokiem na położone na 12 metrowym klifie Morza Karaibskiego starożytne miasto Tulum. Komuż innemu mógł więc zaproponować przełożenie tego mistycznego klimatu na perfumy, jak nie znanemu perfumiarzowi-podróżnikowi Bertrandowi Duchaufourowi?

Bertrand-Duchaufour
Bertrand Duchaufour

Wśród pachnideł kadzidlanych, także tych autorstwa Duchaufoura, Copal Azur z pewnością przedstawia nową jakość. By osiągnąć zamierzony efekt, artysta użył w formule aż trzech różnych esencji kadzidła frankońskiego (meksykański copal jako taki nie nadaje się niestety do pozyskiwania pachnącej esencji), które obecne są na każdym etapie ewolucji zapachu i stanowią aż 30% formuły perfum. Mimo to olibanum nie dominuje w Copal Azur. Na początku wyróżnia się iglasta, nieco zielona, nieco kamforowa nuta sosnowej żywicy. Towarzyszy jej zapachowa impresja morskiego wybrzeża w postaci nut ozonowych i słonych. Z czasem na skórze pozostaje intrygująca mieszanka kardamonu i paczuli oraz pogłębionych mirrą kadzideł, która wprowadza zapach w etap ambrowo-tonkowej bazy. Sądząc po składnikach można by ocenić Copal Azur jako trudne, wymagające pachnidło niszowe. Jednak w rzeczywistości pachnie nadspodziewanie przyjaźnie, sprawia wrażenie dużo bardziej „noszalnego” aniżeli inne znane niszowe kadzidlaki, choćby Avignon czy Cardinal. Za sprawą ewidentnie obecnej niebieskiej, morskiej aury Copal Azur stanowi intrygującą hybrydę zapachu morskiego, ozonowego i żywiczno-balsamicznego. Zapach w dużej części złożony z gęstych ingrediencji, trzyma się raczej blisko skóry, ale pozostaje na niej wystarczająco długo, by nazwać go trwałym. Jest z pewnością intrygującym, innym ujęciem kadzidlanego tematu. Jako taki podoba mi się i po testach próbkowych zachęcił mnie do lepszego go poznania. Cieszy mnie też, że przy okazji tego pachnidła Duchaufour powrócił do tematu kadzidlanego na chwilę porzucając eksperymenty z nutami kulinarnymi, którymi w ostatnim czasie regularnie nas raczy pod postaciami zapachów różnych niszowych marek…

adv copal

główne nuty: żywica sosnowa, kadzidło olibanum, nuta ozonowa, nuta słona, kardamon, paczula, mirra, tonka, ambra

twórca: Bertrand Duchaufour

rok wprowadzenia: 2014

Krótka historia gatunku fougere

Swą premierę miał właśnie zapachowy duet Francisa Kurkdjiana feminin Pluriel i masculin Pluriel. Jako że wersja męska, której recenzja wkrótce pojawi się na blogu, to w swym charakterze niemal tradycyjne fougere, postanowiłem w kilkunastu zdaniach przybliżyć historię tego chyba najpopularniejszego i najliczniej reprezentowanego gatunku męskich perfum.

maison-francis-kurkdjian-masculin-pluriel-perfumes

Historycznie rzecz biorąc składniki klasycznego akordu fougere to lawenda, tonka (kumaryna) i mech dębu. Ten ściśle określony skład określony został za sprawą wzorcowego i pionierskiego pachnidła Fougere Royale marki Houbigant pochodzącego z 1882 roku. Stąd zresztą wzięła się nazwa gatunku – fougere znaczy dosłownie „paproć”. Twórcą tego przełomowego dzieła, którego cechą charakterystyczną było także to, że w jego formule po raz pierwszy użyto syntetycznej molekuły (kumaryna) był Paul Parquet.

fougere-royale-houbigant-600-2

Warto tu zaznaczyć, że niektóre źródła podają, jakoby wcześniej – bo w 1877 roku – powstał zapach Wild Fern Geo. F. Trumpera, ale jego formuła nie zawierała jeszcze pozyskiwanej z fasoli tonka kumaryny. W 1910 roku szacowny angielski dom perfumeryjny Penhaligon’s zaproponował męskiej części swej klienteli English Fern, w którym prócz lawendy i mchu dębowego użyto także esencji z geranium, goździków, paczuli i drewna sandałowego. Ale tu także nie było kumaryny. Zapach dostępny jest do dziś, co jest niewątpliwie niezwykłe i stanowi o jego ponadczasowości.

english fern

Idąc dalej – już w wiek XX-ty – w 1964 roku francuskie Faberge wypuściło męski Brut, który na wiele lat ugruntował stylistykę aromatic fougere jako opartą na akordzie paprociowym wzbogaconym o nowe składniki (ziołowe, kwiatowe, drzewne).

brut-faberge

Tak rozumiane aromatic fougere stało się najliczniej reprezentowaną męską kategorią perfumową w kolejnych dekadach. Rozkwit tego typu zapachów nastąpił w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku, gdy powstały takie klasyki jak Paco Rabanne Pour Homme (1973), Azzaro Pour Homme (1978), nowatorski Drakkar Noir (1982), w którym Pierre Wargnye użył sporej dawki nowo odkrytej wówczas aroma-molekuły dihydromyrcenol (od tego czasu do dziś to jeden z najpowszechniej używanych składników  w męskich perfumach).

Azzaro-Pour-Homme

Jednym z absolutnie najdoskonalszych przedstawicieli gatunku jest wciąż dostępny (na szczęście!) Duc de Vervins Houbigant (1985) rzekomo oparty na formule swego legendarnego przodka. Z kolei rodzimym przykładem aromatycznego fougere jest Brutal od Polleny. Zresztą ze względu właśnie na powszechne stosowanie w męskich kosmetykach do golenia (kremy, wody po goleniu) woń fougere wryła się trwale w konsumencką świadomość jako zapach zadbanego, ogolonego mężczyzny.

duc_de_vervins_eau_de_toilette_box_set

Lata 90-te XX wieku i początek XXI wieku to w męskich perfumach zdecydowane odejście od tej estetyki. Syntetyzowane w laboratoriach wielkich chemicznych koncernów nowe aromamolekuły pozwoliły perfumiarzom na tworzenie zupełnie nowych zapachowych kategorii, jako ozonowa, wodna czy morska. Męskie perfumy stały się generalnie lżejsze, świeższe, pachnące syntetycznie. W tym kontekście bardzo zaskakującym był wydany w 2003 roku zapach Rive Gauche for Men, który dla domu Yves Saint-Laurent, kierowanego wówczas przez Toma Forda, stworzył Jacques Cavallier. W tym doprawdy świetnym pachnidle perfumiarz powrócił do zupełnie wówczas niemodnej kategorii aromatic fougere. Nawiązał przy tym ewidentnie do klasycznego Azzaro Pour Homme, przy czym użył nie stosowanych dotąd w fougere składników, jak choćby aldehydy czy anyż.

rive-gauche-yves-saint-laurent-homme

Obecnie nie zdarza się, by marka designerska poszła na takie ryzyko, na jakie pozwolił sobie swego czasu Tom Ford. Mimo to pojawiają się od czasu do czasu za sprawą marek niszowych pachnidła próbujące w mniej lub bardziej udany sposób odświeżyć ten gatunek. W 2010 roku meksykański perfumiarz Rodrigo Flores-Roux podjął się ambitnego zadania skomponowania współczesnej wersji klasyka od Houbigant – Fougere Royale. Tak powstała opisywana niegdyś przeze mnie na blogu edycja 2010 tego pachnidła. W tym samym roku brytyjski Penhaligon’s przedstawił jedną z najbardziej moim zdaniem interesujących i nowatorskich wersji fougereSartorial Bertranda Duchaufoura. Ten absolutny mistrz pachnących molekuł wzbogacił formułę m.in. o aldehydy „udające” nuty metaliczne, wosk pszczeli, kardamon, wanilię, nutę miodu.

fougere-royale-houbigant-paris-edpsartorial

Nieprzerwana wieloletnia obecność na rynku wielu z wymienionych zapachów jak i fakt, że raz na jakiś czas pojawiają się nowe utrzymane w estetyce fougere dowodzi, że mężczyźni wciąż cenią sobie tę klasyczną woń. Co ciekawe, wśród kobiet także budzi ona pozytywne skojarzenia. Zwykle – mniej lub bardziej świadomie – przypomina im ojca lub też dziadka, który używał tego typu pachnideł podczas codziennej porannej toalety.