Olivier Durbano #13 – Labradorite – szczęśliwa trzynastka?

Dwa tygodnie temu w Domu Perfumeryjnym Quality Missala odbyła się polska premiera najnowszego pachnidła Oliviera Durbano: Labradorite.

IMG_20171125_125410

To już trzynasta zapachowa kompozycja tego artysty, który – przypomnijmy – mieszka i pracuje w Grasse, a więc kolebce europejskiej perfumerii, gdzie od niedawna można także odwiedzić jego malutki butik zlokalizowany w samym sercu starego miasta – na Place Aux Aires. Olivier przybył do Polski, by przy okazji przeprowadzenia warsztatów poświęconych nutom kadzidlanym w swoich perfumach, zaprezentować właśnie Labradorite, którego trzynasty numer artysta określił jako szczęśliwy… Hmm…

20171125-Radek Zawadzki-Wykład Oliviera Durbano-077

Przyznam, że z przyjemnością przypomniałem sobie po kolei niezwykłe, unikatowe pachnidła Oliviera i niezwykłe kamienne i duchowe inspiracje, jakie za nimi stoją. Powróciło moje wcześniejsze przekonanie, że Perfume Stone Poems to jedna z najbardziej niesamowitych kolekcji perfumerii artystycznej, w której od dawna mam swoich faworytów (Black Tourmalin, Heliotrope, Rock Crystal, Pink Quartz, Lapis Lazuli), a pachnidła ją tworzące nie mają sobie równych i są trochę jakby nie z tego świata…

20171125-Radek Zawadzki-Wykład Oliviera Durbano-017

Labradorite #13 składa się z dwunastu składników. Wedle słów twórcy brakującym trzynastym jest człowiek.

Tak więc perfumy te są kompletne tylko wówczas, gdy naniesione na skórę (swoją drogą myślę, że to tyczy się każdych perfum). Jak wyjaśnił Olivier, pachnidło to ma dwie strony, tak jak kamień, który posłużył za inspirację. Jedna jest gładka i błyszcząca, druga – surowa i szorstka. Te dwie natury kamienia artysta oddał poprzez kontrast akordu tuberozy i nut animalnych – cywetu i kastoreum. W otwarciu zapachu znajdziemy akcent ziołowy w postaci majeranku i kardamonu, który zdaje się potwierdzać, że Olivier od pewnego czasu chętnie umieszcza w swych kompozycjach wonne zioła (koper w Promethee #10, kmin i szałwia w Chrysolithe #11, tymianek w Lapis Lazuli #12).  W składzie nie zabrakło oczywiście kadzideł, tym razem w postaci żywic olibanum i opoponaksu. Ich rola w Labradorite nie jest wiodąca, ale z pewnością to właśnie one tworzą ciepły i otulający klimat tego zapachu. W jego centrum pozostaje wszakże bardzo oryginalne ujęcie tuberozy z podkreślonym jej zwierzęcym aspektem. Kwiat ten osadzony został w żywiczno-ziołowym kontekście, co powoduje, że nie przypomina żadnych znanych mi – zwykle kobiecych – perfum z akordem tuberozy. Co więcej – jak wszystkie perfumy Oliviera – nie daje się zaszufladkować także w aspekcie płci.

Labradoryt

Szczerze mówiąc, gdyby nie towarzyszący premierze opis nut zapachowych, nie zidentyfikowałbym tu tuberozy… Owszem jest w tych perfumach pewna nuta, ujawniająca się w sercu i trwająca dość długo, którą można by z pewną dozą dobrej woli nazwać kwiatową, choć na pewno nie typową. No ale pamiętajmy, że to autorska, całkowicie artystyczna interpretacja tej woni. Niestety drażni mnie ona jakimś przebijającym się z niej syntetykiem, jakby użytym tu w przesadnej ilości. No ale to wyłącznie mój subiektywny i indywidualny odbiór, niemniej zakłócony właśnie przez tę nutę. Czy to jest owa tuberoza, czy nie – nie ma znaczenia. Ze względu na tą nutę właśnie 13-te dzieło Oliviera przypadło mi do gustu najmniej ze wszystkich.

Niezależnie od moich osobistych wrażeń i ocen, Labradorite jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że Olivier Durbano nie przestaje zaskakiwać oryginalnością swych olfaktorycznych pomysłów, i że konsekwentnie od 13 lat podąża swoją własną ścieżką, nie oglądając się na innych. I to dosłownie. Bo nie wiem, czy wiecie, ale Olivier nie testuje żadnych innych perfum poza własnymi, by pozostać wolnym od jakichkolwiek, nawet nieświadomych wpływów. Promuje swoje pachnidła w perfumeriach zlokalizowanych w całej Europie, ale nigdy nie wącha żadnych dostępnych w nich perfum innych marek. Zadziwiające i – jak dla mnie – niemal niewyobrażalne… Z drugiej strony taka postawa z pewnością pomaga w koncentracji na własnych pomysłach i może owocować unikalną stylistyką, z czym w przypadku Durbano z pewnością mamy do czynienia. Trzynasty kamienny zapach dowodzi tego tak samo, jak wszystkie pozostałe. Pachnie wyjątkowo, unikatowo i stylistycznie spójnie z pozostałymi dwunastoma. I choć z wyżej opisanego względu nie dołączył do grona moich faworytów, to obiektywnie rzecz biorąc oceniam go jako wart uwagi, jak każdy zapach z tej niezwykłej kolekcji. Choć znajdziemy w niej rzeczy moim zdaniem dużo, dużo lepsze, jak na przykład poprzedni Lapis Lazuli czy wcześniejszy naprawdę uroczy Chrysolithe.

Durbano Labradorite
fot. Fragrantica

nuty głowy: drewno gwajakowe, majeranek, kardamon

nuty serca: tuberoza, ambra, olibanum (kadzidło frankońskie)

nuty bazy: żywica agarowa (oud), sandałowiec, cyweta, kastoreum, opoponaks, piżmo

moja ocena:

zapach: 3,5/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0-3,5

Reklamy

III Perfumowy Top Wszech Czasów wg Perfuforum.pl

perfuforum logo

Ten doroczny ranking stał się już chwalebną tradycją związanego z Perfumowym Blogiem forum Perfuforum.pl skupiającego entuzjastów perfum. Na moją prośbę Scorrpion – autor Perfumowego Topu Wszechczasów – zgodził się na publikację pierwszej dziesiątki rankingu na blogu, za co serdecznie mu dziękuję. Pozostałe 290 (!) miejsc można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie i uniseks (tu głównie nisza) znajdujące się w bazie Perfuforum.pl.

A tak przedstawia się pierwsza dziesiątka:

10. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme

Rasasi Yuqawam PH 2

9. Yves Saint Laurent – Opium Pour Homme

ysl-opium-ph

8. Amouage – Journey Man 

amouage-journey-man-

7. Olivier Durbano – Rock Crystal 

durbano-rock-crystal

6. Yves Saint Laurent – M7 

m7-m

5. Tom Ford – Oud Wood

tom-ford-oud-wood

4. Amouage – Jubilation XXV Man 

amouage-jubilation-man

3. Tom Ford – Tuscan Leather

tom-ford-tuscan-leather

2. Dior – Homme Parfum

dior-homme-parfum

1. Amouage – Interlude Man

amouage-interlude

W porównaniu z rankingiem z zeszłego roku aż siedem zapachów powtórzyło się w Top 10. Awansowały do tego zacnego grona trzy: YSL Opium PH (m. 9.), Rasasi La Yuqawam Pour Homme (m.10.) i Amouage Journey Man (m. 8.), „wyrzucając” poza dziesiątkę obecne w zeszłym roku Ambre Sultan Serge Lutens, Gucci Pour Homme i Tobacco Vanille Tom Ford. Olivier Durbano Rock Crystal zachował swoją 7. pozycję, M7 awansował z 9. na 6., Oud Wood awansował z 8. na 5., Amouage Jubilation Man spadł z 3. na 4., Tuscan Leather awansował z 6. na 3., a Dior Homme Parfum z 5. na 2.

Zwycięzca TOP Wszechczasów pozostał jednak ten sam:

Amouage Interlude Man!

W Top 10 mamy więc aż trzy zapachy Amouage, co nie powinno dziwić zważywszy na doskonałą jakość, jaką ta marka reprezentuje. Podobnie jest z Tomem Fordem – tu aż dwa pachnidła (a trzecie na 11 pozycji). Miłym zaskoczeniem są tak wysokie pozycje dwóch klasyków od YSL (w tym jeden powstały „za rządów” Toma Forda!). Innymi słowy, Tom Ford podzielił się z Christopherem Chongiem, gdyż każdy z nich odpowiada za trzy pozycje w Top 10. Cieszy stała obecność jedynego przedstawiciela niszy perfumowej w TOP 10 – Oliviera Durbano i jego Rock Crystal. Wysoka, bo aż 2, pozycja Dior Homme Parfum wskazuje, że forumowicze najwyżej cenią sobie właśnie tę najbardziej skoncentrowaną, głęboką i trwałą interpretację irysowo-pudrowo-skórzanego tematu Dior Homme. 10 lokata świetnego skądinąd pachnidła arabskiej marki Rasasi La Yuqawam Pour Homme może być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie wiedzą, iż jest to de facto niemal kopia zajmującego 3 miejsce w rankingu Tuscan Leather Toma Forda. Niemal kopia, gdyż – jak twierdzą niektórzy – przerosła pierwowzór (z czym mogę się poniekąd zgodzić).

A oto jak w rankingu uplasowały się niektóre znane hity oraz pachnidła ponadczasowe:

Tom Ford – Tobacco Vanille – 11

Gucci – Pour Homme – 12

Olivier Durbano – Black Tourmaline  – 15

Dior – Homme – 20

Dior – Fahrenheit EDT – 22

Creed – Aventus – 24

Chanel – Platinum Egoiste – 27

Nasomatto – Black Afgano – 28

Hermes – Terre D’Hermes EDT – 29 

Ralph Lauren – Polo – 30 

Chanel – Egoiste – 33

Cacharel – Pour Homme – 39

Lalique – Encre Noire – 50 

Creed – Green Irish Tweed – 51

Chanel – Antaeus – 57

Cartier – Declaration – 58

Gucci – Pour Homme II – 62

Davidoff – Zino – 65

Givenchy – Gentleman – 67

Aramis – Aramis – 68

Kenzo – Pour Homme – 70

Gucci – Envy Men – 71

Chanel – Allure Homme Sport Cologne – 74

Dior – Eau Sauvage – 78

YSL –Kouros – 81

Chanel – Allure Homme Edition Blanche – 84

Guerlain – Vetiver – 90

Thierry Mugler – A*Men – 93

Guerlain – Habit Rouge – 95

Dior – Homme Sport – 97

Oscar de la Renta- Pour Lui – 116

Dolce & Gabbana – Pour Homme – 122 

Chanel – Allure Homme Sport – 134

Creed – Original Santal – 151

Adidas – Active Bodies – 156

Chanel – Allure Pour Homme – 164

Creed – Millesime Imperial – 172

Calvin Klein – CK One – 174

Jean Paul Gaultier – Le Male – 178

Guy Laroche – Drakkar Noir – 179

Hugo Boss – Bottled – 185

Guerlain – L’Homme Ideal – 190

YSL – L’Homme – 197

JOOP! – Homme – 203

Versace – Dreamer – 204

Giorgio Armani – Code – 221

Davidoff – Cool Water – 239

Chanel – Bleu de Chanel EDT – 246

Abercormbie&Fitch – Fierce – 247

Calvin Klein – Eternity for Men – 252

Amouage – Gold Man – 260

Geoffrey Beene – Grey Flannel – 267

Paco Rabanne – 1 Million – 275

Dior – Sauvage – 288

Paco Rabanne – Invictus – 297

Olivier Durbano „Lapis Lazuli” czyli błękit ultramarynowy

To już dwunasty kamień w pachnącej interpretacji Oliviera Durbano, co z pewnością cieszy fanów talentu tego niezwykłego twórcy, w tym mnie osobiście. Niejednokrotnie już podkreślałem wyjątkowość i unikatowość perfumowej kolekcji Parfums de Pierres Poemes. Każdy miłośnik perfum o niebanalnym i wysublimowanym pięknie powinien ją znać. Kropka.

olivier-durbano

Tym razem inspiracją był lazuryt – kamień o przepięknej błękitnej barwie. Słowo „błękit” nie do końca oddaje niezwykłości koloru tego kamienia, który w epoce Renesansu używany był do pozyskiwania niezwykle cennego pigmentu – naturalnej ultramaryny. Ta inspiracja oczywiście znalazła odbicie w przepięknej barwie perfum.

Znawcy kamieni szlachetnych lazurytowi przypisują własności wspierające w walce melancholią, pozytywny wpływ na pogodę ducha, na harmonię w kontaktach z innymi ludźmi, na poczucie bezpieczeństwa. Lazuryt ma wzmacniać silną wolę, koncentrację, intuicję, wiarę we własne siły, kreatywność, odwagę i zdolności przywódcze (za http://pozytywnaenergiakamieni.blogspot.com/).

lazuryt

Lapis Lazuli to Durbano, jakiego lubię najbardziej. Chłodny, mineralny, mistyczny, niepokojący i absolutnie inny od wszystkiego. 

Zapach jest połączeniem suchej, drzewnej bylicy (znanej nam dobrze w bardzo wyrazistym i surowym wydaniu z French Lover Frederica Malle), z iglakowo pachnącym cyprysem, nutą drzewa herbacianego oraz zieloną ziołowością tymianku i eugenolową wonią goździka. Tym składnikom nadano – z pomocą tlenku różanego  – nieprzesadnie, ale wyraźnie wyczuwalnie różano-metalicznej poświaty (którą w mocniejszym i bardziej różanym wydaniu znajdziemy w fenomenalnym Opus X Amouage.) Tutaj ów tlenek odciska swe piętno, ale nie na tyle, byśmy mieli do czynienia z aromatem róży, jedynie z jej metalicznym, zielonym wspomnieniem. Serce zapachu jest bardziej ziołowe, z dominującym tymiankiem. Bardzo niecodzienne nuty w postaci „mleka roślinnego” czy „orkiszu„, dla mnie nie możliwie do zidentyfikowania, z pewnością dodają niezwykłości. Finisz ma drzewny charakter i w bardzo naturalny sposób wypływa z reszty kompozycji, zachowując wciąż jej przewodni temat. To ważne, gdyż wg mnie Lapis Lazuli do samego końca pachnie w dużej mierze tak, jak na początku, a następujące w nim zmiany – choć obecne – są minimalne.

Perfumy przyjemnie projektują, trzymając się skóry ponad osiem godzin, co dopełnia moją ich wysoką ocenę. Wg mnie to jeden z najciekawszych o najlepszych zapachów w ofercie Oliviera Durbano. Im dłużej go testuję, tym bardziej mnie zachwyca…

durbano-lapis-lazuli

nuty głowy: bylica, cyprys, drzewo herbaciane, goździk, tlenek różany

nuty serca: tymianek, mleko roślinne, orkisz, irys

nuty bazy: wetyweria, drzewo cedrowe, ambra, żywica elemi, żywica tolu, piżmo

perfumiarz:  bd.

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0 / oryginalność: 6,0 / projekcja: 4,0 / trwałość: 4,5

PS. Perfumy Oliviera Durbano można przetestować i nabyć wyłącznie w perfumerii Quality Missala.

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (1)

 

Esxence logo

Ósma edycja perfumowych targów Esxence zgromadziła na powierzchni 6 tys. metrów kwadratowych w sumie 206 marek (wzrost o 25% w porównaniu do ubiegłego roku), w tym 84 marki główne, 102 wystawek (na wielu stoiskach prezentowana była więcej niż jednak marka, zwykle dwie lub nawet cztery w formie dodatkowych wystawek) oraz 20 producentów kosmetyków do pielęgnacji skóry w ramach imprezy towarzyszącej  Esxkin – The Excellence of Beauty. Na targach najliczniej reprezentowane były przede wszystkim marki włoskie i francuskie, ale nie zabrakło też Kanadyjczyków, Amerykanów, Hiszpanów, Niemców, przedstawicieli Emiratów Arabskich, Holandii, Szwajcarii, Arabii Saudyjskiej, Tajlandii, Norwegii, Maroko Danii Irlandii, Turcji i Kataru. Esxence odwiedziło w tym roku ponad 7 tys. osób z wszystkich pięciu kontynentów. Byłem jedną z nich…:)

Ja

To był mój targowy debiut, gdy chodzi o branżę perfumiarską (specyfika targów międzynarodowych jest mi – delikatnie mówiąc – nieobca, co wynika z mojej codziennej profesji, ale to zupełnie inna branża i inna skala imprez). Przyznam, ze na początku byłem oszołomiony liczbą stoisk i zaprezentowanych na nich flakonów. Pierwsza runda przez halę miała więc charakter orientacyjny. Później zacząłem zapoznawać się bliżej z wybranymi stoiskami i zapachami. Oczywiście w jeden dzień nie było możliwości zatrzymania się przy każdym stoisku, więc w ich wyborze zdałem się częściowo na swój gust i zainteresowania, a częściowo na los. I jedno i drugie skutecznie oddaliło mnie od stoisk marek pochodzących z Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej, które w swej złoto-czarnej, błyszczącej oprawie wydawały się być po prostu zimne, zdystansowane i nieprzyjazne. Poza tym obawiałem się, że zbyt duża dawka oudu skutecznie zmasakruje mój zmysł węchu i nie będę mógł cieszyć się subtelniejszymi wonnościami na innych stoiskach.

Poniżej pierwsza cześć mojej zdjęciowo-tekstowej relacji z tego niezwykłego dnia. Wiele wzmiankowanych w niej marek i zapachów będę się starał w niedalekiej przyszłości opisać szerzej na blogu, gdy czas na to pozwoli.

Zaczynamy więc od… Aedes de Venustas.

Aedes

Nowojorskie Aedes de Venustas zaprezentowało nową kompozycję Cierge de Lune w swej stojącej jak dotąd na bardzo wysokim poziomie kolekcji perfum. Zapach opisywany jako ciemne oblicze wanilii skomponował Fabrice Pellegrin. Niestety krótki papierkowy test na amatorskim wąskim blotterku (wstyd Aedes!) nie pozwolił mi na ocenę tego pachnidła. Cóż – do nadrobienia, ale to już na pewno na skórze (wanilia na żadnym papierze „nie zadziała”).

Anatole Leberton

Stoisko francuskiego perfumiarza amatora Anatole’a Lebretona wprawiło mnie w zachwyt tyleż oszczędnym co estetycznym designem oraz unoszącą się nad nim mocną, esencjonalną wonią drzewno-miodową, która od razu przykuła moją uwagę. W trakcie jak próbowałem jego zapachowych dzieł nazwanych Parfums de liberte, przesympatyczny Francuz zdążył wspomnieć, że jest od lat perfumowym afficionado, wielbicielem i kolekcjonerem pachnideł vintage, i że kilka lat temu postanowił własnoręcznie spróbować sił w tworzeniu perfum. Wcześniej zajmował się sprzedażą ekskluzywnych czekolad i rzadkich gatunków herbat. Jego pachnidła są niezwykłe. Trochę w klimacie Vero Profumo, choć mniej kwiatowe. Z pewnością wkrótce opiszę je szerzej na blogu, gdyż są tego w mojej ocenie warte.

Buxton

Mark Buxton jakiś czas temu poszerzył swoją linie pachnideł o poświęcony róży A Day in My Life. Rozpoczynający się nieco mylącą dużą dawka pieprzu zapach stopniowo odsłania zmysłową, absolutnie uniseksową, otuloną balsamami i piżmami, naprawdę piękną różę. To może być hit jego kolekcji, co najmniej zaś jedno z najlepszych jego dzieł, nad którym pochylę się bardziej wkrótce. Ale to nie wszystko, gdy chodzi o Buxtona. Perfumiarz zaangażowany był także w prezentację projektu Renegades, o którym słychać już było od dawna, a który w końcu doszedł do skutku…

Renegades 01

Renegades to wspólne przedsięwzięcie Marka Buxtona, Gezy Schoena i Bertranda Duchaufoura. Jak widać po flakonach, a także co było widać podczas imprezy, panowie mają duże poczucie humoru i dystans do siebie samych, co przy ich talentach i dorobku zasługuje na uznanie. Klasa. Ja miałem to szczęście, że o zapachach i projekcie opowiadał mi sam Bertrand Duchaufour (w co do dziś nie mogę w to uwierzyć…).  Każdy z perfumiarzy stworzył jedno pachnidło ozdobione własną, komiksową, kowbojską podobizną na flakonie. Zapachy mają elementy wspólne (m.in. dużą zawartość różowego pieprzu). Zapamiętałem tyle, ze wszystkie pachniały  bardzo nowocześnie, wibrująco i bardzo intrygującą. Przyznam, że najciekawszym wydał mi się ten popełniony przez Schoena. Mam nadzieję, że będzie okazja przetestować je dokładniej w późniejszym czasie.

Renegades 02

Francuski Caron zaprezentował swoją męską kolekcję w zunifikowanym flakonie. O dziwo nie znalazłem w niej ani Yuzu ani Le Troisemme Homme, ale zapomniałem zapytać o przyczynę tych braków. Moją uwagę zwróciła naprawdę piękna, mocna, jubileuszowa wersja Pour un Homme Millesime 2014 ze wzmocniona lawenda i wanilią, będąca de facto intensywniejszą wersją klasyka oraz jego wersja Sport charakteryzująca się „na pierwszy rzut nosa” niebanalną i dość złożoną świeżością.

Caron

Caron 02

Przemiłe Panie Carole Baeupre i Pauline Rochas zaprezentowały kolejne trzy nowe zapachy w swej kolekcji Coolife: Le Cinqueme, Le Sixieme i Le Septieme wejdą do sprzedaży – zdaje się – jesienią tego roku. Moja recenzja dotychczasowych czterech kompozycji z pewnością niedługo pojawi się na blogu.

Coolife 02

Obowiązkowo na targach obecny był Olivier Durbano w oryginalny sposób prezentujący swą wspaniałą, absolutnie unikatową kolekcję pachnideł. Olivier zdradził mi, że pracuje nad jedenastą kompozycją, która będzie miała swoją premierę podczas tegorocznych targów Pitti Fragranze, które odbędą się we wrześniu we Florencji.

Durbano

Intrygująco przedstawiały się kolekcje pachnideł paryskiej marki Evody: Collection Premiere oraz Collection D’Ailleurs. Flakony zdecydowanie wpadły w moje oko, a wybrane zapachy z pewnością przedstawię w najbliższym możliwym czasie na blogu.

evody

Jedną z wzbudzających największe zainteresowanie premier była nowa linia pachnideł marki Jacques Fath pod nazwą Fath’s Essentials. Cztery zamknięte w pięknych flakonach kompozycje: świeżo-zieloną Green Water, białokwiatowo-cytrusową Vers Le Sud, ambrową Bel Ambre i morsko-ambrową Curacao Bay popełniła przemykająca pomiędzy różnymi targowymi stoiskami, dziennikarzami i blogerami, zwracająca uwagę swa niebanalną urodą perfumiarka Cecile Zarokian. Warto zaznaczyć, że Green Water to remake pochodzącego z 1947 roku klasyka, który dostępny w paryskiej Osmoteque w wersji vintage posłużył Cecile jako wzorzec podczas pracy nad nową wersją. Wszystkie cztery zapachy zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie i z pewnością już niedługo opiszę je szerzej.

Fath Essentials

Majda Bekkali z wdziękiem prezentowała swoje najnowsze perfumy o niezwykłej historii i takiej też nazwie. Tulaytulah to raczej kobiecy, bardzo przyjemny, lekko owocowy, lekko migdałowy, jak zwykle u Majdy – niebanalny i intrygujący – zapach stworzony przez niezastąpioną Delphine Thierry. Mam nadzieję zapoznać się z nim bliżej w późniejszym czasie.

Majda Bekkali

Stoisko Histoires de Parfums wyróżniało się spośród innych dominującym kolorem niebieskim, który towarzyszy nowemu zapachowi przekornie przez Geralda Ghislaina nazwanemu This is not a blue bottle. Zapach okazał się raczej świeży, wibrujący, z pewnością mocno nowoczesny, jak na to, co dotąd prezentowała marka HdP. Co ciekawe, na stoisku nie było żadnych innych pachnideł HdP. Tylko to jedno premierowe. W niebieskiej butelce…

HdP

Londyńskie Illuminum pokazało swoją obszerną kolekcję perfum w nowym typie fakonu, zdecydowanie nowocześniejszym i bardziej „trendy”. Obecny za stoisku przedstawiciel marki był bardzo rozmowny i miał specyficzne, angielski poczucie humoru. Gdy odpowiedziałem na jego pytanie, skąd jestem, stwierdził, że w Polsce nie ma Illuminum w sprzedaży, bo polscy dystrybutorzy uważają, że marka jest za droga. Cóż. Wkrótce pewnie opiszę, co warte są ich pachnidła, bo od miłej pani otrzymałem porcję próbek…

Illuminum

Na rozmowę z Alessandro Brunem z duetu Masque Milano czekałem dość długo. Gdy już udało mi się go zagadnąć o najnowsze zapachowe dziecko L’Attesa (Oczekiwanie), będące niezwykle piękną odą do irysa, Alessandro opowiedział mi z prawdziwą pasją o tej kompozycji, którą stworzył dla Masque młody, bardzo utalentowany perfumiarz Luca Maffei (także obecny na Esxence). Zapach zawiera trzy różne esencje irysowe, a także – uwaga – absolut z piwa. Przyznać muszę, że pachnie zniewalająco i jest jednym z najpiękniejszych znanych mi zapachów z irysem w roli głównej. Recenzje L’Attesa jak i jego poprzednika Romanza już wkrótce na blogu. Oba pachnidła utrzymują bardzo wysoki poziom charakterystyczny dla poprzednich zapachów marki i potwierdzają doskonały gust właścicieli Masque Milano. Wielka to szkoda, że pachnidła Mediolańczyków wciąż są niedostępne w Polsce. Jest to dla mnie co najmniej dziwne.

Masque 02

Pozostajemy we Włoszech. Marka Nobile 1942 od dawna mnie intrygowała, ostatnio głównie za sprawą bardzo dobrze ocenianego Fougere Nobile. Musiałem więc go wypróbować i przyznam, że pachnie on naprawdę świetnie, rasowo, bardzo szlachetnie i klasycznie. To zapach, na którego własny flakon – jako wielbiciel fougere – z pewnością wkrótce się skuszę. Mniejsze choć wciąż pozytywne wrażenie zrobił na mnie najnowszy zapach Sandalo Nobile, który miał podczas tragów swoją premierę.

Nobile 1420

Przepięknie prezentowały się proste i eleganckie flakony Le Galion, na stoisku którego obecny był sam CEO Nicholas Chabot. Linia zapachowa Le Galion wydaje się być udaną mieszanką klasyki i współczesności. Wybrane jej zapachy przedstawię już wkrótce na blogu.  Gallion

Na koniec pierwszej części relacji znane nam dobrze i lubiane włoskie Il Profvmo, które zaprezentowało nowość: Othello.

Il Profvmo

 

cdn.

Wywiad z Olivierem Durbano, Dom Perfumeryjny Quality, Warszawa, 17.11.2015

Podczas niedawnego pobytu Oliviera Durbano w Domu Perfumeryjnym Quality i przy okazji warsztatów zapachowych połączonych z premierą jego najnowszego pachnidła „Chrysolithe” udało mi się porozmawiać z tym nietuzinkowym artystą, a zapis niniejszej rozmowy publikuję poniżej.

_MG_7306

Perfumowy Blog: Olivier, na wstępie chciałbym podziękować Ci za to, że zgodziłeś się na ten wywiad i poinformować Cię, że będzie on opublikowany na Perfumowym Blogu, który piszę już od ponad pięciu lat. Miałem więc okazję testować bardzo wiele perfum i muszę przyznać, że Twoje zawsze robiły na mnie wyjątkowe wrażenie…

Olivier Durbano: Dziękuję.

PB: Zanim przejdziemy do tematyki perfumowej, chciałbym wyrazić moje wyrazy współczucia w związku z tym, co stało się w ostatni piątek w Paryżu (ataki terrorystów 13.11). Wiem, że mieszkasz w tym mieście. Czy byłeś tamtej nocy w domu?

OD: Tak, oczywiście, poprzedni weekend spędziłem w Paryżu. Trudno mi o tym mówić. Wielki smutek, wiele tego typu emocji, których tak naprawdę w normalnej sytuacji nie lubisz. Jedynym wyjściem dla nas jest myśleć więcej o tym, co lubimy. Rozmawiać o sztuce, tworzyć dobre i piękne emocje. Nic poza tym.

PB: Jeżeli możemy jeszcze chwilę kontynuować ten wątek – jaki jest Twój punkt widzenia na problem emigrantów w Europie?

OD: Dla mnie to tak naprawdę nie ma związku. Po prostu niektórzy ludzie pozbawieni są człowieczeństwa. To nie jest jedna grupa, nie jest to jeden człowiek. To zbyt skomplikowane i trudne do zrozumienia. Najprostszą reakcją jest dyskusja i zastosowanie rozwiązań politycznych, ale ja nie chcę się w to zagłębiać. Wolę myśleć wyłącznie o pięknych rzeczach. Co najlepszego możemy  w tej sytuacji zrobić? Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie jedynym rozwiązaniem. Nadzieja, światło, miłość, piękno, sztuka, wolność…

PB: Czy widziałeś reakcje Europejczyków na te tragiczne wydarzenia? Te manifestacje solidarności z Francją? Myślę, że one są pełne nadziei?

OD: Tak, to bardzo poruszające i myślę, że wszyscy we Francji są tym poruszeni. Ale uważam, że poza tym musimy sobie zdawać sprawę, że nie jesteśmy sami na świecie. Nawet gdy jest to trudne, musimy coraz bardziej przejmować się także tym, co dzieje się na zewnątrz nas, nie tylko w Paryżu. Musimy być dumni i pamiętać, że jesteśmy symbolem czegoś. Myślę, że Francuzi odkrywają teraz, że musimy do czegoś wrócić. Musimy się czegoś nauczyć. Ale tu nie chodzi tylko o Paryż. Właśnie zaczęliśmy coś rozumieć. Także dlatego jest to tak trudne…

PB: Miejmy nadzieję, że z całej tej sytuacji wyciągniemy dobre wnioski…

OD: Musimy także walczyć ze sobą – w tym sensie, by nie reagować negatywnie, a o to przecież jest tak łatwo. To wszystko łączy się ze sobą. Przez cały weekend nie byłem gotów, by się spakować do podróży tutaj, by nawet o tym myśleć. Ale że znam rodzinę Missalów i wiem, że jestem tu zawsze mile przyjmowany, i że jest wiele osób w Polsce, które są tak miłe, i że będziemy rozmawiać o tym, co lubimy, nie pomyślałem ani przez chwilę o odwołaniu przyjazdu. Choć nie było mi łatwo wczoraj odnaleźć energię, by opuścić Paryż. Pojutrze wracam do Paryża. Trudno mi opuszczać to miasto, jednak prawdopodobnie wkrótce będę musiał udać się do Nowego Jorku, choć w tej chwili nie jest to jeszcze pewne. Wolałbym jednak w tym okresie pozostać w Paryżu, nawet jeśli nie jest to do końca komfortowe patrzeć na smutek, myśleć wciąż o tym. Poza tym, wszechobecne media i pełni obaw ludzie… Każdy jest w tej chwili bardzo wrażliwy…

PB: Przejdźmy zatem do głównego tematu naszej rozmowy. Przede wszystkim chciałbym Ci pogratulować, gdyż minęło już 10 lat od premiery Twoich pierwszych perfum Rock Crystal. Do dnia dzisiejszego stworzyłeś ich już jedenaście, co daje jedno pachnidło na rok. Znam je wszystkie, poza oczywiście najnowszym Chrysolithe. Wszystkie one są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Bardzo trudno mi wybrać jeden ulubiony zapach. Stąd moje pierwsze pytanie, czy masz swoją ulubioną kompozycję lub taką, z której jesteś najbardziej dumny. Jeżeli tak, to która to i dlaczego właśnie ta?

OD: Nie mam swojej ulubionej. Zwykle najbliższa jest mi najnowsza. W tej chwili noszę właśnie najnowszą, Chrysolithe. Przez cały poprzedni rok nosiłem Promethee. Z kolei 10 lat temu przez ponad 3 kolejne lata byłem wierny Rock Crystal, od czasu do czasu zmieniając go na powstające wówczas Amethyst i Black Tourmaline. Od tego czasu każdego roku przez rok noszę swój nowy zapach. Myślę, że jest to logiczne. To jest mój rok przemyśleń, więc muszę nosić mój nowy zapach. Kto wie, może w przyszłym roku będę nosił swoje kolejne perfumy?

_MG_7226

PB: Bardzo często muzycy rockowi lub jazzowi pytani o  to, którą swoją płytę lubią najbardziej, odpowiadają że ostatnią lub też tą, która dopiero powstanie. Nie przepadają za swymi starszymi dziełami i nie chcą do nich wracać, wolą żyć teraźniejszością i przyszłością…

OD: To wydaje się logiczne. To znaczy, ja kocham wszystkie swoje pachnidła, ale czuję się komfortowo, gdy noszę najnowsze. Ono zawsze wieńczy ostatni rok moich przemyśleń i poszukiwań, więc wydaje się to logiczne. Jest to dla mnie także rodzaj ewolucji. Mógłbym oczywiście sięgnąć po inny swój zapach – na przykład w pewnym okresie mojego życia, gdy często występowałem przed dużymi grupami ludzi, odstępowałem od swojej zasady i nosiłem Black Tourmaline. Stanowił on dla mnie swego rodzaju ochronę, osłonę… Natomiast teraz już tego nie robię. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że jestem inny, niż kilka lat temu. I teraz zwykle używam swych najnowszych perfum.

PB: Czy Black Torumaline jest rodzajem zapachu, który odpycha ludzi od osoby go noszącej?

OD: Nie. Nie w tym rzecz. Chodzi mi o osłonę. Wiesz, do czasu do czasu, gdy mam trudności z pewnymi ludźmi, noszę także Czarny Turmalin w formie kamienia. Nie twierdzę, że to jest prawdziwe. Dla mnie to jest po prostu akt symboliczny, który być może mi pomaga, nie wiem… Jednak w tej chwili coraz mniej tego potrzebuje, więc to się zmienia. Wszystko to jest moim artystycznym zamiarem, choć dla kogoś innego może to oznaczać coś zupełnie innego. I to jest to, co w tym lubię. Jest dla mnie ważne, co czuję, gdy coś tworzę. Jednak później ważne jest dla mnie wiedzieć, że ktoś inny ma swoje odczucia względem mojego dzieła. Najważniejsza rzeczą jest otrzymywać emocje, czuć te emocje. Możesz wyobrazić sobie coś zupełnie innego od moich inspiracji, mi to nie przeszkadza. Ważne jest to, że w ogóle coś czujesz. Najlepiej gdy jest to coś pozytywnego [śmiech]. Ale oczywiście nie mam nic naprzeciw, gdy ludzie mówią mi, że zupełnie nie lubią tego czy tamtego zapachu. Czemu nie? To Twoje życie! Nie ja decyduję. Nie wiem, dlaczego tego nie lubisz. Może gdybyśmy się zastanowili, dowiedzielibyśmy się, czemu nie lubisz np. jakiegoś składnika lub mieszanki jakichś składników. Na pewno jest jakaś przyczyna. Ale generalnie Twój odbiór nie jest niczym skrępowany. Jest zupełnie wolny.

PB: Jesteś z wykształcenia architektem, ale nie praktykujesz tego zawodu. Zamiast tego zajmujesz się tworzeniem biżuterii i jest to Twoja zasadniczą działalność artystyczna. Dlaczego więc niegdyś zdecydowałeś się również na tworzenie perfum? Czy perfumy były dla Ciebie wcześniej ważne? A może był to przypadek?

OD: Perfumy były dla mnie ważne. Jednak punktem wyjścia, początkiem wszystkiego były i są kamienie. Wszystko kręci się wokół kamieni. Byłem zafascynowany kamieniami, stworzyłem pierwszy naszyjnik. Gdy to się stało, szybko zdałem sobie sprawę, że było to dla mnie coś bardzo ważnego.

PB: Kiedy to dokładnie było?

OD: Mój pierwszy naszyjnik powstał w 1998 roku. Pomysł na perfumy powstał w 2004 roku. Zapach Rock Crystal został przedstawiony w 2005 roku. Wcześniej perfumy były dla mnie ważne. Podobały mi się bardzo specyficzne zapachy. Byłem wierny wybranym przez siebie perfumom. Pomysł połączenia legend, symboliki pojawił się w moim umyśle w formie historii, filmu, obrazów, do których można wyobrazić sobie zapach. A ten zapach mógł stać się perfumami. Tak więc krok po kroku rodził się pomysł moich perfum. Nie wiedziałem wtedy nic o ich tworzeniu…

PB: Ale jesteś przecież Francuzem, więc perfumy są ściśle związane z historią i kulturą Twojego kraju…

OD: Tak, więc może także i to, ze urodziłem się w Cannes, a część mojej rodziny pochodziła z Grasse, choć nie była związana z przemysłem perfumeryjnym (moi pradziadkowie zajmowali się kwiatowymi ozdobami). Na początku nie widziałem z tym związku, ale w tej chwili myślę, że jakieś nieuświadomione związki istnieją.

PB: W 2005 roku deklarowałeś, że Twoja kolekcja perfum składać się będzie z siedmiu zapachów…

OD: Tak, gdyż siódemka to moja ulubiona cyfra. Jednak, jak widać, czasem jestem w błędzie! [śmiech]

PB: Jednak po premierze Citrine kontynuowałeś tworzenie perfum, tworząc wspaniały Heliotrope (który nota bene mam dziś na sobie) oraz kolejne pachnidła. Dlaczego więc zmieniłeś plany?

OD: Szczerze mówiąc, to wówczas jeszcze nie wiedziałem, ile będzie tych zapachów. Ludzie jednak bardzo często mnie o to pytali, więc wybrałem siedem z wyżej wspomnianych względów… Akt twórczy nie jest czymś, o czym decydujesz. Nie kontrolujesz tego. Jedne perfumy na rok to nie jest dużo, ale pozwala mi czuć się dobrze je tworząc. Jeżeli mam pomysł i możliwości tworzenia – tworzę. Zapachów jest więcej niż siedem, i to jest wg mnie dobre. Ludzie myślą, że to koniec, ale ja zawsze mogę zmienić zdanie. Gdy powstawały Rock Crystal, Amethyst i Black Tourmaline, było to co roku i nie miałem wówczas określonej i zaplanowanej liczby. Teraz mogę powiedzieć Ci, że będę coś robił w przyszłym roku, ale nigdy nie wyjaśniam, co będę robił, gdyż chcę czuć swobodę zmieniania i adaptacji mojego projektu. Uważam, że tworzenie jest miłe, gdy dajesz ludziom coś skończonego. Nie ma sensu rozmawiać o tym, zanim to powstanie. Także z pewnością będzie kolejny zapach, ale nic o nim jeszcze nie wiem i nie chcę wiedzieć. Nie wiem, co się wydarzy, w jakim kierunku pójdę. Tego jeszcze nie wiem…

_MG_7209

PB: W tym miejscu chciałbym zapytać Cię nieco więcej nt. samego procesu tworzenia. Z tego co wiem, nie jesteś wyszkolonym perfumiarzem. W jednym z wywiadów wspomniałeś, że pracujesz z perfumiarzami w Grasse. Jak wygląda ta współpraca? Jaki jest podział ról pomiędzy Tobą a chemikiem-nosem?

OD: Na początku muszę mieć pewność, jaki kamień lub jaka legenda będzie moją inspiracją. Gdy już to wiem, zaczynam zgłębiać temat, wiele czytam, spędzam czas z inspirującym mnie kamieniem, poznaję go. Przed sobą mam listę, na której dopisuje krok po kroku składniki będące wynikiem mojej logiki.

PB: Czyli zaczynasz tworzenie we własnej głowie, w wyobraźni. Potrafisz wyobrazić sobie mniej więcej swoje przyszłe dzieło?

OD: Tak. Odnajduje wszystkie obrazki potrzebne mi do stworzenia tego filmu. To coś w tym rodzaju. Muszę mieć poukładany kompletny film w moim umyśle. Film ten skalda się z obrazów, a te ze składników. I te zapisuje na mojej liście. Gdy lista ta wydaje się kompletna, udaje się do miejsca, które nazywam „kuchnią”, gdzie wraz z chemikiem [perfumiarzem – przyp. autor] staramy się te składniki połączyć. Jest dla mnie bardzo ważne, żeby w formule perfum znalazły się wszystkie składniki z mojej listy, nawet jeśli – a było tak szczególnie na początku – staczam walkę z chemikiem, który mówi mi, że nie da się połączyć tego i tamtego składnika. Spróbujmy – mówię mu. To jest dobre. Ponieważ nie jestem nosem, więc nie dbam o to. Chcę coś zbudować, jestem niczym architekt. Mam pomysł, projekt budynku, ale potrzebuję ludzi, by ze mną ten budynek postawili. Tak samo jest właśnie z perfumami. Ważne jest, by pracować z ludźmi, którzy nie są gwiazdami. Tzn. szanuję sławnych perfumiarzy, ale nie z nimi chcę pracować. Nie byłbym w stanie. Mam szczęście wciąż pracować z ludźmi, których poznałem na samym początku. Lubię pracować w zespole trzyosobowym. Uważam, że jest wtedy zachowana większa równowaga. Pracujemy tak długo, aż dochodzimy do tego momentu, gdy dzieło jest tym, czego oczekiwałem.

PB: W jaki sposób wiesz, że perfumy, nad którymi pracujecie, są w danym momencie skończone?

OD: W sztuce jest to zawsze ten sam problem. Ja czuję się ponad wszystko artystą. Nie jestem jubilerem, nigdy nie chciałem nim być. Nie jestem nosem. Nie chcę nim być. Szanuję ich, ale to nie moja rola. Jestem artystą. Czuję się dobrze z pewnym rodzajem medium, nawet jeśli nie wiem o nim wszystkiego. Gdy malujesz, jest to taka sama sytuacja. Kiedy powinieneś skończyć? To bardzo specjalnym moment. Nie jest dobrze skończyć, zanim ten moment nastąpi i podobnie – nie jest dobrze kończyć po upływie tego momentu. Musisz więc znaleźć ten właściwy moment. Jeżeli nie myślisz o percepcji Twojego dzieła przez ludzi, gdy jesteś prawdziwie wolny… To jest problem twórczości i sztuki. Nie tworzysz dzieła dla siebie. Twoją pracą jest stworzyć dzieło najlepsze wg Twoich własnych kryteriów. Jako artysta jesteś zupełnie sam z tym problemem. Musisz wybrać moment ukończenia swojego dzieła w zgodzie ze samym sobą. Musisz powziąć pewne ryzyko. To nie jest łatwe, ale dla mnie to normlany proces. Od czasu do czasu pojawiają się oczywiście wątpliwości, ale trzeba stawiać im czoło. Perfumy to nie jest wyłącznie proces komponowania. Dla mnie to znacznie więcej. Jest w tym zarówno filozofia, jak i duchowość, zgoda ze sobą, a czasem walka ze sobą. To coś kompletnego.

PB: Gdy czytam na temat procesu tworzenia perfum, spotykam się z informacjami na temat tego, ile prób zajęło perfumiarzowi skomponowanie tego czy tamtego zapachu. Czy pamiętasz, które z Twoich perfum wymagało największej liczby prób lub które powstawały najdłużej?

OD: Nie zwracam na to uwagi. Zapominam o tym. Zwykle pracuję nad zapachem rok. Może to i nie długo, ale z drugiej strony to długo. To moja metoda – nie śpieszyć się. Zwykle ostatnie testy robione są u progu lata, później następuje maceracja, następnie we wrześniu podczas targów Pitti Fragranze we Florencji przedstawiam nowy zapach. Lubię ten rytm, przyzwyczaiłem się do niego, jest dla mnie odpowiedni.

_MG_7210

PB: Podczas recenzowania Twoich perfum zawsze staram się interpretować je znajdując pewne powiązania pomiędzy zapachem, składnikami, a kamieniem lub legendą, która była dla Ciebie inspiracją. I tak np. w Amethyst umieściłeś wyraźną nutę winogrona, które jest surowcem do produkcji wina. Jednocześnie ametyst to kamień, które wg. starożytnych Greków miał chronić przed pijaństwem. Tego typu powiązania znajduję także w innych Twoich perfumach, a ich odkrywanie jest bardzo ekscytujące i jedyne w swoim rodzaju. Czy zgadzasz się z taką interpretacją Twoich zapachów?

OD: O tak. To jest dokładnie to, co jest dla mnie ważne. Oczywiście. To dlatego właśnie, gdy projektuje zapach, tworzę swoją listę składników, która pochodzi wprost z moich inspiracji. Nie jest ona dosłowna. To raczej moja osobista interpretacja, gdyż to jest przecież sztuka, a nie nauka uniwersytecka. Wybieram te składniki, które lubię. Te które do mnie w danym kontekście przemawiają. Nie wszystkie te powiązania będą dla każdego zrozumiałe, gdyż zdarzają się też bardzo osobiste interpretacje, Czasem – w okresie pracy nad listą składników do zapachu – natrafiam przypadkiem na coś, co okazuje się idealnie pasować do mojej koncepcji. Tak było z nutą białej trufli w Lapis Philosophorum.  To było we Włoszech. To był pierwszy raz gdy zamówiłem makaron z białymi truflami. Gdy otrzymałem swój talerz, aromat jaki mnie dobiegł wywarł na mnie niemal alchemiczny efekt! To było coś więcej, niż tylko zapach jedzenia. Tak więc moje inspiracje mają bardzo różny charakter. To mieszanka. Mogę pójść na wystawę obrazów i znaleźć malowidło, w którym odnajdę połączenie ze swoimi poszukiwaniami. Tak więc krzyżuję wiele różnych rzeczy. Owszem, zwykle świadomie poszukuję elementów tej układanki, gdy np. czytam na dany temat. Ale jestem także otwarty na rzeczy, które w tym czasie przydarzają mi się w życiu. Jeżeli mam poczucie, że to pasuje, biorę to. Nawet jeśli później trudno to wyjaśnić. Ale przecież nie trzeba wszystkiego wyjaśniać! Przecież ten przykład białej trufli to anegdota. Ale zabawna! Wierzę, że to jest dobra metoda. Gdy starasz się zawrzeć w swoim dziele więcej napięć, wywołasz więcej emocji wśród odbiorców Twojego dzieła.

PB: Od Rock Crystal do Heliotrope używałeś prawdziwych kamieni jako inspiracji dla swych perfum. To czyniło Twoją kolekcję bardzo spójną. Jednak w 2013 roku tworząc Lapis Philosophorum, posłużyłeś się legendą jako inspiracją. W perfumowej blogosferze pojawiły się pogłoski, że ten zapach był swoistym przejściem od prawdziwych kamieni do legendarnych, nieistniejącymi w naturze – jako źródeł Twojej inspiracji. Twój następny zapach Promethee potwierdzał tę zmianę. Opowiedz proszę o inspiracji dla Twojego najnowszego dzieła Chrysolithe? W jaki sposób przetłumaczyłeś legendę tego kamienia w pachnidło?

OD: Wróćmy na chwilę do Lapis Philosophorum. Lubię być w swej twórczości wolny. A ten zapach był moim dziewiątym. Dziewiątka symbolizuje zakończenie jednego cyklu i rozpoczęcie kolejnego. Pomyślałem wówczas, że tym razem chcę poszukać inspiracji gdzie indziej. Kamień filozoficzny wydawał się być w tym momencie idealną inspiracją. Jednak decyzja o takiej zmianie miała dotyczyć tylko tego jednego zapachu, a nie wszystkich kolejnych. Mimo to rok później natrafiłem na legendę o Prometeuszu i zainspirowała one mnie. Chrysolithe to ciekawy przypadek, gdyż jest to kamień, ale nie konkretny. To raczej ogólna nazwa dla grupy kamieni. Ta nazwa używana była niegdyś wobec różnych rodzajów kamieni. Obecnie jej się nie używa, gdyż identyfikuje się już konkretne kamienie np. oliwin, prenit, apatyt. Co ważne dla mnie, Chrysolithe można odnaleźć w różnych świętych pismach, w Biblii, w Torze i oznacza on tam bardzo wysoki poziom duchowości. Tak więc ten zapach był okazją do oddania czegoś bardzo uduchownionego, ale i szansą na użycie innego rodzaju składników. Tak jak na liście składników budujących Promethee pierwsze miejsce zajmował koper włoski, tak w przypadku Chrysolithe była to szałwia – symbol czystości. Wiem, że niektóry ludzie lubią rzeczy łatwe do zrozumienia, ale ja nie jestem tego zwolennikiem. Przede wszystkim robię to, co chcę, nawet jeśli będzie to może trochę trudniejsze do wyjaśnienia. Wiem, ze wielu osobom przeszkadza odmienność Philosopher Stone od tego, co robiłem wcześniej. Nie rozumiem tego. Ale moja wolność twórcza jest najważniejsza. Czasem zrobisz krok w lewo, krok w prawo, a niektórzy mają z tym kłopot…

PB: Uważam, że to dobrze świadczy o artyście, jeżeli stawia sobie i swej publiczności wyzwania…

OD: Robię to, co czuję. Byłoby to smutne, gdybym mając koncepcję inspiracji w mitycznym kamieniu stwierdził, że nie zrobię tego, gdyż ludzie są tak przyzwyczajeni do prawdziwych kamieni. Może więc stworzę np. Black Agate. Jeżeli faktycznie poczuję, ze to właśnie Black Agate będzie następnym, pójdę w tym kierunku. Ale nie chce zmieniać swoich uczuć tylko dlatego, że obawiam się reakcji ludzi. Muszę sam czuć się dobrze ze swoimi wyborami. Dam Ci przykład. Wracając do mojej listy składników w przypadku Chrysolithe, gdy na nią spojrzałem, zanim udałem się do „kuchni”, zdałem sobie sprawę, że nie ma na niej kadzidła. Więc natychmiast pomyślałem, jakiego kadzidła mógłbym tu użyć. Ale okazało się dla mnie ważne, by powiedzieć sobie nie. Lista jest taka, ponieważ taką stworzyłem pod wpływem inspiracji i taka powinna pozostać. Więc będzie bez kadzidła. Choć przecież sam zapach ma w sobie naturę kadzidła, gdyż inspiracją jest wysoki poziom uduchowienia. Nie jestem więźniem kadzidła. Kocham kadzidła, kocham kamienie, ale – choć było to wyzwanie i walczyłem sam z sobą – powiedziałem tym razem nie. Poszedłem dalej nie dodając kadzidła, a rezultat jest równie interesujący.

PB: Sprzedajesz swoje perfumy w Europie, w USA oraz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich…

OD: Tak, ale nie w całych  krajach, tzn. w Stanach tylko w Luckyscent w Kalifornii, a w ZEA tylko w Dubaju w Villa 505. Luckyscent jest ze mną od samego początku. Zaprosili mnie na wylansowanie Rock Crystal i od tego czasu pracujemy razem. Są bardzo mili i lubię z nimi pracować. Z kolei Villa 505 to spotkanie z Dhaher Bin Dhaherem, twórcą domu Tola Perfumes. Stworzył on bardzo miłe i zupełnie unikatowe miejsce w Dubaju, inne niż wszystkie perfumerie. To rodzaj domu z ogrodem, w którym można nie śpiesząc się, poczuć się wyjątkowo. Pracujemy razem od 2 lat. Lubię pracować z miłymi ludźmi, z którymi darzymy się wzajemnym szacunkiem i dzielimy podobną filozofię.

_MG_7215

PB: Czy znasz opinie nt. Twoich perfum wśród klienteli w tych krajach? Czy widzisz różnice w odbiorze Twoich perfum w zależności od miejsca zamieszkania?

OD: Nie znam opinii, ale myślę, że to jest bardziej kwestia osobowości, a nie kraju, w którym mieszkasz. Oczywiście wygodnie jest kalkulować, jaki zapach polubią w krajach arabskich, a jaki w Stanach Zjednoczonych, i może nawet jest to faktem, ale to nie jest moja filozofia. Spotkałem się z opiniami, że Black Tourmaline jest zapachem typowo męskim, podczas gdy swego czasu wybrała go dla siebie niezwykle elegancka i bardzo kobieca klientka. Tak więc moim zdaniem chodzi bardziej o osobowość, aniżeli cokolwiek innego. Ten sam zapach z mojej kolekcji znajdziesz na wielu różnych osobach: mężczyznach, kobietach, blondynach, brunetach, starszych, młodszych, pięknych, niezbyt urodziwych…

PB: Czy coś te osoby Twoim zdaniem łączy? Jakiś rodzaj uduchowienia?

OD: Trudno to zrozumieć. To skomplikowane. Na to składa się historia danej osoby, jej wspomnienia, jej pamięć zapachowa, wiele rzeczy. Czasem ludzie mogą twierdzić, że nie są uduchowione, ale z drugiej strony są zachwycone bardzo uduchowionym zapachem… Co jest dla mnie najważniejsze, to nie wiedzieć i rozumieć, tylko czuć. Jeżeli więc perfumy wywołują u kogoś dobre emocje i czuje się on w nich dobrze – to doskonale. To jest miłe.

PB: Prawdopodobnie wiesz, który z Twoich zapachów jest bestsellerem…

OD: Zupełnie nie lubię tego określenia….

PB: Muszę przyznać, że w miarę upływu naszej rozmowy uświadamiam sobie, że Twoje podejście do sztuki perfumowej jest zupełnie niekomercyjne… Zapytam więc inaczej – czy wiesz który z Twoich zapachów jest najbardziej lubiany?

OD: Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Co mogę powiedzieć to to, że jestem szczęściarzem, że wszystkie moje zapachy, mimo że minęło już 11 lat od premiery pierwszego z nich, są wciąż dostępne, wciąż żyją. Nawet jeśli niektóre z nich nie „spotykają ludzi”, nic się nie dzieje. Rock Crystal jest jednym, którego lubi wiele osób. Być może dlatego, że był pierwszy, czas obecności na pewno gra tu rolę. Black Tourmaline jest także bardzo specjalny… Jednak dla mnie ważne jest, by każdy z nich znalazł swojego odbiorcę. Wiem, że niektóre z moich zapachów tworzą z ludźmi dużą rodzinę, a inne małą rodzinę, ale nie dbam o liczby. Jestem szczęśliwy, gdy dochodzi do spotkania moich perfum z człowiekiem.

PB: Czyli zupełnie niekomercyjne podejście….

OD: Czasem jest to niedobre dla mnie, wiem o tym! [śmiech]

PB: Twoje zapachy mają koncentrację wód perfumowanych, a więc wysoką. Są bardzo intensywne  i trwałe…

OD: Gdy lubisz jakieś perfumy, chcesz by były trwałe… To dla mnie bardzo ważny aspekt od samego początku. Lubię tę koncepcje, że używasz perfum o poranku, a wieczorem ktoś mówi Ci: „ładnie pachniesz” albo „czym Ty tak pachniesz?”.

PB: Skąd wziął się więc pomysł na Twoje perfumy w formie ekstraktów?

OD: Chciałem spróbować czegoś wyżej skoncentrowanego…

PB: Czy ekstrakty różnią się zapachem od eau de parfum?

OD: To kwestia innej ewolucji i innego sposobu używania, spryskiwania się nimi. Dla mnie zasadniczą częścią kolekcji są wody perfumowane, ale niektórzy lubią ekstrakty, więc czemu nie? Różnią się one koncentracją [30%, podczas gdy eau de parfum mają 20% – przyp. autor] i sposobem, w jaki ewoluują na skórze. Najpierw próbowaliśmy koncentrację 40%, ale to było zbyt wiele, więc zdecydowaliśmy się na 30%.

PB: Oferujesz także zapachy do pomieszczeń i świece…

OD: Traktuje je raczej anegdotycznie… Świece to była jednorazowa, bardzo mała produkcja. Lubię je, ale było to bardzo skomplikowane do zrobienia, ponieważ świece nie są łatwym produktem. Nie chciałem ani trochę zmieniać moich zapachów i np. z Citrine nie udało mi się to w ogóle. Cały proces jest tak skomplikowany, że postanowiłem, że nie będę tego robił ponownie. Dla mnie liczą się perfumy. Gdy chodzi o zapachy do pomieszczeń, to chodziło po prostu o to, by móc perfumować mieszkanie czy łóżko swym ulubionym zapachem. Ale możesz do tego celu równie dobrze użyć perfum.

PB: Faktycznie Twoje perfumy świetnie wiążą się z materiałami i na długo nadają im zapachu…

OD: Tak, to od początku było dla mnie jedną z najważniejszych kwestii, obok wysokiej jakości zapachów i ich kreatywności oraz ekskluzywności.

PB: Jak widzisz przyszłość swojej marki perfumowej?

OD: W tej chwili myślę o nowym projekcie. To wszystko. Mam poczucie, że by robić to, co robię, potrzebuję czasu. Muszę starać się robić to jak najlepiej, unikać błędów, mieć pasję. Odwiedzać miejsca, spotykać ludzi, rozmawiać z nimi. Mieć dobrą komunikację z ludźmi.

PB: Na koniec chciałbym Cię zapytać o „oudomanię”, o modę na perfumy  z oudem…

OD: Jeżeli coś jest modą, mnie to nie interesuje. Wiesz, ja użyłem oud w Black Tourmaline. To było w 2007 roku. Jednak teraz mnie to nie interesuje. Jeżeli coś jest modne, muszę być ostrożny, by tego nie robić. Gdyż teraz to już jest za późno. To samo doświadczenie miałem z kolorami moich perfum. Użyłem barwników, gdyż dla mnie miało to znaczenie – symbolika koloru związana z barwami kamieni. Wszyscy byli sceptyczni, gdy proponowałem moje kolorowe pachnidła, a dziś wszyscy używają kolorów w perfumach. Nie twierdzę, że to dzięki mnie, ale to na swój sposób zabawne…

PB: Olivier, mam jeszcze kilka pytań w zanadrzu, ale zdaje się, że musimy kończyć. Bardzo dziękuję za tę rozmowę. To była przyjemność.

OD: To ja dziękuję. Wiesz, dzięki tym pytaniom i naszej rozmowie pomogłeś mi samemu pewne kwestie lepiej zrozumieć.

_MG_7323
Olivier Durbano z autorem Perfumowego Bloga

 

PS. Serdecznie dziękuję Quality Missala za umożliwienie mi przeprowadzenia tego wywiadu.

Olivier Durbano „Promethee”

Najnowsza perfumowa propozycja Oliviera Durbano powstała przy okazji jubileuszu 10 lecia istnienia marki i jest dziesiątym pachnidłem w kolekcji Parfum de Pierres Poemes. Mogłaby być więc czymś na kształt podsumowania dotychczasowego dorobku twórcy, jednakowoż nim nie jest. Jest za to stuprocentowym dowodem na to, że Durbano zmienił kierunek olfaktorycznych poszukiwań, czego zapowiedzią był już zresztą poprzedni zapach – Lapis PhilosophorumMniej więcej rok temu recenzowałem go na blogu. Wedle deklaracji Oliviera zamykał on kamienną kolekcję i miał stanowić jednocześnie początek czegoś nowego, swoiste tematyczne przejście. Zastanawiałem się wówczas, co też takiego Durbano szykuje na przyszłość, w jakim kierunku podąży i jakiego typu pachnidło zaproponuje nam w następnej kolejności. Promethee jest odpowiedzią na te pytania.

www_slajder_Promethe_01

Zapach – jak się można łatwo domyśleć – powstał z inspiracji mitem o Prometeuszu. Ten mityczny bohater zasłynął nie tylko ukradzeniem Atenie mądrości, ale przede wszystkim stworzeniem człowieka z gliny i łez. Tchnął w niego duszę z boskiego ognia, którego kilka iskier skradł wcześniej z rydwanu boga Heliosa. Ten święty ogień Prometeusz ukrył w kawałku drewna (rzekomo w łodydze kopru), by przekazać go później ludzkości.

koper_kozieradka1

Lapis Philosophorum był pachnidłem o żywiczno-balsamiczno-„wegetalnym” charakterze (unikam jak ognia określenia „warzywny”, bo w kontekście perfum brzmi ono nieco dziwnie, choć skoro mamy przecież perfumy owocowe, to – szczególnie do niszy – jak najbardziej pasują perfumy warzywne!). Promethee zdaje się rozwijać tę estetykę poprzez poszerzenie jej o nowy wymiar. Z jednej strony wyrazista obecność nawiązującej do prometejskiego mitu nuty kopru oraz kozieradki – zioła znanego i stosowanego już w starożytności. Z drugiej zaś towarzysząca im w fazie serca,  oryginalna i niespotykana w perfumach, mineralna, lekko słona i jednocześnie jakby nieco dymna, czy raczej płomienista woń, podobna do tej, jaką wydzielają palone zimne ognie. Jakby rozgrzany krzemień. Ta nuta szybko staje się centrum zapachu i w towarzystwie wspomnianego duetu kopra i kozieradki, podbudowana subtelnymi nutami drzewnymi i żywicami tworzy charakterystyczną woń Promethee, która trwa na skórze przez większość czasu. W ten sposób prometejski mit z przewodnimi motywami ognia, koprowej łodygi i gliny znajduje odzwierciedlenie w zapachu, który jest błyskotliwą i prawdziwie artystyczną jego ilustracją. Oto więc przykład perfumerii koncepcyjnej, prawdziwie niszowej i artystycznej właśnie. Pod tym względem Durbano więc tradycyjnie już nie zawodzi. To charakterystyczna cecha jego stylu, polegającego na zadziwiająco czytelnym przekuwaniu inspiracji w konkretne nuty i akordy zapachu.

zine-ogin-gif

Jednocześnie jednak nie czuję się do Promethee w pełni przekonany. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że „patrzę” na niego przez pryzmat wcześniejszych dzieł Oliviera. Szanuję jego twórczy niepokój i chęć eksplorowania nowych estetyk, ale jednocześnie mam poczucie, że nie jest to kierunek dla mnie tak ekscytujący, jak ten wyznaczony przy pomocy tak niesamowitych pachnideł jak Rock Crystal, Black Tourmaline, Amethyste, Jade, Turquoise czy Heliotrope. Bo te są moim zdaniem najjaśniejszymi – póki co – punktami jego niezwykłej perfumowej kolekcji. Niemniej byłbym nieuczciwy wobec samego siebie i osób czytających moje opinie, gdybym nie stwierdził, że absolutnie doceniam Promethee jako kolejne bardzo interesujące i bardzo oryginalne pachnidło (nie znam nic podobnego!), stworzone przez artystę, którego poczynania śledzę z wielką uwagą, a który jak mało kto w tej dziedzinie zasługuje na to właśnie określenie. Niewielu jest bowiem perfumiarzy, którzy swymi zapachami tak intrygują, poruszają, zmuszają do wręcz intelektualnego wysiłku, by je w pełni poznać i docenić. Na tym polu Olivier Durbano niemalże nie ma konkurencji. Choć artysta zmienił kierunek (do czego ma prawo, a może nawet artystyczny obowiązek, by nie popaść w autoplagiat!), to wciąż nie tyle podąża znanymi ścieżkami, ile wyznacza nowe w miejscach, w których – wydawać by się mogło – nie mają one prawa powstać. Jest więc twórcą awangardowym w pełnym tego słowa znaczeniu, czego Promethee jest przekonującym dowodem. To także fascynujący przykład prawdziwie niszowej perfumeryjnej sztuki i zapach, na który trzeba zwrócić uwagę. Koniecznie. Jest tego wart.

Durbano Promethee

nuty głowy: koper, różowy pieprz, gałka muszkatołowa, mirt, olibanum, czystek

nuty serca: narcyz, kaukaska lilia, absolut z lawendy, kozieradka, rosyjska szałwia, styrax

nuty głębi: cedr, wetiwer, mirra, labdanum, szara ambra, piżmo

twórca: Olivier Durbano

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: 4+
  • projekcja: 4 
  • trwałość: 5

Z archiwum bloga “Per Fumum dla mężczyzn”: Olivier Durbano “Turquoise”

Uwaga: Wpis archiwalny przeniesiony z perfumum.blox.pl z 24.01.2010 roku stąd niektóre dane mogą być już nieaktualne.

Ostatni jak dotąd kamienny poemat Oliviera Durbano nosi tytuł TURQUOISE. Tym razem perfumiarski mistyk wziął na warsztat turkus, który „(…) jest kamieniem ochronnym, który obdarza pogodą umysłu, opanowaniem, siłą psychiczną i strzeże przed upadkiem. Niektórzy twierdzą, że wzmacnia refleks ludzi za kierownicą i chroni przed wypadkami. Podobno zapewnia powodzenie w sprawach materialnych i szczęście rodzinne. Pomaga w rozwikłaniu problemów.”

turkusik

Zapachowo to rzeczywiście najbardziej kamienny i zarazem najmniej kadzidlany z poematów utalentowanego Oliviera. Oprócz turkusowej barwy cieczy ta pachnie – rzecz ujmując najbardziej oględnie – jak wilgotny kamień wyciągnięty z chłodnej morskiej wody. Wrażenie jest niebywałe i po raz kolejny muszę oddać Durbano, że jego dzieło pachnie jak nic, co dotąd dane mi było poznać. Spójrzmy na nuty: morszczyn, trzcina, drewno mirry? Pierwszy raz widzę coś takiego i pierwszy raz coś takiego wącham. Mamy tu do czynienia z kolejnym niezwykle unikatowym dziełem. Durbano zabiera nas tym razem nad chłodny ocean i każe nam wąchać słonawe morskie powietrze, wilgotne morskie kamienie i przywierające do nich glony i wodorosty. Zapach morski? Brzmi może i znajomo, ale jeżeli dotąd miałem do czynienia z perfumami, o których mówiło się, że imitują zapachu morskiej bryzy, to przy TURQUOISE zrozumiałem, że były one kiepskimi żartami. Turkus daleki jest od tych niby-morskich, wodnych wynalazków. Jest naprawdę realistyczny i sugestywny. No i nie ma nic wspólnego z upalnymi wakacjami na tropikalnych plażach!  Wąchając go mam przed oczami skaliste, morskie wybrzeże w pochmurny i wietrzny dzień. Fale rozbijają się o skały i rozbryzgują wodę, której najlżejsze cząsteczki docierają w postaci subtelnej mgiełki na sam szczyt wybrzeża, gdzie stoję. Niezwykły to doprawdy zapach. Na początku jest wyraźnie słony, lekko kwaśny i lekko iglasty (mamy więc zarówno drobiny jodu zawartego w morskim powietrzu, jak i lekko wapienną i kwaśnawą woń morskich skorupiaków, a wszystko to zmiksowane z zapachem iglaków, porastających wysokie nabrzeże). Z czasem iglaste wonie znikają na rzecz nut suchych, słonawych, lekko drewnianych i bardzo subtelnie kadzidlanych. Teraz pachnie to jak morski wilgotny kamień lub kawałek drewna wyrzuconego przez ocean, które przez lata pławienia się w zimnych oceanicznych odmętach przesiąkło nie tylko morską solą, ale wszystkim tym, czy pachnie zimna oceaniczna głębia. Brrrr! Dreszcz przechodzi po plecach. Trzeba sięgnąć po kurtkę przeciwwiatrową! TURQUOISE to kompozycja od której po prostu wieje. Wieje oceanicznym chłodem! Jest intensywna i mocna, bardzo trwała. Sądzę, że podczas upalnego lata w pełni objawi swe chłodne oblicze, a kto wie może i odsłoni swą inną stronę?….

Turkusem Olivier Durbano po raz kolejny dowodzi, że jego perfumy to niezwykłe, unikatowe dzieła sztuki. Po raz kolejny też jego olfaktoryczne koncepcje trafiają w sam środek mego zapachowego serca. Jest mi z nimi bardzo po drodze. Podziwiam wyobraźnię i kunszt tego artysty. Jeżeli miałbym pokusić się o prywatny ranking niszowych perfum, jego dzieła zajęłyby chyba pierwsze miejsce. Liczę, że kolejnymi kompozycjami – na które niecierpliwie czekam (do kompletu siedmiu kamieni brakuje jeszcze dwóch…) – potwierdzi swój kunszt i utwierdzi mnie w przekonaniu o swojej absolutnej unikalności w świecie kreatorów perfum.  

Interpretacja: Starożytni uważali turkus za „skamieniałą wodę” lub „skamieniały fragment nieba”. Zapach Durbano w tym duchu łączy nuty wodne, ozonowe i mineralne, kamienne jak żadne inne znane mi perfumy. Kolejne dzieło Mistrza z „podwójnym dnem”? Owszem. Coś więcej niż perfumy? A jakże…

turkus

Nuty głowy: terpentyna, jagoda róży, żywica elemi, somalijskie kadzidło olibanum, kolendra, jałowiec,

Nuty serca:  trzcina, lotos, lilia, niezapominajka, morszczyn (wodorosty),

Nuty bazy: nieśmiertelnik, miód, drewno mirry, ambra

twórca: Olivier Durbano

rok wprowadzenia: 2009

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: ponad 10 godzin