Kolońskie rekomendacje fqjciora

Zapach koloński jest ze mną od kiedy pamiętam, poczynając od opakowanej w wiklinowe wdzianko buteleczki Prastarej Wody Kolońskiej stojącej na toaletce mojej babci tudzież Przemysławki okupującej miejsce na półce w łazience. Od kilku lat kolońska jest niezbędnym elementem mojej zapachowej garderoby. Nie wyobrażam sobie nie tylko wiosny i lata, ale i całego roku bez świeżej kolońskiej woni w wydaniu mniej lub bardziej klasycznym.

Prastara kolońska
foto: http://www.brzytwa.org

Szczęśliwie nie tylko ja tak mam, o czym świadczy – jak sądzę – popularność wydanego w 2012 roku przez Toma Forda Neroli Portofino, klasycznie pachnącej kolońskiej, wzbogaconej o aspekt ambrowo-piżmowy, której nadano formę trwałej eau de parfum. Sukces tego zapachu skłonił inne marki do pójścia w ślady Forda i zaproponowania własnych pomysłów na kolońskie aromaty. Jedna z nich – mowa o Atelier Cologne – nawet oparła swoje portfolio na rozmaitych interpretacjach kolońskiego tematu, często zresztą wychodząc bardzo daleko poza kanon (troszkę jak od dawna znana z doskonałych kolońskich Acqua di Parma). Z kolei The Different Company stworzyło własną linię nowoczesnych kolońskich pod nazwa L’Esprit Cologne. Słynny Hermes dopracował się solidnej kolońskiej oferty pod nazwą Collection Colognes. Również Tom Ford – w tempie godnym podziwu – rozbudowuje swój arsenał zapachów kolońskich (Mandarino di Amalfi, Venetian Bergamot, Costa Azzura, Fleur de Portofino, Sole di Positano), a w zeszłym roku zaproponował nawet dwie nowe wersje swojego bestsellera: Neroli Portofino Acqua (lżejszą od pierwowzoru, bliższą klasycznej kolońskiej) i Neroli Portofino Forte – gęsty koloński perfumowy ekstrakt ze skórzaną bazą.

Na tym swoistym renesansie kolońskiej korzysta rzecz jasna konsument, mając coraz większy, niemal nieskończony, wybór.

the-neroli-portifino-collection

Poniżej opisałem zapachy kolońskie, które uważam za zdecydowanie godne rekomendacji. Część to typowe – lekkie i krótkotrwałe – eau de cologne, inne to intensywniejsze i bardziej trwałe wody toaletowe i perfumowane o kolońskim bukiecie. Po jednej na każdy dzień tygodnia…

 

Niedziela 

Acqua Di Colonia (1996) Lorenzo Villoresi

Klasyczna, aromatyczna i bezkompromisowa, czyli 120% kolońskiej w kolońskiej 

Bardzo tradycyjna w pod względem aromatu, archetypiczna wręcz kolońska, w której soczyste i rześko pachnące cytrusy połączono z lawendą, zielonym petitgrain (esencja z liści drzewa gorzkiej pomarańczy) i cytrusowo pachnącą żywca elemi, wzbogacono ziołami (wprowadzająca fizjologiczną nutę szałwia i rozmaryn) oraz esencją z kwiatu pomarańczy (neroli), utrwalając całość piżmami. W zamierzeniu prosta, ale w wykonaniu Villoresiego zaskakująco wyrafinowana kompozycja. Równie aromatyczna, co krótkotrwała, w czym także bardzo wierna klasycznym wzorcom. Acqua Di Colonia florenckiego Mistrza pachnie nieprawdopodobnie naturalnie i organicznie. Jest orzeźwiająca jak poranne słońce, soczysta jak włoskie cytrusy i jednocześnie wytrawna niczym zielnik włoskiego kucharza. To najpiękniejsza i najbardziej naturalna znana mi kolońska w klasycznym typie. Czysta i niczym nie zmącona kolońska ekstaza. Jednocześnie tak bardzo klasyczna w swym wyrazistym aromacie, że prawdopodobnie możliwa to zaakceptowania tylko przez koneserów tematu. Choć może się mylę.

 

główne składniki: cytrusy, petitgrain, elemi, goździk, neroli, szałwia, rozmaryn, piżmo

nos: Lorenzo Villoresi

 

Poniedziałek

Cologne Royale (2010) Christian Dior

Subtelnie i ponadczasowo, czyli gdy mniej znaczy więcej.

Kolońska będąca częścią ekskluzywnej linii Diora La Collection Couturier Parfumeur charakteryzuje się delikatnym cytrusowym muśnięciem kalabryjskiej bergamotki i wyraźną przez pierwsze minuty, ale nie przesadnie mocną nutą włoskiej mięty. Zapach osadzony jest na delikatnej bazie z esencji drewna sandałowego. Jego konstrukcja jest minimalistyczna, bardzo prosta i czytelna, doskonale wyważona, a aromat lekki, świeży i naturalny. Cologne Royale nastawiona jest – podobnie zresztą jak Acqua Do Colonia Lorenzo Villoresiego – na krótkotrwały efekt orzeźwienia, choć w swej formule jest dużo prostsza, łatwiejsza w odbiorze i – paradoksalnie –  zupełnie nie retro (choć podobno bazująca na wzorcach z XVIII wiecznych Dworów Królewskich).

Dominacja delikatnych cytrusów plus efemeryczna mięta. Delikatnie, naturalnie, świeżo i nieco nonszalancko, a przy tym krótko. Tak w największym skrócie można opisać Cologne Royale.

Jak mówi Francois Demachy, perfumiarz, który skomponował Cologne Royale,

Kolońska to dla perfumiarza ćwiczenie,  w którym na jakość powstałego zapachu największy wpływ ma jakość użytych składników, w szczególności cytrusowych esencji.

Ja dodałbym, że potrzeba też nie lada ekspertyzy i doświadczenia, by stworzyć wysokiej jakości kolońską. Francois Demachy nieraz już udowodnił, że jest mistrzem kolońskiej konwencji, i że potrafi żonglować nią w imponujący sposób. Wystarczy przywołać tu Eau Sauvage Cologne, Fahrenheit Cologne czy moje ulubione z tej trójki Dior Homme Cologne, do którego Cologne Royale jest chyba najbardziej podobne.

 

główne składniki: bergamotka, męta, drewno sandałowe

nos: Francois Demachy

 

Wtorek

Cologne Pour Le Matin (2009) Maison Francis Kurkdjian

Dla indywidualistów – musujące cytrusy i biały tymianek z Maroka jako doskonali kompani białej koszuli.

Z właściwym sobie urokiem i odrobiną przekory Francis Kurkdjian zaproponował swoją interpretację kolońskiego tematu łącząc obowiązkowe cytrusy (bergamotka i limonka) z akordem ziołowym złożonym z dominującej tu esencji białego tymianku oraz prowansalskiej lawendy. Efektem jest zapach lekki i odświeżający, w którym najwyraźniej pachnie wspomniany tymianek, podczas gdy obecne na samym początku krótkotrwale cytrusy mają niezwykle delikatny charakter.

Cologne Pour Le Matin pachnie ślicznie i oryginalnie. Choć dopiero dodatek fiołka, neroli, irysa i ambry w wersji Absolue Pour Le Matin uczynił zeń pachnidło porywająco piękne i jedno z moich absolutnie ulubionych (od kliku już lat), to Cologne wciąż jest zapachem godnym polecenia, szczególnie jeżeli w kolońskiej poszukujemy czegoś nowoczesnego i bardziej oryginalnego.

 

główne składniki: bergamotka, limonka, biały tymianek, lawenda

nos: Francis Kurkdjian

 

Środa

Cologne (2001) Thierry Mugler

Rewolucyjna, czyli pachnieć słońcem i mydłem.

Dziś już może nie tak zaskakująca, jak w czasie, gdy miała swą premierę, za to wciąż zachwycająca niepowtarzalnym aromatem, który przyjęło się określać jako czysty i mydlany.

Alberto Morillas przedefiniował tym zapachem pojęcie kolońskiej i stworzył jej współczesną wersję – godną XXI wieku. Pachnącą nowocześnie, mocno i dłużej niż standardowe kolońskie, bo będącą w swej istocie chyba pierwszą w historii kolońską o koncentracji wody toaletowej.

Obok obowiązkowych cytrusów, pachnących tu wszakże w mniej naturalny, niż to zwykle bywa w zapachach kolońskich, a bardziej abstrakcyjny sposób, perfumiarz umieścił w formule biało-kwiatowo i jednocześnie cytrusowo pachnącą esencję kwiatu pomarańczy (neroli) oraz zielony, rześki petitgrain – będący w istocie esencją liścia gorzkiej pomarańczy. Jako bazę zastosował tzw. białe piżma, które w solidnej dawce dodają całości mocy, głębi i trwałości oraz czystej aury (nutka świeżo upranej pościeli).

Kto raz zetknął się z Cologne, ten z pewnością uległ jej słonecznemu i beztroskiemu urokowi oraz świeżej i czystej aurze. Nie sposób do niej nie wracać, gdy robi się ciepło. Ja przynajmniej takiego sposobu nie znam.

 

główne składniki: bergamotka, neroli, petitgrain, białe piżma

nos: Alberto Morillas

 

Czwartek

Mediterranean Neroli  (2015) Ermenegildo Zegna 

Koloński luksus, czyli jak przebić Toma Forda?

Będąca częścią ekskluzywnej linii perfum The Essence Collection marki Zegna (niedoceniona, a doskonała kolekcja, zwracam uwagę wszystkich koneserów!) jest odpowiedzią na zapoczątkowany przez Neroli Portofino Toma Forda powrót do aromatów kolońskich, tyle że zrobionych „na bogato” – wieloskładnikowych, mocnych i bardzo trwałych, będących w swej istocie czymś więcej, niż „tylko” kolońskimi. Barokowo rozbudowana receptura gwarantuje w tym przypadku cały wachlarz nut zapachowych – od cytrysowo-zielonego wstępu, zbudowanego z bergamoty i esencji liści gorzkiej pomarańczy (petitgrain bigarade) przez genialne kwiatowe serce, z cudnym neroli, aż po drzewno-piżmowy finisz. Wszystko to składają się na dominujące poczucie luksusowej świeżości i czystości, które tak lubię w perfumach. Podobieństwo to wspomnianego Neroli Portofino jest tu ewidentne, jednakże zapach Zegny jest mniej ambrowy, bardziej drzewny, wyraźniejszy, nieco ostrzejszy i odrobinę szorstki.

Mediterraean Neroli to genialnie wyegzekwowany temat koloński z użyciem doskonałej jakości esencji, co czuć natychmiast i bardzo długo (w tym „bergamotkę Zegny” – esencję pochodzącą z upraw należących do E. Zegny, którą odnajdziemy w każdym z zapachów The Essence Collection). Kompozycja jest wyrafinowana, zniuansowana i zniewalająco piękna, a zapach projektuje mocno i przez wiele godzin. Prawdziwe techniczne tour de force w wykonaniu Pierre’a Negrina.

To bezdyskusyjnie jeden z najlepszych znanych mi tego typu zapachów. Ścisła czołówka i mój faworyt gatunku w ostatnim czasie, który przebił Neroli Portofino Toma Forda.

 

główne składniki: bergamotka, petitgrain, neroli, cyprys

nos: Pierre Negrin

 

Piątek

Cologne (2014) Etat Libre d’Orange

Świeżo, ciepło, ambrowo, skórzanie – czyli coś łatwego i przyjemnego od przekornego Etienna de Swardta.

Perfekcyjnie wykonana współczesna kolońska w koncentracji eau de parfum z pewnością zainspirowana niezwykłą popularnością Neroli Portofino, ale mająca swą wyraźną indywidualność. Zasadnicze nuty to – oczywiście – cytrusy, tyle że tym razem z przewagą soczystej i słodkiej czerwonej pomarańczy oraz kwiaty w sercu (duet kwiatu pomarańczy i jaśminu). Bazę stanowią piżma oraz subtelny akord skórzany. W zapachu czuć wyraźnie dużą dozę drzewnego cashmeranu, który łącząc się idealnie z białymi kwiatami pogłębia i utrwala go jednocześnie. Całość pachnie owszem świeżo, ale nie rześko, tylko raczej ciepło, kremowo, miękko i otulająco. To ambrowo-skórzana kolońska w ciemnej tonacji. Idealna na chłodny letni dzień? Czemu nie. Doskonała też na cały rok. Zdecydowanie warta uwagi, choć niestety pozostająca w cieniu Neroli Portofino.

 

główne składniki: pomarańcza, bergamotka, jaśmin, kwiat pomarańczy, piżmo, skóra

nos: Alexandra Kosinski

 

Sobota

Neroli Portofino (2012) Tom Ford 

Kolońska na sterydach, czyli wiadomo, kto to wszystko zaczął…

Rodrigo Flores-Roux stworzył tę inspirowaną klasyką woń kolońską mieszając cytrusy (bergamotka, cytryna, grejpfrut) z nutami ziołowymi (lawenda, tymianek, rozmaryn) oraz cennymi esencjami kwiatów gorzkiej pomarańczy i jaśminu wielkolistnego (Sambac). Kwiatowej głębi dodał za pomocą bardzo wysokiej jakości ekstraktu CO2 z kwiatu pomarańczy. Perfumiarzowi bardzo zależało na tym, by jego kolońska była dużo trwalsza, niż to zwykle z tego typu zapachami bywa. Użył więc jemu tylko znanej magicznej mieszanki wybranych białych piżm, nasion ketmii piżmowej i dzięgla. W ten sposób perfumy, które skomponował początkowo tylko dla własnego użytku, z inspiracji dzieciństwem spędzonym pośród drzew gorzkiej pomarańczy na meksykańskiej prowincji, stały się jednym z najchętniej kupowanych zapachów z ekskluzywnej linii Toma Forda i zapoczątkowały renesans inspirowanych klasyką zapachów kolońskich.

Neroli Portofino to przecudnej urody niemalże liniowy (niezmienny w czasie), ciepły i posiadający bursztynową głębię zapach koloński o ponad 8 godzinnej trwałości przy początkowo wyraźnej, a po kilku godzinach blisko skórnej, ale konsekwentnej projekcji. Noszenie go to czysta przyjemność. Czuję się w nim świeżo i ekskluzywnie, na co pewnie wpływ ma także niestety jego przesadnie wygórowana cena, nawet w porównaniu do innych pozycji z butikowej linii Private Blend Toma Forda.

 

główne składniki: cytrusy, kwiat pomarańczy, lawenda, rozmaryn, tymianek, jaśmin Sambac, piżmo, ketmia piżmowa (ambrette), dzięgiel

nos: Rodrigo Flores-Roux

 

Inne polecane współczesne kolońskie:

Byredo Sunday Cologne

Frederic Malle Cologne Indelebile

Parle Moi De Parfum Tomboy Neroli

Atelier Cologne Grand Neroli

Le Labo Bergamotte 22

Le Labo Neroli 36

Helmut Lang Eau de Cologne

Chanel Allure Homme Sport Cologne

Dior Homme Cologne 2013

The Different Company L’Esprit Cologne

Reklamy

Maison Francis Kurkdjian „Aqua Celestia” – niebiańska świeżość

Po zaledwie ośmiu latach działalności marka Maison Francis Kurkdjian wzbudziła apetyt branżowego giganta – koncernu LVMH, dysponującego w swym portfolio takimi brandami jak Guerlain, Dior Parfums, Givenchy czy Acqua di Parma. Skończyło się ogłoszonym dosłownie kilka dni temu zakupem jej pakietu większościowego. Informacja ta zelektryzowała media branżowe i zainteresowanych tematyką perfumową blogerów, w tym także i mnie. Co to oznacza dla przyszłości MFK? Trudno przewidzieć. Oby same dobre rzeczy.

Francis Kurkdjian to postać nietuzinkowa, nawet jak na pełną wyjątkowych postaci branżę, w której działa. Nieskazitelnie elegancki Paryżanin ormiańskiego pochodzenia, elokwentny, pewny siebie i swoich racji, umiejący ze swadą opowiadać o swej pracy i niezwykłych, niebanalnych projektach, jakich się podejmuje. Nie przepada za zdradzaniem tajemnic swojego perfumiarskiego warsztatu, perfumerię traktuje raczej jako rzemiosło, aniżeli sztukę. Lubi wyzwania i niebagatelne, zakrojone na szeroką skalę projekty z użyciem zapachu. Niewątpliwie człowiek sukcesu, ale też artysta, który posiadł tajemną wiedzę, dzięki której potrafi tworzyć piękne i uzależniające perfumy, wyróżniające się przy tym dużym potencjałem komercyjnym. Chcąc skomercjalizować swoją działalność, twórca z reguły potrzebuje wspólnika, orientującego się w zasadach prowadzenia biznesu w danej branży. Dla Francisa jest to Mark Chaya, który odpowiada za biznesową stronę MFK, a który doskonale wie, jak prowadzi się firmę w branży beauty.

MFK
Marka Chaya i Francis Kurkdjian

Połączenie sił, talentów i pracy obu panów zaowocowało powstaniem, rozwojem i sukcesem Maison Francis Kurkdjian – luksusowej marki perfumowej, znanej z imponującej linii nowoczesnych i wyjątkowej urody pachnideł, dostępnych w perfumeriach na wszystkich kontynentach oraz w kilku przepięknych butikach marki – w Paryżu, Kuala Lumpur, Kaohsiung, Taipei.

MFK Boutique

Gołym okiem i bez zaglądania w rachunek zysków i strat domniemać można, że MFK okazało się być udanym biznesem (wg http://us.fashionnetwork.com roczne obroty MFK sięgały 10 mln euro). Tak udanym, że zwróciło uwagę branżowego potentata (no chyba, że wcześniej popadło w finansowe tarapaty i znalazło branżowego inwestora, ale w taki scenariusz trudno by mi było uwierzyć). Zanim jednak „gruchnęła” wspomniana wiadomość o wykupie, Francis zdążył zaprezentować nowy zapach – kolejną, trzecią już po Aqua Universalis i Aqua Vitae, odsłonę swej „wodnej” kolekcji.

Aqua Celestia – podobnie jak Aqua Universalis – łączy subtelne nuty kwiatowe z piżmami i aurą luksusowego detergentu (co w tym przypadku jest komplementem, nie zaś wyrazem dezaprobaty). Różnice tkwią w odmiennej nucie kwiatowej (tu mimoza, tam kwiat pomarańczy i konwalia) oraz – przede wszystkim – w owocowej nucie czarnej porzeczki wyczuwalnej od samego początku, zgrabnie połączonej z orzeźwiającą limonką i miętą. Ten uroczy, świeży, lekki, transparentny, owocowo-kwiatowy akord utrzymuje się na skórze przez kilkadziesiąt minut. To, co pozostaje na skórze po jego wygaśnięciu, jest bardzo podobne do Aqua Universalis, choć nieco bardziej intensywne i trwalsze.

sky

Aqua Celestia to dla mnie kolejny dowód na to, że Francis Kurkdjian jest niedoścignionym mistrzem luksusowej i niebanalnej świeżości w perfumach. Specjalnie użyłem słowa luksusowej, choć bardzo trudno mi wyjaśnić słowami, dlaczego. Myślę jednak, że każdy, kto testował jego perfumy, z pewnością wie lub chociaż czuje, o czym piszę.

Jego wizja świeżości ma w sobie najwyższą jakość, coś nieuchwytnie hi-endowego, coś co powoduje, że otoczony stworzonym przez niego aromatem, czuję się, jakbym właśnie wyszedł spod prysznica i wdział nieskazitelnie białą koszulę uszytą dla mnie przez paryskiego Courtota (tak przynajmniej to sobie wyobrażam…).

Dotąd za każdym razem, gdy używałem Aqua Universalis, miałem chęć dosłownie się w niej wykąpać, nasączać nią odzież, bieliznę, pościel, dosłownie wszystko i… nie sięgać już po żadne inne perfumy. Teraz mam w tym zakresie wybór. Jest nim Aqua Celestia. Zabutelkowana niebiańska świeżość.

MFK Aqua Celestia

główne nuty: limonka, czarna porzeczka, mięta, mimoza, piżma

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2017

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 4,5

 

 

Aqua Celestia jest już dostępna w perfumerii Quality Missala w Warszawie.

Maison Francis Kurkdjian „Petit Matin” i „Grand Soir”, czyli poranek i wieczór w Paryżu

Paryskie poranki i wieczory stały się dla Francisa Kurkdjiana inspiracją do stworzenia pary nowych pachnideł: Petit Matin i Grand Soir. Jak więc według artysty pachnie Paryż o poranku, a jak wieczorem?

mfk-paris-duo

Petit Matin…

…to lekki, świeży zapach cytrusowo-ziołowy o nowoczesnej bazie opartej na ambroxanie i białych piżmach, utrzymany w klimacie wcześniejszych zapachów Francisa Kurkdjiana: Cologne Pour le Matin i mojego ulubionego Absolue Pour le Matin. W przeciwieństwie jednak do Cologne, nie zawiera on w formule białego tymianku, a w porównaniu do Absolue nie ma też w nim fiołka ani neroli. Jest za to – co ciekawe – akord głogu. Bergamotka została natomiast zastąpiona cytrynowo pachnącą esencją z Litsea Cubeba.

Początek jest orzeźwiający i bardzo naturalny. Akord cytrusów z wyczuwalna w tle lawendą tworzy piękny, słoneczny klimat. W sercu cichną cytrusy, choć wciąż są obecne. Duet głogu i subtelnej lawendy kontynuuje świeżą opowieść. Finisz to subtelny skin-scent, wspomnienie akordu serca oparte na czystej piżmowej bazie i zmysłowym ambroxanie. Tyleż to ładne, perfekcyjne, ile już znane z innych dzieł perfumiarza. Piszę o tych szczegółach niejako z kronikarskiego obowiązku, gdyż tak naprawdę

Petit Matin wydaje się być kolejnym rozdziałem opowieści Francisa o świetle, poranku, promykach słońca zaglądających przez okno, białej pościeli i białej koszuli przywdziewanej po porannym prysznicu.

Francis Kurkdjian jak mało kto potrafi ubrać ten obraz i nastrój w pachnące molekuły i ten zapach jest na to kolejnym dowodem. Osobiście za to samo uwielbiam Absolue Pour le Matin, który jest stałą pozycją w mojej perfumowej garderobie, a który łączy w sobie bardzo podobną treść z większą wyrazistością i trwałością. Petit Matin jest pod względem parametrów bliższy Cologne Pour Le Matin i jako taki owszem podoba mi się, ale raczej nie ma szans na zdetronizowanie króla. To także ten mniej oryginalny z paryskiego duetu, choć bardzo przyjemny i bardzo w stylu Mistrza.

mfk-petit-matin

główne nuty:  cytryna, litsea cubeba, lawandyna (lawenda wielka), kwiat pomarańczy, akord głogu, piżmo, ambroxan

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 2,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

francis-kurkdjian-w

Grand Soir…

…jest eleganckim i zmysłowym pachnidłem orientalnym, z subtelną nutką kulinarną, w którym dominują ciepłe balsamiczne nuty labdanum i benzoesu połączone z tonka i wanilią. Mimo ciężkich składników, zapach jest nadspodziewanie lekki, bardzo dobrze zbalansowany i natychmiast przypada do gustu. W przeciwieństwie do Petit Matin i jego powinowactwa do duetu Pour le Matin, Grand Soir jest inny od Cologne Pour le Soir, a tym bardziej od gęstego, orientalnego, miodowego i lekko animalnego ambrowca Absolue Pour Le Soir, z którymi to zapachami Grand Soir łączy jedynie benzoes.

Grand Soir jest z pewnością bardziej Soir aniżeli Grand. Ładny, delikatny zapach wieczorowy, zdecydowanie uniseksowy (podobnie zresztą jak Petit Matin), projektujący raczej grzecznie i trwający na skórze dość długo jako subtelny, otulający, bezpieczny skin-scent.

Trudno tu wyróżnić któryś ze składników. Wszystkie współtworzą końcowy efekt. Grand Soir to bardzo „jednolity” zapach o minimalnej ewolucji. Początkowej świeżości nadaje mu lawenda, ale dość szybko do głosu dochodzi pogłębione benzoesem labdanum, którego zmysłowość wzmocniona została poprzez duet wanilii i tonki. Tak więc to, co czujemy na samym początku, jest mniej więcej tym, co będziemy czuli przez resztę czasu z uwzględnieniem stopniowego gaśnięcia zapachu i transformowania w kierunku bardziej ciepłym, otulającym, intrygującym i jakby niedopowiedzianym…

mfk-grand-soir

główne nuty:  lawenda, wanilia, benzoes, tonka, labdanum

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

 

Paryski duet zapachów Petit Matin i Grand Soir nie wnosi nic nowego do oferty MFK. Oba pachnidła są rozwinięciami koncepcji, z realizacji których artysta dał się już wcześniej poznać w ramach Maison Francis Kurkdjian. Przy okazji opisywania obu użyłem żargonowego określenia skin-scent. Nie bez przyczyny. Oba zapachy są dość delikatne, nieagresywne, bardzo grzeczne, nawet jak na standardy Francisa. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby perfumiarz miał już gotowe w szufladzie receptury wersji absolue lub forte obu zapachów. Ale mogę się mylić, wszak to artysta bardzo niepokorny…

Niemniej, ów zapachowy duet może okazać się wprost doskonałą pamiątką z wizyty w Mieście Światła. Według idei twórcy oba pachnidła są jak całodzienna wycieczka po Paryżu. Jeżeli więc chcemy zabrać ze sobą pachnąca cząstkę tego miasta, te pachnidła Kurkdjiana nadadzą się do tego wprost idealnie.  Jak zresztą każde inne pachnidło z oferty Maison Francis Kurkdjian, marki bardzo w swej idei i stylu paryskiej. Przecież nawet oryginalny kształt flakonu MFK powstał z inspiracji paryską architekturą, a specyficzny kolor zatyczek symbolizuje pokryte śniedzią dachy paryskich kamienic…

Ach ten Paryż!

 

PS. Oba pachnidła można przetestować i nabyć w perfumerii Quality Missala, która jest wyłącznym polskim przedstawicielem marki Maison Francis Kurkdjian.

Maison Francis Kurkdjian „Baccarat Rouge 540”

Najnowsze pachnidło Francisa Kurkdjiana Baccarat Rouge 540 powstało tak naprawdę w 2014 roku, po tym jak słynny francuski producent kryształów Baccarat poprosił Francisa o stworzenie perfum, które uchwyciłyby charakter i ducha tej marki i uświetniły 250 rocznicę jej powstania.

ROUGE_540

W bieżącym roku Francis włączył je do oferty swojego domy perfumeryjnego Maison Francis Kurkdjian.

MFK Baccarat Rouge 540

Francis objaśnia, że oczywistą inspiracją dla jego stworzenia był kryształ, jego natura oraz rzemiosło potrzebne do jego stworzenia. Nazwa Rouge 540 nawiązuje do sztandarowego kryształu Baccarat, który pod wpływem domieszki pyłu 24-karatowego złota i kilkugodzinnego wygrzewania w temperaturze 540 stopni Celsjusza nabiera oryginalnej czerwonej barwy. Wg objaśnień perfumiarza (które uważam za bezprecedensowe, bowiem dotąd Kurkdjian niechętnie odsłaniał swoją twórczą „kuchnię”), podczas pracy bazował on na trzech elementach składających się na jego olfaktoryczną interpretację kryształu (składowych niezbędnych dla powstania kryształu): minerale, ogniu i sztuce rzemiosła. W sercu zapachu znajduje się więc akord mineralny, który Francis skomponowała m.in. z użyciem aromamolekuł Ambroxanu (syntetyczna nuta ambrowo-piżmowa) i Evernylu (aromat mchu dębowego). Akord ognia zbudował na bazie esencji z balsamu jodłowego i odrobiny szafranu, zaś zupełnie abstrakcyjną woń rzemiosła kryształowego oddał komponując akord głowy z użyciem jaśminu, pomarańczy i nogietka, który w założeniu miał zakamuflować woń alkoholowego nośnika perfum…To zresztą akurat mu się nie udało, gdyż testując Baccarat Rouge 540 zauważyłem, że jego pierwsze kilkadziesiąt sekund to jednak głównie woń alkoholu. Zaś całe pachnidło jest – przyznam – zaskakujące i zupełnie nie w stylu, do którego przyzwyczaił mnie Francis w ramach estetyki Maison FK.

Baccarat-crystal-chandelier-600x400

Przyznam, że mam wobec tego zapachu odczucia ambiwalentne… Bo gdy potraktować go jako karkołomną próbę oddania natury kryształu w postaci zapachu, jawi się jako intrygujące dzieło nowoczesnej perfumerii abstrakcyjnej. Gdy jednak na chwilę zapomnieć o inspiracji i całej tej kryształowej otoczce, okazuje się, że oto mamy do czynienia z kolejnym transparentnym, bardzo subtelnym, zapachem „duchem” w stylu anty-perfum Escentric 02/ Molecule 02 Escentric Molecules, Not A Perfume Juliette Has a Gun, L’Antimaterie Les Nez i wielu innych im podobnych. Naprawdę nie spodziewajmy się więc poczuć tu jaśmin czy pomarańczę. Te składniki jedynie subtelnie modelują całość, w której dominuje ambroxan, długo wyczuwalny jest też subtelnie pinenowo-mentolowy balsam jodłowy oraz odrobinka szafranu przydająca całości minimalnej słodkości.W bazie na przód wysuwa się sucha nutka cedrowa, która wieńczy dzieło. Całość jest bardzo subtelna, transparentna, aczkolwiek wyczuwalna i charakteryzuje się „iluzjonistyczną” projekcją (osobiście nie czułem pachnidła na sobie, ale otoczenie notowało dziwny, nietypowy zapach  emanujący wokół mnie).

Francis-Kurkdjian-Perfumer-43
źródło: Esquire.co.uk

Francis Kurkdjian przyzwyczaił mnie do tego, że pachnidła w jego luksusowej kolekcji Maison FK wyróżniają się intrygującymi, ale „poprawnymi politycznie” i wycyzelowanymi akordami, charakteryzują się nowoczesnością oraz doskonałą jakością składników i samych kompozycji. Są przy tym zwykle dość wyraziste i skoncentrowane, jednocześnie niezwykle wdzięczne w noszeniu. Nawet jeżeli mają z założenia subtelniejszy charakter (jak choćby Acqua Universalis czy Acqua Vitae), to ich woń jest – że tak to nazwę – „kompletna i namacalna”. Na ich tle Baccarat Rouge 540 jawi się jako zapachowy odmieniec. Jest inny, minimalistyczny, transparentny. Moi zdaniem niespójny z resztą pachnideł MFK, a przy tym niestety wtórny i – jak dla mnie – mało interesujący. Słowem – to najgorsze jak dotąd pachnidło tej marki. Dziwi mnie i jednocześnie nie dziwi, że Francis włączył go do swej oferty. Ma ono z pewnością spory potencjał komercyjny (o ile moda na anty-perfumy wciąż trwa, a tu pewności nie mam), no a poza tym może to przecież zwiastować niechybne pojawienie jego wersji ekskluzywnej w specjalnie zaprojektowanym kryształowym flakonie Baccarat w ciężkiej jak kryształowy żyrandol cenie… Wszak sam Francis twierdzi, że: „każdy dom perfumeryjny marzy o tym, by choć raz mieć flakon Baccarata!”.

Cóż, wypada uwierzyć mu na słowo. Francis na pewno wie, co mówi.

MFK Baccarat Rouge

nuty głowy: pomarańcza, jaśmin

nuty serca: szafran, Ambroxan

nuty bazy: balsam jodłowy, Evernyl, cedr

twórca: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2014/2016

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Maison Francis Kurkdjian „Aqua Universalis Forte” i „Aqua Vitae Forte”

Aqua Universalis Forte

Aqua Universalis (2009) Francisa Kurkdijana pozostaje dla mnie wciąż najdoskonalszą realizacją tematu luksusowej bieli i ekskluzywnej czystości oraz świeżości w perfumach, nieco wyprzedzając doskonały L’Eau Serge’a Lutensa. Nie da się porównać z niczym tego przepięknego, biało-kwiatowo-piżmowego pachnidła, jego cudownej niezwykle optymistycznej aury i poczucia wyjątkowości, jakiego przydaje noszony na skórze. Zapach ten zdobył – co oczywiste – ogromną rzeszę wielbicieli, do której oczywiście się zaliczam, łącząc mainsteramowy charakter z nieosiągalną dla większości marek perfumeryjnych jakością.  Jedynym jego mankamentem, na który fani uniwersalnej wody narzekali, jest wynikająca z charakteru i konceptu subtelna moc i ograniczona trwałość. W odpowiedzi na oczekiwanie swej klienteli Francis Kurkdijan zaproponował w 2011 roku wersję Forte. Słowo to – jak wiemy – oznacza mocny. I taka właśnie jest Aqua Universalis Forte – wzmocniona, bardziej złożona, bogatsza w treść i trwalsza wersja protoplasty. Nie obyło się rzecz jasna bez mian w formule. Do tej dotychczasowej, złożonej głównie z cytrusów, kwiatu pomarańczy, akordu konwalii oraz subtelnych nut drzewnych oraz białych piżm perfumiarz dołożył solidną porcję esencji kwiatowej jaśminu oraz absolutu z marokańskiej róży, które wraz z akordami lilaku i konwalii bardzo wyraźnie wzmocniły biało-kwiatowy charakter zapachu (róża nie ujawnia się indywidualnie), ale też i piżm – mam wrażenie – jest tu więcej. Forte pachnie naprawdę gęsto i wprost potężnie, szczególnie zaraz po aplikacji na skórę i przez kolejne minuty obezwładnia swą mocą, niemal na granicy akceptowalności. Dla niektórych może to być nawet zbyt wiele. Dzięki tym wszystkim zabiegom autor poprawił też znacząco trwałość zapachu. Trzeba jednak dodać, że w perfumerii nie ma cudów i zawsze jest coś za coś. Zapach zatracił więc swą subtelną świeżość, zwiewność i lekkość, stał się czymś w rodzaju koncentratu. Zdecydowanie czuć w nim fakt użycia dodatkowych ingrediencji. Jest w nim też wyczuwalna pewna trudna do opisania, jakby chemiczna nuta (prawdopodobnie jakiś konkretny składnik), która wyraźnie odróżnia go od wersji zwykłej. Niemniej niewątpliwie Francis Kurkdjian osiągnął to, czego oczekiwali fani Aqua Universalis – ku ich zadowoleniu. Forte stanowi coś na kształt wersji wieczorowej lub też jesienno-zimowej ich ulubionego pachnidła, a pachnie przy tym naprawdę pięknie i – co ważne – oryginalnie.

aqua-universalis-forte

główne nuty: bergamotka, lilak (bez), konwalia, egipski jaśmin, absolut marokańskiej róży

twórca: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2011

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Aqua Vitae Forte

Mający swą premierę jesienią 2015 roku Aqua Vitae Forte jest dla swego protoplasty Aqua Vitae (2013) tym, czym Aqua Universalis Forte dla Aqua Universalis. Brzmi to może nieco zagmatwanie, ale tak w istocie jest. Oto więc mocna, bardziej złożona, bogatsza i mocniej pachnąca wersja Aqua Vitae, zapachu z założenia subtelnego, delikatnego, bliskiego skórze. Francis wprawdzie zachował jego niezwykły, słoneczny, ciepły charakter oraz świetlistość (m.in. dzięki Hedione), ale przydał mu ekspresji za pomocą przypraw (cejloński cynamon, kardamon, różowy pieprz) oraz treści i głębi stosując „gęste” nuty biało-kwiatowe – absolut z kwiatu pomarańczy oraz esencję ylan ylang. To nie wszystko. Baza pachnidła została zmieniona i miast subtelnej, gwajakowej wanilii mamy tu mocniejszy i bardziej wyrazisty akord drzewny uzyskany z połączenia esencji sandałowca i wetywerii. Efekt jest zaiste imponujący i muszę przyznać, że tak jak lubię Aqua Vitae za jego subtelną ciepłą i zmysłową, idealną na lato świeżość, tak wersja Forte jawi mi się jako równie wspaniałe, choć jednak zdecydowanie bardziej otulające i esencjonalne pachnidło, które jesienią i zimą przypomni o upalnym lecie… I jeszcze coś. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że także i tu wyczuwam wspomnianą przy okazji Universalis Forte specyficzną nutę/składnik, choć tym razem dużo lepiej wkomponowuje się ona w całość, a Vitae Forte wyłącznie na tym zyskuje. Zaiste piękne to pachnidło, które już wylądowało na mej liście must have!

mfk aqua vitae forte b

nuty głowy: mandarynka, bergamotka, cytryna, cynamon, kardamon, różowy pieprz

nuty głowy: absolut kwiatu pomarańczy, Hedione®, ylang-ylang

nuty głowy: sandałowiec, wetiwer

twórca: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Porównując obie wersje Forte do swych protoplastów, wyczuwam, że efekt mocy i głębi w obu przypadkach został osiągnięty w podobny sposób, poprzez doskonałej jakości absoluty i esencje kwiatowe oraz nuty drzewne i piżmowe. W obu przypadkach zapachy nabrały treści, mocy i trwałości, stając się pełnoprawnymi eau de parfum, czymś na kształt wieczorowej/ zimowej wersji protoplasty. Mimo wzmocnienia obecności kwiatów, moim zdaniem nie straciły swej dotychczasowego charakteru uniseks i to bardzo dobrze. Obie wersje bardzo mi się podobają, właściwie na równi z poprzednikami. W przypadku Vitae chyba nawet nieco bardziej wolę wersję Forte.

Choć… czy ja wiem?

Jean Paul Gaultier „Le Beau Male”

jean-paul-gaultier

Przedstawiony w 2013 roku Le Beau Male (Piękny Mężczyzna) od Jeana Paula Gaultiera zaintrygował mnie z trzech powodów. Po pierwsze ze względu na jego pokrewieństwo z Le Male. Po drugie ze względu na perfumiarza (Francis Kurkdjian), tego samego, który w 1995 roku popełnił oryginalny Le Male. Wreszcie po trzecie ze względu na jego rzekomy zimno-ciepły charakter, na deklarowaną nietypową świeżość połączoną z ciepłą zmysłowością. W założeniu bowiem Le Beau Male ma być pachnidłem chłodnym (chłodzącym) i jednocześnie rozpalającym zmysły. Francis Kurkdjian postrzega markę Jean Paul Gaultier jako niezwykle zmysłową i dlatego nie wyobrażał sobie, by mógł dla niej stworzyć perfumy, które w jego ocenie nie byłyby zmysłowymi. A że jest to perfumiarz, który doskonale wie, jak osiągnąć zamierzony efekt olfaktoryczny (jakikolwiek by on nie był), można się było spodziewać pachnidła co najmniej intrygującego…

le beau male

Le Beau Male nie jest po prostu kolejnym „flankerem” Le Male (tych na przestrzeni ostatnich 20 lat powstała niezliczona liczba, w tym wiele świeżych wersji letnich). To pełnoprawna i pełnowymiarowa nowa kompozycja, która przedstawiana jest jako -owszem zainspirowana i spokrewniona z Le Male – olfaktoryczna gra przeciwieństw: chłodu i gorąca. Kategoria aromatycznego fougere, do jakiej zaliczany jest Le Beau Male, jest niezwykle pojemna, ale muszę przyznać, że po wielokrotnym przetestowaniu tego pachnidła pasuje ona do niego wyjątkowo dobrze mimo, że w składzie mamy zaledwie jeden z kluczowych składników klasycznego fougere – lawendę. Kurkdjian uważa ją zresztą za element DNA linii Le Male, przy czym w przypadku protoplasty artysta akcentował zmysłową i orientalną stronę tej niezwykłej woni, podczas gdy w Le Beau Male wykorzystał jej świeższe oblicze. Świeżą naturę zapachu podkreślił harmonizującą z lawendą miętą (pewnie każdy, kto rozcierał między palcami listki lub kwiaty lawendy wie, że jest w tej woni element mentolowy). Prócz tego w formule użyto esencji z bylicy, która pachnie trochę iglakami, a trochę owocami oraz kardamonu, który dobrze współgra z lawendą.

Mięta jako esencja w perfumerii pachnie nieco bardziej kwiatowo, aniżeli znamy to z produktów spożywczych. Posiada do tego pewną niezwykłą właściwość – przykrywa woń alkoholu w perfumach. Stąd na samym początku, zaraz po aplikacji, gdy zwykle w perfumach o lekkim i świeżym charakterze czujemy woń alkoholowego nośnika, w Le Beau Male niemal nie poczujemy tej ostrej nuty.

Mint_And_Ice_Cube

Początkowo chłodny Le Beau Male z czasem ustępuje miejsca zmysłowej reminiscencji z Le Male w postaci emblematycznego kwiatu pomarańczy, zestawionego tu z bardzo wyraźną szałwią, mającą charakterystyczną, nieco brudną woń. To element, którego – muszę przyznać – Kurkdjian użył odważnie. Testując zapach „z bliska” (czyli wąchając go naniesionego na skórę z odległości kilku cm) szałwia pachnie na tyle wyraźnie, że niezwyczajny tej woni nos może się wystraszyć. Jednak z dystansu także i ona wtapia się w atrakcyjną całość. Le Beau Male utrwalone zostało „czystymi” piżmami, podkreślającymi zmysłową naturę zapachu. Dzięki nim siedzi on na skórze około 7 godzin, co jak na zapach świeży jest niezłym wynikiem. Projekcja jest dość wyraźna przez pierwsze kilka kwadransów, później zapach wycofuje się, staje się bardziej subtelny, ale przyjemnie obecny.

Le Beau Male przypomina mi klimatem pachnidła w typie Cool Water Davidoff czy Giorgio Beverly Hills Wings for Men. Pokusiłbym się nawet o próbę zakwalifikowania go jako zapachu morskiego (marine), którego morskość została osiągnięta w nietypowy dla gatunku sposób. Taki charakter zapachu podkreśla także flakon będący morską w swej kolorystyce wariacją nt. oryginalnego flakonu Le Male. Abstrahując jednak od skojarzeń z wybrzeżem, w swej konstrukcji i składzie Le Beau Male jest pachnidłem na wskroś francuskim, co nie każdy zauważa. Mieszanka aromatycznych ziół: mięty, lawendy i szałwii – toż to kwintesencja tradycyjnych francuskich perfum dla panów! Pachnie jednak absolutnie współcześnie, choć pewne zapatrzenie w estetykę charakterystyczną dla perfumerii męskiej lat 90-tych jest tu dla mnie wyczuwalne. Aromatyczne morskie fougere? Chyba tak!

Le Beau Male z całą swoją osobliwą urodą jawi mi się jako interesująca propozycja na aktualną letnią pogodę szczególnie dla tych, który szukają oryginalnego, wyróżniającego się orzeźwienia ze zmysłowym podtekstem.

jean-paul-gaultier-le-beau-male

nuty głowy: mięta, bylica, lawenda

nuty serca: lawenda, kardamon, kwiat pomarańczy, szałwia

nuty głębi: białe „czyste” piżma, świerze nuty drzewne

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

Maison Francis Kurkdjian „Oud Satin Mood”

Zwykle opisuję perfumy przez pryzmat akordów i tworzących je nut. Zapożyczam więc terminologię od muzyki, bo perfumeria nie dysponuje niestety swym własnym, koherentnym, odrębnym i powszechnie zrozumiałym językiem. W konsekwencji nasuwa się więc pytanie – czy perfumy, prócz pojedynczych nut i akordów, czyli harmonii, posiadają także melodię? W melodii dźwięki następują po sobie, w akordach współbrzmią one w tym samym czasie tworząc harmonię. W perfumach możemy poczuć konsonanse i dysonanse, akordy i harmonię, ale czy poczujemy w nich także melodię?

Podczas swojej prezentacji w perfumerii Quality Missala Francis Kurkdjian kilkukrotnie nawiązywał do muzyki, do analogii pomiędzy nią a perfumami. Przyznał, że sam amatorsko gra na fortepianie, podczas gdy jego siostra jest profesjonalną pianistką. Kurkdjian jako posiadający zdolności muzyczne kompozytor perfum jest dla mnie właśnie niczym kompozytor muzyki, który dba o to, by jego dzieła były złożone z konsonansowych harmonii. Unika dysonansów. Poza tym – co bardzo ważne – jego zapachy mają moim zdaniem swoją melodię. Zwykle taką, którą łatwo zapamiętać. Są jak dobra piosenka. Oud Satin Mood – najnowszy zapach Francisa Kurkdjiana, którego polska premiera odbyła się przy okazji wizyty tego perfumiarza w perfumerii Quality Missala (moja relacja tu), nie jest w tym względzie wyjątkiem.

MAISON FRANCIS KURKDJIAN OUD Satin mood_visual

Muszę przyznać, że zapach zaskoczył mnie. Przede wszystkim, znając dotychczasowe trzy pachnidła cyklu Oud Moods spodziewałem się kolejnego gęstego, esencjonalnego, mocno zainspirowanego arabską stylistyką uniseksowego pachnidła w formie extrait de parfum, oprawionego w charakterystyczny kurkdjianowski flakon ze złotą tabliczką na przedzie. A więc produktu wprost idealnie zaprojektowanego, by święcił triumfy sprzedaży na bogatych rynkach arabskich. Tymczasem Satin Mood odróżnia się od oudowej trójcy nie tylko na pierwszy rzut oka – czyli brakiem owej złotej tabliczki i koncentracją eau de parfum – ale przede wszystkim swym absolutnie europejskim, a ściślej francuskim charakterem oraz zdecydowanie kobiecą urodą.

MFK Oud Moods

Nie jest to, jak się można domyśleć, zapach tak ekspansywny, jak wcześniejsze Oud Moods. Jest bardziej subtelny, choć dobrze wyczuwalny, miękki, aksamitny, pudrowy, z głównymi nutami fiołka, róży i wanilii. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie ma tu klasycznego akordu głowy, a zapach od razu rozpoczyna się sercem, głównym tematem. Zieloność fiołka, który pachnie tu także nieco jak kłącze irysa, obecna jest w tej pierwszej fazie zapachu, kiedy możemy go poczuć wspólnie z różą i wanilią. Z czasem w naturalny sposób zanika, a na skórze pozostaje charakterystyczny różano-waniliowy, nieco pudrowy akord, który trwa praktycznie do końca, powoli się wyciszając. Oudu jako indywidualnego składnika nie wyczuwam tu żadnym momencie. Tuszę, że został wtopiony w kompozycję i „współbuduje” całość charakterystycznego głównego akordu Satin Mood… No chyba że Francis zastosował tu chwyt marketingowy i wykorzystał niezwykłą moc słowa oud w nazwie, skąpiąc samej cennej substancji w formule. Jako absolwent Paris Institute of Luxury Marketing, ale przede wszystkim jako perfumiarz doskonale znający rynek, mający z nim na co dzień styczność poprzez tworzenie perfum na zamówienie designerskich marek, mógł tego typu pokusę nie tylko poczuć, ale i jej ulec…

Załóżmy jednak, że nie uległ.

Jako produkt w ofercie MKF Oud Satin Mood nawiązuje – poprzez nazwę i inspirację fakturą materiału – do oudowego trio. Jednocześnie poprzez projekt flakonu, koncentrację zapachu i jego francuski charakter – do pierwszego Oud MFK. Co więcej, wspomniany kwiatowo-waniliowo-pudrowy akord, kojarzący się nieco z zapachem szminki do ust, czyni z Oud Satin Mood kobiecy odpowiednik pierwszego, bardziej moim zdaniem męskiego w swym charakterze Oudu. Przyznam, że owe szczegóły zauważyłem dopiero po spotkaniu z Francisem, a szkoda, bo chętnie zapytał bym go o to, czym się kierował, tak dobierając charakter, flakon i koncentrację tych perfum… 

Oud – Maison Francis Kurkdjian

Dobre perfumy muszą zapadać w pamięć. Muszą mieć w sobie coś, co wnika głęboko w zakamarki naszej zapachowej pamięci i nie chce stamtąd ulecieć. Coś co powoduje, że chcemy do nich wracać i wciąż chcemy ich więcej. A gdy ich zabraknie, czegoś nam dziwnie brakuje… Oud Satin Mood spełnia te kryteria.

Satin Oud na pewno pachnie oryginalnie i charakterystycznie. Nie ucieknę jednak od porównań, które zwykle stosuje w swoich opisach nie po to, by – broń boże – sugerować brak kreatywności czy naśladownictwo, ale po to, by pomóc wyobrazić sobie zapach tym czytelnikom, którzy go nie znają, a którzy być może poznali ten, którego używam do porównania (zawiłe, wiem!). W przypadku Satin Mood najbardziej oczywistym będzie porównanie do Lipstick Rose (2000 r.) od Frederica Malle autorstwa Ralfa Schwiegera. Ten sam pudrowo-szminkowo-różany klimat (nieprzypadkowa zbieżność głównych ingrediencji: fiołka, róży, wanilii i akordu ambrowego), choć jako całość pachnący u Francisa inaczej, bardziej współcześnie, a mniej retro, co z kolei charakteryzuje Lipstick Rose. Wieść niesie, że tę samą estetykę penetrował Olivier Polge tworząc Misia – swoje pierwsze perfumy dla Chanel (dołączone w tym roku do linii Les Exclusifs). To wszystko nie zmienia oczywiście mojej pozytywnej oceny Satin Oud, które choć najsłabsze z wszystkich oudów Francisa (a już na pewno najmniej oudowe), jest pachnidłem – przepraszam za trywializm – bardzo ładnym i przyjemnym w noszeniu. Przede wszystkim zaś naprawdę uroczo pachnie na kobiecej skórze. Wiem, bo sprawdziłem to osobiście już dobrych kilka razy. Działa. Zawsze.

MAISON FRANCIS KURKDJIAN OUD Satin mood 70ml EDP

główne nuty: fiołek, róża bułgarska, róża turecka, ambra, wanilia, oud

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****