Maison Francis Kurkdjian „Aqua Celestia” – niebiańska świeżość

Po zaledwie ośmiu latach działalności marka Maison Francis Kurkdjian wzbudziła apetyt branżowego giganta – koncernu LVMH, dysponującego w swym portfolio takimi brandami jak Guerlain, Dior Parfums, Givenchy czy Acqua di Parma. Skończyło się ogłoszonym dosłownie kilka dni temu zakupem jej pakietu większościowego. Informacja ta zelektryzowała media branżowe i zainteresowanych tematyką perfumową blogerów, w tym także i mnie. Co to oznacza dla przyszłości MFK? Trudno przewidzieć. Oby same dobre rzeczy.

Francis Kurkdjian to postać nietuzinkowa, nawet jak na pełną wyjątkowych postaci branżę, w której działa. Nieskazitelnie elegancki Paryżanin ormiańskiego pochodzenia, elokwentny, pewny siebie i swoich racji, umiejący ze swadą opowiadać o swej pracy i niezwykłych, niebanalnych projektach, jakich się podejmuje. Nie przepada za zdradzaniem tajemnic swojego perfumiarskiego warsztatu, perfumerię traktuje raczej jako rzemiosło, aniżeli sztukę. Lubi wyzwania i niebagatelne, zakrojone na szeroką skalę projekty z użyciem zapachu. Niewątpliwie człowiek sukcesu, ale też artysta, który posiadł tajemną wiedzę, dzięki której potrafi tworzyć piękne i uzależniające perfumy, wyróżniające się przy tym dużym potencjałem komercyjnym. Chcąc skomercjalizować swoją działalność, twórca z reguły potrzebuje wspólnika, orientującego się w zasadach prowadzenia biznesu w danej branży. Dla Francisa jest to Mark Chaya, który odpowiada za biznesową stronę MFK, a który doskonale wie, jak prowadzi się firmę w branży beauty.

MFK
Marka Chaya i Francis Kurkdjian

Połączenie sił, talentów i pracy obu panów zaowocowało powstaniem, rozwojem i sukcesem Maison Francis Kurkdjian – luksusowej marki perfumowej, znanej z imponującej linii nowoczesnych i wyjątkowej urody pachnideł, dostępnych w perfumeriach na wszystkich kontynentach oraz w kilku przepięknych butikach marki – w Paryżu, Kuala Lumpur, Kaohsiung, Taipei.

MFK Boutique

Gołym okiem i bez zaglądania w rachunek zysków i strat domniemać można, że MFK okazało się być udanym biznesem (wg http://us.fashionnetwork.com roczne obroty MFK sięgały 10 mln euro). Tak udanym, że zwróciło uwagę branżowego potentata (no chyba, że wcześniej popadło w finansowe tarapaty i znalazło branżowego inwestora, ale w taki scenariusz trudno by mi było uwierzyć). Zanim jednak „gruchnęła” wspomniana wiadomość o wykupie, Francis zdążył zaprezentować nowy zapach – kolejną, trzecią już po Aqua Universalis i Aqua Vitae, odsłonę swej „wodnej” kolekcji.

Aqua Celestia – podobnie jak Aqua Universalis – łączy subtelne nuty kwiatowe z piżmami i aurą luksusowego detergentu (co w tym przypadku jest komplementem, nie zaś wyrazem dezaprobaty). Różnice tkwią w odmiennej nucie kwiatowej (tu mimoza, tam kwiat pomarańczy i konwalia) oraz – przede wszystkim – w owocowej nucie czarnej porzeczki wyczuwalnej od samego początku, zgrabnie połączonej z orzeźwiającą limonką i miętą. Ten uroczy, świeży, lekki, transparentny, owocowo-kwiatowy akord utrzymuje się na skórze przez kilkadziesiąt minut. To, co pozostaje na skórze po jego wygaśnięciu, jest bardzo podobne do Aqua Universalis, choć nieco bardziej intensywne i trwalsze.

sky

Aqua Celestia to dla mnie kolejny dowód na to, że Francis Kurkdjian jest niedoścignionym mistrzem luksusowej i niebanalnej świeżości w perfumach. Specjalnie użyłem słowa luksusowej, choć bardzo trudno mi wyjaśnić słowami, dlaczego. Myślę jednak, że każdy, kto testował jego perfumy, z pewnością wie lub chociaż czuje, o czym piszę.

Jego wizja świeżości ma w sobie najwyższą jakość, coś nieuchwytnie hi-endowego, coś co powoduje, że otoczony stworzonym przez niego aromatem, czuję się, jakbym właśnie wyszedł spod prysznica i wdział nieskazitelnie białą koszulę uszytą dla mnie przez paryskiego Courtota (tak przynajmniej to sobie wyobrażam…).

Dotąd za każdym razem, gdy używałem Aqua Universalis, miałem chęć dosłownie się w niej wykąpać, nasączać nią odzież, bieliznę, pościel, dosłownie wszystko i… nie sięgać już po żadne inne perfumy. Teraz mam w tym zakresie wybór. Jest nim Aqua Celestia. Zabutelkowana niebiańska świeżość.

MFK Aqua Celestia

główne nuty: limonka, czarna porzeczka, mięta, mimoza, piżma

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2017

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 4,5

 

 

Aqua Celestia jest już dostępna w perfumerii Quality Missala w Warszawie.

Maison Francis Kurkdjian „Petit Matin” i „Grand Soir”, czyli poranek i wieczór w Paryżu

Paryskie poranki i wieczory stały się dla Francisa Kurkdjiana inspiracją do stworzenia pary nowych pachnideł: Petit Matin i Grand Soir. Jak więc według artysty pachnie Paryż o poranku, a jak wieczorem?

mfk-paris-duo

Petit Matin…

…to lekki, świeży zapach cytrusowo-ziołowy o nowoczesnej bazie opartej na ambroxanie i białych piżmach, utrzymany w klimacie wcześniejszych zapachów Francisa Kurkdjiana: Cologne Pour le Matin i mojego ulubionego Absolue Pour le Matin. W przeciwieństwie jednak do Cologne, nie zawiera on w formule białego tymianku, a w porównaniu do Absolue nie ma też w nim fiołka ani neroli. Jest za to – co ciekawe – akord głogu. Bergamotka została natomiast zastąpiona cytrynowo pachnącą esencją z Litsea Cubeba.

Początek jest orzeźwiający i bardzo naturalny. Akord cytrusów z wyczuwalna w tle lawendą tworzy piękny, słoneczny klimat. W sercu cichną cytrusy, choć wciąż są obecne. Duet głogu i subtelnej lawendy kontynuuje świeżą opowieść. Finisz to subtelny skin-scent, wspomnienie akordu serca oparte na czystej piżmowej bazie i zmysłowym ambroxanie. Tyleż to ładne, perfekcyjne, ile już znane z innych dzieł perfumiarza. Piszę o tych szczegółach niejako z kronikarskiego obowiązku, gdyż tak naprawdę

Petit Matin wydaje się być kolejnym rozdziałem opowieści Francisa o świetle, poranku, promykach słońca zaglądających przez okno, białej pościeli i białej koszuli przywdziewanej po porannym prysznicu.

Francis Kurkdjian jak mało kto potrafi ubrać ten obraz i nastrój w pachnące molekuły i ten zapach jest na to kolejnym dowodem. Osobiście za to samo uwielbiam Absolue Pour le Matin, który jest stałą pozycją w mojej perfumowej garderobie, a który łączy w sobie bardzo podobną treść z większą wyrazistością i trwałością. Petit Matin jest pod względem parametrów bliższy Cologne Pour Le Matin i jako taki owszem podoba mi się, ale raczej nie ma szans na zdetronizowanie króla. To także ten mniej oryginalny z paryskiego duetu, choć bardzo przyjemny i bardzo w stylu Mistrza.

mfk-petit-matin

główne nuty:  cytryna, litsea cubeba, lawandyna (lawenda wielka), kwiat pomarańczy, akord głogu, piżmo, ambroxan

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 2,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

francis-kurkdjian-w

Grand Soir…

…jest eleganckim i zmysłowym pachnidłem orientalnym, z subtelną nutką kulinarną, w którym dominują ciepłe balsamiczne nuty labdanum i benzoesu połączone z tonka i wanilią. Mimo ciężkich składników, zapach jest nadspodziewanie lekki, bardzo dobrze zbalansowany i natychmiast przypada do gustu. W przeciwieństwie do Petit Matin i jego powinowactwa do duetu Pour le Matin, Grand Soir jest inny od Cologne Pour le Soir, a tym bardziej od gęstego, orientalnego, miodowego i lekko animalnego ambrowca Absolue Pour Le Soir, z którymi to zapachami Grand Soir łączy jedynie benzoes.

Grand Soir jest z pewnością bardziej Soir aniżeli Grand. Ładny, delikatny zapach wieczorowy, zdecydowanie uniseksowy (podobnie zresztą jak Petit Matin), projektujący raczej grzecznie i trwający na skórze dość długo jako subtelny, otulający, bezpieczny skin-scent.

Trudno tu wyróżnić któryś ze składników. Wszystkie współtworzą końcowy efekt. Grand Soir to bardzo „jednolity” zapach o minimalnej ewolucji. Początkowej świeżości nadaje mu lawenda, ale dość szybko do głosu dochodzi pogłębione benzoesem labdanum, którego zmysłowość wzmocniona została poprzez duet wanilii i tonki. Tak więc to, co czujemy na samym początku, jest mniej więcej tym, co będziemy czuli przez resztę czasu z uwzględnieniem stopniowego gaśnięcia zapachu i transformowania w kierunku bardziej ciepłym, otulającym, intrygującym i jakby niedopowiedzianym…

mfk-grand-soir

główne nuty:  lawenda, wanilia, benzoes, tonka, labdanum

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

 

Paryski duet zapachów Petit Matin i Grand Soir nie wnosi nic nowego do oferty MFK. Oba pachnidła są rozwinięciami koncepcji, z realizacji których artysta dał się już wcześniej poznać w ramach Maison Francis Kurkdjian. Przy okazji opisywania obu użyłem żargonowego określenia skin-scent. Nie bez przyczyny. Oba zapachy są dość delikatne, nieagresywne, bardzo grzeczne, nawet jak na standardy Francisa. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby perfumiarz miał już gotowe w szufladzie receptury wersji absolue lub forte obu zapachów. Ale mogę się mylić, wszak to artysta bardzo niepokorny…

Niemniej, ów zapachowy duet może okazać się wprost doskonałą pamiątką z wizyty w Mieście Światła. Według idei twórcy oba pachnidła są jak całodzienna wycieczka po Paryżu. Jeżeli więc chcemy zabrać ze sobą pachnąca cząstkę tego miasta, te pachnidła Kurkdjiana nadadzą się do tego wprost idealnie.  Jak zresztą każde inne pachnidło z oferty Maison Francis Kurkdjian, marki bardzo w swej idei i stylu paryskiej. Przecież nawet oryginalny kształt flakonu MFK powstał z inspiracji paryską architekturą, a specyficzny kolor zatyczek symbolizuje pokryte śniedzią dachy paryskich kamienic…

Ach ten Paryż!

 

PS. Oba pachnidła można przetestować i nabyć w perfumerii Quality Missala, która jest wyłącznym polskim przedstawicielem marki Maison Francis Kurkdjian.

Maison Francis Kurkdjian „Baccarat Rouge 540”

Najnowsze pachnidło Francisa Kurkdjiana Baccarat Rouge 540 powstało tak naprawdę w 2014 roku, po tym jak słynny francuski producent kryształów Baccarat poprosił Francisa o stworzenie perfum, które uchwyciłyby charakter i ducha tej marki i uświetniły 250 rocznicę jej powstania.

ROUGE_540

W bieżącym roku Francis włączył je do oferty swojego domy perfumeryjnego Maison Francis Kurkdjian.

MFK Baccarat Rouge 540

Francis objaśnia, że oczywistą inspiracją dla jego stworzenia był kryształ, jego natura oraz rzemiosło potrzebne do jego stworzenia. Nazwa Rouge 540 nawiązuje do sztandarowego kryształu Baccarat, który pod wpływem domieszki pyłu 24-karatowego złota i kilkugodzinnego wygrzewania w temperaturze 540 stopni Celsjusza nabiera oryginalnej czerwonej barwy. Wg objaśnień perfumiarza (które uważam za bezprecedensowe, bowiem dotąd Kurkdjian niechętnie odsłaniał swoją twórczą „kuchnię”), podczas pracy bazował on na trzech elementach składających się na jego olfaktoryczną interpretację kryształu (składowych niezbędnych dla powstania kryształu): minerale, ogniu i sztuce rzemiosła. W sercu zapachu znajduje się więc akord mineralny, który Francis skomponowała m.in. z użyciem aromamolekuł Ambroxanu (syntetyczna nuta ambrowo-piżmowa) i Evernylu (aromat mchu dębowego). Akord ognia zbudował na bazie esencji z balsamu jodłowego i odrobiny szafranu, zaś zupełnie abstrakcyjną woń rzemiosła kryształowego oddał komponując akord głowy z użyciem jaśminu, pomarańczy i nogietka, który w założeniu miał zakamuflować woń alkoholowego nośnika perfum…To zresztą akurat mu się nie udało, gdyż testując Baccarat Rouge 540 zauważyłem, że jego pierwsze kilkadziesiąt sekund to jednak głównie woń alkoholu. Zaś całe pachnidło jest – przyznam – zaskakujące i zupełnie nie w stylu, do którego przyzwyczaił mnie Francis w ramach estetyki Maison FK.

Baccarat-crystal-chandelier-600x400

Przyznam, że mam wobec tego zapachu odczucia ambiwalentne… Bo gdy potraktować go jako karkołomną próbę oddania natury kryształu w postaci zapachu, jawi się jako intrygujące dzieło nowoczesnej perfumerii abstrakcyjnej. Gdy jednak na chwilę zapomnieć o inspiracji i całej tej kryształowej otoczce, okazuje się, że oto mamy do czynienia z kolejnym transparentnym, bardzo subtelnym, zapachem „duchem” w stylu anty-perfum Escentric 02/ Molecule 02 Escentric Molecules, Not A Perfume Juliette Has a Gun, L’Antimaterie Les Nez i wielu innych im podobnych. Naprawdę nie spodziewajmy się więc poczuć tu jaśmin czy pomarańczę. Te składniki jedynie subtelnie modelują całość, w której dominuje ambroxan, długo wyczuwalny jest też subtelnie pinenowo-mentolowy balsam jodłowy oraz odrobinka szafranu przydająca całości minimalnej słodkości.W bazie na przód wysuwa się sucha nutka cedrowa, która wieńczy dzieło. Całość jest bardzo subtelna, transparentna, aczkolwiek wyczuwalna i charakteryzuje się „iluzjonistyczną” projekcją (osobiście nie czułem pachnidła na sobie, ale otoczenie notowało dziwny, nietypowy zapach  emanujący wokół mnie).

Francis-Kurkdjian-Perfumer-43
źródło: Esquire.co.uk

Francis Kurkdjian przyzwyczaił mnie do tego, że pachnidła w jego luksusowej kolekcji Maison FK wyróżniają się intrygującymi, ale „poprawnymi politycznie” i wycyzelowanymi akordami, charakteryzują się nowoczesnością oraz doskonałą jakością składników i samych kompozycji. Są przy tym zwykle dość wyraziste i skoncentrowane, jednocześnie niezwykle wdzięczne w noszeniu. Nawet jeżeli mają z założenia subtelniejszy charakter (jak choćby Acqua Universalis czy Acqua Vitae), to ich woń jest – że tak to nazwę – „kompletna i namacalna”. Na ich tle Baccarat Rouge 540 jawi się jako zapachowy odmieniec. Jest inny, minimalistyczny, transparentny. Moi zdaniem niespójny z resztą pachnideł MFK, a przy tym niestety wtórny i – jak dla mnie – mało interesujący. Słowem – to najgorsze jak dotąd pachnidło tej marki. Dziwi mnie i jednocześnie nie dziwi, że Francis włączył go do swej oferty. Ma ono z pewnością spory potencjał komercyjny (o ile moda na anty-perfumy wciąż trwa, a tu pewności nie mam), no a poza tym może to przecież zwiastować niechybne pojawienie jego wersji ekskluzywnej w specjalnie zaprojektowanym kryształowym flakonie Baccarat w ciężkiej jak kryształowy żyrandol cenie… Wszak sam Francis twierdzi, że: „każdy dom perfumeryjny marzy o tym, by choć raz mieć flakon Baccarata!”.

Cóż, wypada uwierzyć mu na słowo. Francis na pewno wie, co mówi.

MFK Baccarat Rouge

nuty głowy: pomarańcza, jaśmin

nuty serca: szafran, Ambroxan

nuty bazy: balsam jodłowy, Evernyl, cedr

twórca: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2014/2016

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Maison Francis Kurkdjian „Aqua Universalis Forte” i „Aqua Vitae Forte”

Aqua Universalis Forte

Aqua Universalis (2009) Francisa Kurkdijana pozostaje dla mnie wciąż najdoskonalszą realizacją tematu luksusowej bieli i ekskluzywnej czystości oraz świeżości w perfumach, nieco wyprzedzając doskonały L’Eau Serge’a Lutensa. Nie da się porównać z niczym tego przepięknego, biało-kwiatowo-piżmowego pachnidła, jego cudownej niezwykle optymistycznej aury i poczucia wyjątkowości, jakiego przydaje noszony na skórze. Zapach ten zdobył – co oczywiste – ogromną rzeszę wielbicieli, do której oczywiście się zaliczam, łącząc mainsteramowy charakter z nieosiągalną dla większości marek perfumeryjnych jakością.  Jedynym jego mankamentem, na który fani uniwersalnej wody narzekali, jest wynikająca z charakteru i konceptu subtelna moc i ograniczona trwałość. W odpowiedzi na oczekiwanie swej klienteli Francis Kurkdijan zaproponował w 2011 roku wersję Forte. Słowo to – jak wiemy – oznacza mocny. I taka właśnie jest Aqua Universalis Forte – wzmocniona, bardziej złożona, bogatsza w treść i trwalsza wersja protoplasty. Nie obyło się rzecz jasna bez mian w formule. Do tej dotychczasowej, złożonej głównie z cytrusów, kwiatu pomarańczy, akordu konwalii oraz subtelnych nut drzewnych oraz białych piżm perfumiarz dołożył solidną porcję esencji kwiatowej jaśminu oraz absolutu z marokańskiej róży, które wraz z akordami lilaku i konwalii bardzo wyraźnie wzmocniły biało-kwiatowy charakter zapachu (róża nie ujawnia się indywidualnie), ale też i piżm – mam wrażenie – jest tu więcej. Forte pachnie naprawdę gęsto i wprost potężnie, szczególnie zaraz po aplikacji na skórę i przez kolejne minuty obezwładnia swą mocą, niemal na granicy akceptowalności. Dla niektórych może to być nawet zbyt wiele. Dzięki tym wszystkim zabiegom autor poprawił też znacząco trwałość zapachu. Trzeba jednak dodać, że w perfumerii nie ma cudów i zawsze jest coś za coś. Zapach zatracił więc swą subtelną świeżość, zwiewność i lekkość, stał się czymś w rodzaju koncentratu. Zdecydowanie czuć w nim fakt użycia dodatkowych ingrediencji. Jest w nim też wyczuwalna pewna trudna do opisania, jakby chemiczna nuta (prawdopodobnie jakiś konkretny składnik), która wyraźnie odróżnia go od wersji zwykłej. Niemniej niewątpliwie Francis Kurkdjian osiągnął to, czego oczekiwali fani Aqua Universalis – ku ich zadowoleniu. Forte stanowi coś na kształt wersji wieczorowej lub też jesienno-zimowej ich ulubionego pachnidła, a pachnie przy tym naprawdę pięknie i – co ważne – oryginalnie.

aqua-universalis-forte

główne nuty: bergamotka, lilak (bez), konwalia, egipski jaśmin, absolut marokańskiej róży

twórca: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2011

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Aqua Vitae Forte

Mający swą premierę jesienią 2015 roku Aqua Vitae Forte jest dla swego protoplasty Aqua Vitae (2013) tym, czym Aqua Universalis Forte dla Aqua Universalis. Brzmi to może nieco zagmatwanie, ale tak w istocie jest. Oto więc mocna, bardziej złożona, bogatsza i mocniej pachnąca wersja Aqua Vitae, zapachu z założenia subtelnego, delikatnego, bliskiego skórze. Francis wprawdzie zachował jego niezwykły, słoneczny, ciepły charakter oraz świetlistość (m.in. dzięki Hedione), ale przydał mu ekspresji za pomocą przypraw (cejloński cynamon, kardamon, różowy pieprz) oraz treści i głębi stosując „gęste” nuty biało-kwiatowe – absolut z kwiatu pomarańczy oraz esencję ylan ylang. To nie wszystko. Baza pachnidła została zmieniona i miast subtelnej, gwajakowej wanilii mamy tu mocniejszy i bardziej wyrazisty akord drzewny uzyskany z połączenia esencji sandałowca i wetywerii. Efekt jest zaiste imponujący i muszę przyznać, że tak jak lubię Aqua Vitae za jego subtelną ciepłą i zmysłową, idealną na lato świeżość, tak wersja Forte jawi mi się jako równie wspaniałe, choć jednak zdecydowanie bardziej otulające i esencjonalne pachnidło, które jesienią i zimą przypomni o upalnym lecie… I jeszcze coś. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że także i tu wyczuwam wspomnianą przy okazji Universalis Forte specyficzną nutę/składnik, choć tym razem dużo lepiej wkomponowuje się ona w całość, a Vitae Forte wyłącznie na tym zyskuje. Zaiste piękne to pachnidło, które już wylądowało na mej liście must have!

mfk aqua vitae forte b

nuty głowy: mandarynka, bergamotka, cytryna, cynamon, kardamon, różowy pieprz

nuty głowy: absolut kwiatu pomarańczy, Hedione®, ylang-ylang

nuty głowy: sandałowiec, wetiwer

twórca: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Porównując obie wersje Forte do swych protoplastów, wyczuwam, że efekt mocy i głębi w obu przypadkach został osiągnięty w podobny sposób, poprzez doskonałej jakości absoluty i esencje kwiatowe oraz nuty drzewne i piżmowe. W obu przypadkach zapachy nabrały treści, mocy i trwałości, stając się pełnoprawnymi eau de parfum, czymś na kształt wieczorowej/ zimowej wersji protoplasty. Mimo wzmocnienia obecności kwiatów, moim zdaniem nie straciły swej dotychczasowego charakteru uniseks i to bardzo dobrze. Obie wersje bardzo mi się podobają, właściwie na równi z poprzednikami. W przypadku Vitae chyba nawet nieco bardziej wolę wersję Forte.

Choć… czy ja wiem?

Jean Paul Gaultier „Le Beau Male”

jean-paul-gaultier

Przedstawiony w 2013 roku Le Beau Male (Piękny Mężczyzna) od Jeana Paula Gaultiera zaintrygował mnie z trzech powodów. Po pierwsze ze względu na jego pokrewieństwo z Le Male. Po drugie ze względu na perfumiarza (Francis Kurkdjian), tego samego, który w 1995 roku popełnił oryginalny Le Male. Wreszcie po trzecie ze względu na jego rzekomy zimno-ciepły charakter, na deklarowaną nietypową świeżość połączoną z ciepłą zmysłowością. W założeniu bowiem Le Beau Male ma być pachnidłem chłodnym (chłodzącym) i jednocześnie rozpalającym zmysły. Francis Kurkdjian postrzega markę Jean Paul Gaultier jako niezwykle zmysłową i dlatego nie wyobrażał sobie, by mógł dla niej stworzyć perfumy, które w jego ocenie nie byłyby zmysłowymi. A że jest to perfumiarz, który doskonale wie, jak osiągnąć zamierzony efekt olfaktoryczny (jakikolwiek by on nie był), można się było spodziewać pachnidła co najmniej intrygującego…

le beau male

Le Beau Male nie jest po prostu kolejnym „flankerem” Le Male (tych na przestrzeni ostatnich 20 lat powstała niezliczona liczba, w tym wiele świeżych wersji letnich). To pełnoprawna i pełnowymiarowa nowa kompozycja, która przedstawiana jest jako -owszem zainspirowana i spokrewniona z Le Male – olfaktoryczna gra przeciwieństw: chłodu i gorąca. Kategoria aromatycznego fougere, do jakiej zaliczany jest Le Beau Male, jest niezwykle pojemna, ale muszę przyznać, że po wielokrotnym przetestowaniu tego pachnidła pasuje ona do niego wyjątkowo dobrze mimo, że w składzie mamy zaledwie jeden z kluczowych składników klasycznego fougere – lawendę. Kurkdjian uważa ją zresztą za element DNA linii Le Male, przy czym w przypadku protoplasty artysta akcentował zmysłową i orientalną stronę tej niezwykłej woni, podczas gdy w Le Beau Male wykorzystał jej świeższe oblicze. Świeżą naturę zapachu podkreślił harmonizującą z lawendą miętą (pewnie każdy, kto rozcierał między palcami listki lub kwiaty lawendy wie, że jest w tej woni element mentolowy). Prócz tego w formule użyto esencji z bylicy, która pachnie trochę iglakami, a trochę owocami oraz kardamonu, który dobrze współgra z lawendą.

Mięta jako esencja w perfumerii pachnie nieco bardziej kwiatowo, aniżeli znamy to z produktów spożywczych. Posiada do tego pewną niezwykłą właściwość – przykrywa woń alkoholu w perfumach. Stąd na samym początku, zaraz po aplikacji, gdy zwykle w perfumach o lekkim i świeżym charakterze czujemy woń alkoholowego nośnika, w Le Beau Male niemal nie poczujemy tej ostrej nuty.

Mint_And_Ice_Cube

Początkowo chłodny Le Beau Male z czasem ustępuje miejsca zmysłowej reminiscencji z Le Male w postaci emblematycznego kwiatu pomarańczy, zestawionego tu z bardzo wyraźną szałwią, mającą charakterystyczną, nieco brudną woń. To element, którego – muszę przyznać – Kurkdjian użył odważnie. Testując zapach „z bliska” (czyli wąchając go naniesionego na skórę z odległości kilku cm) szałwia pachnie na tyle wyraźnie, że niezwyczajny tej woni nos może się wystraszyć. Jednak z dystansu także i ona wtapia się w atrakcyjną całość. Le Beau Male utrwalone zostało „czystymi” piżmami, podkreślającymi zmysłową naturę zapachu. Dzięki nim siedzi on na skórze około 7 godzin, co jak na zapach świeży jest niezłym wynikiem. Projekcja jest dość wyraźna przez pierwsze kilka kwadransów, później zapach wycofuje się, staje się bardziej subtelny, ale przyjemnie obecny.

Le Beau Male przypomina mi klimatem pachnidła w typie Cool Water Davidoff czy Giorgio Beverly Hills Wings for Men. Pokusiłbym się nawet o próbę zakwalifikowania go jako zapachu morskiego (marine), którego morskość została osiągnięta w nietypowy dla gatunku sposób. Taki charakter zapachu podkreśla także flakon będący morską w swej kolorystyce wariacją nt. oryginalnego flakonu Le Male. Abstrahując jednak od skojarzeń z wybrzeżem, w swej konstrukcji i składzie Le Beau Male jest pachnidłem na wskroś francuskim, co nie każdy zauważa. Mieszanka aromatycznych ziół: mięty, lawendy i szałwii – toż to kwintesencja tradycyjnych francuskich perfum dla panów! Pachnie jednak absolutnie współcześnie, choć pewne zapatrzenie w estetykę charakterystyczną dla perfumerii męskiej lat 90-tych jest tu dla mnie wyczuwalne. Aromatyczne morskie fougere? Chyba tak!

Le Beau Male z całą swoją osobliwą urodą jawi mi się jako interesująca propozycja na aktualną letnią pogodę szczególnie dla tych, który szukają oryginalnego, wyróżniającego się orzeźwienia ze zmysłowym podtekstem.

jean-paul-gaultier-le-beau-male

nuty głowy: mięta, bylica, lawenda

nuty serca: lawenda, kardamon, kwiat pomarańczy, szałwia

nuty głębi: białe „czyste” piżma, świerze nuty drzewne

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

Maison Francis Kurkdjian „Oud Satin Mood”

Zwykle opisuję perfumy przez pryzmat akordów i tworzących je nut. Zapożyczam więc terminologię od muzyki, bo perfumeria nie dysponuje niestety swym własnym, koherentnym, odrębnym i powszechnie zrozumiałym językiem. W konsekwencji nasuwa się więc pytanie – czy perfumy, prócz pojedynczych nut i akordów, czyli harmonii, posiadają także melodię? W melodii dźwięki następują po sobie, w akordach współbrzmią one w tym samym czasie tworząc harmonię. W perfumach możemy poczuć konsonanse i dysonanse, akordy i harmonię, ale czy poczujemy w nich także melodię?

Podczas swojej prezentacji w perfumerii Quality Missala Francis Kurkdjian kilkukrotnie nawiązywał do muzyki, do analogii pomiędzy nią a perfumami. Przyznał, że sam amatorsko gra na fortepianie, podczas gdy jego siostra jest profesjonalną pianistką. Kurkdjian jako posiadający zdolności muzyczne kompozytor perfum jest dla mnie właśnie niczym kompozytor muzyki, który dba o to, by jego dzieła były złożone z konsonansowych harmonii. Unika dysonansów. Poza tym – co bardzo ważne – jego zapachy mają moim zdaniem swoją melodię. Zwykle taką, którą łatwo zapamiętać. Są jak dobra piosenka. Oud Satin Mood – najnowszy zapach Francisa Kurkdjiana, którego polska premiera odbyła się przy okazji wizyty tego perfumiarza w perfumerii Quality Missala (moja relacja tu), nie jest w tym względzie wyjątkiem.

MAISON FRANCIS KURKDJIAN OUD Satin mood_visual

Muszę przyznać, że zapach zaskoczył mnie. Przede wszystkim, znając dotychczasowe trzy pachnidła cyklu Oud Moods spodziewałem się kolejnego gęstego, esencjonalnego, mocno zainspirowanego arabską stylistyką uniseksowego pachnidła w formie extrait de parfum, oprawionego w charakterystyczny kurkdjianowski flakon ze złotą tabliczką na przedzie. A więc produktu wprost idealnie zaprojektowanego, by święcił triumfy sprzedaży na bogatych rynkach arabskich. Tymczasem Satin Mood odróżnia się od oudowej trójcy nie tylko na pierwszy rzut oka – czyli brakiem owej złotej tabliczki i koncentracją eau de parfum – ale przede wszystkim swym absolutnie europejskim, a ściślej francuskim charakterem oraz zdecydowanie kobiecą urodą.

MFK Oud Moods

Nie jest to, jak się można domyśleć, zapach tak ekspansywny, jak wcześniejsze Oud Moods. Jest bardziej subtelny, choć dobrze wyczuwalny, miękki, aksamitny, pudrowy, z głównymi nutami fiołka, róży i wanilii. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie ma tu klasycznego akordu głowy, a zapach od razu rozpoczyna się sercem, głównym tematem. Zieloność fiołka, który pachnie tu także nieco jak kłącze irysa, obecna jest w tej pierwszej fazie zapachu, kiedy możemy go poczuć wspólnie z różą i wanilią. Z czasem w naturalny sposób zanika, a na skórze pozostaje charakterystyczny różano-waniliowy, nieco pudrowy akord, który trwa praktycznie do końca, powoli się wyciszając. Oudu jako indywidualnego składnika nie wyczuwam tu żadnym momencie. Tuszę, że został wtopiony w kompozycję i „współbuduje” całość charakterystycznego głównego akordu Satin Mood… No chyba że Francis zastosował tu chwyt marketingowy i wykorzystał niezwykłą moc słowa oud w nazwie, skąpiąc samej cennej substancji w formule. Jako absolwent Paris Institute of Luxury Marketing, ale przede wszystkim jako perfumiarz doskonale znający rynek, mający z nim na co dzień styczność poprzez tworzenie perfum na zamówienie designerskich marek, mógł tego typu pokusę nie tylko poczuć, ale i jej ulec…

Załóżmy jednak, że nie uległ.

Jako produkt w ofercie MKF Oud Satin Mood nawiązuje – poprzez nazwę i inspirację fakturą materiału – do oudowego trio. Jednocześnie poprzez projekt flakonu, koncentrację zapachu i jego francuski charakter – do pierwszego Oud MFK. Co więcej, wspomniany kwiatowo-waniliowo-pudrowy akord, kojarzący się nieco z zapachem szminki do ust, czyni z Oud Satin Mood kobiecy odpowiednik pierwszego, bardziej moim zdaniem męskiego w swym charakterze Oudu. Przyznam, że owe szczegóły zauważyłem dopiero po spotkaniu z Francisem, a szkoda, bo chętnie zapytał bym go o to, czym się kierował, tak dobierając charakter, flakon i koncentrację tych perfum… 

Oud – Maison Francis Kurkdjian

Dobre perfumy muszą zapadać w pamięć. Muszą mieć w sobie coś, co wnika głęboko w zakamarki naszej zapachowej pamięci i nie chce stamtąd ulecieć. Coś co powoduje, że chcemy do nich wracać i wciąż chcemy ich więcej. A gdy ich zabraknie, czegoś nam dziwnie brakuje… Oud Satin Mood spełnia te kryteria.

Satin Oud na pewno pachnie oryginalnie i charakterystycznie. Nie ucieknę jednak od porównań, które zwykle stosuje w swoich opisach nie po to, by – broń boże – sugerować brak kreatywności czy naśladownictwo, ale po to, by pomóc wyobrazić sobie zapach tym czytelnikom, którzy go nie znają, a którzy być może poznali ten, którego używam do porównania (zawiłe, wiem!). W przypadku Satin Mood najbardziej oczywistym będzie porównanie do Lipstick Rose (2000 r.) od Frederica Malle autorstwa Ralfa Schwiegera. Ten sam pudrowo-szminkowo-różany klimat (nieprzypadkowa zbieżność głównych ingrediencji: fiołka, róży, wanilii i akordu ambrowego), choć jako całość pachnący u Francisa inaczej, bardziej współcześnie, a mniej retro, co z kolei charakteryzuje Lipstick Rose. Wieść niesie, że tę samą estetykę penetrował Olivier Polge tworząc Misia – swoje pierwsze perfumy dla Chanel (dołączone w tym roku do linii Les Exclusifs). To wszystko nie zmienia oczywiście mojej pozytywnej oceny Satin Oud, które choć najsłabsze z wszystkich oudów Francisa (a już na pewno najmniej oudowe), jest pachnidłem – przepraszam za trywializm – bardzo ładnym i przyjemnym w noszeniu. Przede wszystkim zaś naprawdę uroczo pachnie na kobiecej skórze. Wiem, bo sprawdziłem to osobiście już dobrych kilka razy. Działa. Zawsze.

MAISON FRANCIS KURKDJIAN OUD Satin mood 70ml EDP

główne nuty: fiołek, róża bułgarska, róża turecka, ambra, wanilia, oud

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Francis Kurkdjian w Quality Missala – relacja i wrażenia ze spotkania

11 czerwca 2015. Na nadejście tego dnia czekałem z niemałą ekscytacją od kilku tygodni. Dzięki niezwykłej uprzejmości i gościnności właścicieli i zespołu perfumerii Quality Missala miałem bowiem tego dnia być świadkiem spotkania z postacią dla mnie jako perfumowego maniaka mającą status absolutnej gwiazdy…

Francis Kurkdjian4

…Francis Kurkdjian od dziecka trenował taniec. W wieku 14 lat postanowił, że zostanie perfumiarzem po tym, jak z powodu kontuzji musiał zarzucić marzenia o kontynuowaniu kariery tancerza baletowego. Podjął i ukończył stosowne studia w elitarnej szkole perfumiarskiej ISIPCA w Wersalu. Swoje pierwsze perfumy, Le Male dla Jeana Paula Gaultiera, stworzył w roku 1995, mając 25 lat. Ten męski zapach stał się bestsellerem, megahitem i pachnidłem absolutnie ponadczasowym, zdobywającym rosnącą rzesze wiernych wielbicieli. Mając zaledwie 30 lat został uhonorowany nagrodą im. Francoisa Coty za całokształt twórczości. Pracował m.in. dla marek takich jak Dior, Guerlain, YSL, Narcisio Rodriguez, Acqua di Parma, Elizabeth Arden, Lanvin, Eli Saab. Wciąż zresztą tworzy perfumy dla marek designerskich. Od roku 2001 komponuje prawdziwie ekskluzywne perfumy na indywidualne zamówienie (średnio 4 zapachy w roku), zaś we wrześniu 2009 wystartował w Paryżu z własną marką Maison Francis Kurkdjian (MFK). I to właśnie zapachy tej marki Francis przyjechał prezentować i promować do perfumerii Quality Missala na warszawskim Bemowie, która nota bene jest jedyną perfumerią w Polsce, w której sklepach można nabyć pachnidła i inne produkty MFK. 

Do perfumerii dotarłem na pół godziny przed planowanym startem spotkania. Dzięki temu miałem dość czasu by przywitać się z gospodarzami oraz zaznajomić z eleganckim wnętrzem Domu Perfumeryjnego Quality Missala. Przed wejściem ustawiono automat do baniek mydlanych, który uruchomiono krótko po moim przybyciu. Już po chwili mogliśmy cieszyć się widokiem i zapachem mieniących się w słońcu baniek (a pachniały Aqua Universalis Francisa Kurkdjiana!). W pewnym momencie, gdy tak staliśmy za zewnątrz sklepu, na przeciw witryny wystawowej, przemknął obok nas mężczyzna w białej koszuli i aviatorach. To sprawca całego zamieszania i jednocześnie autor pachnącej instalacji z bańkami mydlanymi Monsieur Kurkdjian wracał właśnie z krótkiego spaceru okraszonego (podobno) papierosem…

Zanim spotkanie się rozpoczęło, był jeszcze czas by zapoznać się osobiście i chwilę porozmawiać ze znanymi mi dotąd jedynie z „wirtuala” blogerkami perfumowymi: Nishą i Sabbath oraz Rafałem Jantą, którego świetne teksty na temat perfum możemy czytać na łamach magazynu Enter the ROOM. Tymczasem pomieszczenie perfumerii zapełniało się kolejnymi zaproszonymi gośćmi, a miłe panie z perfumerii częstowały nas smakołykami przygotowanymi na tę okazję przez Panią Stanisławę Missalę (gazpacho, truskawki, beziki – czegóż tam nie było?). Osobiście byłem tak przejęty, że byłem w stanie jedynie skonsumować kilka pysznych truskawek…

Wreszcie, po upływie kwadransa akademickiego, zostaliśmy zaproszeni przez Panią Joannę Missalę na piętro do sali, w której spotkanie miało się odbyć. Po krótkim wstępie Pana Michała Missali, podczas którego dowiedzieliśmy się m.in., że Francis został w 2008 roku odznaczony prestiżowym francuskim orderem Ordre des Arts et des Lettres przyznawanym przez francuskie Ministerstwo Kultury, na sali pojawił się sam Maestro…

2015-06-11 15.38.00

Francis Kurkdjian rozpoczął od grzecznościowych podziękowań skierowanych do gospodarzy, w szczególności do Pani Stanisławy (zachwycony przygotowanym przez nią lunchem) i przeszedł do prezentacji. Najpierw był wątek autobiograficzny, w którym artysta opowiadał co nieco o sobie i o tym, jak został kompozytorem perfum. Oprócz powszechnie znanych faktów, które przytoczyłem na początku wpisu, dowiedzieliśmy się nieco więcej o intrygujących olfaktoryczny instalacjach, których tworzeniem Francis para się od lat.

Francis Kurkdjian Warsaw 3

Należały do nich m.in.: funkcjonująca w latach 2006-2008 pachnąca fontanna w paryskim Wersalu, instalacje z pachnącymi bańkami mydlanymi prezentowane podczas Expo 2010 w Szanghaju i paryskim Le Grand Palais, a także najnowsza „Stratus” czyli pachnąca mgła zainstalowana na terenie Expo 2015 w Mediolanie. Tu warto dodać, że w ramach swych niestandardowych projektów, dla uczczenia Roku Ormiańskiego 2006 we Francji Francis (jego przodkowie byli ormiańskimi emigrantami, którzy osiedlili się w Francji) przywrócił do życia produkt o nazwie Papier d’Armenie – nasączony żywicą styrax papier przeznaczony do palenia w pomieszczeniach w celu ich dezynfekcji i nadawania im specyficznej woni. Także w ramach tych dodatkowych projektów Kurkdjian odtworzył dla Pałacu w Wersalu perfumy Marii Antoniny.

MFK

Ta niezwykła zapachowa aktywność Kurkdjiana dodatkowo odróżnia go od wszystkich innych znanych mi perfumiarzy, ukazując go jako twórcę wszechstronnego, poszukującego, dla którego zapach to nie tylko perfumy, ale dużo, dużo więcej – środek wyrazu równy obrazowi czy dźwiękowi. Zresztą tego dnia wielokrotnie nawiązywał podczas swej prezentacji do obu dziedzin sztuki, szczególnie zaś do muzyki, chwaląc się przy tym także umiejętnością gry na fortepianie. Myślę, że zamiłowanie Francisa do muzyki i jej praktyczna znajomość, przekłada się na jego perfumowe kompozycje – zawsze przede wszystkim harmonijne i bardzo melodyczne. To przecież on jako pierwszy użył typowo muzycznego określenia forte w nazwie perfum (Aqua Universalis Forte). Swoje rozległe zainteresowania Kurkdjian przenosi także do oferty MFK w postaci szeregu pachnących produktów nie będących perfumami (bańki mydlane, bransoletki, papier armeński, detergenty do prania, a wkrótce także pachnące etui do smarftonów!).

MFK 111

Zasadniczymi przedmiotami prezentacji były tego dnia trzy najnowsze pachnidła Maison Francis Kurkdjian, z których jedno – A la Rose – jest już od niedawna w sprzedaży, drugie miało swoją lokalną premierę właśnie tego dnia (Oud Satin Mood), zaś trzecie – Aqua Vitae Forte – wejdzie do sprzedaży jesienią tego roku. W ruch poszły pachnące blottery, a perfumiarz opowiedział pokrótce o każdej z trzech wonnych nowości.

A la Rose, które niedawno opisałem na blogu, zainspirowane zostało – jak wyjaśnił twórca – portretem Marii Antoniny zatytułowanym Marie Antoinette a la Rose, na którym ta dzierży różę (nota bene jej graficzne odwzorowanie znalazło się na wewnętrznej stronie etykiety flakonu A la Rose).

marie_antoinette a la rose

A la Rose to niezwykle kobiecy, śliczny, delikatny i zwiewny zapach różany o niezwykłej lekkości, nadanej na początku przy pomocy cytrusów, które w sercu zapachu odsłaniają zielony akord fiołkowy. W pierwszych minutach czujemy różę bułgarską podaną na świeżo, rześko, soczyście zielono. W sercu – obok fiołka – Francis zamontował też świeżą, nieco zieloną i nieco wodną nutę magnolii, która odpowiednio wzmacnia efekt świeżej lekkości. Z czasem róża nabiera nieco charakteru, staje się bardziej stricte różana, niż zielona. To czas gdy epatuje stulistna róża z Grasse. Baza zapachu jest zmysłowo zadziorna poprzez obecność cedru połączonego z piżmami i echem po różanym temacie.

MFK A la rose

Premierowym tego dnia pachnidłem był Oud Satin Mood – najnowszy zapach z serii Oud Moods – czwarty po Cashmere Mood, Silk Mood i Velvet Mood. Artysta wyjaśnił, że tworząc swoje perfumy z oudem bardzo zależało mu na tym, by zrobić je odmiennie od tego, jak robią to wszyscy. Za inspiracje podczas ich komponowania posłużyły mu faktury różnych materiałów. W przypadku najnowszego oudu była to satyna.

Francis Kurkdjian Warsaw 1

Tworząc Satin Mood chciał ukazać ciepłą, delikatną, satynową stronę oudu i skomponował pachnidło delikatne, ciepłe i zmysłowe, złożone – poza oudem oczywiście – z fiołka, róży tureckiej i bułgarskiej, wanilii i ambry. O tym zapachu już wkrótce napiszę na blogu więcej. Na razie zdradzę, że moim zdaniem to najbardziej kobiecy z kurkdjianowskich oudów…

MFK Oud Satin

Trzecią i ostatnią zaprezentowaną nowością, która jednakowoż zawita do nas dopiero wczesną jesienią, była Aqua Vitae Forte – zainspirowana motocyklową przejażdżką Francisa podczas jego pobytu na Ibizie i wrażeniem, jakie zrobił na nim pęd gorącego powietrza zmieszanego z promieniami palącego słońca, wonią nagrzanych słońcem skał i kamieni oraz orzeźwiającą morską bryzą. Forte to nowa, intensywniejsza, głębsza i – jak podejrzewam – trwalsza wersja Aqua Vitae, będącej jednym z bestsellerów MFK.

Prz okazji prezentacji tego zapachu Francis wspomniał o ograniczeniach, jakie narzuca mu jego polisa ubezpieczeniowa, której jako profesjonalny „nos” podlega (według mojej wiedzy Francis pracuje dla japońskiego koncernu Takasago). Artysta nie może m.in. właśnie jeździć motocyklem ani wykonywać innych aktywności, które mogłyby go narazić na infekcje dróg oddechowych. Jednak jazda motocyklem po gorącej Ibizie wydaje się być pod tym względem raczej bezpieczna.

Według oficjalnych informacji na temat Aqua Vitae Forte otwarcie kompozycji zbudowano z soczystego koktajlu najlepszych cytrusów – mandarynki z Sycylii, bergamotki i kalabryjskiej cytryny – i szlachetnych przypraw: cynamonu z Cejlonu, kardamonu z Gwatemali i różowego pieprzu syczuańskiego. Absolut kwiatu pomarańczy i akord ylang-ylang tworzą jasne, kwiatowe serce zapachu, spoczywające na pięknej, drzewnej bazie z indyjskiego sandałowca i wetiweru.

MFK Aqua Vitae Forte

Po prezentacji był czas na zadanie artyście kilku pytań. Skorzystałem z tej okazji, by podpytać go o jego preferencje w zakresie stopnia rozbudowania formuł perfum, które tworzy. Jego odpowiedź wydała mi się nieco wymijająca. W największym skrócie: Francis stwierdził, że wszystko zależy od oczekiwanego rezultatu i efektu, jaki jako perfumiarz chce osiągnąć. Czasem wystarczy mu mniej składników, czasem trzeba ich użyć więcej. Na moje drugie pytanie na temat tego, w jaki sposób – tworząc perfumy – poznaje, że dane pachnidło jest skończone, Francis odpowiedział, że perfumy w zasadzie nigdy nie są skończone, i że zwykle gonią go terminy, a on sam jest w ciągłym niedoczasie, więc okoliczności (i współpracownicy) mobilizują go do powiedzenia sobie w pewnym momencie stop, inaczej mógłby zmieniać kompozycję w nieskończoność, a nie o to przecież chodzi. Co ciekawe i znamienne, stwierdził też, że po zakończeniu pracy na danym zapachem natychmiast o nim zapomina i nie wraca do niego. Ekscytują go wyłącznie te zapachy, które dopiero będzie tworzył. To co już stworzył nawet go nieco – jak stwierdził – nudzi… Nieco może zaskakująca, jednak z drugiej strony całkiem zrozumiała, biorąc pod uwagę bardzo twórczy charakter Francisa, nonszalancja wobec własnych perfumowych dzieł.

Po udzieleniu odpowiedzi na pytania od publiczności była chwila na krótką rozmowę bezpośrednią, z której skorzystałem, przy okazji robiąc kilka pamiątkowych wspólnych zdjęć. Nie oszukujmy się – taka okazja raczej się nie powtórzy…, choć kto wie?

IMG_4610
Francis Kurkdjian i autor Perfumowego Bloga 🙂

W międzyczasie zaproszono wszystkich uczestników na poczęstunek. Na tzw. szwedzkim stole czekały wykwintne słone przekąski, torty i ciasta, a wszystko przygotowane przez Panią Stanisławę Missalę. Imponujące i bardzo smaczne!

Spotkanie dobiegało powoli końca. Kolejne osoby żegnały się z gospodarzami opuszczając salę. Wkrótce uczyniłem to samo.

W ramach podsumowania tego niezwykłego wydarzenia muszę podkreślić, że było ono doskonale przygotowane pod względem organizacyjnym, a serdeczna i jednocześnie profesjonalna atmosfera panująca w Domu Perfumeryjnym Quality Missala udzieliła się z pewnością wszystkim, także i niezwykłemu gościowi. Francis Kurkdjian okazał się artystą z pasją opowiadającym o swojej twórczości i jednocześnie osobą bardzo sympatyczną, zaskakująco skromną, jak na swój dorobek i pozycję w perfumowym świecie. Chętnie odpowiadał na pytania, był otwarty i bardzo miły, pełen uroku i klasy. Elegancki, obyty i doskonale radzący sobie w roli ambasadora własnej marki potwierdził swój absolutny profesjonalizm. Zrobił na mnie naprawdę świetne wrażenie. Takie jakie od lat robią na mnie jego perfumy.