Jeszcze w zielone gramy: Tom Ford „Vert d’Encens”, Eutopie „No. 8”, Majda Bekkali „Mudejar”

„Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia plany”*

zdają się śpiewać perfumowe brandy i proponują nam ostatnio całkiem sporo pachnideł o zdecydowanie, czasem wręcz zaskakująco zielonym charakterze. To bardzo pozytywne zjawisko, wszak zieleń jest kolorem nadziei, ale i życia, wiosny, lata, ciepła i radości, a zapachy zielone wywołują taki właśnie radosny, miły i optymistyczny nastrój. Mogą być świetnym antidotum na zbliżające się wielkimi krokami mroki jesieni i zimy…

Jednym z tradycyjnych składników zielonych, używanych w perfumach od dawna, bo od czasów starożytnego Egiptu, jest olejek (a także rezinoid) galbanum. To po ten składnik – obok aromamolekuły cis-heksanol (o zapachu soczystej trawy) najczęściej sięgają perfumiarze, gdy chcą osiągnąć wyrazisty zielony efekt w kompozycji perfumeryjnej. Znanymi przykładami użycia galbanum są zielone klasyki: Chanel No. 19, Gres Cabochard czy Givenchy Ysatis.

galbanum
Galbanum

A propos zielonych klasyków właśnie Tom Ford zaskoczył w zeszłym roku perfumowych koneserów zieloną kolekcją: Vert Boheme, Vert de Fleur, Vert des Bois i Vert d’Encense. Zapachy te miały być w zamyśle współczesnymi interpretacjami klasycznych akordów zielonych w perfumerii.

Zaintrygowany sięgnąłem w pierwszej kolejności po ostatni z nich (resztę mam nadzieję także kiedyś przetestować) i zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony niezwykle oryginalnym aromatem łączącym zielono-żywiczne galbanum z kadzidłem i słodką heliotropiną! Doprawdy niesamowita mieszanka, w której lubiące dominować galbanum (samo w sobie będące bardzo intensywnie pachnącą ingrediencją) zostało tu niejako ujarzmione słodyczą i żywicznym ciepłem kadzidła. Nie przeważa, tylko ładnie równoważy się z pozostałymi nutami wiodącymi. Oczywiście najwyraźniej ta strączkowa zieloność – jak zwykłem określać aromat galbanum – jest wyczuwalna na wstępie. Z czasem nieco traci ona na impecie, a zapach emituje przechodzi w oryginalną słodko-zieloną i jednocześnie ciepłą, słoneczną stronę. Zaczyna przeważać heliotrop i tak jest niemal do – dość odległego w czasie – końca. Na samym finiszu nieco wyraźniej ujawnia się nuta kadzidlana, ale bardziej jest to mirra niż olibanum. Vert d’Encens zachęcił mnie do zapoznania się z pozostałymi trzema pozycjami z zielonej kolekcji Toma Forda.

 

Tom-Ford-Private-Blend-Vert-Collections

 

główne nuty: galbanum (zielona), heliotrop (słodka, migdałowa), kadzidło (ciepła, żywiczna)

 

No. 8 skomponowane przez perfumiarza Thomasa Fontaina dla francuskiej marki niszowej Eutopie to niebanalnej urody uniseksowe perfumy zielono-drzewne osnute – podobnie jak Vert d’Encens – na galbanum.  To właśnie ten nieco gorzki i zielony aromat otwiera kompozycję, a rozjaśniają go bergamotka i limonka. W sercu mamy – dla odmiany – przydającą czystej i lekkiej, eleganckiej, mydlanej aury esencję z kwiatu pomarańczy (neroli) oraz nadającą głębi i nieco ciepła żywicę mastyksową, która tak pięknie swego czasu ujęta została w Eau de Ikar od Sisley. W sercu wymieniane jest także kadzidło oraz mięta. Z obu składników miętę faktycznie można poczuć przy odrobinie wysiłku (została zręcznie skomponowana  w całość), zaś kadzidła nie czuję. Drzewna baza (cedr) z dodatkiem białych piżm i akordu ambrowego stanowi nowoczesne i bardzo trwałe zwieńczenie No. 8, mocno zresztą odmienne od wcześniejszych faz zapachu. Przyznam, że to waśnie ów finisz utwierdził mnie w pozytywnej ocenie tych perfum. Testując je miałem bowiem obawę, że po tym mocno galbanowym (na granicy mojej tolerancji na tę nutę) zielonym początku i lekko kwiatowym, „toaletowym” sercu nie wydarzy się już nic ekscytującego. A tu proszę: zadziorny i zupełnie męski drzewno -ambrowy finisz (zgoda – nieco syntetyczny – ale mi to zupełnie nie przeszkadza). Naprawdę fajnie skomponowane i świetnie zachowujące się na skórze perfumy o przyciągającym temacie i jakości nie pozostawiającej nic do życzenia. Dalekie od spektakularności, ale też więcej niż poprawne. Uniseksowe, choć wg niektórych – w tym i mnie – jednak z przechyłem w męską stronę.

Eutopie No 8

główne nuty: galbanum (zielona), neroli (białokwiatowa, czysta), mastyks (żywiczna), cedr (drzewna)

 

Jednak chyba najbardziej oryginalnym obok Vert d’Encens pachnidłem w tym zielonym zestawie jest Mudejar Majdy Bekkali. Niesamowite intro z molekułami pieprzu wibrującymi wokół grejpfrutowej esencji po ty, by chwilę później odsłonić przedziwne, nieco mineralne serce, złożone z nuty liścia czarnej porzeczki i cedru. Drzewno-kadzidlana baza z wyraźną, „okrągłą” nutką mchu wieńczy to naprawdę intrygująco pachnące dzieło. Zaskakująca „krzemienna” nuta podobna do tej z Terre d’Hermes, ale tu w towarzystwie zielonej porzeczki – zamiast geranium i wetywerii. Mudejar to zdecydowanie uniseks, ciążący może nieco w męskim kierunku (jak każdy z opisywanych tu zapachów, co pewnie wynika z ich zielono-żywiczno-drzewnych charakterów, pozbawionych typowych kobiecych nut kwiatowych czy kulinarnych). To z pewnością kolejne warte uwagi, niebanalne, oryginalne pachnidło w unikatowej kolekcji Majdy Bekkali, na którą zwracam uwagę wszystkich koneserów perfum.

MAJDA-BEKKALI-Mudejar-100ml-EDP-500x500-500x500

główne nuty: pieprz (przyprawowa), czarna porzeczka (zielono-owocowa), mineralna/ krzemienna, drewno sandałowe, mech (drzewna)

 

*) cytat z piosenki Wojciecha Młynarskiego „Jeszcze w zielone gramy”

 

Reklamy

Kolońskie rekomendacje fqjciora

Zapach koloński jest ze mną od kiedy pamiętam, poczynając od opakowanej w wiklinowe wdzianko buteleczki Prastarej Wody Kolońskiej stojącej na toaletce mojej babci tudzież Przemysławki okupującej miejsce na półce w łazience. Od kilku lat kolońska jest niezbędnym elementem mojej zapachowej garderoby. Nie wyobrażam sobie nie tylko wiosny i lata, ale i całego roku bez świeżej kolońskiej woni w wydaniu mniej lub bardziej klasycznym.

Prastara kolońska
foto: http://www.brzytwa.org

Szczęśliwie nie tylko ja tak mam, o czym świadczy – jak sądzę – popularność wydanego w 2012 roku przez Toma Forda Neroli Portofino, klasycznie pachnącej kolońskiej, wzbogaconej o aspekt ambrowo-piżmowy, której nadano formę trwałej eau de parfum. Sukces tego zapachu skłonił inne marki do pójścia w ślady Forda i zaproponowania własnych pomysłów na kolońskie aromaty. Jedna z nich – mowa o Atelier Cologne – nawet oparła swoje portfolio na rozmaitych interpretacjach kolońskiego tematu, często zresztą wychodząc bardzo daleko poza kanon (troszkę jak od dawna znana z doskonałych kolońskich Acqua di Parma). Z kolei The Different Company stworzyło własną linię nowoczesnych kolońskich pod nazwa L’Esprit Cologne. Słynny Hermes dopracował się solidnej kolońskiej oferty pod nazwą Collection Colognes. Również Tom Ford – w tempie godnym podziwu – rozbudowuje swój arsenał zapachów kolońskich (Mandarino di Amalfi, Venetian Bergamot, Costa Azzura, Fleur de Portofino, Sole di Positano), a w zeszłym roku zaproponował nawet dwie nowe wersje swojego bestsellera: Neroli Portofino Acqua (lżejszą od pierwowzoru, bliższą klasycznej kolońskiej) i Neroli Portofino Forte – gęsty koloński perfumowy ekstrakt ze skórzaną bazą.

Na tym swoistym renesansie kolońskiej korzysta rzecz jasna konsument, mając coraz większy, niemal nieskończony, wybór.

the-neroli-portifino-collection

Poniżej opisałem zapachy kolońskie, które uważam za zdecydowanie godne rekomendacji. Część to typowe – lekkie i krótkotrwałe – eau de cologne, inne to intensywniejsze i bardziej trwałe wody toaletowe i perfumowane o kolońskim bukiecie. Po jednej na każdy dzień tygodnia…

 

Niedziela 

Acqua Di Colonia (1996) Lorenzo Villoresi

Klasyczna, aromatyczna i bezkompromisowa, czyli 120% kolońskiej w kolońskiej 

Bardzo tradycyjna w pod względem aromatu, archetypiczna wręcz kolońska, w której soczyste i rześko pachnące cytrusy połączono z lawendą, zielonym petitgrain (esencja z liści drzewa gorzkiej pomarańczy) i cytrusowo pachnącą żywca elemi, wzbogacono ziołami (wprowadzająca fizjologiczną nutę szałwia i rozmaryn) oraz esencją z kwiatu pomarańczy (neroli), utrwalając całość piżmami. W zamierzeniu prosta, ale w wykonaniu Villoresiego zaskakująco wyrafinowana kompozycja. Równie aromatyczna, co krótkotrwała, w czym także bardzo wierna klasycznym wzorcom. Acqua Di Colonia florenckiego Mistrza pachnie nieprawdopodobnie naturalnie i organicznie. Jest orzeźwiająca jak poranne słońce, soczysta jak włoskie cytrusy i jednocześnie wytrawna niczym zielnik włoskiego kucharza. To najpiękniejsza i najbardziej naturalna znana mi kolońska w klasycznym typie. Czysta i niczym nie zmącona kolońska ekstaza. Jednocześnie tak bardzo klasyczna w swym wyrazistym aromacie, że prawdopodobnie możliwa to zaakceptowania tylko przez koneserów tematu. Choć może się mylę.

 

główne składniki: cytrusy, petitgrain, elemi, goździk, neroli, szałwia, rozmaryn, piżmo

nos: Lorenzo Villoresi

 

Poniedziałek

Cologne Royale (2010) Christian Dior

Subtelnie i ponadczasowo, czyli gdy mniej znaczy więcej.

Kolońska będąca częścią ekskluzywnej linii Diora La Collection Couturier Parfumeur charakteryzuje się delikatnym cytrusowym muśnięciem kalabryjskiej bergamotki i wyraźną przez pierwsze minuty, ale nie przesadnie mocną nutą włoskiej mięty. Zapach osadzony jest na delikatnej bazie z esencji drewna sandałowego. Jego konstrukcja jest minimalistyczna, bardzo prosta i czytelna, doskonale wyważona, a aromat lekki, świeży i naturalny. Cologne Royale nastawiona jest – podobnie zresztą jak Acqua Do Colonia Lorenzo Villoresiego – na krótkotrwały efekt orzeźwienia, choć w swej formule jest dużo prostsza, łatwiejsza w odbiorze i – paradoksalnie –  zupełnie nie retro (choć podobno bazująca na wzorcach z XVIII wiecznych Dworów Królewskich).

Dominacja delikatnych cytrusów plus efemeryczna mięta. Delikatnie, naturalnie, świeżo i nieco nonszalancko, a przy tym krótko. Tak w największym skrócie można opisać Cologne Royale.

Jak mówi Francois Demachy, perfumiarz, który skomponował Cologne Royale,

Kolońska to dla perfumiarza ćwiczenie,  w którym na jakość powstałego zapachu największy wpływ ma jakość użytych składników, w szczególności cytrusowych esencji.

Ja dodałbym, że potrzeba też nie lada ekspertyzy i doświadczenia, by stworzyć wysokiej jakości kolońską. Francois Demachy nieraz już udowodnił, że jest mistrzem kolońskiej konwencji, i że potrafi żonglować nią w imponujący sposób. Wystarczy przywołać tu Eau Sauvage Cologne, Fahrenheit Cologne czy moje ulubione z tej trójki Dior Homme Cologne, do którego Cologne Royale jest chyba najbardziej podobne.

 

główne składniki: bergamotka, męta, drewno sandałowe

nos: Francois Demachy

 

Wtorek

Cologne Pour Le Matin (2009) Maison Francis Kurkdjian

Dla indywidualistów – musujące cytrusy i biały tymianek z Maroka jako doskonali kompani białej koszuli.

Z właściwym sobie urokiem i odrobiną przekory Francis Kurkdjian zaproponował swoją interpretację kolońskiego tematu łącząc obowiązkowe cytrusy (bergamotka i limonka) z akordem ziołowym złożonym z dominującej tu esencji białego tymianku oraz prowansalskiej lawendy. Efektem jest zapach lekki i odświeżający, w którym najwyraźniej pachnie wspomniany tymianek, podczas gdy obecne na samym początku krótkotrwale cytrusy mają niezwykle delikatny charakter.

Cologne Pour Le Matin pachnie ślicznie i oryginalnie. Choć dopiero dodatek fiołka, neroli, irysa i ambry w wersji Absolue Pour Le Matin uczynił zeń pachnidło porywająco piękne i jedno z moich absolutnie ulubionych (od kliku już lat), to Cologne wciąż jest zapachem godnym polecenia, szczególnie jeżeli w kolońskiej poszukujemy czegoś nowoczesnego i bardziej oryginalnego.

 

główne składniki: bergamotka, limonka, biały tymianek, lawenda

nos: Francis Kurkdjian

 

Środa

Cologne (2001) Thierry Mugler

Rewolucyjna, czyli pachnieć słońcem i mydłem.

Dziś już może nie tak zaskakująca, jak w czasie, gdy miała swą premierę, za to wciąż zachwycająca niepowtarzalnym aromatem, który przyjęło się określać jako czysty i mydlany.

Alberto Morillas przedefiniował tym zapachem pojęcie kolońskiej i stworzył jej współczesną wersję – godną XXI wieku. Pachnącą nowocześnie, mocno i dłużej niż standardowe kolońskie, bo będącą w swej istocie chyba pierwszą w historii kolońską o koncentracji wody toaletowej.

Obok obowiązkowych cytrusów, pachnących tu wszakże w mniej naturalny, niż to zwykle bywa w zapachach kolońskich, a bardziej abstrakcyjny sposób, perfumiarz umieścił w formule biało-kwiatowo i jednocześnie cytrusowo pachnącą esencję kwiatu pomarańczy (neroli) oraz zielony, rześki petitgrain – będący w istocie esencją liścia gorzkiej pomarańczy. Jako bazę zastosował tzw. białe piżma, które w solidnej dawce dodają całości mocy, głębi i trwałości oraz czystej aury (nutka świeżo upranej pościeli).

Kto raz zetknął się z Cologne, ten z pewnością uległ jej słonecznemu i beztroskiemu urokowi oraz świeżej i czystej aurze. Nie sposób do niej nie wracać, gdy robi się ciepło. Ja przynajmniej takiego sposobu nie znam.

 

główne składniki: bergamotka, neroli, petitgrain, białe piżma

nos: Alberto Morillas

 

Czwartek

Mediterranean Neroli  (2015) Ermenegildo Zegna 

Koloński luksus, czyli jak przebić Toma Forda?

Będąca częścią ekskluzywnej linii perfum The Essence Collection marki Zegna (niedoceniona, a doskonała kolekcja, zwracam uwagę wszystkich koneserów!) jest odpowiedzią na zapoczątkowany przez Neroli Portofino Toma Forda powrót do aromatów kolońskich, tyle że zrobionych „na bogato” – wieloskładnikowych, mocnych i bardzo trwałych, będących w swej istocie czymś więcej, niż „tylko” kolońskimi. Barokowo rozbudowana receptura gwarantuje w tym przypadku cały wachlarz nut zapachowych – od cytrysowo-zielonego wstępu, zbudowanego z bergamoty i esencji liści gorzkiej pomarańczy (petitgrain bigarade) przez genialne kwiatowe serce, z cudnym neroli, aż po drzewno-piżmowy finisz. Wszystko to składają się na dominujące poczucie luksusowej świeżości i czystości, które tak lubię w perfumach. Podobieństwo to wspomnianego Neroli Portofino jest tu ewidentne, jednakże zapach Zegny jest mniej ambrowy, bardziej drzewny, wyraźniejszy, nieco ostrzejszy i odrobinę szorstki.

Mediterraean Neroli to genialnie wyegzekwowany temat koloński z użyciem doskonałej jakości esencji, co czuć natychmiast i bardzo długo (w tym „bergamotkę Zegny” – esencję pochodzącą z upraw należących do E. Zegny, którą odnajdziemy w każdym z zapachów The Essence Collection). Kompozycja jest wyrafinowana, zniuansowana i zniewalająco piękna, a zapach projektuje mocno i przez wiele godzin. Prawdziwe techniczne tour de force w wykonaniu Pierre’a Negrina.

To bezdyskusyjnie jeden z najlepszych znanych mi tego typu zapachów. Ścisła czołówka i mój faworyt gatunku w ostatnim czasie, który przebił Neroli Portofino Toma Forda.

 

główne składniki: bergamotka, petitgrain, neroli, cyprys

nos: Pierre Negrin

 

Piątek

Cologne (2014) Etat Libre d’Orange

Świeżo, ciepło, ambrowo, skórzanie – czyli coś łatwego i przyjemnego od przekornego Etienna de Swardta.

Perfekcyjnie wykonana współczesna kolońska w koncentracji eau de parfum z pewnością zainspirowana niezwykłą popularnością Neroli Portofino, ale mająca swą wyraźną indywidualność. Zasadnicze nuty to – oczywiście – cytrusy, tyle że tym razem z przewagą soczystej i słodkiej czerwonej pomarańczy oraz kwiaty w sercu (duet kwiatu pomarańczy i jaśminu). Bazę stanowią piżma oraz subtelny akord skórzany. W zapachu czuć wyraźnie dużą dozę drzewnego cashmeranu, który łącząc się idealnie z białymi kwiatami pogłębia i utrwala go jednocześnie. Całość pachnie owszem świeżo, ale nie rześko, tylko raczej ciepło, kremowo, miękko i otulająco. To ambrowo-skórzana kolońska w ciemnej tonacji. Idealna na chłodny letni dzień? Czemu nie. Doskonała też na cały rok. Zdecydowanie warta uwagi, choć niestety pozostająca w cieniu Neroli Portofino.

 

główne składniki: pomarańcza, bergamotka, jaśmin, kwiat pomarańczy, piżmo, skóra

nos: Alexandra Kosinski

 

Sobota

Neroli Portofino (2012) Tom Ford 

Kolońska na sterydach, czyli wiadomo, kto to wszystko zaczął…

Rodrigo Flores-Roux stworzył tę inspirowaną klasyką woń kolońską mieszając cytrusy (bergamotka, cytryna, grejpfrut) z nutami ziołowymi (lawenda, tymianek, rozmaryn) oraz cennymi esencjami kwiatów gorzkiej pomarańczy i jaśminu wielkolistnego (Sambac). Kwiatowej głębi dodał za pomocą bardzo wysokiej jakości ekstraktu CO2 z kwiatu pomarańczy. Perfumiarzowi bardzo zależało na tym, by jego kolońska była dużo trwalsza, niż to zwykle z tego typu zapachami bywa. Użył więc jemu tylko znanej magicznej mieszanki wybranych białych piżm, nasion ketmii piżmowej i dzięgla. W ten sposób perfumy, które skomponował początkowo tylko dla własnego użytku, z inspiracji dzieciństwem spędzonym pośród drzew gorzkiej pomarańczy na meksykańskiej prowincji, stały się jednym z najchętniej kupowanych zapachów z ekskluzywnej linii Toma Forda i zapoczątkowały renesans inspirowanych klasyką zapachów kolońskich.

Neroli Portofino to przecudnej urody niemalże liniowy (niezmienny w czasie), ciepły i posiadający bursztynową głębię zapach koloński o ponad 8 godzinnej trwałości przy początkowo wyraźnej, a po kilku godzinach blisko skórnej, ale konsekwentnej projekcji. Noszenie go to czysta przyjemność. Czuję się w nim świeżo i ekskluzywnie, na co pewnie wpływ ma także niestety jego przesadnie wygórowana cena, nawet w porównaniu do innych pozycji z butikowej linii Private Blend Toma Forda.

 

główne składniki: cytrusy, kwiat pomarańczy, lawenda, rozmaryn, tymianek, jaśmin Sambac, piżmo, ketmia piżmowa (ambrette), dzięgiel

nos: Rodrigo Flores-Roux

 

Inne polecane współczesne kolońskie:

Byredo Sunday Cologne

Frederic Malle Cologne Indelebile

Parle Moi De Parfum Tomboy Neroli

Atelier Cologne Grand Neroli

Le Labo Bergamotte 22

Le Labo Neroli 36

Helmut Lang Eau de Cologne

Chanel Allure Homme Sport Cologne

Dior Homme Cologne 2013

The Different Company L’Esprit Cologne

III Perfumowy Top Wszech Czasów wg Perfuforum.pl

perfuforum logo

Ten doroczny ranking stał się już chwalebną tradycją związanego z Perfumowym Blogiem forum Perfuforum.pl skupiającego entuzjastów perfum. Na moją prośbę Scorrpion – autor Perfumowego Topu Wszechczasów – zgodził się na publikację pierwszej dziesiątki rankingu na blogu, za co serdecznie mu dziękuję. Pozostałe 290 (!) miejsc można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie i uniseks (tu głównie nisza) znajdujące się w bazie Perfuforum.pl.

A tak przedstawia się pierwsza dziesiątka:

10. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme

Rasasi Yuqawam PH 2

9. Yves Saint Laurent – Opium Pour Homme

ysl-opium-ph

8. Amouage – Journey Man 

amouage-journey-man-

7. Olivier Durbano – Rock Crystal 

durbano-rock-crystal

6. Yves Saint Laurent – M7 

m7-m

5. Tom Ford – Oud Wood

tom-ford-oud-wood

4. Amouage – Jubilation XXV Man 

amouage-jubilation-man

3. Tom Ford – Tuscan Leather

tom-ford-tuscan-leather

2. Dior – Homme Parfum

dior-homme-parfum

1. Amouage – Interlude Man

amouage-interlude

W porównaniu z rankingiem z zeszłego roku aż siedem zapachów powtórzyło się w Top 10. Awansowały do tego zacnego grona trzy: YSL Opium PH (m. 9.), Rasasi La Yuqawam Pour Homme (m.10.) i Amouage Journey Man (m. 8.), „wyrzucając” poza dziesiątkę obecne w zeszłym roku Ambre Sultan Serge Lutens, Gucci Pour Homme i Tobacco Vanille Tom Ford. Olivier Durbano Rock Crystal zachował swoją 7. pozycję, M7 awansował z 9. na 6., Oud Wood awansował z 8. na 5., Amouage Jubilation Man spadł z 3. na 4., Tuscan Leather awansował z 6. na 3., a Dior Homme Parfum z 5. na 2.

Zwycięzca TOP Wszechczasów pozostał jednak ten sam:

Amouage Interlude Man!

W Top 10 mamy więc aż trzy zapachy Amouage, co nie powinno dziwić zważywszy na doskonałą jakość, jaką ta marka reprezentuje. Podobnie jest z Tomem Fordem – tu aż dwa pachnidła (a trzecie na 11 pozycji). Miłym zaskoczeniem są tak wysokie pozycje dwóch klasyków od YSL (w tym jeden powstały „za rządów” Toma Forda!). Innymi słowy, Tom Ford podzielił się z Christopherem Chongiem, gdyż każdy z nich odpowiada za trzy pozycje w Top 10. Cieszy stała obecność jedynego przedstawiciela niszy perfumowej w TOP 10 – Oliviera Durbano i jego Rock Crystal. Wysoka, bo aż 2, pozycja Dior Homme Parfum wskazuje, że forumowicze najwyżej cenią sobie właśnie tę najbardziej skoncentrowaną, głęboką i trwałą interpretację irysowo-pudrowo-skórzanego tematu Dior Homme. 10 lokata świetnego skądinąd pachnidła arabskiej marki Rasasi La Yuqawam Pour Homme może być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie wiedzą, iż jest to de facto niemal kopia zajmującego 3 miejsce w rankingu Tuscan Leather Toma Forda. Niemal kopia, gdyż – jak twierdzą niektórzy – przerosła pierwowzór (z czym mogę się poniekąd zgodzić).

A oto jak w rankingu uplasowały się niektóre znane hity oraz pachnidła ponadczasowe:

Tom Ford – Tobacco Vanille – 11

Gucci – Pour Homme – 12

Olivier Durbano – Black Tourmaline  – 15

Dior – Homme – 20

Dior – Fahrenheit EDT – 22

Creed – Aventus – 24

Chanel – Platinum Egoiste – 27

Nasomatto – Black Afgano – 28

Hermes – Terre D’Hermes EDT – 29 

Ralph Lauren – Polo – 30 

Chanel – Egoiste – 33

Cacharel – Pour Homme – 39

Lalique – Encre Noire – 50 

Creed – Green Irish Tweed – 51

Chanel – Antaeus – 57

Cartier – Declaration – 58

Gucci – Pour Homme II – 62

Davidoff – Zino – 65

Givenchy – Gentleman – 67

Aramis – Aramis – 68

Kenzo – Pour Homme – 70

Gucci – Envy Men – 71

Chanel – Allure Homme Sport Cologne – 74

Dior – Eau Sauvage – 78

YSL –Kouros – 81

Chanel – Allure Homme Edition Blanche – 84

Guerlain – Vetiver – 90

Thierry Mugler – A*Men – 93

Guerlain – Habit Rouge – 95

Dior – Homme Sport – 97

Oscar de la Renta- Pour Lui – 116

Dolce & Gabbana – Pour Homme – 122 

Chanel – Allure Homme Sport – 134

Creed – Original Santal – 151

Adidas – Active Bodies – 156

Chanel – Allure Pour Homme – 164

Creed – Millesime Imperial – 172

Calvin Klein – CK One – 174

Jean Paul Gaultier – Le Male – 178

Guy Laroche – Drakkar Noir – 179

Hugo Boss – Bottled – 185

Guerlain – L’Homme Ideal – 190

YSL – L’Homme – 197

JOOP! – Homme – 203

Versace – Dreamer – 204

Giorgio Armani – Code – 221

Davidoff – Cool Water – 239

Chanel – Bleu de Chanel EDT – 246

Abercormbie&Fitch – Fierce – 247

Calvin Klein – Eternity for Men – 252

Amouage – Gold Man – 260

Geoffrey Beene – Grey Flannel – 267

Paco Rabanne – 1 Million – 275

Dior – Sauvage – 288

Paco Rabanne – Invictus – 297

Skórzany duet Acqua Di Parma „Colonia Leather” i Mark Birley „Charles Street”

Składniki perfum będące niegdyś niezbędnymi elementami akordu skórzanego (np. smoła brzozowa, quinolines) są skutecznie zakazywane lub ograniczane przez coraz bardziej restrykcyjne przepisy IFRA. Siłą rzeczy, by nowe perfumy skórzane mogły wciąż powstawać, ingrediencje te musiały zostać czymś zastąpione. Ogromne zasługi dla unowocześniania skórzanej estetyki ma duet Lutens/Sheldrake (skórzany Cuir Mauresque czy zamszowy Daim Blond). Zresztą perfumiarze niszowi od dawna chętnie podejmują temat skórzany ze skutkiem lepszym (niepoprawny politycznie ze względu na dużą zawartość smoły brzozowej, ale absolutnie fenomenalny Lonestar Memories Andy Tauera, genialny Cuir Ottoman Parfum d’Empire czy nie mniej udany Iris Nazarena Aedes de Venustas) lub gorszym (James Heeley Cuir Pleine Fleur), ale pomysł perfumiarzy Jacquesa Cavalliera i Harry’ego Fremonta, by połączyć współczesny akord skórzany z ziołowym tymiankiem i owocową nutą maliny okazał się na tyle przełomowy i – co ważne – komercyjnie trafiony, że stał się inspiracją dla rosnącej liczby naśladowców. Tuscan Leather – bo o nim tu mówa – wprowadzony został do sprzedaży w 2007 roku w ramach linii Private Blend Toma Forda.

tom-ford-private-blend-fragrance1

Z perspektywy niedługiego przecież czasu, jaki minął od jego premiery, zapach ten okazał się być nie tylko dużym sukcesem komercyjnym, ale stałe się współczesnym klasykiem skórzanego gatunku. Tuscan Leather jest dla mnie potwierdzeniem, że także i w obecnych czasach powstają perfumy przełomowe i ponadczasowe na miarę Eau Sauvage, Fahrenheit czy Polo, które łączą nowatorstwo z sukcesem komercyjnym, a które dzięki temu połączeniu mają szanse przetrwać na półkach perfumerii kolejne dekady.

Nie trzeba było rzecz jasna długo czekać, by pojawiły się pachnidła wyraźnie zainspirowane, a czasem wręcz kopiujące Tuscan Leather. Warto wymienić Rasasi La Yuqawam Pour Homme, Atelier Cologne Oud Sapphir czy Blood Concept Killer Vanilla (sic!).

Także i bohaterowie niniejszego wpisu: Acqua Di Parma Colonia Leather i niestety wciąż niedostępny w Polsce Mark Birley Charles Street zawdzięczają kompozycji Cavalliera i Fremonta właściwie wszystko, mimo że akurat nie są prostymi kopiami Tuscan Leather i każdy z nich ma swój własny sznyt

Acqua Di Parma Colonia Leather

Skórzana kolońska włoskiej marki luksusowej Acqua Di Parma ukazała się całkiem niedawno, bo w 2014 roku, w ramach ekskluzywnej kolekcji Ingredient Collection, a jej twórcą jest Francois Demachy (wcześniej pisałem już na blogu o świetnym Colonia Oud z tego samego cyklu).

ADP-Colonia-Leather

Już pierwsze nuty docierające do nozdrzy wysyłają wyraźny komunikat – oto pachnidło najwyższej klasy, od samego początku pachnące naprawdę pięknie i dające poczucie dzieła skończonego. Tak zresztą dzieje się na każdym etapie ewolucji Colonia Leather na skórze. Ów początkowy aromat to znane nam już z Tuscan Leather połączenie akordu skórzanego i nuty maliny z akordem cytrusowym oraz tymiankiem. Malina nie jest tu jednak tak wyraźna jak w zapachu Toma Forda. Także tymianek został użyty z większą ostrożnością. Te cztery aromaty współistnieją tu w absolutnej harmonii. Uzupełniają się tworząc olfaktoryczny majstersztyk, który nie pozwala wprost oderwać nosa od testowego blottera. Na skórze zapach nabiera dodatkowego ciepła, gdyż ujawniają się również cięższe składniki drzewne, które stanowią doskonałe rusztowanie dla dominującego akordu skórzanego, obecnego – co przecież nie powinno dziwić – od początku do samego końca.

brown leather belt

Colonia Leather jest delikatniejszą i subtelniejszą oraz bardziej „gładką”, mniej owocową, a bardziej skórzaną, lekko nawet wytrawną interpretacją malinowo-skórzanego tematu znanego z  Tuscan Leather. Bo nie ma  wątpliwości, że dzieło Cavalliera i Fremonta było dla Demachy’ego inspiracją. Ale mistrz nie popełnił po prostu kopi, tylko zinterpretował temat na swój własny mistrzowski sposób. Dlatego jego skórzana kolońska ma indywidualny charakter i wg mnie zdecydowanie warto ją poznać, nawet jeżeli znamy pachnidło Forda. Colonia Leather ma w sobie więcej elegancji, jest bardziej wysublimowana, nie tak krzykliwa, nie tak dominująca. Naprawdę piękna. Skóra wg Demachy’ego jest bardzo realistyczna, niemal namacana, emanuje klasą i jakością. Znacząca obecność cytrusów (pomarańcza i cytryna)  odpowiada za koloński charakter zapachu, ale głównie na samym jego początku. Co ciekawe, mimo że przecież nuty cytrusowe dość szybko ulatują, zapach wciąż zachowuje się jak koloński -tzn. nie obezwładnia mocą. Co jednak odróżnia go do typowej kolońskiej, to jego świetna ponad 10 godzinna trwałość i permanentna wyczuwalność. Czuję ją przez większość dnia jako noszący, ale czuje ją także (i komplementuje) otoczenie.

Gdyby zestawić ten zapach z inną kolońską o bardzo podobnym charakterze – Atelier Cologne Oud Saphir – to dzieło Demachy’ego okazuje się mniej owocowe, bardziej skórzane i wytrawne, zaś Oud Saphir ma zdecydowanie więcej wspólnego z Tuscan Leather, głównie za sprawa wyraźniejszej nuty malinowej, choć różni się od niego nutami cytrusowymi i delikatniejszym, bardziej kolońskim charakterem.

Colonia Leather to kolejne świetne pachnidło w ofercie Acqua Di Parma, którego noszenie sprawia prawdziwą przyjemność. Szczerze polecam przedstawicielom płci obojga…

AdP colonia-leather

nuty głowy: pomarańcza, cytryna, akord maliny

nuty serca: czerwony tymianek, akord wiciokrzewu, akord róży, liść gorzkiej pomarańczy

nuty bazy: akord skórzany, cedr, gwajak

twórca: Francois Demachy

rok premiery: 2014

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Mark Birley Charles Street

Charles Street to chronologicznie drugie i ostatnie póki co pachnidło marki firmowanej przez brytyjskiego gentlemana Marka Birleya (o pierwszym – Mark Birley For Men – pisałem już swego czasu na blogu). W przypadku tej kompozycji, autorstwa Christiana Pescha, możemy mówić o kolejnej wariacji na temat Tuscan Leather, zrealizowanej jednak przy pomocy nieco innych środków, choć zasadnicza zbitka skóra/zamsz-tymianek-malina stanowiąca o sygnaturze tego akordu także tu jest obecna. Nuta malinowa jest wszakże zdecydowanie subtelniejsza, podobnie jak stępiona została ziołowa ostrość tymianku. Zapach Birleya wyróżnia się nutami kawy, bylicy i ziarna marchwi w otwarciu oraz naturalnie łączącego się z nią irysa w sercu, czego nie znajdziemy w innych „klonach” zapachu Toma Forda. Serce doprawiono tu szafranem, który stanowi niemal niezbędny element współczesnego zapachu skórzanego. Drzewno-skórzano-ambrowa baza dopełnia naprawdę dobrej całości.

blue grey leather belt

Jak więc Charles Street wypada na tle Tuscan Leather? Jest mnie esencjonalny, nie tak wyrazisty, bardziej stonowany, mniej malinowy, a nawet mniej skórzany, bardziej zaś ambrowo-piżmowy. To taka spokojna, flegmatyczna, angielska wersja. Ma subtelniejszą moc i chyba też słabszą trwałość (ale pamiętajmy, że wspomniane perfumy Forda to pod tymi względami potęga). Przyznam, że w zestawieniu z protoplastą, czy jego podkręconą wersją w postaci La Yuquawam Pour Homme od Rasasi, wreszcie wyżej opisywaną, łagodniejszą, bardziej kolońską i bardziej elegancką wersją Acqua Di Parma zapach Marka Birleya wypada najsłabiej, ale… Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to kiepskie pachnidło. Absolutnie nie! Jest zdecydowanie warte uwagi (także cenowo wypada korzystnie, gdy zestawimy je z ceną Tuscan Leather, choć Rasasi zdaje się i tak wygrywa i jest wg mnie najlepszą alternatywą dla Forda).

Koniec końców byłbym jednak nie fair, gdybym nie polecił Charles Street, bo to naprawdę bardzo dobre współczesne, męskie perfumy skórzano-drzewno-ambrowe. A że wtórne i mające lepszych protoplastów? Cóż…

charles-street2

nuty głowy:  bylica, kawa, gałka muszkatołowa, tymianek, ziarna marchwi

nuty serca: irys, jaśmin, kwiat pomarańczy, tuberoza, szafran, róża, konwalia, malina

nuty bazy: paczula, mech dębu, ambra, skóra, wanilia, piżmo

twórca: Christian Pesch

rok premiery: 2011

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Klasyki Tom Ford Private Blend: „Amber Absolute”, „Bois Marocain” i „Noir de Noir”

Tom Ford Private Blend zadebiutowało w 2007 roku. W ciągu ośmiu lat stało się nie bez przyczyny jedną z ulubionych i darzonych największą estymą koneserów marek perfumowych. Doskonała jakość w połączeniu ze współczesną, ale zapatrzoną w chwalebną perfumową przeszłość estetyką, często balansującą zresztą na granicy niszowej, ale niemal nigdy jej nie przekraczającą, to immanentna cecha perfum spod znaku TF. No bo u Forda – jak to u Forda – ma być ambitnie, ale bez popadania w kontrowersyjne eksperymenty. Perfumy z jego logo, przy swej niewątpliwej ekskluzywności, muszą koniec końców być po prostu ładne i przyjemne w noszeniu, co wcale nie jest tak łatwe do osiągnięcia, szczególnie gdy mają być jednocześnie wysublimowane i wyrafinowane. Tom Ford od początku udowadnia jednak, że to możliwe. Zresztą podobny zabieg od lat z powodzeniem stosuje Laurice Rahme – twórczyni Bond No.9. Kluczem w obu przypadkach jest doskonały gust połączony z profesjonalizmem i doświadczeniem branżowym oraz dobór perfumiarzy, a tych Ford „dobiera” sobie zawsze najlepszych (sądzę, że raczej nie robi tego osobiście…).

Tom Ford
Tom Ford

Nic więc dziwnego w tym, że każda premiera nowego zapachu Toma Forda z linii Private Blend ekscytuje z równą mocą perfumistów na całym świecie, co celebrytów i innych klientów o grubych portfelach, szukających perfum, których aromat będzie emanował elegancją i luksusem, ale nie będzie jednocześnie wywoływał konsternacji wśród ich znajomych. Nad nią przedkładają raczej zachwyt. Niestety, obok tych dość częstych premier, w związku z taką a nie inną polityką koncernu Estee Lauder, do którego należy perfumowa część imperium Toma Forda, wiele ze „starych”, doskonałych zapachów Toma Forda zostało, nie wiedzieć czemu, wycofanych z oferty. Dziś na blogu moje wrażenia nt. dwóch z nich: Amber Absolute i Bois Marocain (krążą plotki o ich reaktywacji), a także jednego z zapachów, który póki co szczęśliwie przetrwał „cięcia” i jest nieprzerwanie obecny w ofercie od samego jej początku: Noir de Noir.

Amber Absolute

Nie jestem fanem pachnideł stricte ambrowych, które wydają mi się jednowymiarowe i nudne. Oczywiście bywają wyjątki. Zwykle jednak wynikają z faktu, że twórca poszedł w swych poszukiwaniach nieco dalej poza sztampowy akord ambrowy benzoesu, wanilii i labdanum. Tak jest choćby w świetnym, niemal wzorcowym Ambre Sultan Serge’a Lutensa, doskonałym, poruszającym, animalnym Absolue Pour Le Soir Francisa Kurkdjiana, nietuzinkowym, dymno-skórzanym Ambre Russe Parfum d’Empire, czy moim ulubionym, fenomenalnym, drzewnym ambrowcu Opus VI Amouage. Amber Absolute Toma Forda wypada na tle wymienionej trójcy nieźle, a najbliżej mu chyba do legendarnego już dzieła duetu Sheldrake/Lutens.

W przypadku Amber Absolute mamy do czynienia z głębokim, gęstym, wręcz mazistym, hipnotyzującym pachnidłem ambrowym ułożonym tak, by pachnieć luksusowo, ale bez zbędnych udziwnień. W kompozycji tej ważne role pełnią wanilia, labdanum i olibanum. Dwa pierwsze nadają zapachowi zmysłowości i głębi. Nuta olibanum przydaje mu dodatkowego wymiaru, stawiając go po stronie ambrowców z owszem nienudnym pomysłem i kompetentnym wykonaniem, ale jednak bez elementu zaskoczenia, jaki odnajdziemy np. w New York Amber Bond No. 9.

Co gorsza, pachnidło to sadowi się bardzo blisko skóry (zbyt blisko, jak na mój gust), choć na całkiem długo, i tylko bardzo minimalnie zmienia się w czasie. Szkoda, że nie nadano mu większej mocy i nie wyposażono w coś, co przykułoby uwagę.

TF Amber Absolute

główne nuty: ambra, kadzidło, wanilia, labdanum, nuty drzewne

twórca: Christophe Laudamiel

rok wprowadzenia: 2007

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ****/ projekcja: **

Bois Marocain

To lubię… Przepiękny, unikatowy zapach drzewno-kadzidlany o „cywylizowanej” mocy i typowym dla Forda eleganckim sznycie, który to potrafi spowodować, że każdy zapachowy temat może zostać wykonany w tym niszowo-eleganckim, wyrafinowanym i jednocześnie zadziwiająco przyswajalnym stylu.

Bois Marocain od pierwszych sekund emituje suche kadzidło i nuty drzewne, przy czym początkowo są one rozjaśnione odrobiną bergamotki i wprawione w wibracje za pomocą molekuł różowego pieprzu. Intrygująco brzmi ten cytrusowo-drzewno-kadzidlany wstęp. Z czasem uwydatnia się subtelny aromat iglasty, wynikający z zastosowania esencji cyprysa i tui. Finisz raczy nas pięknym, snującym się subtelnie ale wyczuwalnie akordem suchego drewna cedrowego i kadzidła. Bois Marocain to absolutny perfumowy majstersztyk wykonany z finezją i polotem, pięknie układający się na skórze. Noszenie go to perfumaniacka frajda.

Jak to możliwe, że i on wypadł z oferty Tom Forda Private Blend? Dlaczego?! Ale, ale… Podobno ma zostać do niej przywrócony. Dobrze by było, bo to jednej z najlepszych zapachów kadzidlano-drzewnych, jakie miałem okazję poznać. Szkoda by było, gdyby pozostał niedostępny szerokiej publice. Oby tylko po tym rzekomym powrocie przypominał samego siebie…

TF Bois Marocain

główne nuty: bergamotka, różowy pieprz, cyprys, tuja, wetiwer, paczula, cedr, kadzidło

twórca: bd.

rok wprowadzenia: 2009

moja ocena:

zapach: ******/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Noir de Noir

W ofercie perfumowej Toma Forda naliczyłem jak dotąd siedem pachnideł ze słowem noir (czarny) w nazwie. To jednak wyróżnia się szczególnie, gdyż jest czarno czarne… Poza tym było chronologicznie pierwsze, jako że swą premierę miało w roku 2007, w ramach kilku innych pachnideł debiutującej wówczas linii Tom Ford Private Blend.

Tytuł sugeruje woń co najmniej mroczną, ale został nadany chyba trochę na wyrost. Szkarłatna róża otulona kulinariami w postaci szafranu, wanilii i akordu trufli, posadzona na mszystej bazie i wzmocniona rusztowaniem z drzewnych nut paczuli i oudu przyjemnie łechce mój koneserski nos, pozostawiając wszakże pewien pożądany nawet niedosyt. Zapach przypomina mi nieco Paestum Rose Eau d’Italie, choć jest mniej drzewny, bogatszy w miękkie nuty kulinarne i bardziej „ułożony”, przez co mniej niszowy w swym charakterze, ale i bardziej kobiecy. Nie można odmówić mu jednak euro-arabskiej urody, która czyni go świetną introdukcją do przebogatego świata utrzymanych w tej samej estetyce, ale śmielszych pachnideł niszowych czy często zupełnie bezkompromisowych perfum arabskich. Na końcu tej podróży, jako jej genialne zwieńczenie, oczekuje – paradoksalnie – dzieło Europejczyka z krwi i kości – Rose Nacrée du Désert Guerlaina skomponowane przez Thierry’ego Wassera. Ja już tam byłem i wiem, co piszę…

TF Noir de Noir

główne nuty: szafran, róża, trufla, wanilia, oud, paczula, mech dębu

twórca: bd.

rok wprowadzenia: 2007

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Letnie orzeźwienie (2) – Hermes „Eau de Mandarine Ambree”/ Tom Ford „Madarino do Amalfi”

Nuta mandarynki bardzo często składa się na bukiet cytrusowy w pachnidłach, zwykle o charakterze kolońskim, ale nie tylko. Rzadko jednak – w przeciwieństwie do bergamotki czy nawet grejpfruta – perfumiarze wysuwają tę nutę na pierwszy plan. Dziś dwa przykłady zapachów kolońskich dedykowanych słodkiej cytrusowej woni, którą wszyscy doskonale znamy, szczególnie że obieramy mandarynki zwykle gołymi rękami.

mandarynka

Hermes – Eau de Mandarine Ambree

Jedna z nowszych kolońskich Hermesa składająca się na całkiem już sporą kolekcję bodajże pięciu pachnideł zatytułowaną The Hermes Colognes Collection. A wszystko zaczęło się wiele lat temu (w 1979 roku) od Eau d’Orange Verte autorstwa Francoise Caron. Dla uczczenia trzydziestolecia premiery tej ponadczasowej kolońskiej w 2009 roku Hermes wypuścił jej reedycję wraz z dwoma nowymi, całkowicie premierowymi kolońskimi skomponowanymi przez Jean-Claude’a Ellenę: Eau de Pamplemousse Rose i Eau de Gentiane Blanche. Obie interesujące z punktu widzenia poszerzania kolońskiej estetyki. Szczególnie druga jawi się bardzo unikatowym pachnidłem ze swą charakterystyczną, lekko gorzką nutą goryczki (Gentiane) na tle białych piżm. Cztery lata później do kolekcji dołączono nie mniej wyjątkowe Eau de Narcisse Bleu oraz Eau de Mandarine Ambree.

Passion fruit_ExtraSmall cropped

Eau de Mandarine Ambree jest dokładnie taki, jak się nazywa. Oto uroczy, lekki, ale zaskakująco ciepły i sympatycznie otulający zapach – akord, bowiem trudno tu mówić o wieloskładnikowej rozbudowanej kompozycji. Zestawienie aromatu olejku mandarynkowego z ambrowa podstawą, połączone egzotycznym akordem marakui. Tylko tyle i aż tyle, bo trzeba jednak zaznaczyć, że sam pomysł na połączenie słodkiego cytrusa z ciepłą, ambrową bazą wydaje się być unikatowy, a i spoiwo jest zdecydowanie nietypowe (naturalna esencja z passiflory nie nadaje się do użycia w perfumach, więc perfumiarz stworzył jej imitację w sobie tylko znany sposób). Jednak o rzadkiej urodzie i wyjątkowości tej kolońskiej stanowi przede wszytskim sam zapach, niepodobny do niczego, co znam. Jest przy tym linearny, nie zmienia się zbytnio w czasie, poza naturalnym zanikaniem całkiem długotrwałej nuty mandarynki na korzyść ambrowego tła. Eau de Mandarine Ambree to bardzo ładna, relaksująca, wprowadzająca w dobry nastrój woda, która wydaje mi się szczególnie odpowiednia na letnie wieczory. No i oczywiście, jak wszystkie kolońskie Hermesa, jest to klasyczny perfumowy uniseks.

Hermes mandarine

główne nuty: mandarynka, marakuja, ambra

twórca: Jean-Claude Ellena

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Tom Ford – Mandarino di Amalfi

Także marka Tom Ford (Estee Lauder) dynamicznie rozbudowuje swą linię zapachów kolońskich, płynąc na fali gigantycznej – jak na produkt luksusowy – popularności Neroli Portofino (2012). Obecnie w ofercie obok niego znajdują się jeszcze trzy zapachy typu cologne (wszystkie w deklarowanej koncentracji eau de parfum): Costa Azzurra, Mandarino di Amalfi (oba z 2014) i tegoroczne Fleur de Portofino. 

tom-fords-neroli-portofino-collection

Mandarino di Amalfi to w porównaniu do Eau de Mandarine Ambree zapach zdecydowanie bardziej złożony, wyrafinowany i wielowymiarowy. O ile Jean-Claude Ellena skoncentrował się na stworzeniu intrygującego połączenia kilku ingrediencji w niewątpliwie nową perfumową jakość, o tyle Mandarino di Amalfi jest kompozycją zainspirowaną klimatem i charakterystycznymi wonnymi elementami urokliwego miasteczka włoskiego Amalfi. Zapach skomponowała znana choćby z szerokiej współpracy z marką By Kilian perfumiarka Calice Becker.

Amalfi

Mandarino di Amalfi to przede wszystkim piękny i przebogaty akord cytrusowy, na który składają się niemal wszystkie używane w perfumerii cytrusowe esencje: mandarynka, bergamotka grejpfrut, pomarańcza i cytryna. Rezultatem jest intensywna, kompleksowa cytrusowa rześkość rzadko spotykana w perfumerii, łącząca ze sobą zieloność bergamotki z goryczką grejpfruta i słodkością pomarańczy. Dodatkowo intro zapachu zabarwiono na świeżo-zielono przy pomocy wyczuwalnej bardziej na skórze (w postaci subtelnego chłodu), aniżeli w bukiecie zapachowym mięty, a także estragonu i bazylii. Zielono-owocową nutę wzmacnia esencja z pączków czarnej porzeczki. Trzeba przyznać, że akord głowy Mandarino di Amalfi jest wyjątkowej urody i doskonałej jakości. Pachnie przy tym bardzo naturalnie. Serce zapachu to bukiet białych kwiatów z kwiatem pomarańczy wspartym lekko goryczkowym jaśminem. Liści shiso przydaje zieloności, szałwia zaś tradycyjnie kolońskiego sznytu. Bo nie można zapominać, że Mandarino di Amalfi to, mimo swego rzadko spotykanego wyrafinowania, zapach od początku do końca utrzymany w niemal klasycznej kolońskiej estetyce. Stąd baza tych perfum to przede wszystkim gwarant maksymalnego utrwalenia kolońskiego zapachu na skórze, sama w sobie nie stanowiąc żadnego wyraźnego akordu.

Mandarino di Amalfi to bez wątpienia jedna z najlepszych  kolońskich, jakie dotąd poznałem. Urzeka śródziemnomorską urodą, soczystością oraz pełnią poszczególnych nut i akordów, a także – co ma ogromne znaczenie – dobrą projekcją (dotyzy pierwszych 2-3 godzin) i ponadprzeciętną jak na gatunek koloński trwałością (około 8 godzin). Znakomicie spełnia swą rolę długotrwałego orzeźwienia i odświeżenia, dając jednocześnie dużo więcej satysfakcji z noszenia, niż tradycyjna, delikatna i szybko znikająca ze skóry kolońska.

tom ford mandarino

Nuty głowy: estragon, mięta, pąki czarnej porzeczki, mandarynka, bergamotka grejpfrut, pomarańcza, cytryna, bazylia

Nuty serca: czarny pieprz, kolendra, kwiat pomarańczy, szałwia, liść shiso, jaśmin

Nuty bazy: wetiwer, ambra, labdanum, piżmo, cywet

twórca: Calice Becker

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Tom Ford „Sahara Noir”

„Mieszkańcy Manhattanu są bystrymi, wyrafinowanymi ludźmi i mają swoją perfumową świadomość. Ale mam dla nich skromne słowa mądrości: Przede wszystkim, proszę, używajcie więcej perfum! Brakuje mi zapachu perfum na ulicach… I nie stosujcie metody „chmury” (rozpylenie perfum w powietrzu i przejście przez tak stworzoną, opadającą chmurę zapachu, przyp. autor). To strata pieniędzy. Pryskajcie perfumy bezpośrednio na siebie.”

Takie – jakże trafne z mojego punktu widzenia – rady dla mieszkańców Nowego Jorku ma niejaki Rodrigo Flores-Roux, perfumiarz nowojorskiego Givaudan, znany ze współpracy m.in. Johnem Varvatosem, niszowym Arquiste Carlosa Huebera, twórca m.in. Black Cashmere dla Donny Karan, wielu perfum dla Elisabeth Arden oraz kilku zapachów dla Toma Forda (m.in. Neroli Portofino), a także Oeillet Bengale dla Aedes de Venustas czy współczesnej wersji Fougere Royale Houbigant. Rodrigo jest bardzo zdolnym i sprawnym perfumiarzem, lubującym się w zapach esencjonalnych i mocnych, który na wyżyny swego kunsztu wspiął się m.in. przy okazji tworzenia Sahara Noir dla Toma Forda.

scentury-new-york-rodrigo-flores-roux
Rodrigo Flores-Roux

Otóż moim zdaniem stworzył on jedno z najlepszych pachnideł kadzidlanych, jakie kiedykolwiek powstały. Korzystał przy tym – co nie bez znaczenia – z doskonałej jakości ingrediencji – niezwykle wysokiej jakości super czystych esencji zapachowych Orpur® wyprodukowanych przez Givaudan. W składzie Sahara Noir wymienia się dwa takie składniki, które de facto odciskają najmocniejsze piętno na tym doskonałym zapachu: esencja z czystka oraz z kadzidła frankońskiego (olibanum). Ale Sahara Noir to nie tylko te dwie nuty…

Otwarcie wręcz obezwładnia gęstą, z początku nieco nawet wibrującą wonią labdanum (czystka). Z czasem zapach nabiera głębi i subtelnej kwiatowości dzięki klasycznemu duetowi jaśminu i róży. Na tym etapie czuję już labdanum połączone z pszczelim woskiem, przypominające trochę to z Sonoma Scent Studio Ambre NoirOlibanum najwyraźniej ujawnia się w sercu, zapach staje się nieco bardziej suchy – do gry wchodzi cynamon i papirus. Baza jest sucha właśnie, drzewna i słodko-ambrowa jednocześnie. Zastosowano w niej ambreinol, czyli bardzo intensywnie pachnącą frakcję naturalnego labdanum. Przypomina mi bazę brązowego Gucci Pour Homme (Sahara Noir tu pachnie tu jednak mocniej i zdecydowanie bardziej szlachetnie). Na tym etapie mam też nawet silniejsze skojarzenie z moim ulubionym Opusem VI od Amouage. W każdym razie finisz Sahara Noir bardzo trafia w mój gust. Podobnie jak i cały zapach. A nie jest to zasadą w przypadku perfum kadzidlanych. Flores-Roux udało się bowiem uniknąć przesadnej niszowości i pretensjonalności. Idealnie wyważył formułę i doskonale dobrał składniki, tak że Sahara Noir przy swej ewidentnej kadzidlaności, balsamiczności i żywiczności nie razi przesadnym przestylizowaniem ani też surowością, będącą częstą cechą charakterystyczną pachnideł niszowych. Stąd doskonałe wpasowanie Sahara Noir w estetykę od lat proponowaną przez Toma Forda – perfum ambitnych, stylowych, sygnaturowych, nawiązujących do najlepszych tradycji perfumiarskich, ale zrobionych w bardzo współczesny sposób, z dbałością o to, by przystawały do dzisiejszych gustów i czasów, a jednocześnie były czymś więcej, niż kolejny designerski zapach.

Sahara Noir to perfumy wyraziste, choć absolutnie nieprzytłaczające, o średnio mocnej projekcji, ewoluujące w ciągu dnia, bardzo trwałe i po prostu po każdym względem doskonale zrobione. Zasługują na najwyższe noty. Jeżeli może to być komplementem, to dodam, że z powodzeniem mogłyby znaleźć się w ofercie omańskiego Amouage zarówno pod względem charakteru jak i doskonałej jakości.

Poprzez Sahara Noir Tom Ford po raz kolejny udowadnia swój doskonały perfumowy gust. Mam tylko jedną uwagę i dotyczy ona nazwy. Aż prosiło się, by ochrzcić to pachnidło (patrz flakon) Golden Incense (na wzór Grey Vetiver czy Black Orchid). Zgoda – Sahara Noir brzmi dużo bardziej poetycko i mocniej wpływa na wyobraźnię. Tylko po co znowu ten Noir?

The Metropolitan Museum of Art's COSTUME INSTITUTE Benefit Celebrating PUNK: Chaos to Couture - INSIDE ARRIVALS 2
Tom Ford 2014

A co ciekawego ma do powiedzenia Rodrigo Flores-Roux nowojorskim perfumeriom ?

„Denerwuje mnie obecność słoików z kawą w perfumeriach. Wąchanie kawy by „oczyścić nos” jest nieporozumieniem i tak naprawdę nie pomaga. Ziarna kawy pachną mocniej aniżeli jakiekolwiek perfumy! Jestem znany z tego, że wyrzucam te słoiki, gdy widzę je w perfumeriach…”

Te słowa dedykuję polskim sklepom z perfumami, w których czasem także trafiam na słoiki z kawą. Chyba wobec tego lepiej ją zaparzyć i wypić w miłym towarzystwie. Bo inaczej przyjdę i wyrzucę. 😉

A tak w ogóle to życzę sobie więcej TAKICH pachnideł jak Sahara Noir.

tom-ford-sahara-noir1

nuty głowy: gorzka pomarańcza, cyprys Levantine, czystek (esencja Orpur®)

nuty serca: kadziło frankońskie (esencja Orpur®), cynamon, papirus, róża, jaśmin, wosk pszczeli

nuty głębi: labdanum, ambreinol, cedr, kadzidło frankońskie, benzoes, wanilia, oud, balsamy

twórca: Rodrigo Flores-Roux

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: doskonały
  • projekcja: dobra++
  • trwałość: ponad 12 h