Dunhill „ICON Absolute” czyli oud od Dunhilla

Gdy 2 lata temu z niemałą (i słuszną) ekscytacją opisywałem ICON – nowy wówczas męski zapach Dunhilla, który miał wynieść markę na poziom Hermesa i Cartiera (ale – póki co – chyba jeszcze nie wyniósł), zakończyłem swoją recenzję stwierdzeniem, że ICON to obiecujący początek nowego rozdziału w perfumowej historii marki Dunhill. Jednak mimo, że dzieło Carlosa Benaima to bardzo udane, nowoczesne męskie pachnidło, nie słyszę i nie czytam (a także nie czuję), żeby zdobyło popularność, jakiej pewnie od niego oczekiwał John Ray, Dyrektor Kreatywny w Dunhillu. Szkoda. Niemniej nie trzeba było długo czekać na kolejne wcielenie „ikonicznego” Dunhilla. Jeszcze tego samego roku marka wypuściła wersję Absolute (dostępną początkowo tylko w Harrodsie), zamykając ją w jakże emblematycznym flakonie, tym razem w kolorze złotym. Czyżby sugestia orientalnej – ściślej – arabskiej estetyki? Okazuje się, że tak.

F2574-Dunhill-Absolute-Brand-Slider-1000x340

ICON Absolute zupełnie spokojnie mógłby nazywać się ICON Oud i pewnie nikomu by to nie przeszkadzało, może poza tymi, którzy dość już mają tego nad-eksploatowanego w perfumerii ostatniej dekady słowa. Chwalebnie jednak Dunhill nie poszedł tą ścieżką na skróty.

Na początku muszę zastrzec, że Absolute nie ma zapachowo nic wspólnego z zamkniętym w srebrnym flakonie poprzednikiem, no może poza obecnością czarnego pieprzu w otwarciu.

Absolute to woń na początku przyprawowa (pieprz plus szafran), później już wyłącznie drzewna, wytrawno-sucha, sypka niczym pustynny piasek, linearna, o długim, snujący się smużką oudowego dymu finiszu, w której zadbano o nienachalną, ale przyjemną projekcję i bardzo solidną trwałość. Intrygująca i tajemnicza, elegancka w nieco egzotyczny sposób, spodobała mi się bardziej, niż się spodziewałem.

I choć wciąż lubię olfaktoryczne bomby, to jednak ta utrzymana w ryzach „charakterność” ICON Absolute bardzo mi przypasowała – zgodnie z zasadą „mniej znaczy więcej”. W podobny sposób oud – pylisty, połączony z szafranem i pieprzem, został zrealizowany w Versace Oud Noir i to z nim ICON Absolute najbardziej mi się kojarzy, choć muszę tez nadmienić, że zapach Dunhilla jest bardziej minimalistyczny, wyrafinowany i elegancki. Do tego jego finisz przebija wyraźnymi reminiscencjami z bazy M7 YSL i od czasu do czasu echem Oud Wood Toma Forda, a to są dla mnie zawsze mile „widziane” nawiązania.

Reasumując – ICON Absolute uważam za pachnidło zdecydowanie udane, może nie tak oryginalne, jak protoplasta, ale – jak dla mnie – warte posiadania flakonu (nie tylko ze względu na jego niewątpliwie walory estetyczne), szczególnie jeżeli ktoś – tak jak ja – lubuje się w tego typu sucho-drzewnej, oudowej, nieco enigmatycznej, orientalnej stylistyce.

 

dunhill icon absolute

nuty głowy: bergamotka, czarny pieprz,

nuty serca: szafran, czarna róża, jaśmin

nuty bazy: oud, liść tytoniu, skóra

perfumiarz: brak danych

rok premiery: 2015

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

Parfums de Marly „Nisean”

Zaprezentowany w zeszłym roku Nisean zdaje się potwierdzać moją umiarkowanie pozytywną, aczkolwiek daleką od bezkrytycznej ocenę męskich zapachów Parfums de Marly. Zresztą Nisean prezentuje się jako najbardziej oryginalny z tych kilku, które dotąd poznałem. Nie robi wrażenia prostej kopii czegoś już znanego. W swym charakterze zbliżony do Royal Oud Creeda i Oud Wood Toma Forda, choć dużo mnie finezyjny od pierwszego i nie tak wyrafinowany i wyrazisty, jak drugi. Niemniej reprezentuje tę samą drzewną, luksusową stylistykę. Co więcej, robi to w sposób całkiem przekonujący.

 

PdM Header_Logo

 

Dominuje w nim wytrawno-żywiczna drzewność, doprawiona odrobiną szafranu, szczególnie wyczuwalnego na samym początku. To on – w połączeniu z labdanum – dodaje całości subtelnie skórzanej aury. Jednym z zasadniczych składników jest tu Agikalawood – aroma-molekuła łącząca w sobie drzewne elementy paczuli i oudu. Być może to właśnie ona łączy Niseana z wcześniej wymienionymi kompozycjami z oudem w nazwach.

Nisean subtelnie ewoluuje, gubiąc aspekt przyprawowy, a wzmacniając skórzany i – przede wszystkim – drzewny, kontynuując go przez cały czas trwania na skórze. Jego parametry użytkowe są na cywilizowanym, ale zadowalającym poziomie, gdzieś pomiędzy dość jednak subtelną nutą świetnego skądinąd Royal Oud Creeda, a donośną, tłusto-drzewną wonią fordowskiego Oud Wood.

Nisean to świetny zapach z gatunku „formalnych”, idealny do koszuli, marynarki, a nawet garnituru. Ma intrygującą nutę, ale i bardzo przyswajalną treść, co zdecydowanie zwiększa jego potencjał. Niekontrowersyjny, ale intrygujący i – co niezwykle ważne – bardzo przyjemny w noszeniu. „Świetnie pachniesz” – tak, to słowa, które mogą się pojawić, gdy wyjdziemy w nim do ludzi. To kolejny – obok Oajana – udany zapach Parfums de Marly z „czarnej serii”. Zdecydowanie polecam, tym bardziej, że gdzieniegdzie można już go „trafić” w nieco mniej wygórowanej cenie.

PdM Nisean

główne nuty: szafran, labdanum, amyris, gwajak, drewno sandałowe, Akigalawood®

perfumiarz: brak danych

rok premiery: 2017

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 4,5

Carner Barcelona „Black Collection” – czarno-złoty tercet

Black Collection to najnowsze trio perfumowe hiszpańskiej marki Carner Barcelona. Przepiękne flakony w charakterystycznym dla marki sześciennym kształcie mają tym razem czarno-złote barwy i – wraz z sugestywnymi spisami nut zapachowych – sugerują bogatą i orientalną stylistykę zawartych w nich pachnideł.

carner_barcelona_black_collection-small

Nowoczesny i zwarty styl, z jakiego znane są perfumy Sary Carner, został tu uwzględniony przez jednego z moich ulubionych perfumiarzy: Rodrigo Flores-Rouxa. Gdyby nie on, pewnie nie stałoby się to, co się stało…

A co się stało? O tym poniżej.

sara_carner___rodrigo_flores-1

Black Calamus – skąd znamy tę czerń?

Takie historie dzieją się w perfumerii niezmiernie rzadko. Oto zapach, który kochamy, uwielbiamy zostaje wycofany z produkcji. Po kilku (albo kilkunastu) latach, ni stąd, ni zowąd, ktoś inny wypuszcza zupełnie „nowe” pachnidło, które – ku naszej uciesze – okazuje się być naszym faworytem, tyle że w nowych, odmienionych szatach. Oczywiście pewne różnice są, ale nie na tyle duże, by nie móc powiedzieć o wyraźnym podobieństwie. Co więcej, okazuje się, że zarówno nasze nieodżałowane, jak i to „nowe” wyszło z pracowni tego samego perfumiarza… Tak było w przypadku Bentley For Men Absolute i kultowego Gucci Pour Homme (Michel Almairac). Tak jest też w przypadku Black Calamus i …. Black Cashmere Donny Karan (Rodrigo Flores-Roux). Chciałbym, by tak się kiedyś stało z Gucci Envy for Men (Daniela Andrier)…

black

Charakterystyczna i zapadająca w pamięć słodko-gorzka i odrobinę pikantna mieszanka nut przyprawowych i drzewnych oblanych żywicami i balsamami, uszlachetniona kadzidłem i oudem stanowi doskonałe uniseksowe, sygnaturowe pachnidło, które noszącemu dodaje przydaje smużki wykwintnej tajemniczości. Doskonałe zrównoważenie niebanalnych nut czyni z Black Calamus zapach z jednej strony znajomy i komfortowy, z drugiej – intrygujący. Łączy „noszalny” charakter z niebanalnym tematem. Jest mostem pomiędzy mainstreamem a perfumową niszą. To cecha, która zwykle charakteryzuje pachnidła o dużym potencjale komercyjnym. Melodia znana, ale zagrana w bardziej współczesny, lepiej zrealizowany i lepiej brzmiący sposób. To wspólna cecha wielu najlepszych pachnideł z linii Private Blend Toma Forda.

Świadomie lub nie Sara Carner wskrzesiła jeden z najwspanialszych zapachów wszech czasów. I chwała jej za to.

cb_black_calamus_flacon___packaging-male

główne nuty: kalamus, pieprz, kolendra, papirus, labdanum, czystek, osmantus, róża, wanilia, oud, kadzidło frankońskie, cade

Rose & Dragon – katalońska legenda

Zapach zainspirowawszy katalońską legendą o Świętym Jerzym, który uratował księżniczkę od strasznego smoka, zabijając go, rzecz jasna. Gdy przeszył go mieczem, ze smoczej krwi wyrósł krzew, który obsypał się czarnymi różami. To tak w skrócie. Rzeczywiście, gdy się wczytać w oficjalny spis nut, odnajdziemy w tym zapachu kilka elementów nawiązujących do tej legendy. Przede wszystkim dominująca mocna nuta różana, stworzona z esencji róży bułgarskiej i absolutu róży tureckiej. Ciemnego zabarwienia nadają jej nuty balsamiczne i żywiczne: labdanum z Andaluzji i kadzidło. Wyczuwalny w towarzystwie róży kmin oraz budujące bazę kastoreum symbolizują smocze cielsko, podczas gdy szafran, najcenniejsza z przypraw oraz dzika truskawka nawiązują do (prawdopodobnie) pięknej księżniczki. Całości zapachu dopełnia oryginalna nuta miodu Manuka, liść cynamonu, skóra i ambra.

Rose & Dragon to tajemnicza, orientalna, czarna róża, doprawiona kminem i szafranem, posadowiona na skórzanej bazie.

Z punktu widzenia kompozycji i składników oraz charakteru zapachu Rose & Dragon nie jest niczym nowym ani oryginalnym w perfumerii. Jakiś czas temu opisywałem Indonesian Oud E. Zegna, w którym podobne nuty połączono w podobny zapach. Róża, szafran, ambra, paczula – te ingrediencje budują trzon tego typu orientalno-różanych woni. Poza intrygującym wstępem i pierwszymi trzema-czterema kwadransami, w którym róża pachnie niezwykle, zwierzęco (kmin) i zmysłowo w arabskim stylu (szafran), kompozycja Floresa-Roux nie wyróżnia się niestety niczym szczególnym, a przy tym brakuje jej parametrów. Po mniej więcej godzinie mości się blisko mojej skóry, staje się ociężała i jednowymiarowa. Jej finisz – mimo ogólnej trwałości zapachu – jest raczej nijaki. Zabrakło tu wykończenia. Zapach ma uwieść, ale później, niestety dość szybko, porzucić…

rose-_-dragon

główne nuty: szafran, kmin, dzika truskawka, liście cynamonu, róża bułgarska, róża turecka, miód Manuka, kadzidło frankońskie, kastoreum, skóra, labdanum, ambra

 

Sandor 70’s – pogoda barowa…

Poprzez Sandor ’70 Sara Carner przenosi nas do legendarnego barcelońskiego baru-klubu słynnego pod tą nazwą w latach 70-tych XX wieku, w którym aromat tytoniu mieszał się z wonią skórzanych kanap i foteli. Z pewnością tak właśnie tam było, jednak perfumowa interpretacja tego miejsca rozczarowuje. Mimo swej złożoności Sandor 70′ s osiada na mojej skórze jako monolit trochę zielony, trochę skórzany, trochę zwierzęcy (szałwia!), przez chwilę nieco bardziej tytoniowy, a później już tylko jednowymiarowo kadzidlany. Bo to nuta olibanum – i to rachityczna – wieńczy to dzieło. Zapach – poza pierwszą godziną – jest bardzo blisko-skórny i przyznam, że chyba najmniej ciekawy z całej trójki, więc doprawdy nie mam sensu się rozpisywać…

sandor

główne nuty: zamsz, bergamotka, jaśmin, osmantus, róża bułgarska, tytoń, szałwia, cedr, balsam Peru, wanilia, skóra, paczula, wetyweria, kadzidło frankońskie, mech dębu

Podsumowując moje wrażenia z testów pachnideł wchodzących w skład Black Collection tylko jedno z nich uważam za warte mojej uwagi i jest to Black Calamus. Do tego stopnia, że nie pogardziłbym własnym flakonem. Pozostałe dwa niestety nie dorównują mu ani treścią, ani charakterem, ani parametrami użytkowymi. Szkoda, bo przyznam, że te czarne flakony, spisy nut i składników wzbudziły we mnie spory apetyt…

Wiem, jestem wybredny.

Ale nie tylko ja…

PS. Perfumy Carner Barcelona dostępne są w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

Roja Dove „Sultanate of Oman”

Roja Dove zadedykował  to pachnidło Jego Wysokości Sułtanowi Omanu i zapachowemu dziedzictwu jego kraju, w szczególności kadzidłu frankońskiemu, z którego pozyskiwania Oman słynie.

Ale szlachetne kadzidło jest w Sultanate of Oman zaledwie jednym z całej masy drogocennych ingrediencji poukładanych w bogate, mocne, dostojne i przepiękne perfumy orientalne, w których dominują nuty przypraw, balsamów i drzew. Wysoka koncentracja składników, głównie tych molekularnie ciężkich, a także ich proporcje względem pozostałych nut (cytrusy i kwiaty) powoduje, że to, co najistotniejsze, znajduje się w bazie tych perfum. Cała reszta skrzętnie podanych w oficjalnym spisie nut w zasadzie nie ma tu większego znaczenia.

oman-mosque

Niesamowicie wonna i głęboka mieszanka przypraw: kardamonu i szafranu, rozpuszczonych w gęstych słodkich balsamach elemi i gurjum, połączona z nutami drzewnymi papirusu, cedru, gwajaku, brzozy, sandałowca, oudu i amyrisu, wzbogacona przez duet kłącza irysa i ziarna marchwi i uszlachetniona przez kadzidło skutkuje bogatym, ale świetnie zbalansowanym, absolutnie arabskim, pełnym przepychu, wprost obezwładniającym, męskim i eleganckim bukietem zapachowym.

Przy całym swym bogactwie i niewątpliwym pięknie Sultanate of Oman nie uniknął pewnej wtórności, tyle że co to za wtórność, jeżeli pachnidło przypomina zaledwie dwa i to niszowe zapachy – African Leather Memo Paris oraz Jewel for Him M.Micallef? Szczególnie ten pierwszy zdaje się dzielić z dziełem Dove’a najbardziej charakterystyczne nuty zapachowe, ale – tu muszę poczynić pewne zastrzeżenie – Sultanate of Oman emanuje jednak większą głębią i bogactwem, jest cięższy, gęstszy, trwalszy (powyżej 12 godzin), a po dłuższym czasie zmienia się w innym kierunku, niż perfumy Memo.

Gdyby ktoś dał mi to powąchania Sultanate of Oman, nie mówiąc jakiej marki jest to pachnidło, zgadywałbym, że to jakiś nieznany mi jeszcze zapach od Amouage. Znacie Amouage? To taka marka perfumowa z … Omanu.

Jego niepozorna moc jest dość złudna. Nie atakuje on nozdrzy potężnym uderzeniem wonnych molekuł, raczej subtelnie, ale całkiem wyraźnie emituje je ze skóry przez długie godziny, jak przystało na niezwykle wysoką koncentrację czystych perfum. Obecny na nadgarstku w postaci dosłownie jednej dawki potrafi przebić się spod użytych „globalnie” zupełnie innych perfum. To istna perfumowa „waga ciężka”. Także, gdy chodzi o półkę cenową. Na oficjalnej stronie Roja Parfums za 50 ml tej substancji musimy zapłacić 395 brytyjskich funtów (!). Zaraz – jak to my musimy? To raczej Sułtan musi….

sultanate-of-oman-parfum-50ml-ing

nuty głowy: grejpfrut, pomarańcza

nuty serca : róża majowa, jaśmin z Grasse, fiołek, malina

nuty bazy: kardamon, elemi, szafran, gurjum, papirus, mech dębowy, cedr, gwajak, amyris, sandałowiec, oud, ziarna marchwii, irys, kadzidło frankońskie, brzoza, piżmo

perfumiarz: Roja Dove

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0 / projekcja: 4,0/ trwałość: 6,0

 

 

 

Oud w mainstreamie (3) – Franck Olivier „Oud Touch”

Marka Franck Olivier pojawia się na moim blogu po raz pierwszy. Znana z tanich, ale dobrej jakości  perfum, zdobyła serca, nosy i portfele męskiej części klienteli głównie dwoma kopiami znanych pachnideł. Black Touch okazał się być jedną z lepszych, a już na pewno najtańszych kopii Terre d’Hermes, podczas gdy Eau de Passion jest niczym innym tylko falsyfikatem Chanel Platinum Egoiste, przy czym niektórzy oceniają go wyżej od obecnej wersji klasyka (!) Jestem posiadaczem obu wymienionych zapachów Francka Oliviera i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że są to pachnidła, w których stosunek jakości do ceny należy do najkorzystniejszych na rynku. Zarówno Terre d’Hermes jak i Platinum Egoiste nie należą do perfum tanich, więc dobrej jakości imitacja za ok. 20-25% ceny oryginału będzie dla wielu osób – całkiem zresztą słusznie – optymalnym rozwiązaniem.

Gdy więc sięgałem po raz pierwszy po Oud Touch, byłem siłą rzeczy nastawiony na kolejną kopię znanego mi zapachu. A tu zaskoczenie, bo albo nie znam pierwowzoru (co jest możliwe), albo mam do czynienia z zupełnie oryginalną kompozycją oudową, w której akord oudu pachnie w  sposób całkiem efektowny i absolutnie nie gorszy od tego, co proponują marki typu Rasasi, Montale czy Mancera.

Ze względu na potężną moc osobiście przemianowałbym Oud Touch na Oud Strike. Już początek obezwładnia, a później wcale nie jest wiele delikatniej. Fakt – pachnie od początku do końca syntetycznie, składniki nie emanują jakąś super jakością i szlachetnością, ale mimo to uważam, że osiągnięto tu nadspodziewanie dobry efekt. W pierwszej fazie dominuje duet karmelu i nuty drzewnej, ostrej, nieco nawet duszącej, a złagodzony owocową nutka maliny.  Akord serca przypomina nieco zapach farby emaliowej – pewnie w wyniku połączenia wciąż obecnej maliny i paczuli. W miarę upływu czasu zapach staje się coraz bardziej drzewny, wytrawny, suchy  i nieco animalny. Baza to sucho-drzewno-ambrowa niezwykle trwała i dość intensywna nuta. Co ciekawe, oficjalna strona Franck Olivier nie wymienia oudu pośród nut. To wyjątkowo uczciwe postawienie sprawy. Wręcz nieprawdopodobne. Nie zmienia to faktu że specyficzny oudowy efekt z pewnością został tu osiągnięty.

Jak oceniam Oud Touch? Jest może nieco zbyt syntetyczny, nieco szorstki, asertywny, agresywny, mógłby też być bardziej wyrafinowany, niemniej na tej półce cenowej prawdopodobnie nie ma konkurencji. Obiektywnie to naprawdę mocny oudowy zawodnik o gargantuicznej wprost mocy i kilkudniowej trwałości trwałość. Zdecydowanie warto dać mu szansę, szczególnie że prawdopodobnie nie będzie nadmiernym obciążeniem dla budżetu.

oud-touch-2

 

nuty głowy: pomarańcza, malina, toffee

nuty serca:  fiołek, paczula, róża, kadzidło, jaśmin

nuty bazy: ambra, piżmo, wanilia

perfumiarz: bd.

rok premiery: 2014

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

Oud w mainstreamie (2) – Ralph Lauren „Polo Supreme Oud”

Niemal 40 lat po premierze słynnego Polo Ralpha Laurena ten sam perfumiarz – Carlos Benaim – podążając za wciąż aktualnym trendem oudowym skomponował nowy zapach dla tej marki – Polo Supreme Oud.  Nie pachnie on wszakże oudem w żadnym momencie, ale nie jest przecież w tym odosobniony. Jest natomiast bardzo solidnym zapachem przyprawowo-drzewnym (z naciskiem na to pierwsze), który oud traktuje nie tyle jako konkretny składnik, ile jako olfaktoryczną konwencję. Oto niby-arabska woń, która ma zgoła odmienny (czyt. mniej drzewny a bardziej przyprawowy) charakter od ostatnio opisanego Hugo Boss Bottled Oud, częściowo nawiązująca do bardzo na tamtejszym rynku popularnego Black Afgano Nasomatto, zbliżona też do zapachów typu Kabul Aoud Montale czy Rumz Al Rasasi Pour Lui, częściowo zaś korzystająca z dobrodziejstw współczesnych molekuł przyprawowych i drzewnych. Carlos Benaim nie skopiował żadnego z nich, ale – świadomie lub nie – do nich nawiązał.

 

carlos-benaim
Carlos Benaim

„Afgański” początek Supreme Oud to mocna i zdecydowana mieszanka aromatu goryczki, przypraw i kawy. To akord, który – nie mam wątpliwości – skojarzy się każdemu, kto zna kultowe dzieło Alessandro Gualtieriego. Z czasem podobieństwa jednak stopniowo zanikają i ustępują właściwej treści Supreme Oud – odsłaniając zdecydowanie więcej oryginalności. Robi się pikantnie i drzewnie (cynamon plus gwajak), nieco także sucho. Cynamon czuć dość mocno. Wibruje, wierci w nozdrzach, pachnie nieco szorstko i tajemniczo. Finalny akord, który długo siedzi na skórze, to dość charakterystyczna dla współczesnej perfumerii mainstreamowej woń ambrowo-drzewna. Fakt, że na tym etapie zapach jest najmniej oryginalny, nie zmienia mojej solidnej jego oceny.

Supreme Oud to więcej niż dobre pachnidło, w sumie całkiem oryginalne, wyraziste i intrygujące, kompetentnie skomponowane po to, by dobrze się je nosiło także tym, którzy niekoniecznie gustują w typowo arabskich, mocnych i często „poniewierających” aromatach.  Kilka dni z nim spędzonych utwierdziły mnie w przekonaniu, że to pozycja to zdecydowanie warta odnotowania, szczególnie że marka Ralph Lauren w ostatnich latach raczej nie może poszczycić się niczym równie interesującym, gdy chodzi o pachnidła przeznaczone dla mężczyzn. Zapach ma solidną, ponad dziesięciogodzinna trwałość i „cywilizowaną” (choć trochę za bardzo, jak na moje gusta) projekcję. Ze względu na gęsty orientalny charakter wydaje się pasować bardziej do okazji wieczorowych, aczkolwiek przy odrobinie odwagi zda także egzamin jako tzw. „perfumy do biura”, jak lubię określać te pachnidła, w których sam dobrze czuje się na co dzień w pracy.

Ode mnie dla Supreme Oud mocna czwórka z wychyłem w kierunku 4+.

 

ralph_lauren_polo_supreme_oud

główne nuty: różowy pieprz, cynamon, oud, wetiwer, gwajak

rok premiery: 2015

perfumiarz: Carlos Benaim

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Oud w mainstreamie (1) – Boss Bottled Oud

Moda na perfumy oudowe trwa w najlepsze i zatacza coraz szersze kręgi. Czy więc jesteśmy świadkami powstania nowej grupy zapachowej – obok perfum kwiatowych, orientalnych, ambrowych, drzewnych, fougere, szyprów itd.? Ktoś powie – ale przecież oud to drewno. Czyli zapach z oudem to perfumy drzewne. Cóż – niezupełnie. Naturalny oud to faktycznie drewno, tyle że wiele setek lat wcześniej zainfekowane przez grzyb. Esencja z niego pachnie na tyle wielowymiarowo, że określenie jej jako wyłącznie drzewnej byłoby niepełne. W naturalnym oudzie znajdziemy owszem akcenty drzewne, ale równie ważną rolę odgrywają aromaty zwierzęce, dymne, skórzane. Moda na oud przyczynia się do powstania odrębnej perfumowej rodziny podobnie, jak niegdyś ambra – oryginalnie pochodzenia zwierzęcego – poprzez jej imitowanie przy pomocy innych składników (np. połączenie labdanum, wanilii, i benzoesu) – zainicjowała powstanie rodziny zapachów ambrowych, w których prawdziwą naturalna ambrę odnajdziemy niezmiernie rzadko.

oud-burning

Chociaż oud w perfumach spopularyzowały na zachodzie przede wszystkim marki niszowe, to dziś tego typu pachnidła oferuje coraz więcej marek z tzw. mainstreamu. Co ciekawe, można wśród nich trafić na naprawdę udane zapachy. Choćby opisany niegdyś przeze mnie Versace Oud Noir skomponowany przez Alberto Morillasa. Do tej grupy należą także perfumy, którym poświęcę trzy kolejne odcinki tego mini-cyklu. Dwa z nich opublikowały znane designerskie brandy, a jedno wypuściła marka znana chyba tylko wąskiej grupce perfumowych entuzjastów… Ale o nim w ostatnim odcinku. Zacznijmy więc od jednego z wielkich graczy na rynku perfum…

 

Boss Bottled Oud

Z tym zapachem wiąże się pewna krótka historyjka. Otóż około rok temu wychodząc z jednej z perfumerii sieciowych poczułem mimochodem intrygującą woń rozpyloną w powietrzu. Sprzedawczyni prezentowała jakiejś parze klientów nowy zapach Bossa o nazwie – jak usłyszałem – Bottled Oud. Mój nos poczuł wszelako coś, co pozostawało w głębokiej sprzeczności z moim wyobrażeniem na temat pachnideł tej marki. Wielkie nieba! To pachniało doprawdy świetnie! Ze względu na pośpiech, nie cofnąłem się jednak, by samemu przetestować. Zapamiętałem jednak, że muszę koniecznie poznać ten zapach przy najbliższej okazji. I oto (dopiero) rok później testuję Boss Bottled Oud i doznaję przyjemnego deja vu. Mój nos mnie nie zawiódł. To doskonałe perfumy i to od pierwszej do ostatniej sekundy. Jestem naprawdę zbudowany. Nie dałem sześciu gwiazdek tylko dlatego, że tę ocenę postawiam dla dzieł wybitnych lub przełomowych, a Bottled Oud takim zapachem przecież nie jest. Jest natomiast dowodem na to, że marki mainstreamowe potrafią bardzo pozytywnie zaskoczyć nawet tak wybredny nos, jak mój. Szkoda tylko, że nigdzie nie mogę znaleźć informacji dotyczącej perfumiarza, który stworzył ten świetny zapach oraz osoby, która kierowała stworzeniem tego pachnidła,  bo ich imiona należałoby tu w chwale przywołać.

boss-bottled-oud

Akord rozpoczynający zapach należy z pewnością do kategorii przyciągających uwagę, przyjemnych i intrygujących, jest przy tym dość kompleksowy, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Aromat jest ewidentnie orientalny, quasi-arabski, ale jednocześnie wydaje się dziwnie znajomy. To akord zbudowany z części owocowej (jabłko i cytrusy) i przyprawowej (cynamon, szafran, goździk), który z jednej strony nawiązuje do klasycznej wersji Boss Bottled z 1998 roku autorstwa Annick Menardo (aż cztery składniki są tu wspólne), z drugiej – dzięki szafranowi i labdanum  – nabiera arabskiego charakteru oraz ciepła i głębi.  Cała reszta nut odpowiada za to, by dopisek Oud w nazwie nie był bezpodstawny. I zaręczam, że w tym przypadku nie jest. Akord oudowy jest tu wyjątkowo pięknie skomponowany. Ciepły, aksamitny, drzewny, odrobinę zwierzęcy, wysuszający się z czasem, by finiszować długotrwałą dymno-drzewną nutką cypriolu, która siedzi na skórze długie godziny.

Bottled Oud pachnie elegancko i nieco nonszalancko. Jest pięknie skomponowany i wg mnie zasługuje na wysokie noty. Polecam go nie tylko fanom oudu, ale także wszystkim mężczyznom poszukujący niebanalnego pachnidła wieczorowego. To moim zdaniem jedno ze zdecydowanie najlepszych designerskich pachnideł oudowych, jeżeli nie oudowych w ogóle.

bot_oud

nuty głowy: cytrusy, jabłko

nuty serca:  szafran, goździk, labdanum, cynamon

nuty bazy: drewno agarowe, drewno sandałowe, cypriol

perfumiarz: bd.

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****