Helmut Lang – powrót legendarnej trójki

Powrót legendarnych pachnideł Helmuta Langa to branżowy ewenement. Bardzo rzadko bowiem ktoś zdobywa się na odwagę i reanimuje wycofane zapachy. Z tym, że w tym przypadku są to nie byle jakie zapachy. Perfumowa trójca Langa nosi bowiem w pełni zasłużone miano kultowej. Jeszcze niedawno zakup starego flakonu Eau de Cologne (2000), Eau de Parfum (2000) czy skórzanego Cuirona (2002) graniczył z cudem. Nie wspomnę tu o cenach, jakie osiągały flakony na eBay. To pachnidła, których pewnie nigdy bym nie poznał i nie opisał, gdyby nie zaskakujące przywrócenie ich do produkcji w październiku 2014 roku.

Wieść niesie, że zachowano oryginalne formuły, a zapachy zapakowano w ten sam prosty flakon – znany z pierwotnej wersji Eau de Cologne, opatrzony równie prostą białą etykietą z czarnym nadrukiem. Co jednak chyba najważniejsze, dwa z nich – Eau de Cologne i Eau de Parfum – reaktywował ich autor – perfumiarz Maurice Roucel, który tak oto wspomina proces powstawania Eau de Parfum w pierwotnym kształcie:

„(Helmut) Chciał stworzyć zapach przypominający woń potu jego kochanki/ kochanka…erotyczny, piżmowy, zapach jej/ jego skóry. Stworzenie go zajęło półtora roku. Helmut był bardzo zaangażowany jako dyrektor kreatywny. Miał jasną wizję, dobry brief i użył swej minimalistycznej estetyki w projekcie flakonu i marketingu produktu.” 

maurice-roucel-1
Maurice Roucel

Na początku Eau de Cologne oraz Cuiron adresowane były do mężczyzn, Eau de Parfum zaś do kobiet. Obecnie wszystkie trzy zapachy Langa opisane są jako uniseksy i rzeczywiście taki mają charakter.

helmut-lang-cologne-edp-and-cuiron

Eau de Cologne wita nas dość intensywnym bukietem ziół na białokwiatowym tle, jednak szybko przechodzi do meritum, stając się pachnącym czystością skin-scent. Śmiem twierdzić, że Neroli Portofino Toma Forda nigdy by nie powstało, gdyby nie Eau de Cologne Helmuta Langa. 

Eau de Cologne przypomina, że to Helmut Lang już w 2000 roku zaproponował wizjonerską nowoczesną i trwałą wersję zapachu kolońskiego, w którym poprzesuwano akcenty z tradycyjnych cytrusów na lekkie kolońskie nuty kwiatowe i zielone (kwiat pomarańczy i petit grain) i doprawiono jest subtelnie nutami ziołowymi, całość opierając na bazie obfitującej w tzw. białe piżma. W efekcie powstał subtelny zapach czystości. Piżma spełniają tu jeszcze jedna ważną rolę. Wiążą zapach na długo ze skórą, tak że Eau de Cologne staje się niejako „własną wonią” noszącego.

Nie jest to kolońska orzeźwiająca. Nazwałbym ją raczej otulającą subtelną, świeżą, zmysłową czystością. 

Sporo składników buduje ten pozornie prosty i robiący wrażenie minimalistycznego aromat. To jednak pozory, gdyż ciepłota skóry wydobywa z Eau de Cologne zaskakujące aromaty, których nie spodziewalibyśmy się testując zapach na papierku. To wszakże perfumy stworzone po to, by spryskiwać nimi ludzką skórę. I dopiero ona wydobywa z nich urodę w pełni. Proporcje ingrediencje zostały tu podporządkowane konkretnej wizji i to czuć. Eau de Cologne to bardzo spójny zapach, który poprzez swą harmonijność, zmysłowość i – co trzeba podkreślić –  w sumie „łatwą” urodę nie może się nie podobać. Przypadnie do gustu przede wszystkim osobom lubiącym pachnieć w sposób nieskomplikowany i przyjemny oraz niedominujący nad otoczeniem.

Jeszcze raz Maurice Roucel:

Czasem spotykam się z chybionymi opiniami, jakoby Musc Ravageur Fredercia Malle był moim piżmowcem. To nie prawda. W tym zapachu nie ma w ogóle piżma. To pachnidło orientalne z elementami zwierzęcymi. Helmut Lang Eau de Cologne za to jest jednym z najbardziej piżmowych zapachów na rynku i to on jest moim piżmowym arcydziełem.

helmut-lang-edc

Wersja Eau de Pafum pod względem użytych ingrediencji rzekomo nie różni się od Eau de Cologne.  Tak przynajmniej wynika z oficjalnych materiałów promocyjnych towarzyszących zapachom Helmuta Langa. Jednakowoż, jest zapachem nieco innym. Prawdopodobnie inne proporcje składników, a już na pewno odmienna ich koncentracja powodują, że Eau de Parfum jest cieplejsze, bardziej pudrowe, piżmowe, z mocniej podkreśloną wanilią i sandałowcem w bazie. Wysunięto tu naprzód nuty kwiatowe, mniej jest kwiatu pomarańczy i zielonego petit grain, a więcej jaśminu, konwalii i heliotropu. Przede wszystkim jednak mocno wyczuwalne są w tym zapachu – niemal od początku – piżma, czyniące całość pachnidłem blisko-skórnym, zmysłowym, niemal intymnym. Myślę, że Eau de Parfum z racji swego charakteru spełnić może także doskonale rolę bazy i utrwalenia każdej tradycyjnej wody kolońskiej.

Różnice pomiędzy oboma pachnidłami są na tyle istotne, że można śmiało potraktować Eau de Perfum jako wieczorową, a nawet nocną, „poduszkową” wersję Eau de Cologne, która z kolei przez swą względną jasność i lekkość kojarzy mi się z promieniami słońca o poranku.

helmut-lang-1

nuty góry: lawenda, rozmaryn, bylica, liść gorzkiej pomarańczy

nuty środka: jaśmin, róża, heliotrop, konwalia

nuty finiszu: cedr, drewno sandałowe, wanilia, paczula, akord skóry (skin), piżmo, ambra

rok premiery: 2000/ 2014

twórca: Maurice Roucel

moja ocena w skali 1 -6:

Eau de Cologne: zapach: 4,5/ oryginalność: 5/  projekcja: 3,5/ trwałość: 4

Eau de Parfum: zapach: 4,5/ oryginalność: 5/  projekcja: 3/ trwałość: 5

 

Cuiron to w tym zestawieniu najbardziej oryginalne pachnidło. Naprawdę niesamowite. Już sam początek powoduje tak oczekiwany przez perfumo-maniaków „wow factor„. W każdym razie u mnie. A to za sprawą akordu otwarcia, w którym – prócz obowiązkowych, aczkolwiek tu tylko odrobinę wyczuwalnych cytrusów i różowego pieprzu – centralną rolę odgrywa esencja z ziaren marchwi połączona ze słodko-przyprawowo pachnącym cassia oil (przypomina cynamon). Ten niezwykły, trudny do opisania aromat, mający w sobie coś z woni kłącza irysa, ale jakby w bardziej owocowym wydaniu, osadzony został na zmysłowej żywiczno-drzewno-piżmowo-skórzanej bazie zbudowanej m.in. z kadzidła olibanum, labdanum, drewna cedrowego, zamszu oraz – co bardzo ważne – esencji z ziarna ketmii piżmowej. To ona wprost genialnie łączy się z ziarnem marchwi budując wraz z nutą zamszu sygnaturę tego zapachu tyleż oryginalną, co trudną do opisania. To coś w rodzaju delikatnej woni piżmo-skórzanej ze słodkawym roślinnym rdzeniem. Zapach powstał w pracowni utytułowanej perfumiarki Francoise Caron.

francoise-caron-3
Francoise Caron

Podobnie jak pozostałe zapachy Helmuta Langa, także i Cuiron jest raczej subtelny (choć nieco bardziej zdecydowany niż Eau de Parfum), trzyma się blisko naskórka, z którym bardzo trwale wiąże się za pomocą piżma ambrette. Co ciekawe, jego percepcja z nieco większej odległości, bez wnikania w poszczególne nuty, daje wrażenie lekko mydlanej, a nawet lekko „balbierskiej” czystości a’la fougere, przez co Cuiron przechyla się w męską stronę. Oryginalna to mikstura, muszę to podkreślić, która – coś mi się zdaje – prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji.

helmut-lang-cuiron

nuty góry: bergamotka, mandarynka, różowy pieprz

nuty środka: cassia, ziarno marchwi

nuty finiszu: cedr, olibanum, labdanum, ketmia piżmowa, akord zamszu

rok premiery: 2002/ 2014

twórca: Francoise Caron

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 5,5/ oryginalność: 6/  projekcja: 3,5/ trwałość: 5

 

Przywrócenie trzech legendarnych zapachów Helmuta Langa bardzo cieszy, szczególnie wielbicieli Eau de Cologne i Eau de Parfum, którzy byli wcześniej zdesperowani do tego stopnia, że kontaktowali się bezpośrednio z Maurice Roucelem, by prosić go o informacje, gdzie można jeszcze nabyć pozostałe flakony wycofanych pachnideł! Perfumiarz przyznaje, że rozdawał nawet resztki darmowych próbek, tak bardzo pożądane to były perfumy! Jak widać „konsumenci” zostali wysłuchani, perfumy przywrócono w niezmienionych formułach (co potwierdza Roucel), co jest ruchem bezprecedensowym. Chciałoby się, by takie rzeczy działy się częściej. Wiele bym dał za powrót męskiego Gucci Envy w niezmienionej wersji (wszak brązowy Gucci Pour Homme już powrócił w postaci Bentley for Men Absolute). Oby przywrócenie zapachów Helmuta Langa okazało się ruchem tyleż trafionym, co trwałym. Sadząc po ich przyjaznych i „politycznie poprawnych” charakterach, powinny znaleźć wielu nowych zagorzałych wielbicieli. Ja już jestem jednym z nich. Maurice Roucel ujawnia, że nawet teraz, gdy zapachy są już dostępne, wciąż otrzymuje zapytania, gdzie można je nabyć. Ich dystrybucja jest wciąż bardzo ograniczona, ale widać, że i to się zmienia na lepsze, gdyż dotarły one także do Polski. Wszystkie trzy możemy od niedawna przetestować i zakupić w warszawskiej perfumerii niszowej MoodScentBar. Wspaniale, prawda?

 

 

 

 

 

City Exclusives by Le Labo: „Limette 37”, „Benjoin 19”, „Cuir 28″‚ „Vanille 44”, „Baie Rose 26”

City Exclusives to seria zapachów Le Labo, które marka dedykuje i udostępnia do sprzedaży wyłącznie w wybranych miastach świata. To zapachy mające w założeniu oddawać ducha poszczególnych metropolii. Ich wyjątkowość jest wszakże głównie wynikiem owej ograniczonej dostępności oraz… horrendalnej ceny (300 USD za 50 ml), która z pewnością nie ma w tym przypadku nic wspólnego z jakością (niczym pod względem jakości nie ustępujące im perfumy Le Labo z głównej linii kosztują połowę tej ceny). Co ciekawe, każdego września City Exclusives pojawiają się w sprzedaży internetowej na stronie Le Labo oraz w kilku innych wybranych sklepach internetowych (np. LuckyScent.com). Tak więc już za kilka dni będzie można nabyć je bez konieczności odwiedzania salonu marki w Dubaju czy w Moskwie.

Jak dotąd swych własnych pachnideł doczekały się: Londyn, Dallas, Chicago, Moskwa, Dubaj, Tokyo, San Francisco, Los Angeles, Londyn, Nowy Jork i Paryż. Kilka z nich mam dziś okazję zaprezentować.

 

Limette 37 San Francisco by Frank Voelkl

SANFRANCISCO

Urodziwy, świeży i orzeźwiający zapach w swej istocie koloński, jednak o intensywności i trwałości przewyższającej klasyki tego gatunku, plasujący się  raczej obok współczesnych kolońskich wód perfumowanych typu Neroli Portofino Toma Forda czy Cologne Indelebile Frederica Malle. Co prawda w głównym katalogu Le Labo znajdziemy już zapachy podobne co do pomysłu i charakteru (szczególnie świetny Bergamote 22 oraz w mniejszym stopniu kolońskie, a bardziej biało-kwiatowe, śliczne Fleur d’Oranger 27 i  Neroli 36). Jednak Limette 37 ma swój indywidualny charakter. Ta współczesna kolońska skomponowana została przez Francka Voelkla, o którym pisałem niedawno przy okazji recenzji Ylang 49, a którego perfumiarska maestria jest od dawna obiektem mojego szczególnego podziwu.

Limette 37 rozpoczyna się – jak przystało na kolońską – od bardzo świeżego akordu, wypełnionego esencją z limonki połączoną z bergamotką i zieloną esencją petit grain. W tle wyczuwalna jest subtelnie detergentową nuta biało-piżmową, kojarzącą się z wysokiej jakości mydłem. Zapach ewoluuje odsłaniając biało-kwiatowe serce (jaśmin), doprawione subtelnie goździkiem. Baza jest oparta na ładnie spinającym całość wetiwerze oraz z umiarem użytej tonce i spore dawce białych piżm, pozbawionych jakichkolwiek konotacji cielesnych czy zwierzęcych. Reasumując- śliczne, bardzo wysokiej jakości uniseksowe pachnidło kolońskie dla tych, którzy z bardzo grubym portfelem penetrują …. ulice San Francisco.

le labo limette-37

główne nuty: limonka, bergamotka, liść gorzkiej pomarańczy, jaśmin, goździk, wetiwer, tonka, piżmo

rok premiery: 2013

moja ocena: Frank Voelkl

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Benjoin 19 Moscow by Frank Voelkl

moscow

Benjoin 19 to minimalistyczny zapach żywiczny, w którym nad żywicami dominuje początkowo nuta przyprawowa (różowy pieprz?), po której na czoło wysuwa się szlachetne i wciąż nico pieprzowe olibanum. Z czasem do gry dochodzi drzewny akcent cedrowy, aż wreszcie ujawnia się główny bohater – słodkawa, ciepła, gęsta i zmysłowa esencja benzoesu. Mimo swego minimalizmu zapach zmienia się więc stopniowo na skórze. Jest przez praktycznie cały czas subtelny, blisko-skórny, dość trwały, choć nie tak bardzo, jak można by się spodziewać po użytych w nich składnikach. Intrygujący, choć mnie nie przekonał, podobnie jak niegdyś testowany Gaiac 10 dedykowany Tokyo. Po prostu nie jestem fanem perfumowego minimalizmu, podobnie jak nie przepadam za rosyjską stolicą…

Le-Labo-Benjoin-19

główne nuty:  kadzidło frankońskie, cedr, benzoes, ambra, piżmo

rok premiery: 2013

moja ocena: Frank Voelkl

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Cuir 28 Dubai by Nathalie Lorson 

Dubai

Początkowo Cuir 28 pachnie głównie drzewną, lekko wytrawną, szlachetną wanilią. Spod niej jednak dość szybko, bo po kilku minutach, zaczyna wybijać wetyweria. Z czasem jej obecność staje się coraz wyraźniejsza. To właśnie duet dymnej wanilii z wetywerią stanowi oś tego zapachu, trwając na skórze kilkadziesiąt minut. Co ciekawe, w tej środkowej fazie zapachu mam ewidentne skojarzenia z Lalique Encre Noire A l’Extreme. Wszak oba te pachnidła skomponowała Natahlie Lorson i oba charakteryzują się połączeniem wetywerii z żywicznymi i ambrowymi elementami. Le Labo odróżnia się jednak wspomnianą mocną nutą absolutu z wanilii, ktróej na próżno szukać w pachnidle Lalique. Aromat skóry z pewnością tu nie dominuje, z zapach jako całość można z biedą próbować zakwalifikować jako skórzany, choć w sumie zdecydowanie bliżej mu do etykiety pachnidła drzewno-ambrowego. Cuir 28 pachnie blisko skóry, jest przysadzisty, gęsty, otulający. Znów – mógłby być nieco trwalszy…

le labo cuir-28

główne nuty:  skóra, absolut wanilii, nuty drzewne, wetyweria, piżmo

rok premiery: 2013

moja ocena: Nathalie Lorson

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Vanille 44 Paris by Alberto Morillas

Paris-3

Chronologicznie drugie pachnidło cyklu City Exclusives (po Tubeureuse 40 New York) skomponowane zostało przez legendę i mistrza perfumowego fachu Alberto Morillasa.

Pierwsze, co dochodzi moich nozdrzy, to pięknie podana nuta kadzidła olibanum, z początku nieco złagodzona cytrusowym duetem bergamotki i mandarynki z czasem podbita suchą, drzewną nuta gwajaku. Obecność cytrusów jest tu praktycznie niewyczulana – w tym sensie, że nie poczujemy tu indywidualnie nut cytrusowych. Podobnie jak niewyczuwalne tu indywidualnie aldehydy, tak i cytrusy pełnią rolę unoszącą ciężkie molekuły kadzidła, wanilii i gwajaku, który wyłania się spod kadzidła ładnie korespondując z wanilią (ta z kolei jest najwyraźniejsza w bazie). Mimo tych technicznych zabiegów Vanille 44 lokuje się – podobnie jak Cuir 28 czy Benjoin 19 – blisko skóry, emitując zmysłową i otulającą woń.

Typowo dla Le Labo – składnik wymieniony w nazwie zapachu nie dominuje w sposób ewidentny. Fani zmysłowej, dymnej wanilii powinni raczej sięgnąć po Cuir 28. Vanille 44 wydaje się bowiem być bardziej pachnidłem kadzilano-drzewnym, w którym wanilia – owszem obecna – nie jest wszakże głównym bohaterem.

le labo vanille 44

główne nuty:  bergamotka, mandarynka, aldehydy, gwajak, kadzidło, wanilia

rok premiery: 2007

moja ocena: Alberto Morillas

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Baie Rose 26 Chicago by Frank Voelkl

Chicago

Baie Rose 26 jest świeżą, przyprawowo-drzewną kompozycją różaną, w której róża jest lekka, zwiewna, zdecydowanie uniseksowa. Otaczają ją wzmocnione aldehydami przyprawy (mocny i wyraźny przez pierwsze kilkadziesiąt sekund akord pieprzowy będący mieszanką różowego i czarnego pieprzu z przewagą tego pierwszego oraz subtelnie użyty goździk). W bazie króluje cedr, który wraz z akordem ambrowym i piżmami utrwala zapach na skórze na wiele godzin, projektując przy tym zdecydowanie powyżej średniej City Exclusives.

Zadziwiające, jak ta chicagowska róża od Le Labo przypomina Le Labo Rose 31 z 2006 roku. Jest owszem lżejsza, świeższa, bardziej drzewna, ale mimo ta pachnie tak, jakby jej formuła była punktem wyjścia dla Franka Voelkla. Jakkolwiek było, Baie Rose 26 broni się jako odrębne pachnidło i jest moim zdaniem jednym z najlepszych zapachów serii City Exclusives, które – z pojedynczymi wyjątkami – nie zachwyciły mnie jak dotąd.

Baie Rose

główne nuty:  różowy pieprz, pieprz, aldehydy, goździk, róża, cedr, ambra, piżmo

rok premiery: 2011

moja ocena: Frank Voelkl

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Od 2006 roku, gdy Le Labo wyemitowało pierwszy zapach z serii City Exclusives (Tubereuse 40 New York), marka ta konsekwentnie buduje wokół niej nimb wyjątkowości. Z jednej strony spore ograniczenia w fizycznej dostępności, z drugiej bajońskie sumy, jakie trzeba zapłacić za flakon tych perfum z pewnością skutecznie podtrzymują ekskluzywny status miejskiego cyklu. Jednak same zapachy, czego osobiście doświadczyłem, nie są niczym nadzwyczajnym. Co więcej, moim zdaniem nie dorównują ani pomysłami, ani kompozycjami tańszym (co nie znaczy tanim) perfumom Le Labo z głównej linii. Czy jest więc seria City Exclusives sztucznie nadmuchaną niby-luksusową bańką? Moim zdaniem – zdecydowanie tak. W jej przypadku marketing wyjątkowo mocno- nawet jak na standardy branży perfumowej – oderwał produkt i jego wartość od rzeczywistości.

Mondial 1908 „Colonia – Antica Barberia”

Mondial 1908 to zlokalizowana we Florencji firma, której początki sięgają 1908 roku. Słynie ona z wytwarzania doskonałej jakości ręcznie wyrabianych pędzli do golenia, brzytew, maszynek do golenia. Oferuje też całą gamę produktów pielęgnacyjnych przeznaczonych dla mężczyzn, w tym linię kosmetyków Antica Barberia, w której skład wchodzi m.in. woda toaletowa Colonia Antica Barberia, którą mam dziś przyjemność zaprezentować.

2. ANT-BARB-POSTER-LOGO-HR

Colonia Antica Barberia to pełnoprawna woda toaletowa, w której dominują dwa zasadnicze akordy – cytrusowy (cytryna) oraz drzewny (cedr). Ale zapach ten jest nieco bardziej zniuansowany, niż by na to wskazywała jego nazwa. Rozpoczyna się orzeźwiającym bukietem cytrusów z najpierw – przez krótką chwilę – dominującą bergamotką, a później znacznie dłużej obecną cytryną, wspomaganą przez subtelnie użyte zioła – tymianek i (nie nie , nie podbiał…;)) rozmaryn. Do ziół w akordzie otwarcia dołączają lawenda oraz geranium w sercu – oba użyte z ogromnym umiarem, wzmacniają całość cytrusowego przekazu, nie ujawniając się wszakże indywidualnie (no może poza subtelnie wyczuwalna lawendą). Ten akord utrwalonych cytrusów trwa na skórze nadspodziewanie długo, ocieplając się i tracąc początkową rześkość, z czasem stopniowo ustępując miejsca drzewnej, głównie cedrowej bazie, choć zbudowanej także z esencji z drewna sandałowego oraz paczuli. Całość pogłębiona jest i utrwalona piżmami.

mondial 1908 antica barbiera 2

Colonia Antica Barberia zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim pachnie bardzo naturalnie. Tu naprawdę czuć olejki esencjonalne. Nie ma żadnych akcentów sztucznych, detergentowych itp. Jest przy tym stylistycznie raczej zachowawcza, aniżeli nowoczesna czy eksperymentalna, ale też absolutnie nie imituje oldskulowych kolońskich w typie 4711 czy Jean-Maria Farina. Wyróżnia ją owo drugie – drzewne – dno, które przyczynia się też do tego, że zapachem tym możemy cieszyć się przez ponad 6 godzin przy całkiem dobrej projekcji, oczywiście zakładając, że użyjemy zapachu w sowitej dawce. Prosty, masywny flakon z oszczędną etykietą i zatyczką z tworzywa sztucznego dopełnia solidnej całości.

Czasem warto poszukać zapachu nie tylko zupełnie poza głównym nurtem, ale nawet i poza tzw. perfumową niszą. Tego typu niskonakładowe, butikowe pachnidła potrafią mieć i charakter, i urok, i bardzo solidną jakość. Jedyne czego nie mają, to głośny PR. Colonia Antica Barberia to idealny przykład takiego zapachu, wartego polecenia nie tylko ze względu na obecną porę roku, sprzyjającą sięganiu po aromaty kolońskie.

Mondial 1908 Antica Barbiera

nuty głowy: cytryna, bergamotka, tymianek, rozmaryn

nuty serca: lawenda, geranium, piżmo

nuty bazy: drewno sandałowe, wetyweria, paczula, cedr, ambra

 

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Produkty Mondial 1908 od pewnego czasu dostępne są także w Polsce w sklepie thegent.pl.

Nowe kolońskie od Hermesa, czyli „Eau de Neroli Dore” i „Eau de Rhubarbe Ecarlate”

Kolekcja kolońskich Hermesa powiększyła się w tym roku o dwie nowe pozycje, z których pierwszą – Eau de Neroli Dore – przygotował będący już jedną nogą… na emeryturze Jean-Claude Ellena, drugą zaś – Eau de Rhubarbe Ecarlate – Christine Nagel – mająca docelowo przejąć po nim gabinet z jakże prestiżową wizytówka na drzwiach: Hermes In-house Perfumer. O ile dobrze kojarzę, jest to pierwszy w 1oo% przez nią skomponowany zapach z logiem H. Jak więc widać, swoją pracę w Hermesie zaczęła od tej – mam wrażenie -najmniej prestiżowej części oferty francuskiej marki, czyli Les Colognes. Widać, że kierujący perfumowym biznesem w Hermesie są ostrożni…

Testując oba zapachy, które doskonale pasują do obecnej pory roku, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oboje perfumiarzy podeszło do swego zadania zupełnie inaczej. W sumie nie powinno to dziwić, gdyż każde z nich miało zgoła inną motywację, a poza tym i jedna i drugi to wybitni fachowcy o wyrobionym przez lata warsztacie i stylu. Ale chodzi mi o coś innego…

Christine Nagel et Jean-Claude Ellena@CesarLucadamo

Mianowicie ellenowskie Eau de Neroli Dore (złote neroli) sprawia na mnie wrażenie łabędziego śpiewu Jean-Claude’a Elleny. Zapach charakteryzuje na tyle dużą dozą nonszalancji (na którą może pozwolić sobie tylko ktoś, kto od dawna nie musi niczego udowadniać), że trudno myśleć o nim inaczej. W jakimś sensie sygnaturowy minimalizm Elleny odnajduje w tej kolońskiej swoje apogeum. Wciąż jednak nie można odmówić twórcy poszukiwań, nowatorstwa polegającego głównie na stosowaniu bardzo wyselekcjonowanych składowników i łączeniu ich w nietypowe układy, zwykle bardzo proste, acz charakterystyczne. W Eau de Neroli Dore główną rolę gra kluczowa dla całego kolońskiego gatunku esencja z kwiatu pomarańczy, zwana neroli (znana z subtelnych elementów białokwiatowych, w tym indolowych), której perfumiarz – co sam podkreśla – użył wyjątkowo dużo, jak na standardy przyjęte powszechnie w perfumerii. W otwarciu połączył ją z  aromatem gorzkiej pomarańczy. Te dwa składniki budują koloński charakter zapachu. To bardzo klasyczne i tradycyjne połączenie. Jean-Claude Ellena postanowił jednak złamać te odwieczną harmonię dodając szafranu (stąd pewnie „złote” neroli w nazwie), który nadał całości niecodziennej goryczy, pogłębiając przy tym indolową stronę neroli, w efekcie czego Eau de Neroli Dore tylko początkowo pachnie świeżo i przyjemnie. Dość szybko brudnawo-goryczkowa nuta bierze górę i pozostaje już do końca, dość zresztą rychłego. Ewolucja tej kolońskiej składa się z dwóch etapów: świeżego neroli w otwarciu i gorzkiego neroli w bazie. Po czasie pachnie to zresztą w sposób bardzo tradycyjnie, wręcz prymitywnie koloński… Tak jakby Ellena wrócił po latach do samych korzeni perfumiarstwa. Jakby postanowił stworzyć coś źródłowego, coś co pachnie jakby powstało gdzieś w XVIII wieku.

Uważam, że to zapach skierowany raczej do koneserskich nosów i to chyba bardziej tych męskich. Z pewnością nie należy do pachnideł, które łatwo przypadają do gustu. Do tego nie trzyma się też mojej skóry zbyt długo, ale wiem – to kolońska…

Eau de Neroli Dore to oko puszczone do nas przez nieco znudzonego, zmanierowanego i dopieszczonego przez wszystkich artystę, który zdaje się mówić: Chcecie kolejną kolońską? Proszę. Oto ona. Ale nie spodziewajcie się, że będzie po prostu łatwa i przyjemna. Takich zapachów zrobiłem już zbyt wiele. Zresztą wszyscy inni takie robią. Ja już nie muszę. Robię co chcę i świetnie mi za to płacą, a poza tym za chwilę idę na emeryturę, więc o co chodzi?

Eau de néroli doré - flacon 200 ml BD

główne nuty: gorzka pomarańcza, neroli, szafran

twórca: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Ellena i Nagel

Eau de Rhubarbe Ecarlate (Szkarłatny Rabarbar), autorstwa Christine Nagel, to zupełnie inna bajka. Dla mnie to szczególnie ważny zapach, gdyż może on być swego rodzaju probierzem tego, na ile wygodnie Nagel czuć się będzie w fotelu Elleny. Oczywiście wiem, że kierunek, w jakim podąża Hermes, nie zależy wyłącznie od woli perfumiarza. Nad tym wszystkim pracuje sztab ludzi z szefem działu perfum na czele. Ale perfumiarz w Hermesie ma pozycje wyjątkową. W każdym razie taką miał Jean-Claude Ellena…

Wszyscy, którzy znają jej zapachy stworzone dla Jo Malone, nie powinni być Eau de Rhubarbe Ecarlate zaskoczeni. To jej styl. Absolutnie harmonijny, pozbawiony dysonansów, śliczny od początku do końca, a przy tym czysty i minimalistyczny, choć nie przesadnie.

Taka też jest jej pierwsza kolońska dla Hermesa. Stworzona chyba nieco bardziej z myślą o kobietach. A może to kwestia tego, że została skomponowana przez kobietę, z właściwą jej wrażliwością i jej preferencjami co do nut i akordów. No ale przecież założeniem Les Colognes Hermesa jest ich uniseksowość. Osobiście bardzo dobrze czuję się nosząc Eau de Rhubarbe Ecarlate, które jest cudownie orzeźwiające, świeże, niezwykle soczyste, z dominującą nutą owocową, która może niekoniecznie kojarzy mi się z rabarbarem (choć jest w niej jakiś element jego kwaśnej soczystości), a bardziej z mieszanką liści i owoców porzeczki. Początkowo pachnie kwaskowato i soczyście, z czasem staje się bardziej aksamitna i – dzięki białym piżmom – wygładzona. Przez cały czas utrzymuje jednak główną owocową nutę. Charakteryzuje się przy tym całkiem sporą wyrazistością i bardzo dobrą trwałością jak na kolońska etykietkę (za co w swojej subiektywnej ocenie przyznaję dwa dodatkowe punkty). Poprzez swój soczysto-owocowy, lekko zielony charakter, nawiązuje też do hermesowych ogródków. Czuć w niej wyraźnie wysoką jakość składników oraz sygnaturę Hermesa. Upss.. Wymknęło mi się! A jednak! Sygnatura Hermesa. Tak – zadziwiające, ale ona jest tu obecna.  

Christine Nagel @Benoit Teillet

Poprzez tę kolońską Christine Nagel miała coś bardzo ważnego do udowodnienia. To mianowicie, że z nią na pokładzie perfumowy Hermes pozostanie perfumowym Hermesem. Synonimem najwyższej jakości, połączenia wysublimowanej perfumiarskiej sztuki z mistrzowskim warsztatem i jasną wizją kierunku, w jakim chce zmierzać. Że zachowa pozycje i dystans do konkurencji nie poprzez bycie wyłącznie lepszym, ale także poprzez bycie innym.  Ja nie mam wątpliwości, że Nagel stanęła na wysokości zdania. Eau de Rhubarbe Ecarlate to jedna z najlepszych kolońskich Hermesa.

Na chwilę zatrzymam się przy flakonie. Kształt znany jest z całej linii Les Colognes i nawiązuje to klasycznego flakonu Eau d’Hermes z nieodwodzonym kapelusikiem jako zatyczką. Wykonanie – jak zwykle u Hermesa – jest perfekcyjne i dopracowane w każdym szczególe. Atomizer to najwyższa półka. Jest niesamowicie solidny. Działa perfekcyjnie i precyzyjnie, jak skrzynia biegów ekskluzywnego niemieckiego auta. Szczególnie pięknie flakon ten prezentuje się właśnie w szkarłatnym wybarwieniu, jakiego użyto dla podkreślenia charakteru zapachu (co jest zasadą w przypadku każdej kolońskiej Hermesa). Trzymanie w dłoniach tego przedmiotu to czysta przyjemność, dająca wrażenie obcowania z mini dziełem współczesnej sztuki użytkowej.

Po zaledwie jednym pachnidle trudno jest oceniać, czy Christine Nagel była dobrze przemyślanym „nabytkiem” Hermesa. Czas i kolejne jej pachnidła pokażą, czy zintegruje ona swój perfumeryjny styl z estetyką tej francuskiej marki. Jeana-Claude’a Ellenę trudno zastąpić, a funkcja głównego perfumiarza Hermesa to prawdopodobnie jedna z najbardziej prestiżowych funkcji w tym biznesie.  Pozostaje więc poczekać na kolejne dzieła Christine Nagel. Szczególnie intryguje mnie, jak sprawdzi się w cięższym gatunku perfumowym, jakim są perfumy kobiece oraz co będzie miała do zaproponowania mężczyznom. Bo kolońska, mimo że moim zdaniem bardzo dobra, to jednak tylko… kolońska.

Alcool 11 Flacons 4 lignes - logo 2 lignes+0,25

główne nuty: rabarbar, czerwone porzeczki, białe piżmo

twórca: Christine Nagel

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Atelier Cologne „Ambre Nue”, „Mistral Patchouli”,”Santal Carmin”, „Blanche Immortelle”, „Oud Saphir”

Penetrując rozrastającą się w iście mainstreamowym tempie kolekcję zapachów Atelier Cologne (na 2016 rok zapowiedziano właśnie kolejnych kilka premier) zatrzymałem się przy kilku obecnych już w ofercie od pewnego czasu, ale stanowiących tę mniej lub zupełnie nie-kolońską jej cześć…

Collection Materies: Ambre Nue

Czy można wyobrazić sobie współczesną kolekcję pachnideł bez zapachu ambrowego? Pewnie można, ale po co? Amatorów ciepłych, otulających, bursztynowych woni nigdy nie brakuje, więc Atelier Cologne zadbało także i o nich. Ambre Nue to miły dla nosa aromat, kompetentnie poskładany ze składników tradycyjnie tworzących akord ambrowy (benzoes, labdanum) oraz kilku innych nadających mu nieco bardziej indywidualnego charakteru. Mowa ty przede wszystkim kwiatowych nutach aksamitki i orchidei oraz o duecie cynamonu i tonka, który przydaje całości subtelnej aury gourmand. Zapachy ambrowe to nie mój świat, ale przyznać trzeba, że ten od Atelier Cologne bardzo miło się testowało. Byłbym zapomniał – sam początek zasługuje na miano alkoholowego, a ściślej rumowego, co dobrze się wpisuje w kulinarną aurę Ambre Nue.

Atelier Cologne ambre 2

nuty górne: zielona mandarynka, bergamotka, aksamitka

nuty środkowe: orchidea, cynamon, benzoes

nuty bazy: labdanum, ambra, tonka

Collection Materies: Mistral Patchouli

Paczula wg Atelier Cologne z pewnością zaskoczy wszystkich wielbicieli tej ingrediencji. Oto bezprecedensowo świeże, nieco morskie ujęcie jednego z najpopularniejszych i najważniejszych składników perfumerii, użytego tu w formie tzw. izolatu. Stąd w oficjalnym spisie nut „serce paczuli”, a więc środkowa frakcja paczulowej esencji o bardzo konkretnym zapachu, pozbawionym ciężkości, nutek pleśniowych czy kamforowych, ale zachowująca swą zmysłowość i unikalny charakter, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Ów izolat połączony został w akordzie głowy ze świeżym soczystym pomelo i wyczuwalnym szczególnie właśnie na początku i trochę także w sercu zapachu anyżem. Mocy i projekcji w otwarciu dodają molekuły pieprzu. Serce to przed wszystkim geranium stanowiące świetny łącznik pomiędzy akordem głowy a paczulowo-wetiwerową bazą pogłębioną przez benzoes. Mistral Patchouli namalowany został lekką, pastelową kreską. Nie sposób odmówić mu uroku, sygnaturowego tematu i oryginalności. Poprzez połączenie anyżu i wetywerii może nico kojarzyć się z unikalnym Kenzo Air, choć dzięki sercu paczuli zapach Atelier Cologne jest zdecydowanie ciekawszy. Wibrująca i jednocześnie zmysłowa oraz niebanalna świeżość to określenia, które pierwsze przychodzą mi do głowy. To jeden z najciekawszych kolońskich absolutów od Atelier Cologne. Zdecydowanie wart polecenia.

 Atelier Cologne mistral

nuty górne: pomelo, czarny pieprz, anyż gwiaździsty

nuty środkowe: irys, kadzidło, geranium

nuty bazy: serce paczuli, benzoes, wetiwer

Collection Metal: Santal Carmin

Rzecz zaczyna się wyraźną, słodko-gorzką nutą szafranu, spod której szybko wyłania się prawdziwe bogactwo nut drzewnych. Czego tu nie ma? Mamy i cedr i gwajak i papirus. Na bogato. Tak przynajmniej jest napisane, ale … Czy ja czuję te nuty? Nie specjalnie… Z pewnością wyczuwam cypriol (papirus), na który jestem wyczulony i który bardzo lubię  w perfumach. Musi on jednak być powiązany z jakąś inną nutą, która nadaje mu treści, bo sam gwarantuje jedynie efekt – wspaniałej skądinąd – wytrawnej suchości. Tu jednak z braku dobrego towarzystwa pachnie jak papier… Santal Carmin pachnie właśnie trochę papierowo, sucho i szorstko. Nieciekawie. Przy tym bardzo delikatnie i … nie przekonująco, gdy o mnie chodzi. Siedzi blisko skóry i sprawia wrażenie jednowymiarowego. To jeden z najgorszych zapachów Atelier Cologne…

Atelier Cologne santal 2

nuty górne: bergamotka, limetka, szafran

nuty środkowe: drewno sandałowe, drewno gwajakowe, białe piżmo

nuty bazy: papirus, cedr, wanilia

Collection Metal: Blanche Immortelle

Nieśmiertelnik to jeden z najbardziej wyrazistych i najłatwiejszych do zidentyfikowania naturalnych zapachów perfumeryjnych. Jego woń będącą mieszanką zapachu syropu klonowego, lawendy i curry bardzo trudno jest przebić w kompozycji perfumeryjnej. Zwykle można ją jedynie ozdobić, wzmocnić pewne jej aspekty. I tą drogą zdaje się poszedł perfumiarz tworząc Blanche Immortelle. Z nazwy wnioskować można, że chciał przy tym uzyskać efekt bieli, wybielić żółte z natury kwiaty nieśmiertelnika. Czy mu się to udało, nie umiem ocenić. Dość jednak powiedzieć, że składnik ten, mimo że wyraźny, został zmodyfikowany innymi ingrediencjami decydującymi o jego kształcie. Perfumiarz zręcznie połączył go bowiem z klasycznymi nutami kwiatowymi (jaśmin i róża) tworząc urocze perfumy kwiatowe z odrobiną cytrusów w otwarciu i mimozą jako pomostem pomiędzy głową a sercem oraz klasyczną drzewną bazą. Ale jedno jest pewne – to immortelle gra tu na pierwszym planie. Inaczej być przecież nie może.

atelier cologne immortelle

nuty górne: bergamotka, mandarynka, mimoza

nuty środkowe: nieśmiertelnik, jaśmin, róża

nuty bazy: paczula, wetiwer, drewno sandałowe

Collection Metal: Oud Saphir

Znając już bardzo intrygującą i oryginalnie pachnącą oudową kolońską Acqua Di Parma Cologne Oud (recenzja będzie…) bardzo byłem ciekaw, w jaki sposób Atelier Cologne zaprezentuje temat oudowy w swej kolońskiej. Już pierwsze testy ujawniły, że twórcy poszli w znanym i bardzo (także przeze mnie) lubianym kierunku, który jednakowoż z oudem niewiele ma wspólnego. Oud Saphir to bowiem lżejsza i świeższa wersja Tuscan Leather Toma Forda, czyli zapachu owocowo-skórzanego, tyle że tu z dodatkowymi wyraźnymi cytrusami w otwarciu, jakby uprawniającymi do użycia określenia cologne… Gdyby twórcy chcieli być tu zupełnie szczerzy, zapach ten powinien zostać ochrzczony czymś na modłę Saphir Leather, tyle że wówczas byłoby to już ewidentne odniesienie do pierwowzoru. Tak czy inaczej jest o bardzo piękny aromat (no i znajomy), a przy tym – jak zwykle w przypadku Atelier Cologne – czuć w nim wysokiej jakości składniki i zręczną, profesjonalną kompozycję. Jakość i klasa wprost emanują ze spryskanej nim skóry. Może on stanowić świetną, lżejszą alternatywę dla miłośników Tuscan Leather czy Rasasi La Yuqawam Homme. Ale może też być po prostu jednym z ulubionych zapachów w ogóle. Tyle że skórzanych, a nie oudowych. Wciąż więc czekam na prawdziwy oud od Atelier Cologne…

Atelier Cologne oud

nuty górne: bergamotka, ketmia piżmowa, różowy pieprz

nuty środkowe: liść fiołka, jaśmin, akord zamszowy

nuty bazy: akord ciemnego oudu, drewno brzozowe, wanilia

Arabskie perfumy od Mancera Paris (3)

W ramach zapoznawania się z perfumami Mancera Paris, o których pisałem już na blogu w części pierwszej i drugiej cyklu oraz przy okazji recenzji zapachów morskich dziś moje wrażenia nt. kolejnych czterech pachnideł tej arabskiej marki.

 

Wind Wood

Kompetentnie wykonane i dość intensywne męskie pachnidło zielono-drzewne z całkiem soczystym początkiem, którego zielony charakter przewija się jeszcze częściowo przez zmysłowo podbite paczulą serce, by finiszować ładnym i długotrwałym akordem ambrowo-drzewnym. Zdziwiłem się, że oficjalny spis nut nie wymienia fiołka, gdyż wg mnie zielona fiołkowa nuta jest tu wyczuwalna i to ona decyduje o charakterze Wind Wood przez większość czasu trwania na skórze. Stąd moje skojarzenia z zapachami w typie L’Homme i L’Homme Libre YSL. Wind Wood ma wyraźną projekcję i bardzo dobrą trwałość. Pachnidło na mocne 4, a może nawet 4+.

mancera wind-wood

nuty górne: mandarynka, różowy pieprz, nuty zielone

nuty środkowe: paczula

nuty dolne: wetiwer, cedr, mech dębu, ambra, skóra, białe piżma

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

So Blue

To jedno z najnowszych pachnideł Mancera ciąży raczej ku kobiecej estetyce, będąc całkiem atrakcyjnym i dość złożonym zapachem kwiatowo-drzewnym z – obowiązkową  w serii Blue – nutą morską. So Blue pachnie szczególnie dobrze na początku i przez pierwsze kilkadziesiąt minut, gdy dominuje mariaż nut owocowych i kwiatowych podlanych morską pianą, osadzonych na pokrytych mchem drewnianych palach z paczuli i sandałowca. Później traci na swej urodzie, emitując dość nijaką drzewno-piżmową bazę z dodatkiem wanilii. Reasumując – całkiem ładne i nawet dość oryginalne pachnidło, choć faktem jest, że niczego nie urywa…

Mancera So Blue

nuty górne: bergamotka, mandarynka, cytryna, nuty owocowe, pieprz

nuty środkowe: akord morskich oparów, bułgarska róża, fiołek, paczula

nuty dolne: ambra, mech dębu, drewno sandałowe, wanilia, piżma

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ****

Kumkwat Wood

Mimo najszczerszych chęci Kumkwat Wood rozczarowuje swoją nijakością, brakiem wyróżniających się aromatów, ale także i słabymi parametrami użytkowymi. Kumkwat – czyli chińska pomarańcza, to rodzaj cytrusa o małych owocach. Ich zapach zbudowany jest w 90% z limonenu, molekuły o słodko-cytrusowej woni. Niestety wyczuwalność tej nuty jest tu bardzo niewielka, bardziej czuć nuty drzewne, ale i te są jakby stłumione.  W ofercie Mancera znajdziemy interesujące i udane pachnidła, ale to z pewnością do nich nie należy. Gdy zaś już mówimy o cytrusach, to pod tym względem zdecydowanie lepiej prezentuje się inny zapach tej marki: Lemon Line.

mancera kumkat-wood

nuty górne: bergamotka, grejpfrut, przyprawy

nuty środkowe: paczula, nuty kwiatowe i ambrowe

nuty dolne: wetiwer, białe piżma, drewno sandałowe i cedrowe

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Lemon Line

Korespondujący z subtelnym akordem białokwiatowym i podbudowany aromatycznymi składnikami w postaci lawendy i geranium osadzonymi na mszysto-piżmowej bazie Lemon Line jest zapachem od początku do końca bardzo cytrusowym dobrze utrwalonym piżmami. Choć tytuł sugeruje cytrynę, w rzeczywistości dominuje tu raczej zielona nuta bergamotki w połączeniu z słodszą wonią cytryny. Owocowa, odświeżająca woń wyjątkowo długo utrzymuje się na skórze, stanowiąc bardzo dobrą propozycję dla wielbicieli współczesnych zapachów kolońskich o przedłużonej trwałości. W sumie całkiem sympatyczna i udana propozycja Mancera, tym frazem w absolutnie europejskim stylu

mancera lemon-line

nuty górne: cytryna, pomarańcza, lawenda

nuty środkowe: białe kwiaty, ambra, geranium

nuty dolne: białe piżma, mech dębu

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

 

 

Letnie orzeźwienie (8) -Atelier Cologne – „Pomelo Paradis” i „Cedrat Enivrant”

Nie mam wątpliwości, że oferta Atelier Cologne, a konkretnie jej zasadnicza część zwana Collection Originale, to raj dla miłośników wszelkiej maści cytrusów i zbudowanych na nich kolońskich tematów. Pracujący nad tymi pachnidłami perfumiarze korzystają z efektów najnowszych zdobyczy techniki pozyskiwania pachnącej substancji, przez co kolońskie Atelier Cologne wprost porażają intensywnością, soczystością i esencjonalnością, ale i nowoczesnym brzmieniem. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego Pomelo Paradis oraz pochodzącego sprzed dwóch lat Cedrat Enivrant. Oba zapachy zachwycają realizacją tematów i jakością. Myślę, że to nie przypadek, gdyż oba skomponował Ralf Schwieger – autor nagrodzonego FIFI 2012 Orange Sanguine, dzięki której o Atelier Cologne zrobiło się naprawdę głośno.

 

Pomelo Paradis

atelier cologne pomelo

Najnowsza tegoroczna premiera w Collection Originale to wyjątkowej urody pachnidło słodko-cytrusowe z jak dla mnie bezprecedensowo soczystym i intensywnym, niesamowicie naturalnym początkiem stanowiącym mieszankę doskonałej jakości (to czuć!) esencji z mandarynki, pomelo oraz pączków czarnej porzeczki – cennego składnika, z którego produkcji słynie Burgundia. Kwiatowe (!) serce nie jest w swej kwiatowości jednoznaczne. Róża i kwiat pomarańczy pogłębiają i przedłużają akord słodko-cytrusowy, nie ujawniając się solo. Pomelo Paradis ładnie projektuje i trzyma się skóry całkiem długo, w bazie wysyłając nowoczesne, zgoda – syntetyczne, drzewno-ambrowe sygnały. Nie umniejsza to absolutnie uroku całości. Przeciwnie – dodaje fajnego współczesnego pazura do tej niezwykle esencjonalnej i pełnej słonecznego uroku kompozycji (nie wiem, czy nie najlepszej w Collection Originale). Wiem coś o tym, bowiem pozwoliła mi przetrwać największe upały tego lata, sprawdzając się wprost fenomenalnie.

Atelier Cologne pomelos-paradis

nuty głowy: różowe pomelo z Florydy, mandarynka z Kalabrii, pączek czarnej porzeczki z Burgundii

nuty serca: kwiat pomarańczy z Maroka, róża z Bułgarii, mięta z Chin

nuty głębi: wetiwer z Haiti, irys z Toskanii, ambra

rok premiery: 2015

nos: Ralph Schwieger

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Cedrat Enivrant

Atelier Cologne cedrat

Zapach zainspirowany został koktailem French 75, złożonym z ginu, szampana, soku cytrynowego i cukru. Połączenie gorzko-cytrynowej woni cedratu, kolońskiej zieloności bergamoty i kwaśności limonki tworzy zaiste rześkie, zielono-cytrusowe, pięknie wibrujące, dzięki jagodom jałowca, intro. Po kilku minutach zapach osiada na skórze w stylu neo-kolońskim, za co niewątpliwie odpowiada wchodząca w reakcję z bergamotą mięta i dodająca zielonych soków bazylia. Pogłębiony i utrwalony tonką i żywicą elemi wetiwer stanowi solidną bazę dla całkiem trwałej całości. Cedrat Enivrant to naprawdę świetna kolońska, wyraźnie nawiązująca do klasyki, ale pachnąca absolutnie współcześnie. Kolejna bardzo udana pozycja w kolońskiej ofercie Atelier Cologne i jednocześnie jedna z moich ulubionych.

Atelier Cologne cedrat2

nuty głowy: cedrat z Maroka, limonka z Meksyku, bergamotka z Kalabrii

nuty serca: mięta z Chin, bazylia z Egiptu, jagody jałowca z Macedonii

nuty głębi: tonka z Brazylii, wetiwer z Haiti, elemi z Filipin

rok premiery: 2013

nos: Ralph Schwieger

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****