Nisza po męsku: M.Micallef „Royal Vintage” i Amouage „Beloved Man”

Rynek perfum ekskluzywnych i niszowych musi mieć się dobrze, skoro jak grzyby po deszczu powstają nowe marki perfumowe (patrz ostatnia edycja targów perfum niszowych/ekskluzywnych Esxence w Mediolanie), a stare, niektóre swego czasu już zapomniane, są z sukcesem reaktywowane. Ale aktywne od lat tuzy perfumowej branży także nie śpią, a częstotliwość, z jaką prezentują kolejne premierowe pachnidła, zaczyna niebezpiecznie przypominać praktyki mainstreamu sprzed – póki co na szczęście  – kilkunastu lat. I o ile na razie – z pewnymi wyjątkami – nie wpływa to negatywnie na jakość proponowanych pachnideł, o tyle coraz trudniej o ich oryginalność, unikatowość, nie wspominając o przełomowości (ale na to już raczej nie sposób liczyć).

Bohaterowie dzisiejszego wpisu dobrze ilustrują tę prawidłowość. Nowe męskie (co akurat bardzo cieszy) pachnidła Amouage – Beloved Man – oraz M. Micallef – Royal Vintage – to niewątpliwie bardzo dobrze zrobione pachnidła, ale – niestety – pozbawione oryginalności. Ale po kolei…

M.Micallef – Royal Vintage – to kolejne perfumy w kolekcji Les Exclusifs, która – po ostatnich „przemeblowaniach” (np. włączeniu do niej Emira, który wcześniej sprzedawany był pod marką Geoffrey Nejman) i odświeżeniu flakonów składa się poza tym z następujących zapachów: WatchRoyal Rose AoudGaiacAoudAvant-Garde, Style.

micallef collection

Całkiem niedawno opisywałem na blogu wydany w 2012 M. Micallef Style – męską kompozycję „zapatrzoną” w klasyczne pachnidła lat 80-tych ubiegłego wieku (Zino Davidoff, Giorgio Beverly Hills for Men). Gdy tylko dowiedziałem się o kolejnej, przewidzianej na 2013 rok premierze zapachu tej marki, zacząłem zastanawiać się, w jakim kierunku tym razem podąży duet Geoffrey’a Nejmana i Jean-Claude’a Astiera. Pierwsze testy Royal Vintage dowiodły jednego. Także i tym razem nie było oryginalnie… Także i tym razem, zbliżając nos do skóry spryskanej zapachem, miałem wrażenie deja vu. Mimo kilku prób jednak nie mogłem odnaleźć w pamięci tych perfum, które Royal Vintage mi przypominał. Kolejne testy nic nie wyjaśniały. Za każdym razem miałem to samo wrażenie – dziwnej znajomości. W końcu – w akcie desperacji – zajrzałem na Fragrantica.com, gdzie któryś z użytkowników wspomniał o… Aventusie Creed’a… I to był strzał w dziesiątkę. Dokładnie o to mi chodziło… Od tego czasu jednak nie potrafię postrzegać Royal Vintage inaczej, niż przez pryzmat wspaniałego moim zdaniem pachnidła Creeda z 2010 roku.

Zgoda – nie są to zapachy identyczne. Różnią się. Trochę. Royal Vintage jest nieco subtelniejszy od Aventusa, lżejszy, świeższy, choć wciąż całkiem intensywny. Znajdziemy w nim jednak ten charakterystyczny kontrast ananaso-podobnych nut owocowych i brzozowej bazy, choć ta jest tu dużo delikatniejsza i nie tak ewidentna, jak w zapachu Creeda. To na tym kontraście opiera się urok obu pachnideł. Oficjalny spis nut Royal Vintage traktuję bardzo orientacyjnie, bowiem wg mnie kompozycja ta jest jednak bardziej złożona, aniżeli by to wynikało z tych informacji.

Abstrahując od tych ewidentnych skojarzeń, Royal Vintage to świetne męskie, nowoczesne i zdecydowanie wyróżniające się pachnidło o bardzo dobrych parametrach użytkowych (solidna projekcja plus ponad 10-cio godzinna trwałość). Cieszy mnie, że tym razem panowie Nejman i Astier stworzyli (skopiowali?) coś współczesnego, zamiast kolejnego pachnidła retro lub niby-arabskiego. Royal Vintage – mimo dość arystokratycznej nazwy – to idealna propozycja dla współczesnego eleganckiego mężczyzny chcącego wyróżnić się zapachem o ewidentnie luksusowej aurze. Spodoba się fanom wspomnianego Aventusa, a także tym osobom, dla których zapach Creeda okazał się być zbyt wyrazistym.   

M.-MicallefRoyalVintage

nuty głowy: bergamotka, różowy pieprz

nuty serca: cyprys, skóra 

nuty bazy: piżmo, paczula

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2013

Amouage – Beloved Man

Od pierwszych sekund od razu czuć, że to Amouage. Jest bardzo gęsto, zawiesiście, a płyn pozostawia na skórze tłustawy, błyszczący film. Czegoż tu nie ma składzie? Mamy obowiązkowe we współczesnych męskich zapachach tej marki składniki  drzewne (gwajak, cedr, paczula, wetiwer), kadzidło (olibanum), przegląd przypraw (goździk, pieprz, kardamon, kmin, gałka muszkatołowa, szafran) esencjonalne, gęste żywice (elemi, labdanum), wreszcie nuty kwiatowe (neroli, geranium, jaśmin), a do tego kłącze irysa i nieodzowne w bazie piżma, nie wspominając o cytrusach w otwarciu (które zresztą i tak nie są wyczuwalne). Skład jest imponujący, choć nie mam mowy o wyraźnym wyodrębnianiu się jakichkolwiek nut. Kompozycja jest bardzo spójna, „zbita” oraz subtelnie, ale zauważalnie ewoluująca.

Jako ciekawostkę podam, że zapach skomponował znany dotąd ze współpracy z mniej prestiżowymi markami Bernard Ellena. Brat wielkiego Jean-Claude’a.

Beloved Man – jako całość – pachnie orientalnie, ale na współczesny sposób. Określiłbym je jako drzewno-przyprawowe z odrobiną kwiatów w sercu. Skojarzenia, jakie we mnie budzi, przede wszystkim przez pierwsze kilkadziesiąt minut, to Comme des Garcons 2 Man, a co za tym idzie także Le Labo Vetyver 46, a w mniejszym stopniu brązowy Gucci Pour Homme, choć w porównaniu do wszystkich trzech Beloved Man wyróżnia dość wyraźna (mimo składnikowego przeładowania) nuta neroli oraz irys. Zresztą z miarę upływu czasu te podobieństwa zanikają i Beloved zyskuje własną osobowość, pachnąc słodko-żywicznie, a w bazie drzewnie i sucho – smugą gwajakowego dymku. Beloved niczym mnie nie zaskoczył, ani też nie zachwycił. Szkoda. O ile poprzednie męskie perfumy Amouage – Interlude Man – uważam za dużo bardziej charakterystyczne i interesujące, podobnie jak wcześniejsze Memoir Man, Jubilation XXV Man, Epic Man, Lyric Man, czy klasyczny Gold Man, o tyle Beloved ginie w gąszczu podobnych kompozycji innych niszowych marek.

LIGHTER_SHIELD022

nuty głowy: pomarańcza, grejpfrut, neroli, cyprys, żywica elemi, goździk (pączki), czarny pieprz, kardamon

nuty serca: geranium burbońskie, jaśmin, kłącze irysa, kmin, kadzidło (olibanum), czystek (labdanum), gałka muszkatołowa, szafran

nuty bazy: cedr atlaski, gwajakowiec, skóra, paczula, wetiwer, piżmo

Nos: Bernard Ellena

rok wprowadzenia: 2013

5 uwag do wpisu “Nisza po męsku: M.Micallef „Royal Vintage” i Amouage „Beloved Man”

  1. Miałem właśnie okazję poznać Beloved Man i też mam wrażenie, że jest trochę nijaki na tle pozostałych kompozycji marki. Jestem zauroczony wyrazistym Interlude z poprzedniego „rzutu”, który to stanowi mocny punkt odniesienia i pewnie to przyczynia się do takiego odbioru. Oczywiście Beloved to bardzo piękne perfumy, doskonałej jakości, co do której nie ma żadnych wątpliwości. Choć chciałoby się czegoś więcej…
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Czy w Beloved faktycznie występuje kadzidło, czy to w postaci olibanum, czy innej? Powiem szczerze, że widziałem skład, w którym owej ingrediencji nie było… Testy Beloved jeszcze przede mną 😉

  3. Royal Vintage i Aventus to według mnie zupełnie różne kompozycje.Aventus jest dymny i owocowy,Royal przyprawowy
    drzewny i surowy,Aventus jest nowoczesny i transparentny,Royal ostry i jakby zawiesisty.
    Aventus finiszuje subtelnym piżmowo-ambrowym kombo,Royal ewidentnie wyostrza się,kwaśnieje,skłania sie raczej w stronę meskiego szypru.(vintage)
    Długo zastanawiałem się co przypomina mi drydown Royala,aż
    w końcu mnie olsniło(!)Rive Gauche,mój ulubiony zapach z przeszłości.Z tym że,to taki Rive Gauche w stadium idealnym.:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s