Creed „Viking” – przewrotnie tradycyjny

Na nowy męski zapach Creeda przyszło nam czekać siedem lat. Tyle bowiem minęło od  premiery Aventusa, który okazał się bezprecedensowym sukcesem marki. Co prawda, w międzyczasie Creed wydał jeszcze (bo raczej nie wylansował – nie było żadnej zauważalnej kampanii) Royal Mayfair (2015), ale to Viking został oficjalnie ogłoszony następcą Aventusa, o czym świadczyć może także nieco inny design flakonu zaprezentowany już wcześniej w Aventus i Aventus for Her (2016). Viking został po raz pierwszy przedstawiony podczas targów TFWA (Tax Free World Association) w Cannes w 2016 roku. Minął ponad rok, zanim nastąpiła jego oficjalna światowa premiera – a ta miała miejsce w … Islandii. Od kilku tygodni zapach jest już dostępny także w Polsce – w perfumerii Quality Missala.

Zainspirowany słynną łodzią Wikingów z IX wieku (niepierwszy w historii – pamiętacie Drakkar Noir Guy Laroche?), Viking nie miał łatwego zadania.

Creed Viking 01

Po nieprawdopodobnym sukcesie Aventusa, Creed ni stąd ni zowąd znalazł się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znajduje się znany zespół muzyczny przed nagraniem kolejnej płyty, podczas gdy jego ostatnia święci jeszcze triumfy, określana jest jako kultowa i okazało się, że wyznaczyła nowe trendy, a muzyka na niej zawarta jest już nawet imitowana. Erwin i Olivier Creedowie musieli się czuć niczym Pink Floyd po wydaniu Dark Side of The Moon lub AC/DC po sukcesie Back in Black.

Do takiej kuriozalnej – trzeba to przyznać – sytuacji doprowadzili wszelkiej maści perfumowi entuzjaści, krytycy, blogerzy, publikujący na YouTube vlogerzy, nie mogący wystarczająco nachwalić – świetnego skądinąd – Aventusa, regularnie umieszczający go na pierwszych miejscach swoich rankingów, przyznający mu tytuł męskich perfum wszech-czasów tudzież mistrza w uwodzeniu kobiet. Słowem – budujący mu „pomnik za życia”.

To ta sama społeczność internetowa, która spowodowała, że na przestrzeni ostatnich 15 lat perfumy stały się czymś więcej niż tylko kosmetykiem, produktem użytkowym. Zyskały status niemal dzieła sztuki (czasem zasłużenie), na równi z – powiedzmy – książką, płytą muzyczną czy filmem. Wiem, o czym piszę, bo sam jestem częścią tego zjawiska i czasem zastanawiam się, czy nie za daleko to wszystko zabrnęło? Koniec końców to tylko pachnąca ciecz w ozdobnej butelce… I nie piszę tego w kontekście procesu tworzenia perfum, który ma w sobie elementy zarówno artyzmu, jak i rzemiosła oraz czystego marketingu, ale w kontekście docelowego przeznaczenia produktu. Perfumy to jednak nie to samo, co muzyka, książka czy film…A może się mylę? Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że

oczekiwania wobec Vikinga były niezwykle wygórowane, emocje zaś rozgrzane niemal do białości.

Niepotrzebnie. Także reakcje na zapach, gdy tylko wszyscy zainteresowani zaczęli go testować i mogli już spokojnie …. no właśnie – porównywać go z Aventusem, pełne są niezadowolenia, rozczarowania i zniesmaczenia, rzadko ostrożnego uznania. Ale czy mogło być inaczej? Czy można pisać o Vikingu bez porównywania go do sławnego poprzednika? Chyba nie. Albo jest to trudne. Moim zdaniem jednak należy zdjąć z niego odium tych oczekiwań. Wówczas można przystąpić do oceny z czystą kartą. A taka jest najuczciwsza, jeżeli chce się być wiarygodnym recenzentem.

Jeżeli ktoś oczekiwał, że Creed zaproponuje nam kolejnego Aventusa, to było to oczekiwanie naiwne. Viking to – na szczęście – zupełnie inne perfumy. To nowe i osobne pachnidło, choć wcale nie pozbawione elementów kontynuacji, tyle, że to akurat nie Aventus płynie w żyłach Vikinga.

fb-viking-creed

Viking zawiera w sobie pełne męskie DNA tej marki. Odnajdziemy w nim echa wielu poprzednich męskich Creedów.

Początkowy – osiągnięty za pomocą różowego pieprzu i mięty – powiew chłodnej świeżości nawiązuje do Silver Mountain Water. Świeże nuty owocowe a’ la Millesime Imperial – tu odnajdziemy w postaci duetu bergamotki i cytryny. Aromatyczna lawenda a’la Bois du Portugal znajduje się w bazie kompozycji w postaci absolut lawendyny. Jest też kwiatowo-drzewne ciepło znane z Original Santal, które zapewnia tu duet róży i drewna sandałowego. Wreszcie, dzięki zawartości pieprzu i nut drzewnych odnajdziemy także ulotne wspomnienie pikantnej drzewności Spice & Wood. Tyle znalazłem ja, ale może jest tego więcej? Wszystko to ułożone zostało w pełen smaku i umiaru, dyskretny, nie narzucający się, bardzo harmonijny i w typowym creedowsku stylu elegancki świeży, ale nie pozbawiony głębi zapach, z subtelnym, niedopowiedzianym akcentem fougere.

Viking zmienia się od przyjemnego, słodko-cytrusowo-miętowego wstępu z od razu wyczuwalnym, dość intensywnym, słodko-drzewnym trzonem przez etap nieco bardziej pikantny, a nawet zadziornie gryzący nozdrza, gdy w sercu kompozycji mięta i pieprz zwierają szyki, aż po dość złożony akord głębi, w którym najpierw doznajemy efektu fougere za sprawą nuty lawendowej, a następnie czujemy ciepły i drzewny ciąg dalszy, jednocześnie lekko zadziorny, z pewną trudną do określenia ostrą nutką. Paczula tu nie dominuje, nie ujawnia się indywidualnie, buduje wszakże szkielet Vikinga.

Creed na swojej oficjalnej stronie podaje informację, że formuła Vikinga składa się w 80% z naturalnych składników. Pozostałe 20% muszą więc być syntetykami. Bez nich Viking nie pachniałby tak dobrze, jak pachnie. To pewne. Mimo generalnie świeżego charakteru, zapach ma sporo „ciała” – w  tym sensie, że jest mocno zbudowany, pełny, nasycony, na co niemały wpływ ma na pewno użycie paczuli i wetywerii, które nadają całości drzewnego budulca, ale także i wspomnianych sztucznych aroma-molekuł.

Viking to świetny przykład tego, jakie doskonałe efekty olfaktoryczne można uzyskać zręcznie łącząc doskonałej jakości składniki naturalne z odpowiednimi syntetykami. Pierwsze nadają aromatowi treści, drugie tchną w nie życie, zaakcentują wybrane aspekty oraz zagwarantują parametry: projekcje, ogon, trwałość przez większość czasu życia zapachu na skórze. Pod względem technicznym Viking to „pełna profeska”.

Erwin Creed
Erwin Creed

Tak na marginesie, jakże odmienne jest dzisiejsze stanowisko marki wobec tej tematyki w porównaniu do przeszłości, gdy jednym z głównych haseł reklamujących jej pachnidła było „sto procent naturalnych składników najwyższej jakości”. Oto co znaczy wzrost świadomości konsumenckiej. Czasem wręcz przesadny…

Warto podkreślić, że absolut z lawendyny pachnie inaczej niż klasyczna lawendowa esencja. Jest cieplejszy, bardziej ambrowy, głębszy, sugeruje estetykę fougere, ale jej nie narzuca. Przy tym – mam wrażenie – całkiem skutecznie utrwala z natury ulotną nutę miętową.

Projekcja przez pierwszą godzinę jest wyraźna, później dość szybo łagodnieje i trzyma się blisko skóry przez całkiem długi czas. Takie a nie inne zachowanie wynika z konstrukcji pachnidła. Prócz lekkich molekuł cytrusowych oraz pieprzu i mięty, które wyraźnie czuć na początku, kompozycja składa się z ciężkich lub średnio ciężkich molekuł drzewnych. Te potrzebują wyższej temperatury, by się unieść w przestrzeń. Testuję Vikinga w obecnych warunkach, a więc w okresie pod względem temperatur jesienno-zimowym, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że wiosną i latem, przy wyższych temperaturach otoczenia, Viking zabrzmi pełniej i ukaże cały swój wdzięk oraz wszelkie niuanse.

Viking to wysoki creedowski standard. Niekontrowersyjny i zachowawczy, ale nadrabiający jakością kompozycji i składników. To ukłon w stronę najwierniejszych fanów Creeda. Tych, dla których nowatorski, nowoczesny, dość asertywny Aventus jest – owszem nadspodziewanie dobrym – ale jednak tylko wypadkiem przy pracy. Viking przypomina, czym zawsze był Creed – raczej wycofanym, ale eleganckim i wyrafinowanym, znającym swoją wartość gentlemenem, niż stojącym w świetle jupiterów, szukającym poklasku tłumów i błyskającym drogim zegarkiem rzutkim managerem XXI wieku.

Do kogo będzie więc pasować Viking? Do dbającego o wizerunek, dojrzałego, eleganckiego faceta, raczej powyżej 40 lat, z osiągnięciami, dobrą pozycją, ale i z aspiracjami, choć bez desperacji. Viking będzie doskonały zarówno do stylu casual office, koszuli i spodni, jak i do garnituru. Jego elegancka i nienarzucająca się sygnatura zwróci uwagę otoczenia. Kobietom w większości na pewno przypadnie do gustu, gdyż ma w sobie klasyczne elementy obecne w męskich perfumach od lat, a przy tym zręcznie ucieka etykietce „retro”.  Jest przy tym przyjemnie uległy i komfortowy. Ciepły i ustatkowany. Jak nie Wiking…

Creed-Viking-2_13744-2

nuty głowy: kalabryjska bergamotka, sycylijska cytryna, różowy pieprz z Le Reunion

nuty serca: pieprz, bułgarska róża, mięta pieprzowa

nuty bazy: indyjskie drewno sandałowe, haitańska wetyweria, indyjska paczula, absolut z lawendyny

twórca/nos: Erwin Creed/ Olivier Creed

rok premiery: 2017

moja ocena:

zapach: 4,5/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0-3,5

III Perfumowy Top Wszech Czasów wg Perfuforum.pl

perfuforum logo

Ten doroczny ranking stał się już chwalebną tradycją związanego z Perfumowym Blogiem forum Perfuforum.pl skupiającego entuzjastów perfum. Na moją prośbę Scorrpion – autor Perfumowego Topu Wszechczasów – zgodził się na publikację pierwszej dziesiątki rankingu na blogu, za co serdecznie mu dziękuję. Pozostałe 290 (!) miejsc można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie i uniseks (tu głównie nisza) znajdujące się w bazie Perfuforum.pl.

A tak przedstawia się pierwsza dziesiątka:

10. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme

Rasasi Yuqawam PH 2

9. Yves Saint Laurent – Opium Pour Homme

ysl-opium-ph

8. Amouage – Journey Man 

amouage-journey-man-

7. Olivier Durbano – Rock Crystal 

durbano-rock-crystal

6. Yves Saint Laurent – M7 

m7-m

5. Tom Ford – Oud Wood

tom-ford-oud-wood

4. Amouage – Jubilation XXV Man 

amouage-jubilation-man

3. Tom Ford – Tuscan Leather

tom-ford-tuscan-leather

2. Dior – Homme Parfum

dior-homme-parfum

1. Amouage – Interlude Man

amouage-interlude

W porównaniu z rankingiem z zeszłego roku aż siedem zapachów powtórzyło się w Top 10. Awansowały do tego zacnego grona trzy: YSL Opium PH (m. 9.), Rasasi La Yuqawam Pour Homme (m.10.) i Amouage Journey Man (m. 8.), „wyrzucając” poza dziesiątkę obecne w zeszłym roku Ambre Sultan Serge Lutens, Gucci Pour Homme i Tobacco Vanille Tom Ford. Olivier Durbano Rock Crystal zachował swoją 7. pozycję, M7 awansował z 9. na 6., Oud Wood awansował z 8. na 5., Amouage Jubilation Man spadł z 3. na 4., Tuscan Leather awansował z 6. na 3., a Dior Homme Parfum z 5. na 2.

Zwycięzca TOP Wszechczasów pozostał jednak ten sam:

Amouage Interlude Man!

W Top 10 mamy więc aż trzy zapachy Amouage, co nie powinno dziwić zważywszy na doskonałą jakość, jaką ta marka reprezentuje. Podobnie jest z Tomem Fordem – tu aż dwa pachnidła (a trzecie na 11 pozycji). Miłym zaskoczeniem są tak wysokie pozycje dwóch klasyków od YSL (w tym jeden powstały „za rządów” Toma Forda!). Innymi słowy, Tom Ford podzielił się z Christopherem Chongiem, gdyż każdy z nich odpowiada za trzy pozycje w Top 10. Cieszy stała obecność jedynego przedstawiciela niszy perfumowej w TOP 10 – Oliviera Durbano i jego Rock Crystal. Wysoka, bo aż 2, pozycja Dior Homme Parfum wskazuje, że forumowicze najwyżej cenią sobie właśnie tę najbardziej skoncentrowaną, głęboką i trwałą interpretację irysowo-pudrowo-skórzanego tematu Dior Homme. 10 lokata świetnego skądinąd pachnidła arabskiej marki Rasasi La Yuqawam Pour Homme może być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie wiedzą, iż jest to de facto niemal kopia zajmującego 3 miejsce w rankingu Tuscan Leather Toma Forda. Niemal kopia, gdyż – jak twierdzą niektórzy – przerosła pierwowzór (z czym mogę się poniekąd zgodzić).

A oto jak w rankingu uplasowały się niektóre znane hity oraz pachnidła ponadczasowe:

Tom Ford – Tobacco Vanille – 11

Gucci – Pour Homme – 12

Olivier Durbano – Black Tourmaline  – 15

Dior – Homme – 20

Dior – Fahrenheit EDT – 22

Creed – Aventus – 24

Chanel – Platinum Egoiste – 27

Nasomatto – Black Afgano – 28

Hermes – Terre D’Hermes EDT – 29 

Ralph Lauren – Polo – 30 

Chanel – Egoiste – 33

Cacharel – Pour Homme – 39

Lalique – Encre Noire – 50 

Creed – Green Irish Tweed – 51

Chanel – Antaeus – 57

Cartier – Declaration – 58

Gucci – Pour Homme II – 62

Davidoff – Zino – 65

Givenchy – Gentleman – 67

Aramis – Aramis – 68

Kenzo – Pour Homme – 70

Gucci – Envy Men – 71

Chanel – Allure Homme Sport Cologne – 74

Dior – Eau Sauvage – 78

YSL –Kouros – 81

Chanel – Allure Homme Edition Blanche – 84

Guerlain – Vetiver – 90

Thierry Mugler – A*Men – 93

Guerlain – Habit Rouge – 95

Dior – Homme Sport – 97

Oscar de la Renta- Pour Lui – 116

Dolce & Gabbana – Pour Homme – 122 

Chanel – Allure Homme Sport – 134

Creed – Original Santal – 151

Adidas – Active Bodies – 156

Chanel – Allure Pour Homme – 164

Creed – Millesime Imperial – 172

Calvin Klein – CK One – 174

Jean Paul Gaultier – Le Male – 178

Guy Laroche – Drakkar Noir – 179

Hugo Boss – Bottled – 185

Guerlain – L’Homme Ideal – 190

YSL – L’Homme – 197

JOOP! – Homme – 203

Versace – Dreamer – 204

Giorgio Armani – Code – 221

Davidoff – Cool Water – 239

Chanel – Bleu de Chanel EDT – 246

Abercormbie&Fitch – Fierce – 247

Calvin Klein – Eternity for Men – 252

Amouage – Gold Man – 260

Geoffrey Beene – Grey Flannel – 267

Paco Rabanne – 1 Million – 275

Dior – Sauvage – 288

Paco Rabanne – Invictus – 297

Creed Aventus for Her

Dopiero co opisywałem na blogu naprawdę świetny Royal Princess Oud, w którym znalazłem odniesienia do męskiego Aventusa. Uknułem przy tej okazji nawet teorię, że zapach ten miał być czymś w rodzaju damskiej wersji popularnego „Aviego”.  A tu proszę! A więc jednak! Creed – jakby nie Creed – zdecydował się na zdyskontowanie gigantycznego sukcesu Aventusa, który jest największym bestsellerem w historii tej marki (przebił nawet wciąż popularny Green Irish Tweed), poprzez stworzenie jego damskiej wersji, czyli swego rodzaju… flankera. Aventus for Her właśnie ma swoją światową premierę, a ja mam ogromną przyjemność zaprezentować moją wrażenia z jego testów.

Creed Aventus for Her 2

Mistrz perfumiarskiego fachu, Olivier Creed, wielokrotnie już udowadniał, że potrafi stworzyć przepiękne, zapadające w pamięć kobiece pachnidła, z których bije niezwykła harmonia, i które wprost emanują doskonałej jakości składnikami. Takimi zapachami bez wątpienia są Spring Flower (2006), Love in White (2005), Love in Black (2008), Acqua Fiorentina (2009), Fleurs de Gardenia (2012) czy wspomniany na wstępie Royal Pricess Oud (2015). Jego najmłodsze dziecko, Aventus for Her, to nowoczesne perfumy kobiece, które można by w skrócie określić jako owocowo-kwiatowe, ale taki lakoniczny opis nie odda uroku tego zapachu. No i nie obędzie się oczywiście bez porównań do wersji męskiej. Szczególnie, że – co bezprecedensowe w historii tej marki – po raz pierwszy perfumy dedykowane kobietom zapakowano w męską wersję flakonu.

Olivier Creed 2016
Olivier Creed – twórca pachnideł Creeda, mistrz perfumiarstwa (Independent.co.uk)

Oczywiście sygnaturowy akord z męskiego Aventusa został tu przywołany, ale pozbawiono go drzewności, w szczególności zaś brzozy, paczuli i mchu dębowego, współodpowiedzialnych za charakterystyczny dla niego drzewno-skórzany, męski kontrapunkt. Nieobecny jest tu też ananas, za to wyraźne, szczególnie na początku, jest znane z męskiej wersji jabłko, którego zieloność pogłębiono liściem fiołka, a soczystości nadano esencją z kalabryjskiej bergamoty. Pierwszy akord unoszą w powietrze niezawodne, wibrujące molekuły różowego pieprzu.   Owocową naturę zapachu, która obecna jest tu dłużej, niż tylko na początku, wzmocniono akordem brzoskwini oraz znaną z męskiego Aventusa nutą czarnej porzeczki.

Co odróżnia obie wersje, to obecne w sercu Aventus for Her nuty kwiatowe – róża oraz ylang ylang, a także wspomniany brak skórzanej drzewności, tak charakterystycznej dla wersji męskiej. Tu została ona zastąpiona wzmocnionym za pomocą akordu brzoskwini i nuty czarnej porzeczki aspektem owocowym. 

Urodziwy, lekki, świeży i bardzo kobiecy akord kwiatowy ujawnia się w sercu zapachu. Wraz z nutami owocowym, które nawiązują do męskiej wersji Aventusa, tworzy on sygnaturę tych perfum. Oba pachnidła mają ewidentną i zamierzoną cześć wspólną, gdy chodzi o efekt olfaktoryczny. Nie sposób nie zauważyć podobieństwa. Łączy je więc nie tylko nazwa, ale i faktyczna zapachowa treść. W miarę upływu czasu akord kwiatowo-owocowy traci na swej intensywności,  a zapach przechodzi w fazę finalną, którą jest długotrwała, lekko gryząca nozdrza mieszanka drewna sandałowego i ambry, pachnąca bardzo współcześnie, jak zresztą całe pachnidło.

Erwin Creed
Olivier Creed (współtwórca Aventus i Aventus for Her)

 

Olivier Creed w wywiadzie udzielonym trzy lata temu Independent.co.uk opowiada o tym, jak wielką wagę przywiązuje do jakości stosowanych przez siebie składników i ich naturalnego pochodzenia. Jak esencja z begramotki – to ta z Kalabrii. Jak drewno sandałowe – to to najlepsze, z Mysore. Jak szara ambra – to ta pachnąca najszlachetniej, najczyściej. Aventus for Her wydaje się dowodzić jego słów, bo choć w formule z pewnością zastosowano także składniki syntetycznego pochodzenia, bez których perfumeria  po prostu nie może się obejść (mniej więcej od końca XIX wieku), to perfumy te pachną niezwykle naturalnie, czysto, harmonijnie i luksusowo – w sposób, do jakiego Creed przyzwyczaił nas przez lata. Także to, jak Olivier Creed przetransponował sygnaturę męskiego Aventusa w jego damski odpowiednik, robi wrażenie. Podobieństwa są uderzające, ale natura pachnidła zgoła kobieca.

Olivier Creed ma tę niezwykłą zdolność tworzenia perfum o bardzo łatwym, przyswajalnym charakterze i jednocześnie niedostępnej markom designerskim jakości oraz wyjątkowej luksusowej aurze. Wystarczy porównać jego Green Irish Tweed z bardzo przecież podobnym męskim Cool Water Davidoffa, by poczuć i zrozumieć, o czym piszę. Stąd – jak sądzę – bierze się stosunkowo duża popularność perfum tej marki.

Aventus for Her to z pewnością jedne z najbardziej urodziwych perfum kobiecych tej marki. Polityczne poprawne, ale i zapadające w pamięć. Eleganckie, nienachalne, harmonijne, nowoczesne i emanujące najwyższą jakością – jak na Creeda przystało. Czy okażą się równie wielkim sukcesem, co ich męski protoplasta – czas pokaże. Wg mnie mają z pewnością wszelkie ku temu zadatki. 

 

 

Creed Aventus for Her 3

nuty głowy: zielone jabłko, liść fiołka, różowy pieprz, kalabryjska bergamotka

nuty serca: róża, styrax, drewno sandałowe z Mysore

nuty bazy: brzoskwinia, czarna porzeczka, ylang ylang, ambra

rok premiery: 2016

moja ocena: Olivier Creed

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

PS. Perfumy marki Creed można przetestować i zakupić w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

Creed „Royal Mayfair”

Premiery pachnideł szacownego brytyjskiego domu perfumeryjnego Creed to zawsze duże wydarzenie w perfumowym światku. Na te perfumy wielbiciele czekają tak, jak kiedyś czekało się na nowe pachnidła Guerlain. Tyle że w przypadku francuskiej marki te czasy dawno już minęły. Podczas gdy będący własnością gigantycznego koncernu LVMH Guerlain walczy dziś mniej lub bardziej dzielnie na rynku massmarketowym, prezentując dość miałkie zapachy i ich kolejne „flankery” i zmieniając co rusz wygląd flakonów „starych” zapachów, stateczny Creed wciąż pozostaje wierny nie tylko oryginalnemu designowi swojej butli, ale przede wszystkim – co ma kolosalne znaczenie – swej stylistyce i pielęgnowanej przez lata perfumowej estetyce, z którą nierozerwalnie łączy się wysoka, nie podlegająca dyskusji jakość. Zapachy Creeda zawsze pachniały i wciąż pachną główno-nurtowo. Marka nigdy nie siliła się na eksperymenty, nie próbowała swej klienteli. Miast tego proponowała zawsze niezwykle harmonijne, urocze, a często bardzo piękne pachnidła tworzone mistrzowską ręką Oliviera Creeda z najlepszej jakości ingrediencji. Creed to od zawsze synonim najwyższej jakości perfum. To się nie zmieniło. Co ciekawe, mimo tego – zdawać by się mogło – konserwatywnego podejścia, Olivier Creed potrafi od czasu do czasu skomponować absolutny bestseller, zapach, który w krótkim czasie nie tylko zdobywa rzesze wielbicieli, ale który też potwierdza swoją wyjątkowość masowym wręcz kopiowaniem przez inne marki. A jak wiemy, „naśladownictwo to najszczersza forma pochlebstwa”. Tak było w 1985 roku przy okazji Green Irish Tweed oraz w 1995 roku z Imperial Millesime. Tak również stało się kilka lat temu, gdy do nosów wybrednej klienteli dotarł genialny Aventus (2010). Czy tak będzie również w przypadku najnowszego męskiego zapachu marki Royal Mayfair – czas pokaże. Jednak po pierwszych testach wydaje mi się, że zapach ten nie ma takiego potencjału komercyjnego, jak największe męskie bestsellery Creeda, ale z pewnością nie sposób odmówić mu charakteru i jakości. To kolejne wspaniałe męskie pachnidło tej marki, a do tego o dość specyficznym rodowodzie…

Duke of Windsor
Duke of Windsor

Wedle oficjalnych źródeł główny akord tej kompozycji powstał 80 lat temu i ma związek z Księciem Windsoru Edwardem. Ale Creed nie podaje wprost, czy zapach ten był zrobiony na zamówienie księcia i czy książę go nosił. W każdym razie dokładnie 80 lat temu, w 1936 roku, ówczesny Król Edward VIII abdykował, by poślubić amerykańską rozwódkę. Specjalnie dla niego utworzono tytuł Księcia Windsoru.

W latach 2009-2011 Creed reaktywował zapach w ramach limitowanych edycji pod nazwą Windsor, zaś w roku bieżącym udostępnił go w ogólnej sprzedaży jako Royal Mayfair (w podobno jednak nieco zmienionej wersji w stosunku do pierwowzoru), nawiązując w nazwie zarówno do wspomnianego księcia, jak i do elitarnej londyńskiej dzielnicy znanej jako centrum mody i luksusu.

Creed Windsor

Jak pachnie Royal Mayfair? Ze względu na dominujące w nim nuty –  z pewnością oryginalnie i unikatowo na tle męskiej oferty marki. Ze względu na charakter – zdecydowanie konserwatywnie. Nie jest to propozycja dla – często młodych – fanów Aventusa. O nie. Otwiera się mocnym, aromatycznym akordem pikantno-drzewnym z dominującą nutą jagód jałowca sparowaną z całkiem wyraźnym sosnowym balsamem. Jest więc początkowo rześki, wibrujący i nieco wytrawny, wręcz gorzki, niczym najlepszy brytyjski gin. W tle niemal od razu wyczuwalny jest eukaliptus nadający całości mentolowej aury. Róża Windsorska pojawia się w sercu zapachu, ale wybija się, tylko pięknie uzupełnia całość, która dzięki niej staje się odrobinę cieplejsza i pełniejsza. Wszystko to osadzone jest na esencji cedrowej, które doskonale przedłuża drzewny aspekt jałowca i sosny z otwarcia. Ewolucja? Jest dość minimalna, ale zauważalna. Z czasem – co naturalne- zapach traci na rześkiej pikantności, ociepla się i zapełnia różą w sercu, by na końcu pozostawić na skórze drzewną aurę.

Royal Mayfair sprawia wrażenie dość prostego w konstrukcji. Nie jest to kompozycja mocno złożona czy misterna, a jej siła wynika bardziej ze zręcznego połączenia pokrewnych esencji, niewątpliwie wysokiej jakości, w raczej stateczną i spokojną całość. Pierwszy etap zapachu przypomina mi Juniper Sling Penhaligon’s, głównie za sprawą wyjątkowo dużej dawki jałowca, ale Creed pachnie w całej swej rozciągłości pełniej, szlachetniej i dłużej, słowem – lepiej. Przy tym cechuje go raczej stonowana projekcja.

Royal Mayfair to jedno z tych pachnideł Creeda, które doskonale oddają brytyjski styl tej marki. W swej stateczności, powściągliwości, wyważeniu i subtelnym uroku przypomina angielskiego dżentelmena. Na współczesne standardy perfumeryjne może wydawać się – podobnie jak ów dżentelmen – nudny. Jednak nie mniej i nie więcej, niż Bois du Portugal, Himalaya, Silver Mountain Water czy Tabarome – męskie klasyki Creeda od lat obecne w jego ofercie i mające stała wierną klientelę. Taką też – chyba nie najgorszą  – przyszłość wieszczę Royal Mayfair. To naprawdę dobry zapach. Kropka.

creed royal-mayfair

nuty głowy: brytyjski gin, jamajska limonka, szkocka sosna

nuty serca: róża Duke of Windsor

nuty bazy: pomarańcze z Bahamów, kanadyjski cedr, australijski eukaliptus

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2016

moja ocena: 

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

P.S. Royal Mayfair oraz inne pachnidła Creeda można nabyć w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

Creed „Royal Princess Oud”

Nowe damskie perfumy Creed’a od pierwszych sekund wydały mi się znajome. Dość szybko zidentyfikowałem, że Royal Princess Oud, mimo swego ogólnie kobiecego charakteru, pachną – szczególnie w pierwszych kilkudziesięciu minutach – bardzo podobnie do… Aventusa. Nieco później dotarło do mnie, że zawierają także – choć w mniejszym stopniu – elementy Green Irish Tweed. Ktoś powie – jak to, damskie pachnidło bazuje na męskich formułach? Po części, bowiem…

…w ten aventusowo-tweedowy miks wpleciono klasycznie kobiece nuty kwiatowe, uzyskując w rezultacie doskonałe i nowocześnie brzmiące kobiece perfumy. Jednocześnie jednak ich kobiecość nie jest zaznaczona na tyle mocno, by zniechęcić do ich noszenia mężczyzn. Royal Princess Oud to moim zdaniem uniseks z lekkim przechyłem w stronę płci pięknej.

Charakterystyczny akord owocowo-drzewno-skórzany łączy Royal Princess Oud z Aventusem, choć nuta skórzana jest tu znacznie mniej wyraźna. Z kolei użycie wyraźnej nuty fiołka oraz irysa w sercu jawi się jako subtelna reminiscencja Green Irish Tweed.

Aventus i GIT 1

Royal Princess Oud rozwija się na skórze, wdzięcznie ewoluując od „aventusowego” otwarcia przez współczesne kwiatowe serce, aż po niezwykle zmysłową i naprawdę piękną bazę, w której wciąż wyraźny akord serca otoczony został słodkawymi żywicami oraz znanym z prześlicznego Original Santal sandałowcem z Mysore. Całość utrwalają i pogłębiają wyczuwalne w schyłkowej fazie bazy piżma.

Co ciekawe, ten niemal bliźniaczo podobny efekt zapachowy został tu osiągnięty przy pomocy innych środków. W Aventusie sygnaturowy akord budują: bergamotka, ananas, jabłko, czarna porzeczka, paczula, jaśmin, brzoza i wanilia, zaś w Royal Princess Oud są to: bergamotka, fiołek, paczula, jaśmin, wanilia, styrax i benzoes. Innymi słowy: owocowy akord Aventusa została zastąpiona słodko-zielonym fiołkiem, zaś skórzana nuta brzozy – żywicami: styraksem i benzoesem. W obu przypadkach obecna jest bergamotka i jaśmin, zaś zmysłowości zapachom przydają paczula i wanilia. Pozostałe składniki różnią obie kompozycje i nadają im indywidualny charakter. W Aventusie mamy jagody jałowca, mech dębu, szarą ambrę, zaś w Royal Princess Oud irys, różę i drewno sandałowe.

Sandalwood

Z czasem – gdy w fazie serca zapachu do głosu dochodzi subtelnie doprawiony wanilią akord kwiatowy, złożony z jaśminu, róży i irysa – Royal Princess Oud zaczyna nabierać bardziej kobiecego charakteru, a podobieństwa do Aventusa zaczynają cichnąć. Mimo klasycznych ingrediencji kwiatowych Royal Princess Oud w żadnym momencie nie staje się zapachem kwiatowym w tradycyjnym rozumieniu. Ani przez chwilę nie wyczuwam też w nim czegokolwiek, co przypominałoby tytułowy oud. Bez względu na to, czy w formule jest oud, czy go nie ma (oficjalny spis nut go nie wymienia!), najnowszy damski Creed pachnie od początku do końca perfekcyjnie. Ma przy tym idealną, wyraźną, ale nie przytłaczającą projekcję oraz wielogodzinną trwałość.

Businesswoman_in_t_2958559b

Royal Princess Oud są casualowo eleganckie i zapadające w pamięć. To nowoczesne kobiece perfumy przeznaczone dla współczesnej, dynamicznej, eleganckiej i przedsiębiorczej kobiety, menadżerki lub business woman, która obraca się w świecie biznesu na równych prawach z mężczyznami. Te perfumy z jednej strony podkreślają jej zmysłową, kobiecą naturę, z drugiej zaś wzmacniają formalny, profesjonalny wizerunek.

To zapach intrygujący i magnetyzujący, ale także jednocześnie nieco dystansujący, o oryginalnym,  sygnaturowym charakterze, stroniący od banału, ale unikający jednocześnie nut trudnych. To wszystko czyni go wprost doskonałym zapachem na dzień, do codziennego używania niezależnie od okazji. Podobne cechy ma jego starszy brat Aventus. Wróżę więc Royal Princess Oud komercyjny sukces.

Szkoda tylko, że nadano mu tak pretensjonalną i nie pasującą do niego nazwę…

Royal-Princess-Oud-75ml-EDP

nuty głowy: sycylijska bergamotka, róża, słodki fiołek

nuty serca: absolut jaśminu, absolut wanilii, paczula, irys z Toskanii

nuty bazy: benzoes syjamski, sandałowiec z Mysore, styraks

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Letnie orzeźwienie (6) – marine scents: Creed „Erolfa” i Mancera „Wave Musk”

Co to są perfumy morskie? Co oznacza marine scent? To zapach nie tylko zawierający konkretne nuty kojarzące się z oceanem i jego otoczeniem (a więc przede wszystkim nutę słonej wody, pełnego jodu powietrza, plażowego piasku, oblewanych morską pianą kamieni, nagrzanej słońcem skóry, rosnących wokół roślin, często iglaków), ale raczej przede wszystkim zapach jako całość tworzący morską aurę, morski krajobraz wyczarowany za pomocą pachnących molekuł. Przykłady współczesnych perfum morskich znajdziemy niemal wyłącznie w tzw. niszy – Sel Marin Heeley, Aria Di Mare Il Profvmo, Olivier Durbano Turquoise, by wymienić kilka. Ich wysublimowany i wyrafinowany charakter czyni z nich autentyczne perfumy niszowe o raczej wąskiej publice. Marine nie jest dziś w modzie. Ale moda ma to do siebie, że lubi wracać. Czekamy zatem…

W tzw. międzyczasie więc zestawienie dwóch pachnideł morskich z różnych czasów: creedowski klasyk Erolfa (1992) oraz współczesny Wave Musk (2011) marki Mancera. Oba zadecydowanie zasługują na określenie marine scent.

seaside

Creed Erolfa

Erwin, Olivia, Fabienne, pierwsze dwie litery imion najbliższych dla perfumiarza Oliviera Creeda osób – jego syna, córki oraz żony, złożył się na tajemniczo brzmiącą nazwę jedynego w obszernej kolekcji Creeda pachnidła morskiego.

Patrząc na datę premiery Erolfa (1992), zapachowi należy się status jednego z pierwszych pachnideł morskich w historii perfumerii (megaseller Acqua Di Gio powstała cztery lata później). Bo o ile niezbędna w tamtych czasach dla uzyskania morskiego efektu molekuła Calone została w sposób wyrazisty po raz pierwszy szerzej zastosowana w słynnym New West for Him Aramis (1988), to jednak tamten zapach nie był jako całość pachnidłem stricte morskim. Podobnie było z Cool Water Davidoff (1989), który choć wodę ma w nazwie, a ocean w reklamie, to jednak jest i zawsze był pachnidłem aromatic fougere prezentującym inną popularną w tamtym czasie aromamolekułę – dihydromyrcenol, która w praktyce pachnie bardziej ziołowo i kwiatowo, aniżeli morsko czy wodnie. Cool Water pomyślany był jako dający orzeźwienie porównywalne do kąpieli w oceanie, ale nie próbował naśladować aromatów kojarzących się z morzem. Z kolei uważany za morski (poniekąd słusznie) Kenzo Pour Homme (1991) owszem zawiera morską nutę jodu, ale jako całość jest zapachem drzewnym z istotną rolą jodłowego balsamu, drewna sandałowego i mchu dębowego. To fenomenalne pachnidło miało być spójne z wymyślnym flakonem, przedstawiającym drzewo wygięte przez podmuch wiatru…

Erolfa jest na tle wymienionych pachnidłem do cna morskim, bardzo „na temat”. Nie znajdziemy tu wyszukanej konstrukcji, zaskakującej ewolucji, głębi czy przesadnego wyrafinowania. To po prostu bardzo morski zapach morski… bez zbędnych ozdobników. Akord głowy Erolfa praktycznie od razu przejawia wyraźną morską nutę, mimo obecności rześkich cytrusów i nut zielonych nut bazylii. Ziołowo-zielony rozmaryn i kolendra dobrze współgrają ze słonym, przepełnionym Calone morskim sercem. Czarny pieprz dobrze podbija morską słoność, a imbir nadaje jej mocy. Także kolendra zdaje się mocno wybijać w sercu. Akord morski osadzony jest na klasycznym drzewnym akordzie bazy stanowiącym mieszankę sandałowca i cedru. Natomiast to co czuję ja osobiście kilka godzin po użyciu w bazie to Cashmeran. Ambra i piżma w bardzo creedowskim stylu pogłębiają i utrwalają zapach. Mimo to trzyma się on skóry zaledwie kilka godzin, bardzo zresztą szybko traci na początkowo dużej wyrazistości. Erolfa ma bardzo dobry początek i morskie serce będące kwintesencją marine scent. Niestety baza jest mało przekonująca. Zapach troszkę zbyt ulotny, jak na mój gust. Coś jak polskie lato…

Creed Erolfa

nuty głowy: bergamotka, cytryna, kmin, bazylia, melon, rozmaryn, pomarańcza

nuty serca: kolendra, nuta morska, jaśmin, imbir, pieprz

nuty głębi: drewno sandałowe, cedr, ambra, piżmo

twórca: Olivier Creed

rok wprowadzenia: 1992

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Mancera Wave Musk

Także i w tym przypadku tytuł to swego rodzaju gra słów. Wave Musk bowiem to świeże i lekkie perfumy morskie z wyczuwalną dużą zawartością białych piżm, przydającą pachnidłu detergentowego, czystego charakteru i białej „barwy olfaktorycznej”. W oficjalnym spisie nut Mancera podaje więc nie tylko nuty soli morskiej, glonów czy dryfującego drewna, ale także – w bazie – wymienia „falę białych piżm„. Słusznie. Tę falę czuć wyraźnie. A na jej tle widać białą koszulę…

Daniel-Craig-Beach

Wave Musk pachnie bardziej współcześnie od Erolfa, co zrozmumiałe i naturalne. Jest też mniej jednoznacznie morski, choć niewątpliwie tworzy subtelną morską aurę, budzącą odległe skojarzenia z Kenzo Pour Homme, która – wraz z delikatną owocowością wstępu i czystością biało-piżmowej bazy – czyni z Wave Musk subtelne, choć wyczuwalne, „czyste” pachnidło wprost doskonałe na gorącą pogodę. Transparentna woń kwiatu pomarańczy umieszczona w sercu zapachu przydaje mu słonecznego ciepła, tworząc z Wave Musk perfumy radosne i bardzo pozytywnie nastrajające, a przy tym absolutnie uniseksowe.

Wave Musk to kolejna już testowana przez mnie propozycja marki Mancera, spokrewnionej z Montale. Muszę przyznać, że i tym razem mam jak najlepsze wrażenia.

Mancera wavemusk

nuty głowy: grejpfrut, czarna porzeczka, świeże zioła

nuty serca: nuta morska, napar z kwiatu pomarańczy, krystaliczna sól, dryfujące drewno

nuty głębi: glony, fala białych piżm

twórca: bd.

rok wprowadzenia: 2011

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Creed „Acqua Originale Collection” – olfaktoryczne etiudy Oliviera Creeda

Najnowsza kolekcja pachnideł marki Creed to Acqua Originale Collection – zestaw pięciu zapachów, które według słów twórcy perfumiarza Oliviera Creeda powstały z inspiracji rzadkimi składnikami naturalnymi oraz z chęci stworzenia prawdziwie oryginalnych mieszanek. Pachnidła z serii Acqua Originale przeznaczone są wedle jego zamysłu dla koneserów ceniących sobie przede wszystkim doskonałej jakości składniki. Olivier Creed zdradza, że formuły tych perfum są krótkie, i że ich uroda wynika przede wszystkim z zastosowanie najlepszych ingrediencji w starannie dobranych proporcjach. Każdy zapach kolekcji wiąże się także z konkretnym miejscem geograficznym, w którym perfumiarz bywał podczas swoich rozlicznych podróży. Każdy ma nazwę/tytuł jednoznacznie określający składniki, na które perfumiarz chce zwrócić naszą uwagę, i które tak naprawdę dominują w kompozycji.

Olivier-Creed_Fontainebleau-421x285
Olivier Creed

Na uwagę zasługuje oryginalny i specjalnie zaprojektowany dla tej linii zapachowej flakon o bardzo szykownym i eleganckim, a jednocześnie delikatnym kształcie, odróżniającym się od klasycznej „creedowskiej” butli. Ale ponad wszystko uwagę zwracają same zapachy – bardzo harmonijne, poruszające subtelną urodą, wprost mistrzowsko skomponowane.

creed acqua originale 1

Acqua Originale to zaproszenie to fascynującej olfaktorycznej podróży po miejscach, w których pozyskuje się najdoskonalsze naturalne wonne ingrediencje, a w której naszym przewodnikiem jest jeden z najwybitniejszych żyjących perfumiarzy. To także skierowanie naszej uwagi na niewiarygodną urodę naturalnych składników, których we współczesnej perfumerii jest coraz mniej, a które w wyniku ekspansji syntetycznych aromamolekuł stają się obecnie towarem iście luksusowym. I choć mam świadomość, że w poszczególnych pachnidłach Acqua Originale perfumiarz wykorzystał obok esencji naturalnych także sprawdzone w wieloletniej praktyce molekuły syntetyczne, bez których zapachy te nie mogły by pachnieć tak, jak pachną, to jednak nie można odmówić im naturalnej aury i niezwykłej, ekskluzywnej wręcz jakości, nawet jak na wysokie przecież standardy marki Creed. Stąd towarzyszące mi poczucie obcowania z najbardziej wyszukaną i wyrafinowaną stroną Creeda jako ekskluzywnej przecież marki perfumeryjnej.

Testowanie każdej z pięciu kompozycji Oliviera Creeda okazało się czystą perfumową rozkoszą (przy czym słowo „czystą” nabiera w kontekście harmonijnych i nieskazitelnie ślicznych Aqua Originale szczególnego wymiaru), której w moim przypadku towarzyszyło wewnętrzne potakiwanie na zgodę ze słowami mistrza dotyczącymi koneserów perfum. Zdecydowanie czuję się jednym z nich.

 

Asian Green Tea – malezyjska zielona herbata

Zielona herbata to częsty temat perfum. Chyba do dziś najbardziej znanymi pachnidłami o zapachu zielonej herbaty są Bvlgari Eau Parfumee au The Vert (1992) autorstwa Jean Claude’a Elleny i Green Tea Elisabeth Arden (1999) zrobione przez Francisa Kurkdjiana. Z nowszych pozycji na myśl przychodzi bardzo udane Bamboo Harmony Calice Becker dla luksusowej marki By Killian. Nie od jednak dziś wiadomo, że z herbaty jako takiej nie da się pozyskać esencji nadającej się do komponowania perfum. Stąd wszelkie perfumy mające pachnieć zieloną herbatą to po prostu mnie lub bardziej złożone impresje na jej temat. Zwykle są to zapachy soczyste, zielone, bywa że także subtelnie kwiatowe. W tym kontekście w interpretacji Oliviera Creeda nie znajduję nic odkrywczego. Zapach rozpoczyna soczysto-zielone intro złożone głównie z bergamotki (zielony orzeźwiający zapach cytrusowy) oraz cytrynowego petit grain, czyli niezwykle zielono pachnącej esencji z liści drzewa cytrynowego (najpopularniejszą w perfumerii odmianą petit grain jest ta z liści drzewa gorzkiej pomarańczy). Początek zapachu jest więc bardzo wdzięczny, świeżo-zielony, bardzo naturalny i optymistyczny. W sercu następuje kontynuacja zieloności, jej przedłużenie w postaci nuty liścia fiołka, połączonej z soczystą i subtelną owocowością porzeczki. Odrobina heliotropiny i olejku różanego równoważą kwaskowatą zieloność serca, która stopniowo nabiera herbacianej goryczki. Całość tej w sumie dość lekkiej i zwiewnej kompozycji osadzona jest na bazie sandałowo-piżmowo-ambrowej, która zaczyna objawiać się w postaci lekko szorstkiej, lekko ostrej nuty, naturalnie ewoluującej z zielonego serca.

Reasumując Asian Green Tea to bardzo… ładny, absolutnie bezpretensjonalny i doskonale zrobiony, idealny na ciepłą pogodę zapach, który jednak – i to trzeba zaznaczyć – ma na rynku kilku groźnych rywali w dużo niższych cenach. Chociaż wiadomo – Creed to Creed…

creed asian_green_tea

nuty głowy: bergamotka, mandarynka, lemon petit grain (esencja z liści cytryny)

nuty serca: fiołek, heliotrop, zielona herbata, róża, czarna porzeczka

nuty bazy: drewno sandałowe, piżmo, ambra

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2014

 

Iris Tubereuse – Toskania i Indie

Nieprzytłaczający, harmonijny zapach biało-kwiatowy z dominującą nutą indyjskiej tuberozy, która dochodzi wyraźnie do głosu w środku zapachu, po akordzie głowy zdominowanym przez drogocenną esencję z kłącza irysa połączoną ze z umiarem użytym galbanum. Ale serce to nie tylko tuberoza, bowiem do bukietu Olivier Creed dołączył także akord konwalii oraz ylan ylang. Serce jest więc odrobinę gorzkie w charakterystyczny białokwiatowy sposób. Baza zapachu otula połączeniem wanilii i kwiatu pomarańczy z obecnymi długo na skórze echami tuberozy. Ze względu na kwiatowy charakter Iris Tubereuse to najbardziej kobiecy zapach pośród Aqua Originale, choć na męskiej skórze pachnie co najmniej intrygująco.

creed iris_tubereuse

nuty głowy: pomarańcza, liście fiołka, irys, galbanum

nuty serca: tuberoza, konwalia, ylang ylang

nuty bazy: wanilia, piżmo, kwiat pomarańczy

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2014

 

Cedre Blanc – górzysty krajobraz Virginii

Najsubtelniejsza kompozycja w kolekcji z dominującym praktycznie od początku tytułowym cedrem podanym tu w bardzo zrównoważony i przyjazny sposób. Początkowo cedr otoczony jest jakby owocowym akordem złożonym z kardamonu i bergamotki. Na wstępie użyto też z umiarem pikantnej esencji wawrzynowej. Bardzo delikatnie kwiatowe serce szybko zmierza do drzewnego, cedrowego finiszu. Zapach jest jak wspomniałem delikatny i jako taki może być interesującą alternatywą dla wody kolońskiej. Przyda niebanalnej drzewnej świeżości oraz da poczucie niezwykłej creedowskiej elegancji, której sednem – szczególnie w kolekcji Acqua Originale – jest umiar. Cedre Blanc to właśnie kwintesencja eleganckiego umiaru w perfumerii. A ten wszakże nie każdy potrafi docenić. Ja miewam z tym wciąż kłopoty…

creed cedre_blanc

nuty głowy: bergamotka, kardamon, galbanum, wawrzyn (laur)

nuty serca: jaśmin, geranium, lilia

nuty bazy: drewno sandałowe, cedr z Virginii, wetiwer

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2014

 

Vetiver Geranium – Java

Mój prywatny – obok Aberdeen Lavender – faworyt z kolekcji Acqua Originale z delikatnym, przepięknym, lekko mentolowym geranium w sercu, z wyraźną nutą jabłka w otwarciu i trwałym, ładnym drzewnym finiszem. Zapach jest lekki, świeży, niebanalny, chwilami robiący wrażenie lżejszej i pozbawionej nuty skórzanej (brzozowej) wersji Aventusa. Bije z niego creedowska klasa oraz wspomniane wcześniej elegancja i umiar.

creed vetiver_geranium

nuty głowy: cytryna, jabłko Granny Smith, bergamotka

nuty serca: róża, geranium, cynamon

nuty bazy: cedr, wetiwer, paczula, piżmo, ambra

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2014

 

Aberdeen Lavander – górzyste tereny Szkocji

Aberdeen Lavander to rzecz dla prawdziwych miłośników lawendy, składnika skandalicznie niedocenianego przez niemal wszystkich poza perfumiarzami, którzy doskonale znają różne oblicza jej naturalnego piękna i niezwykłe właściwości olfaktoryczne. Sam należę do wielkich fanów tej rośliny i wszystkiego co z nią związane – łącznie z herbatą z dodatkiem suszonej lawendy (polecam tę sprzedawaną przez znaną amerykańską sieć kawiarni, bo jest fenomenalna).

Aberdeen Lavander w wykonaniu Oliviera Creeda to wyrazista i zachwycająco piękna lawenda umieszczona na puchowej, jakby kremowej poduszce przypominającej nieco Musc Ravageur od Frederica Malle, ale budzącej we mnie też nieco bardziej odległe skojarzenia z Vanille Absolument L’Artisan Parfumeur (gdy chodzi o tę specyficzną jakby kremową nutę waniliową, której nota bene nie wymienia się w oficjalnym spisie nut zapachu Creeda). Jako całość Aberdeen Lavander może także kojarzyć się z legendarnym Jicky Guerlain, pozbawionym wszakże charakterystycznych dla Francuza akcentów animalnych.

Co ciekawe, to pierwsze pachnidło z tak ewidentną lawendą w centrum w wykonaniu Oliviera Creeda (nie licząc bogatego przecież w lawendę Bois du Portugal). Poprzednie „podejście” Creeda do tego tematu sięga końca XIX wieku i jest dziełem Jamesa-Henry’ego Creeda. Myślę tu o wcale nie tak odległym olfaktorycznie Royal Scottisch Lavender, które w jakimś sensie jest protoplastą Abredeen. Zresztą oba zapachy mają naprawdę wiele wspólnego i w związku z tym Aberdeen Lavender można śmiało traktować jako następcę Royal Scottisch Lavender, szczególnie że ten ostatni z tego co wiem został wycofany z oferty Creeda.

creed aberdeen_lavender

 

nuty głowy: rozmaryn, absynt, bergamotka, cytryna

nuty serca: lawenda, tuberoza, irys, róża

nuty bazy: wetiwer, paczula, skóra

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2014

 

Wszystkie zapachy kolekcji Acqua Originale zrobiły na mnie świetne wrażenie. Warunkiem tego jednak było zaakceptowanie łączącej je konwencji przyjętej przez Oliviera Creeda, wedle której nacisk położono na starannie wyselekcjonowane naturalne esencje zapachowe, pozwalając im grać pierwsze skrzypce w poszczególnych utworach w jakimś sensie kosztem spektakularności, a często także tzw. parametrów użytkowych poszczególnych zapachów (moc, projekcja, trwałość). Trzymając się muzycznych porównań, które z racji mojej największej życiowej pasji, ale i poniekąd wielu analogii pomiędzy perfumerią a muzyką przychodzą mi najłatwiej, zapachy Acqua Originale są z ogromnym smakiem zagranymi olfaktorycznymi etiudami. Wszystkie mają spokojne tempo, zadziwiają doskonałym doborem nut, których w sumie jest niewiele, ale które trafione są w punkt i wybrzmiewają w niemal doskonały sposób. To rzeczywiście perfumowa muzyka dla koneserów i to wyłącznie oni będą w stanie docenić w pełni kunszt i urodę Acqua Originale, do czego niezbędna będzie także charakterystyczna dla nich dawka koneserskiego snobizmu…