Carner Barcelona „Black Collection” – czarno-złoty tercet

Black Collection to najnowsze trio perfumowe hiszpańskiej marki Carner Barcelona. Przepiękne flakony w charakterystycznym dla marki sześciennym kształcie mają tym razem czarno-złote barwy i – wraz z sugestywnymi spisami nut zapachowych – sugerują bogatą i orientalną stylistykę zawartych w nich pachnideł.

carner_barcelona_black_collection-small

Nowoczesny i zwarty styl, z jakiego znane są perfumy Sary Carner, został tu uwzględniony przez jednego z moich ulubionych perfumiarzy: Rodrigo Flores-Rouxa. Gdyby nie on, pewnie nie stałoby się to, co się stało…

A co się stało? O tym poniżej.

sara_carner___rodrigo_flores-1

Black Calamus – skąd znamy tę czerń?

Takie historie dzieją się w perfumerii niezmiernie rzadko. Oto zapach, który kochamy, uwielbiamy zostaje wycofany z produkcji. Po kilku (albo kilkunastu) latach, ni stąd, ni zowąd, ktoś inny wypuszcza zupełnie „nowe” pachnidło, które – ku naszej uciesze – okazuje się być naszym faworytem, tyle że w nowych, odmienionych szatach. Oczywiście pewne różnice są, ale nie na tyle duże, by nie móc powiedzieć o wyraźnym podobieństwie. Co więcej, okazuje się, że zarówno nasze nieodżałowane, jak i to „nowe” wyszło z pracowni tego samego perfumiarza… Tak było w przypadku Bentley For Men Absolute i kultowego Gucci Pour Homme (Michel Almairac). Tak jest też w przypadku Black Calamus i …. Black Cashmere Donny Karan (Rodrigo Flores-Roux). Chciałbym, by tak się kiedyś stało z Gucci Envy for Men (Daniela Andrier)…

black

Charakterystyczna i zapadająca w pamięć słodko-gorzka i odrobinę pikantna mieszanka nut przyprawowych i drzewnych oblanych żywicami i balsamami, uszlachetniona kadzidłem i oudem stanowi doskonałe uniseksowe, sygnaturowe pachnidło, które noszącemu dodaje przydaje smużki wykwintnej tajemniczości. Doskonałe zrównoważenie niebanalnych nut czyni z Black Calamus zapach z jednej strony znajomy i komfortowy, z drugiej – intrygujący. Łączy „noszalny” charakter z niebanalnym tematem. Jest mostem pomiędzy mainstreamem a perfumową niszą. To cecha, która zwykle charakteryzuje pachnidła o dużym potencjale komercyjnym. Melodia znana, ale zagrana w bardziej współczesny, lepiej zrealizowany i lepiej brzmiący sposób. To wspólna cecha wielu najlepszych pachnideł z linii Private Blend Toma Forda.

Świadomie lub nie Sara Carner wskrzesiła jeden z najwspanialszych zapachów wszech czasów. I chwała jej za to.

cb_black_calamus_flacon___packaging-male

główne nuty: kalamus, pieprz, kolendra, papirus, labdanum, czystek, osmantus, róża, wanilia, oud, kadzidło frankońskie, cade

Rose & Dragon – katalońska legenda

Zapach zainspirowawszy katalońską legendą o Świętym Jerzym, który uratował księżniczkę od strasznego smoka, zabijając go, rzecz jasna. Gdy przeszył go mieczem, ze smoczej krwi wyrósł krzew, który obsypał się czarnymi różami. To tak w skrócie. Rzeczywiście, gdy się wczytać w oficjalny spis nut, odnajdziemy w tym zapachu kilka elementów nawiązujących do tej legendy. Przede wszystkim dominująca mocna nuta różana, stworzona z esencji róży bułgarskiej i absolutu róży tureckiej. Ciemnego zabarwienia nadają jej nuty balsamiczne i żywiczne: labdanum z Andaluzji i kadzidło. Wyczuwalny w towarzystwie róży kmin oraz budujące bazę kastoreum symbolizują smocze cielsko, podczas gdy szafran, najcenniejsza z przypraw oraz dzika truskawka nawiązują do (prawdopodobnie) pięknej księżniczki. Całości zapachu dopełnia oryginalna nuta miodu Manuka, liść cynamonu, skóra i ambra.

Rose & Dragon to tajemnicza, orientalna, czarna róża, doprawiona kminem i szafranem, posadowiona na skórzanej bazie.

Z punktu widzenia kompozycji i składników oraz charakteru zapachu Rose & Dragon nie jest niczym nowym ani oryginalnym w perfumerii. Jakiś czas temu opisywałem Indonesian Oud E. Zegna, w którym podobne nuty połączono w podobny zapach. Róża, szafran, ambra, paczula – te ingrediencje budują trzon tego typu orientalno-różanych woni. Poza intrygującym wstępem i pierwszymi trzema-czterema kwadransami, w którym róża pachnie niezwykle, zwierzęco (kmin) i zmysłowo w arabskim stylu (szafran), kompozycja Floresa-Roux nie wyróżnia się niestety niczym szczególnym, a przy tym brakuje jej parametrów. Po mniej więcej godzinie mości się blisko mojej skóry, staje się ociężała i jednowymiarowa. Jej finisz – mimo ogólnej trwałości zapachu – jest raczej nijaki. Zabrakło tu wykończenia. Zapach ma uwieść, ale później, niestety dość szybko, porzucić…

rose-_-dragon

główne nuty: szafran, kmin, dzika truskawka, liście cynamonu, róża bułgarska, róża turecka, miód Manuka, kadzidło frankońskie, kastoreum, skóra, labdanum, ambra

 

Sandor 70’s – pogoda barowa…

Poprzez Sandor ’70 Sara Carner przenosi nas do legendarnego barcelońskiego baru-klubu słynnego pod tą nazwą w latach 70-tych XX wieku, w którym aromat tytoniu mieszał się z wonią skórzanych kanap i foteli. Z pewnością tak właśnie tam było, jednak perfumowa interpretacja tego miejsca rozczarowuje. Mimo swej złożoności Sandor 70′ s osiada na mojej skórze jako monolit trochę zielony, trochę skórzany, trochę zwierzęcy (szałwia!), przez chwilę nieco bardziej tytoniowy, a później już tylko jednowymiarowo kadzidlany. Bo to nuta olibanum – i to rachityczna – wieńczy to dzieło. Zapach – poza pierwszą godziną – jest bardzo blisko-skórny i przyznam, że chyba najmniej ciekawy z całej trójki, więc doprawdy nie mam sensu się rozpisywać…

sandor

główne nuty: zamsz, bergamotka, jaśmin, osmantus, róża bułgarska, tytoń, szałwia, cedr, balsam Peru, wanilia, skóra, paczula, wetyweria, kadzidło frankońskie, mech dębu

Podsumowując moje wrażenia z testów pachnideł wchodzących w skład Black Collection tylko jedno z nich uważam za warte mojej uwagi i jest to Black Calamus. Do tego stopnia, że nie pogardziłbym własnym flakonem. Pozostałe dwa niestety nie dorównują mu ani treścią, ani charakterem, ani parametrami użytkowymi. Szkoda, bo przyznam, że te czarne flakony, spisy nut i składników wzbudziły we mnie spory apetyt…

Wiem, jestem wybredny.

Ale nie tylko ja…

PS. Perfumy Carner Barcelona dostępne są w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

III Perfumowy Top Wszech Czasów wg Perfuforum.pl

perfuforum logo

Ten doroczny ranking stał się już chwalebną tradycją związanego z Perfumowym Blogiem forum Perfuforum.pl skupiającego entuzjastów perfum. Na moją prośbę Scorrpion – autor Perfumowego Topu Wszechczasów – zgodził się na publikację pierwszej dziesiątki rankingu na blogu, za co serdecznie mu dziękuję. Pozostałe 290 (!) miejsc można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie i uniseks (tu głównie nisza) znajdujące się w bazie Perfuforum.pl.

A tak przedstawia się pierwsza dziesiątka:

10. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme

Rasasi Yuqawam PH 2

9. Yves Saint Laurent – Opium Pour Homme

ysl-opium-ph

8. Amouage – Journey Man 

amouage-journey-man-

7. Olivier Durbano – Rock Crystal 

durbano-rock-crystal

6. Yves Saint Laurent – M7 

m7-m

5. Tom Ford – Oud Wood

tom-ford-oud-wood

4. Amouage – Jubilation XXV Man 

amouage-jubilation-man

3. Tom Ford – Tuscan Leather

tom-ford-tuscan-leather

2. Dior – Homme Parfum

dior-homme-parfum

1. Amouage – Interlude Man

amouage-interlude

W porównaniu z rankingiem z zeszłego roku aż siedem zapachów powtórzyło się w Top 10. Awansowały do tego zacnego grona trzy: YSL Opium PH (m. 9.), Rasasi La Yuqawam Pour Homme (m.10.) i Amouage Journey Man (m. 8.), „wyrzucając” poza dziesiątkę obecne w zeszłym roku Ambre Sultan Serge Lutens, Gucci Pour Homme i Tobacco Vanille Tom Ford. Olivier Durbano Rock Crystal zachował swoją 7. pozycję, M7 awansował z 9. na 6., Oud Wood awansował z 8. na 5., Amouage Jubilation Man spadł z 3. na 4., Tuscan Leather awansował z 6. na 3., a Dior Homme Parfum z 5. na 2.

Zwycięzca TOP Wszechczasów pozostał jednak ten sam:

Amouage Interlude Man!

W Top 10 mamy więc aż trzy zapachy Amouage, co nie powinno dziwić zważywszy na doskonałą jakość, jaką ta marka reprezentuje. Podobnie jest z Tomem Fordem – tu aż dwa pachnidła (a trzecie na 11 pozycji). Miłym zaskoczeniem są tak wysokie pozycje dwóch klasyków od YSL (w tym jeden powstały „za rządów” Toma Forda!). Innymi słowy, Tom Ford podzielił się z Christopherem Chongiem, gdyż każdy z nich odpowiada za trzy pozycje w Top 10. Cieszy stała obecność jedynego przedstawiciela niszy perfumowej w TOP 10 – Oliviera Durbano i jego Rock Crystal. Wysoka, bo aż 2, pozycja Dior Homme Parfum wskazuje, że forumowicze najwyżej cenią sobie właśnie tę najbardziej skoncentrowaną, głęboką i trwałą interpretację irysowo-pudrowo-skórzanego tematu Dior Homme. 10 lokata świetnego skądinąd pachnidła arabskiej marki Rasasi La Yuqawam Pour Homme może być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie wiedzą, iż jest to de facto niemal kopia zajmującego 3 miejsce w rankingu Tuscan Leather Toma Forda. Niemal kopia, gdyż – jak twierdzą niektórzy – przerosła pierwowzór (z czym mogę się poniekąd zgodzić).

A oto jak w rankingu uplasowały się niektóre znane hity oraz pachnidła ponadczasowe:

Tom Ford – Tobacco Vanille – 11

Gucci – Pour Homme – 12

Olivier Durbano – Black Tourmaline  – 15

Dior – Homme – 20

Dior – Fahrenheit EDT – 22

Creed – Aventus – 24

Chanel – Platinum Egoiste – 27

Nasomatto – Black Afgano – 28

Hermes – Terre D’Hermes EDT – 29 

Ralph Lauren – Polo – 30 

Chanel – Egoiste – 33

Cacharel – Pour Homme – 39

Lalique – Encre Noire – 50 

Creed – Green Irish Tweed – 51

Chanel – Antaeus – 57

Cartier – Declaration – 58

Gucci – Pour Homme II – 62

Davidoff – Zino – 65

Givenchy – Gentleman – 67

Aramis – Aramis – 68

Kenzo – Pour Homme – 70

Gucci – Envy Men – 71

Chanel – Allure Homme Sport Cologne – 74

Dior – Eau Sauvage – 78

YSL –Kouros – 81

Chanel – Allure Homme Edition Blanche – 84

Guerlain – Vetiver – 90

Thierry Mugler – A*Men – 93

Guerlain – Habit Rouge – 95

Dior – Homme Sport – 97

Oscar de la Renta- Pour Lui – 116

Dolce & Gabbana – Pour Homme – 122 

Chanel – Allure Homme Sport – 134

Creed – Original Santal – 151

Adidas – Active Bodies – 156

Chanel – Allure Pour Homme – 164

Creed – Millesime Imperial – 172

Calvin Klein – CK One – 174

Jean Paul Gaultier – Le Male – 178

Guy Laroche – Drakkar Noir – 179

Hugo Boss – Bottled – 185

Guerlain – L’Homme Ideal – 190

YSL – L’Homme – 197

JOOP! – Homme – 203

Versace – Dreamer – 204

Giorgio Armani – Code – 221

Davidoff – Cool Water – 239

Chanel – Bleu de Chanel EDT – 246

Abercormbie&Fitch – Fierce – 247

Calvin Klein – Eternity for Men – 252

Amouage – Gold Man – 260

Geoffrey Beene – Grey Flannel – 267

Paco Rabanne – 1 Million – 275

Dior – Sauvage – 288

Paco Rabanne – Invictus – 297

Irie Parfums – Japończyk w Paryżu

Stworzona przez mieszkającego i tworzącego w od 40 lat Paryżu japońskiego projektanta Sueo Irie marka odzieżowa Irie Wash uzupełniła niedawno (w 2014) swą ofertę o perfumy. Nie byłoby w tym zupełnie nic nadzwyczajnego, robi tak przecież coraz więcej brandów odzieżowych. Jednak zapachy Irie zasługują na szczególną uwagę entuzjasty perfum i to z dwóch względów. Po pierwsze – mają niebanalny, intrygujący, niszowy charakter. Po drugie – za połową z nich stoi Julien Rasquinet (perfumiarz znany m.in. ze świetnych zapachów dla Naomi Goodsir i Masque Milano). Najwyższy więc czas się z nimi zapoznać, szczególnie, że już dochodzą mnie informacje, że nie utrzymają się długo w sprzedaży. Cóż – z pewnością nie mają charaktery stricte komercyjnego. To raczej małe perfumowe dzieła sztuki.

irie-the-first-three

Obecnie dostępnych jest sześć pachnideł Irie, z których pierwsze trzy (Id Est, Nota Bene, Post Scriptum) pojawiły się jako inspirowana łacińskimi skrótami trylogia Les Abrégés d’Irié w 2014 roku (wszystkie skomponowane przez Rasquineta), zaś kolejne trzy inspirowane postaciami z greckiej mitologii (Edipe, Hemera, Hephaistos) miały swą premierę w 2015 roku. „Nos” stojący za tymi trzema to David Maruitte.

Trzy pierwsze wydają się być rozdziałami tej samej opowieści. Wszystkie dzielą minimalizm i subtelną ewolucję na skórze.  Są do siebie w pewnym sensie podobne, ale każdy ma swój odrębnych charakter. Mimo to trudno jednoznacznie je zaszufladkować, co stanowi o ich unikalnym charakterze.

Id Est oczarowuje ambrową aurą z subtelnie zielonym (wawrzyn) wstępem oraz niezwykłym sygnaturowym sercem, które w miarę upływu czasu nabiera mocy, zadziwiając oryginalnym aromatem złożonym z cynamonu, rumianku i geranium. Zapach zdaje się przeczyć mojej prywatnej teorii, że ambrowce to z gruntu nudne pachnidła. To jest wprost przeciwne, zaskakujące, inne. To ambra, której nadano innego, nieco ziołowego wymiaru.

Nota Bene okazuje się aromatem skórzanym, a nawet zamszowym, z mocną sucho-drzewną nutą papirusu. Nuty aromatyczne oraz żywice połączono tu z gorzką lukrecją i miodem. W tle zaś pojawia się ładnie komponujący się z miodem tytoń. Reasumując intrygujące, nieco szorstkie i bardziej męskie pachnidło Irie.

Post Scriptum zaskakuje przyprawowym otwarciem z ziołową nutą absyntu osadzoną na balsamiczno-drzewnej, raczej ociężałej bazie. Mimo intrygującego początku rozwija się najmniej interesująco z całej trójki, pozostając raczej blisko-skórnym zapachem żywiczno-ambrowym. Cóż, wszak to  Post Scriptum

irie-the-other-three-big

Druga trójka zapachowa Irie jawi się jako nieco bardziej żywa i zróżnicowana, a także moim zdaniem dużo ciekawsza i po prostu lepsza pod względem charakteru, ale także zachowania pachnideł na skórze. Zdecydowanie więcej tu olfaktorycznej magii i satysfakcji.

Edipe  kryje niespodziankę. To pozornie najświeższy zapach Irie, rozpoczynający się długotrwałym, mroźnym podmuchem mięty pieprzowej, zza której wyłania się krajobraz zimowego lasu sosnowego. Aromat iglakowej żywicy stanowi preludium do tematu Edipe, jaką jest olibanum. Oto więc kadzidlak, ale jakże nietypowy. Mroźny, zimowy, dzięki połączeniu olibanum z sosną mogący trochę kojarzyć się z Zagorskiem Comme des Garcons. To jednak dość luźne skojarzenia, raczej koncepcyjne niż olfaktoryczne. Edipe to bowiem rodzaj kadzidła najpierw bliższy Avignon CdG czy Full Incense Montale (tyle że zmieszano je tu z iglakami i miętą), a później – na finiszu – przypominający estetykę pachnideł Oliviera Durbano (w tym przede wszystkim Rock Crystal, ale także – szczególnie na samym końcu – Black Tourmaline z jego wędzoną dymnością).  Edipe to nie tylko jedna z najciekawszych propozycji Irie, ale i jedno z najbardziej twórczych pachnideł z kadzidłem w centrum. Zdecydowanie warte uwagi. Ważne, by nie dać się zwieźć początkowej dominacji mentolu, choć mi akurat ona zupełnie nie przeszkadza. Zaś wolty, jakie wykonuje zapach w miarę upływu czasu, uważam za fascynujące.

Niemniej intrygująco wypada Hemera, choć to zupełnie inny gatunek. Właśnie, jaki? Jakże trudno ją zaszufladkować! Zapachowo to jakby fougere (choć składniki zdają się temu przeczyć) z owocową (eukaliptus) nutą na wstępie i niecodziennym finiszem, kojarzącym mi się z tym z masculine Pluriel Francisa Kurkdjiana. Ale znajdziemy tu także wyraźnie zaznaczoną esencję z sosnowych igieł oraz tytoń, które budują serce Hemery i wzmacniają jej męski, aromatyczny charakter. Zaskakuje baza – mocna, trwała, jakby ambrowa, choć wedle składu pełna kadzideł. Hemera to mój ulubieniec w ofercie Irie. Charakterystyczny, przedziwny i magnetyczny, a przy tym rozkwitający na skórze, nabierający z czasem charakteru i mocy.

Wreszcie drzewny, uroczy w swym nieskomplikowanym charakterze Hephaistos. Ładnie współgra tu ciepły słodkawy gwajak z drzewnymi nutami wetywerii, cedru i sandałowca,. Subtelne akcenty ze smoły brzozowej i labdanum nadają mu nieco głębi. Przyprawy w postaci szafranu, kminu i kardamonu zostały tu zręcznie wkomponowane w drzewno-dymny temat. W formule nie zabrakło kadzidła, choć nie jest ono na pierwszym, ani nawet drugim planie. Zapach jest niemal linearny, zmienia się minimalnie. Spotka się – jak sądzę – z uznaniem wielbicieli Gucci Pour Homme, z bardziej nawet Dirty English for Men by Juicy Couture. Innymi słowy , coś dla wielbicieli słodkawo tlących się drewienek, do których – rzecz jasna – należę.

PS. Perfumy Irie można nabyć w Polsce wyłącznie w perfumerii Mood Scent Bar w Warszawie. Z tego, co mi wiadomo, ich dostępność jest bardzo ograniczona i wkrótce ich produkcja ma być zakończona. Szkoda, gdyż to niezwykłe olfaktoryczne cudeńka.

Bvlgari Man i jego wcielenia

Od momentu jej premiery w 2010 roku marka Bvlgari umiejętnie podtrzymuje zainteresowanie męską linią perfum zatytułowaną po prostu (i jakże męsko) Bvlgari Man. Przypomnijmy: wszystko zaczęło się od oryginalnego Bvlgari Man (2010), w którym zaprezentowano nową, oryginalną, abstrakcyjną świeżość uzyskaną z połączenia nuty gruszki i fiołka z akcentami drzewnymi i ambrowymi.

bvlgari-man

W 2013 pojawiła się wersja Man Extreme – jeszcze bardziej (a nawet ekstremalnie…) świeża, nieco metaliczna, bardziej nowoczesna i dynamiczna, choć także mnie oryginalna, niż poprzednik, ale za to lepiej projektująca i trwalsza.

bvlgari-man-extreme

W 2014 firma wypuściła wodę perfumowaną Man In Black. To był prawdziwy zwrot – od świeżości ku zmysłowej przyprawowości i akcentom drzewnym, skórzanym oraz tytoniowym. Ta charakterystyczna, ciepła i otulająca kompozycja utrzymana została w klimacie Spicebomb Victor&Rolf czy Tobacco Vanille Tom Ford. Dominują w niej nuty przypraw, rumu, tonki i drewna gwajakowego, które tworzą zapach wieczorowy o miłej dla nosa mocy i dobrej trwałości.

perfume-bvlgari-man-in-black

 

Ubiegły rok przyniósł aż dwie wariacje na temat In Black. Pierwszą z nich był Black Cologne, w którym temat przewodni znany z In Black potraktowany został nutami świeżymi i rześkimi, w postaci cytrusów, kwiatu pomarańczy, nut zielonych i tuberozy. Całość sprawia chwilami wrażenie mariażu Man In Black ze świeżą sygnaturą z Versace (Pour Homme), o co postarał się Alberto Morillas, perfumiarz stojący za słynną „Meduzą” i wszystkimi pachnidłami z linii Bvlgari Man. Black Cologne jest bardzo w stylu tego perfumiarza – prawdziwego mistrza perfumowej świeżości.

bvlgari-man-black-cologne-2-jpg

Drugą ubiegłoroczną premierą była Black Orient (o koncentracji opisanej na opakowaniu jako „Parfum”), w której rumowo-skórzany aromat znany z Man In Black doprawiony został kardamonem, a orientalną (odpowiednio do nazwy) zmysłowość zapewniono w nim duetem róży i tuberozy połączonym z emblematyczną nutą oudu (zupełnie wszakże inna od tej z legendarnego M7 YSL, które współtworzył Morillas). Mimo tych zabiegów, zapach ma wciąż bardzo europejski charakter, tyle że z lekkim przechyłem w kierunku estetyki arabskiej. Elegancka i nienachalna projekcja oraz świetna trwałość dopełniają wrażenie bardzo udanego pachnidła, jedno z najlepszych w linii Bvlgari Man, która – jestem o tym przekonany – będzie sukcesywnie rozbudowywana o kolejne flankery. Oby trzymały one dotychczasowy, naprawdę solidny poziom.

bulgari-man-in-black-orient-pack

nuty głowy: rum, kardamon

nuty serca: róża, tuberoza

nuty bazy: skóra, oud

perfumiarz: Alberto Morillas

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5 / projekcja: 4,0/ trwałość: 4,5

 

 

Noworoczny toast wznoszę szklaneczką(?) „Baraonda” Nasomatto…

 

Życzę Wszystkim

Spokojnego Nowego Roku

Zdrowia i poczucia bezpieczeństwa

Spełnienia marzeń

 

A noworoczny toast wznoszę

Baraondą

Alessandro Gualtieriego.

Zapachem, którego miało nie być…

Tak przynajmniej kazał nam myśleć Gualtieri, gdy dwa lata temu obwieścił światu, że Blamage będzie ostatnim zapachem marki Nasomatto…

Tak się jednak nie stało i Alessandro wydestylował coś specjalnego… 

I dobrze.

Dzięki temu wszyscy spragnieni perfumoholicy mogą ugasić swoje olfaktoryczne pragnienie zapachową interpretacją jedynego w swoim gatunku trunku wysokoprocentowego…

BARAONDA

Pachnie z początku wyraźną nutą sfermentowanych owoców podbitą mocą spirytusu. Winny samogon. Destylat z owocowego wina. Z czasem dojrzewa na skórze niczym szlachetny trunek w dębowych beczkach. Aromat staje się cieplejszy, bogatszy w niuanse, także te drzewne, dębowe. Nabiera szlachetności, odrobiny słodyczy, głębi i niemal bursztynowej barwy. 

nasomatto-baraonda-01

jej moc sponiewiera ciało i umysł

trzewia rozgrzewa

promilom pozwala płynąć w tętnicach i żyłach

duchowi zaś wznieść się każe ponad 

tańczących na dole

 

nasomatto-baraonda-03_red

BARAONDA

 

Jeszcze nigdy perfumy nie były tak alkoholowe

a alkohol tak perfumowy

baraonda-nasomatto_red

główne nuty: samogon z wina owocowego przechodzący w subtelnie dębowe whisky

a precyzyjniej? 

whisky, róża, nuty drzewne, ambroxan, piżmo, ketmia piżmowa 

perfumiarz: Alessandro Gualtieri vel. Nasomatto

rok premiery: 2016 

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5 / projekcja: 4,5/ trwałość: 5,0

 

alessandro-gualtieri_02_redalessandro-gualtieri_03_red

Dobrej zabawy

i…

Roja Dove „Sultanate of Oman”

Roja Dove zadedykował  to pachnidło Jego Wysokości Sułtanowi Omanu i zapachowemu dziedzictwu jego kraju, w szczególności kadzidłu frankońskiemu, z którego pozyskiwania Oman słynie.

Ale szlachetne kadzidło jest w Sultanate of Oman zaledwie jednym z całej masy drogocennych ingrediencji poukładanych w bogate, mocne, dostojne i przepiękne perfumy orientalne, w których dominują nuty przypraw, balsamów i drzew. Wysoka koncentracja składników, głównie tych molekularnie ciężkich, a także ich proporcje względem pozostałych nut (cytrusy i kwiaty) powoduje, że to, co najistotniejsze, znajduje się w bazie tych perfum. Cała reszta skrzętnie podanych w oficjalnym spisie nut w zasadzie nie ma tu większego znaczenia.

oman-mosque

Niesamowicie wonna i głęboka mieszanka przypraw: kardamonu i szafranu, rozpuszczonych w gęstych słodkich balsamach elemi i gurjum, połączona z nutami drzewnymi papirusu, cedru, gwajaku, brzozy, sandałowca, oudu i amyrisu, wzbogacona przez duet kłącza irysa i ziarna marchwi i uszlachetniona przez kadzidło skutkuje bogatym, ale świetnie zbalansowanym, absolutnie arabskim, pełnym przepychu, wprost obezwładniającym, męskim i eleganckim bukietem zapachowym.

Przy całym swym bogactwie i niewątpliwym pięknie Sultanate of Oman nie uniknął pewnej wtórności, tyle że co to za wtórność, jeżeli pachnidło przypomina zaledwie dwa i to niszowe zapachy – African Leather Memo Paris oraz Jewel for Him M.Micallef? Szczególnie ten pierwszy zdaje się dzielić z dziełem Dove’a najbardziej charakterystyczne nuty zapachowe, ale – tu muszę poczynić pewne zastrzeżenie – Sultanate of Oman emanuje jednak większą głębią i bogactwem, jest cięższy, gęstszy, trwalszy (powyżej 12 godzin), a po dłuższym czasie zmienia się w innym kierunku, niż perfumy Memo.

Gdyby ktoś dał mi to powąchania Sultanate of Oman, nie mówiąc jakiej marki jest to pachnidło, zgadywałbym, że to jakiś nieznany mi jeszcze zapach od Amouage. Znacie Amouage? To taka marka perfumowa z … Omanu.

Jego niepozorna moc jest dość złudna. Nie atakuje on nozdrzy potężnym uderzeniem wonnych molekuł, raczej subtelnie, ale całkiem wyraźnie emituje je ze skóry przez długie godziny, jak przystało na niezwykle wysoką koncentrację czystych perfum. Obecny na nadgarstku w postaci dosłownie jednej dawki potrafi przebić się spod użytych „globalnie” zupełnie innych perfum. To istna perfumowa „waga ciężka”. Także, gdy chodzi o półkę cenową. Na oficjalnej stronie Roja Parfums za 50 ml tej substancji musimy zapłacić 395 brytyjskich funtów (!). Zaraz – jak to my musimy? To raczej Sułtan musi….

sultanate-of-oman-parfum-50ml-ing

nuty głowy: grejpfrut, pomarańcza

nuty serca : róża majowa, jaśmin z Grasse, fiołek, malina

nuty bazy: kardamon, elemi, szafran, gurjum, papirus, mech dębowy, cedr, gwajak, amyris, sandałowiec, oud, ziarna marchwii, irys, kadzidło frankońskie, brzoza, piżmo

perfumiarz: Roja Dove

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0 / projekcja: 4,0/ trwałość: 6,0

 

 

 

Roja Dove „Britannia” – perfumowa arystokracja XXI wieku

Roja Dove znany jest z zamiłowania do Haute Parfumerie (w szczególności do domu Guerlain, dla którego przez wiele lat swej kariery pracował), czemu daje upust w swoich – co do tego nie mam wątpliwości – wyjątkowych pachnidłach.

Kto kiedykolwiek testował olfaktoryczne dzieła Dove’a ten wie, że ich bogactwo i wielowymiarowość oraz klasyczny styl nie mają sobie chyba równych we współczesnej perfumerii (może poza przywróconymi do życia – z pomocą Dove’a zresztą – pachnideł starej brytyjskiej marki Grossmith London). Co więcej,  są one w ogóle zaprzeczeniem tego, w jaki sposób dziś robi się perfumy. Stanowią współczesną apoteozę wysokiej perfumerii przełomu końca XIX i pierwszej połowy XX wieku. Przy pachnidłach Roja Parfums wszystkie inne zdają się dziś być „szarymi myszkami”, zawstydzonymi Kopciuszkami na balu u króla. Jedno jest pewne – Roja Dove wie, jak tworzyć królewskie perfumy.

roje-dove-piter-2

Dove bowiem nie oszczędza na niczym. Jak róża – to majowa (z Grasse), jak jaśmin – to oczywiście ten z Grasse, jak irys – to florencki, a jak sandałowiec – to z Mysore. Tu nie ma taryfy ulgowej. Te najszlachetniejsze ingrediencje komponuje w perfumy pachnące jak gdyby zostały „wyjęte” ze złotej epoki perfum. Nadaje im zwykle stosowną, bardzo wysoką koncentrację (eau de parfum lub parfum). Tymi wonnymi miksturami napełnia piękne flakony wykonane z najwyższej jakości grubego szkła, z misternie zdobionymi, pozłacanymi zatyczkami i grawerowanymi etykietami. Za tym wszystkim podąża oczywiście też cena, która – siłą rzeczy – ogranicza klientelę Dove’a do tej najzamożniejszej. I tylko o tę mu chodzi. Przecież to prawdziwe Haute Parfumerie!

Zapachowy gust Dove’a ukształtowała w dużej mierze praca dla Guerlaina, a wspomnienia wielkich dzieł francuskiego domu perfumowego odnaleźć można w wielu pachnidłach Brytyjczyka.

Mająca swą premierę w bieżącym roku Britannia stanowi doskonały przykład stylu, talentu i pasji tego nietuzinkowego i nieco ekscentrycznego twórcy. To pachnidło orientalne, w którym odnajdziemy cała masę naturalnych ingrediencji budujących kalejdoskop nut, poukładanych wszakże w jedną bardzo sensowną całość. Zasadniczo Britannia składa się z trzech grup nut zapachowych: kulinarnych (cytrusy, kakao, cynamon, wanilia, goździk, brzoskwinia), które nadają mu apetycznej zmysłowości, kwiatowych (róża, jaśmin, heliotrop, magnolia champaca, cassia, irys), przydających pachnidłu kobiecości i drzewnych (paczula, wetyweria, sandałowiec), które z kolei równoważą kobiecy charakter elementami męskimi, ale także pogłębiają zapach i tworzą jego szkielet. Całości dopełnia obowiązkowa w perfumach Roja Dove’a niezwykle cenna naturalna szara ambra oraz piżma.

roja-dove-britannia-parfum

Na samym początku na pierwszy plan wybija się akord kulinarny z dominacją nuty kakao i słodkich cytrusów. Z czasem ujawniają się nuty kwiatowe, wciąż mocno podbudowane słodkimi przyprawami. Kakao schodzi na dalszy plan, a coraz wyraźniejszy stają się brzoskwinia i heliotrop, który odpowiada za spore podobieństwo Britanni – przynajmniej na tym etapie – do L’Heure Bleu Jacquesa Guerlaina. W tym sensie serce Britanni leży w Paryżu. Drzewno-kulinarna baza wieńczy to monumentalne dzieło, przy czym zmysłowy ślad ambry i piżm pozostaje na skórze do dnia następnego.

Sto mililitrów tego eliksiru zamknięte w eleganckim zdobionym flakonie z grubego szkła kosztuje 750 brytyjskich funtów. To prawdziwa arystokracja wśród perfum.

Britannia to czyste perfumy – najwyższa koncentracja zapachowa. Pachną blisko skóry i rozwijają się na niej bardzo powoli i dystyngowanie w klasyczny sposób, choć sprowadzenie ich li tylko do trzech akordów czy faz byłoby niesprawiedliwe. Każda faza ma tu pewnie co najmniej dwie „podfazy”, ale nie ma sensu dzielić włosa na czworo, bo można zatracić obraz całości. A ta jest majestatyczna i poruszająco piękna. Britannia nie tylko brzmi dumnie i królewsko, ale tak też pachnie. Zdaje mi się też, że ląduje głównie pod królewskimi choinkami…

 

 

britannia-parfum-100ml-pac

nuty głowy: cedrat, bergamotka, mandarynka

nuty serca : róża majowa, jaśmin z Grasse, magnolia champaca, heliotrop, cassia (cynamonowiec), fiołek, brzoskwinia

nuty bazy: cynamon, goździk, paczula, wetyweria, drewno sandałowe, wanilia, kakao, irys, szara ambra, piżmo

perfumiarz: Roja Dove

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0 / projekcja: 3,5/ trwałość: 6,0