Amouage „Figment Man” – stąpając po bhutańskiej ziemi

Dla porządku – Figment Man i Figment Woman to trzeci – po Journey (2014) i Myths (2016) – perfumowy duet cyklu „Portraits of Life”, który wydaje się być oczkiem w głowie Christophera Chonga i jego polem do olfaktorycznych poszukiwań. Wchodzące w skład cyklu męskie pachnidła były jak dotąd bardzo udanymi mariażami „amuażowego” bogactwa, finezji i doskonałej jakości składników z eksperymentem, przy czym Journey Man – ze swym tytoniowo-skórzano-drzewnym tematem – wypadł całkiem zachowawczo, gdy porównać go z Myths Man (popiół, kadzidło i chryzantemy!). Natomiast tegoroczny Figment Man – dla powstania którego inspiracją był Bhutan, kraj, który od dawna fascynuje Christophera Chonga – posuwa olfaktoryczny eksperyment w zupełnie nowe rejony. Annick Menardo wraz z Chongiem sprokurowali perfumy, które mają szanse zatrząść perfumowym światkiem…

Christopher Chong

Wilgotne, gęste, ciepłe powietrze. Parująca po ciepłym deszczu ziemia w duszny letni dzień. Ten specyficzny zapach, czasem na granicy bycia przyjemnym, szczególnie, gdy znajdujemy się na łonie natury, w pobliżu łąk lub lasów. W tym powietrzy znajdziemy słodkie zapachy jagód, kwiatowych pyłków, traw i innych roślin, butwiejące liście i dysonansowo pachnące pozostałości rozmaitych żyjątek, wreszcie geosminę – charakterystyczny zapach ziemi produkowany przez niektóre bakterie, szczególnie intensywny właśnie po deszczu. To wszystko, tyle że w egzotycznym Bhutanie. Albo w Figment Man.

bhutan

Zapach otwiera się zaskakująco i bardzo ekspresyjnie, natychmiast zwracając uwagę i wypełniając całe pomieszczenie wonią wilgotnej ziemi, wzmocnioną różowym pieprzem, a złagodzoną przez cytrynę i geranium. W tle czuję niby miodową, trochę drzewną i nieco też zwierzęcą nutę (podejrzewam tercet labdanum, gwajaku i cywetu lub innego składnika animalnego), która stanowi niesamowity kontrast dla rześkiego otwarcia, jednocześnie dodając całości intrygującej głębi. Z czasem zresztą intensywna ziemista nuta słabnie (choć fakt, czas to dość długi) i zapach zmienia się w kierunku wciąż oryginalnej, ale już dużo subtelniejszej, „okrągłej”, drzewnej bazy – trochę kwaskowej, lekko wetiwerowej, z majaczącymi gdzieś w tle odrobinami cywetu, labdanum i gwajaku.

Gdyby ogłoszono konkurs na najbardziej zaskakujące, ekspresyjne, dyfuzyjne i zwracające uwagę perfumowe intro perfumowe Figment Man miałby gwarantowane pierwsze miejsce. Co za potężna projekcja! W ogóle uważam, że najnowsze dzieło Chonga ma ogromne szansę na wyróżnienia w tegorocznych branżowych konkursach. Jest tak wyjątkowe, inne i przełomowe.

iStock_000005900018Small

Figment Man to zapach w pewnym sensie świeży, ale nie jest świeżość, jakiej moglibyśmy spodziewać po perfumach. To jej zupełnie inna, egzotyczna i niszowa odsłona. Zapach jest początkowo trudny w odbiorze, ale – co ciekawe – z każdym użyciem coraz bardziej wciąga, wrasta, fascynuje, rozbudza apetyty na więcej. Jest pachnidłem z gatunku love it or hate it. Zapachem dla tych, którzy chcą się wyróżnić i nie obawiają się reakcji otoczenia lub nawet lubią wzbudzać kontrowersje.

No właśnie. I tu pojawia się jedno ALE…

Figment Man to niewątpliwie efekt bardzo odważnego eksperymentu, który każe jednak zapytać, czy to jeszcze w ogóle są perfumy do noszenia na ciele, czy raczej już jedynie olfaktoryczne dzieło do podziwiania? Czy nie jest to raczej kompozycja, która lepiej sprawdziłaby się w świecy zapachowej mającej wypełnić nasz dom wonią tropikalnej ziemi Bhutanu? Czy aby na pewno chcemy tak pachnieć? Co więcej – czy chcemy, by ten zapach odczuwało nasze otoczenie? Na ile jest to dla nas ważne? Dlaczego o to pytam?Otóż reakcje znajomych osób, świadomych mojego hobby i będących niemal codziennie poddawanych „próbom” w związku z noszeniem przez mnie czasem bardzo niezwykłych niszowych aromatów, w przypadku Figment Man wszystkie bez wyjątku były natychmiastowe i… raczej niepochlebne. „Pleśń”. „Powietrze z klimy”. „Zgniłe ziemniaki”.”Stęchlizna”. „Zbutwiała ziemia”. I ja się tym reakcjom nie dziwie. Mało tego – do pewnego stopnia je podzielam. Sam za pierwszym razem miałem problem, by przyzwyczaić się do tej odmiennej nuty Figment na mojej skórze, mimo że przecież nie pierwszy raz spotykam się z pachnidłem, w którym wyraźna jest nuta ziemi czy wilgotnej leśnej ściółki – i nie piszę tu o paczuli, o nie. Raczej o tym, co można poczuć w takich zapachach, jak Bat Zoologist, Forest Walk Sonoma Scent Studio, Dirt Demeter czy 5 Elements Ramona Molvizara. O geosminie. Przy czym już „drugie noszenie” wypadło dużo lepiej i bardziej ekscytująco. Mój węch przyzwyczaił się do tej nietypowej nuty i zacząłem doceniać nowatorstwo Figmentu. Kolejne próby tylko utwierdzały mnie jego w niesamowitości. Jednak obawy dotyczące odbioru zapachu przez otoczenie pozostały. Nie w każdej sytuacji chcę narażać je na trudne dla niego doświadczenia zapachowe, a siebie na jego niejednoznaczne reakcje. I to mnie w noszeniu Figment Man niestety ogranicza. Nie zmienia to jednak mojej obiektywnej wysokiej oceny tego zapachu, której szczególnie ważną składową jest jego nowatorstwo, przy zachowaniu doskonałej – jak na Amouage przystało – jakości i parametrów użytkowych. Christopher Chong nie wypuszcza bowiem zapachów słabych czy średnich. O nie.

Na koniec wypowiedź legendarnego już perfumiarza Rosendo Mateu, który dopiero co udzielił wywiadu portalowi Fragrantica.com, w którym m.in. wypowiedział te jakże pasujące do Figmentu zdania:

„Trendy w perfumach są kreowane przez ekspertów. Jest ryzykownym stworzyć oryginalny zapach, możesz zostać wówczas niezrozumiany przez klientów, a produkt okaże się sprzedażową porażką. Wykorzystując natomiast niektóre składniki i akordy, które pasują do aktualnych trendów, możemy osiągnąć międzynarodowy sukces.”  

Co prawda nie wróżę Figmentowi międzynarodowego sukcesu (bo z pewnością nie po to został stworzony), ale jestem pewien, że to niezwykłe pachnidło znajdzie swoich wielbicieli.  Poza tym potwierdza ono, że Amouage pod wodzą Christophera Chonga przekształciło się z nieco zagubionej, poszukującej swojej tożsamości gdzieś pomiędzy wschodem i zachodem luksusowej arabskiej marki perfumowej w prawdziwą awangardę perfumowej niszy, będącą nieco przed, nieco ponad i nieco obok wszystkich innych.

Amouage Figment Man

nuty głowy: cytryna, geranium, różowy pieprz

nuty serca: drzewo sandałowe, akord zwierzęcy, wetiwer

nuty bazy: czystek (labdanum), drzewo gwajakowe, akord ziemi

perfumiarz: Annick Menardo

rok premiery: 2017

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0/ projekcja: 6,0/ trwałość: 4,5

 

 

 

 

 

III Perfumowy Top Wszech Czasów wg Perfuforum.pl

perfuforum logo

Ten doroczny ranking stał się już chwalebną tradycją związanego z Perfumowym Blogiem forum Perfuforum.pl skupiającego entuzjastów perfum. Na moją prośbę Scorrpion – autor Perfumowego Topu Wszechczasów – zgodził się na publikację pierwszej dziesiątki rankingu na blogu, za co serdecznie mu dziękuję. Pozostałe 290 (!) miejsc można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie i uniseks (tu głównie nisza) znajdujące się w bazie Perfuforum.pl.

A tak przedstawia się pierwsza dziesiątka:

10. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme

Rasasi Yuqawam PH 2

9. Yves Saint Laurent – Opium Pour Homme

ysl-opium-ph

8. Amouage – Journey Man 

amouage-journey-man-

7. Olivier Durbano – Rock Crystal 

durbano-rock-crystal

6. Yves Saint Laurent – M7 

m7-m

5. Tom Ford – Oud Wood

tom-ford-oud-wood

4. Amouage – Jubilation XXV Man 

amouage-jubilation-man

3. Tom Ford – Tuscan Leather

tom-ford-tuscan-leather

2. Dior – Homme Parfum

dior-homme-parfum

1. Amouage – Interlude Man

amouage-interlude

W porównaniu z rankingiem z zeszłego roku aż siedem zapachów powtórzyło się w Top 10. Awansowały do tego zacnego grona trzy: YSL Opium PH (m. 9.), Rasasi La Yuqawam Pour Homme (m.10.) i Amouage Journey Man (m. 8.), „wyrzucając” poza dziesiątkę obecne w zeszłym roku Ambre Sultan Serge Lutens, Gucci Pour Homme i Tobacco Vanille Tom Ford. Olivier Durbano Rock Crystal zachował swoją 7. pozycję, M7 awansował z 9. na 6., Oud Wood awansował z 8. na 5., Amouage Jubilation Man spadł z 3. na 4., Tuscan Leather awansował z 6. na 3., a Dior Homme Parfum z 5. na 2.

Zwycięzca TOP Wszechczasów pozostał jednak ten sam:

Amouage Interlude Man!

W Top 10 mamy więc aż trzy zapachy Amouage, co nie powinno dziwić zważywszy na doskonałą jakość, jaką ta marka reprezentuje. Podobnie jest z Tomem Fordem – tu aż dwa pachnidła (a trzecie na 11 pozycji). Miłym zaskoczeniem są tak wysokie pozycje dwóch klasyków od YSL (w tym jeden powstały „za rządów” Toma Forda!). Innymi słowy, Tom Ford podzielił się z Christopherem Chongiem, gdyż każdy z nich odpowiada za trzy pozycje w Top 10. Cieszy stała obecność jedynego przedstawiciela niszy perfumowej w TOP 10 – Oliviera Durbano i jego Rock Crystal. Wysoka, bo aż 2, pozycja Dior Homme Parfum wskazuje, że forumowicze najwyżej cenią sobie właśnie tę najbardziej skoncentrowaną, głęboką i trwałą interpretację irysowo-pudrowo-skórzanego tematu Dior Homme. 10 lokata świetnego skądinąd pachnidła arabskiej marki Rasasi La Yuqawam Pour Homme może być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie wiedzą, iż jest to de facto niemal kopia zajmującego 3 miejsce w rankingu Tuscan Leather Toma Forda. Niemal kopia, gdyż – jak twierdzą niektórzy – przerosła pierwowzór (z czym mogę się poniekąd zgodzić).

A oto jak w rankingu uplasowały się niektóre znane hity oraz pachnidła ponadczasowe:

Tom Ford – Tobacco Vanille – 11

Gucci – Pour Homme – 12

Olivier Durbano – Black Tourmaline  – 15

Dior – Homme – 20

Dior – Fahrenheit EDT – 22

Creed – Aventus – 24

Chanel – Platinum Egoiste – 27

Nasomatto – Black Afgano – 28

Hermes – Terre D’Hermes EDT – 29 

Ralph Lauren – Polo – 30 

Chanel – Egoiste – 33

Cacharel – Pour Homme – 39

Lalique – Encre Noire – 50 

Creed – Green Irish Tweed – 51

Chanel – Antaeus – 57

Cartier – Declaration – 58

Gucci – Pour Homme II – 62

Davidoff – Zino – 65

Givenchy – Gentleman – 67

Aramis – Aramis – 68

Kenzo – Pour Homme – 70

Gucci – Envy Men – 71

Chanel – Allure Homme Sport Cologne – 74

Dior – Eau Sauvage – 78

YSL –Kouros – 81

Chanel – Allure Homme Edition Blanche – 84

Guerlain – Vetiver – 90

Thierry Mugler – A*Men – 93

Guerlain – Habit Rouge – 95

Dior – Homme Sport – 97

Oscar de la Renta- Pour Lui – 116

Dolce & Gabbana – Pour Homme – 122 

Chanel – Allure Homme Sport – 134

Creed – Original Santal – 151

Adidas – Active Bodies – 156

Chanel – Allure Pour Homme – 164

Creed – Millesime Imperial – 172

Calvin Klein – CK One – 174

Jean Paul Gaultier – Le Male – 178

Guy Laroche – Drakkar Noir – 179

Hugo Boss – Bottled – 185

Guerlain – L’Homme Ideal – 190

YSL – L’Homme – 197

JOOP! – Homme – 203

Versace – Dreamer – 204

Giorgio Armani – Code – 221

Davidoff – Cool Water – 239

Chanel – Bleu de Chanel EDT – 246

Abercormbie&Fitch – Fierce – 247

Calvin Klein – Eternity for Men – 252

Amouage – Gold Man – 260

Geoffrey Beene – Grey Flannel – 267

Paco Rabanne – 1 Million – 275

Dior – Sauvage – 288

Paco Rabanne – Invictus – 297

Amouage „Bracken Man”. Muskat kłania się Paryżowi.

Amouage znów zaskakuje. Nigdy bym nie przypuszczał, że wyda pachnidło tak inne od wszystkiego, co opublikowało dotąd i jednocześnie tak dobrze znane, tak znajome i tak wierne kanonom perfumerii… francuskiej.

Poprzedni zapach z cyklu The Midnight Flower Collection (skąd ta nazwa?) w jakimś sensie mógł już zapowiadać ten kierunek. Sunshine Man był bowiem śliczną odą do prowansalskiego krajobrazu pełnego skąpanych w słońcu krzewów nieśmiertelnika i lawendy. Był pierwszym tak śmiałym krokiem Christophera Chonga w rejony tradycyjnej perfumerii francuskiej. Całkowitym zarzuceniem orientalnej, arabskiej estetyki, jakiej dotąd hołdował Amouage. Sunshine okazał się być czymś na kształt współczesnej luksusowej wariacji nt. legendarnego Pour Un Homme de Caron (1924) autorstwa Ernesta Daltroffa.

christopher-chong1
Christopher Chong

Krok drugi, bardziej odległy w czasie, Chong wykonał w bieżącym roku prezentując Bracken Man. A bracken oznacza… paproć. Tak jest. Oto aromat dobrze znany. Historycznie rzecz biorąc jeden z najstarszych i jeden z najważniejszych męskich aromatów perfumowych. Fougere. Gatunek perfum niegdyś przekrojowo opisany przez mnie na blogu w Krótkiej historii fougere.  Przypomnę tylko, że zapoczątkowało go pachnidło Fougere Royale (1882) popełnione dla francuskiego domu Houbigant przez Paula Parqueta .

bracken

Christopher Chong z właściwym sobie perfekcjonizmem, choć tym razem bez charakterystycznej dla niego dozy eksperymentu i przesuwania granic, zaproponował Bracken Man – zapach będący kwintesencją gatunku fougere. Tym samym dwa obecnie najlepsze na rynku francuskie klasyki: Fougere Royale 2010 i Duc de Vervins (1985) (oba od Houbigant) doczekały się bardzo poważnego rywala. No i nie zapominajmy o równie doskonałym, bardzo tradycyjnym English Fern (1910) od brytyjskiego Penhaligon’s, do którego chwilami Bracken nawiązuje najwyraźniej (choć być może całkiem bezwiednie).

Amouage nigdy nie idzie na kompromis, gdy chodzi o jakość i ten zapach potwierdza tę regułę. Bracken Man jest wręcz modelowym przykładem stylistyki, którą reprezentuje, tyle że wykonanym na poziomie dostępnym jedynie dla nielicznych.

Aromatyczne intro natychmiast zdradza, z jakim zapachem mamy do czynienia. Mieszanka cyprysu i lawendy połączona z obowiązkowymi, choć tu nie dominującymi cytrusami, pachnie bardzo męsko, klasycznie, ale i całkiem współcześnie. Innymi słowy – nie trąci myszką, mimo że z pewnością nie rewolucjonizuje gatunku. Serce Bracken Man to już samo sedno fougere. Mieszanka kluczowego dla gatunku fougere geranium przyprawionego gałką muszkatołową , cynamonem i goździkiem, posadowiona na mocnym akordzie głębi, opartym na nutach drzewnych (kremowy sandałowiec, cedr i paczula, która w miarę czasu odzywa się coraz mocniej) utrwalonych i pogłębionych piżmem.Co ciekawe, oficjalny skład nie wymienia mchu dębowego ani kumaryny, co w przypadku fougere wydaje się wprost nie do pomyślenia. Przyznam jednak, że jeżeli faktycznie ich nie ma (mchu dębowego nie czuję, tonki chyba faktycznie także), mnie ich nie brakuje. Baza Bracken pachnie wystarczająco rasowo i jest absolutnie logiczną konsekwencją przyjętej konwencji. Być może to właśnie fakt pominięcia w formule tak kluczowych, zdawać by się mogło, składników jest owym nowatorskim elementem Bracken Man. Może to właśnie  w szczególności brak mchu dębowego powoduje, że pachnie on bardziej współcześnie niż wspomniane klasyki (poza Fougere Royale 2010 – gdyż to jednak mocno współczesna wersja i to wyraźnie czuć).

amouage-bracken-03

Bracken Man to bezdyskusyjnie zapach sentymentalny. Niezwykle męski, zapatrzony w klasyczny kanon. Roztacza woń elegancką i nieco dystyngowaną. Świeżą, choć nie jest to świeżość, jakiej hołduje się we współczesnej perfumerii. Czystą, choć nie jest to współczesna czystość detergentowa. Bez udziwnień i bez eksperymentów. Wiernie wobec wyobrażeń na temat tego jak powinien pachnieć klasyczny fougere.

Bracken Man jest bardzo „kanoniczny”, purystyczny, perfekcyjny w swej stylistycznej wierności najlepszym wzorcom. W niczym im zresztą nie ustępuje.

Pod względem parametrów Bracken zadowala, choć nie można mówić tu o poziomie, który reprezentują inne, te utrzymane bardziej w arabskiej estetyce zapachy omańskiej marki. Niemniej Bracken początkowo jest bardzo intensywny, mocno się rozprzestrzenia, by po kilkunastu minutach ułożyć się na skórze i emitować przyjemną, wyraźną, ale już nie tak mocną jak na początku woń przez mniej więcej 6-8 godzin. Przez kolejne dwie pachnie już blisko skóry.

Bracken Man to nie tylko doskonałe męskie pachnidło, ale także pełen elegancji ukłon arabskiej marki w kierunku klasyki perfumerii francuskiej. To – obok kilku wcześniej wymienionych zapachów – najlepsze, co można w tym gatunku współcześnie znaleźć.

Intryguje mnie ta neoklasyczna podróż Christophera Chonga rozpoczęta przez Sunshine Man i kontynuowana teraz w Bracken Man. Ciekaw jestem bardzo, czy będzie ciąg dalszy i jaki on będzie. Kto wie, może klasyczny, ale zrobiony po „amłażowsku” szypr w klimacie Chanel Pour Monsieur? A może coś skórzano-kwiatowego w typie Antaues Chanel?

Mogło by być bardzo ciekawie…

Co Pan na to, Panie Chong?

amouage-bracken-small

nuty głowy: cytryna, bergamotka, cyprys, lawenda,

nuty serca: geranium, cynamon, gałka muszkatołowa, goździki

nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, paczula, piżmo

perfumiarz: Olivier Cresp i Fabrice Pellegrin

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 5,0/ oryginalność: 2,0/  projekcja: 4,5/ trwałość: 5,0

Amouage Myths – mityczne czy raczej sentymentalne?

Marka Amouage pod wodzą Christophera Chonga nie zwalania tempa. Dopiero co ukazał się piękny Opus X w ramach luksusowej serii Library Collection, a już mamy premierę kolejnej pary pachnideł w głównej linii marki. Myths to drugi po Journey tandem zapachów w ramach nowej olfaktorycznej opowieści o portretach życia, pisanej przez Chonga rękami i nosami współpracujących z nim perfumiarzy. Choć nie nadążam za wizjami tego twórcy, to jestem niemal bezkrytyczny wobec efektów olfaktorycznych i jego wkładu w rozwój marki Amouage. Myths potwierdzają, że nie schodzi ona poniżej bardzo wysokiego poziomu zarówno pod względem treści, jak i jakości zapachów. Oba pachnidła są po prostu doskonałe. Oba też wyraźnie czerpią z chwalebnej historii perfum, o czym więcej piszę poniżej.

christopher-chong-creative-director-amouage-perfumes

Myths Man

Męski Myths to dzieło kolektywu. Nad zapachem – prócz jak zwykle Christophera Chonga w roli kierującego całością  – pracowało aż troje perfumiarzy: Karine Vinchon (dla Amouage popełniła już Interlude Woman, Opus III oraz Memoir Man), Dorothée Piot (skomponował Memoir Woman) i Daniel Visentin (twórca Lyric Man). Widać więc, że choć tym razem Chong nie skorzystał z usług Pierre’a Negrina, który skomponował lub współtworzył kilka ostatnich pachnideł Amouage, to zlecił pracę perfumiarzom, którzy w przeszłości pracowali już dla niego i dobrze znali jego oczekiwania oraz profil zapachowy Amouage. Nie byli więc wybrani przypadkowo.

Efektem prac tego perfumowego dream-teamu jest pachnidło z jednej strony bardzo mocno tkwiące w estetyce, do jakiej przyzwyczaił nas Chong (obecny jest amuażowy, kadzidlano-żywiczno-przyprawowy styl), z drugiej zaś dość wyraźnie nawiązujące do męskich pachnideł lat 80-tych ubiegłego wieku, zanim jeszcze perfumerię opanowała moda na zapachy morskie, wodne i jakie tam jeszcze. A pamiętamy, że były to czasy, gdy mężczyźni pachnieli … bardzo męsko i bardzo mocno. Myths Man odgrzewa tamte emocje, odtwarza tamtą atmosferę, pozostając jedną nogą w arabskiej, luksusowej estetyce Amouage.

Obok genialnego, zielonego Interlude Man, oudowego Epic Man i tytoniowego Journey Man, Myths Man to chyba najbardziej ewidentnie męski z wszystkich zapachów tej marki. Oba zapachy dzielą nutę tytoniową, choć tu nie jest to opisane jako tytoń, a popiół. Ale szczerze mówiąc nie znajduję tu popiołowej nuty w typie Serge Noire Lutensa. Natomiast akord, jaki pojawia się na finiszu, i jaki trwa na skórze do końca, ma dla mnie ewidentnie tytoniowy charakter, kojarzący mi się z fantastyczną Havaną od Aramisa (szczególnie z tą w wersji pierwotnej). Ale to dopiero w ostatnim etapie zapachu. Wcześniej mamy typowo amuażowe, dość ostre orientalne otwarcie (z rzadko spotykanym akordem chryzantemy!), później drzewno-rumowe serce, na etapie którego sygnaturowy akord tytoniowo-ambrowy zaczyna się ujawniać.

Myths Man z pewnością mnie nie zawiódł, bo – jak to zwykle bywa u Chonga – ma on wszystkie cechy doskonałych perfum i jeszcze trochę. Poza tym to typowy Amouage. W tym przypadku określenie „typowy” ma jak najbardziej pozytywny wydźwięk. Jest tu zarówno mocna projekcja, jak i wielogodzinna trwałość, przy wyraźnej ewolucji na skórze. Nie wszyscy to lubią – wiem- ale ja – uwielbiam.

Zapach nosi naprawdę wybornie i na pewno prędzej czy później włączę go do swej kolekcji pełno-flakonowej, gdyż jest tego absolutnie wart. Mimo, że moja pierwsza ocena – zanim jeszcze poznałem go lepiej – była raczej sceptyczna. Po pierwszych testach bowiem oceniłem go jako wtórny, będący połączeniem Interlude i Journey. Ale – co u Amouage jest zasadą – potrzeba czasu, by odkryć wszystkie subtelności i elementy, które stanowią o bogactwie i pięknie perfum tej marki. Dokładnie tak samo jest z Myths Man.

Amouage Myths Man

nuty głowy: chryzantema, kłącze irysa

nuty serca: róża, rum, wetyweria, elemi

nuty bazy: labdanum, popiół, skóra

rok premiery: 2016

moja ocena: Karine Vinchon, Dorothée Piot, Daniel Visentin

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

Amouage Myths

Myths Woman

Damską wersję Myths Chong powierzył jednemu perfumiarzowi, ale za to jakiemu! Nathalie Lorson to obecnie jedna z wiodących perfumiarzy firmy Firmenich. Portfolio jej prac jest obezwładniająco obszerne, a znajdziemy pośród nich rzeczy absolutnie wybitne (np. Lalique Encre Noire, Autoportrait Olfactive Studio, zapachy dla Le Labo, Armani Cuir Noir, D&G Feminine,  Chopard Wish i całe mnóstwo perfum dla największych marek designerskich). Myths Woman jest jednak debiutem tej doświadczonej perfumiarki, gdy chodzi o współpracę z Amouage. Tym bardziej byłem ciekaw tego zapachu.

NATHALIE_LORSON_COULEUR23370_credit_Alexandre_Guirkinger
Natahlie Lorson (fot. Alexandre Guirkinger)

Już zielono-kwiatowy początek z narcyzem jako głównym akordem, podparty galbanum i liściem fiołka wprowadza stylistykę klasycznych zielonych szyprów. Gdy do tego dodamy solidne drzewno-przyprawowe serce z goździkiem i paczulą oraz mszysto-skórzaną bazę, mamy pełen obraz tego pachnidła. Myths Woman to nostalgiczne perfumy zrobione wg najlepszej tradycji lat 50-70-tych ubiegłego stulecia. Fiołkowo-galbanowo-skórzany akord, budujący sygnaturę tych perfum, mi osobiście kojarzy się z klasyką w rodzaju Grey Flannel Geoffrey Beene, ale pewien jestem, że osoby lepiej zorientowane w damskich klasykach, znajdą wiele innych porównań (na Fragrantica.com już można takie znaleźć: Private Collection Estee Lauder z 1973 roku czy YSL Rive Gauche z 1970, ale także Chanel No.19).  Myths jest utrzymany w tej samej stylistyce, co dopiero przeze mnie opisany na blogu Romanza Masque Milano. Szczególnie bazy obu pachnideł są zdumiewająco podobne.

Amouage jest więc owszem klasycyzujący, ale że stworzony współcześnie, z pewnością nie trąci myszką. I choć od czasu do czasu powieje nutką retro, nie jest ona w żadnej mierze przesadna. No i zapach ten nadaje się także na męską skórę. Jego kwiatowy charakter jest bardzo… zielony. Narcyz, liść fiołka, galbanum czy goździk to nie są aromaty zarezerwowane wyłącznie dla Pań (zresztą które tak naprawdę są?). Dlatego uważam, że najnowszy tandem zapachów Amouage to prezent szczególnie wartościowy dla panów. Miast jednego, mają do wyboru aż dwa pachnidła…

myths-amouage-woman-513x700

nuty głowy: narcyz, liście fiołka, galbanum

nuty serca: goździk, paczula, akord ambry

nuty bazy: skóra, mech, piżmo

rok premiery: 2016

moja ocena: Nathalie Lorson

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

Purpurowe Skrzypce, czyli „Opus X” Amouage Library Collection

Gdzieś w XVII wieku we włoskim miasteczku Cremona lutnik Nicolo Bussotti buduje skrzypce. Jedne z nich są wyjątkowej jakości, bo przeznaczone dla jego mającego przyjść wkrótce na świat syna. Tak rozpoczyna się niezwykły film Purpurowe skrzypce (The Red Violin) Francoisa Girarda, będący de facto zbiorem kilku pozornie niezależnych opowiadań, których akcja różni się miejscem i czasem, a których elementem wspólnym są wspomniane skrzypce. Opowiadania pełne są pięknej muzyki, ale i bardzo smutnych i tragicznych wydarzeń, które dotykają każdego, kto na przestrzeni kolejnych niemal 400 lat staje się owego instrumentu właścicielem. Skrzypce te wyróżnia niezwykła, idealna wprost akustyka i bliskie absolutu brzmienie oraz nietypowy lakier o purpurowo-czerwonej barwie. Barwa ta nie jest jednak przypadkowa. Pogrążony w rozpaczy lutnik użył bowiem lakieru z domieszką krwi swojej żony, która zmarła rodząc martwe dziecko…

red violin

Najnowsze dzieło Christophera Chonga z Amouage Opus X  (w ramach cyklu Library Collection) powstało z inspiracji tym właśnie poruszającym i pięknym filmem. Przyznam, że by pełniej docenić perfumiarski kunszt i poziom interpretacji tematu, warto ten film po prostu obejrzeć. Najlepiej tak, jak zrobiłem to ja – ze spryskanym Opus X bloterem w dłoni…

Te perfumy w niezwykły sposób oddają treść filmu, w szczególności zaś charakter instrumentu, który jest jego swoistym bohaterem. Oto dominująca w zapachu róża w obecnych tu kilku formach: esencji róży stulistnej, różanych pączków oraz różanego tlenku symbolizuje purpurową barwę skrzypiec. Akord krwawej róży łączący się przy pomocy geranium z ulokowanym w bazie zapachu akordem metalicznym to oczywiste odniesienie do użytej w werniksie krwi kobiety. Akord lakieru i oud (drewno) odwzorowują budulec instrumentu. Wszystkie użyte tu ingrediencje i zbudowane z nich akordy współgrają ze sobą w idealnej olfaktorycznej harmonii i brzmią w sposób wyjątkowo piękny. Niczym skrzypce i muzyka, którą emitują.

Opus X to – obok Pink Quartz Oliviera Durbano – najbardziej niezwykłe znane mi pachnidło z różaną dominantą. Metaliczna nuta krwi przywodzi mi na myśl niektóre wcześniejsze eksperymenty Antoine’a Lie’a (np. Blood Concept RED+MA), ale tu została ona wpleciona w różany kontekst z takim smakiem i w takiej harmonii, że nie odrzuca, nie przeszkadza, a raczej fascynuje i wciąga, choć z pewnością wymaga wyrobionego gustu. Przy pierwszym teście zaskakuje i poddaje odbiorcę próbie. Gdy się ją przejdzie, Opus X zauroczy swą niezwykłą urodą. Także też stało się ze mną. A że przy okazji zachęcił mnie do obejrzenia niezwykłych historii opowiedzianych w pięknym filmie, po który sam prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął? Oto magia pachnideł…

amouage opus X

nuty głowy: róża stulistna, akord krwawej róży, różane pączki, tlenek różany

nuty serca: geranium, akord lakieru, skóra

nuty bazy: Ambrarome, oud z Laosu, ylang-ylang, akord metaliczny

twórca: Christopher Chong/ Nathalie Lorson i Pierre Negrin

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ******/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

Perfumy Opus X dostępne są w perfumerii Quality Missala.

Amouage „Sunshine Man”

Jak to jest, że każdy nowy zapach Amouage mnie zachwyca? Mnie, czasem już znudzonego i zblazowanego samozwańczego konesera pachnideł? Chyba znam odpowiedź na to pytanie. Perfumy Amouage to olfaktorycznie najwyższa półka. Brzmi jak komunał. Ale w tym przypadku do najprawdziwsza prawda. Nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. Tu nie ma drogi na skróty, nie ma kamuflażu, nie ma „ściemy”, nie ma banału. Jest pomysł, głębia, perfekcja wykonania, ale jest też geniusz – kluczowy element tej układanki.

Christopher Chong (zdjęcie z Gulf Insider)

Dla perfum Amouage charakterystyczna jest bezdyskusyjnie topowa jakość składników powierzonych nie tylko perfumiarzom najlepszym, ale przy tym takim, z którymi Christopher Chong „ma chemię”. W przenośni i dosłownie. „Odjechane” briefy Chonga, które w jakiś tajemniczy, magiczny, alchemiczny sposób perfumiarze przez niego zaangażowani zamieniają w zapachowe złoto… Owszem, znajdziemy na rynku pachnidła droższe, pełne drogocennych substancji, pięknie skomponowane, jeszcze bardziej ozdobnie i z przepychem zapakowane, ale co z tego, skoro nie dorastające do pięt Christophera Chonga? Od kiedy zasiadł on w fotelu Dyrektora Kreatywnego Amouage, marka ta, że się młodzieżowo wyrażę – „zamiata”. Wszystko. Dosłownie. Lewituje nad całym perfumowym światem, zagubionym w pędzie po słupki sprzedaży i zysk, lśniąc niczym widoczne na flakonie najnowszego zapachu słońce…

sunshine_man_front_new

Tak – najnowszy męski Amouage Sunshine Man oślepił mnie blaskiem perfumeryjnego kosmosu. Udowodnił, że Chong czuje się doskonale nie tylko w orientalnych, arabskich klimatach. Z bezczelnością młodego geniusza wszedł bowiem na teren dotąd tradycyjnie i historycznie zarezerwowany przez Francuzów i zagroził detronizacją wszystkiego, co w… gatunku fougere (!) najlepsze.

Sunshine Man rozpoczyna się niezwykłej urody aromatycznym akordem, w którym początkowo pierwsze skrzypce gra przepiękna nuta lawendy. Dawno już nie doświadczyłem w perfumach lawendy takiej jakości! Mam wrażenie, a nawet jestem pewien, że to najdoskonalsza woń lawendowa, jaką dotąd spotkałem w perfumach! Czysta, rześka, naturalna, mocna i niezwykle wyraźna. Po prostu cudna!

lavimortelle

Obok niej pojawia się z czasem coraz bardziej wyraźny nieśmiertelnik, tu także poruszający swa ekskluzywną, mniej syropową, a bardziej pikantną urodą, jakże odległą od kocankowych mocarzy w typie Sables Annick Goutal czy Fougere Bengale Parfums d’Empire. Ten przepięknie skonstruowany duet zanurzono w delikatnej nucie alkoholu opisanego jako pomarańczowe brandy, który wraz z odrobiną bergamoty spaja całość. Zaskakujący – bo zupełnie nieorientalny, a za to absolutnie prowansalski klimat Sunshine Man wzmacnia esencja z szałwii. Jagody jałowca przydają akordowi serca męskiej lekko przyprawowej, mieniącej się projekcji. Wszystko to osadzono na nieskomplikowanej bazie z wanilią i tonką w rolach głównych, która wprost idealnie współgra z lekką, karmelową naturą kocankowej esencji. Drzewny kościec pachnidła buduje niezawodny cedr. Oto i cały Sunshine Man – piękne, ekskluzywnie pachnące, ale jakże w swej istocie francuskie fougere, zapatrzone z podziwem w legendarne Caron Pour Un Homme, ale oferujące jakość i piękno z przyczyn historycznych, a więc i technicznych, dla arcydzieła Carona niedostępne. Nie bez kozery na oficjalnej stronie Amouage znajdziemy takie oto słowa opisujące Sunshine Man: retro-chic interplay of freshness and sensuality.

Przedstawmy wreszcie duet perfumiarzy stojący za tym zapachem, bo nie można zapominać o jego właściwych twórcach: znany przede wszystkim z pracy dla Diptyque Fabrice Pellegrin oraz  Pierre Negrin współpracujący z Chongiem już od dłuższego czasu (autor lub współautor wielu poprzednich perfum Amouage, w tym wielu moich ulubionych).

Pellegrin Negrin
Fabrice Pellegrin & Pierre Negrin (zdjęcia z Firmenich)

Warto wspomnieć, że Sunshine Man to jedno z najlżejszych gatunkowo męskich pachnideł Amouage, o ile nie najlżejsze. Nie znaczy to jednak, że zapachowi brakuje typowych dla omańskiej marki parametrów. Początkowo jest on bardzo wyrazisty, mocny i esencjonalny, po kilku kwadransach „ugrzecznia” swą moc, pozostaje jednak dobrze wyczuwalny na skórze przez wiele godzin, powolutku się rozwijając. Pięknie dryfuje od długotrwałego, aromatycznego, lawendowo-szałwiowego wstępu przez subtelnie pikantne kocankowe serce aż po ciepły tonkowy finisz, na każdym etapie zachwycając…

Ten zapach stanie na mojej półce. To kwestia… czasu.

amouage sunshine man

nuty głowy: lawenda, pomarańczowa brandy, nieśmiertelnik

nuty serca: bergamotka, jagody jałowca, szałwia

nuty głębi: cedr, bób tonka, wanilia

twórca: Fabrice Pellegrin, Pierre Negrin

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: ******/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Amouage Library Collection „Opus IX”

Najnowszy, dziewiąty Opus kolekcji bibliotecznej Amouage (Library Collection) zainspirowany został operą Giuseppe Verdiego La Traviata, którą włoski kompozytor osnuł na kanwie powieści Aleksandra Dumasa Dama Kameliowa. Nie przez przypadek więc Opus IX zawiera w swym otwarciu akord kwiatu kamelii. Jest on czystym zapachowym abstraktem, stworzonym od podstaw wyobrażeniem tej woni, która w naturze… nie istnieje, bowiem kamelia nie pachnie. Ot taka perfumiarska sztuka dla sztuki.

0181.camelia

Olfaktorycznie jako całość Opus IX to pierwszy zapach w tej niezwykłej kolekcji, który sprawia wrażenie wtórnego, a wręcz nosi znamiona autoplagiatu. Można też określić go eufemistycznie jako kontynuację bardzo oryginalnej, kwiatowo-drzewnej estetyki poprzedniego Opusu VIII. Niemniej aż takie podobieństwo obu pachnideł zaskakuje i dziwi. Może mieć ono związek z autorem kompozycji, którym – podobnie jak w przypadku Opus VIII – jest Pierre Negrin. Tym razem jednak współpracowała z nim Nathalie Lorson, która zastąpiła Richarda Herpina.

amouage-opus-ix

Opus IX otwiera się akordem kwiatowym początkowo zamaskowanym sporą ilością czarnego pieprzu. Po tym jak jego molekuły ulecą w powietrze, kwiatowa woń wyłania się na skórze w swej pełni. Jest jednak daleka od kwiatowości w potocznym perfumowym znaczeniu. Nie jest z pewnością typową, kojarzoną zwykle z perfumami dla kobiet. Opus IX jest bowiem – jak wszystkie Opusy – pachnidłem, które równie dobrze zaistnieje na kobiecej, co męskiej skórze. Domniemana kamelia połączona tu została z jaśminem, a ten wraz z drewnem gwajakowym prawdopodobnie w największym stopniu przyczynia się do wspomnianego wcześniej podobieństwa do Opusu VIII. Oba pachną dla mnie jak dwie różne wersje tego samego perfumiarskiego pomysłu. Czyżby Negrinowi skończyły się nowe idee? Oby nie. Osobliwy, suchy i gorzki aromat wraz z upływem czasu traci na i tak mało wyrazistej kwiatowości i staje się bezprecedensowo…. zwierzęcy. Tak jest. Tu tkwi zasadnicza różnica pomiędzy oboma Opusami. Nuty tzw. animalne nigdy dotąd nie były tak mocno obecne w żadnym Opusie i chyba w żadnym znanym mi zapachu Amouage. Odważne połączenie rzadko stosowanego w perfumerii wosku pszczelego z nutą skórzaną po czasie zostaje wzmocnione przez cywet, a wszystko to podbudowane zostało najprawdziwszą szara ambrą, która pozostaje na skórze najdłużej, budując zadziwiająco miękki, delikatny, zmysłowy, słodko-przytulny, piżmowy finisz tego zapachu, po tym gdy znikną już resztki fekalnego cywetu. A na to trzeba poczekać wiele godzin.

Opus IX jest oryginalnym pachnidłem kwiatowo-drzewno-zwierzęcym z akcentem na to ostatnie, jakkolwiek dziwnie to określenie zabrzmi. To zapach w swej treści i charakterze bezkompromisowy i wymagający, bardzo dobrej jakości, skierowany od konesera Christophera Chonga do koneserów perfum. Dochowuje wysokiego poziomu Library Collection, ale brak w nim świeżego pomysłu, no chyba że za ten przyjmiemy swobodne i obfite wypełnienie formuły nutami pochodzenia zwierzęcego. Bo to głównie to odróżnia go od moim zdaniem bardziej udanego Opusu VIII.

Wciąż są to jednak doskonałe perfumy, na poziomie – co nieraz już przy okazji pachnideł Amouage stwierdzałem – niedostępnym dla większości perfumowych marek.

Opus-IX-Bottle-and-Box

nuty głowy: akord kamelii, czarny pieprz, jaśmin

nuty serca: drewno gwajakowe, wosk pszczeli, skóra

nuty głębi: szara ambra, wetiwer, cywet

twórca: Pierre Negrin i Nathalie Lorson

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: *****