Kolońskie rekomendacje fqjciora

Zapach koloński jest ze mną od kiedy pamiętam, poczynając od opakowanej w wiklinowe wdzianko buteleczki Prastarej Wody Kolońskiej stojącej na toaletce mojej babci tudzież Przemysławki okupującej miejsce na półce w łazience. Od kilku lat kolońska jest niezbędnym elementem mojej zapachowej garderoby. Nie wyobrażam sobie nie tylko wiosny i lata, ale i całego roku bez świeżej kolońskiej woni w wydaniu mniej lub bardziej klasycznym.

Prastara kolońska
foto: http://www.brzytwa.org

Szczęśliwie nie tylko ja tak mam, o czym świadczy – jak sądzę – popularność wydanego w 2012 roku przez Toma Forda Neroli Portofino, klasycznie pachnącej kolońskiej, wzbogaconej o aspekt ambrowo-piżmowy, której nadano formę trwałej eau de parfum. Sukces tego zapachu skłonił inne marki do pójścia w ślady Forda i zaproponowania własnych pomysłów na kolońskie aromaty. Jedna z nich – mowa o Atelier Cologne – nawet oparła swoje portfolio na rozmaitych interpretacjach kolońskiego tematu, często zresztą wychodząc bardzo daleko poza kanon (troszkę jak od dawna znana z doskonałych kolońskich Acqua di Parma). Z kolei The Different Company stworzyło własną linię nowoczesnych kolońskich pod nazwa L’Esprit Cologne. Słynny Hermes dopracował się solidnej kolońskiej oferty pod nazwą Collection Colognes. Również Tom Ford – w tempie godnym podziwu – rozbudowuje swój arsenał zapachów kolońskich (Mandarino di Amalfi, Venetian Bergamot, Costa Azzura, Fleur de Portofino, Sole di Positano), a w zeszłym roku zaproponował nawet dwie nowe wersje swojego bestsellera: Neroli Portofino Acqua (lżejszą od pierwowzoru, bliższą klasycznej kolońskiej) i Neroli Portofino Forte – gęsty koloński perfumowy ekstrakt ze skórzaną bazą.

Na tym swoistym renesansie kolońskiej korzysta rzecz jasna konsument, mając coraz większy, niemal nieskończony, wybór.

the-neroli-portifino-collection

Poniżej opisałem zapachy kolońskie, które uważam za zdecydowanie godne rekomendacji. Część to typowe – lekkie i krótkotrwałe – eau de cologne, inne to intensywniejsze i bardziej trwałe wody toaletowe i perfumowane o kolońskim bukiecie. Po jednej na każdy dzień tygodnia…

 

Niedziela 

Acqua Di Colonia (1996) Lorenzo Villoresi

Klasyczna, aromatyczna i bezkompromisowa, czyli 120% kolońskiej w kolońskiej 

Bardzo tradycyjna w pod względem aromatu, archetypiczna wręcz kolońska, w której soczyste i rześko pachnące cytrusy połączono z lawendą, zielonym petitgrain (esencja z liści drzewa gorzkiej pomarańczy) i cytrusowo pachnącą żywca elemi, wzbogacono ziołami (wprowadzająca fizjologiczną nutę szałwia i rozmaryn) oraz esencją z kwiatu pomarańczy (neroli), utrwalając całość piżmami. W zamierzeniu prosta, ale w wykonaniu Villoresiego zaskakująco wyrafinowana kompozycja. Równie aromatyczna, co krótkotrwała, w czym także bardzo wierna klasycznym wzorcom. Acqua Di Colonia florenckiego Mistrza pachnie nieprawdopodobnie naturalnie i organicznie. Jest orzeźwiająca jak poranne słońce, soczysta jak włoskie cytrusy i jednocześnie wytrawna niczym zielnik włoskiego kucharza. To najpiękniejsza i najbardziej naturalna znana mi kolońska w klasycznym typie. Czysta i niczym nie zmącona kolońska ekstaza. Jednocześnie tak bardzo klasyczna w swym wyrazistym aromacie, że prawdopodobnie możliwa to zaakceptowania tylko przez koneserów tematu. Choć może się mylę.

 

główne składniki: cytrusy, petitgrain, elemi, goździk, neroli, szałwia, rozmaryn, piżmo

nos: Lorenzo Villoresi

 

Poniedziałek

Cologne Royale (2010) Christian Dior

Subtelnie i ponadczasowo, czyli gdy mniej znaczy więcej.

Kolońska będąca częścią ekskluzywnej linii Diora La Collection Couturier Parfumeur charakteryzuje się delikatnym cytrusowym muśnięciem kalabryjskiej bergamotki i wyraźną przez pierwsze minuty, ale nie przesadnie mocną nutą włoskiej mięty. Zapach osadzony jest na delikatnej bazie z esencji drewna sandałowego. Jego konstrukcja jest minimalistyczna, bardzo prosta i czytelna, doskonale wyważona, a aromat lekki, świeży i naturalny. Cologne Royale nastawiona jest – podobnie zresztą jak Acqua Do Colonia Lorenzo Villoresiego – na krótkotrwały efekt orzeźwienia, choć w swej formule jest dużo prostsza, łatwiejsza w odbiorze i – paradoksalnie –  zupełnie nie retro (choć podobno bazująca na wzorcach z XVIII wiecznych Dworów Królewskich).

Dominacja delikatnych cytrusów plus efemeryczna mięta. Delikatnie, naturalnie, świeżo i nieco nonszalancko, a przy tym krótko. Tak w największym skrócie można opisać Cologne Royale.

Jak mówi Francois Demachy, perfumiarz, który skomponował Cologne Royale,

Kolońska to dla perfumiarza ćwiczenie,  w którym na jakość powstałego zapachu największy wpływ ma jakość użytych składników, w szczególności cytrusowych esencji.

Ja dodałbym, że potrzeba też nie lada ekspertyzy i doświadczenia, by stworzyć wysokiej jakości kolońską. Francois Demachy nieraz już udowodnił, że jest mistrzem kolońskiej konwencji, i że potrafi żonglować nią w imponujący sposób. Wystarczy przywołać tu Eau Sauvage Cologne, Fahrenheit Cologne czy moje ulubione z tej trójki Dior Homme Cologne, do którego Cologne Royale jest chyba najbardziej podobne.

 

główne składniki: bergamotka, męta, drewno sandałowe

nos: Francois Demachy

 

Wtorek

Cologne Pour Le Matin (2009) Maison Francis Kurkdjian

Dla indywidualistów – musujące cytrusy i biały tymianek z Maroka jako doskonali kompani białej koszuli.

Z właściwym sobie urokiem i odrobiną przekory Francis Kurkdjian zaproponował swoją interpretację kolońskiego tematu łącząc obowiązkowe cytrusy (bergamotka i limonka) z akordem ziołowym złożonym z dominującej tu esencji białego tymianku oraz prowansalskiej lawendy. Efektem jest zapach lekki i odświeżający, w którym najwyraźniej pachnie wspomniany tymianek, podczas gdy obecne na samym początku krótkotrwale cytrusy mają niezwykle delikatny charakter.

Cologne Pour Le Matin pachnie ślicznie i oryginalnie. Choć dopiero dodatek fiołka, neroli, irysa i ambry w wersji Absolue Pour Le Matin uczynił zeń pachnidło porywająco piękne i jedno z moich absolutnie ulubionych (od kliku już lat), to Cologne wciąż jest zapachem godnym polecenia, szczególnie jeżeli w kolońskiej poszukujemy czegoś nowoczesnego i bardziej oryginalnego.

 

główne składniki: bergamotka, limonka, biały tymianek, lawenda

nos: Francis Kurkdjian

 

Środa

Cologne (2001) Thierry Mugler

Rewolucyjna, czyli pachnieć słońcem i mydłem.

Dziś już może nie tak zaskakująca, jak w czasie, gdy miała swą premierę, za to wciąż zachwycająca niepowtarzalnym aromatem, który przyjęło się określać jako czysty i mydlany.

Alberto Morillas przedefiniował tym zapachem pojęcie kolońskiej i stworzył jej współczesną wersję – godną XXI wieku. Pachnącą nowocześnie, mocno i dłużej niż standardowe kolońskie, bo będącą w swej istocie chyba pierwszą w historii kolońską o koncentracji wody toaletowej.

Obok obowiązkowych cytrusów, pachnących tu wszakże w mniej naturalny, niż to zwykle bywa w zapachach kolońskich, a bardziej abstrakcyjny sposób, perfumiarz umieścił w formule biało-kwiatowo i jednocześnie cytrusowo pachnącą esencję kwiatu pomarańczy (neroli) oraz zielony, rześki petitgrain – będący w istocie esencją liścia gorzkiej pomarańczy. Jako bazę zastosował tzw. białe piżma, które w solidnej dawce dodają całości mocy, głębi i trwałości oraz czystej aury (nutka świeżo upranej pościeli).

Kto raz zetknął się z Cologne, ten z pewnością uległ jej słonecznemu i beztroskiemu urokowi oraz świeżej i czystej aurze. Nie sposób do niej nie wracać, gdy robi się ciepło. Ja przynajmniej takiego sposobu nie znam.

 

główne składniki: bergamotka, neroli, petitgrain, białe piżma

nos: Alberto Morillas

 

Czwartek

Mediterranean Neroli  (2015) Ermenegildo Zegna 

Koloński luksus, czyli jak przebić Toma Forda?

Będąca częścią ekskluzywnej linii perfum The Essence Collection marki Zegna (niedoceniona, a doskonała kolekcja, zwracam uwagę wszystkich koneserów!) jest odpowiedzią na zapoczątkowany przez Neroli Portofino Toma Forda powrót do aromatów kolońskich, tyle że zrobionych „na bogato” – wieloskładnikowych, mocnych i bardzo trwałych, będących w swej istocie czymś więcej, niż „tylko” kolońskimi. Barokowo rozbudowana receptura gwarantuje w tym przypadku cały wachlarz nut zapachowych – od cytrysowo-zielonego wstępu, zbudowanego z bergamoty i esencji liści gorzkiej pomarańczy (petitgrain bigarade) przez genialne kwiatowe serce, z cudnym neroli, aż po drzewno-piżmowy finisz. Wszystko to składają się na dominujące poczucie luksusowej świeżości i czystości, które tak lubię w perfumach. Podobieństwo to wspomnianego Neroli Portofino jest tu ewidentne, jednakże zapach Zegny jest mniej ambrowy, bardziej drzewny, wyraźniejszy, nieco ostrzejszy i odrobinę szorstki.

Mediterraean Neroli to genialnie wyegzekwowany temat koloński z użyciem doskonałej jakości esencji, co czuć natychmiast i bardzo długo (w tym „bergamotkę Zegny” – esencję pochodzącą z upraw należących do E. Zegny, którą odnajdziemy w każdym z zapachów The Essence Collection). Kompozycja jest wyrafinowana, zniuansowana i zniewalająco piękna, a zapach projektuje mocno i przez wiele godzin. Prawdziwe techniczne tour de force w wykonaniu Pierre’a Negrina.

To bezdyskusyjnie jeden z najlepszych znanych mi tego typu zapachów. Ścisła czołówka i mój faworyt gatunku w ostatnim czasie, który przebił Neroli Portofino Toma Forda.

 

główne składniki: bergamotka, petitgrain, neroli, cyprys

nos: Pierre Negrin

 

Piątek

Cologne (2014) Etat Libre d’Orange

Świeżo, ciepło, ambrowo, skórzanie – czyli coś łatwego i przyjemnego od przekornego Etienna de Swardta.

Perfekcyjnie wykonana współczesna kolońska w koncentracji eau de parfum z pewnością zainspirowana niezwykłą popularnością Neroli Portofino, ale mająca swą wyraźną indywidualność. Zasadnicze nuty to – oczywiście – cytrusy, tyle że tym razem z przewagą soczystej i słodkiej czerwonej pomarańczy oraz kwiaty w sercu (duet kwiatu pomarańczy i jaśminu). Bazę stanowią piżma oraz subtelny akord skórzany. W zapachu czuć wyraźnie dużą dozę drzewnego cashmeranu, który łącząc się idealnie z białymi kwiatami pogłębia i utrwala go jednocześnie. Całość pachnie owszem świeżo, ale nie rześko, tylko raczej ciepło, kremowo, miękko i otulająco. To ambrowo-skórzana kolońska w ciemnej tonacji. Idealna na chłodny letni dzień? Czemu nie. Doskonała też na cały rok. Zdecydowanie warta uwagi, choć niestety pozostająca w cieniu Neroli Portofino.

 

główne składniki: pomarańcza, bergamotka, jaśmin, kwiat pomarańczy, piżmo, skóra

nos: Alexandra Kosinski

 

Sobota

Neroli Portofino (2012) Tom Ford 

Kolońska na sterydach, czyli wiadomo, kto to wszystko zaczął…

Rodrigo Flores-Roux stworzył tę inspirowaną klasyką woń kolońską mieszając cytrusy (bergamotka, cytryna, grejpfrut) z nutami ziołowymi (lawenda, tymianek, rozmaryn) oraz cennymi esencjami kwiatów gorzkiej pomarańczy i jaśminu wielkolistnego (Sambac). Kwiatowej głębi dodał za pomocą bardzo wysokiej jakości ekstraktu CO2 z kwiatu pomarańczy. Perfumiarzowi bardzo zależało na tym, by jego kolońska była dużo trwalsza, niż to zwykle z tego typu zapachami bywa. Użył więc jemu tylko znanej magicznej mieszanki wybranych białych piżm, nasion ketmii piżmowej i dzięgla. W ten sposób perfumy, które skomponował początkowo tylko dla własnego użytku, z inspiracji dzieciństwem spędzonym pośród drzew gorzkiej pomarańczy na meksykańskiej prowincji, stały się jednym z najchętniej kupowanych zapachów z ekskluzywnej linii Toma Forda i zapoczątkowały renesans inspirowanych klasyką zapachów kolońskich.

Neroli Portofino to przecudnej urody niemalże liniowy (niezmienny w czasie), ciepły i posiadający bursztynową głębię zapach koloński o ponad 8 godzinnej trwałości przy początkowo wyraźnej, a po kilku godzinach blisko skórnej, ale konsekwentnej projekcji. Noszenie go to czysta przyjemność. Czuję się w nim świeżo i ekskluzywnie, na co pewnie wpływ ma także niestety jego przesadnie wygórowana cena, nawet w porównaniu do innych pozycji z butikowej linii Private Blend Toma Forda.

 

główne składniki: cytrusy, kwiat pomarańczy, lawenda, rozmaryn, tymianek, jaśmin Sambac, piżmo, ketmia piżmowa (ambrette), dzięgiel

nos: Rodrigo Flores-Roux

 

Inne polecane współczesne kolońskie:

Byredo Sunday Cologne

Frederic Malle Cologne Indelebile

Parle Moi De Parfum Tomboy Neroli

Atelier Cologne Grand Neroli

Le Labo Bergamotte 22

Le Labo Neroli 36

Helmut Lang Eau de Cologne

Chanel Allure Homme Sport Cologne

Dior Homme Cologne 2013

The Different Company L’Esprit Cologne

Fahrenheit „Cologne”

Zaprezentowana w 2015 roku kolejna świeża wersja klasycznego Fahrenheita była dla mnie zaskoczeniem, szczególnie że od wydania  o Fahrenheit Aqua minęło zaledwie (?) kilka lat. Przypomnijmy – Aqua był grejpfrut i galbanum nadające całości gorzko-zielonego charakteru, który naturalnie łączył się z obecną w bazie wetywerią. Zapach reklamowany był jako połączenie ognia i wody…

aqua_fahrenheit_dior

W Cologne zamiast grejpfruta mamy bukiet cytrusów, a zielone galbanum zastąpiono paczulą, gałką muszkatołową i kminem. To zupełnie niekolońskie składniki, bo i ten zapach nie jest absolutnie typową kolońską. To lżejsza, pozbawiona nuty benzynowo-skórzanej wersja klasyka, wciąż jednak zaskakująco mocna, dobrze projektująca i – jak na kolońską etykietę – trwała.

Znany z klasyka temat fiołkowy, obecny tu w formie bardzo zbliżonej do poroplasty (z wszystkich współcześnie dostępnych wersji Cologne wydaje się być mu najbliższa) został ozdobiony doskonałej jakości esencjami cytrusowymi, z których Dior od lat słynie. W wonnym koszyku znajdziemy więc mandarynkę z Sycylii, bergamotkę z Kalabrii oraz esencję z cytryny, które – poukładane ręką mistrza Francoisa Demachy’ego – budują intro Cologne. Akord cytrusowy ma charakterystyczny dla tego perfumiarza rześki, orzeźwiający i lekko gorzki charakter. Od pierwszych sekund czujemy także sygnaturową zieloną nutę fiołka, która natychmiast informuje nas o tym, z wersją jakiego zapachu mamy do czynienia.

Nie potrzebny jest tu nawet napis na flakonie, bo mimo, że nie znajdziemy tu słynnej nuty paliwowo-skórzanej, DNA Fahrenheita jest tu absolutnie czytelne, tyle że zostało zręcznie wkomponowane w cytrusowo-drzewne ramy znane z Eau Sauvage Cologne.

Fahrenheit Cologne jest wg mnie kolejnym bardzo udaną wersją klasyka. Jest też jego najświeższą i najlżejszą wersją, idealną na ciepłe, a nawet upalne dni, w których nawet także przecież świeża Acqua może okazać się zbyt ciężka.

Oby takie (no może nie aż takie…) dni nadeszły wkrótce…

fahrenheit-cologne

nuty głowy: mandarynka, bergamotka, cytryna

nuty serca: paczula, francuski fiołek, gałka muszkatołowa, kmin

nuty bazy: wetiwer, cedr

rok premiery: 2015

moja ocena: Francois Demachy

zapach: 4,5 / projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

 

Maison Francis Kurkdjian „Petit Matin” i „Grand Soir”, czyli poranek i wieczór w Paryżu

Paryskie poranki i wieczory stały się dla Francisa Kurkdjiana inspiracją do stworzenia pary nowych pachnideł: Petit Matin i Grand Soir. Jak więc według artysty pachnie Paryż o poranku, a jak wieczorem?

mfk-paris-duo

Petit Matin…

…to lekki, świeży zapach cytrusowo-ziołowy o nowoczesnej bazie opartej na ambroxanie i białych piżmach, utrzymany w klimacie wcześniejszych zapachów Francisa Kurkdjiana: Cologne Pour le Matin i mojego ulubionego Absolue Pour le Matin. W przeciwieństwie jednak do Cologne, nie zawiera on w formule białego tymianku, a w porównaniu do Absolue nie ma też w nim fiołka ani neroli. Jest za to – co ciekawe – akord głogu. Bergamotka została natomiast zastąpiona cytrynowo pachnącą esencją z Litsea Cubeba.

Początek jest orzeźwiający i bardzo naturalny. Akord cytrusów z wyczuwalna w tle lawendą tworzy piękny, słoneczny klimat. W sercu cichną cytrusy, choć wciąż są obecne. Duet głogu i subtelnej lawendy kontynuuje świeżą opowieść. Finisz to subtelny skin-scent, wspomnienie akordu serca oparte na czystej piżmowej bazie i zmysłowym ambroxanie. Tyleż to ładne, perfekcyjne, ile już znane z innych dzieł perfumiarza. Piszę o tych szczegółach niejako z kronikarskiego obowiązku, gdyż tak naprawdę

Petit Matin wydaje się być kolejnym rozdziałem opowieści Francisa o świetle, poranku, promykach słońca zaglądających przez okno, białej pościeli i białej koszuli przywdziewanej po porannym prysznicu.

Francis Kurkdjian jak mało kto potrafi ubrać ten obraz i nastrój w pachnące molekuły i ten zapach jest na to kolejnym dowodem. Osobiście za to samo uwielbiam Absolue Pour le Matin, który jest stałą pozycją w mojej perfumowej garderobie, a który łączy w sobie bardzo podobną treść z większą wyrazistością i trwałością. Petit Matin jest pod względem parametrów bliższy Cologne Pour Le Matin i jako taki owszem podoba mi się, ale raczej nie ma szans na zdetronizowanie króla. To także ten mniej oryginalny z paryskiego duetu, choć bardzo przyjemny i bardzo w stylu Mistrza.

mfk-petit-matin

główne nuty:  cytryna, litsea cubeba, lawandyna (lawenda wielka), kwiat pomarańczy, akord głogu, piżmo, ambroxan

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 2,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

francis-kurkdjian-w

Grand Soir…

…jest eleganckim i zmysłowym pachnidłem orientalnym, z subtelną nutką kulinarną, w którym dominują ciepłe balsamiczne nuty labdanum i benzoesu połączone z tonka i wanilią. Mimo ciężkich składników, zapach jest nadspodziewanie lekki, bardzo dobrze zbalansowany i natychmiast przypada do gustu. W przeciwieństwie do Petit Matin i jego powinowactwa do duetu Pour le Matin, Grand Soir jest inny od Cologne Pour le Soir, a tym bardziej od gęstego, orientalnego, miodowego i lekko animalnego ambrowca Absolue Pour Le Soir, z którymi to zapachami Grand Soir łączy jedynie benzoes.

Grand Soir jest z pewnością bardziej Soir aniżeli Grand. Ładny, delikatny zapach wieczorowy, zdecydowanie uniseksowy (podobnie zresztą jak Petit Matin), projektujący raczej grzecznie i trwający na skórze dość długo jako subtelny, otulający, bezpieczny skin-scent.

Trudno tu wyróżnić któryś ze składników. Wszystkie współtworzą końcowy efekt. Grand Soir to bardzo „jednolity” zapach o minimalnej ewolucji. Początkowej świeżości nadaje mu lawenda, ale dość szybko do głosu dochodzi pogłębione benzoesem labdanum, którego zmysłowość wzmocniona została poprzez duet wanilii i tonki. Tak więc to, co czujemy na samym początku, jest mniej więcej tym, co będziemy czuli przez resztę czasu z uwzględnieniem stopniowego gaśnięcia zapachu i transformowania w kierunku bardziej ciepłym, otulającym, intrygującym i jakby niedopowiedzianym…

mfk-grand-soir

główne nuty:  lawenda, wanilia, benzoes, tonka, labdanum

perfumiarz: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

 

Paryski duet zapachów Petit Matin i Grand Soir nie wnosi nic nowego do oferty MFK. Oba pachnidła są rozwinięciami koncepcji, z realizacji których artysta dał się już wcześniej poznać w ramach Maison Francis Kurkdjian. Przy okazji opisywania obu użyłem żargonowego określenia skin-scent. Nie bez przyczyny. Oba zapachy są dość delikatne, nieagresywne, bardzo grzeczne, nawet jak na standardy Francisa. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby perfumiarz miał już gotowe w szufladzie receptury wersji absolue lub forte obu zapachów. Ale mogę się mylić, wszak to artysta bardzo niepokorny…

Niemniej, ów zapachowy duet może okazać się wprost doskonałą pamiątką z wizyty w Mieście Światła. Według idei twórcy oba pachnidła są jak całodzienna wycieczka po Paryżu. Jeżeli więc chcemy zabrać ze sobą pachnąca cząstkę tego miasta, te pachnidła Kurkdjiana nadadzą się do tego wprost idealnie.  Jak zresztą każde inne pachnidło z oferty Maison Francis Kurkdjian, marki bardzo w swej idei i stylu paryskiej. Przecież nawet oryginalny kształt flakonu MFK powstał z inspiracji paryską architekturą, a specyficzny kolor zatyczek symbolizuje pokryte śniedzią dachy paryskich kamienic…

Ach ten Paryż!

 

PS. Oba pachnidła można przetestować i nabyć w perfumerii Quality Missala, która jest wyłącznym polskim przedstawicielem marki Maison Francis Kurkdjian.

Carner Barcelona „Costarela”

Costarela – najnowsze pachnidło hiszpańskiej marki niszowej Carner Barcelona – to woda perfumowana o świeżym, letnim, cytrusowo-morsko-drzewnym charakterze. Inspiracją dla jej powstania był klimat śródziemnomorski z jego charakterystycznymi aromatami cytrusów, morskiej bryzy, plażowego piasku i słono-drzewną wonią desek budujących stare łodzie cumujące u nabrzeży.

Trzeba przyznać, że perfumiarz stojący za tą kompozycją bardzo kompetentnie i czytelnie przeniósł tę inspirację w poszczególne nuty pachnidła. Początkowo obezwładniający mocą i soczystością, kwaśno-gorzki akord głowy, zbudowany z esencji z bergamotki połączonej z szafranem (ten kontrast z pewnością zasługuje na uwagę, gdyż jego efektem jest  nieco szorstki aromat cytrusowy) przechodzi całkiem naturalnie w serce, w którym dominują akcenty morskie, rozumiane tu jako sól i piasek.Ulatujące z czasem cytrusy pozostawiają nas z dość intensywną, sypką wonią chlorku sodu i kwarcu, który grubą warstwą przykrywa nasączone wieloma latami przebywania w morskiej wodzie drewno cedrowe, będące – obok molekuł ambro-podobnych (głownie Ambroxan) fundamentem tej olfaktorycznej układanki.

bergamotka mała

Costarela nie jest ani typowym pachnidłem kolońskim, ani typowo morskim w rodzaju tych, które tak masowo powstawały w latach 90-tych ubiegłego wieku. To swoista hybryda, zupełnie inna interpretacja tematu, wyróżniająca się przede wszystkim odważnym użyciem aromatu soli i suchego jak drzazga cedru. Przypomina – owszem – Sel Marin Jamesa Heeleya, jest jednak bardziej zdecydowana, intensywniejsza, bardziej nasycona kolorami. Ma przy tym dobrą projekcje i bardzo solidną trwałość – szczególnie jak na ten gatunek zapachowy.

bag-of-salt

Intensywność, jakość składników i bezkompromisowy charakter samej kompozycji wskazuje na jej niszowy charakter. Współcześnie żadna marka mainstreamowa nie wypuściłaby takiego zdecydowanego zapachu, woląc pozostać w obrębie czegoś dobrze znanego, bezpiecznego przez co nijakiego, wtórnego i do bólu zachowawczego. Mimo dynamicznego w ostatnim czasie rozwoju perfumerii tzw. niszowej i powstawania wielu nowych marek, wciąż (na szczęście) zapachy przez nie proponowane kreatywnością, stylem i jakością zwykle przerastają to, co zasiedla półki perfumerii sieciowych. Costarela to kolejny dowód na poparcie tej tezy. To także potwierdzenie, że Carner Barcelona to jeden z absolutnie najważniejszych hiszpańskich brandów perfumerii niszowej, którego poczynania zdecydowanie warto śledzić.

Poza tym – uwielbiam design tego flakonu….

costarela-collage-img

nuty głowy: bergamotka, szafran

nuty serca: akord morski, akord piasku

nuty bazy: cedr, Ambroxan, ambra

twórca: bd.

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Mondial 1908 „Colonia – Antica Barberia”

Mondial 1908 to zlokalizowana we Florencji firma, której początki sięgają 1908 roku. Słynie ona z wytwarzania doskonałej jakości ręcznie wyrabianych pędzli do golenia, brzytew, maszynek do golenia. Oferuje też całą gamę produktów pielęgnacyjnych przeznaczonych dla mężczyzn, w tym linię kosmetyków Antica Barberia, w której skład wchodzi m.in. woda toaletowa Colonia Antica Barberia, którą mam dziś przyjemność zaprezentować.

2. ANT-BARB-POSTER-LOGO-HR

Colonia Antica Barberia to pełnoprawna woda toaletowa, w której dominują dwa zasadnicze akordy – cytrusowy (cytryna) oraz drzewny (cedr). Ale zapach ten jest nieco bardziej zniuansowany, niż by na to wskazywała jego nazwa. Rozpoczyna się orzeźwiającym bukietem cytrusów z najpierw – przez krótką chwilę – dominującą bergamotką, a później znacznie dłużej obecną cytryną, wspomaganą przez subtelnie użyte zioła – tymianek i (nie nie , nie podbiał…;)) rozmaryn. Do ziół w akordzie otwarcia dołączają lawenda oraz geranium w sercu – oba użyte z ogromnym umiarem, wzmacniają całość cytrusowego przekazu, nie ujawniając się wszakże indywidualnie (no może poza subtelnie wyczuwalna lawendą). Ten akord utrwalonych cytrusów trwa na skórze nadspodziewanie długo, ocieplając się i tracąc początkową rześkość, z czasem stopniowo ustępując miejsca drzewnej, głównie cedrowej bazie, choć zbudowanej także z esencji z drewna sandałowego oraz paczuli. Całość pogłębiona jest i utrwalona piżmami.

mondial 1908 antica barbiera 2

Colonia Antica Barberia zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim pachnie bardzo naturalnie. Tu naprawdę czuć olejki esencjonalne. Nie ma żadnych akcentów sztucznych, detergentowych itp. Jest przy tym stylistycznie raczej zachowawcza, aniżeli nowoczesna czy eksperymentalna, ale też absolutnie nie imituje oldskulowych kolońskich w typie 4711 czy Jean-Maria Farina. Wyróżnia ją owo drugie – drzewne – dno, które przyczynia się też do tego, że zapachem tym możemy cieszyć się przez ponad 6 godzin przy całkiem dobrej projekcji, oczywiście zakładając, że użyjemy zapachu w sowitej dawce. Prosty, masywny flakon z oszczędną etykietą i zatyczką z tworzywa sztucznego dopełnia solidnej całości.

Czasem warto poszukać zapachu nie tylko zupełnie poza głównym nurtem, ale nawet i poza tzw. perfumową niszą. Tego typu niskonakładowe, butikowe pachnidła potrafią mieć i charakter, i urok, i bardzo solidną jakość. Jedyne czego nie mają, to głośny PR. Colonia Antica Barberia to idealny przykład takiego zapachu, wartego polecenia nie tylko ze względu na obecną porę roku, sprzyjającą sięganiu po aromaty kolońskie.

Mondial 1908 Antica Barbiera

nuty głowy: cytryna, bergamotka, tymianek, rozmaryn

nuty serca: lawenda, geranium, piżmo

nuty bazy: drewno sandałowe, wetyweria, paczula, cedr, ambra

 

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Produkty Mondial 1908 od pewnego czasu dostępne są także w Polsce w sklepie thegent.pl.

Arabskie perfumy od Mancera Paris (3)

W ramach zapoznawania się z perfumami Mancera Paris, o których pisałem już na blogu w części pierwszej i drugiej cyklu oraz przy okazji recenzji zapachów morskich dziś moje wrażenia nt. kolejnych czterech pachnideł tej arabskiej marki.

 

Wind Wood

Kompetentnie wykonane i dość intensywne męskie pachnidło zielono-drzewne z całkiem soczystym początkiem, którego zielony charakter przewija się jeszcze częściowo przez zmysłowo podbite paczulą serce, by finiszować ładnym i długotrwałym akordem ambrowo-drzewnym. Zdziwiłem się, że oficjalny spis nut nie wymienia fiołka, gdyż wg mnie zielona fiołkowa nuta jest tu wyczuwalna i to ona decyduje o charakterze Wind Wood przez większość czasu trwania na skórze. Stąd moje skojarzenia z zapachami w typie L’Homme i L’Homme Libre YSL. Wind Wood ma wyraźną projekcję i bardzo dobrą trwałość. Pachnidło na mocne 4, a może nawet 4+.

mancera wind-wood

nuty górne: mandarynka, różowy pieprz, nuty zielone

nuty środkowe: paczula

nuty dolne: wetiwer, cedr, mech dębu, ambra, skóra, białe piżma

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

So Blue

To jedno z najnowszych pachnideł Mancera ciąży raczej ku kobiecej estetyce, będąc całkiem atrakcyjnym i dość złożonym zapachem kwiatowo-drzewnym z – obowiązkową  w serii Blue – nutą morską. So Blue pachnie szczególnie dobrze na początku i przez pierwsze kilkadziesiąt minut, gdy dominuje mariaż nut owocowych i kwiatowych podlanych morską pianą, osadzonych na pokrytych mchem drewnianych palach z paczuli i sandałowca. Później traci na swej urodzie, emitując dość nijaką drzewno-piżmową bazę z dodatkiem wanilii. Reasumując – całkiem ładne i nawet dość oryginalne pachnidło, choć faktem jest, że niczego nie urywa…

Mancera So Blue

nuty górne: bergamotka, mandarynka, cytryna, nuty owocowe, pieprz

nuty środkowe: akord morskich oparów, bułgarska róża, fiołek, paczula

nuty dolne: ambra, mech dębu, drewno sandałowe, wanilia, piżma

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ****

Kumkwat Wood

Mimo najszczerszych chęci Kumkwat Wood rozczarowuje swoją nijakością, brakiem wyróżniających się aromatów, ale także i słabymi parametrami użytkowymi. Kumkwat – czyli chińska pomarańcza, to rodzaj cytrusa o małych owocach. Ich zapach zbudowany jest w 90% z limonenu, molekuły o słodko-cytrusowej woni. Niestety wyczuwalność tej nuty jest tu bardzo niewielka, bardziej czuć nuty drzewne, ale i te są jakby stłumione.  W ofercie Mancera znajdziemy interesujące i udane pachnidła, ale to z pewnością do nich nie należy. Gdy zaś już mówimy o cytrusach, to pod tym względem zdecydowanie lepiej prezentuje się inny zapach tej marki: Lemon Line.

mancera kumkat-wood

nuty górne: bergamotka, grejpfrut, przyprawy

nuty środkowe: paczula, nuty kwiatowe i ambrowe

nuty dolne: wetiwer, białe piżma, drewno sandałowe i cedrowe

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Lemon Line

Korespondujący z subtelnym akordem białokwiatowym i podbudowany aromatycznymi składnikami w postaci lawendy i geranium osadzonymi na mszysto-piżmowej bazie Lemon Line jest zapachem od początku do końca bardzo cytrusowym dobrze utrwalonym piżmami. Choć tytuł sugeruje cytrynę, w rzeczywistości dominuje tu raczej zielona nuta bergamotki w połączeniu z słodszą wonią cytryny. Owocowa, odświeżająca woń wyjątkowo długo utrzymuje się na skórze, stanowiąc bardzo dobrą propozycję dla wielbicieli współczesnych zapachów kolońskich o przedłużonej trwałości. W sumie całkiem sympatyczna i udana propozycja Mancera, tym frazem w absolutnie europejskim stylu

mancera lemon-line

nuty górne: cytryna, pomarańcza, lawenda

nuty środkowe: białe kwiaty, ambra, geranium

nuty dolne: białe piżma, mech dębu

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

 

 

Letnie orzeźwienie (2) – Hermes „Eau de Mandarine Ambree”/ Tom Ford „Madarino do Amalfi”

Nuta mandarynki bardzo często składa się na bukiet cytrusowy w pachnidłach, zwykle o charakterze kolońskim, ale nie tylko. Rzadko jednak – w przeciwieństwie do bergamotki czy nawet grejpfruta – perfumiarze wysuwają tę nutę na pierwszy plan. Dziś dwa przykłady zapachów kolońskich dedykowanych słodkiej cytrusowej woni, którą wszyscy doskonale znamy, szczególnie że obieramy mandarynki zwykle gołymi rękami.

mandarynka

Hermes – Eau de Mandarine Ambree

Jedna z nowszych kolońskich Hermesa składająca się na całkiem już sporą kolekcję bodajże pięciu pachnideł zatytułowaną The Hermes Colognes Collection. A wszystko zaczęło się wiele lat temu (w 1979 roku) od Eau d’Orange Verte autorstwa Francoise Caron. Dla uczczenia trzydziestolecia premiery tej ponadczasowej kolońskiej w 2009 roku Hermes wypuścił jej reedycję wraz z dwoma nowymi, całkowicie premierowymi kolońskimi skomponowanymi przez Jean-Claude’a Ellenę: Eau de Pamplemousse Rose i Eau de Gentiane Blanche. Obie interesujące z punktu widzenia poszerzania kolońskiej estetyki. Szczególnie druga jawi się bardzo unikatowym pachnidłem ze swą charakterystyczną, lekko gorzką nutą goryczki (Gentiane) na tle białych piżm. Cztery lata później do kolekcji dołączono nie mniej wyjątkowe Eau de Narcisse Bleu oraz Eau de Mandarine Ambree.

Passion fruit_ExtraSmall cropped

Eau de Mandarine Ambree jest dokładnie taki, jak się nazywa. Oto uroczy, lekki, ale zaskakująco ciepły i sympatycznie otulający zapach – akord, bowiem trudno tu mówić o wieloskładnikowej rozbudowanej kompozycji. Zestawienie aromatu olejku mandarynkowego z ambrowa podstawą, połączone egzotycznym akordem marakui. Tylko tyle i aż tyle, bo trzeba jednak zaznaczyć, że sam pomysł na połączenie słodkiego cytrusa z ciepłą, ambrową bazą wydaje się być unikatowy, a i spoiwo jest zdecydowanie nietypowe (naturalna esencja z passiflory nie nadaje się do użycia w perfumach, więc perfumiarz stworzył jej imitację w sobie tylko znany sposób). Jednak o rzadkiej urodzie i wyjątkowości tej kolońskiej stanowi przede wszytskim sam zapach, niepodobny do niczego, co znam. Jest przy tym linearny, nie zmienia się zbytnio w czasie, poza naturalnym zanikaniem całkiem długotrwałej nuty mandarynki na korzyść ambrowego tła. Eau de Mandarine Ambree to bardzo ładna, relaksująca, wprowadzająca w dobry nastrój woda, która wydaje mi się szczególnie odpowiednia na letnie wieczory. No i oczywiście, jak wszystkie kolońskie Hermesa, jest to klasyczny perfumowy uniseks.

Hermes mandarine

główne nuty: mandarynka, marakuja, ambra

twórca: Jean-Claude Ellena

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Tom Ford – Mandarino di Amalfi

Także marka Tom Ford (Estee Lauder) dynamicznie rozbudowuje swą linię zapachów kolońskich, płynąc na fali gigantycznej – jak na produkt luksusowy – popularności Neroli Portofino (2012). Obecnie w ofercie obok niego znajdują się jeszcze trzy zapachy typu cologne (wszystkie w deklarowanej koncentracji eau de parfum): Costa Azzurra, Mandarino di Amalfi (oba z 2014) i tegoroczne Fleur de Portofino. 

tom-fords-neroli-portofino-collection

Mandarino di Amalfi to w porównaniu do Eau de Mandarine Ambree zapach zdecydowanie bardziej złożony, wyrafinowany i wielowymiarowy. O ile Jean-Claude Ellena skoncentrował się na stworzeniu intrygującego połączenia kilku ingrediencji w niewątpliwie nową perfumową jakość, o tyle Mandarino di Amalfi jest kompozycją zainspirowaną klimatem i charakterystycznymi wonnymi elementami urokliwego miasteczka włoskiego Amalfi. Zapach skomponowała znana choćby z szerokiej współpracy z marką By Kilian perfumiarka Calice Becker.

Amalfi

Mandarino di Amalfi to przede wszystkim piękny i przebogaty akord cytrusowy, na który składają się niemal wszystkie używane w perfumerii cytrusowe esencje: mandarynka, bergamotka grejpfrut, pomarańcza i cytryna. Rezultatem jest intensywna, kompleksowa cytrusowa rześkość rzadko spotykana w perfumerii, łącząca ze sobą zieloność bergamotki z goryczką grejpfruta i słodkością pomarańczy. Dodatkowo intro zapachu zabarwiono na świeżo-zielono przy pomocy wyczuwalnej bardziej na skórze (w postaci subtelnego chłodu), aniżeli w bukiecie zapachowym mięty, a także estragonu i bazylii. Zielono-owocową nutę wzmacnia esencja z pączków czarnej porzeczki. Trzeba przyznać, że akord głowy Mandarino di Amalfi jest wyjątkowej urody i doskonałej jakości. Pachnie przy tym bardzo naturalnie. Serce zapachu to bukiet białych kwiatów z kwiatem pomarańczy wspartym lekko goryczkowym jaśminem. Liści shiso przydaje zieloności, szałwia zaś tradycyjnie kolońskiego sznytu. Bo nie można zapominać, że Mandarino di Amalfi to, mimo swego rzadko spotykanego wyrafinowania, zapach od początku do końca utrzymany w niemal klasycznej kolońskiej estetyce. Stąd baza tych perfum to przede wszystkim gwarant maksymalnego utrwalenia kolońskiego zapachu na skórze, sama w sobie nie stanowiąc żadnego wyraźnego akordu.

Mandarino di Amalfi to bez wątpienia jedna z najlepszych  kolońskich, jakie dotąd poznałem. Urzeka śródziemnomorską urodą, soczystością oraz pełnią poszczególnych nut i akordów, a także – co ma ogromne znaczenie – dobrą projekcją (dotyzy pierwszych 2-3 godzin) i ponadprzeciętną jak na gatunek koloński trwałością (około 8 godzin). Znakomicie spełnia swą rolę długotrwałego orzeźwienia i odświeżenia, dając jednocześnie dużo więcej satysfakcji z noszenia, niż tradycyjna, delikatna i szybko znikająca ze skóry kolońska.

tom ford mandarino

Nuty głowy: estragon, mięta, pąki czarnej porzeczki, mandarynka, bergamotka grejpfrut, pomarańcza, cytryna, bazylia

Nuty serca: czarny pieprz, kolendra, kwiat pomarańczy, szałwia, liść shiso, jaśmin

Nuty bazy: wetiwer, ambra, labdanum, piżmo, cywet

twórca: Calice Becker

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****