Guerlain „Tonka Imperiale”

„Tonka Imperiale” to perfumy mające uwypuklić olfaktoryczną urodę esencji z nasion tonkowca wonnego. Ta użyta tu w sporej, ale nie przesadnie obfitej ilości, została otoczona kilkoma innymi kompatybilnymi składnikami, które w sumie tworzą przyjemną, choć dość wtórną całość.

Tonka-Beans_190640_MC

Zapach otwiera akord migdałowy, lekko rozjaśniony bergamotą i rozmarynem. Po nim ujawnia się bohater kompozycji – esencja z nasion tonki, pachnąca ciepło i migdałowo. Towarzyszy jej idealnie się z nią komponująca nuta tytoniowa, przypominająca tę z „Tobacco Vanille” Toma Forda, jednak tu nie jest ona zalana słodką wanilią, tylko sparowana z tonką właśnie. Subtelny, ciepły i blisko-skórny finisz bazuje na równowadze pomiędzy olibanum, cedrem a sosną, przy czym żadnego z tych składników nie czujemy indywidualnie. Tworzą przyjemny, spokojny i delikatny akord żywiczno-drzewny wieńczący to olfaktoryczne dzieło. Szkoda, że nie z przedrostkiem „arcy”, ale „Tonka Imperiale” na nań moim zdaniem nie zasługuje. Owszem, jest bardzo ładne, przyjemne, subtelnie otulające, z wyczuwalną jakością składników. Ale skomponowane w bardzo mainstreamowy, bezpieczny i zachowawczy sposób, co ma prawo rozczarowywać – szczególnie, że to pachnidło wchodzące w skład butikowej kolekcji Guerlain „L’Art et La Materie”, która adresowana jest do przede wszystkim do koneserów perfum. Przydało by się trochę więcej charakteru, pazura, kontrastu i… mocy.

thierry-wasser-guerlain_2849_medium

Nie wiem dlaczego, ale liczyłem, że Thierry Wasser wyczarował tu coś zapadającego w pamięć, coś niezwykłej urody, a jest… – po prostu – średnio. Jeśli jednak dla kogoś „Tobacco Vanille” są zbyt tytoniowe lub zbyt waniliowe albo w ogóle są „zbyt”, wówczas „Tonka Imperiale” mogą okazać się idealną opcją. Ich niezwykła lekkostrawność, drażniąca polityczna poprawność to cechy charakterystyczne dla stylu Thierry’ego Wassera. Mając go w roli głównego perfumiarza Guerlain, koncern LVMH (właściciel marki) może być spokojny o mass-marketowy (czyt. komercyjny) poziom perfum z logo szacownej i – było nie było – legendarnej, a niegdyś nawet wyśmienitej marki perfumowej. Szkoda tylko, że zasada komercyjności dotyczy także tych perfum, które marka pozycjonuje w swym portfolio na najwyższej półce, także cenowej i które przecież ochrzciła zobowiązującym tytułem „Sztuka i materia”.

Tonka Imperiale

Dominujące nuty: słodkie przyprawy, migdały, tytoń, tonka, żywice

Twórca/nos: Thierry Wasser

Rok premiery: 2010

Podobne zapachy: Dior „Feve Delicieuse”, Victor & Rolf “Spicebomb”, Tom Ford „Tobacco Vanille”, Odin „Semma”, Parfums de Marly “Herod”, “Oajan”

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 3,5/ trwałość: 4,0

Reklamy

Guerlain „Habit Rouge Dress Code”

Habit Rouge Dress Code (2015) to drugie – po Habit Rouge L’Eau (2011) – podejście Thierry’ego Wassera to kultowego dzieła Jean-Paul Guerlaina z 1965 roku. L’Eau jest lżejszą wersją protoplasty, mniej esencjonalną, bogatszą w orzeźwiające cytrusy, wciąż jednak zachowującą jego kolońsko-waniliowo-skórzaną naturę, tam Dress Code – które powstało dla uczczenia 50 lecia premiery Habit Rouge – perfumiarz poszedł w przeciwną stronę i zminimalizował emblematyczne dla protoplasty nuty cytrusowe, uwspółcześnił jego aspekt skórzany oraz wzmocnił kulinarny, przez co – zdaniem wyjątkowego znawcy tematu, blogera Monsieur Guerlain – zbliżył się do estetyki wersji L’Extrait, popełnionej jeszcze przez samego Jean-Paula Guerlaina w 2008 roku i dostępnej jedynie w paryskim sklepie Guerlain.

guerlain2

Dress Code zaczyna się więc praktycznie od razu mocnym i absolutnie rozpoznawalnym (nie do pomylenia z niczym innym) akordem orientalnym, ale bez wyczuwalnego w klasyku czy wersji L’Eau aspektu kolońskiego oraz z mniejszą obecnością róży. Klasyczna skórzano-waniliowa sygnatura uderza w nozdrza ze sporym impetem, nie pozostawiając złudzeń co do tego, że jest to – także pod względem mocy – zapach wyrastający ponad współczesną przeciętną. Użyty w zbyt dużej ilości może – szczególnie w pierwszej fazie – nieco przytłoczyć. Z czasem jednak układa się zgrabnie na skórze i pozwala cieszyć się swoją obecnością przez dobrych kilka godzin. Pozostawia elegancki, ale nie przesadnie długi ogonek, finiszując zmysłową mieszanką wanilii, tonki i praliny. Właśnie nuta praliny jest czymś, co – obok wyciszenia cytrusów – wyróżnia Dress Code wobec poprzednich wersji Habit Rouge. Jednak nie oznacza to, że istota klasyka została tu zagubiona. Nie. Jego trzon jest tu bardzo wyraźnie obecny.

jeździec

Przypomnę, że inspiracją Jean-Paula Guerlaina dla stworzenia Habit Rouge była jego największa – obok perfum i… kobiet – życiowa pasja – konie i jeździectwo. Otóż – ku mojemu zaskoczeniu – Dress Code uwypukla ten aspekt hippiczny. Szczególnie zaraz po aplikacji potrafi zaskoczyć specyficzną, skórzano-fizjologiczną nutą do tego stopnia, że osobom postronnym, które miały do czynienia z końmi, potrafi skojarzyć się ze stajnią (!). Na szczęście (lub nieszczęście) ja i konie to dwa różne światy, więc osobiście nie znajduję w Habit Rouge Dress Code stajennych konotacji…

Reasumując, Dress Code to zdecydowanie udane podsumowanie 50-lecia obecności Habit Rouge, jednego z najznamienitszych i najbardziej klasycznych pachnideł męskich w historii. Theirry Wasser oddał godny ze wszech miar hołd dla jego istoty, umiejętnie wzmacniając w nim pewne aspekty, a osłabiając inne, w celu uzyskania współczesnej wersji klasyka. Ale Dress Code to nie jest typowy Habit Rouge „dla młodych”. To jednak wciąż bardzo francuskie, wyrafinowane męskie pachnidło, które raczej nie zachęci fanów mainstreamowego kiczu, ale zapewne zachwyci w pierwszym rzędzie fanów klasyka, a w drugim panów lubujących się we francuskiej elegancki. Sądzę, że ze względu na swój męski, mocny, bogaty i … hippiczny charakter zachwycił również samego Jean-Paula Guerlaina. Jestem tego niemal pewien…

Szkoda, ze póki co Dress Code nie jest szerzej dostępny, ale mam nadzieję, że się to wkrótce zmieni. Wówczas z pewnością zaopatrzę się we flakon, bowiem zdecydowanie warto.

Habit Rouge Dress Code

nuty głowy: bergamotka, neroli, róża

nuty serca: przyprawy

nuty bazy: tonka, pralina, wanilia

twórca: Thierry Wasser

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Guerlain „L’Homme Ideal Cologne”

guerlian ideal cologne

Guerlain kontynuuje nową męską linię zapachową  L’Homme Ideal zapoczątkowaną w zeszłym roku wodą toaletową, której – przypomnijmy – centralnym akordem jest amaretto złożony z migdała, wanilii i tonka. Wersja kolońska zapachu, L’Homme Ideal Cologne, specjalnie przygotowana na sezon wiosenno-letni 2015, nawiązuję do poprzednika właśnie nutą migdała, którą tym razem perfumiarz Thierry Wasser umieścił w świeżym, rześkim, cytrusowo-drzewnym kontekście. Stąd obowiązkowy w otwarciu akord cytrusowy złożony przede wszystkim z grejpfruta i bergamotki (przypominający otwarcie Dior Homme Cologne (2013)), z którym centralna nuta gorzkiego migdała połączona została za pomocą neroli. Drzewna baza to przede wszystkim wetiwer. Całości nadano współczesny koloński sznyt poprzez utrwalenie kompozycji białymi piżmami. Efekt jest uważam naprawdę dobry, a L’Homme Ideal Cologne to udana wariacja na temat i jednocześnie jedna ze zdecydowanie najlepszych współczesnych designerskich męskich kolońskich, obok Dior Homme Cologne i Chanel Allure Homme Cologne. Jej oryginalność polega na połączeniu rześkich (bergamotka) i gorzkich (grejpfrut) cytrusów z gorzkim migdałem i powiązaniu tego wszystkiego drzewną wetywerią. Receptura wydaje się więc być prosta, ale jest zarazem efektowna i świetnie wyegzekwowana.

Kolońska Wassera ma de facto koncentrację eau de toilette, dzięki czemu charakteryzuje się przyzwoitą kilkugodzinną trwałością – lepszą niż tradycyjne wody kolońskie o koncentracji eau de cologne. Projekcję oceniam jako nieco słabszą niż L’Homme Ideal edt i sugeruję raczej obfitą aplikację, co ułatwia znany z edt atomizer dozujący sowite chmury.

thierry-wasser-black-and-white1

Fenomenalny flakon, który wyjątkowo udał się Guerlainowi, a który opisywałem już przy okazji recenzji L’Homme Ideal edt, tu występuje w białym wydaniu, z niebieskim napisem Cologne i takimiż grafikami na odwrocie etykiety. Ten „czysty” design świetnie współgra z kolońskim charakterem zapachu, choć – przyznajmy to – wygląda na ewidentnie skopiowany z Dior Homme Cologne. Taką estetykę możemy także zaobserwować u innych marek przy okazji pachnideł kolońsko-podobnych, choćby w zeszłorocznym Terre d’Hermes Eau Tres Fraiche, czy u Kiliana Hennessy’ego w jego najnowszym, tegorocznym, świeżym i kolońskim trio Sophie Matisse Art Edition.

L’Homme Ideal Cologne udało się Wasserowi lepiej aniżeli Homme L’Eau (2010) czy nawet nieco lepsze L’Eau Boisee (2012) – oba zresztą niedawno wycofane z oferty Guerlain. Podobnie zresztą uważam, że L’Homme Ideal edt to lepsze pachnidło aniżeli Homme edt. Taka tendencja cieszy i pozwala domniemać, że Thierry Wasser coraz lepiej radzi sobie w trudnej sztuce dostosowywania oferty szacownej francuskiej marki do realiów współczesnego rynku perfum przy jednoczesnym zachowaniu statusu należnego Guerlain. Uważam bowiem, że oba zapachy L’Homme Ideal są pod każdym względem o półkę wyżej od Homme, co budzi spore nadzieje na przyszłość.

Co więc będzie następne? Guerlain, chcąc dalej konkurować z markami designerskimi, tak naprawdę nie ma wyjścia. Kolejną wersją L’Homme Ideal będzie – to niemal pewne – eau de parfum nazwana intense albo extreme. I wcale mnie to nie martwi. Powiem więcej –  bardzo jestem ciekaw mocniejszej i gęstszej wersji tematu amaretto…

Ideal-cologne

nuty głowy: pomarańcza, grejpfrut, bergamotka

nuty serca: migdał, kwiat pomarańczy

nuty bazy: białe piżma, wetiwer

twórca: Thierry Wasser

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Guerlain „Les Deserts D’Orient” – poruszające piękno orientu

Są pachnidła, które testuje się z drżeniem rąk i niemal palpitacją serca. Wynika to zwykle z ich unikatowości, doskonałej jakości, a czasem jedynie z… niebotycznej ceny (bo oczywiście te dwie ostatnie cechy nie muszą iść w parze). Jeżeli jednak zdarza mi się testować perfumy łączące w sobie wszystkie te cechy, a do tego jeszcze – co najważniejsze – poruszające do głębi swym trudnym do opisania pięknem, wówczas jest ryzyko wpadnięcia w niemy zachwyt i zastygnięcia w takim stanie na długi czas. Dokładnie tak przydarzyło mi się dobrych kilka miesięcy temu, gdy dotarły do mnie próbki ekskluzywnej kolekcji pustynnej – trójki zapachów Les Deserts D’Orient Guerlain. Skrywane pod pięknie i jakże tajemniczo (ach ten francuski!) brzmiącymi tytułami pachnidła: Encens Mythique D’OrientRose Nacrée du DésertSonge d’Un Bois d’Ete pozostawały długo jedną z tych tajemnic, które od dawna pragnąłem odkryć. Zanim podejmę mniej lub bardziej udane próby ich opisania, kilka dosłownie zdań o całkiem moim zdaniem interesującej historii ich powstania.

Guerlain Les Desert des Orients 2

Przyznaje, że miał ogromną radość podczas ich komponowania. Sam pomysł wyniknął częściowo z sugestii poczynionej przez jego przyjaciół z Dubaju, których odwiedza co najmniej raz w roku. Stwierdzili oni, że europejscy perfumiarze nie wiedzą, jak robić prawdziwie arabskie perfumy, ponieważ koncentrują się na tym, by pachniały dobrze na skórze, podczas gdy mieszkańcy Bliskiego Wschodu aplikują perfumy raczej na ubranie. Thierry Wasser oceniał więc i testował wszystkie trzy pachnidła Les Deserts D’Orient na bawełnianych chusteczkach, co uczyniło proces twórczy dodatkowo interesującym i przyjemnym.

Przetestowałem już sporo perfum i jedno mogę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością – takich jak Les Deserts D’Orient dotąd nie spotkałem. Zabiły mi tzw. „ćwieka”. Do napisania tej recenzji zabierałem więc się od co najmniej pół roku, a chyba nawet i dłużej. Dlaczego? Trudno mi to wytłumaczyć. Mając tak doskonałe i niesamowite obiekty do testów zwyczajnie zacząłem się obawiać, że nie będę w stanie ubrać w słowa ich doskonałości. Co więcej – Thierry Wasser tymi perfumami już nieodwołalnie przekonał mnie, że jest absolutnym mistrzem swego fachu, którego kunszt – by w pełni zabłysnąć – potrzebuje wolności, nieograniczonej budżetem czy planowanymi słupkami sprzedaży.

Thierry Wasser 3
Thierry Wasser

Niezwykle trudno wyróżnić jeden zapach z całej trójki. Wszystkie są absolutnie doskonałymi kompozycjami inspirowanymi arabskim stylem, w których dominują gęste, balsamiczne żywice i nuty drzewne zdobione przyprawami. Wszystkie trzy zawierają wspólną nutę szafranu, którą Thierry Wasser opracował specjalnie z myślą o „pustynnym” trio. W opinii Sylvaine Delacourte, zapachowej dyrektor kreatywnej marki Guerlain, są one perfumami w swej istocie bardzo francuskimi, które raczej zapożyczają pewne charakterystyczne dla orientu ingrediencje (szafran, mirra, oud), aniżeli kopiują tamtejszy styl. Być może dlatego mój europejski nos znalazł je tak łatwymi do akceptacji i tak zachwycającymi.

Wbrew wspomnianym obyczajom arabskim ja testowałem Les Deserts D’Orient przede wszystkim na skórze, a dodatkowo – na papierkach testowych. Na skórze wszystkie zapachy zachowują się podobnie, tzn. pachną średnio-mocno, nie są bardzo ekspansywne, ale są wyraźne, ciągle obecne i trwałe. Sam czułem je na sobie przez kilkanaście godzin po ostrożnej aplikacji, przy czym miały one tendencję do swoistego rozkwitania na skórze. Z początku nieco cichsze z czasem stawały się bardziej wyraziste i wyczuwalne. Zastosowane w nich niemal wyłącznie „ciężkie” ingrediencje potrzebowały więc ciepłoty i chemii skóry oraz czasu, by zaprezentować się w pełni. Wszystkie trzy pachnidła rozwijały się więc na skórze bardzo powoli i polegało to na tym, że główny temat danego zapachu dominował od początku do końca, zmieniał jedynie nieznacznie swoje odcienie, stając się z czasem coraz bardziej głębokim, ciemnym i hipnotycznie pięknym.

 guerlain dessert collection

 

Prosty i elegancki design flakonów Les Deserts D’Orient – znany już z guerlainowskiego cyklu L’Art & la Matière – przyozdobiony został orientalnymi wzorami w kolorze złota, które wraz z arabskimi literami podkreślają bliskowschodni styl pachnideł (a także wskazują na główny rynek, na który zapachy zostały początkowo skierowane).

 

Rose Nacrée du Désert

Rose Nacrée du Désert wyróżnia się niezwykłym, niespotkanym dotąd przeze mnie ujęciem róży. W tej kompozycji Thierry Wasser użył jako pierwszy w historii esencji z uprawianej w Iranie róży perskiej, a wiec innej od bułgarskiej, z której stosowania Guerlain słynie od dziesiątek lat. Perfumiarz opisuje jej woń jako bardziej „dziką i ciemną”, charakteryzująca się szafranowym odcieniem. Doskonale współgra ona z mrocznym klimatem zapachu zbudowanym z nut drzewnych, balsamicznych i szafranu właśnie. Paczula pełni tu role doskonałego lepiszcza. Łączy ona nuty górne z przyprawami i drewnami serca. Wszystko to zbudowane jest na gęstej żywicznej „mazi” złożonej z mirry i benzoesu.  Róża jest najwyraźniejsza w pierwszych kwadransach, z czasem zostaje jednak przykryta niemal zupełnie przez niesamowity, głęboki akord oudowy o wyraźnej nucie animalnej (która nota bene jest tym, co pozostaje na kołnierzyku koszuli aż do jej wyprania). Zresztą ta agarowa woń rozkwita na skórze szczególnie mocno dopiero 3-4 godziny po użyciu zapachu. Całość pachnie dystyngowanie, orientalnie, głęboko, hipnotycznie pięknie, po prostu zachwycająco. Doprawdy powalający pięknem zapach. Warto zaznaczyć, że w kompozycji nie ma naturalnego oudu, tylko „akord oudowy”, który Wasser stworzył łącząc paczulę, drewno gwajakowe i nutę suchej ambry. To oficjalna informacja, którą znaleźć można na stronie internetowej Guerlain. To także godny naśladowania dowód uczciwości marki, która nie deklaruje użycia w formule czegoś, czego nie użyła.

guerlain rose nacree

nuty głowy: szafran, perska róża, paczula

nuty serca: kardamon, kurkuma, drewno cedrowe, akord oudowy

nuty głębi: mirra, benzoes

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

moja ocena:

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Songe d’Un Bois d’Été

Zapach ten opisywany jako drzewno-skórzany w istocie takim jest i to właściwie od samego początku, który choć nieco rozjaśniony esencją z laurowego liścia oraz olejkiem neroli, od razu odkrywa prawdziwą naturę tego pachnidła. Ewoluuje minimalnie poprzez drzewne serce aż po głęboką, majestatyczną skórę w bazie. Podobnie jak w Rose Nacree… także i tu istotną rolę gra charakterystyczna, orientalna nuta szafranu wpleciona przez Wassera w iście mistrzowski sposób, która dodaje całości arabskiego charakteru. Ale poza wszystkim dominuje tu gęsta żywiczno-drzewno-skórzana woń, która stapia się ze skórą na wiele długich godzin pięknie z niej emanując.

Szukając w pamięci czegokolwiek, co pachniałoby choć trochę podobnie, trafiłem jedynie na Oud Leather Diora, przy czym w Songe… – według mnie szczęśliwie – nie znajdziemy charakterystycznej dla dzieła Demachy’ego nuty animalnej, która dla mnie osobiście była sporym utrudnieniem w odbiorze tamtego zapachu. Pachnidło Guerlain jest natomiast doskonale wyważone i w żadnym momencie nie razi, nie przekracza granic, które mój europejski nos miałby problem zaakceptować, co jest charakterystyczne dla stylu perfumiarskiego Thierry Wassera. Songe… jest też moim zdaniem najbardziej męskim z całej trójki.

guerlain songe

nuty głowy: liść laurowy, neroli

nuty serca: paczula, szafran, jaśmin, drewno cedrowe

nuty głębi: skóra, mirra

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Encens Mythique d’Orient

Choć w tytule i także w składzie wymienione jest kadzidło (frankońskie), to nie odnajdziemy go tu w formie indywidualnej nuty, do jakiej przyzwyczaiły nas rozliczne marki niszowe. Zresztą wg źródeł użyto go tu w ilościach śladowych. Kluczowymi składnikami są róża, szafran i najprawdziwsza nowozelandzka szara ambra, której zastosowaniu w tym zapachu Wasser poświęcił szczególnie dużo uwagi, segregując kawałki ambry na kilka grup w zależności od niuansów zapachowych i wybierając najodpowiedniejsze dla koncepcji Encens Mythique d’Orient. I to właśnie esencja z najprawdziwszej naturalnej szarej ambry jest kwintesencją tego pachnidła, co już samo przez się czyni je unikatowym.

Amber_australian

Zanim jednak ambra dojdzie do głosu, wita nas niecodzienny akord głowy przypominający woń plastiku, topionego tworzywa sztucznego, co jak sądzę wynika z zastosowania tu aldehydów, które dodają mocy duetowi róży i szafranu. Ale nie trwa to długo i po chwili zapach osiada na skórze. Przez jakiś czas można poczuć obecność różanej esencji, ale Encens Mythique d’Orient dość szybko zmierza do ambrowego akordu bazy. A ta jest cudownie ciepła, głęboka, słodkawa i jednocześnie piżmowa, przy tym bardzo zmysłowa. Pachnie zaskakująco donośnie i bardzo długo – otaczając noszącego prawdziwie luksusową aurą. Naprawdę trudno jest opisać, jak pachnie prawdziwa ambra. Trzeba się o tym samemu przekonać, co obecnie jest bardzo trudne, bo poza nielicznymi wyjątkami nie stosuje się jej już w perfumerii ze względu na jej odzwierzęce pochodzenie. Na szczęście wciąż jeszcze odnaleźć ją możemy w najbardziej luksusowych perfumach Roja Dove czy choćby właśnie Guerlain. W Encens Mythique d’Orient lśni ona pełnym blaskiem.

guerlain encens

nuty głowy: róża, aldehydy, szafran

nuty serca: różowy pieprz, wetiwer, paczula

nuty głębi: drewno cedrowe, mech, piżmo, szara ambra, kadzidło frankońskie

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Współczesne mainstreamowe perfumy Guerlaina nierzadko wzbudzają moje i nie tylko moje wątpliwości co do tego, czy są aby godne noszenia tak zacnego imienia. Trzeba jednak zrozumieć, że marka ta jako własność koncernu LVMH musi nadążać za rynkowymi trendami i zarabiać m.in. także po to, by w ramach ekskluzywnych kolekcji prezentować nam olfaktoryczne dzieła na miarę Les Deserts D’Orient. Tu już wszystko jest najwyższej próby. Składniki, formula, kompozycja, wykonanie. To kwintesencja guerlainowskiego wyrafinowania i jakości. Dla mnie osobiście najbardziej poruszające i najbardziej przekonujące pachnidła inspirowane Arabią, z jakimi miałem dotąd do czynienia. To także jedne z najpiękniejszych pachnideł, jakie w ogóle miałem szczęście poznać. Absolutnie doskonałe arcydzieła perfumiarstwa, które dowodzą niezbicie, że gdzieś tam obok komercyjnego przemysłu perfumeryjnego, zasypującego sieciowe perfumerie setkami nowych, nic niewnoszących zapachów, współcześnie wciąż tworzone są prawdziwe Perfumy. A że ich dostępność jest skrajnie ograniczona? Cóż – na tym m.in. polega luksus, że pozwolić sobie na niego mogą tylko wybrani…

A Lab On Fire – „L’Anonyme ou OP-1475-A”, „Sweet Dreams”, „What We Do In Paris Is Secret”

A Lab on Fire to młodziutka nowojorska niszowa marka perfumeryjna o dość skromnym, ale ostatnio dynamicznie rozrastającym się portfolio. Jej twórcą jest niejaki Carlos Kusubayashi, który w 2009 roku przejął stery w nieco starszej marce-matce S-Perfume, o której zapachach niejednokrotnie bardzo pozytywnie wypowiadała się sam Luca Turin. Obecnie oferta ALOF to 9 pachnideł, których twórcami są utytułowani i doświadczeni perfumiarze – głównie z firm International Flavors & Fragrances Inc oraz Firmenich (same wielki nazwiska: Olivier Polge, Dominique Ropion, Carlos Benaim, Bruno Jovanovic, Sophia Grojsman, Alberto Morillas, Laurent Le Guernec, a nawet obecny perfumiarz Guerlain – Thierry Wasser). Już choćby ta lista płac może świadczyć o poziomie, jaki reprezentują pachnidła A Lab on Fire. Dziś na blogu recenzje trzech z nich (chronologicznie pierwszych).

ALOF Line

Oliver Polge – L’Anonyme ou OP-1475-A

Pierwsza kreacja marki A Lab On Fire miała nie mieć nazwy. Taki przynajmniej był zamysł Carlosa Kusubayashiego. W celach stricte marketingowych jednak zdecydował się on jakoś nazwać to pachnidło. Tak powstało L’Anonyme ou OP-1475-A (OP to inicjały perfumiarza, numer 1475-A to numer referencyjny ALOF u jednego z ich dostawców). Zapach ten to studium perfumowego minimalizmu w wykonaniu Oliviera Polge’a. Poprzez połączenie sobie tylko znanych ingrediencji w sobie tylko znanych proporcjach perfumiarz uzyskał bardzo subtelne pachnidło, które mimo pozornej prostoty zaskakuje całkiem wyraźnymi zmianami na skórze, które nieuchronnie wiodą do bardzo zaskakującego finału. Ale zacznijmy od początku. A jest on zupełnie nietypowy, pozbawiony wyraźnych cytrusów czy przypraw (no dobrze – chwilami poczuć można ślad olejku z bergamoty), nieco chaotyczny, jakby sprawiał wrażenie bitwy molekuł o to, w jakim porządku się poukładają. Po kilku minutach powolutku wyłania się akord serca, w którym geranium oblane zostało syntetyczna ambrą i jakby mineralną aurą. Efekt jest zaiste intrygujący, ale dopiero kolejne minuty przynoszą prawdziwą niespodziankę, kiedy to zaczynam wyraźnie wyczuwać znajomy aromat…

ALOF LAnonyme 1

Oto pół godziny od aplikacji na skórze L’Anonyme  zaczyna pachnieć jak nowoczesna wersja Habit Rouge Guerlain! Coś niesamowitego! Czy to oko, które puszcza do nas Polge, czy niezamierzona koincydencja – pojęcia nie mam. Ale efekt jest niezaprzeczalny i bardzo zaskakujący. Musi więc tu być wanilia. I moim zdaniem jest i to wyraźna, mimo że oficjalny, enigmatyczny zresztą skład, jej nie wymienia. Jakby tego było mało, w bazie pojawia się jeszcze subtelna nuta skórzana, czy raczej zamszowa, która jest przecież także integralną częścią męskiego klasyka od Guerlain. Przyznam, że takiego obrotu sprawy po prostu się nie spodziewałem.

olivier_polge_01
Olivier Polge

Oczywiście skończyć opis na tym, że oto Olivier Polge zrobił swoją wersję Habit Rouge w postaci L’Anonyme ou OP-1475-A byłoby niesprawiedliwe. L’Anonyme ma własną „osobowość”, własną perfumową odrębność. Poza tym pachnie bardziej syntetycznie, nieco jednak eksperymentalnie, bardziej sucho, pozbawione jest niesamowicie soczystych cytrusów Habit Rouge. Inkorporuje za to całkiem wyraźne geranium. Pachnie też dużo ciszej, aniżeli klasyk. Według mnie nawet zbyt cicho i to mój największy zarzut do tego zapachu, aczkolwiek jest to wyłącznie kwestią gustu. Niemniej kilka stopni na skali głośności więcej i byłoby dużo lepiej. Patrząc jednak na to, że A Lab on Fire kierowane jest przez Japończyka z pochodzenia, można zrozumieć subtelność tego i innych zapachów marki. Tak czy inaczej L’Anonyme ou OP-1475-A zasługuje moim zdaniem na uwagę jako intrygujący, nowoczesny, raczej męski zapach, będący przykładem perfumiarskiej wirtuozerii zagranej piano z użyciem niewielkiej liczby charakterystycznych nut.

ALOF LAnonyme 2

nuty głowy: bergamotka

nuty serca: geranium

nuty bazy: cashmeran (blonde woods), biała ambra, zamsz

twórca: Olivier Polge

rok premiery: 2011

 

Thierry Wasser – Sweet Dreams 2003

„Pewien utalentowany perfumiarz z Nowego Jorku zapisał formułę jednego ze swych najbardziej cenionych dzieł i zostawił ją z przyjacielem, po czym uciekł do Paryża w poszukiwaniu nowego początku.”

sweet_dreams_2003-300x183

Te słowa znajdziemy na stronie A Lab on Fire w opisie Sweet Dreams. Ów utalentowany perfumiarz to nikt inny tylko Thierry Wasser, który opuścił koncern Firmenich, by w czerwcu 2008 roku zasiąść w zaszczytnym, ale i jakże wymagającym fotelu głównego perfumiarza Guerlain. Pozostawił po sobie gotową formułę pachnidła, którą podpisał Sweet Dreams. Enjoy! T., a które A Lab on Fire wydało cztery lata później.

ALOF Sweet Dreams 1

Śliczny, niemal wzorcowy cytrusowo-zielony początek zapachu, w którym swoistą grę prowadzą między sobą bergamotka, neroli i esencja liścia gorzkiej pomarańczy (petit grain) trwa dosłownie kilkanaście sekund i zapowiada kolońską naturę Sweet Dreams. Gładko przechodzi w subtelne białokwiatowe serce z delikatnym jaśminem w centrum. Doskonałym łącznikiem pomiędzy intro a sercem jest absolut z kwiatu pomarańczy, który z jednej strony koresponduje w oczywisty sposób z neroli, z drugiej zaś idealnie współgra poprzez swą biało-kwiatowość z jaśminem. Kilka minut od aplikacji na skórze konstytuuje się zapach przypominający Neroli Portofino Toma Forda, a raczej jego delikatniejszą wersję. Wzmocnienie dla nut kwiatowych stanowi – moim zdaniem – cashmeran (ostatnio z dużą łatwością wykrywam ten niemal wszechobecny składnik), tłem jest zaś akord ambrowy (ambroxan?). Wasser utrwalił kompozycję piżmami i – niecodziennie – kastoreum. Sweet Dreams to więc nic innego, jak modern cologne, tyle że w wersji light. Ładna, perfekcyjnie zrobiona. Z natury rzeczy jednak wtórna, delikatna i bardzo ulotna. Ulatuje równie szybko ze skóry co z pamięci.

ALOF Sweet Dreams

nuty głowy: bergamotka, neroli, petit grain

nuty serca: kwiat pomarańczy, jaśmin

nuty bazy: piżmo, ambra, kastoreum

twórca: Thierry Wasser

rok premiery: 2012

 

Dominique Ropion – What We Do in Paris Is Secret

dominique ropion 1
Dominique Ropion

Dominique Ropion dostarczył A Lab on Fire pachnidło bardziej wyraziste, głębokie, otulające i – przyznać trzeba – hipnotycznie piękne. Ochrzczone dość długim i nieco tajemniczym tytułem, pasującym raczej do książki aniżeli do perfum, What We Do… zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie, potwierdzając absolutną wirtuozerię tego perfumiarza, który wielokrotnie już udowodnił, że przy użyciu dostępnych środków potrafi stworzyć perfumową nową jakość.

ALOF WWD

What We Do… to zapach, który łączy w sobie nuty kulinarne (liczi, miód, wanilia, tonka) z kwiatowymi (róża i heliotrop) oraz balsamem tolu, ambrą i sandałowcem. Od pierwszych sekund zwraca uwagę wyrazistością i intensywną gęstością. Kulinarna słodkość przełamana została tu z początku świeżością bergamotki i owocu liczi, by w sercu zagęścić ją i wzmocnić migdałową nutą heliotropiny. Wszystko to dodatkowo przedłużone zostało jakże kompatybilną  z heliotropem esencją z fasoli tonkowca (kumaryna). Efektem jest bez wątpienia zmysłowe, a nawet seksowne pachnidło, które dobrze zagra na skórze – bez znaczenia damskiej czy męskiej, przy czym na tej drugiej zabrzmi bardziej intrygująco i oryginalnie. What We Do… jest idealnie wprost zbalansowane. Zarówno projekcja jak i trwałość znacząco wykraczają tu poza standardy ALOF wyznaczone przez perfumy wcześniej opisane, przy czym zapach ten wciąż pozostaje stosunkowo lekki i na swój oryginalny sposób świeży. Fani Dans Tes Bras Frederica Malle szukający jego delikatniejszej, świeższej wersji mogą zostać pozytywnie zaskoczeni.

ALOF WWD 1

nuty głowy: bergamotka, miód, liczi

nuty serca: esencja tureckiej róży, wanilia, heliotrop

nuty bazy: tonka, balsam tolu, drewno sandałowe, szara ambra

twórca: Dominique Ropion

rok premiery: 2012

 

Guerlain „L’Homme Ideal” – męski Guerlain naszych czasów

Długo zapowiadany najnowszy męski zapach Guerlaina L’Homme Ideal wkrótce pojawi się w polskich perfumeriach. Póki co jednak miał swoją francuską premierę poprzedzoną i wspieraną bardzo rozbudowaną, imponującą kampanią marketingową. Klipy reklamowe, a wśród nich dostępny na You Tube film z udziałem samego perfumiarza Thierry’ego Wassera, który – niczym niegdyś Jean-Paul Guerlain w swym salonie – prezentuje nuty i akordy oraz z udawaną pasją opowiada o zapachu. Prócz tego liczne wywiady z perfumiarzem, banery, plakaty, transparenty, przyjęcia promocyjne, nawet specjalnie przyozdobiona ekskluzywna limuzyna, jeżdżąca po ulicach Paryża, słowem – reklama na całego. Główne hasło? Mężczyzno, ty już nie musisz być idealny (bo idealny mężczyzna to mit). Masz natomiast teraz swój idealny zapach.  Ufff… Odetchnąłem. Ileż to mniej stresu, gdy człowiek nie musi starać się by idealnym pracownikiem, ojcem, mężem, blogerem i kim tam jeszcze? Wystarczy, że użyję L’Home Ideal i już. Ale czy aby na pewno? Jasne, że nie. To przecież tylko pachnąca ciecz, choć akurat ja w niezwykłą siłę pachnideł nigdy nie wątpiłem…

Guerlain-L-Homme-Ideal-Parfum-film

FLAKON 

Estetyczny i elegancki flakon zachęca. Jest bardzo solidnie wykonany z doskonałej jakości materiałów. Stylistycznie nawiązuje do klasycznego już flakonu Habit Rouge i Vetiver autorstwa Robert Granaia. Prosty, męski kształt, oszczędna etykieta z wyrazistymi czarnymi napisami na białym tle. Masywna, pokryta częściowo drobnymi tłoczeniami zatyczka z logo Guerlain na szczycie, po zdjęciu której odsłania się bardzo dobrze działający atomizer z wygrawerowanym na górze logiem marki (ładne nawiązanie to zarzuconej jakiś czas temu tradycji). Zatyczka zamyka się z charakterystycznym i przyjemnym dla ucha „klikiem”. Na pochwałę zasługuje zastosowanie pompki, która można regulować dozowaną ilość zapachu w zależności od siły, z jaką naciśniemy srebrną końcówkę atomizera. Gdy już ją naciśniemy, najlepiej kilka razy, możemy poczuć zapach idealnego faceta.

Jaki on jest?

Oto męski Guerlain naszych czasów. Nie kreuje już trendów, jak niegdyś. Nie jest też wyznacznikiem najwyższej jakości w perfumach. O nie. Zamiast tego uważnie nasłuchuje, co jest w modzie, co lubią i kupują panowie lub – pewnie częściej – co ich partnerki kupują dla nich. Na tej podstawie współczesny Guerlain tworzy produkt owszem o bardzo solidnej jakości wykonania, jednak w swej treści nieoryginalny i zachowawczy. Przy tym wszystkim niepozbawiony pewnego uroku i bezdyskusyjnego potencjału komercyjnego.

beautistas-homme-ideal-guerlain-michel-gondry

ZAPACH

Świeże w niecodzienny sposób intro zapachu – lekko cytrusowy akord ze z każdą sekundą wyraźniejszym aromatycznym, ziołowym i bardzo subtelnie mentolowym rozmarynem – od razu zapowiada główny temat. Wyraźna woń likieru amaretto pojawia się bowiem dosłownie kilka minut po aplikacji zapachu na skórze. Dopóki w grze pozostają cytrusy oraz póki utrzymuje się woń alkoholu, stanowiącego nośnik perfum, póty ten efekt jest nieco zamazany. Z czasem jednak, gdy zapach promili w sposób naturalny zanika i w cień usuwa się rozmaryn, na skórze pozostaje słodkawo-gorzki, kontrastowy, przewodni akord amaretto zbudowany z migdału, tonka i wanilii. Choć mogłoby się wydawać przeciwnie, woń ta nie jest słodka czy mdląca, zachowuje za to balans pomiędzy słodyczą tonki i wanilii, a gorzkością nuty migdałowej, a także sygnalizującą się już na tym etapie suchą drzewnością cedru, który w istocie zaczyna dominować dopiero po kilku godzinach. Bowiem subtelny finisz zapachu jest właśnie suchy i drzewny, z dominującym cedrem. Głębi całości kompozycji dodaje niezawodny tandem paczuli i wetiweru, które jednakowoż jako składniki nie są wyczuwalne indywidualnie. Na korzyść L’Homme Ideal zapisuję zastosowanie gorzkiego kontrapunktu wobec słodkiej likierowej nuty, dzięki czemu zapach ani prze chwilę nie wchodzi w sposób ewidentny na teren okupowany prze One Million Paco Rabanne i jego klony, choć wydaje się być odpowiedzią Guerlaina na trend przez ten bestseller zapoczątkowany. Odpowiedzią moim zdaniem udaną, bo pokazującą, że można zrobić to samo w sposób bardziej finezyjny, elegancki i wysmakowany.

gozio-amaretto-24 (1)

L’Homme Ideal jest raczej subtelny, o grzecznej projekcji. Jako osoba preferująca mocne i wyraziste pachnidła muszę niezwykle obficie się nim zlewać, by móc cieszyć się jego wonią w ciągu dnia. Wówczas trwa na mojej skórze ponad 8 godzin, przy czym przez cały czas czuję go na sobie, co osobiście bardzo lubię. W efekcie niestety alarmująco szybko ubywa cieczy w moim flakonie, więc jeżeli się naprawdę polubimy, szybko będę musiał poczynić kolejny zakup. Przecież także i o to chodzi Guerlainowi w całej tej zabawie, prawda?

Guerlain-L-Homme-Ideal-foto

L’Homme Ideal to wzorowy przedstawiciel obecnych trendów w męskich perfumach i jednocześnie naturalny potomek arystokratycznej rodziny zapachowej Guerlain, w której od zawsze nuty orientalne, kulinarno-słodkie mieszały się z doskonałej jakości esencjami cytrusowymi, balsamami, tonka, żywicami oraz drzewnymi bazami. Dotyczy to także pachnideł męskich od klasycznego Habit Rouge poczynając (bergamotka, neroli, wanilia w brawurowym wykonaniu Jean-Paula Guerlaina), poprzez nowatorski L’Instant Pour Homme autorstwa nieodżałowanej Beatrice Piquet (cytrusy, anyż, kakao, herbata Lapsang), aż po Wasserowską linię Homme (mojito, rum, bergamotka). Nie ma wszakże L’Homme Ideal ani substancji, ani intensywności, ani mocy, ani wreszcie „charakterności” swych przodków, przede wszystkim tych, którzy narodzili się w pracowni Jean-Paula Guerlaina. Jest natomiast logiczną konsekwencją działań Thierry’ego Wassera, który o swym bardzo sprawnym i z gruntu współczesnym perfumiarskim stylu przekonywał nas już niejednokrotnie, a który może być gwarancją komercyjnego sukcesu L’Homme Ideal, jaki osobiście tym perfumom wróżę. Co warto podkreślić, pachnidło to – dzięki niesamowitemu zbalansowaniu nut i akordów – zdecydowanie błyszczy na tle stylistycznej konkurencji. Niestety owa równowaga czyni je jednocześnie pozbawionym charakteru i pazura. Brak mocnych akcentów i stuprocentowa polityczna poprawność L’Homme Ideal potwierdzają jednak także jego bardzo duży potencjał komercyjny, bo są szanse, że zapach trafi w gusta młodych mężczyzn nie tylko w wielu krajach, ale i na różnych kontynentach. Na co – jak sądzę – wszyscy zaangażowani w ten projekt liczą.

Thierry Wasser
Thierry Wasser

Oddajmy na chwilę głos perfumiarzowi:

„Nie jestem tu po to, by przeprowadzać rewolucję. W moich przedsięwzięciach nic nie powstrzymuje mnie przed przypatrywaniem się temu, co robią sąsiedzi. I ja to otwarcie robię”.

Ale prócz panujących aktualnie trendów inspiracją dla Wassera był również rewolucyjny właśnie i legendarny Jicky Guerlain, skąd perfumiarz – jak sam przyznaje – „podebrał” nutę migdała. Łącząc ją z tonką i wanilią uzyskał akord amaretto, który jest tak naprawdę sercem tego zapachu i stanowi o jego charakterze. Ma także odzwierciedlać piękno noszącego go mężczyzny, podczas gdy świeży i energetyczny akord głowy symbolizuje męską inteligencję, zaś mieszanka paczuli, wetiweru, nuty skórzanej i cedru w bazie – męską siłę. By przydać idealnemu mężczyźnie nutki romantyzmu, perfumiarz wzbogacił formułę o esencję z kwiatów pomarańczy.

Thierry Wasser to niewątpliwie uzdolniony perfumiarz, który prócz tego, że wrósł już wyraźnie w historię i estetykę oraz styl domu Guerlain, dodatkowo także nieźle wyczuwa panujące trendy i potrafi się w nie przekonująco wpisać. Czyżby był także szczerym pragmatykiem? L’Homme Ideal zdaje się potwierdzać tę tezę. Gdy jednak posłuchać, co na temat perfum mówił jego mentor Jean-Paul Guerlain w 2001 roku, widać wyraźnie, jak dwie różne prezentują filozofie, jak kompletnie inni to perfumiarze i jak zupełnie odmienne pachnidła tworzą:

„Klasyczne perfumy są determinowane przez jakość składników oraz jego elegancję i oryginalność. Muszą się wyróżniać. Przede wszystkim zaś muszą zapadać w pamięć.”

W świetle tych słów obawiam się, że L’Homme Ideal nie stanie klasycznym pachnidłem, co nie znaczy, że nie znajdzie wielu miłośników. Co więcej, uważam, że każdy mężczyzna używający na co dzień perfum powinien ten zapach przetestować. Prawie każdy go zaakceptuje, wielu polubi, a spora grupa oceni go jako zapach dla siebie idealny. Jestem tego niemal pewien.

L Homme Ideal

nuty głowy: bergamotka, mandarynka, rozmaryn, kwiat pomarańczy

nuty serca: migdał, tonka, wanilia (akord amaretto)

nuty głębi: paczula, skóra, cedr, wetiwer

twórca: Thierry Wasser

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: średnia+
  • trwałość: 8-9 h

 

Guerlain wie, jak to robić…

Niedawno grupa perfumowych blogerów szczególnie zainteresowanych historią i twórczością zacnego francuskiego domu perfumeryjnego Guerlain otrzymała zaproszenia od samego Thierry Wassera – głównego perfumiarza marki – oraz jego asystenta Frédérica Sacone na wspólne spotkanie w gruntowanie odnowionej siedzibie firmy w Paryżu przy 68 Avenue des Champs-Élysées. Przy okazji przywracania świetności Maison Guerlain utworzono tam bowiem muzeum Guerlain, w którym eksponatami są m.in. rekonstrukcje kilkudziesięciu historycznych pachnideł marki. Zapachy zostały odtworzone przez Wassera i Sacone w sposób możliwie najwierniejszy pierwowzorom i przedstawione w postaci eleganckich pakietów próbek zaproszonym blogerom (m.in. znanemu „Guerlainofilowi” piszącemu pod pseud. Monsieur Guerlain, dzięki któremu mogłem swego czasu przetestować i opisać na blogu m.in. perfumową parę Arsene Lupin: Dandy i Voyou).

thierry-wasser-portrait
Thierry Wasser – główny perfumiarz Guerlain, który docenia siłę perfumowych blogerów

Spotkanie z blogerami miało na celu przedstawienie i przedyskutowanie 25 rekonstrukcji historycznych perfum z naciskiem na unaocznienie, jak gigantyczny wpływ na perfumy mają wszelkie regulacje ograniczające użycie poszczególnych składników, z których mnożeniem mamy w ostatnich latach do czynienia w ramach IFRA i EC.

To bardzo interesująca i zasługująca na pochwałę inicjatywa Guerlaina z dwóch względów – czysto historycznego (legendarne pachnidła, które dawno już wyszły z produkcji, można teraz będzie poznawać podczas wizyty w muzeum Maison Guerlain) oraz blogerskiego. Otóż Thierry Wasser przyznał, że: „Guerlain potrzebuje jawności i wsparcia wszystkich wielbicieli marki jako środków to zwiększania wpływu na biurokrację. Zaproszenie perfumowych blogerów jest oczywistą formą informowania świata o tym, co dzieje się z perfumami, gdy drastycznie ograniczy się użycie pewnych składników.” 

Thierry Wasser wie, jaką siłą są perfumowi blogerzy i potrafi ją w słusznym celu wykorzystać. W przeciwieństwie do drwiącego z nich przy każdej możliwej okazji Francisa Kurkdjiana. Ale to tak na marginesie…

maison-francis-kurkdjian02
Francis Kurkdjian – perfumiarz, który drwi z perfumowych blogerów

Przy okazji warto wspomnieć, że już na czerwiec została zapowiedziana premiera nowego męskiego zapachu Guerlain L’homme IdealCzekam ze szczerą ekscytacją.