III Perfumowy Top Wszech Czasów wg Perfuforum.pl

perfuforum logo

Ten doroczny ranking stał się już chwalebną tradycją związanego z Perfumowym Blogiem forum Perfuforum.pl skupiającego entuzjastów perfum. Na moją prośbę Scorrpion – autor Perfumowego Topu Wszechczasów – zgodził się na publikację pierwszej dziesiątki rankingu na blogu, za co serdecznie mu dziękuję. Pozostałe 290 (!) miejsc można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie i uniseks (tu głównie nisza) znajdujące się w bazie Perfuforum.pl.

A tak przedstawia się pierwsza dziesiątka:

10. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme

Rasasi Yuqawam PH 2

9. Yves Saint Laurent – Opium Pour Homme

ysl-opium-ph

8. Amouage – Journey Man 

amouage-journey-man-

7. Olivier Durbano – Rock Crystal 

durbano-rock-crystal

6. Yves Saint Laurent – M7 

m7-m

5. Tom Ford – Oud Wood

tom-ford-oud-wood

4. Amouage – Jubilation XXV Man 

amouage-jubilation-man

3. Tom Ford – Tuscan Leather

tom-ford-tuscan-leather

2. Dior – Homme Parfum

dior-homme-parfum

1. Amouage – Interlude Man

amouage-interlude

W porównaniu z rankingiem z zeszłego roku aż siedem zapachów powtórzyło się w Top 10. Awansowały do tego zacnego grona trzy: YSL Opium PH (m. 9.), Rasasi La Yuqawam Pour Homme (m.10.) i Amouage Journey Man (m. 8.), „wyrzucając” poza dziesiątkę obecne w zeszłym roku Ambre Sultan Serge Lutens, Gucci Pour Homme i Tobacco Vanille Tom Ford. Olivier Durbano Rock Crystal zachował swoją 7. pozycję, M7 awansował z 9. na 6., Oud Wood awansował z 8. na 5., Amouage Jubilation Man spadł z 3. na 4., Tuscan Leather awansował z 6. na 3., a Dior Homme Parfum z 5. na 2.

Zwycięzca TOP Wszechczasów pozostał jednak ten sam:

Amouage Interlude Man!

W Top 10 mamy więc aż trzy zapachy Amouage, co nie powinno dziwić zważywszy na doskonałą jakość, jaką ta marka reprezentuje. Podobnie jest z Tomem Fordem – tu aż dwa pachnidła (a trzecie na 11 pozycji). Miłym zaskoczeniem są tak wysokie pozycje dwóch klasyków od YSL (w tym jeden powstały „za rządów” Toma Forda!). Innymi słowy, Tom Ford podzielił się z Christopherem Chongiem, gdyż każdy z nich odpowiada za trzy pozycje w Top 10. Cieszy stała obecność jedynego przedstawiciela niszy perfumowej w TOP 10 – Oliviera Durbano i jego Rock Crystal. Wysoka, bo aż 2, pozycja Dior Homme Parfum wskazuje, że forumowicze najwyżej cenią sobie właśnie tę najbardziej skoncentrowaną, głęboką i trwałą interpretację irysowo-pudrowo-skórzanego tematu Dior Homme. 10 lokata świetnego skądinąd pachnidła arabskiej marki Rasasi La Yuqawam Pour Homme może być zaskoczeniem tylko dla tych, którzy nie wiedzą, iż jest to de facto niemal kopia zajmującego 3 miejsce w rankingu Tuscan Leather Toma Forda. Niemal kopia, gdyż – jak twierdzą niektórzy – przerosła pierwowzór (z czym mogę się poniekąd zgodzić).

A oto jak w rankingu uplasowały się niektóre znane hity oraz pachnidła ponadczasowe:

Tom Ford – Tobacco Vanille – 11

Gucci – Pour Homme – 12

Olivier Durbano – Black Tourmaline  – 15

Dior – Homme – 20

Dior – Fahrenheit EDT – 22

Creed – Aventus – 24

Chanel – Platinum Egoiste – 27

Nasomatto – Black Afgano – 28

Hermes – Terre D’Hermes EDT – 29 

Ralph Lauren – Polo – 30 

Chanel – Egoiste – 33

Cacharel – Pour Homme – 39

Lalique – Encre Noire – 50 

Creed – Green Irish Tweed – 51

Chanel – Antaeus – 57

Cartier – Declaration – 58

Gucci – Pour Homme II – 62

Davidoff – Zino – 65

Givenchy – Gentleman – 67

Aramis – Aramis – 68

Kenzo – Pour Homme – 70

Gucci – Envy Men – 71

Chanel – Allure Homme Sport Cologne – 74

Dior – Eau Sauvage – 78

YSL –Kouros – 81

Chanel – Allure Homme Edition Blanche – 84

Guerlain – Vetiver – 90

Thierry Mugler – A*Men – 93

Guerlain – Habit Rouge – 95

Dior – Homme Sport – 97

Oscar de la Renta- Pour Lui – 116

Dolce & Gabbana – Pour Homme – 122 

Chanel – Allure Homme Sport – 134

Creed – Original Santal – 151

Adidas – Active Bodies – 156

Chanel – Allure Pour Homme – 164

Creed – Millesime Imperial – 172

Calvin Klein – CK One – 174

Jean Paul Gaultier – Le Male – 178

Guy Laroche – Drakkar Noir – 179

Hugo Boss – Bottled – 185

Guerlain – L’Homme Ideal – 190

YSL – L’Homme – 197

JOOP! – Homme – 203

Versace – Dreamer – 204

Giorgio Armani – Code – 221

Davidoff – Cool Water – 239

Chanel – Bleu de Chanel EDT – 246

Abercormbie&Fitch – Fierce – 247

Calvin Klein – Eternity for Men – 252

Amouage – Gold Man – 260

Geoffrey Beene – Grey Flannel – 267

Paco Rabanne – 1 Million – 275

Dior – Sauvage – 288

Paco Rabanne – Invictus – 297

Guerlain „Habit Rouge Dress Code”

Habit Rouge Dress Code (2015) to drugie – po Habit Rouge L’Eau (2011) – podejście Thierry’ego Wassera to kultowego dzieła Jean-Paul Guerlaina z 1965 roku. L’Eau jest lżejszą wersją protoplasty, mniej esencjonalną, bogatszą w orzeźwiające cytrusy, wciąż jednak zachowującą jego kolońsko-waniliowo-skórzaną naturę, tam Dress Code – które powstało dla uczczenia 50 lecia premiery Habit Rouge – perfumiarz poszedł w przeciwną stronę i zminimalizował emblematyczne dla protoplasty nuty cytrusowe, uwspółcześnił jego aspekt skórzany oraz wzmocnił kulinarny, przez co – zdaniem wyjątkowego znawcy tematu, blogera Monsieur Guerlain – zbliżył się do estetyki wersji L’Extrait, popełnionej jeszcze przez samego Jean-Paula Guerlaina w 2008 roku i dostępnej jedynie w paryskim sklepie Guerlain.

guerlain2

Dress Code zaczyna się więc praktycznie od razu mocnym i absolutnie rozpoznawalnym (nie do pomylenia z niczym innym) akordem orientalnym, ale bez wyczuwalnego w klasyku czy wersji L’Eau aspektu kolońskiego oraz z mniejszą obecnością róży. Klasyczna skórzano-waniliowa sygnatura uderza w nozdrza ze sporym impetem, nie pozostawiając złudzeń co do tego, że jest to – także pod względem mocy – zapach wyrastający ponad współczesną przeciętną. Użyty w zbyt dużej ilości może – szczególnie w pierwszej fazie – nieco przytłoczyć. Z czasem jednak układa się zgrabnie na skórze i pozwala cieszyć się swoją obecnością przez dobrych kilka godzin. Pozostawia elegancki, ale nie przesadnie długi ogonek, finiszując zmysłową mieszanką wanilii, tonki i praliny. Właśnie nuta praliny jest czymś, co – obok wyciszenia cytrusów – wyróżnia Dress Code wobec poprzednich wersji Habit Rouge. Jednak nie oznacza to, że istota klasyka została tu zagubiona. Nie. Jego trzon jest tu bardzo wyraźnie obecny.

jeździec

Przypomnę, że inspiracją Jean-Paula Guerlaina dla stworzenia Habit Rouge była jego największa – obok perfum i… kobiet – życiowa pasja – konie i jeździectwo. Otóż – ku mojemu zaskoczeniu – Dress Code uwypukla ten aspekt hippiczny. Szczególnie zaraz po aplikacji potrafi zaskoczyć specyficzną, skórzano-fizjologiczną nutą do tego stopnia, że osobom postronnym, które miały do czynienia z końmi, potrafi skojarzyć się ze stajnią (!). Na szczęście (lub nieszczęście) ja i konie to dwa różne światy, więc osobiście nie znajduję w Habit Rouge Dress Code stajennych konotacji…

Reasumując, Dress Code to zdecydowanie udane podsumowanie 50-lecia obecności Habit Rouge, jednego z najznamienitszych i najbardziej klasycznych pachnideł męskich w historii. Theirry Wasser oddał godny ze wszech miar hołd dla jego istoty, umiejętnie wzmacniając w nim pewne aspekty, a osłabiając inne, w celu uzyskania współczesnej wersji klasyka. Ale Dress Code to nie jest typowy Habit Rouge „dla młodych”. To jednak wciąż bardzo francuskie, wyrafinowane męskie pachnidło, które raczej nie zachęci fanów mainstreamowego kiczu, ale zapewne zachwyci w pierwszym rzędzie fanów klasyka, a w drugim panów lubujących się we francuskiej elegancki. Sądzę, że ze względu na swój męski, mocny, bogaty i … hippiczny charakter zachwycił również samego Jean-Paula Guerlaina. Jestem tego niemal pewien…

Szkoda, ze póki co Dress Code nie jest szerzej dostępny, ale mam nadzieję, że się to wkrótce zmieni. Wówczas z pewnością zaopatrzę się we flakon, bowiem zdecydowanie warto.

Habit Rouge Dress Code

nuty głowy: bergamotka, neroli, róża

nuty serca: przyprawy

nuty bazy: tonka, pralina, wanilia

twórca: Thierry Wasser

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Guerlain „L’Homme Ideal Cologne”

guerlian ideal cologne

Guerlain kontynuuje nową męską linię zapachową  L’Homme Ideal zapoczątkowaną w zeszłym roku wodą toaletową, której – przypomnijmy – centralnym akordem jest amaretto złożony z migdała, wanilii i tonka. Wersja kolońska zapachu, L’Homme Ideal Cologne, specjalnie przygotowana na sezon wiosenno-letni 2015, nawiązuję do poprzednika właśnie nutą migdała, którą tym razem perfumiarz Thierry Wasser umieścił w świeżym, rześkim, cytrusowo-drzewnym kontekście. Stąd obowiązkowy w otwarciu akord cytrusowy złożony przede wszystkim z grejpfruta i bergamotki (przypominający otwarcie Dior Homme Cologne (2013)), z którym centralna nuta gorzkiego migdała połączona została za pomocą neroli. Drzewna baza to przede wszystkim wetiwer. Całości nadano współczesny koloński sznyt poprzez utrwalenie kompozycji białymi piżmami. Efekt jest uważam naprawdę dobry, a L’Homme Ideal Cologne to udana wariacja na temat i jednocześnie jedna ze zdecydowanie najlepszych współczesnych designerskich męskich kolońskich, obok Dior Homme Cologne i Chanel Allure Homme Cologne. Jej oryginalność polega na połączeniu rześkich (bergamotka) i gorzkich (grejpfrut) cytrusów z gorzkim migdałem i powiązaniu tego wszystkiego drzewną wetywerią. Receptura wydaje się więc być prosta, ale jest zarazem efektowna i świetnie wyegzekwowana.

Kolońska Wassera ma de facto koncentrację eau de toilette, dzięki czemu charakteryzuje się przyzwoitą kilkugodzinną trwałością – lepszą niż tradycyjne wody kolońskie o koncentracji eau de cologne. Projekcję oceniam jako nieco słabszą niż L’Homme Ideal edt i sugeruję raczej obfitą aplikację, co ułatwia znany z edt atomizer dozujący sowite chmury.

thierry-wasser-black-and-white1

Fenomenalny flakon, który wyjątkowo udał się Guerlainowi, a który opisywałem już przy okazji recenzji L’Homme Ideal edt, tu występuje w białym wydaniu, z niebieskim napisem Cologne i takimiż grafikami na odwrocie etykiety. Ten „czysty” design świetnie współgra z kolońskim charakterem zapachu, choć – przyznajmy to – wygląda na ewidentnie skopiowany z Dior Homme Cologne. Taką estetykę możemy także zaobserwować u innych marek przy okazji pachnideł kolońsko-podobnych, choćby w zeszłorocznym Terre d’Hermes Eau Tres Fraiche, czy u Kiliana Hennessy’ego w jego najnowszym, tegorocznym, świeżym i kolońskim trio Sophie Matisse Art Edition.

L’Homme Ideal Cologne udało się Wasserowi lepiej aniżeli Homme L’Eau (2010) czy nawet nieco lepsze L’Eau Boisee (2012) – oba zresztą niedawno wycofane z oferty Guerlain. Podobnie zresztą uważam, że L’Homme Ideal edt to lepsze pachnidło aniżeli Homme edt. Taka tendencja cieszy i pozwala domniemać, że Thierry Wasser coraz lepiej radzi sobie w trudnej sztuce dostosowywania oferty szacownej francuskiej marki do realiów współczesnego rynku perfum przy jednoczesnym zachowaniu statusu należnego Guerlain. Uważam bowiem, że oba zapachy L’Homme Ideal są pod każdym względem o półkę wyżej od Homme, co budzi spore nadzieje na przyszłość.

Co więc będzie następne? Guerlain, chcąc dalej konkurować z markami designerskimi, tak naprawdę nie ma wyjścia. Kolejną wersją L’Homme Ideal będzie – to niemal pewne – eau de parfum nazwana intense albo extreme. I wcale mnie to nie martwi. Powiem więcej –  bardzo jestem ciekaw mocniejszej i gęstszej wersji tematu amaretto…

Ideal-cologne

nuty głowy: pomarańcza, grejpfrut, bergamotka

nuty serca: migdał, kwiat pomarańczy

nuty bazy: białe piżma, wetiwer

twórca: Thierry Wasser

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Guerlain „Les Deserts D’Orient” – poruszające piękno orientu

Są pachnidła, które testuje się z drżeniem rąk i niemal palpitacją serca. Wynika to zwykle z ich unikatowości, doskonałej jakości, a czasem jedynie z… niebotycznej ceny (bo oczywiście te dwie ostatnie cechy nie muszą iść w parze). Jeżeli jednak zdarza mi się testować perfumy łączące w sobie wszystkie te cechy, a do tego jeszcze – co najważniejsze – poruszające do głębi swym trudnym do opisania pięknem, wówczas jest ryzyko wpadnięcia w niemy zachwyt i zastygnięcia w takim stanie na długi czas. Dokładnie tak przydarzyło mi się dobrych kilka miesięcy temu, gdy dotarły do mnie próbki ekskluzywnej kolekcji pustynnej – trójki zapachów Les Deserts D’Orient Guerlain. Skrywane pod pięknie i jakże tajemniczo (ach ten francuski!) brzmiącymi tytułami pachnidła: Encens Mythique D’OrientRose Nacrée du DésertSonge d’Un Bois d’Ete pozostawały długo jedną z tych tajemnic, które od dawna pragnąłem odkryć. Zanim podejmę mniej lub bardziej udane próby ich opisania, kilka dosłownie zdań o całkiem moim zdaniem interesującej historii ich powstania.

Guerlain Les Desert des Orients 2

Przyznaje, że miał ogromną radość podczas ich komponowania. Sam pomysł wyniknął częściowo z sugestii poczynionej przez jego przyjaciół z Dubaju, których odwiedza co najmniej raz w roku. Stwierdzili oni, że europejscy perfumiarze nie wiedzą, jak robić prawdziwie arabskie perfumy, ponieważ koncentrują się na tym, by pachniały dobrze na skórze, podczas gdy mieszkańcy Bliskiego Wschodu aplikują perfumy raczej na ubranie. Thierry Wasser oceniał więc i testował wszystkie trzy pachnidła Les Deserts D’Orient na bawełnianych chusteczkach, co uczyniło proces twórczy dodatkowo interesującym i przyjemnym.

Przetestowałem już sporo perfum i jedno mogę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością – takich jak Les Deserts D’Orient dotąd nie spotkałem. Zabiły mi tzw. „ćwieka”. Do napisania tej recenzji zabierałem więc się od co najmniej pół roku, a chyba nawet i dłużej. Dlaczego? Trudno mi to wytłumaczyć. Mając tak doskonałe i niesamowite obiekty do testów zwyczajnie zacząłem się obawiać, że nie będę w stanie ubrać w słowa ich doskonałości. Co więcej – Thierry Wasser tymi perfumami już nieodwołalnie przekonał mnie, że jest absolutnym mistrzem swego fachu, którego kunszt – by w pełni zabłysnąć – potrzebuje wolności, nieograniczonej budżetem czy planowanymi słupkami sprzedaży.

Thierry Wasser 3
Thierry Wasser

Niezwykle trudno wyróżnić jeden zapach z całej trójki. Wszystkie są absolutnie doskonałymi kompozycjami inspirowanymi arabskim stylem, w których dominują gęste, balsamiczne żywice i nuty drzewne zdobione przyprawami. Wszystkie trzy zawierają wspólną nutę szafranu, którą Thierry Wasser opracował specjalnie z myślą o „pustynnym” trio. W opinii Sylvaine Delacourte, zapachowej dyrektor kreatywnej marki Guerlain, są one perfumami w swej istocie bardzo francuskimi, które raczej zapożyczają pewne charakterystyczne dla orientu ingrediencje (szafran, mirra, oud), aniżeli kopiują tamtejszy styl. Być może dlatego mój europejski nos znalazł je tak łatwymi do akceptacji i tak zachwycającymi.

Wbrew wspomnianym obyczajom arabskim ja testowałem Les Deserts D’Orient przede wszystkim na skórze, a dodatkowo – na papierkach testowych. Na skórze wszystkie zapachy zachowują się podobnie, tzn. pachną średnio-mocno, nie są bardzo ekspansywne, ale są wyraźne, ciągle obecne i trwałe. Sam czułem je na sobie przez kilkanaście godzin po ostrożnej aplikacji, przy czym miały one tendencję do swoistego rozkwitania na skórze. Z początku nieco cichsze z czasem stawały się bardziej wyraziste i wyczuwalne. Zastosowane w nich niemal wyłącznie „ciężkie” ingrediencje potrzebowały więc ciepłoty i chemii skóry oraz czasu, by zaprezentować się w pełni. Wszystkie trzy pachnidła rozwijały się więc na skórze bardzo powoli i polegało to na tym, że główny temat danego zapachu dominował od początku do końca, zmieniał jedynie nieznacznie swoje odcienie, stając się z czasem coraz bardziej głębokim, ciemnym i hipnotycznie pięknym.

 guerlain dessert collection

 

Prosty i elegancki design flakonów Les Deserts D’Orient – znany już z guerlainowskiego cyklu L’Art & la Matière – przyozdobiony został orientalnymi wzorami w kolorze złota, które wraz z arabskimi literami podkreślają bliskowschodni styl pachnideł (a także wskazują na główny rynek, na który zapachy zostały początkowo skierowane).

 

Rose Nacrée du Désert

Rose Nacrée du Désert wyróżnia się niezwykłym, niespotkanym dotąd przeze mnie ujęciem róży. W tej kompozycji Thierry Wasser użył jako pierwszy w historii esencji z uprawianej w Iranie róży perskiej, a wiec innej od bułgarskiej, z której stosowania Guerlain słynie od dziesiątek lat. Perfumiarz opisuje jej woń jako bardziej „dziką i ciemną”, charakteryzująca się szafranowym odcieniem. Doskonale współgra ona z mrocznym klimatem zapachu zbudowanym z nut drzewnych, balsamicznych i szafranu właśnie. Paczula pełni tu role doskonałego lepiszcza. Łączy ona nuty górne z przyprawami i drewnami serca. Wszystko to zbudowane jest na gęstej żywicznej „mazi” złożonej z mirry i benzoesu.  Róża jest najwyraźniejsza w pierwszych kwadransach, z czasem zostaje jednak przykryta niemal zupełnie przez niesamowity, głęboki akord oudowy o wyraźnej nucie animalnej (która nota bene jest tym, co pozostaje na kołnierzyku koszuli aż do jej wyprania). Zresztą ta agarowa woń rozkwita na skórze szczególnie mocno dopiero 3-4 godziny po użyciu zapachu. Całość pachnie dystyngowanie, orientalnie, głęboko, hipnotycznie pięknie, po prostu zachwycająco. Doprawdy powalający pięknem zapach. Warto zaznaczyć, że w kompozycji nie ma naturalnego oudu, tylko „akord oudowy”, który Wasser stworzył łącząc paczulę, drewno gwajakowe i nutę suchej ambry. To oficjalna informacja, którą znaleźć można na stronie internetowej Guerlain. To także godny naśladowania dowód uczciwości marki, która nie deklaruje użycia w formule czegoś, czego nie użyła.

guerlain rose nacree

nuty głowy: szafran, perska róża, paczula

nuty serca: kardamon, kurkuma, drewno cedrowe, akord oudowy

nuty głębi: mirra, benzoes

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

moja ocena:

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Songe d’Un Bois d’Été

Zapach ten opisywany jako drzewno-skórzany w istocie takim jest i to właściwie od samego początku, który choć nieco rozjaśniony esencją z laurowego liścia oraz olejkiem neroli, od razu odkrywa prawdziwą naturę tego pachnidła. Ewoluuje minimalnie poprzez drzewne serce aż po głęboką, majestatyczną skórę w bazie. Podobnie jak w Rose Nacree… także i tu istotną rolę gra charakterystyczna, orientalna nuta szafranu wpleciona przez Wassera w iście mistrzowski sposób, która dodaje całości arabskiego charakteru. Ale poza wszystkim dominuje tu gęsta żywiczno-drzewno-skórzana woń, która stapia się ze skórą na wiele długich godzin pięknie z niej emanując.

Szukając w pamięci czegokolwiek, co pachniałoby choć trochę podobnie, trafiłem jedynie na Oud Leather Diora, przy czym w Songe… – według mnie szczęśliwie – nie znajdziemy charakterystycznej dla dzieła Demachy’ego nuty animalnej, która dla mnie osobiście była sporym utrudnieniem w odbiorze tamtego zapachu. Pachnidło Guerlain jest natomiast doskonale wyważone i w żadnym momencie nie razi, nie przekracza granic, które mój europejski nos miałby problem zaakceptować, co jest charakterystyczne dla stylu perfumiarskiego Thierry Wassera. Songe… jest też moim zdaniem najbardziej męskim z całej trójki.

guerlain songe

nuty głowy: liść laurowy, neroli

nuty serca: paczula, szafran, jaśmin, drewno cedrowe

nuty głębi: skóra, mirra

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Encens Mythique d’Orient

Choć w tytule i także w składzie wymienione jest kadzidło (frankońskie), to nie odnajdziemy go tu w formie indywidualnej nuty, do jakiej przyzwyczaiły nas rozliczne marki niszowe. Zresztą wg źródeł użyto go tu w ilościach śladowych. Kluczowymi składnikami są róża, szafran i najprawdziwsza nowozelandzka szara ambra, której zastosowaniu w tym zapachu Wasser poświęcił szczególnie dużo uwagi, segregując kawałki ambry na kilka grup w zależności od niuansów zapachowych i wybierając najodpowiedniejsze dla koncepcji Encens Mythique d’Orient. I to właśnie esencja z najprawdziwszej naturalnej szarej ambry jest kwintesencją tego pachnidła, co już samo przez się czyni je unikatowym.

Amber_australian

Zanim jednak ambra dojdzie do głosu, wita nas niecodzienny akord głowy przypominający woń plastiku, topionego tworzywa sztucznego, co jak sądzę wynika z zastosowania tu aldehydów, które dodają mocy duetowi róży i szafranu. Ale nie trwa to długo i po chwili zapach osiada na skórze. Przez jakiś czas można poczuć obecność różanej esencji, ale Encens Mythique d’Orient dość szybko zmierza do ambrowego akordu bazy. A ta jest cudownie ciepła, głęboka, słodkawa i jednocześnie piżmowa, przy tym bardzo zmysłowa. Pachnie zaskakująco donośnie i bardzo długo – otaczając noszącego prawdziwie luksusową aurą. Naprawdę trudno jest opisać, jak pachnie prawdziwa ambra. Trzeba się o tym samemu przekonać, co obecnie jest bardzo trudne, bo poza nielicznymi wyjątkami nie stosuje się jej już w perfumerii ze względu na jej odzwierzęce pochodzenie. Na szczęście wciąż jeszcze odnaleźć ją możemy w najbardziej luksusowych perfumach Roja Dove czy choćby właśnie Guerlain. W Encens Mythique d’Orient lśni ona pełnym blaskiem.

guerlain encens

nuty głowy: róża, aldehydy, szafran

nuty serca: różowy pieprz, wetiwer, paczula

nuty głębi: drewno cedrowe, mech, piżmo, szara ambra, kadzidło frankońskie

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Współczesne mainstreamowe perfumy Guerlaina nierzadko wzbudzają moje i nie tylko moje wątpliwości co do tego, czy są aby godne noszenia tak zacnego imienia. Trzeba jednak zrozumieć, że marka ta jako własność koncernu LVMH musi nadążać za rynkowymi trendami i zarabiać m.in. także po to, by w ramach ekskluzywnych kolekcji prezentować nam olfaktoryczne dzieła na miarę Les Deserts D’Orient. Tu już wszystko jest najwyższej próby. Składniki, formula, kompozycja, wykonanie. To kwintesencja guerlainowskiego wyrafinowania i jakości. Dla mnie osobiście najbardziej poruszające i najbardziej przekonujące pachnidła inspirowane Arabią, z jakimi miałem dotąd do czynienia. To także jedne z najpiękniejszych pachnideł, jakie w ogóle miałem szczęście poznać. Absolutnie doskonałe arcydzieła perfumiarstwa, które dowodzą niezbicie, że gdzieś tam obok komercyjnego przemysłu perfumeryjnego, zasypującego sieciowe perfumerie setkami nowych, nic niewnoszących zapachów, współcześnie wciąż tworzone są prawdziwe Perfumy. A że ich dostępność jest skrajnie ograniczona? Cóż – na tym m.in. polega luksus, że pozwolić sobie na niego mogą tylko wybrani…

Guerlain „L’Homme Ideal” – męski Guerlain naszych czasów

Długo zapowiadany najnowszy męski zapach Guerlaina L’Homme Ideal wkrótce pojawi się w polskich perfumeriach. Póki co jednak miał swoją francuską premierę poprzedzoną i wspieraną bardzo rozbudowaną, imponującą kampanią marketingową. Klipy reklamowe, a wśród nich dostępny na You Tube film z udziałem samego perfumiarza Thierry’ego Wassera, który – niczym niegdyś Jean-Paul Guerlain w swym salonie – prezentuje nuty i akordy oraz z udawaną pasją opowiada o zapachu. Prócz tego liczne wywiady z perfumiarzem, banery, plakaty, transparenty, przyjęcia promocyjne, nawet specjalnie przyozdobiona ekskluzywna limuzyna, jeżdżąca po ulicach Paryża, słowem – reklama na całego. Główne hasło? Mężczyzno, ty już nie musisz być idealny (bo idealny mężczyzna to mit). Masz natomiast teraz swój idealny zapach.  Ufff… Odetchnąłem. Ileż to mniej stresu, gdy człowiek nie musi starać się by idealnym pracownikiem, ojcem, mężem, blogerem i kim tam jeszcze? Wystarczy, że użyję L’Home Ideal i już. Ale czy aby na pewno? Jasne, że nie. To przecież tylko pachnąca ciecz, choć akurat ja w niezwykłą siłę pachnideł nigdy nie wątpiłem…

Guerlain-L-Homme-Ideal-Parfum-film

FLAKON 

Estetyczny i elegancki flakon zachęca. Jest bardzo solidnie wykonany z doskonałej jakości materiałów. Stylistycznie nawiązuje do klasycznego już flakonu Habit Rouge i Vetiver autorstwa Robert Granaia. Prosty, męski kształt, oszczędna etykieta z wyrazistymi czarnymi napisami na białym tle. Masywna, pokryta częściowo drobnymi tłoczeniami zatyczka z logo Guerlain na szczycie, po zdjęciu której odsłania się bardzo dobrze działający atomizer z wygrawerowanym na górze logiem marki (ładne nawiązanie to zarzuconej jakiś czas temu tradycji). Zatyczka zamyka się z charakterystycznym i przyjemnym dla ucha „klikiem”. Na pochwałę zasługuje zastosowanie pompki, która można regulować dozowaną ilość zapachu w zależności od siły, z jaką naciśniemy srebrną końcówkę atomizera. Gdy już ją naciśniemy, najlepiej kilka razy, możemy poczuć zapach idealnego faceta.

Jaki on jest?

Oto męski Guerlain naszych czasów. Nie kreuje już trendów, jak niegdyś. Nie jest też wyznacznikiem najwyższej jakości w perfumach. O nie. Zamiast tego uważnie nasłuchuje, co jest w modzie, co lubią i kupują panowie lub – pewnie częściej – co ich partnerki kupują dla nich. Na tej podstawie współczesny Guerlain tworzy produkt owszem o bardzo solidnej jakości wykonania, jednak w swej treści nieoryginalny i zachowawczy. Przy tym wszystkim niepozbawiony pewnego uroku i bezdyskusyjnego potencjału komercyjnego.

beautistas-homme-ideal-guerlain-michel-gondry

ZAPACH

Świeże w niecodzienny sposób intro zapachu – lekko cytrusowy akord ze z każdą sekundą wyraźniejszym aromatycznym, ziołowym i bardzo subtelnie mentolowym rozmarynem – od razu zapowiada główny temat. Wyraźna woń likieru amaretto pojawia się bowiem dosłownie kilka minut po aplikacji zapachu na skórze. Dopóki w grze pozostają cytrusy oraz póki utrzymuje się woń alkoholu, stanowiącego nośnik perfum, póty ten efekt jest nieco zamazany. Z czasem jednak, gdy zapach promili w sposób naturalny zanika i w cień usuwa się rozmaryn, na skórze pozostaje słodkawo-gorzki, kontrastowy, przewodni akord amaretto zbudowany z migdału, tonka i wanilii. Choć mogłoby się wydawać przeciwnie, woń ta nie jest słodka czy mdląca, zachowuje za to balans pomiędzy słodyczą tonki i wanilii, a gorzkością nuty migdałowej, a także sygnalizującą się już na tym etapie suchą drzewnością cedru, który w istocie zaczyna dominować dopiero po kilku godzinach. Bowiem subtelny finisz zapachu jest właśnie suchy i drzewny, z dominującym cedrem. Głębi całości kompozycji dodaje niezawodny tandem paczuli i wetiweru, które jednakowoż jako składniki nie są wyczuwalne indywidualnie. Na korzyść L’Homme Ideal zapisuję zastosowanie gorzkiego kontrapunktu wobec słodkiej likierowej nuty, dzięki czemu zapach ani prze chwilę nie wchodzi w sposób ewidentny na teren okupowany prze One Million Paco Rabanne i jego klony, choć wydaje się być odpowiedzią Guerlaina na trend przez ten bestseller zapoczątkowany. Odpowiedzią moim zdaniem udaną, bo pokazującą, że można zrobić to samo w sposób bardziej finezyjny, elegancki i wysmakowany.

gozio-amaretto-24 (1)

L’Homme Ideal jest raczej subtelny, o grzecznej projekcji. Jako osoba preferująca mocne i wyraziste pachnidła muszę niezwykle obficie się nim zlewać, by móc cieszyć się jego wonią w ciągu dnia. Wówczas trwa na mojej skórze ponad 8 godzin, przy czym przez cały czas czuję go na sobie, co osobiście bardzo lubię. W efekcie niestety alarmująco szybko ubywa cieczy w moim flakonie, więc jeżeli się naprawdę polubimy, szybko będę musiał poczynić kolejny zakup. Przecież także i o to chodzi Guerlainowi w całej tej zabawie, prawda?

Guerlain-L-Homme-Ideal-foto

L’Homme Ideal to wzorowy przedstawiciel obecnych trendów w męskich perfumach i jednocześnie naturalny potomek arystokratycznej rodziny zapachowej Guerlain, w której od zawsze nuty orientalne, kulinarno-słodkie mieszały się z doskonałej jakości esencjami cytrusowymi, balsamami, tonka, żywicami oraz drzewnymi bazami. Dotyczy to także pachnideł męskich od klasycznego Habit Rouge poczynając (bergamotka, neroli, wanilia w brawurowym wykonaniu Jean-Paula Guerlaina), poprzez nowatorski L’Instant Pour Homme autorstwa nieodżałowanej Beatrice Piquet (cytrusy, anyż, kakao, herbata Lapsang), aż po Wasserowską linię Homme (mojito, rum, bergamotka). Nie ma wszakże L’Homme Ideal ani substancji, ani intensywności, ani mocy, ani wreszcie „charakterności” swych przodków, przede wszystkim tych, którzy narodzili się w pracowni Jean-Paula Guerlaina. Jest natomiast logiczną konsekwencją działań Thierry’ego Wassera, który o swym bardzo sprawnym i z gruntu współczesnym perfumiarskim stylu przekonywał nas już niejednokrotnie, a który może być gwarancją komercyjnego sukcesu L’Homme Ideal, jaki osobiście tym perfumom wróżę. Co warto podkreślić, pachnidło to – dzięki niesamowitemu zbalansowaniu nut i akordów – zdecydowanie błyszczy na tle stylistycznej konkurencji. Niestety owa równowaga czyni je jednocześnie pozbawionym charakteru i pazura. Brak mocnych akcentów i stuprocentowa polityczna poprawność L’Homme Ideal potwierdzają jednak także jego bardzo duży potencjał komercyjny, bo są szanse, że zapach trafi w gusta młodych mężczyzn nie tylko w wielu krajach, ale i na różnych kontynentach. Na co – jak sądzę – wszyscy zaangażowani w ten projekt liczą.

Thierry Wasser
Thierry Wasser

Oddajmy na chwilę głos perfumiarzowi:

„Nie jestem tu po to, by przeprowadzać rewolucję. W moich przedsięwzięciach nic nie powstrzymuje mnie przed przypatrywaniem się temu, co robią sąsiedzi. I ja to otwarcie robię”.

Ale prócz panujących aktualnie trendów inspiracją dla Wassera był również rewolucyjny właśnie i legendarny Jicky Guerlain, skąd perfumiarz – jak sam przyznaje – „podebrał” nutę migdała. Łącząc ją z tonką i wanilią uzyskał akord amaretto, który jest tak naprawdę sercem tego zapachu i stanowi o jego charakterze. Ma także odzwierciedlać piękno noszącego go mężczyzny, podczas gdy świeży i energetyczny akord głowy symbolizuje męską inteligencję, zaś mieszanka paczuli, wetiweru, nuty skórzanej i cedru w bazie – męską siłę. By przydać idealnemu mężczyźnie nutki romantyzmu, perfumiarz wzbogacił formułę o esencję z kwiatów pomarańczy.

Thierry Wasser to niewątpliwie uzdolniony perfumiarz, który prócz tego, że wrósł już wyraźnie w historię i estetykę oraz styl domu Guerlain, dodatkowo także nieźle wyczuwa panujące trendy i potrafi się w nie przekonująco wpisać. Czyżby był także szczerym pragmatykiem? L’Homme Ideal zdaje się potwierdzać tę tezę. Gdy jednak posłuchać, co na temat perfum mówił jego mentor Jean-Paul Guerlain w 2001 roku, widać wyraźnie, jak dwie różne prezentują filozofie, jak kompletnie inni to perfumiarze i jak zupełnie odmienne pachnidła tworzą:

„Klasyczne perfumy są determinowane przez jakość składników oraz jego elegancję i oryginalność. Muszą się wyróżniać. Przede wszystkim zaś muszą zapadać w pamięć.”

W świetle tych słów obawiam się, że L’Homme Ideal nie stanie klasycznym pachnidłem, co nie znaczy, że nie znajdzie wielu miłośników. Co więcej, uważam, że każdy mężczyzna używający na co dzień perfum powinien ten zapach przetestować. Prawie każdy go zaakceptuje, wielu polubi, a spora grupa oceni go jako zapach dla siebie idealny. Jestem tego niemal pewien.

L Homme Ideal

nuty głowy: bergamotka, mandarynka, rozmaryn, kwiat pomarańczy

nuty serca: migdał, tonka, wanilia (akord amaretto)

nuty głębi: paczula, skóra, cedr, wetiwer

twórca: Thierry Wasser

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: średnia+
  • trwałość: 8-9 h

 

Guerlain wie, jak to robić…

Niedawno grupa perfumowych blogerów szczególnie zainteresowanych historią i twórczością zacnego francuskiego domu perfumeryjnego Guerlain otrzymała zaproszenia od samego Thierry Wassera – głównego perfumiarza marki – oraz jego asystenta Frédérica Sacone na wspólne spotkanie w gruntowanie odnowionej siedzibie firmy w Paryżu przy 68 Avenue des Champs-Élysées. Przy okazji przywracania świetności Maison Guerlain utworzono tam bowiem muzeum Guerlain, w którym eksponatami są m.in. rekonstrukcje kilkudziesięciu historycznych pachnideł marki. Zapachy zostały odtworzone przez Wassera i Sacone w sposób możliwie najwierniejszy pierwowzorom i przedstawione w postaci eleganckich pakietów próbek zaproszonym blogerom (m.in. znanemu „Guerlainofilowi” piszącemu pod pseud. Monsieur Guerlain, dzięki któremu mogłem swego czasu przetestować i opisać na blogu m.in. perfumową parę Arsene Lupin: Dandy i Voyou).

thierry-wasser-portrait
Thierry Wasser – główny perfumiarz Guerlain, który docenia siłę perfumowych blogerów

Spotkanie z blogerami miało na celu przedstawienie i przedyskutowanie 25 rekonstrukcji historycznych perfum z naciskiem na unaocznienie, jak gigantyczny wpływ na perfumy mają wszelkie regulacje ograniczające użycie poszczególnych składników, z których mnożeniem mamy w ostatnich latach do czynienia w ramach IFRA i EC.

To bardzo interesująca i zasługująca na pochwałę inicjatywa Guerlaina z dwóch względów – czysto historycznego (legendarne pachnidła, które dawno już wyszły z produkcji, można teraz będzie poznawać podczas wizyty w muzeum Maison Guerlain) oraz blogerskiego. Otóż Thierry Wasser przyznał, że: „Guerlain potrzebuje jawności i wsparcia wszystkich wielbicieli marki jako środków to zwiększania wpływu na biurokrację. Zaproszenie perfumowych blogerów jest oczywistą formą informowania świata o tym, co dzieje się z perfumami, gdy drastycznie ograniczy się użycie pewnych składników.” 

Thierry Wasser wie, jaką siłą są perfumowi blogerzy i potrafi ją w słusznym celu wykorzystać. W przeciwieństwie do drwiącego z nich przy każdej możliwej okazji Francisa Kurkdjiana. Ale to tak na marginesie…

maison-francis-kurkdjian02
Francis Kurkdjian – perfumiarz, który drwi z perfumowych blogerów

Przy okazji warto wspomnieć, że już na czerwiec została zapowiedziana premiera nowego męskiego zapachu Guerlain L’homme IdealCzekam ze szczerą ekscytacją.

Guerlain „Jicky”. Spotkanie z legendą.

Niezmiernie trudno jest pisać o takich zapachach, a właściwie to o TAKIM zapachu. Jicky to bowiem perfumy wyjątkowe z wielu względów. Legenda, a przede wszystkim kawał perfumeryjnej historii, jedno z najważniejszych pachnideł, jakie kiedykolwiek powstały. Co interesujące, Jicky to także najstarsze perfumy będące w ciągłej sprzedaży, co niewątpliwie świadczy o ich niezwykłości i ponadczasowości. Przy okazji nieśmiałej próby ich zrecenzowania utwierdziłem się w przekonaniu, że perfumy to nie tylko sam zapach, ale także wszystko to, co się  z nim wiąże: nazwa, flakon, czasem reklama, ale przede wszystkim historia – jeśli prawdziwa, to tym bardziej fascynująca i  dodająca zapachowi czegoś nieuchwytnego, co powoduje, że przestaje być jedynie mieszaniną składników, a staje się czymś dużo więcej – dziełem sztuki. 

A propos nazwy – przyznam się do czegoś. Otóż uważam, że Jicky to najseksowniej brzmiąca znana mi nazwa perfum. Zresztą historia tej nazwy zabarwiona jest wątkiem miłosnym. Jicky to zdrobnienie od Jacqueline, młodej Angielki, w której młody student chemii Aime Guerlain zakochał się, ale z którą nie mógł stworzyć „legalnej” pary ze względu na brak zgody jej rodziców. Wszak małżeństwo Angielski z Francuzem musiało wówczas wywoływać kontrowersje nie mniejsze, niż stworzone lata później przez Aime perfumy, których nazwę zainspirowała tamta niespełniona miłość…

jicky-guerlain

Zaprezentowany w 1889 roku przez Aime Guerlaina Jicky był – obok kilka lat starszego Fougere Royale Houbigant – chronologicznie drugim zapachem, w którym wykorzystano ingrediencje syntetyczne, uzyskane w wyniku laboratoryjnych procesów chemicznych. Pierwszym zaś, w którym użyto aż trzech z nich: kumaryny (izolat uzyskiwany z fasoli tonka), linalolu (występującego w bardzo wielu olejkach naturalnych, m.in. lawendowym, z drzewa różanego) i waniliny (naturalnie występuje w wanilii, ale także np. w drewnie gwajakowym i żywicach Benzoe, Styrax, Tolu, Peru). Właśnie ze względu na twórcze wykorzystanie ówczesnych zdobyczy chemii Jicky jest dziś postrzegany jako pierwszy tak spektakularny manifest perfumerii artystycznej, jako pomost pomiędzy wcześniejszymi wodami kolońskim i kwiatowymi odwzorowującymi naturę, a zapachami abstrakcyjnymi, tworzącymi nowe olfaktoryczne byty. W historii domu Guerlain Jicky jest symbolem przejścia od kolońskiej estetyki cytrusowego Eau de Cologne Imperiale do orientalnej estetyki Shalimar.

Aime Guerlain

Koncepcją, jaka przyświecała Aime Guerlainowi podczas komponowania swego dzieła życia, było połączenie prowansalskich ziół: lawendy, tymianku i rozmarynu z syntetykami dającymi quasi-orientalną bazę (wanilina i migdałowo-marcepanowa kumaryna) przy jednoczesnym wzmocnieniu ziołowego oblicza zapachu przy pomocy wspomnianego linalolu – molekuły posiadającej świeżą, lekko ziołowo-drzewną woń. Wg obecnego perfumiarza domu Guerlain, Thierry Wassera mającego nieograniczony wgląd w historyczne formuły perfum tej marki, Jicky zawiera także olejek z gorzkiego migdała. Ale Jicky ma w sobie coś jeszcze, co czyni go wyjątkowym. To cywet, który – zastosowany tu odważnie – przydaje zapachowi zwierzęcej natury w fazie serca. Orientalna baza kompozycji utrwalona przez piżma i wzmocniona przez esencję sandałowca i opoponax uważana jest za pierwowzór słynnej guerlinade, sygnaturowej kombinacji składników obecnych w późniejszych pachnidłach marki, nadających im specyficznego orientalnego charakteru nieporównywalnego z niczym innym. Formułę Jicky uzupełnia spora ilością olejku z bergamotki, który – co ciekawe – przez perfumiarzy Guerlaina (aż po ostatniego Jean-Paula) używany był jako składnik rozcieńczający w niemal wszystkich pachnidłach. Literatura mówi także o dodatku podstawowych esencji kwiatowych – jaśminu i róży, które mają współ-budować akord serca. Tyle teorii. Teraz najważniejsze – czyli jak pachnie Jicky (w posiadanej przeze mnie wersji Parfum de Toilette) na skórze?

Przyznam, że bylem niezwykle podekscytowany testami tego zapachu, jak mało którego. Szczególnie po tym, jak przez lata napompowałem się wiedzą o nim i oczekiwaniami. Istniało więc całkiem spore ryzyko rozczarowania. Jednak już po pierwszych testach wiedziałem, że jest – bez najmniejszej przesady – piękny i zaskakująco… aktualny. Przebieg zapachu na skórze jest bardzo czytelny i składa się z – a jakże – klasycznych trzech etapów. Najpierw niezwykle bogaty i sugestywny bukiet ziół (bergamota nie jest wyraźna, ale weźmy pod uwagę wiek mojego egzemplarza Jicky: 16 lat). Wyróżnia się przepiękna, bogata nuta lawendy, do której po kilku minutach dołączają pozostałe zioła, z pikantnym tymiankiem bądź rozmarynem (tego nie jestem w stanie stwierdzić) na czele. Niemal od samego początku dochodzi do nozdrzy słodkawa, quasi-orientalna baza Jicky, ale zanim weźmie ona górę, minie jeszcze sporo czasu. Najpierw bowiem – po kilkudziesięciu minutach od aplikacji – pojawia się on. Cywet. Doskonale wkomponowany, tak że czuć go ewidentnie, ale nie dominuje on – na szczęście – całości. 

To ten etap, który przez pierwsze trzy dekady od premiery Jicky zniechęcał do jego używania kobiety (przypomnijmy, że perfumy Guerlaina nie były w tamtych czasach kierowane do konkretnej płci, ale z natury rzeczy dużo częściej sięgała po nie płeć piękna). Fekalna nuta cywetu, kojarząca się z wonią miejsc mało romantycznych, skutecznie odrzucała kobiety od Jicky. Natomiast paradoksalnie zapach ten zdobył popularność wśród mężczyzn – tych bardziej wymagających, którzy wreszcie mogli pachnieć czymś innym, niż tylko cytrusami, rozmarynem tudzież lawendą. Jicky miał charakter, miał głębię, miał zadziorną nutę cywetu, miał zmysłowy quasi-kulinarny finisz. W tamtych czasach musiał szokować, prowokować, zadziwiać, odrzucać, czasem wykrzywiać twarze grymasami niedowierzania. Musiał pachnieć, jakby był z innego świata albo innego czasu. Z przyszłości. Ktokolwiek go używał (a była to wówczas głównie francuska arystokracja), wyróżniał się, z pewnością intrygując i magnetyzując otoczenie.

paryż 1906

Na czym to skończyłem…? Cywet. Trwa kolejne kilkadziesiąt minut, po czym zapach ujawnia swą przepiękną bazę. Jest wanilia z odrobiną marcepanu, kremowa drewnem sandałowymi i zaokrąglona piżmami, które dodają jej zmysłowości i trwałości. Pachnie niezwykle ekskluzywnie i nieprawdopodobnie elegancko. Ma tę charakterystyczną cechę starych zapachów Guerlaina – przypomina o sobie wiele godzin po użyciu, gdy tylko temperatura skóry ulegnie chwilowemu nawet podwyższeniu. Uwielbiam ten efekt. Cieszy też dobra projekcja w pierwszych kilku kwadransach, z czasem ulegająca zmniejszeniu do poziomu elegancko subtelnej, ale obecnej. Trwałość do 7 godzin, choć wspomniana baza zdaje się siedzieć na skórze nieco dłużej, tyle że by ją poczuć, trzeba zbliżyć nozdrza do samej skóry i najlepiej jeszcze ogrzać ją oddechem.

Internetowe źródła podają, że znanymi wielbicielami Jicky byli m.in. Brigitte Bardot, Jackie Kennedy, Joan Collins, Roger Moore, Sean Connery.  

Jicky – które dziś zakwalifikowalibyśmy jako fougere z orientalnym finiszem –  stał się rzecz jasna wzorem do naśladowania dla przyszłych pokoleń perfumiarzy. Obok Fougere Royale współtworzył gatunek fougere. To absolutny kanon  – jak się później okazało – męskiej perfumerii (zapachem wykorzystującym podobne zestawienie nut – lawenda i wanilia – jest Caron Pour Un Homme, natomiast liczba zapachów zainspirowanych Jicky jest niemal nieskończona)Warto wiedzieć,  że w 1904 roku następca Aime Guerlain – słynny Jacques Guerlain (m.in. Shalimar, Mitsouko, L’Heure Bleue, Apres l’Ondee) – skomponował specjalnie z myślą o męskiej skórze wodę bazującą na Jicky – Mouchoir de Monsieur – będącą świeższym, nieco lżejszym i mniej orientalnym, a bardziej aromatycznym fougere. Także i to pachnidło wciąż znajduje się w ofercie firmy, a ja mam nadzieję kiedyś je poznać i opisać.

Wbrew wrażeniu skomplikowania, jakie można odnieść wnioskując po moim rozwlekłym wpisie,  Jicky to zapach prosty w konstrukcji i dość ewidentny w odbiorze. Jest – jak słusznie napisał Luca Turin w Perfumes. The A-Z Guide – cudem prostoty i swoistą lekcją poglądową nt. perfum. Podejrzewam, że dla osoby postronnej Jicky będzie kolejnym „staro-babcinym” lawendowym „śmierdziuchem” z nieznośną nutą fekalną, ale dla miłośnika perfum i ich historii Jicky to arcydzieło, szczególnie jeżeli pamięta się kontekst i czasy, w których powstało. To kluczowe dla zrozumienia i docenienia tego tak czy inaczej genialnego pachnidła.

Guerlain Jicky parfum extrait bottle fragrance perfume

Nuty głowy: bergamotka, lawenda, rozmaryn, tymianek,

Nuty serca:  jaśmin, róża, geranium, linalol, cywet, gorzki migdał

Nuty bazy: wanilia, wanilina, tonka, kumaryna, opoponax, drewno sandałowe, piżmo

twórca: Aime Guerlain

rok wprowadzenia: 1889

moja ocena:

  • zapach: doskonały
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ok. 6-7 godzin