Wywiad z Martine Micallef i Geoffreyem Nejmanem (2)

Zapraszam na drugą cześć wywiadu z twórcami maki Parfums Micallef.

PB: Geoffrey, od samego początku pracujesz nad perfumami wspólnie z jednym perfumiarzem Jean-Claudem Astierem. Wydaje się on być integralną częścią Waszego zespołu. To dość niespotykane współcześnie, gdy większość marek niszowych korzysta z zewnętrznych, wynajętych perfumiarzy. Dlaczego  zdecydowałeś się tworzyć perfumy tylko z jednym perfumiarzem? Jakie są zalety takiego podejścia? 

GN: Miałem zamiar odpowiedzieć Ci, że jestem bardzo lojalną osobą. Jedna żona, jeden perfumiarz [śmiech]. Ale lojalność jest dużą częścią tego wszystkiego. W naszym biznesie wszystko oparte jest na emocjach, przyjaźni i miłości. Myślę, że skakanie z kwiatka na kwiatek oznacza brak respektowania tych wartości. Tak jak wspomniałem dziś podczas prezentacji, z błogosławieństwem Jean-Claude’a i z jego pomocą zaczynamy obecnie poszukiwać wśród młodej generacji perfumiarzy. Jak widzisz na podstawie zdjęcia, Osaito jest naszym pierwszym krokiem w tym kierunku. Nie rozumiem tego pomysłu, by zmieniać perfumiarzy, szczególnie, gdy jest się marką, która chce być identyfikowana przez swój unikalny charakter. Częścią tej unikatowości jest perfumiarz. To jest ten człowiek, który nadaje perfumom ostateczny kształt. Ma swoje indywidualne metody i sposoby łączenia poszczególnych składników, a niektóre z nich są i będą we wszystkich jego kompozycjach. W ten sposób buduje swoją sygnaturę. Tak więc jestem nieco innego zdania niż większość dzisiejszego rynku. Razem z Martine podzielamy te same zasady i wartości od pierwszego dnia. Oczywiście na przestrzeni lat zmienialiśmy dostawców opakowań, flakonów, ale gdy znaleźliśmy odpowiednich ludzi, pozostaliśmy z nimi. Mam w tej chwili dostawców, którzy pracują z nami od 12 lat. Nigdy ich nie zmieniliśmy. To jest ważne. Mamy podzieloną odpowiedzialność. To praca zespołowa i praca rodzinna. To buduje naszą tożsamość.

PB: Ale Wasze perfumy potrafią bardzo różnić się od siebie, choć są stworzone przez tego samego człowieka. Wasze najnowsze Osaito jest zupełnie innym zapachem od np. Emira. Nigdy bym nie powiedział, że oba stworzył ten sam perfumiarz…

GN: Z całym szacunkiem i skromnością, ale to akurat jest moja część tej pracy.  Biedny Jean-Claude! Jego włosy czasem stają dęba, gdy mówię: „Nie rób tego w ten sposób! Naprawdę chcę, żeby ten zapach był taki!” A on na to odpowiada: „Oh! Nie możesz tego zrobić w ten sposób! Nie można mieszać tych dwóch składników!”.

PB: Czyli kłócicie się czasem?

GN: Jak w każdej sytuacji są dyskusje, czasem bardzo ożywione, ale to akurat jest zabawna część tego wszystkiego. Mówię do niego: „Koniec końców, gdy okaże się, że zrobiłem błąd, wrócimy do Twojej formuły, ale spróbujmy chociaż!”. Watch był typowym przykładem. Gdy tworzyliśmy Watch, byłem jeszcze początkujący. Byłem z Jean-Claudem w jego laboratorium. Zawsze lubiłem zapach jaśminu i wanilii. (Tak właściwie to wanilia jest we wszystkich naszych perfumach, tyle że w różnym natężeniu. Czasem nawet jej nie czujesz, ale nadaje ona całości ciepła) Więc powiedziałem do Jean-Claude’a: ”Zróbmy perfumy, w których zmieszamy nuty kwiatowe i wanilię.” A on na to” „Nie możesz tego zrobić. Możesz stworzyć perfumy kwiatowe z odrobiną wanilii w tle, ale nie możesz połączyć obu tych składników w akordzie górnym.” Powiedziałem: „Zróbmy to.” Później śmiał się mówiąc „Wiesz, z moją wiedzą chemiczną nigdy bym nie śmiał tego zrobić!” I to jest przyczyna, dla której Watch stałe się sukcesem. Jest obecnie sprzedawany także w Emirates Airlines i jego sprzedaż bije rekordy. To jedne z naszych najlepiej sprzedających się perfum. Są na rynku od 15 lat.

PB: Wycofaliście Style z oferty? To był dobry zapach. Bardzo dojrzały, trochę w klimacie Antaeus Chanela…

GN: To ciekawe, co mówisz. Style nigdy nie sprzedawał się dobrze.

MM: Nie. Może był zbyt klasyczny…

GN: Z kolei inny, którego pewnie nie miałeś nawet okazji spróbować, tak krótko był w sprzedaży, to Shanaan…

PB: Nie, nie testowałem go…

GN: To była wielka frustracja, gdyż po spróbowaniu Shanaan ludzie nie chcieli go kupować!

MM: [śmiech] Uciekali!

GN: Tak, uciekali. Ja natomiast bardzo lubiłem ten zapach. Nosiłem go przez długi czas. Zawsze, gdy go użyłem, ludzie pytali mnie: „Wow! Czym pachniesz? To fantastyczne!”

MM: Także niektórzy z naszych przyjaciół nosili te perfumy. Pierwsza nuta nie jest łatwa do zrozumienia…

GN: Tak, akord głowy zawiera przesadnie dużo kadzidła. Ludzie mówili, że czują się, jakby weszli do kościoła. Ale gdy zapach osiadł na skórze i pojawiały się nuty serca, stawał się cudowny. Ale ludzie nie mieli cierpliwości ani też chyba nie oczekiwali, że zapach się w jakikolwiek sposób zmieni.

MM: Ten zapach powinien był być sprzedawany inaczej, niż to, co robiło większość sprzedawców. Powinien był być wcześniej podany na blotter, tak by pierwsza nuta wyparowała. To była bardziej kwestia tego, w jaki sposób oferowaliśmy te perfumy…

GN: Tego typu opowieści mamy na temat każdego naszego zapachu…

MM: Ja także kocham Shannan. Jest taki zmysłowy, gdy go nosisz…

PB: Wśród Waszych perfum znajduję kilka dedykowanych mężczyznom. AKOWA, Emir, Royal Vintage czy Jewel for Him to przykłady zachwycających męskich pachnideł o najlepszej jakości i świetnych parametrach. Jestem bardzo wdzięczny za to, że nie zapominacie o mężczyznach i o tym, że także i oni chcą mieć wybór i możliwości, by pachnieć nadzwyczajnie. Czy Wasz najnowszy zapach Osaito także jest przeznaczony raczej dla mężczyzn? Gdyż tak można sądzić po obejrzeniu video clipu i wizuali…

GN: Podczas tworzenia założeniem było, że będzie to zapach męski. Ale współcześnie w perfumach tak naprawdę nie można postawić granicy pomiędzy tym co męskie, a tym co damskie. To zależy od kultury i od narodowości. Są mężczyźni, którzy noszą róże (w Arabii Saudyjskiej) i tego rodzaju – dla nas kobiece – nuty. Ale szczególnie tą trylogią; AKOWA, Osaito i trzecim zapachem, który będzie miał premierę w przyszłym roku… Będzie to trylogia duchowego podróżnika który szuka swej tożsamości i powodów swego istnienia. W przyszłym roku zakończy on swą misję i zrozumie przesłanie, dowie się dlaczego tam jest, po co, co lubi i co chce zrobić ze swym życiem…

PB: Czyli trzeci zapach będzie ostatnim i także męskim?

GN: Tak, to męska saga.

PB: Jak sobie radzi AKOWA?

GN: Wierzę, że AKOWA to zapach, który potrzebuje wniknąć do zwyczajów ludzi. Na początku był ekstremalnie szokujący. Nawet przesłanie jakie mu towarzyszyło, było swego rodzaju szokiem. Czarny mężczyzna z zielonymi oczami… Chcieliśmy zaszokować ludzi. A teraz czujemy dreszczyk obawy, ponieważ pierwsze reakcje były odrzucające. W pewnym momencie powiedziałem nawet do Martine: „Nie sądzisz, że jest zbyt brutalny?” Ale ona odpowiedziała: „Poczekamy, zobaczymy”. Teraz widzimy pewien postęp w akceptacji dla tego zapachu. Przypomina mi to bardzo naszą sytuację z przeszłości z oudem.

PB: Pamiętam, że gdy pierwszy raz powąchałem AKOWA, pomyślałem: „Wow! To jest coś nowego, coś innego. Czekałem na to! Jest cudowne!”

GN: To jedyny zapach na rynku zawierający pewien sekretny składnik…

PB: A Osaito?

GN: Osaito jest zupełnie inny. To dobre następstwo w ramach tej trylogii. Lepiej wyjaśnia wiadomość, jaka chcieliśmy przekazać konsumentowi. AKOWA to źródło życia. Ziemia afrykańskiego kontynentu. Musiał być w jakiś sposób prymitywny, zwierzęcy. A teraz poprzez odkrycie elementów wiatru, góry, powietrza, oddechu – mamy Osaito. Będziesz zaskoczony trzecim zapachem…

PB: Nie mogę się doczekać! Które zapachy są Waszymi bestsellerami?

GN: Ananda, Royal Vintage, Royal Musk, Mon Parfum, Jewel for Him, Watch. 25% naszej kolekcji to zapachy, które dobrze się sprzedają.

PB: Geoffrey, kilka lat temu wylansowałeś markę perfumową pod swoim własnym nazwiskiem G. Nejman. Wszystkie one były bardzo dobrymi męskimi pachnidłami. Ale zniknęły z rynku dość szybko. Co się stało? Czy zamierzasz je kiedyś wznowić?

GN: Moja żona zapłaciła mi dużo pieniędzy, bym nie kontynuował tej marki i schował ją do szuflady. [śmiech]

MM: Nie! Byłbyś wówczas moim konkurentem! Myślę, że wygrałam! [śmieje się] To była kwestia marketingu. Konsumenci nie rozumieli, dlaczego powstała nowa marka z tak naprawdę tymi samymi ludźmi jako twórcami. Pytali Geoffreya, dlaczego ruszył z nową marką zamiast te same zapachy wydać w ramach Parfums Micallef.

GN: Tak jak mówi Martine, to nie  było dobre, gdyż przede wszystkim jesteśmy ze sobą zbyt blisko prywatnie, a po drugie byliśmy zbyt blisko siebie także w obszarze marketingu. G.Nejman powinien był mieć osobne pozycjonowanie. Nawet osoby sprzedające nasze perfumy wiedziały przecież, że jesteśmy małżeństwem, więc ustawiały obie linie zapachowe obok siebie. Niemalże ze sobą konkurowaliśmy! By jednak G.Nejman miał szanse na sukces, potrzebny był osobny PR, osobna historia… Co jednak moglibyśmy któregoś dnia zrobić, gdy już pójdziemy łowić rybki na emeryturze, to…

MM: Nie!!!

GN: …to moglibyśmy przywrócić markę G.Nejman. [śmieje się]

MM: Nie! To żart!

PB: Jedyny zapach z linii G.Nejman jaki przetrwał w ramach Micallef to Emir. Co z pozostałymi?

GN: Były to: Le Sportif, Le Professionnel and Le Seducteur. Trzy pachnidła. To, którego ludziom rzeczywiście brakuje, to Le Seducteur. Ten był bardzo aromatyczny. Zresztą cały pomysł był dobry. Przede wszystkim Martine zaprojektował fantastyczny flakon. Był ciężki i miał piękną zatyczkę…

PB: Czy pamiętacie perfumy zrobione dla Denisa Duranda?

MM i GN: Tak!

PB: Czy zamierzacie zrobić coś podobnego ponownie?

MM i GN: Nie!

PB: Pytam, gdyż pachnidło to jest bardzo interesujące także dla mężczyzn…

MM: Tak, ale to był znów przypadek trudny do zrozumienia dla naszych klientów, ponieważ zapach jest bardziej męski, a flakon jest bardzo sexy, z koronką itd.

PB: Ale jest wciąż w sprzedaży?

MM: Tak. Wciąż produkujemy go w małych ilościach, ale wkrótce zostanie wycofany. Nie był udany komercyjnie i okazał się czymś, czego nie powinniśmy byli robić. Ludzie pytali nas, kto to jest ten Durand. To projektant mody z południa Francji, ale nie jest szeroko znany.

PB: Geoffrey, jesteś spełnionym przedsiębiorcą z doświadczeniem w finansach. Jak jest Twoja opinia o ostatnich transakcjach zakupu, jakich dokonał Estee Lauder na rynku marek niszowych (Le Labo, Frederic Malle, ostatnio także Kilian). Czy potrafisz wyobrazić sobie, że sprzedajesz Waszą firmę jednemu z Wielkich Graczy?

MM: Zależy od ceny! [śmieje się]

GN: Martine jest zawsze bardzo praktyczna. Ale zgadzam się. To kwestia ceny. Ale by odpowiedzieć prawidłowo, mamy dziś ten trend. Pokazuje on ewolucję niszy, która 15 lat temu nie reprezentowała niemal niczego. Stanowiła może 3%  rynku… Dziś stanowi 25-28%. Tak więc wielkie marki już nie mogą przechodzić obok tego obojętnie. Muszą się tym zainteresować. „Big Boys” obserwują te marki niszowe, które dojrzały w tym rodzaju biznesu. Z pewnością któregoś dnia zostaniemy więc zagadnięci przez jedną z nich i jej ludzi. A nie możemy pozostać firmą rodzinną, gdyż nasze córki wybrały inna drogę życiową, a syn pasjonuje się gotowaniem. My z kolei chcemy kiedyś przejść na emeryturę. To dlatego w naszym entuzjastycznym i ważnym biznes planie postawiliśmy sobie cele na koleje 5-7 lat. Realizacja tego planu otworzy nas na wykup przez jedną z dużych marek.

MM: Nasza marka nie będzie łatwa do sprzedania tym ludziom. Jest bardzo złożona. Gdy popatrzysz na marki, które oni kupują, są to te, które z łatwością mogą uczynić bardziej komercyjnymi.

GN: Nasza marka to realizacja koncepcji połączenia sztuki z perfumami. Właśnie zacząłem czytać książkę o luksusie i sporo się z niej dowiaduję. W tej książce można znaleźć stwierdzenie, że luksus jest sztuką. Tak więc my jesteśmy i jednym i drugim jednocześnie!

MM: Jesteśmy bardzo pewni swego. Nie jest naszym priorytetowym celem, by zostać sprzedanymi jednemu z dużych graczy. Być może pewnego dnia się to zdarzy, ale będzie to dla nich sporym wyzwaniem. Większym niż to było w przypadku Malle, dlatego że nasza strategia jest kompletnie inna. Jeżeli któregoś dnia będą mieli w swym portfolio Parfums Micallef, będą musieli utrzymać jej ekskluzywny status.

PB: Cóż, życzę Wam więc, aby te następne 5, 10, a nawet 15 lat były najlepszymi w historii Waszej oraz Waszej firmy!

GN: Prawdopodobnie będziesz na bieżąco, jako że spotykamy się co najmniej raz w roku i mam nadzieję, że spotkamy się ponownie!

PB: Również mam taką nadzieję! Dziękuję za interesująca rozmowę.

MM i GN: Dziękujemy! To była przyjemność!

IMG_4722

P.S. Dziękuję Perfumerii Quality Missala za umożliwienie przeprowadzenia rozmowy z Parfums Micallef.

 

Wywiad z Martine Micallef i Geoffreyem Nejmanem (1)

Oto pierwsza część ekskluzywnego wywiadu, jaki przeprowadziłem 18.05.2016 w Domu Perfumeryjnym Quality z twórcami marki Parfums Micallef przy okazji promowania dwóch nowych pachnideł: Osaito oraz Pure Extreme.

Perfumowy Blog: Gratulacje z okazji jubileuszu 20-lecia marki Parfums Micallef. To duże osiągnięcie być na rynku tak długo i to z sukcesem.

Geoffrey Nejman: Dziękuję.

PB: Jaka jest Twoja recepta na sukces w perfumeryjnym biznesie?

GN: Nie ma konkretnej recepty, ale oczywiście są pewne elementy, które pomagają osiągnąć sukces. To pasja, miłość to tego, co się robi i kreatywność Martine. To niezbędne elementy naszego sukcesu. Jest wyjątkową kobietą i ma zawsze mnóstwo kuszących pomysłów. To nas niesie. Ale równie ważni są nasi partnerzy biznesowi, dystrybutorzy i sprzedawcy, z którymi pracujemy. Szczęśliwie udało nam się zbudować przyjaźnie i dobrze wszystko skoordynować aż do samego konsumenta. Nawet on jest bardzo blisko marki i nas samych. Otrzymujemy od naszych klientów listy i emaile. Głównie za sprawą obecności Martine i mnie w punktach sprzedaży podczas prezentacji stworzyliśmy bliską relację z naszymi klientami. To czyni nas wyjątkowymi.

PB: Czy Twoja wiedza i doświadczenie w zakresie finansów i ekonomii przydają się w prowadzeniu tej działalności?

GN: Bardziej niż kiedykolwiek. Pierwsze lata naszej działalności były przygodą. Każdy był odpowiedzialny za wszystko. Później, w miarę rozwoju firmy, musieliśmy ją zorganizować. Musieliśmy mieć także wsparcie finansowe, które wspierałoby rozwój. Wówczas całość stała się też bardziej profesjonalna od strony finansowej. Dziś wiedza i doświadczenie w kwestii finansów są bardzo ważne. Wszystko sprowadza się do finansów, jeżeli ma być prowadzone należycie, tak być mieć właściwy cash flow. Szczególnie w trudnych ekonomicznie czasach, w jakich ostatnio żyjemy. Trzeba być niezwykle ostrożnym i dwa razy się zastanowić nad inwestycjami, nad kierunkiem swych działań, nad wydatkowaniem pieniędzy, nad tym, które wydatki zmniejszać. To bardzo ważne.

PB: Czy prowadzenie tego typu biznesu ma jakieś ciemne strony czy jest to wyłącznie przyjemność?

GN: Są ciemne i jasne strony. Jak we wszystkim w życiu. Ale to, co nas napędza, to nasza pasja i wzajemne zrozumienie. To równoważy nasze nastroje. Mamy pozytywną energię. Gdybym jednak miał znaleźć ciemną stronę, byłaby ona związana z rozwojem firmy, powodującym w efekcie konieczność podziału odpowiedzialności.  Będę z Tobą zupełnie szczery – dla mnie najciemniejsza strona to konieczność odpowiadania na ok. 100 e-maili dziennie. To mnie wykańcza. To często bezproduktywna czynność, ale w tym rozpędzonym świecie, w którym żyjemy,  jeżeli nie odpowiesz na wiadomość w ciągu 48 godzin, otrzymujesz przypomnienia. „Czy coś się stało? Dlaczego nie odpowiedziałeś na mojego e-maila?”. To jest szalone. Czasem wracamy do domu późnym wieczorem… Tak jak choćby dziś, po spotkaniu wspaniałych ludzi podczas prezentacji, wrócimy do hotelu, zmęczeni i chcący się zrelaksować, a ja otwieram mojego laptopa i mam ok. setki wiadomości. Oczywiście nie wszystkie są pilne, ale trzeba je przeczytać i należy na nie odpowiedzieć. I to jest dla mnie najtrudniejsza cześć tego wszystkiego.

PB: Ale to część tej pracy, prawda?

GN: Absolutnie tak, jest to część tej pracy. Jednak staramy się wzmocnić nasz zespół tak, by tę prace przekazać asystentom. Jest to ważne ze względu na mnie, by umożliwić mi skoncentrowanie się na pracy z dystrybutorami, na PR i na sprzedaży, która jest przecież bardzo istotna. Miesiąc jest krótki, a na jego końcu trzeba zapłacić wiele rachunków.

PB: Jak porównałbyś dzisiejszy rynek perfum do tego z czasu, gdy zaczynaliście 20 lat temu?

GN: Gdy zaczynaliśmy, cały segment perfum niszowych i artystycznych był nowym odkryciem. Był czymś zupełnie nowym dla klientów. Oczywiście konkurencja była mniejsza, łatwiej było przekonać konsumentów. Dziś marka niszowa lub luksusowa musi prowadzić swój biznes tak, jak Chanel czy Dior robili to 20 lat temu. Płyniemy tą samą łodzią. Musimy zmieniać naszą strategię. Potrzebujemy próbek, podiów, gondoli, ścianek, filmów, posterów. Całe to otoczenie związane z komunikacją, w którym musimy działać jak profesjonalna marka luksusowa. Nie chodzi wyłącznie o zapach i flakon, ale o tę całą otoczkę.

Martine Micallef: A to dużo dla małej marki.

GN: Mniejsze firmy, takie jak nasza, mają z tym kłopot. Nie jesteśmy jedną z wielkich marek. Jesteśmy wciąż mali z 800-900 punktami sprzedaży w porównaniu do tych, którzy mają ich 10, 15 albo 20 tysięcy. Ale jesteśmy tu i walczymy. Uważam, że perfumeria niszowa stała się czymś w rodzaju artystycznego przemysłu. Obecnie jest ok. 150-200 marek, podczas gdy 15 lat temu było ich pięć, może dziesięć. Nie chcę mówić źle o konkurencji, ale z tych 150-200 marek tylko 25-30 to te wiodące. To niszczy rynek, ponieważ dystrybutorzy mają ograniczoną przestrzeń i fundusze , by zainwestować w nowy zapach, nowy koncept. Myślę, że to ból głowy dla każdego – łącznie z klientem, który na końcu nie ma pojęcia, co ma kupić.

PB: I tu pomagają bloggerzy.

GN: O tak! Nie moglibyśmy bez Was funkcjonować! Bloggerzy na całym świecie są dla nas bardzo ważni. To – znów – kwestia komunikacji i personalizacji, relacji ze śledzącymi, swoisty klub klientów, którzy stali się fanami marki Micallef.

PB: Co jest niezwykłego w Waszych produktach co wyróżnia Was na tym coraz bardziej zatłoczonym rynku?

GN: Szczerze mówiąc – efektowność produktu, która ma przyciągnąć klienta. Tkwi ona w pięknie opakowania, flakonu, zdobienia, co tak umiejętnie wykonuje Martine (pomaga mi także w zakresie inspiracji dla powstania nowych pachnideł). Ważne też, by mieć bazę klientów, ten fan club. Ale tak naprawdę na końcu sprzedajesz perfumy. I to one właśnie uwodzą ludzi i czynią ich lojalnymi wobec marki. Nigdy nie szliśmy na kompromis, gdy chodzi o ich jakość. Tworzymy formuły i dopiero na końcu zliczamy ich koszt. I musimy z tym kosztem żyć. To dlatego niektóre nasze pachnidła są droższe od innych. Koniec końców potrzebujemy przecież marży. Ale nigdy nie powiedziałem do perfumiarza, z którym pracuję: „Musisz to zrobić w takiej a takiej cenie i nie wychodź ponad nią”. A współcześnie większość marek tak właśnie robi. Mają konkretny budżet i w nim się mieszczą. Myślę, że to także nas wyróżnia.

PB: Potwierdzam, że wszystkie Wasze perfumy, jakie znam, prezentują najwyższą jakość, nieosiągalną dla 80% konkurencji…

GN: Jest kilka innych marek, które faktycznie także inwestują w jakość. To jest wyczuwalne, szczególnie jeżeli jesteś koneserem. A w naszym segmencie niszy służymy głównie koneserom. Większość z tych ludzi zna naturę perfum, zna składniki, te tanie i te pierwszej klasy, a także te długotrwałe…

MM: Micallef jest dla klientów, którzy chcą czuć się wyjątkowo.

PB: Martine, jak sądzisz, dlaczego perfumy są dla niektórych ludzi ważne? Co dodają lub co powinny dodawać do ich życia?

MM: Dla wielu klientów perfumy to część życia. Nie potrafią wyjść z domu bez ich użycia, gdyż te przypominają im o czymś. To nostalgiczne. Pamiętasz zapach ciasta, pamiętasz ten zapach, gdy wracałeś do domu, a Twoja matka gotowała… To naprawdę sentymentalne. Potrzebujesz tego nastroju, tych emocji w życiu. Życie to nie tylko zarabianie pieniędzy. To bardzo ważne, by żyć z tą częścią wspomnień.

PB: Czy nosisz swoje perfumy codziennie?

MM: Tak. Ale kupujemy również perfumy innych marek. No i trzymamy te zapachy, których nie publikujemy, a które są efektami naszego miksowania i poszukiwań czegoś specjalnego.

GN: Ja także nosze perfumy codziennie.

MM (do Geoffreya): Tak, ale większość czasu nosisz swój sygnaturowy zapach. Jesteś też wierny jednemu lub dwóm zapachom, które lubisz mieć jak… Eau Sauvage…

GN: Tak, jestem wielkim fanem Eau Sauvage w wersji klasycznej eau de toilette. To niewiarygodna formuła. Bardzo dobre perfumy stworzone lata temu. Dwa czy trzy składniki je budujące są produkowane wyłącznie dla Diora.

MM: Tak, mają na nie wyłączność.

GN: Estragon, bazylia – są produkowane specjalnie dla nich.

PB: Eau Sauvage to dzieło geniusza. Tyle lat na rynku i wciąż tak popularne.

GN: Tak. A kolejne to Caron Pour Un Homme, choć nie noszę ich osobiście. Bardzo tradycyjne.

PB: Czyli to są Twoje dwa ulubione zapachy z przeszłości?

GN: Tak. Normalnie tego nie robię, ale akurat Eau Sauvage często łączę z naszym Royal Vintage…

PB: Mam własny flakon Royal Vintage…

GN: Więc musisz tego spróbować.

MM: Kiedyś byłam bardziej klasyczna, ale teraz lubię bardziej nowoczesne, minimalistyczne zapachy. To zresztą widać w naszym nowym designie.  Lubię czyste zapachy, czysty design. Dlatego noszę Pure Extreme.

GN: (do Martine) Bardzo do Ciebie pasują.

MM: Tak. To bardzo ładny zapach. To dzięki Tobie, Geoffrey.

GN: (uśmiecha się)

MM: Jesteśmy pewni, że odniesie on taki sukces, jak Ananda, która jest już na rynku całkiem długo.

PB: Skąd ta pewność? Co takiego specjalnego jest w Pure Extreme?

MM: Wiesz, czasem w życiu po prostu dobre rzeczy pojawiają się w odpowiednim czasie…

GN: Trudno tak naprawdę odpowiedzieć…

MM: Nie jest to zapach zgodny z obecną modą na zapachy orientalne i oud. Wiesz, perfumy nosisz wedle nastroju, a te uczynią Cię szczęśliwym i pełnym energii. Czujesz, że są idealnie wyważone. Nie za słodkie, nie za owocowe. To specjalna kategoria.

PB: Po zaledwie kilku testach mogę stwierdzić, że to zapach łatwy w noszeniu, zdecydowanie łatwiejszy  niż większość Waszych perfum, aczkolwiek nie pachnie przesadnie komercyjnie…

MM: Ma bardzo ładną sygnaturę.

PB: Wyczuwam w nim różę…

GN: Tak, jest w nim róża stulistna, czyli to lżejsze i bardziej zielone oblicze róży.

MM: To zmysłowe perfumy i jednocześnie nowoczesne, atrakcyjne, eleganckie. Mają cechy, które skazują je na sukces. Dopasowują się dobrze zarówno do dojrzałej damy jaki i do młodej 20-25 letniej kobiety.

PB: Miejmy zatem nadzieję, że Pure Extreme będą tak długowieczne jak Eau Sauvage!

MM: Tak…Zobaczymy!

PB: Martine, Wasza marka znana jest z bardzo specjalnych, pięknych flakonów zaprojektowanych przez Ciebie i zdobionych ręcznie. Czy uważasz, że istnie artystyczna synergia pomiędzy perfumami a flakonem?

MM: Flakony są dla nas bardzo ważne od samego początku. Lubię koncepcję łączenia sztuki i perfum. To jedna z przyczyn naszego sukcesu. Kontynuujemy więc projektowanie artystycznych flakonów. Nasi klienci, którzy są bardzo lojalni, bardzo to sobie cenią. Uważam, że gdybym zdecydowała się teraz na zupełnie prosty flakon bez artystycznych zdobień, tak jak to robi wiele niszowych marek, to nie byłaby już nasza sygnatura ani nasza charyzma. Dla mnie to bardzo ważne, gdyż lubię piękne przedmioty.

GN: To nasze DNA…

Cdn.

micallef maj

Micallef w Quality – nowe zapachy: „Osaïto” i „Pure Extreme”.

Zdążyło minąć nieco ponad pół roku od poprzedniej wizyty Martine Micallef i Geoffrey’a Nejmana w Perfumerii Quality. Wówczas to w chłodny październikowy dzień zostaliśmy oczarowani opowieścią Geoffreya o ówczesnej męskiej premierze pod tajemniczą nazwą AKOWA i niezwykłym składniku, który buduje ten wyjątkowy zapach. Tym razem twórcy marki Parfums Micallef przybyli do nas z dwóch, a właściwie nawet trzech powodów: jubileuszu 20 lecia powstania marki, premiery nowych damskich perfum Pure Extreme oraz premiery męskiego zapachu Osaïto, będącego kontynuacją opowieści rozpoczętej przez AKOWA (opowieść ta – co zdradził mi Geoffrey – znajdzie swoje zakończenie w postaci trzeciego zapachu, którego premiera przewidziana jest na przyszły  rok).

Martine Micallef & Geoffrey Nejman

20 lat to kawał czasu i trzeba przyznać, że Martine i Geoffreyowi udało się z połączenia sztuki i perfumowego rzemiosła zbudować z sukcesem coś niezwykłego. Przypominam, że mówimy nie tylko o znanej na całym świecie z bezkompromisowej jakości marce perfum niszowych/ ekskluzywnych, ale także o zlokalizowanej w Grasse fabryce perfum z własnym laboratorium, „osobistym” perfumiarzem (Jean-Claude Astier) oraz rozlewnią zdolną napełnić 150 tys. flakonów rocznie, gdzie zarówno napełnianie, zdobienie i pakowanie flakonów odbywa się całkowicie ręcznie, co kreatorzy marki często podkreślają. Na obecnym etapie marka jest w trakcie otwierania kolejnych ekskluzywnych butików w najważniejszych miastach świata (póki co czynne są dwa – w Dubaju i Abu Dhabi, ale w planach już są kolejne, m.in. w Paryżu, a finalnie ma być ich 10).

Osaito 2

Dla mnie wizyta twórców Parfums Micallef miała jeszcze jeden, najważniejszy, aspekt. Zarówno z wypowiedzi prezentującego nam dwa nowe zapachy Nejmana, jak i z niektórych jego stwierdzeń, które usłyszałem podczas ekskluzywnego wywiadu, jakiego twórcy marki udzielili mi po prezentacji (cały wywiad opublikuję wkrótce), wynika że Micallef i Nejman postanowili odmłodzić swoją firmę, i że już zaczęli przygotować się do przekazania jej w ręce młodych następców. Obecni na środowej prezentacji  prasowej mogli usłyszeć od Geoffreya, że ma on już gotowy plan rozwoju firmy na najbliższe siedem lat. Można się jedynie domyślać, że po zrealizowaniu tego planu firma Parfums Micallef będzie już zarządzana i kreowana przez młode pokolenie. Tymczasem podjęte już zostały działania odświeżające image marki (m.in. nowe visuale), a oba najnowsze pachnidła: Pure ExtremeOsaïto dowodzą zmian także w zakresie projektowania zapachów, co zresztą potwierdził sam Nejman, mówiąc iż są one zdecydowanie mniej couture, bardziej zaś modern i minimalistic, podobnie zresztą jak flakony, pozbawione ozdób w rodzaju kryształów Swarovskiego, z których marka była dotąd znana. Nejman nie krył, że nowymi zapachami chcą trafić do młodszej klienteli, i że po raz pierwszy w historii marki decyzję na temat ostatecznego kształtu perfum miało „młode pokolenie” kreatywnego zespołu Parfums Micallef. Pure Extreme i Osaïto doskonale ilustrują tę zmianę kierunku.

M. MICALLEF Osaïto_visual

Osaïto – duchowa podróż do Tybetu

Tak jak  AKOWA miał swój początek w Afryce, w jej ziemi, w esencjach roślin z Czarnego Lądu tak Osaïto znalazł swą inspirację w powietrzu i wietrze Tybetu.

W przeciwieństwie do mocnego, wyrazistego i charakternego poprzednika Osaïto to zapach bardziej ulotny, lekki, świeży, łączący subtelne cytrusy z zielonością mirtu i ciepłem nieśmiertelnika, a wszystko to osadzone na drzewno-ambrowej bazie. 

Osaïto to nowa jakość w ofercie Micallef. Zapach jest na wskroś nowoczesny, casualowy, choć wciaż niebanalny. Rozwija się od miękkiego cytrusowego intro, przez zielone i jednocześnie subtelnie ziołowe serce aż po jeszcze cieplejszą, słoneczną, ambrową bazę, w której wciąż czuć echa głównego tematu. Osaïto kojarzy mi się z Aqua Vitae Francisa Kurkdjiana, ale ma od niego lepsze parametry użytkowe, a także wyraźniejszą sygnaturę

Osaito

Flakon Osaïto ma szorstką, przypominająca beton fakturę, która nadawana jest ręcznie. Stąd nie ma dwóch identycznie wyglądających flakonów tego zapachu.

M. MICALLEF Osaïto 100ml EDP

Nuty głowy: grejpfrut, cytrusy, nuty  morskie

Nuty serca: mirt, nieśmiertelnik

Nuty bazy: sandałowiec, egzotyczne drzewa, piżmo, ambra

twórcy: Geoffrey Nejman/ Jean-Claude Astier

rok premiery: 2016

 

 

micallef pure extreme

Pure Extreme 

Pomyślany jako lekki, kwiatowy zapach dla młodych kobiet Pure Extreme jest przykładem perfekcyjnej realizacji założeń. Śliczne,  w istocie bardzo kobiece, lekkie, ale jednocześnie wyraźne perfumy, w których delikatny bukiet kwiatowy (gardenia, róża i jaśmin) oparty został na ambrowo-piżmowej bazie. W zapachu użyto dużej ilości piżm, z przewagą pachnących „czystością” tzw. białych piżm. Efekt jest moim zdaniem naprawdę przekonujący i nie dziwi mnie fakt, iż – jak relacjonowali Martine i Geoffrey – zapach krótko po wejściu na rynek stał się bestsellerem. Mimo nieskomplikowania, ma wyraźną sygnaturę, która pięknie projektuje wokół noszącej go osoby.  Jest zaprzeczeniem tego, co było charakterystyczne dla dotychczasowych kobiecych pachnideł Micallef, takich jak Ananda, Mon Parfum czy Jewel for Her – ich wyraźnej złożoności, wielowątkowości, czasem wręcz przytłaczającej gęstości i nierzadko obezwładniającej mocy.

To wszystko czyni zeń doskonały zapach do używania na co dzień, na każdą okazję, bez obawy o niedostosowanie lub trudny do zaakceptowania przez otoczenie charakter. Komercja? Z pewnością tak, ale w najlepszym wydaniu. 

Flakon to przykład niespotykanego dotąd u Micallef minimalizmu i jednocześnie idealna ilustracja charakteru zapachu, który sprawia wrażenie odpowiedzi na konwencję transparentnych, ciepłych zapachów kwiatowych proponowanych w mistrzowski sposób choćby przez Francisa Kurkdjiana (A La Rose czy Aqua Universalis). Zarówno design flakonu jak i sam zapach zdecydowane mnie przekonują.

pure-extreme-par-m-micallef-

Nuty głowy: gardenia, róża

Nuty serca: jaśmin

Nuty bazy: nuty drzewne, białe piżmo, ambra

twórcy: Geoffrey Nejman/ Jean-Claude Astier

rok premiery: 2015

Parfums M.Micallef w Quality Missala

IMG_20151027_111342

27.10.2015 Dom Perfumeryjny Quality Missala na warszawskim Bemowie gościł twórców marki M.Micallef – Martine Micallef i Geoffreya Nejmana. Pretekstem do zorganizowania spotkania z przedstawicielami mediów była premiera nowego męskiego pachnidła AKOWA, którego recenzję zdążyłem już napisać kilkanaście dni wcześniej. Zanim jednak Geoffrey Nejman przedstawił nam bliżej swe najmłodsze zapachowe dziecko, zaprezentował pokrótce historię marki. Muszę przyznać, że zaimponowało mi to, w jaki sposób ten zafascynowany perfumami duet artystki i finansisty (zapałał miłością do perfum podczas finansowego doradzania jednej z firm z branży perfumiarskiej w Grasse) postawił wszystko na jedną kartę i kierując się pasją połączoną z pracowitością i talentem, na przestrzeni niemal 20 lat zbudował jedną z najmocniejszych luksusowych marek perfumowych na świecie. Zaczynali od skromnej pracowni zlokalizowanej w ich domu w Grasse. Pierwsze flakony Geoffrey sprzedawał jeżdżąc od domu do domu rowerem (później małym Peugeotem). Przełomowym momentem była handlowa wizyta Nejmana w jego rodzinnych Niemczech (co ciekawe, ojciec Nejmana urodził się w Zduńskiej Woli). Tamtejszy rynek okazał się spragniony doskonałej jakości perfum, jakie od początku oferowali. Dziś w tym samym Grasse stoi fabryka o łącznej powierzchni 2000 m2, zaś perfumy M.Micallef dostępne są w 50 krajach na całym świecie. Imponujące. Mimo takiego rozwoju wiele operacji wciąż wykonuje się tu ręcznie, tak jak na samym początku w sławnej piwnicy.

Micallef Nejman 2015
Geoffrey Nejman i Martine Micallef

 

Obecnie – jak objaśniał Nejman – oferta Parfums Micallef składa się z kilku kolekcji:

Exclusifs – to pachnidła posiadające wspólną cechę – są wyraziste i oryginalne, odważne, czasem kontrowersyjne. Mają wzbudzać emocje – od uwielbienia po niekiedy nawet odrazę. To zapachy z gatunku: love it or hate it. Początkiem tej kolekcji był Aoud (2003) – jedne z chronologicznie pierwszych europejskich perfum z agarową żywicą w składzie. Tak, Geoffrey Nejman jest w tym zakresie pionierem. Jako jeden z pierwszych zdecydował się użyć agaru w perfumach przeznaczonych na europejski rynek, do czego z resztą z wielkim trudem przekonał Jean-Claude’a Astiera – perfumiarza o bardzo klasycznym, francuskim stylu. Ten nie wyobrażał sobie estetycznego użycia tej przedziwnie pachnącej substancji w perfumach. Efekt jednak okazał się doskonały, a zapach zdobył rzesze oddanych fanów. Europejska oudomania miała się zacząć kilka lat później…

Ananda – to kolekcja perfum o klasycznie kobiecych tematach kwiatowych wzbogaconych przez nuty kulinarne. Pierwsza Ananda – zapach owocowo-kwiatowy – okazała się bestsellerem. Za nią pojawiły się waniliowo-konwaliowa Ananda Dolce oraz wieczorowa Black Ananda. Martine Micallef wyjaśniła, że kształt flakonu zainspirowany został wieżyczkami rosyjskich cerkwi.

IMG_20151027_124411
Kolekcja Ananda, w tle Exclusifs

Mon Parfum – kolekcja zapoczątkowana pachnidłem, które Geoffrey stworzył specjalnie dla miłości swego życia: Martine. Podobno pierwsza wersja nie przypadła jej do gustu i niepocieszony Nejman musiał jeszcze wielokrotnie poprawiać kompozycję, by w końcu trafić w gust partnerki. A zajęło to w sumie dwa lata (!). To w wyniku tego procesu, a nie wieku – jak stwierdził z właściwym dla siebie, pełnym dystansu poczuciem humoru – na jego głowie pojawiły się siwe włosy. Najnowszy zapach tej kolekcji, Mon Parfum Gold, który miałem już okazję opisać, zawiera niewielką ilość tajemniczego składnika stanowiącego podstawę AKOWA, o którym więcej nieco później.

IMG_20151027_124401
Kolekcja Mon Parfum

Trzeba pamiętać, że w przypadku perfum M.Micallef flakony grają równie ważną rolę jak same zapachy. Za ich design, czyli za zewnętrzną, „widzialną” cześć produktu, odpowiada przecież Martine Micallef, podczas gdy Nejman wraz z perfumiarzem Jean-Claudem Astierem zajmują się pachnącym wnętrzem flakonów. Jewel to kolekcja, którą łączy kształt flakonu oraz zdobienia kryształami Svarowskiego. Bestsellerem i ulubionym zapachem Nejmana w tej kolekcji jest Royal Muska, zapach złożonym z m.in. w kilku rodzajów piżma. O jego zmysłowej piżmowo-owocowej naturze można się było przekonać podczas spotkania. Ja z kolei bardzo lubię niezwykle męski i elegancki Jewel for Him.

IMG_20151027_124433
kolekcja Jewel

AKOWA przypisany został właśnie do kolekcji Jewel. Flakon o znanym kształcie tym razem przykuwa uwagę oszczędnym designem i wszechobecną czernią. W miejsce kryształów Svarowskiego pojawiła się oryginalnie tłoczona faktura, która ma przypominać spękaną słońcem afrykańską ziemię. Projekt flakonu został zainspirowany twórczością Pierre’a Soulagesa, grafika-minimalisty, lubującego się w czerni o różnych fakturach. Flakon – to trzeba oddać – robi świetne wrażenie i jest bardzo spójny z wyjątkowo dobrze przemyślanym marketingiem tego zapachu, m.in. krótkim i dynamicznym klipem filmowym.

Micallef AKOWA 4

Przy okazji prezentacji AKOWA Nejman opowiedział nam o tajemniczym naturalnym składniku, który stanowi 80% jego formuły, a którego nazwa i istota ma pozostać tajemnicą. Otóż podczas podróży po Afryce dwa lata temu Martine i Geoffrey poprosili tamtejszego przewodnika, by zawiózł ich jeepem wgłąb buszu. Ten zabrał ich na spotkanie z afrykańskim plemieniem Akowa. Podczas kilkugodzinnego pobytu Nejman zauważył, że tamtejsze kobiety wyrabiają coś na kształt pasty, mieszając małe gniecione ziarenka – fasolki z oleistym nośnikiem. Pastę tą następnie rozprowadzają na skórze. Służy ona jako perfumy, które – a jakże – mają działać jak afrodyzjak. Nejman zaintrygowany szczególnie tą ostatnią właściwością przywiózł tajemniczą substancję Jean-Claude’owi Astierowi, by ten, podobnie jak kilkanaście lat wcześniej uczynił to z oudem, zastosował ją w perfumach. Pierwszym więc zapachem, do którego użył ów specyfik, był Mon Parfum Gold. Ale dopiero w AKOWA perfumiarz nadał mu odpowiednie znaczenie, stosując go w proporcji w pełni zasługującej na używane w perfumerii określenie overdose. Trzeba przyznać, że zarówno sam składnik (woń nieco zielona, nieco ziemista, nieco mineralna, nieco roślinna), jaki i oparta na nim AKOWA pachną unikatowo i oryginalnie.

Chapeau bas dla marki M.Micallef za odkrywanie nowych aromatów i odważne inkorporowanie ich do swych pachnideł. To – było nie było – posuwanie perfumeryjnej sztuki naprzód, a także szansa na nowe doznania olfaktoryczne. AKOWA zdecydowanie takie gwarantuje. Pozostaje przy tym pachnidłem bardzo dobrze się noszącym, co potwierdza moim zdaniem wielki kunszt perfumiarza Jean-Claude’a Astiera.

Geoffrey Nejman zakończył swą prezentację bardzo obiecująco. AKOWA to bowiem początek nowego cyklu. Kolejne pachnidło oparte będzie na innej substancji, pochodzącej z innego kontynentu…

Prawdziwy z niego mistrz marketingu, prawda?

G.Nejman and me
G.Nejman i fqjcior 🙂

M.Micallef „AKOWA”

Stoisko niszowej marki M.Micallef przykuwało uwagę wizytujących tegoroczne targi Pitti Fragranze we Florencji głównie za sprawą  kampanii reklamowej najnowszego męskiego pachnidła o tajemniczej nazwie AKOWA. Zdjęcie w niej użyte mogłoby spokojnie towarzyszyć premierze perfum mainstreamowych, podobnie jak promujący zapach krótki clip video, co wcale nie jest w tym przypadku moją negatywną krytyką. Przeciwnie. Budzący pewien niepokój wizerunek ciemnoskórego mężczyzny o gadzich oczach nie może pozostawiać obojętnym. Podobnie jak egzotycznie brzmiąca nazwa, będąca w istocie swojej nazwą jednego z afrykańskich plemion. AKOWA brzmi przecież dużo lepiej niż – powiedzmy – „Green Leather Oud”. Gdy do tego dodamy jeszcze emitowaną przez przedstawicieli marki M.Micallef enigmatyczną informację o rzekomym użyciu w formule esencji z korzenia tajemniczej afrykańskiej rośliny – składnika dotąd nie stosowanego w perfumerii, całość staje się jeszcze bardziej intrygująca…

Micallef AKOWA 1

Rzeczywiście AKOWA pachnie interesująco i oryginalnie, na tyle, że trudno mi znaleźć dobre porównanie do innego znanego mi pachnidła. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to fenomenalne Timbuktu L’Artisan Parfumeur autorstwa Bertranda Duchaufoura i może – w mniejszym stopniu – niemniej doskonały Opus VII Amouage. AKOWA proponuje podobne połączenie nut zielonych z drzewnymi, wybijając się jednak na oryginalność dzięki włączeniu do olfaktorycznego spektrum składników kulinarnych – kakao i wanilii, akordu liści figi – nadającemu całości zielonej natury , która świetnie spaja się z bazowym wetiwerem oraz – być może przede wszystkim – dzięki wspomnianej nienazwanej tajemniczej ingrediencji. Intro zapachu to ładnie wyeksponowany kwiat pomarańczy, lekko „zakwaszony” bergamotą i wspomnianą figą, której soczysto-zielona, liściasta woń stopniowo przejmuje dowodzenie w sercu zapachu. Drzewna baza z dominacją wetiweru pogłębiona została ambrą i piżmem. Nie byłaby ona tym, czym jest, gdyby nie cudotwórcza paczula.

Nie wiem, czy to efekt wyłącznie tego, że uległem sugestii reklamy, czy jednak fakt, ale jest w AKOWA  jeszcze coś, co nadaje mu unikatowej sygnatury… Przedziwna to sprawa. Przedstawiciele M.Micallef nie chcą ujawnić owego tajemniczego składnika, do tego stopnia, że towarzyszący próbce AKOWA spis nut w formie piramidy zapachowej w akordzie serca wymienia kakao i figę oraz coś jeszcze, co zostało… zamazane czarnym markerem (!). Wygląda, jakby ktoś zaakceptował do druku projekt próbkowego kartonika ze specyfikacją wszystkich nut, po czym zmienił zdanie, co do ujawniania owej ingrediencji w piramidzie…

AKOWA zapakowany został we flakon znany z linii Jewel, odpowiednio przeprojektowany, by pasował do całościowej koncepcji tego udanego pachnidła, które potwierdza status M.Micallef jako jednej z najlepszych i najrówniejszych pod względem poziomu proponowanych kreacji  marek niszowych/ luksusowych. Warto pochwalić Geoffreya Nejmana, artystycznego szefa marki, że poszukuje nowych środków wyrazu i ma odwagę użyć nieznanych dotąd składników. To przecież właśnie M.Micallef była jedną z pierwszych marek zachodnich propagujących oud w swych perfumach – na długo przed oudomanią. Dobrze jednak, że obecnie – zamiast mnożyć kolejne „oudy” czy „gourmandy” – Nejman postawił na coś zupełnie nowego. Co TO takiego?  Tego jeszcze nie wiemy. Ale pewnie dzięki TEMU AKOWA jest inny. Intrygująco inny. I zdecydowanie godny polecenia.

Micallef AKOWA

nuty głowy: bergamotka, kwiaty pomarańczy

nuty serca: liście figi, kakao, tajemniczy składnik (esencja z  korzenia afrykańskiej rośliny)

nuty głębi: wanilia, paczula, wetiwer, ambra, piżmo

twórca: Cécile Hua, Geoffrey Nejman, Jean-Claude Astier

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Kobiece pachnidła M. Micallef – orientalna, kwiatowo-kulinarna uczta zmysłów

Martine Micallef Ylang in Gold
Martine Micallef z flakonem Ylang in Gold

M. Micallef to wśród zapachów luksusowych i niszowych marka wyjątkowa. Jako wspólne dzieło managera finansowego Geoffreya Nejmana i artystki plastyczki Martine Micallef od 1997 roku zachwyca koneserów perfum nie tylko wyjątkowo pięknymi pachnidłami, które pod czujnym nosem Nejmana od początku tworzy w Grasse perfumiarz Jean-Claude Astier, ale i wyjątkowymi flakonami, które projektuje Martine. Warto wiedzieć, że perfumy M.Micallef są sprzedawane w ponad 900 miejscach na całym świecie (jednym z tych miejsc jest warszawska perfumeria Quality Missala). Co interesujące, dopiero w 2013 roku marka otworzyła swój pierwszy butik w Dubaju, rozpoczynając tym samym ofensywę w ZEA oraz na rynkach Państw Zatoki Perskiej. Niemniej M.Micallef to firma, która osiągnęła niewątpliwy sukces komercyjny, do którego przyczyniły się z pewnością artystyczne, perfumiarskie i – co niemniej ważne – menadżerskie talenty jej twórców oraz ich dbałość o niezmiennie doskonałą jakość produktów.

Jean Claude Astier
Jean-Claude Astier

Od momentu powstania M.Micallef wypuściła ponad dziewięćdziesiąt pachnideł. Oczywiście wiele z nich zostało już z oferty wycofanych, ale każdego roku pojawiają się nowe, zawsze intrygujące i zawsze warte uwagi, nigdy nie schodzące poniżej bardzo wysokiego poziomu jakości, ustalonego przez twórców wiele lat temu. Domeną marki są perfumy dla kobiet, choć znajdziemy w ich ofercie także kilka godnych uwagi pachnideł „targetowanych” na mężczyzn (Style, Jewel for HimEmir, Avant-Garde, Aoud, Royal Vintage, Le ProfessionnelLe Sportiff, Le Seducetur).

Testowanie pachnideł M.Micallef to, podobnie jak w przypadku Amouage, dla mnie zawsze ogromna przyjemność, czasem wręcz olfaktoryczna rozkosz, szczególnie że są to z zasady perfumy „malowane grubą kreską”, złożone, bogate w doskonałej jakości składniki, mocne, intensywne i bardzo trwale, a przy tym doskonale skomponowane, harmonijne i zwykle bardzo zmysłowe, utrzymane w orientalnej stylistyce, choć bazujące na europejskiej tradycji perfumeryjnej. Testy kilku zapachów M. Micallef stworzonych z myślą o kobietach uświadomiły mi, że artystka stawia na perfumy zdecydowane, mocne, bogate w składniki, w których niezbędne są nuty kwiatowe, zwykle połączone z nutami kulinarnymi – np. wanilią, toffi, kokosem, migdałami i owocami. Są to propozycje dla pań lubiących pachnieć mocno, zdecydowanie i bardzo kobieco.

GEOFFREY-NEJMAN
Geoffrey Nejman

W 2009 roku M.Micallef przedstawiła zapach dla niej zupełnie wyjątkowy. Mon Parfum – jak sama nazwa wskazuje – osobiste, ulubione perfumy Martine. Ta kwiatowo-orientalna kompozycja, w której odnajdziemy m. in. nutę passiflory oraz toffi, spotkała się z tak dobrym przyjęciem wśród klienteli, że znalazła swój ciąg dalszy w postaci Mon Parfum Cristal (2013) i Mon Parfum Gold (2014).

 

Mon Parfum Cristal – pudrowa róża

Przyprawowy początek (pieprz plus cynamon) dosłownie zatyka dech w piersiach swą intensywnością, zapowiadając całkiem śmiało to, co nastąpi za chwilę. Bowiem już po jej upływie zapach układa się na skórze prezentując zmysłową mieszankę złożoną z róży i znanego już z Mon Parfum toffi oraz wanilii. Ten miękki, ciepły i niesamowicie kobiecy aromat jest kwintesencją tych niezwykle bardzo esencjonalnych perfum. Interesujące i udane kwiatowo-kulinarne połączenie okazało się doskonałym sposobem na uzyskanie zmysłowego, na wskroś kobiecego zapachu. Baza złożona z akordu ambrowego podtrzymuje akord serca przydając całości nieco oldskulowej kobiecości poprzez swą pudrowość, a co za tym idzie, skojarzenie z zapachem szminki. Tak – woń szminki jest ewidentna w ostatniej fazie zapachu. Niezbędne w perfumerii piżma także i tu zapewniają głębię i trwałość perfum na skórze, a ta jest – jak zwykle w przypadku perfum M.Micallef – fenomenalna. Mon Parfum Cristal to pachnidło, w którym klasyczny różany temat poddany został pomysłowej kulinarnej „obróbce”, czego efektem są perfumy wyjątkowej urody, wprost idealnie nadające się na prezent dla ukochanej kobiety. Niewiele jest chyba bowiem pań, którym taki aromat nie przypadł by do gustu, choć faktem jest, że ze względu na swój ciężar gatunkowy Mon Parfum Cristal to raczej perfumy na szczególne okazje.

micallef mon parfum cristal

nuty głowy: cynamon, różowy pieprz

nuty serca: bułgarska róża, wanilia z Madagaskaru

nuty bazy: toffi, ambra, piżmo

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Mon Parfum Gold – zmysłowo drzewny

Zaskakujący, mocny, orientalny zapach z elementami szypru, w którym zasadniczą rolę grają znana z wszystkich wersji Mon Perfum wanilia oraz nuty drzewne, z paczulą na czele, a także – zaskakująco – tytoń. Także i tu nie brakuje co prawda nut kulinarnych, bo poza wspomnianą wanilią, w składzie znajdziemy cytrusy, gruszkę, brzoskwinie i malinę. Chociaż oczywiście trudno wyczuć którąś z nich indywidualnie, to jednak z pewnością jest w Mon Parfum Gold obecna nuta – nazwijmy ją oględnie – owocowa. Jednak ona jedynie uzupełnia całość i raczej pozostaje w tle, bowiem z przodu rządzi zmysłowa paczula, której drzewność ograniczona została gęstą wanilią, jednak nie na tyle, by stłamsić jej charakter. Jest coś jeszcze w formule Mon Parfum Gold, co przydaje całości nieco szorstkiego i męskiego pierwiastka. To całkiem wyraźna nuta tytoniu, która chcąc nie chcąc zaostrza całość i powoduje, że moi z daniem Mon Parfum Gold spokojnie może nosić mężczyzna lubiący orientalne klimaty.

micallef mon parfum gold

nuty głowy: gruszka, bergamotka, grejpfrut

nuty serca: róża, brzoskwinia, paczula

nuty bazy: wanilia, piżmo, tytoń, malina

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

Ananda Dolce – słodkie konwalie

W dziesięć lat po premierze Anandy M.Micallef zaproponowała… jej wersję słodką Ananda Dolce. Praktycznie od pierwszych docierających do nozdrzy molekuł jest słodko, niemal „słodyczowo”, a brzoskwiniowy syrop miesza się tu z aromatem migdałów. Słodkie nuty nie zdąża jednak zemdlić (choć gdyby trwały dłużej, to kto wie…), gdyż nozdrzom objawia się klasycznie skonstruowany, niemal podręcznikowy (przez co niestety dość banalny) akord konwalii o subtelnie kulinarnym zabarwieniu. Ten białokwiatowo-kulinarny, mocny i nieco „dziewczęcy” aromat osadzony jest na sygnaturowej dla Astiera bazie z ambry i piżm, która gwarantuje nie tylko głębię i ciepło tego zapachu, ale także i jego długotrwałość. Utrzymuje on przez wiele godzin centralny konwaliowy akord, z czasem ujawniając się coraz wyraźniej. Ananda Dolce mimo swego cukrowego ładunku okazuje się być pachnidłem dość lekkim – jak na standardy M.Micallef.

micallef ananda dolce

nuty głowy: migdały, brzoskwinia, liście migdałowca

nuty serca: kwiaty migdałowca, białe kwiaty

nuty bazy: ambra, bób tonka, białe piżmo

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

Royal Rose Aoud – arabska klasyka

Mój faworyt spośród testowanej piątki to już popis klasycznej estetyki arabskiej, w której duet Astier/ Nejman czują się doskonale, a w której kluczową nutą jest oud (pamiętajmy, że swoje pierwsze stricte oudowe perfumy Aoud panowie przedstawili już w 2003 roku, a więc na długo przed początkiem trwającej po dziś dzień „oudomanii”). Zestawienie woni żywicy agarowej z esencją różaną jest niemal tak stare, jak stare są kraje arabskie, a wspomniana zachodnia „oudomania” rozpowszechniła i przy okazji (głównie w wyniku dyskusyjnego poziomu wielu pachnideł ze słowem oud w nazwie) nieco zdeprecjonowała ten akord w perfumerii.

Oudomania zdaniem Michaela Edwardsa – znanego autorytetu w dziedzinie perfum – paradoksalnie wynikła z kryzysu finansowego w Europie, w wyniku którego wiele zachodnich marek perfumeryjnych postanowiło poszukać szczęścia (czytaj: klienta) na rynkach krajów arabskich. A tam tradycyjnie perfumy bez oudu niemalże nie mają racji bytu.

Jednak Royal Rose Aoud to akurat przykład moim zdaniem bardzo udanego i przekonującego mariażu róży i oudu, zrobionego z klasą, elegancją i umiarem. Zresztą nie po raz pierwszy tandem Astier i Nejman wziął się za ten temat. Już w 2004 roku bowiem przedstawili oni Rose Aoud. Jednakowoż tym razem wzmocnili oni arabski charakter Royal Rose Oud poprzez dodanie szafranu. Intro zapachu rozjaśniono soczysto-zieloną nutą czarnej porzeczki. Poza tym – można by powiedzieć – standard, czyli drzewno-piżmowa baza z dodatkiem paczuli, która świetnie wpisuje się pomiędzy różę a oud.

Pomimo że znam już sporo tego typu perfum (poza kilkoma różnie udanymi „Montalakami” m.in. świetny Oud Silk Mood Francisa Kurkdjiana, uroczy Agarwoud Jamesa Heeleya czy fenomenalne i chyba najbliższe arabskim pierwowzorom Rose Nacree du Desert Guerlain), to jednak Royal Rose Aoud ujął mnie eleganckim, pełnym umiaru, bezpretensjonalnym, harmonijnym i wyważonym, bardzo przyjemnym dla nosa (po prawdzie bardziej europejskim niż arabskim) potraktowaniem tematu, chyba najbliższym właśnie wspomnianemu Agarwoud Heeleya. Jak na oudowca jest bowiem dość subtelny (co nie znaczy, że brak mu mocy, o nie!), a proporcje pomiędzy różą i oudem zostały tu doskonale dobrane. Jednym zdaniem: Royal Rose Aoud to pozycja obowiązkowa dla wielbicielu oudu, szczególnie tych, którzy cenią sobie jego umiarkowane zastosowanie w perfumach.

micallef royal rose oud

nuty głowy: czarna porzeczka, szafran

nuty serca: róża, oud

nuty bazy: paczula, sandałowiec, piżmo

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

Ylang in Gold – miodowe kwiaty

Bardzo przyjemne, gęste od wonnych molekuł pachnidło owocowo-kwiatowo-kulinarne, w którym bogate w kwiatowe składniki serce (ylang, róża, konwalia, magnolia) ozdobiono wyraźną nutą kokosa, rozjaśniono słodko-owocowym otwarciem i osadzono na orientalnej bazie z wanilii, sandałowca i piżma. Z początku więc nieco owocowe, przechodzi przez fazę zabarwionych złocistym miodem kwiatów i kokosa, by finiszować słodką wanilią. Ylang in Gold to kolejna w kolekcji M.Micallef kompozycja, w której w zmysłową i bardzo kobiecą całość połączono kwiaty i nuty kulinarne (tradycyjna już wanilia oraz tu wyjątkowo kokos). Nie tak może ekscytująca jak Mon Parfum czy Royal Rose Oud, ale nie można odmówić jej konkretnego charakteru i słonecznego uroku. Dopisek Gold w nazwie wynika z pływających w pachnącej cieczy drobinek tworzących na skórze złocisty film. Ten sam zapach jest także dostępny w „czystej” wersji, czyli Ylang.

micallef ylang in gold

nuty głowy: tangerynka, pomarańcza, geranium, bylica

nuty serca: ylang-ylang, róża, konwalia, magnolia, kokos

nuty bazy: wanilia, drewno sandałowe, piżmo

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2012

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

M. Micallef „Style” Eau de Parfum

Geoffrey Nejman chyba zaprzestał rozwijania własnej marki perfum. Od kilku lat bowiem nic nowego pod jej szyldem nie powstało. Po trzech dedykowanych mężczyznom i – trzeba podkreślić – całkiem udanych pachnidłach Le Seducteur, Le Professionnel i Le Sportif ostatnim zapachem był w 2010 roku oudowy Emir. Co ciekawe, został on umieszczony także w kolekcji Les Exclusifs marki M.Micallef obok m.in. Gaiac, Watch, Oud czy Avant Garde. W 2012 roku tę właśnie kolekcję powiększono o pachnidło dedykowane panom: Style. 

Zapach – jak zwykle – powstał w wyniku współpracy G. Nejmana, który odpowiada za olfaktoryczną treść perfum marek M.Micallef oraz Geoffrey Nejman, z perfumiarzem Jean-Claude Astierem. Astier ma tendencję do komponowania bogatych, gęstych i wielowymiarowych substancji. Już przy okazji trójcy Le Seducteur/ Le Professionnel/ Le Sportif pokazał też, że doskonale czuje się w estetyce „prawdziwie męskich” zapachów lat ubiegłych. Weźmy choćby Le Seducteur. To hołd złożony genialnemu Polo Ralpha Laurena (dzieło Carlosa Benaima), czyli jednemu z emblematycznych wręcz pachnideł końca lat 70-tych i pierwszej połowy 80-tych ubiegłego wieku. Style natomiast jest prezentem dla wszystkich facetów, którzy wciąż nie potrafią zrozumieć fenomenu współczesnych słodziaków lub świeżaków im dedykowanych, a w ich toaletkach wciąż stoją dumne olfaktoryczne bomby z lat 80-tych. Gdybym miał w największym skrócie opisać Style, to nazwałbym go klonem Zino Davidoff, choć byłoby to jednak nieco krzywdzące uproszczenie. Style jest tym samym wobec Zino, czym Le Seducteur wobec Polo. Wyraźnym stylistycznym nawiązaniem, jednak podanym w nieco bardziej współczesny sposób, a przede wszystkim wyzbytym niektórych całkiem istotnych dla swego protoplasty niuansów. W Le Seducteur nie znajdziemy tak charakterystycznych dla zielonego Polo nut tytoniu i skóry. W Style natomiast nie odnotowałem tak charakterystycznej dla Zino dysonansowej nuty „gnijących kwiatów”…

Style to – podobnie jako Zino – pachnidło kwiatowe, w którym biały i indoliczny jaśmin oraz konwalia połączone zostały z zestawem solidnych, bardzo męskich składników. Zapach na samym początku przyprawowy, wibrujący, nieco rozświetlony cytrusami, z bardzo wyraźną dawką jakże męskiej lawendy, stopniowo przechodzi w zasadniczą woń kwiatowo-balsamiczno-drzewną, gdzie podstawę dla duetu jaśminu i akordu konwalii stanowi drewno sandałowe i kadzidło. Ta faza trwa przez większość czasu, a pachnidło gaśnie na skórze wiele godzin po jego użyciu ciepłą, drzewno- żywiczną bazą. Style pachnie naprawdę stylowo, mocno i równo przez długi czas. Jest bardzo solidną propozycją dla panów ceniących właśnie tego typu – nomen omen – styl. Trochę już passe, ale wciąż jednoznacznie męski, nieco nawet „samczy”. To perfumy dla tych, którzy z nostalgią wspominają dawne czasy, gdy męskości dodawały im Giorgio Beverly Hills for Men, Oscar de la Renta Pour Lui czy Heritage Guerlain. 

Mi się ten Style podoba…

M.Micallef-Style-www.missala.pl_

Nuty górne: cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, cytryna

Nuty środkowe: lawenda, konwalia, jaśmin

Nuty dolne:  paczula, drzewo sandałowe, kadzidło

twórca: Jean-Claude Astier/ Geoffrey Nejman

rok wprowadzenia: 2012

moja klasyfikacja: nostalgiczne pachnidło dla mężczyzn lubiących nieco bombastyczne zapachy w stylu lat 80-tych XX wieku; 

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: ponad 9-10 h