Bvlgari Man Wood Neroli

Tegoroczny flanker w głównej męskiej linii Bvlgari Man Wood Neroli jest pod względem nazwy i kolorystyki flakonu kontynuacją zeszłorocznego Wood Essence. Zapachowo to jednak zupełnie inna bajka.

Wood Neroli to słowa, które zdradzają nam w 100 % charakter tego zapachu, więc niespodzianki tu nie ma. W zapachu dominuje akord kwiatu pomarańczy, będącego połączeniem nut cytrusowych i białokwiatowych. Tłem są nuty drzewne wzmocnione moich ukochanym cypriolem. Efektme jest zapach, jaki juz znamy z wielu innych realizacji, z Neroli Portofino Toma Forda oraz – a nawet bardziej – Mediterranean Neroli z serii Zegna Essences na czele.

Trzeba wszakże przyznać, że zapach wykonany jest świetnie i jako taki zachowuje się na skórze doskonale. Mieszanka neo-kolońskiego akordu osadzonego na mocnej męskiej drzewnej bazie robi swoja robotę. Zapachowi nie brak ani projekcji (jest wyraźnie wyczuwalny przez otoczenie), ani trwałości (drzewna baza siedzi na skórze spokojnie ponad 10 godzin).

Alberto Morillas wykonał kawał solidnej roboty. Wood Neroli podoba mi się daleko bardziej od zeszłorocznego Wood Essence. Co więcej, uważam go za jeden z najlepszych zapachów tej linii, choć wiem, że niebagatelny wpływ na moją ocenę ma moja słabość zarówno do akordu kolońskiego, aromatu neroli, jak i charakterystycznej suchej rzewności nadawanej tutaj przez cedr i przede wszystkim cypriol. Jeżeli ktoś bezskutecznie poszukiwał bardzo dobrej jakości zapachu neo-kolońsko drzewnego w ofercie marek mainstreamowych, to gorąco zachęcam go do zapoznania się z Wood Neroli. Naprawdę warto.

dominujące akordy: neo-koloński, drzewny

nuty głowy: neroli, bergamotka

nut serca: kwiat pomarańczy, cedr, cypriol

nuty bazy: skóra, białe piżmo, ambra, nuty drzewne

rok premiery: 2019

nos: Alberto Morillas

moja ocena: zapach: 4,5/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,5->3,5

Nicolai Parfumeur – „Cap Néroli”/ „Néroli Intense” – przylądek neroli

Cap Néroli to perfumowy hołd złożony przez Patricię de Nicolai uprawom gorzkiej pomarańczy na Lazurowym Wybrzeżu. Néroli Intense jest cieplejszą i głębszą, bardziej zmysłową jego wersją. Oba zapachy łączy wspólny temat. Oba pięknie się różnią i równie pięknie uzupełniają. Oba to bez wątpienia perfumowe dzieła sztuki.

Patricia de Nicolai z synem Axelem

Cap Néroli zachwyca naturalnością i wyrafinowaniem. Jest zapachem świeżym, ale złożonym. Długa formuła i idealnie zaplanowane proporcje pozwalają mu nie tylko pachnieć bogato, ale i rozwijać się na skórze zgodnie z klasycznymi francuskimi wzorcami perfumowymi. Możemy więc śmiało wyróżnić w nim akord głowy, serca i głębi.

Otwiera się świeżym, lekko kwaskowym, ale przede wszystkim zielonym akordem, w którym dominująca rolę gra esencja petit grain (liść gorzkiej pomarańczy). Towarzyszą mu dla równowagi słodkie cytrusy, a dodatkowego, subtelnie ziołowego, prowansalskiego charakteru nadaje mu rozmaryn. Świeżość podkreśla mięta zastosowana z umiarem, bez tak naprawdę ujawniania się w postaci chłodnego mentolu. Akord głowy jest bardzo esencjonalny, soczysty, naprawdę piękny. W sercu ujawnia się kwiatowa część Cap Néroli. Majstersztyk zbudowany zarówno z esencji jak i absolutu kwiatu pomarańczy, Ylang-ylang oraz dominującego w jego późniejszej fazie jaśminu. Subtelnie gorzki akord białokwiatowy, będący de facto centralnym punktem Cap Néroli, osadzony został na klasycznej bazie z mchu dębowego, piżma i odrobiny ambry. Taki dobór składników nie pozostawia wątpliwości co do klasycznego charakteru zapachu. Baza jest perfumową poezją. Świeża w klasyczny sposób, emanująca echami białokwiatowego serca oraz piękną, a jakże współcześnie rzadko już spotykaną nutą mchu dębowego. Klasyka w najlepszym wydaniu.

Cap Néroli to zapach tradycyjny w swej treści i formie. To zdecydowanie stara dobra szkoła komponowania. Genialnie zrealizowana woń w typie Eau Sauvage Diora: cytrusy, neroli, jaśmin i mech dębu. Przepisy na klasykę. Siłą tego zapachu jest talent Patrici de Nicolai, doskonałe składniki i nie oglądanie się na trendy. To w swej kategorii absolutne wyżyny perfumowej sztuki. Piękny, esencjonalny, efektownie się zmieniający, ładnie projektujący i goszczący na skórze wystarczajaco długo, by się nim przez wiele godzin cieszyć.

nuty głowy: petit grain, pomarańcza, mandarynka, rozmaryn, mięta

nut serca: neroli, Ylang-ylang, jaśmin, kwiat pomarańczy

nuty bazy: mech dębu, piżmo, ambra

rok premiery: 2018

nos: Patricia de Nicolai

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0->3,0

Néroli Intense to woda perfumowana oparta na Cap Néroli, z tym, że Patricia ociepliła cytrusowo-kwiatową woń woskiem pszczelim i dodała jej głębi za pomocą paczuli. Użyła też jeszcze kilku innych składników, jak choćby tajemniczy kwiat pospornicy oraz – w otwarciu – estragon zamiast rozmarynu i mięty. Te zabiegi spowodowały, że owszem Néroli Intense pachnie podobnie do Cap Néroli, ale jednak na tyle inaczej, by traktować go jako niezależny perfumowy byt. Mniej w nim biało-kwiatowej goryczki, mszystego tła, więcej bursztynu. Finisz jest głębszy, a zapach nie tak świeży, jak Cap Néroli, cieplejszy, bardziej zmysłowy.

Ze względu na brak obecnego w Cap Néroli klasycznego tercetu: neroli, jaśmin, mech dębu, Néroli Intense pachnie bardziej nowocześnie. O ile Cap Néroli może nieco kojarzyć się z zapachami typu wspomnianego Eau Sauvage czy Eau Fraiche Diora, co mnie osobiście bardzo odpowiada, o tyle Néroli Intense to aromat, który może już schlebiać współczesnym gustom w tym zakresie, wykreowanym swego czasu przez Neroli Portofino Toma Forda, czyli w skrócie: koloński motyw na sterydach, treściwy, pogłębiony, utrwalony.

Mnie oba ujęcia neroli w wykonaniu Patrici de Nicolai podobają się jednakowo. Każde ma coś innego do zaproponowania i każde jest doskonałe. Na koniec, po chwili zastanowienia, skłoniłbym się ku takiemu oto osądowi, że Cap Néroli ma nieco bardziej męski, klasycznie koloński charakter, podczas gdy Néroli Intense ładnie zabrzmi na każdej skórze, bez względu na płeć. Ale to oczywiście wszystko kwestia gustu. Jedno jest pewne – to doskonałe zapachy. Vive Patricia de Nicolai! Vive la France!

nuty głowy: neroli, pomarańcza, mandarynka, estragon

nut serca: kwiat posporinicy (Pittosporum), petit grain, kwiat pomarańczy

nuty bazy: wosk pszczeli, paczula, piżmo

rok premiery: 2018

nos: Patricia de Nicolai

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0->3,0

Boucheron Collection – kolekcja ekskluzywna

Boucheron Collection

Boucheron zaprezentował w zeszłym roku kolekcję sześciu wód perfumowanych, poświęconych popularnym perfumeryjnym akordom. Znajdziemy w niej pachnidła osnute wokół nut kwiatowych: neroli, tuberozy, irysa, drzewnych: oud, kulinarnych: wanilia i – rzecz jasna – zapach ambrowy. Perfumy zostały skomponowane przez bardzo znanych perfumiarzy i zamknięte w bardzo eleganckie flakony podkreślające wyjątkowość tej kolekcji.

 

jean-christophe-herault-full

Jean-Christophe Herault przygotował Ambre d’Alexandrie, w którym klasyczny, podręcznikowy wręcz akord ambrowy zbudowany z labdanum, benzoiny i wanilii został subtelnie urozmaicony nutą „oparów z shishy”, co w praktyce pachnie jak subtelna, słodkawa nuta tytoniowa, która wszakże nie dominuje aromatu, a jedynie ładnie go ubogaca. Suma summarum przyjemny i wcale nie nudny ambrowiec.

główne nuty: ambra, tytoń fajkowy

BCH_COLLECTION_AMBRE_PACKSHOT_BD

Nathalie_lorson

Nathalie Lorson opracowała Iris de Syracuse, który obok Oud de Carthage jest moim  ulubionym z całej kolekcji. Początkowo świeży, z czasem bardziej ciepły i zmysłowy, ładnie oblany heliotropem, wzmocniony paczulą zapach, w którym irysowy temat trwa od samego początku do niemal końca, nie popadając ani przez chwilę w przesadną ziemistość czy „marchewkowość”. Bardzo ładna, harmonijna, zupełnie niekontrowersyjna, przekonująca i – co ważne – uniseksowa – kompozycja.

główne nuty: irys, heliotrop, paczula, wanilia

BCH_COLLECTION_ IRIS_PACKSHOT_BD

 

Nathalie Lorson jest również autorką Vanille de Zanzibar, naprawdę uroczego, zmysłowego i wcale nie słodkiego zapachu z wanilią z Bourbon w centrum. Aromat jest lekko pikantny, lekko drzewny i tylko odrobinę słodki, raczej linearny, układa się w zapach tzw. „drugiej skóry”. Może nie ekscytujący, ale naprawdę przyjemny.

główne nuty: wanilia, balsam Peru, heliotrop, piżmo, drewno sandałowe

 

BCH_COLLECTION_VANILLE_PACKSHOT_BD

fabrice-pellegrin

Fabrice Pellegrin podjął się zadania włączenia do kolekcji pachnidła, które miałoby – jak domniemam – stawić czoła takim pozycjom, jak Neroli Portofino Toma Forda czy Mediterranean Neroli Ermenegildo Zegny i całej masie podobnych „klonów”, próbujących uszczknąć coś z – chyba dość niespodziewanej – popularności pachnidła Rodrigo Flores-Rouxa. Z niewielkim powodzeniem, moim zdaniem. Neroli d’Ispahan, przy całej swojej poprawności i uporządkowanej urodzie podanego na ciepło i gęsto akordu kolońskiego, jest w mojej ocenie zbyt mało zdecydowany, zbyt zachowawczy… Czy ja wiem? Po prostu chyba za wiele jest tego typu – różnej jakości – pachnideł na rynku próbujących się z Neroli Portofino... O ile Zegna – moim zdaniem – sprostał, a nawet wg mnie przewyższył mega-seller Toma Forda, o tyle Boucheron raczej chyba nie zakwalifikuje się nawet do eliminacji.

główne nuty: neroli, czystek, kardamon, piżmo, ambrox, paczula

BCH_COLLECTION_NEROLI_PACKSHOT_BD

 

Dominique Ropion

Dominique Ropion zapewnił w kolekcji pachnidło oudowe. Tak jest. Ten sam, który stworzył jedne z najdoskonalszych perfum z oudem w centrum (mowa o słynnym już The Night dla Frederica Malle).  Tyle, że Oud de Carthage to zupełnie „inny zwierz”, który mimo ewidentnej suchej nuty drzewnej, akcentów miodowych i żywicznych, jako całość, emituje aurę, która mi nieodłącznie kojarzy się z ….. Homme Costume National – tego samego autora zresztą. Jeżeli więc ktoś zna ten zapach, to tu może spodziewać się czegoś do pewnego stopnia podobnego, tyle że przyprawowość tamtego została tu zastąpiona suchą drzewnością i kadzidlanością. Oud de Carthage to – po namyśle – jednak mój ulubieniec z tej kolekcji.  Solidne, dobrze projektujące i trwałe oraz całkiem oryginalne pachnidło drzewne o nieco chyba jednak bardziej męskim charakterze, niż wszystkie pozostałe.

główne nuty: kadzidło, miód, labdanum, oud, skóra

BCH_COLLECTION_OUD_PACKSHOT_BD

christopheraynaud-1180x625

Christophe Raynaud stworzył Tubereuse de Madras, całkiem unikatowe ujęcie tego kwiatowego aromatu, bo w istocie swoje nie jest to tzw. soliflore, czego można by się spodziewać po nazwie. To pełnoprawne i wielowątkowe, jednocześnie raczej świeże i lekkie pachnidło białokwiatowe, w którym akord tuberozy został otoczony zielonością fiołkowego liścia i kolońskim akcentem kwiatu pomarańczy i posadowiony na klasycznej bazie z wanilii i sandałowca. Tubereuse de Madras to najbardziej ewidentnie kobiece pachnidło kolekcji Boucheron. Ładne, ale nic ponad to.

główne nuty: kwiat pomarańczy, liść fiołka, ylang ylang, tuberoza, wanilia, drewno sandałowe

BCH_COLLECTION_TUBEREUSE_PACKSHOT_BDGdybym miał podsumować zapachy wchodzące w skład Boucheron Collection jednym słowem, byłoby to: poprawne. Wszystko się tu zgadza i wszystko jest na swoim miejscu.  Zapachy są wykonane zgodnie ze sztuką. Czuć w nich niezłą jakość składników (choć nie ma tu mowy o poziomie ekskluzywnych kolekcji Chanela czy Diora), ale czuć też sztampę i rutynę w realizacji poszczególnych tematów. Poza ropionowskim Oud de Carthage brakuje mi w nich „osobowości”, charakteru i pazura. Ale być może takie właśnie miały być – do szpiku kości poprawne…

Etat Libre d’Orange „Une Amourette” – wonna miłostka

Roland Mouret, francuski projektant mody, już 8 lat temu spotkał się z Etiennem de Swardtem w jego biurze w butiku Etat Libre d’Orange przy 69 rue des Archives, w Paryżu. Rozmawiali wówczas o możliwości stworzenia perfum dla marki Rolanda. Wcześniej, w artykule w brytyjskiej gazecie, zatytułowanym “Little Black Book: Roland Mouret” napisał on o ELdO: “unikalna marka perfumeryjna produkująca najlepsze „zakręcone” zapachy ekskluzywne.” Niemniej wówczas na rozmowach się skończyło. Pozostały dobre wrażenia ze spotkania i zasiane ziarno, które wykiełkowało dopiero teraz, gdy we współpracy z Rolandem Mouretem i Etiennem de Swardtem Daniela Andrier – perfumarka Givaudan – skomponowała „Une Amourette”.

roland-mouret
Roland Mouret

„Une Amourette” powstało przez przypadek, jak wyjaśnił Etienne de Swardt w udzielonym mi niedawno wywiadzie. Daniela Andrier – znana z fantastycznych pachnideł tworzonych dla domu Miucci Prady – pracowała nad perfumami z paczulą w roli głównej. Obok jej naturalnej esencji w formule znajdowała się Akigalawood – frakcja paczulowego olejku, wydobyta z niego laboratoryjnie w procesie destylacji frakcyjnej. Dzieło arcy-zdolnych chemików z Givaudan.

Akigalawood pozbawiona jest brudnych i nieprzyjemnych nut pleśni, stęchlizny i nut fizjologicznych, jakie występują w naturalnym olejku. Drzewny, nieco pikantny i nieco kwiatowy – tak opisywany jest aromat tej substancji. Dzięki tym walorom ma ona dużo szersze zastosowanie, niż pełnowymiarowy olejek paczulowy. Znajdziemy ją w perfumach wydawanych w ostatnich 2-3 latach („Black Pepper” Comme des Garcons, Mont Blanc „Legend Midnight”, Azzaro „Chrome Pure”, John Varvatos „Dark Rebel”, Parfums de Marly „Nisean” czy Boucheron „Quatre Pour Homme Absolu de Nuit”). Co jeszcze łączy te zapachy? Wszystkie powstały w pracowniach perfumiarzy pracujących dla Givaudan. Akigalawood został bowiem opatentowany przez tą firmę i obecnie mogą go używać wyłącznie jej perfumiarze, a więc także m.in. Daniela Andrier, która – nota bene – zastosowała go już w 2015 roku komponując perfumy „Miu Miu” dla Coty.

Któregoś dnia podczas pracy nad perfumami dla Moureta i de Swardta Daniela Andrier użyła kremu marki Nuxe o zapachu kwiatu pomarańczy. Tego samego dnia testowała na skórze wczesną wersję „Une Amourette”. Poczuła intrygującą woń będącą połączeniem obu aromatów. Uznała to za interesujący przypadek i postanowiła dodać do ówczesnej formuły perfum esencję neroli. Tak powstał sygnaturowy akord „Une Amourette”. W składzie perfum znajdziemy też absolut z wanilii i irys, do którego – jak wiemy – Daniela Andrier ma wielką słabość.

une amorette Eldo

Tak więc w „Une Amourette” Akigalawood oraz paczulowy ekstrakt występują obok siebie tworząc wyrazistą drzewno-pikantną część zapachu, podczas gdy neroli „zderza się” z nią tworząc absolutnie unikatową, niezwykłą, jakby musującą świeżość.

Ten zapach nie rozwija się jak klasyczne perfumy, bo to nie jest klasyczna kompozycja. To raczej efekt „incydentu w laboratorium”, w wyniku którego pozornie nieprzystające do siebie elementy połączyły się w jedną całość, choć nie zatraciły swej odrębności. To ich wzajemne oddziaływanie, iskrzące napięcie między nimi panujące stanowi treść „Une Amourette”.

Oczywiście upływ czasu redukuje natężenie nuty neroli na korzyść ultra trwałej Akigalawood, która de facto pozostaje na skórze jako finisz, ocieplona nieco wanilią. „Une Amourette” pachnie więc owocowo-kwiatowo-drzewnie, raczej abstrakcyjnie niż konkretnie i namacalnie. Mruga okiem w kierunku klasycznej kolońskiej estetyki, a  jednocześnie używa dużej ilości produktu wysokiej technologii. Tworzy niezwykłą, pulsującą aurę wokół noszącego. Nie znam innych perfum, które pachną podobnie. To w moich ustach zawsze komplement, bo nie cierpię wtórności.

Na ile „Une Amourette” są spójne z filozofią Etat Libre d’Orange? Jest w nich przypadek, eksces – jest więc niespodzianka, rodzaj ekscytacji. Jest zapadająca w pamięć sygnatura, efekt wspomnianego przypadku i użycia molekuły póki co dostępnej tylko dla wąskiej grupy perfumiarzy Givaudan. Jest wreszcie obiektywna jakość – dobra projekcja i dobra trwałość. Nie mam więc wątpliwości, że „Une Amourette” to kolejna udana propozycja Etienna de Swardta, należącą przy tym do tych łatwiejszych w odbiorze, mniej wymagających i od pierwszych nut przyjemnych, nawet jeśli zaskakujących.

UNE AMOURETTE

 

 

Dominujące nuty: neroli, paczula, wanilia

Twórca/nos: Daniela Andrier/ Roland Mouret

Rok premiery: 2017

Podobne zapachy: nie znam

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,5/ trwałość: 4,5

Jeszcze w zielone gramy: Tom Ford „Vert d’Encens”, Eutopie „No. 8”, Majda Bekkali „Mudejar”

„Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia plany”*

zdają się śpiewać perfumowe brandy i proponują nam ostatnio całkiem sporo pachnideł o zdecydowanie, czasem wręcz zaskakująco zielonym charakterze. To bardzo pozytywne zjawisko, wszak zieleń jest kolorem nadziei, ale i życia, wiosny, lata, ciepła i radości, a zapachy zielone wywołują taki właśnie radosny, miły i optymistyczny nastrój. Mogą być świetnym antidotum na zbliżające się wielkimi krokami mroki jesieni i zimy…

Jednym z tradycyjnych składników zielonych, używanych w perfumach od dawna, bo od czasów starożytnego Egiptu, jest olejek (a także rezinoid) galbanum. To po ten składnik – obok aromamolekuły cis-heksanol (o zapachu soczystej trawy) najczęściej sięgają perfumiarze, gdy chcą osiągnąć wyrazisty zielony efekt w kompozycji perfumeryjnej. Znanymi przykładami użycia galbanum są zielone klasyki: Chanel No. 19, Gres Cabochard czy Givenchy Ysatis.

galbanum
Galbanum

A propos zielonych klasyków właśnie Tom Ford zaskoczył w zeszłym roku perfumowych koneserów zieloną kolekcją: Vert Boheme, Vert de Fleur, Vert des Bois i Vert d’Encense. Zapachy te miały być w zamyśle współczesnymi interpretacjami klasycznych akordów zielonych w perfumerii.

Zaintrygowany sięgnąłem w pierwszej kolejności po ostatni z nich (resztę mam nadzieję także kiedyś przetestować) i zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony niezwykle oryginalnym aromatem łączącym zielono-żywiczne galbanum z kadzidłem i słodką heliotropiną! Doprawdy niesamowita mieszanka, w której lubiące dominować galbanum (samo w sobie będące bardzo intensywnie pachnącą ingrediencją) zostało tu niejako ujarzmione słodyczą i żywicznym ciepłem kadzidła. Nie przeważa, tylko ładnie równoważy się z pozostałymi nutami wiodącymi. Oczywiście najwyraźniej ta strączkowa zieloność – jak zwykłem określać aromat galbanum – jest wyczuwalna na wstępie. Z czasem nieco traci ona na impecie, a zapach emituje przechodzi w oryginalną słodko-zieloną i jednocześnie ciepłą, słoneczną stronę. Zaczyna przeważać heliotrop i tak jest niemal do – dość odległego w czasie – końca. Na samym finiszu nieco wyraźniej ujawnia się nuta kadzidlana, ale bardziej jest to mirra niż olibanum. Vert d’Encens zachęcił mnie do zapoznania się z pozostałymi trzema pozycjami z zielonej kolekcji Toma Forda.

 

Tom-Ford-Private-Blend-Vert-Collections

 

główne nuty: galbanum (zielona), heliotrop (słodka, migdałowa), kadzidło (ciepła, żywiczna)

 

No. 8 skomponowane przez perfumiarza Thomasa Fontaina dla francuskiej marki niszowej Eutopie to niebanalnej urody uniseksowe perfumy zielono-drzewne osnute – podobnie jak Vert d’Encens – na galbanum.  To właśnie ten nieco gorzki i zielony aromat otwiera kompozycję, a rozjaśniają go bergamotka i limonka. W sercu mamy – dla odmiany – przydającą czystej i lekkiej, eleganckiej, mydlanej aury esencję z kwiatu pomarańczy (neroli) oraz nadającą głębi i nieco ciepła żywicę mastyksową, która tak pięknie swego czasu ujęta została w Eau de Ikar od Sisley. W sercu wymieniane jest także kadzidło oraz mięta. Z obu składników miętę faktycznie można poczuć przy odrobinie wysiłku (została zręcznie skomponowana  w całość), zaś kadzidła nie czuję. Drzewna baza (cedr) z dodatkiem białych piżm i akordu ambrowego stanowi nowoczesne i bardzo trwałe zwieńczenie No. 8, mocno zresztą odmienne od wcześniejszych faz zapachu. Przyznam, że to waśnie ów finisz utwierdził mnie w pozytywnej ocenie tych perfum. Testując je miałem bowiem obawę, że po tym mocno galbanowym (na granicy mojej tolerancji na tę nutę) zielonym początku i lekko kwiatowym, „toaletowym” sercu nie wydarzy się już nic ekscytującego. A tu proszę: zadziorny i zupełnie męski drzewno -ambrowy finisz (zgoda – nieco syntetyczny – ale mi to zupełnie nie przeszkadza). Naprawdę fajnie skomponowane i świetnie zachowujące się na skórze perfumy o przyciągającym temacie i jakości nie pozostawiającej nic do życzenia. Dalekie od spektakularności, ale też więcej niż poprawne. Uniseksowe, choć wg niektórych – w tym i mnie – jednak z przechyłem w męską stronę.

Eutopie No 8

główne nuty: galbanum (zielona), neroli (białokwiatowa, czysta), mastyks (żywiczna), cedr (drzewna)

 

Jednak chyba najbardziej oryginalnym obok Vert d’Encens pachnidłem w tym zielonym zestawie jest Mudejar Majdy Bekkali. Niesamowite intro z molekułami pieprzu wibrującymi wokół grejpfrutowej esencji po ty, by chwilę później odsłonić przedziwne, nieco mineralne serce, złożone z nuty liścia czarnej porzeczki i cedru. Drzewno-kadzidlana baza z wyraźną, „okrągłą” nutką mchu wieńczy to naprawdę intrygująco pachnące dzieło. Zaskakująca „krzemienna” nuta podobna do tej z Terre d’Hermes, ale tu w towarzystwie zielonej porzeczki – zamiast geranium i wetywerii. Mudejar to zdecydowanie uniseks, ciążący może nieco w męskim kierunku (jak każdy z opisywanych tu zapachów, co pewnie wynika z ich zielono-żywiczno-drzewnych charakterów, pozbawionych typowych kobiecych nut kwiatowych czy kulinarnych). To z pewnością kolejne warte uwagi, niebanalne, oryginalne pachnidło w unikatowej kolekcji Majdy Bekkali, na którą zwracam uwagę wszystkich koneserów perfum.

MAJDA-BEKKALI-Mudejar-100ml-EDP-500x500-500x500

główne nuty: pieprz (przyprawowa), czarna porzeczka (zielono-owocowa), mineralna/ krzemienna, drewno sandałowe, mech (drzewna)

 

*) cytat z piosenki Wojciecha Młynarskiego „Jeszcze w zielone gramy”

 

Frederic Malle „Outrageous” – skandalicznie amerykański

Sophia Grojsman to postać legendarna i kultowa w perfumiarskich kręgach.Urodzona na Białorusi, w wieku 15 lat wyemigrowała z rodzicami do Polski, gdzie ukończyła studia w kierunku chemicznym (chemia nieorganiczna).

W 1965 roku przeniosła się do USA, gdzie już rok później – mając 20 lat – podjęła pracę w nowojorskim gigancie International Flavours & Fragrances jako asystent w laboratorium. Tak rozpoczęła się ta niezwykła kariera, ściśle związana z IFF, w trakcie której Grojsman wyewoluowała w chyba najwybitniejszą amerykańską perfumiarkę, komponując wiele absolutnie przełomowych, legendarnych już dziś perfum. Lista jej prac przyprawia o zdumienie: Estee Lauder White Linen, Calvin Klein Eternity, Bvlgari Pour Femme, Lalique Lalique, Coty Ex’cla-ma’tion, Estee Lauder Beautiful, Lancome Tresor, YSL: Paris, Parisienne, Yvresse. A to tylko niewielka cześć jej portfolio. Co ciekawe, Grojsman nigdy nie zmieniła pracodawcy, a ukoronowaniem jej konsekwencji i niewątpliwych dokonań jest jej obecna pozycja w IFF, gdzie piastuje rolę Wiceprezes Zarządu. Łatwo zauważyć, że Sophia wyspecjalizowała się i osiągnęła absolutną maestrię w tworzeniu perfum damskich (czego dobitnym przykładem jest fenomenalny Tresor Lancome). Na liście jej prac bardzo długo nie było zapachu męskiego. Aż to 2007 roku, gdy przekonał ją do tego jej wieloletni przyjaciel, Frederic Malle.

Sophia Grojsman
Sophia Grojsman

Pomysł na Outrageous! wziął się z brazylijskiego koktajlu Caipirinha (podobnie jak w przypadku Batacuda L’Artisan Parfumeur), a sam zapach niesie w sobie beztroską młodość, słońce, egzotyczne plaże i … namiętny seks.

Outrageous! potwierdza kunszt Sophii Grojsman i jej – tak chętnie podkreślaną przez kolegów i koleżanki z branży – wyjątkową zdolność tworzenia oryginalnych i zapadających w pamięć akordów. Delikatny akord owocowy rozpoczynający zapach (limonka, grejpfrut i nuta zielonego jabłka z odrobiną mięty) został tu przeciwstawiony ciepłemu miksowi cynamonu, piżm i ambroxanu. Pomiędzy nimi w sercu znajduje się subtelne duo neroli i kwiatu pomarańczy, co przydaje zapachowi nutki czystości. Bardzo ważnym elementem są tu aldehydy powodujące zaskakującą, aczkolwiek nienachalną metaliczność zapachu, wyraźną szczególnie w początkowej jego fazie. I choć – być może – wymienione składniki brzmią mało oryginalnie, to jednak Outrageous! z pewnością mało oryginalnym zapachem nie jest. A to dlatego, że ingrediencje zostały tu precyzyjnie połączone w nową jakość. Efekt synergii jest tu bardzo wyraźny. Żaden ze składników nie dominuje, wszystkie grają na efekt końcowy. A ten jest niewątpliwie unikatowy. Wspomniana Batacuda pachnie – o ile pamiętam – do pewnego stopnia podobnie, ale nie ma mowy o identyczności.

Outrageous! miał swa premierę w 2007 i był dostępny wyłącznie w amerykańskiej sieci domów handlowych Barney’s. Wyróżniał się innym niż typowy dla marki designem flakonu (na dole po lewej – srebrna zakrętka dobrze korespondująca z metaliczną nutą zapachu). W 2017 Malle najpierw reaktywował go – ponownie jako edycję limitowaną (flakon po prawej), po czym decydował się włączyć go na stałe do ogólnodostępnej linii Editions de Parfums – tyle, że już w „zwykłym” flakonie i z nazwą pozbawioną dotychczasowego wykrzyknika.

 

 

Słowo outrageous tłumaczy się z angielskiego jako: skandaliczny, oburzający. Cóż, w przypadku kompozycji Grojsman jest oto określenie mocno na wyrost (może dlatego – choć nazwę zachowano – to zniknął z niej wykrzyknik).

To aromat zdecydowanie przyjemny, czysty, subtelny i delikatnie zmysłowy. Nie ma w nim nic skandalicznego. Jest po amerykańsku grzeczny, politycznie poprawny i nienarzucający się. Dość szybko przechodzi w tzw. skinscent. Jest więc propozycją dla tych, którzy cenią perfumowe niedopowiedzenie. Zarówno jego charakter jak i parametry wyraźnie wskazują na docelowego klienta, jakim w pierwotnym założeniu byli ceniący delikatne, czyste, piżmowe perfumy Amerykanie, a ściślej – Nowojorczycy. Subtelna zmysłowość Outrageous! – którą Frederic Malle określił jako „czysty sex appeal” – wynika, jak sądzę, ze współbrzmienia ciepłych nut przyprawowych i owocowych z utrwalającymi całość piżmami i ambroxanem. Niestety, mimo tych zabiegów, sporo do życzenia pozostawia trwałość tych perfum.

Na koniec pytanie – czy Outrageous jest zapachem męskim (bo takim przecież w założeniu miał być)? Wg mnie nie. To zapach absolutnie uniseksowy, dobrze pasujący zarówno do męskiej, jak i kobiecej skóry, szczególnie podczas gorącej letniej aury. Czuć w nim tropikalny klimat i delikatną zmysłową kulinarność. I to stanowi o jego niewątpliwej wyjątkowości.

Editions-de-Parfums-Frederic-Malle-Outrageous

nuty głowy: limonka, cynamon, zielone jabłko, mięta, grejpfrut

nuty serca: kwiat pomarańczy, neroli,

nuty bazy: aldehydy, piżmo, ambroxan, cedr

perfumiarz: Sophia Grojsman

rok premiery: 2007 (reedycja 2017)

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 3,0/ trwałość: 3,0

Kolońskie rekomendacje fqjciora

Zapach koloński jest ze mną od kiedy pamiętam, poczynając od opakowanej w wiklinowe wdzianko buteleczki Prastarej Wody Kolońskiej stojącej na toaletce mojej babci tudzież Przemysławki okupującej miejsce na półce w łazience. Od kilku lat kolońska jest niezbędnym elementem mojej zapachowej garderoby. Nie wyobrażam sobie nie tylko wiosny i lata, ale i całego roku bez świeżej kolońskiej woni w wydaniu mniej lub bardziej klasycznym.

Prastara kolońska
foto: http://www.brzytwa.org

Szczęśliwie nie tylko ja tak mam, o czym świadczy – jak sądzę – popularność wydanego w 2012 roku przez Toma Forda Neroli Portofino, klasycznie pachnącej kolońskiej, wzbogaconej o aspekt ambrowo-piżmowy, której nadano formę trwałej eau de parfum. Sukces tego zapachu skłonił inne marki do pójścia w ślady Forda i zaproponowania własnych pomysłów na kolońskie aromaty. Jedna z nich – mowa o Atelier Cologne – nawet oparła swoje portfolio na rozmaitych interpretacjach kolońskiego tematu, często zresztą wychodząc bardzo daleko poza kanon (troszkę jak od dawna znana z doskonałych kolońskich Acqua di Parma). Z kolei The Different Company stworzyło własną linię nowoczesnych kolońskich pod nazwa L’Esprit Cologne. Słynny Hermes dopracował się solidnej kolońskiej oferty pod nazwą Collection Colognes. Również Tom Ford – w tempie godnym podziwu – rozbudowuje swój arsenał zapachów kolońskich (Mandarino di Amalfi, Venetian Bergamot, Costa Azzura, Fleur de Portofino, Sole di Positano), a w zeszłym roku zaproponował nawet dwie nowe wersje swojego bestsellera: Neroli Portofino Acqua (lżejszą od pierwowzoru, bliższą klasycznej kolońskiej) i Neroli Portofino Forte – gęsty koloński perfumowy ekstrakt ze skórzaną bazą.

Na tym swoistym renesansie kolońskiej korzysta rzecz jasna konsument, mając coraz większy, niemal nieskończony, wybór.

the-neroli-portifino-collection

Poniżej opisałem zapachy kolońskie, które uważam za zdecydowanie godne rekomendacji. Część to typowe – lekkie i krótkotrwałe – eau de cologne, inne to intensywniejsze i bardziej trwałe wody toaletowe i perfumowane o kolońskim bukiecie. Po jednej na każdy dzień tygodnia…

 

Niedziela 

Acqua Di Colonia (1996) Lorenzo Villoresi

Klasyczna, aromatyczna i bezkompromisowa, czyli 120% kolońskiej w kolońskiej 

Bardzo tradycyjna w pod względem aromatu, archetypiczna wręcz kolońska, w której soczyste i rześko pachnące cytrusy połączono z lawendą, zielonym petitgrain (esencja z liści drzewa gorzkiej pomarańczy) i cytrusowo pachnącą żywca elemi, wzbogacono ziołami (wprowadzająca fizjologiczną nutę szałwia i rozmaryn) oraz esencją z kwiatu pomarańczy (neroli), utrwalając całość piżmami. W zamierzeniu prosta, ale w wykonaniu Villoresiego zaskakująco wyrafinowana kompozycja. Równie aromatyczna, co krótkotrwała, w czym także bardzo wierna klasycznym wzorcom. Acqua Di Colonia florenckiego Mistrza pachnie nieprawdopodobnie naturalnie i organicznie. Jest orzeźwiająca jak poranne słońce, soczysta jak włoskie cytrusy i jednocześnie wytrawna niczym zielnik włoskiego kucharza. To najpiękniejsza i najbardziej naturalna znana mi kolońska w klasycznym typie. Czysta i niczym nie zmącona kolońska ekstaza. Jednocześnie tak bardzo klasyczna w swym wyrazistym aromacie, że prawdopodobnie możliwa to zaakceptowania tylko przez koneserów tematu. Choć może się mylę.

 

główne składniki: cytrusy, petitgrain, elemi, goździk, neroli, szałwia, rozmaryn, piżmo

nos: Lorenzo Villoresi

 

Poniedziałek

Cologne Royale (2010) Christian Dior

Subtelnie i ponadczasowo, czyli gdy mniej znaczy więcej.

Kolońska będąca częścią ekskluzywnej linii Diora La Collection Couturier Parfumeur charakteryzuje się delikatnym cytrusowym muśnięciem kalabryjskiej bergamotki i wyraźną przez pierwsze minuty, ale nie przesadnie mocną nutą włoskiej mięty. Zapach osadzony jest na delikatnej bazie z esencji drewna sandałowego. Jego konstrukcja jest minimalistyczna, bardzo prosta i czytelna, doskonale wyważona, a aromat lekki, świeży i naturalny. Cologne Royale nastawiona jest – podobnie zresztą jak Acqua Do Colonia Lorenzo Villoresiego – na krótkotrwały efekt orzeźwienia, choć w swej formule jest dużo prostsza, łatwiejsza w odbiorze i – paradoksalnie –  zupełnie nie retro (choć podobno bazująca na wzorcach z XVIII wiecznych Dworów Królewskich).

Dominacja delikatnych cytrusów plus efemeryczna mięta. Delikatnie, naturalnie, świeżo i nieco nonszalancko, a przy tym krótko. Tak w największym skrócie można opisać Cologne Royale.

Jak mówi Francois Demachy, perfumiarz, który skomponował Cologne Royale,

Kolońska to dla perfumiarza ćwiczenie,  w którym na jakość powstałego zapachu największy wpływ ma jakość użytych składników, w szczególności cytrusowych esencji.

Ja dodałbym, że potrzeba też nie lada ekspertyzy i doświadczenia, by stworzyć wysokiej jakości kolońską. Francois Demachy nieraz już udowodnił, że jest mistrzem kolońskiej konwencji, i że potrafi żonglować nią w imponujący sposób. Wystarczy przywołać tu Eau Sauvage Cologne, Fahrenheit Cologne czy moje ulubione z tej trójki Dior Homme Cologne, do którego Cologne Royale jest chyba najbardziej podobne.

 

główne składniki: bergamotka, męta, drewno sandałowe

nos: Francois Demachy

 

Wtorek

Cologne Pour Le Matin (2009) Maison Francis Kurkdjian

Dla indywidualistów – musujące cytrusy i biały tymianek z Maroka jako doskonali kompani białej koszuli.

Z właściwym sobie urokiem i odrobiną przekory Francis Kurkdjian zaproponował swoją interpretację kolońskiego tematu łącząc obowiązkowe cytrusy (bergamotka i limonka) z akordem ziołowym złożonym z dominującej tu esencji białego tymianku oraz prowansalskiej lawendy. Efektem jest zapach lekki i odświeżający, w którym najwyraźniej pachnie wspomniany tymianek, podczas gdy obecne na samym początku krótkotrwale cytrusy mają niezwykle delikatny charakter.

Cologne Pour Le Matin pachnie ślicznie i oryginalnie. Choć dopiero dodatek fiołka, neroli, irysa i ambry w wersji Absolue Pour Le Matin uczynił zeń pachnidło porywająco piękne i jedno z moich absolutnie ulubionych (od kliku już lat), to Cologne wciąż jest zapachem godnym polecenia, szczególnie jeżeli w kolońskiej poszukujemy czegoś nowoczesnego i bardziej oryginalnego.

 

główne składniki: bergamotka, limonka, biały tymianek, lawenda

nos: Francis Kurkdjian

 

Środa

Cologne (2001) Thierry Mugler

Rewolucyjna, czyli pachnieć słońcem i mydłem.

Dziś już może nie tak zaskakująca, jak w czasie, gdy miała swą premierę, za to wciąż zachwycająca niepowtarzalnym aromatem, który przyjęło się określać jako czysty i mydlany.

Alberto Morillas przedefiniował tym zapachem pojęcie kolońskiej i stworzył jej współczesną wersję – godną XXI wieku. Pachnącą nowocześnie, mocno i dłużej niż standardowe kolońskie, bo będącą w swej istocie chyba pierwszą w historii kolońską o koncentracji wody toaletowej.

Obok obowiązkowych cytrusów, pachnących tu wszakże w mniej naturalny, niż to zwykle bywa w zapachach kolońskich, a bardziej abstrakcyjny sposób, perfumiarz umieścił w formule biało-kwiatowo i jednocześnie cytrusowo pachnącą esencję kwiatu pomarańczy (neroli) oraz zielony, rześki petitgrain – będący w istocie esencją liścia gorzkiej pomarańczy. Jako bazę zastosował tzw. białe piżma, które w solidnej dawce dodają całości mocy, głębi i trwałości oraz czystej aury (nutka świeżo upranej pościeli).

Kto raz zetknął się z Cologne, ten z pewnością uległ jej słonecznemu i beztroskiemu urokowi oraz świeżej i czystej aurze. Nie sposób do niej nie wracać, gdy robi się ciepło. Ja przynajmniej takiego sposobu nie znam.

 

główne składniki: bergamotka, neroli, petitgrain, białe piżma

nos: Alberto Morillas

 

Czwartek

Mediterranean Neroli  (2015) Ermenegildo Zegna 

Koloński luksus, czyli jak przebić Toma Forda?

Będąca częścią ekskluzywnej linii perfum The Essence Collection marki Zegna (niedoceniona, a doskonała kolekcja, zwracam uwagę wszystkich koneserów!) jest odpowiedzią na zapoczątkowany przez Neroli Portofino Toma Forda powrót do aromatów kolońskich, tyle że zrobionych „na bogato” – wieloskładnikowych, mocnych i bardzo trwałych, będących w swej istocie czymś więcej, niż „tylko” kolońskimi. Barokowo rozbudowana receptura gwarantuje w tym przypadku cały wachlarz nut zapachowych – od cytrysowo-zielonego wstępu, zbudowanego z bergamoty i esencji liści gorzkiej pomarańczy (petitgrain bigarade) przez genialne kwiatowe serce, z cudnym neroli, aż po drzewno-piżmowy finisz. Wszystko to składają się na dominujące poczucie luksusowej świeżości i czystości, które tak lubię w perfumach. Podobieństwo to wspomnianego Neroli Portofino jest tu ewidentne, jednakże zapach Zegny jest mniej ambrowy, bardziej drzewny, wyraźniejszy, nieco ostrzejszy i odrobinę szorstki.

Mediterraean Neroli to genialnie wyegzekwowany temat koloński z użyciem doskonałej jakości esencji, co czuć natychmiast i bardzo długo (w tym „bergamotkę Zegny” – esencję pochodzącą z upraw należących do E. Zegny, którą odnajdziemy w każdym z zapachów The Essence Collection). Kompozycja jest wyrafinowana, zniuansowana i zniewalająco piękna, a zapach projektuje mocno i przez wiele godzin. Prawdziwe techniczne tour de force w wykonaniu Pierre’a Negrina.

To bezdyskusyjnie jeden z najlepszych znanych mi tego typu zapachów. Ścisła czołówka i mój faworyt gatunku w ostatnim czasie, który przebił Neroli Portofino Toma Forda.

 

główne składniki: bergamotka, petitgrain, neroli, cyprys

nos: Pierre Negrin

 

Piątek

Cologne (2014) Etat Libre d’Orange

Świeżo, ciepło, ambrowo, skórzanie – czyli coś łatwego i przyjemnego od przekornego Etienna de Swardta.

Perfekcyjnie wykonana współczesna kolońska w koncentracji eau de parfum z pewnością zainspirowana niezwykłą popularnością Neroli Portofino, ale mająca swą wyraźną indywidualność. Zasadnicze nuty to – oczywiście – cytrusy, tyle że tym razem z przewagą soczystej i słodkiej czerwonej pomarańczy oraz kwiaty w sercu (duet kwiatu pomarańczy i jaśminu). Bazę stanowią piżma oraz subtelny akord skórzany. W zapachu czuć wyraźnie dużą dozę drzewnego cashmeranu, który łącząc się idealnie z białymi kwiatami pogłębia i utrwala go jednocześnie. Całość pachnie owszem świeżo, ale nie rześko, tylko raczej ciepło, kremowo, miękko i otulająco. To ambrowo-skórzana kolońska w ciemnej tonacji. Idealna na chłodny letni dzień? Czemu nie. Doskonała też na cały rok. Zdecydowanie warta uwagi, choć niestety pozostająca w cieniu Neroli Portofino.

 

główne składniki: pomarańcza, bergamotka, jaśmin, kwiat pomarańczy, piżmo, skóra

nos: Alexandra Kosinski

 

Sobota

Neroli Portofino (2012) Tom Ford 

Kolońska na sterydach, czyli wiadomo, kto to wszystko zaczął…

Rodrigo Flores-Roux stworzył tę inspirowaną klasyką woń kolońską mieszając cytrusy (bergamotka, cytryna, grejpfrut) z nutami ziołowymi (lawenda, tymianek, rozmaryn) oraz cennymi esencjami kwiatów gorzkiej pomarańczy i jaśminu wielkolistnego (Sambac). Kwiatowej głębi dodał za pomocą bardzo wysokiej jakości ekstraktu CO2 z kwiatu pomarańczy. Perfumiarzowi bardzo zależało na tym, by jego kolońska była dużo trwalsza, niż to zwykle z tego typu zapachami bywa. Użył więc jemu tylko znanej magicznej mieszanki wybranych białych piżm, nasion ketmii piżmowej i dzięgla. W ten sposób perfumy, które skomponował początkowo tylko dla własnego użytku, z inspiracji dzieciństwem spędzonym pośród drzew gorzkiej pomarańczy na meksykańskiej prowincji, stały się jednym z najchętniej kupowanych zapachów z ekskluzywnej linii Toma Forda i zapoczątkowały renesans inspirowanych klasyką zapachów kolońskich.

Neroli Portofino to przecudnej urody niemalże liniowy (niezmienny w czasie), ciepły i posiadający bursztynową głębię zapach koloński o ponad 8 godzinnej trwałości przy początkowo wyraźnej, a po kilku godzinach blisko skórnej, ale konsekwentnej projekcji. Noszenie go to czysta przyjemność. Czuję się w nim świeżo i ekskluzywnie, na co pewnie wpływ ma także niestety jego przesadnie wygórowana cena, nawet w porównaniu do innych pozycji z butikowej linii Private Blend Toma Forda.

 

główne składniki: cytrusy, kwiat pomarańczy, lawenda, rozmaryn, tymianek, jaśmin Sambac, piżmo, ketmia piżmowa (ambrette), dzięgiel

nos: Rodrigo Flores-Roux

 

Inne polecane współczesne kolońskie:

Byredo Sunday Cologne

Frederic Malle Cologne Indelebile

Parle Moi De Parfum Tomboy Neroli

Atelier Cologne Grand Neroli

Le Labo Bergamotte 22

Le Labo Neroli 36

Helmut Lang Eau de Cologne

Chanel Allure Homme Sport Cologne

Dior Homme Cologne 2013

The Different Company L’Esprit Cologne