L’Artisan Parfumeur – pastelowe pejzaże zapachowe (V) – „Vanille Absolument” i „Aedes de Venustas”

Za każdym razem, gdy sięgam po zapach skomponowany przez Bertranda Duchaufoura, wpadam w niemy zachwyt i oczarowanie. Każde pachnidło sygnowane przez tego perfumiarza utwierdza mnie w przekonaniu, że to jeden z najwybitniejszych nosów obecnych czasów, a także twórca, którego olfaktoryczne wizje trafiają w mój gust niezwykle precyzyjnie. Charakterystyczne, niezwykle oryginalne, bardzo esencjonalne, świetnie projektujące i bardzo trwałe, a przede wszystkim przepiękne w swej niesztampowości i prawdziwie niszowe w charakterze, a także – co mi akurat bardzo odpowiada – dopowiedziane. Pod tym pojęciem rozumiem konkretność jego zapachów – innymi słowy – brak niedopowiedzeń, wrażenie ich pełni, dokończenia. Fachowcy branży znający Duchaufoura i jego twórczość określają ją jako tworzenie na skraju (on the edge), gdzie brakuje dosłownie kropli, by zapach stał się zbyt… mocny, zbyt intensywny, zbyt oczywisty… Ja właśnie to w nich lubię. Ten konkretny przekaz. Obie kompozycje, które dziś mam przyjemność opisać, są doskonałymi przykładami zapachowej maestrii Bertranda.

Duchaufour n

Vanille Absolument (Havana Vanille)  – wanilia absolutna

Havana Vanille to zapach, który L’Artisan z nieznanych mi powodów przechrzcił na Vanille Absolument (co nota bene faktycznie lepiej oddaje charakter tej woni). Muszę zacząć od tego, że jest to – jak nietrudno odgadnąć – pachnidło kulinarne do głębi, ale… nie tylko. Owszem nuta szlachetnej wanilii obecna jest tu od początku do końca, ale sposób, w jaki zaprezentował ją Mistrz, jest niecodzienny. Przede wszystkim zaskakuje brak słodkości, czy wręcz słodyczy typowej dla zapachów z wanilią w roli głównej, mimo że jest to pachnidło bardzo esencjonalne, gęste, niemal lepkie. Pierwsze wrażenie to pewien bijący z zapachu chłód. Skojarzenia z wyśmienitymi gęstymi lodami waniliowymi (takimi zrobionymi na prawdziwej śmietanie) pojawia się u mnie za każdym razem, gdy testuję Vanille Absolument. Akord otwarcia jest bardzo oryginalny. Rum plus słodkie cytrusy, w tle szemrający goździk. Z czasem wspomniany chłód zanika i zapach – dzięki suszonym owocom, tytoniowi i róży – staje się cieplejszy, nieco szorstki, a nawet skórzany (coś jakby „kremowy zamsz”). W fazie serca od czasu do czasu nasuwają mi się skojarzenia z genialnym Musc Ravageur z kolekcji Fredrica Malle. W bazie spod waniliowej masy wyłania się lekko chropawa, nadpleśniała, dysonansowa nutka (wetyweria?). Zapach trwa na skórze długie godziny i pachnie inaczej, niż wszystko, co dotąd wąchałem. Jest bardzo charakterystyczny i zdecydowanie wart uwagi. Nie tylko kobiet. 

vanille-absolument

nuty głowy: rum, mandarynka, pomarańcza, goździki

nuty serca: suszone owoce, narcyz (absolut), róża, liście tytoniu

nuty bazy: wanilia (absolut), bób tonka, balsamy (benzoes, tolu), wetiwer, nuty piżmowe

twórca: Bertrand Duchaufour

rok wprowadzenia: 2009

moja ocena:

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 12 h

Aedes de Venustas – róża wg Duchaufoura

Kolejna kompozycja niezmordowanego i wydającego się mieć nieskończoną inwencję twórczą Bertranda Duchaufoura, tym razem stworzona specjalnie dla Aedes des Venustas – znanego amerykańskiego niszowego butiku z zapachami. Powstała na bazie wcześniejszego zapachu do pomieszczeń oraz świec zapachowych dostępnych wyłącznie w tym butiku.

To kolejne pachnidło, w którym Mistrz pokazuje ulubioną przez mnie stronę swego rzemiosła. Charakterystyczne, wibrujące, zielone, lekko kwiatowe, suche, kadzidlane i drzewne zarazem. Wiem, że brzmi to niedorzecznie, ale tak właśnie odbieram AdeV. Podobnie jak fenomenalne Timbuktu i  poniekąd chyba jeszcze wspanialsze Dzongkha, także i Aedes de Venustas trafia do mnie z niezwykle silnym olfaktorycznym przekazem mającym w sobie zarazem coś znajomego i jednocześnie egzotycznie obcego.

roza

Początek jest wibrujący, świeży, mocno zielony, z wyraźną nutą liścia czarnej porzeczki podbitego różowym pieprzem. W sercu woń najpierw jest dość szorstka, zawierająca wspomnienie zieleni z otwarcia. Później ociepla się, ujawnia się wyraźny z natury kardamon oraz – nieco później – róża. Z czasem przekształca się w kadzidlano-woskowy, świecowy, sucho-kadzidlany akord przypominający opisywany przez mnie niedawno Seville a L’Aube, tyle że tu – zamiast kwiatu pomarańczy – Duchaufour umieścił różę. Finisz jest lekki drzewno-piżmowy ze wspomnieniem róży w tle. Trwałość zapachu to grubo ponad 12 godzin (szczerze mówiąc piżmowa baza trwa dobre 20 godzin …). 

Aedes de Venustas to przykład wizjonerstwa i nowej jakości w perfumeryjnej sztuce. To zestawienie niecodziennych składników połączonych w bardzo charakterystyczną i równie niecodzienną całość. Absolutny must try dla wszystkich fanów talentu Bertranda Duchaufoura, szczególnie zaś wspomnianych Timbuktu i Dzongkha czy Seville a L’Aube oraz rzecz godna polecenia osobom poszukującym perfum unikatowych, wyjątkowych, a jednocześnie bardzo komfortowych w noszeniu. Jedyną wadą tych perfum jest niestety ich bardzo ograniczona dostępność. Można je nabyć jedynie w sklepie Aedes de Venustas…

lartisan aedes

nuty głowy: pomarańcza, różowy pieprz

nuty serca: kadzidło, czarny pieprz,  kardamon, cedr, irys, róża, piżmo, strawflower (gatunek nieśmiertelnika)

nuty bazy: opoponaks, skóra, benzoes, kawa, paczula, nuty drzewne, wanilia, białe piżma

twórca: Bertrand Duchaufour

rok wprowadzenia: 2008

moja ocena:

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: ponad 12h
Reklamy

10 thoughts on “L’Artisan Parfumeur – pastelowe pejzaże zapachowe (V) – „Vanille Absolument” i „Aedes de Venustas”

      1. Właśnie sprawdziłem: zapach oparty na prowansalskiej szałwii, z nową tinkturą drewna dębowego pochodzącego z beczek winiarskich, akordem jaśminowej marmolady z morelą, pomarańczą i bazylią oraz z dodatkiem esencji z pączków róży. Do tego Dora Arnaud za sterami. Może być interesująco. Have a nice sniffing, Luke! 😉

  1. Spotkałem się z opinią, że Aedes pachnie podobnie do Devil in Disguise Marka Buxtona. Aedes nigdy nie miałem okazji testować, ale posiadam flaszkę Devil in Disguise i rzeczywiście bardzo przypomina kreacje Duchaufoura.

    1. No ja z kolei nie znam tej kompozycji Buxtona, ale wiem, że panowie nadają na wspólnych falach i do kompletu z Gezą Schoenem szykują wspólne perfumowe przedsięwzięcie… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s