L’Artisan Parfumeur – pastelowe pejzaże zapachowe (III) – „Batucada”

Zanim o samym niezwykle radosnym zapachu, smutna wiadomość z gatunku tych, na które nie mamy wpływu, a z którymi musimy się pokornie godzić. Otóż 7 listopada br. zmarł Jean-Francois Laporte. Wizjoner perfum, pionier perfumerii artystycznej, który w 1972 roku stworzył Sisley’a, a w 1976 powołał do życia markę L’Artisan, pierwszą prawdziwie niszową markę perfumeryjną, i zmienił tym samym na zawsze historię perfumiarstwa. Jako wiecznie poszukujący, niespokojny artystyczny duch w 1982 roku sprzedał L’Artisana i stworzył kolejną niszową markę – Maitre Parfumeur et Gantier, w której chciał odtworzyć tradycyjne związki perfumiarstwa z wytwarzaniem produktów skórzanych, przede wszystkim rękawiczek. Po przekazaniu firmy swojemu uczniowi, Jean-Paul Millet Lage’owi, Laporte zamieszkał w Burgundii , gdzie stworzył perfumowy ogród, w którym uprawiał pachnące rośliny. Całe swoje życie oddał niebywałej pasji do zapachów i perfum.

 

Najważniejsze dziecko Laporte’a, L’Artisan Parfumeur, wyrósło na bezsprzecznie czołową niszową markę perfumeryjną naszych czasów, która wciąż rozwija się i poszerza swoją pachnąca ofertę, współpracując z najzdolniejszymi perfumiarzami i utrzymując niezwykle równy, wysoki poziom swoich propozycji.  Najnowsze perfumy L’Artisana mają swój początek w Brazylii…

Batucada czyli molekuły tańczą sambę…

Brazylia. Samba. Batucada. O ile związek pomiędzy dwoma pierwszymi pojęciami wydaje się oczywisty, o tyle już ostatnie określenie było mi dotąd nieznane. Okazuje się, że batucada to styl perkusyjny wykorzystywany właśnie w sambie. Jak widać obcowanie z perfumami artystycznymi pozwala poszerzyć horyzonty w wielu dziedzinach 🙂 OK. Wiemy już trochę więcej. Wiemy także – i to od dawna – że w przypadku L’Artisana nazwa perfum jest zawsze starannie przemyślana i ma ścisły związek z samym zapachem. Nie inaczej jest w przypadku Batucada – najnowszego dzieła Karine Vinchon dla L’Artisana. Z „brazylijskiej strony” współpracowała z nią Elizabeth Maier.

Batucadę rozpoczyna akord musującej oranżady w proszku (!). Pierwszy raz wącham takie perfumy. Mam wrażenie doskonałej jakości sproszkowanego koncentratu cytrusowego z limonką w roli głównej, lekko posłodzonego cukrem trzcinowym i podrasowanego sodą. Jest  to więc zapach bardzo spożywczy, kulinarny, kojarzący się z aromatycznym i orzeźwiającym napojem. Wg L’Artisana Batucada zawiera w otwarciu akord brazylijskiego drinka Caipirinha, którego standardowe składniki to limonka, brazylijska wódka z trzciny cukrowej cachaca oraz listki mięty. Nie miałem okazji próbować takiego napitku, ale znam te składniki i muszę przyznać, że efekt jest bardzo realistyczny. Tak rzeczywiście może pachnieć taki drink. Choć może się to wydać niedorzeczne, w tych pierwszych minutach Batucady na mojej skórze, w mej głowie budzą się skojarzenia z … L’Air du Desert Marrocain Andy Tauera. Zapachy mają na tym etapie coś wspólnego, taki musujący przyprawowo-owocowy klimat, choć oczywiście Batucada jest jaśniejsza, bardziej soczysta i owocowa,  a mniej gęsta przyprawami. Wraz z upływem czasu powolutku zanika cytrusowa nuta, a Batucada zaczyna pachnieć bardziej słodko, cukrowo, ale nie ulepkowo. Pojawia się bardzo subtelny i bezpieczny akord biało-kwiatowy z ylang- ylang i tahitańską gardenią. Bezpieczny w tym sensie, że nie zawierający indolicznych ingrediencji kwiatowych. Gdzieś pod spodem drzemie wodno-słona nuta, ale zapach do końca zachowuje tę charakterystyczna owocową nutę, choć oczywiście na finiszu jest ona tylko wspomnieniem obezwładniającego początku.

Batucada mocno projektuje, jest orzeźwiająca, pogodna i optymistyczna. Osobiście nie miałem jeszcze okazji wąchać perfum aż tak „żywych”. Zapach aż tętni życiem na skórze. Jest radosny i sympatycznie ewoluuje, a i trwa sporo ponad osiem godzin. Potwierdza ogromny talent Karine Vinchon, którego pierwszym dowodem jest wspaniały Coeur de Vetiver Sacre – w sensie warsztatowym zbliżony, aczkolwiek eksplorujący inny temat.

Rio De Janeiro to prawdziwa stolica perfum XXI wieku. Szerzej – Brazylia to kraj ludzi kochających perfumy. Zapach jest dla Brazylijczyków niezmiernie ważnym elementem życia i kultury. Perfumują oni niemal wszystko i są naprawdę pozytywnie „szurnięci” na punkcie perfum.  Prawdopodobnie ze względu na klimat, gustują oni w zapachach świeżych, najlepiej owocowych, zawierających nuty znanych im owoców. Wiedząc to, nietrudno przewidzieć, że Batucada będzie absolutnym hitem sprzedażowym L’Artisana w Brazylii. Jeśli jeszcze nie jest. Nam natomiast Batucada zagwarantuje odrobinę egzotyki w rozpoczynającej się właśnie półrocznej „epoce mroku i zimna”…

nuty górne: brazylijski drink Caipirinha (limonka, cachaca, listki mięty)

nuty środkowe: gardenia tahitańska, ylang-ylang

nuty bazy: nuty wodne, kokos, sól morska

twórca: Karine Vinchon/ Elizabeth Maier

rok wprowadzenia: 2011

moja klasyfikacja: uniwersalny, energetyczny, odświeżający i radosny zapach dla zwolenników woni zielono-owocowych

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 4/ trwałość: 4/ flakon: 5

Reklamy

7 thoughts on “L’Artisan Parfumeur – pastelowe pejzaże zapachowe (III) – „Batucada”

    1. No pewnie, że BATUCADA. Ale jak się czasem człowiek zasugeruje, to nie ma na to siły i brnie bez końca…. Ale od czego czytelnicy! Dzięki i oczywiście poprawiam 🙂

      1. Też ostatnio popełniłam taki czeski błąd w tekście. Zdarza się. 🙂

        A sama Batucada brzmi kompletnie nie mojo. I do tego zgubiłam próbkę. 😉

      2. Rzeczywiście znając nieco Twój gust, nie podejrzewam, by BATUCADA stała się Twoim faworytem 🙂 A tak przy okazji który L’Artisan jest Twym ulubionym? Passage d’Enfer?

      3. No nie. Tym razem pudło. Ale pudło wynikające z właściwości mojej skóry. Passage się na mnie mydli, podobnie jak kilka innych kadzideł.
        L’Artisany mam aktualnie cztery: Ambre Extreme, Jour de Fete, Safran Troublant i Bois Farine. Wszystkie startują do odlotu. Ulubieniec na dziś: Timbuktu albo Coeur du Vetiver Sacre. Żadnego nie mam, ale może kiedyś…
        A Twój faworyt? Któryś podróżny?

      4. Póki co Timbuktu i zaraz blisko Dzongkha. Coeur du Vetiver Sacre także przypadł mi do gustu. Niestety w kwestii L’Artisana mam wciąż ogromne braki poznawcze, które mam nadzieję stopniowo nadrabiać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s