Frederic Malle i Michel Roudnitska „Noir Epices”

Mogło to wyglądać tak:

Była końcówka lat 90-tych ubiegłego wieku. W prowansalskim miasteczku Cabris, położonym niedaleko słynnego Grasse, w pięknym domu otoczonym wielkim, pełnym wonnych kwiatów ogrodem, pracował Michel. Choć od dawna, z wielkimi sukcesami, parał się fotografią i tworzeniem prezentacji łączących obraz, dźwięk i zapach, a jego dzieła towarzyszyły pokazom najznamienitszych marek (np. Diora), to nad czym pracował przez ostatnie dwa lata, było czymś zgoła odmiennym. Złożone z wielu składników pachnidło najpierw dojrzewało w głowie Michela, później zaczęło przybierać fizyczną formę. Chciał dedykować te perfumy pięknej brunetce, niespełnionej miłości jego życia. Zapach uważał już praktycznie za skończony. Ostatnie poprawki dotyczące ilości użytej esencji z drewna sandałowego oraz olejku geranium, ale przede wszystkim dodania aldehydu pomarańczowego okazały się kluczowe dla finalnego efektu. Michel był zadowolony z tych zmian. Wcześniej przez długi czas tkwił w martwym punkcie i nie wiedział, w którą stronę podążyć. Zapachowi wyraźnie czegoś brakowało. Teraz jednak, gdy dokonał tych drobnych, ale jakże istotnych modyfikacji, czuł, że jego praca dobiegła końca. Był na tyle dojrzałym perfumiarzem, że wiedział, iż kolejne próby manipulowania proporcjami ingrediencji, choć kuszące, mogłyby zrujnować to, co już osiągnął. Sięgnął po papierowy blotter, spryskał go wonnym płynem o bursztynowo-żółtej barwie, odczekał kilkanaście sekund, aż odparuje alkoholowy nośnik, zbliżył blotter do nozdrzy, rozchylił minimalnie usta i wykonał głęboki wdech nosem… Poczuł, jak mieszanka wibrujących molekuł wpływa głęboko w jego kanały węchowe. Receptory zaczęły w szaleńczym tempie rejestrować poszczególne molekuły i przekazywać impuls elektryczny do ośrodka węchowego mózgu. Tu zaczynała się prawdziwa magia. Mózg Michela zaczął przywoływać obrazy z dzieciństwa, sylwetki bliskich, pełne kolorów obrazy. Zastawiony świąteczny stół, ozdobiona świeczkami choinka, ojciec siedzący na fotelu obok kominka z maleńką siostrą Michela na kolanach, matka krzątająca się w kuchni, dochodzące stamtąd zapachy cytrusów i świątecznego piernika…

Dzwonek do drzwi przerwał Michelowi tę niezwykła podróż w przeszłość. Odłożył wonny papierek, podszedł do drzwi i otworzył je. W drzwiach stał średniego wzrostu szczupły mężczyzna o wyrazistych oczach i pełnym pasji spojrzeniu. Jego głowę zdobiła nienagannie uczesana fryzura, z charakterystyczną falą nad czołem. Miał na sobie oliwkową, sportową marynarkę w kratę, białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem, jasno-brązowe chinosy i mokasyny w kolorze burgundy. W prawej ręce trzymał torbę z brązowej skóry, na której widniała logo w postaci wielkiej litery H zamkniętej w okręgu. Jak zwykle wyglądał elegancko, ale była to elegancja naturalna, niewymuszona. Michel zawsze podziwiał jego wyczucie i styl. 

– Witaj, Michel! – rzekł mężczyzna.

– Cześć, Frederic! Wejdź proszę. 

Michel wskazał gościowi miejsce na skórzanej sofie stojącej przy niskim szklanym stoliku, na którym porozrzucane były różne zdjęcia autorstwa Michela i czasopisma, w których je publikował. Sam usiadł na dużym fotelu stojącym na przeciw sofy.

Co u ciebie słychać? Jak twój perfumowy projekt? Znalazłeś już odpowiednie osoby? – zasypał gościa pytaniami wyraźnie zainteresowany Michel.

– Dziękuję, prace idą w dobrym kierunku… – opowiedział zawieszając głos.

– Opowiedz nieco więcej. Jestem bardzo ciekaw. Masz ambitny plan. Ojciec z pewnością by ci kibicował…

– Wiesz przecież, że twego ojca poprosiłbym w pierwszej kolejności.

– Tak, wiem…To już prawie 3 lata… – zamyślił się. –  Choć przecież mama zgodziła się, byś opublikował perfumy, które stworzył dla niej lata świetlne temu, więc w tym sensie on też jest w to  zaangażowany…

– Zgadza się. Nie wiesz, jaki jestem z tego powodu wdzięczny i szczęśliwy. To wspaniały zapach. Ma w sobie jego ducha…

– To prawda… 

Przez chwilę obaj milczeli, jakby zaskoczeni tym osobistym i trudnym dla Michela wątkiem rozmowy. Frederic chrząknął i postanowił przerwać milczenie:

– Wracam akurat od Jean-Claude’a. Jest bardzo chętny, a nawet podekscytowany. Pierre’a Bourdona nie musiałem długo przekonywać. Mówił, że wręcz czekał na taka okazję. Nawet Olivia Giacobetti zgodziła się coś przygotować. Właściwie to już przygotowała. Przepiękny lilak, dosłownie zwalił mnie z nóg. Nowatorski, minimalistyczny, z nutką ogórka. Mówię ci, genialny. Wymyśliłem już nawet tytuł: „Mijając się”…

– Ładnie. Poetycko. Podoba mi się. Pasuje do ulotnego stylu Olivii. 

– Rozmawiam jeszcze z Mauricem. Chciałbym, byśmy wspólnie stworzyli coś kulinarnego, zmysłowego i ponadczasowego. Facet ma niesamowity talent do takich rzeczy. Będę też – to już niemal pewne – pracował z wielkim Edouardem Flechierem!

– Wow! Doskonała wiadomość!

– Owszem. Strasznie się cieszę. Wszak to człowiek odpowiedzialny za Poison! Mam też akces Ralfa Schwiegera. Facet jest piekielnie zdolny i niesamowicie uniwersalny. Ma przed sobą wielką przyszłość.

– No i Dominique?

– Tak, mój drogi Dominique… Jest od początku zaangażowany. Wyjątkowo dobrze się zrozumiemy. Dominique to według mnie najlepszy znawca składników i ich wzajemnych relacji. Ma niesamowity warsztat. Czuję, że zrobimy razem niejedną wielką rzecz.

– Podziwiam Twój entuzjazm. Wszak czasy nie są łatwe dla takich ambitnych inicjatyw, a już w szczególności w perfumerii, która dawno przestała być haute, a stała się produktem dla mas… Czyli co,  wygląda na to, że twój plan stworzenia „super teamu” wszedł w fazę poważnej realizacji? Cieszę się ogromnie. Kibicuję ci!

– Daj spokój! Ale dziękuję za miłe słowa. Właściwie to przyjechałem do ciebie, by zapytać, czy ty także nie zechciałbyś dołączyć?

– Ja? Ależ moje perfumowe doświadczenie jest tak nikłe… Owszem coś tam komponuję, ale to raczej do szuflady… Bo kto byłby zainteresowany takim klasycznym stylem dziś w dobie dominacji syntetyki, aroma-molekuł, zapachów wodnych, powietrznych i co tam jeszcze…

– Ano właśnie ja jestem zainteresowany! Chcę przywrócić świetność artystycznej perfumerii i wyprowadzić z cienia prawdziwych twórców – takich jak ty, Michel.

– Naprawdę? Cóż…Czuję się zaszczycony, choć także nieco zakłopotany…

– To jak? Nie daj się prosić…

– Z ogromną przyjemnością. Wiesz ja nawet…

– Tak?

– Mam coś gotowego, co mogłoby cię zainteresować. Właściwie, to dziś to skończyłem, zanim przyjechałeś. Pokażę ci.

Michel wstał z fotela i podszedł do swoich perfumowych organów. Wziął stojącą z brzegu stołu buteleczkę i wraz z pękiem blotterów podał ją Fredericowi. Ten jednak sięgnął do swojej torby, z której wyciągnął czystą, wyprasowaną i złożoną w kostkę białą chusteczkę bawełnianą, rozłożył ją w powietrzu kilkoma potrząśnięciami ręki, po czym drugą ręką chwycił buteleczkę i kilkakrotnie spryskał jej zawartością śnieżnobiały materiał. Odczekał kilkanaście sekund i zaczął wymachiwać nią sobie przed twarzą. Z zamkniętymi oczami wdychał zaperfumowane i wprawione w ruch za pomocą chustki powietrze. Trwało to dobre kilkadziesiąt sekund. Michel przyglądał się z uwagą Fredericowi. Starał się nie dawać tego poznać po sobie, ale wewnątrz drżał z obawy przed oceną znajomego. Widział, że Frederic to we Francji największy znawca perfum i ich historii. Prawdziwy koneser tej tematyki. Dziadek Frederica stworzył i kierował działem perfum Christiana Diora. Byli nie tylko współpracownikami, ale i przyjaciółmi. Dior często gościł w domu Malle’ów,  a matka Frederica niejednokrotnie testowała powstające własnie pachnidła, zanim te trafiły do produkcji. Mały Frederic był od dziecka otoczony wonnymi miksturami i ludźmi z branży. 

– Doskonałe! – wykrzyknął Frederic otwierając oczy.- Michel, to jest doskonałe! To jak bożonarodzeniowy szypr! Pozwól, że zabiorę ze sobą kilka ml, by spokojnie przetestować to w domu.

– Ależ oczywiście Frederic! Możesz zabrać ten flakonik, który masz w ręku. 

– Wspaniale, dziekuję. 

Frederic schował buteleczkę w torbie, spojrzał na zegarek, który nosił na lewej dłoni na brązowym skórzanym pasku i zagaił:

– Mam jeszcze chwilę. Opowiedz mi może coś więcej o tym zapachu, Michel…

Sięgnął ponownie do swej torby, tym razem wyciągając mały notatnik oprawiony  w skórę. Otworzył go na pierwszej pustej kartce i zaczął notować słowa Michela:

– Chciałem stworzyć coś zmysłowego i kobiecego z przyprawami w roli głównej, pachnącego naturalnie i głęboko, ale jednocześnie lekko, nie przytłaczająco. Użyłem sporej dawki gałki muszkatołowej mieszając ją z cynamonem, goździkiem i czarnym pieprzem. By nadać całości lekkości, dodałem słodkie cytrusy, głównie pomarańczę. Zależało mi też na nawiązaniu do klasycznych szyprów, więc sięgnąłem po różę, ale – by nie było to zbyt ewidentne – sparowałem ją z geranium…

– Uwielbiam geranium – przerwał Frederic – Chcę kiedyś poświęcić mu osobny zapach… 

–  Baza jest klasycznie drzewna – kontynuował Michel – choć wcale nie typowo szyprowa. Zrezygnowałem z mchu dębowego i labdanum, bo to było by znów zbyt oczywiste i wtórne. Zamiast tego paczulę, bez której nie wyobrażałam sobie zmysłowych perfum,  połączyłem z wetywerią, co przydało całości drzewnej treści, ale ich przesadną kwaśność złagodziłem kremowym sandałowcem. Tę kremową nutę wzmocniłem za pomocą wanilii.  Starałem się z nią nie przesadzać, by nie popaść w orientalne klisze i nie wejść na tereny Shalimar… I chyba mi się udało, mimo że do końca nie jestem pewien, czy jest jej wystarczająco. Typowy dylemat perfumiarza… W każdym razie, indywidualnie nie sposób jej poczuć, jednak gra niezwykle ważną rolę w całości. Aha, jeszcze cedr… Jest genialnym budulcem, niczym drewniane rusztowanie. Stabilizuje całość, tak że zapach płynie gładko, nie drga. Lubię go używać niemal na równi z paczulą.  Ale przyznam ci się, że magicznym dodatkiem, który nadał całości życia, okazał się octanal. Dziś na to wpadłem i to była eureka. Przez większość czasu dominuje w tym zapachu mieszanka pomarańczy, geranium, róży i przypraw, która kojarzy mi się z okresem świątecznym. Przyprawy grają tu ważną, ale nie najważniejszą rolę. Róża owszem jest istotna, ale poprzez geranium przechyliłem ją w bardziej zieloną niż czerwoną stronę, jeżeli wiesz, o czym mówię…

– Jasne. Rozumiem to doskonale. To jednak nietypowe podejście, nowatorskie. Przez to zapach nie jest – mam wrażenie – ewidentnie kobiecy…. Podoba mi się…  Te perfumy nie mogą skończyć w szufladzie. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie ujawnił ich światu, Michel, naprawdę. Powiem ci coś jeszcze, ale nie gniewaj się… Czuję w nich styl Edmonda przefiltrowany przez twój talent i warsztat. Ta taki neoklasyczny szypr, jednak bardzo w stylu Roudnitski…

– Tak się przecież nazywam Frederic, prawda? Jego krew płynie w moich żyłach, to i może nosy mamy podobne?

Roześmieli się obaj głośno. Frederic podniósł się z sofy, chwycił torbę i skierował się do wyjścia.

– Dziękuję, Michel. To jest wielka rzecz, naprawdę. Odezwę się wkrótce co do dalszego ciągu. Prześlę ci też moje wrażenia z testów.  

– To ja dziękuję Frederic! Czekam na twój feedback.

– Jeszcze jedno. Masz już może jakąś nazwę? 

– Myślałem o „Epice Noir”…

 – To może „Noir Epices”?

– Jak najbardziej, może  być.

– Świetnie. Trzymaj się zatem. Pozostajemy w kontakcie – powiedział Frederic i zniknął za drzwiami.

Dwa tygodnie później Michel znalazł w swojej skrzynce e-mailowej taki oto list:

„Witaj Michel,

nie myliłem się co do Noir Epices. Są fenomenalne. Dziś nie robi się już takich perfum, przynajmniej w celach komercyjnych. Nosiłem je przez dwa tygodnie dzień w dzień i mam tylko jedną drobną uwagę – czuję, że warto by nieco zwiększyć udział wanilii, by jeszcze lepiej ułożyć i pogłębić zapach w jego końcowej fazie. Poza tym nic bym nie zmieniał. Jeżeli się zgadzasz, podeślij mi nową próbkę wraz z recepturą. Chcę, by Noir Epices był jednym z pierwszych zapachów opublikowanych w ramach Editions de Parfums.

PS. Odwiedziła mnie ostatnio w pracowni Catherine Deneuve. Zaprezentowałem jej twój zapach. Była absolutnie zachwycona. Błagała wręcz o flakon. Darowałem jej kilka ml i obiecałem, że jak tylko wystartujemy z produkcją, dostanie w prezencie flakon. Wiem, że komponując Noir Epices myślałeś o brunetce, ale – jak widać – jego przeznaczenie było zgoła odmienne!

Pozdrawiam

Frederic”

michel-roudnitskafmalle2

PS. Wszelkie podobieństwo wydarzeń i postaci jest tu nieprzypadkowe. Jest sporo faktów oraz odrobina fikcji.

malle-noir-epices

nuty głowy: pomarańcza, róża, geranium

nuty serca : gałka muszkatołowa, cynamon, pieprz, goździk

nuty bazy: drewno sandałowe, wetyweria, paczula, cedr, wanilia

perfumiarz:  Michel Roudnitska

rok premiery: 1999

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0 / oryginalność: 5,0 / projekcja: 5,0/ trwałość: 5,0

Reklamy

5 thoughts on “Frederic Malle i Michel Roudnitska „Noir Epices”

  1. Druga recenzja Noir Epices?Super.
    To ja poproszę kolejną odsłonę Vetiver Extraordinaire.Malle przychodzi do Ropiona;)
    Pozdrawiam.

    1. 🙂 Ale przyznasz, że ta jest nietypowa? BTW Obecna odsłona NE wydała mi się na tyle zmieniona (albo moje jej postrzeganie tak wyewoluowało), że postanowiłem jeszcze się nad nim pochylić. 🙂

      1. Zmieniona powiadasz,hm.Coś jest na rzeczy.Panie w Galilu zaprzeczają jakimkolwiek zmianom.
        Ale klienci jednak swoje czują i piszą o „zabijaniu FM”
        Mam trochę zapasów FM ale martwię się jak się skończą.
        Jeśli reformulację okażą się znaczące będziesz musiał napisać recenzje FMów od nowa;)
        Np,Przychodzi Malle do Ropiona i mówi:Sory stary ale musieliśmy znacząco zmienić formuły Twoich
        kompozycji.A Ropion na to :Wobec tego nie chcę aby moję nazwisko widniało więcej na flaszkach….

      2. 🙂 🙂 Dobry początek nowego wpisu… 🙂 A na serio, musiałbym poszukać mocno w necie, ale czytałem wywiady z F. Malle, w których sam przyznawał, że musieli zmieniać wiele z zapachów ze względu na IFRA.

  2. Ja również śledziłem ten wątek.Rozumiem, ale dziwne,że zmiany podyktowane IFRA „zeszły się”
    razem z zakupem FM przez EL.
    Nieważne i tak się nigdy nie dowiemy jak było.
    W najbliższym czasie zamierzam zamówić kilka samplerów FM i porównać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s