Nasomatto „Blamage” – w poszukiwaniu…kompromitacji

Moja osobista porażka w poszukiwaniu sensu kompromitacji jest faktem. Ten wpis zresztą siłą rzeczy także musi być blamażem… 

Nie umiem tego zapachu rozgryźć ani nawet go zrozumieć. I chyba nie będę dłużej próbował, tym bardziej że skończyła mi się próbka, a ja dalej nie jestem ani kroku dalej niż byłem na jej początku…. Zresztą po co go rozumieć. Wystarczy go poczuć. Choć i to w tym przypadku okazuje się w pewnym sensie wyzwaniem…

Blamage…

…miał być opartym na kontrolowanych pomyłkach eksperymentem i – a niech mnie! – pachnie jak eksperyment! O tak!

vincent_price

Zainspirowany wspaniałymi pachnidłami z przeszłości, które powstały w wyniku laboratoryjnych przypadków i pomyłek (głównie przedawkowania jakiegoś składnika – słynne No. 5 Chanel i aldehydy, Shalimar Guerlain i etylowanilia, Vent Vert Balmain i galbanum, Poison Dior i ftalany) Alessando Gualtieri, samozwańczy Szalony Nos, oddał powstanie swego pomylonego pachnidła w dużej części w ręce losu, przypadku, koincydencji, ale i świadomego uciekania od ustalonych w perfumerii zasad. Powstał zapachowy odpowiednik monstrum doktora Fraknensteina…

potwor-frankensteina

Blamage to zupełnie niezwykłe zwieńczenie absolutnie niezwykłej kolekcji perfum Nasomatto. Gualtieri – ten nietuzinkowy, awangardowy, nieco szalony, z pewnością kontrowersyjny artysta perfumiarz postanowił losowo wybrać sześć zasadniczych ingrediencji mających stanowić trzon tego zapachu (losował spośród swoich obszernych laboratoryjnych zasobów). Po pozostałe składniki mające budować Blamage oraz w poszukiwaniu inspiracji, czy lepiej – blamażu – udał się w długą podróż, która zresztą została sfilmowana, o czym nieco później.

No właśnie…

alessandro gualtieri
Alessandro Gualtieri – Nasomatto

Blamage

Zapahowy amalgamat. Wnikający głemboko w skurę, pozostajoncy wyłoncznie do dyspozycji śmiałka, ktury go urzyje. Bez obaw – nikt prucz nas nie go poczuje. Niewyklóczone, że to nawet dobże, choć pewności nie mam…  

Najpierw gensta maź pachnąca niczym niemrawy zielony sok z nieznanego egzotycznego pnoncza.

Po dłuszszej chwili coś zaczyna przedzierać się przez ten niecodzienny wstemp. Brót. Kusz. Betonowy pył.  Ta niby-zieleń staje się brudna, przypruszona cementem, choć przecierz nigdy nie była krystalicznie czysta…

Dołoncza jakby syntetyczny owoc… Nieidentyfikowalny, niezdecydowany, ni taki ni owaki. Dziwny. Bardzo dziwne to coś… 

Jest i nuta dżewna, niedopowiedziana, zmutowana, …

Czas działa na kożyść ukrytej w głębi szkarady. Oto fizjologiczne, ostre, gryzące w gardło coś, co dopiero po dłuszszym czasie wybżmiewa najdonioślej. Pirzmo-pohodne, hemiczno-kosmiczne „niewiadomoco”. Co ciekawe, ale i oczywiste  – właśnie to ono zostaje ze mną najdłurzej. Ale to nie pierwszy raz, gdy czuję taki finisz. Tyle rze tu nie poprzedza go nic, co by kontrastowało z jego dosłownościom – dzikościom i jednocześnie ocięrzałościom woła pirzmowego…

Ovibos_moschatus_by_Dixi

Wyprawę w poszukiwaniu blamażu, niezwykłe podczas niej spotkania, testy ingrediencji i etapy budowania zapachu Blamage, których efekty Gualtieri umieszczał w osobliwych instalacjach na ścianach budynków, w budkach telefonicznych lub w innych ogólnodostępnych miejscach odwiedzanych miast Holandii, Indii, Dubaju, Mediolanu, Maroka czy Kanady zarejestrował reżyser Paul Rigter.

The_Nose_05

Tak powstał zupełnie  niezwykły ponad 50 minutowy dokument filmowy zatytułowany „The Nose: Searching for Blamage”, który po raz pierwszy pokazano podczas targów Esxence 2014 w Mediolanie w ramach premiery Blamage. Film jest obecnie pokazywany podczas różnych festiwali i niestety póki co nie jest dostępny w szerszej dystrybucji (zdjęcia zamieszczone w niniejszej recenzji to kadry z tego filmu). Recenzje są entuzjastyczne, film z pewnością trzeba będzie obowiązkowo obejrzeć.

Charakterystyczny flakon Nasomatto także został tu poddany „błędnym” przeróbkom. Butla wygląda jakby zamiast jak zwykle ze szkła ktoś przez pomyłkę zrobił ją z drewna (choć wzory drewnianych słojów są raczej nadrukiem na szkle), zaś zatyczka – zwykle będąca starannie obronionym kawałkiem drewna lub plastiku – tu wygląda jak z metra wycięty kawałek pomalowanej na biało grubej gałęzi. Zadziwiające…

blamage

Fakt pojawienia się oficjalnie ostatniego pachnidła Nasomatto nie jest jednak faktycznym końcem. Przeciwnie – jest początkiem czegoś nowego i niezwykle ekscytującego zarazem, ale to już zupełnie inna historia, która kiedyś mam nadzieję doczeka się swego miejsca na blogu…

Nasomatto is dead! Orto Parisi is born! 

The_Nose_04

prawdopodobne niektóre składniki: galaxolide (piżmo), ethylene brassylate (Musk T – piżmo), cywet, drewno sandałowe, kadzidło, …

twórca: Alessandro Gualtieri

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: intrygujący…
  • projekcja: blisko-skórna
  • trwałość:  ponad 12 godz

PS. Recenzję tę szlifowałem i kończyłem słuchając koncertowych improwizacji King Crimson z 1999 roku, które idealnie wpasowały się w klimat Blamage…

PS.2. Blamage dostępny jest już w krakowskiej perfumerii Lulua.

 

Reklamy

One thought on “Nasomatto „Blamage” – w poszukiwaniu…kompromitacji

  1. Zadziwiająca historia. Dodekafonia w sztuce perfumeryjnej?
    Ja myślę, że to dlatego, że trudno zakończyć taki idealny projekt jak Nasomatto. Gualtieri wybrał świadome „zepsucie go”. Może chciał zakwestionowac wartości związane z tradycyjną sztuką perfumeryjną: piękno zapachu, świadomą kompozycję, harmonię, pasujący flakon i klarowny przekaz marketingowy. Zabrał nawet spis nut perfumaniakom. Spis, od którego jesteśmy często wręcz uzależnieni. Wszystko jest tu „na niby”. Fajne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s