Christian Dior – Dior Homme

„Który z istniejących zapachów – pomijając swoje własne kompozycje – chciałby Pan stworzyć?

Bertrand Duchaufour: Jest tylko jeden: Dior Homme Oliviera Polge’a.”

Czy potrzeba lepszej rekomendacji?…

Kompozycja Oliviera Polge’a (syna Jacquesa Polge’a – perfumiarza CHANEL) niewątpliwie szokowała w 2005 roku, gdy pojawiła się na półkach perfumerii sieciowych. Myślę, że przyzwyczajonych do męskich standardów zapachowych klientów zaskakiwać może i dziś, choć z pewnością już w mniejszym stopniu. Trudna do zaszufladkowania woń, w której centrum znajduje się kłącze irysa, dała początek nowemu trendowi na rynku męskich pachnideł, w którym coraz śmielej sięga się po – zarezerwowane dotąd dla pań – nuty kwiatowo-pudrowe. Kenzo Power, Prada Infusion D’Homme, żeby wymienić pierwsze z brzegu pachnidła designerskie, które kontynuują ten kierunek.

Cudną, lekko pudrową i „papierową” nutę kłącza irysa czujemy od samego początku. Na wstępie idealnie sparowana z lawendą i niesiona lekkimi molekułami cytrusowymi (indywidualnie niewyczuwalnymi). W fazie sreca oprawiona kardamonem i  kakao oraz przeciepłą ambrą. Na tym etapie Dior Homme nieco przypomina Guerlain L’Instant Pour Homme, głównie poprzez połączenie ambry z ziarnem kakao. Ten piękny akord trwa dobrych kilka godzin, dając wystarczająco dużo czasu, by się nim nacieszyć. W finale zanika dominująca w sercu pudrowość, ustępując miejsca ciepłemu, harmonijnemu skórzanemu akordowi bazy. Każdy akord składający się na tę cudną olfaktoryczną symfonię jest bardzo harmonijny, wyrazisty i wyczuwalny. To prawdziwa przyjemność śledzić te jakże wyraźne zmiany na skórze, czuć ewolucję zapachu, a nie jedynie jakieś bliżej nieokreślone nagromadzenie składników. Pod tym – konstrukcyjnym – względem Dior Homme przypomina mi Egoiste Chanela. Doskonale skonstruowane, piękne akordy, trwające i ewoluujące leniwie w czasie, do tego intensywne, mocne i trwałe. Widać, że młody Olivier uważnie słuchał wykładów taty i wziął sobie jego rady do serca 😉

Kluczowy składnik kompozycji – kłącze irysa – to jedna z najcenniejszych ingrediencji w palecie perfumiarskiej.  Zerwane kłącze podlega suszeniu i leżakowaniu przez co najmniej trzy lata (!), po czym poddawane jest kilku procesom chemicznym, w wyniku których na końcu otrzymuje się irysowy absolut.

Dior Homme to przecudnej urody pachnidło,  arcydzieło sztuki perfumeryjnej bez najmniejszych wątpliwości. Jeżeli już zaakceptujemy jego nieco „freakową” naturę, mamy szansę docenić geniusz twórcy. Dior Homme ma szanse stać się kompozycją przełomową, historyczną i klasyczną. Właściwie już dziś – 5 lat po premierze – stał się nią i wygląda na to, że podzieli długowieczny, szczęśliwy los „klubowego kolegi”, niejakiego Fahrenheita. Mam nadzieję, że uniknie jednak „podróbkomanii” i popularyzacji wśród panów, dla których szczytem ekskluzywnej elgancji jest komplet dresowy Adidas, która to dotknęła to legendarne fougere z 1988 roku. Zresztą widzę pewną analogię pomiędzy Fahrenheitem i Dior Homme: obie kompozycje umieszczają w swym centrum mocny i oryginalny akord kwiatowy. W pierwszej z nich jest to fiołek, w drugiej – irys.

Kompozycja Polge’a zachwyca mnie za każdym razem, gdy jej używam. Wspaniała ponad 10 godzinna trwałość, duża intensywność i wyczuwalność. Jest moim zdaniem doskonałym pachnidłem wieczorowym, bardzo zmysłowym i prowokacyjnym przez swą nietypową, pudrową naturę. Choć w linii Dior Homme jest już wersja Intense pomyślana jako pachnidło na tego typo okazje, ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że klasyczny Dior Homme najlepiej sprawdzi się podczas romantycznej kolacji we dwoje, a mniej podczas intensywnego dnia pracy w biurze. Wszystko to jednak kwestia gustu, a także przełamania stereotypów. Pamiętać jednak trzeba, że Dior Homme to pachnidło bardzo konkretne i dominujące, dalekie od typowych formalnych perfum, często nieco „bezpłciowych”.

Flakon dorównuje zapachowi pod względem jakości i oryginalności. Masywny, szklany, przeźroczysty sześcian o grubym dnie pozwala cieszyć oko bursztynową barwą cieczy. Oszczędny czarny nadruk z nazwą. Dwa słowa. Tylko i aż. Oryginalna osłonka na wężyk atomizera w kształcie chromowanej rurki. Plastikowa, prostopadłościenna, również przeźroczysta zatyczka z wtopionym czarnym korkiem, korespondującym z czarną główką atomizera. Jego połączenie z szyjką flakonu w kolorze srebrnym z wygrawerowanym napisem Dior Homme.  Wreszcie sam atomizer – doskonały, pozwalający zarówno na zadozowanie minimalnej ilości płynu, jak i na wydobycie z niego potężnej mgły zapachu – wg uznania. Całość na 6.

Dior Homme jest w mojej 10-tce męskich pachnideł wszechczasów. Doskonały i jedyny w swoim rodzaju. Klasyk. Po takim arcydziele ciśnie się na usta pytanie czy Olivier Polge jest w stanie je czymś przeskoczyć? Po wstępnych testach jego najmłodszego dziecka Kenzo Homme Boisee odpowiedź na to pytanie brzmi: póki co – nie.

nuty głowy: lawenda z Vaucluse, szałwia, bergamotka

nuty serca: absolut z toskańskiego irysa, ambra, kakao, kardamon

nuty bazy: paczula, skóra, haitański wetiwer

twórca: Olivier Polge

rok wprowadzenia: 2005

moja klasyfikacja: elegancki, nieco nonszalancki, pudrowy, nietypowy, bardzo oryginalny zapach wieczorowy, raczej na chłodne pory roku

ocena w skali 1-6: kompozycja: 6/ moc: 5/ trwałość: 5/ flakon: 6

Reklamy

37 thoughts on “Christian Dior – Dior Homme

  1. Rowniez jeden z moich ulubionych zapachow, jezeli ktos ma problem z nim dobra alternatywa i bardzo zblizonym zapachem jest Eisenberg – J’ose (dostepny w syforze) 🙂
    Trwalosc zapachu jest naprawde na wysokim poziomie takze nie wiem czy sens jest siegania po wersje intense, jak dla mnie zdaje egzamin w 100%.

  2. Klasyk na romantyczną kolację, Intense na intymne zbliżenie. Klasyk rozbrzmiewa głośno i luźno. Intense ciszej ale gęściej. Klasyk przestrzenny, Intense skupiony. Klasyk jest bardziej kwiatowy, Intense kremowy. Klasyk jest modny, Intense modniarski. Klasyk jest bardziej migrogenny niż Intense. Klasyk jest bardziej męski niż Intense.
    Klasyka nosimy z różami, szarościami. Intense z czerniami ew. różami. Tyle gwoli porównania.

  3. Dior Homme to jeden z moich ulubionych zapachów. Długo go testowałem, zanim zdecydowałem się kupić. Wybrałem wersje Intense. Dla mnie to zapach wyjątkowy i niepowtarzalny, uderza swoim ciepłem i wprawia mnie w dobry humor za każdym razem gdy go używam. Jego trwałość jest bardzo dobra.

  4. dior homme jednak mnie nie przekonuje – pudrowo-marchewkowa woń po jakimś czasie zaczyna mnie drażnić.

    z innej beczki: na poprzedniej wersji bloga widziałem w miarę pozytywną recenzję guerlain homme. teraz moje pytanie czy autor bloga miał w łapkach wersję EDP Intense? podobno o niebo lepsza od EDT?

  5. piękne perfumy, niezwykle zmysłowe i rozpalające kobiece zmysły i instynkty 😉
    określam je mianem ciężkiego kalibru, przedawkowanie atomizera może zagęścić atmosferę i zapach staje się nieznośny i męczący. zatem podobnie jak w przypadku joop – homme zalecam ostrożnie z palcem na atomizerze.
    nie zmienia faktu że zapach jest pomimo obecności nut kwiatowych bardzo męski i dominujący. chwilami wręcz monotematyczny w swej intensywności. a najbardziej w nim lubię że podczas całego swego długiego bytu an skórze tylko nieznacznie zmienia swój charakter i nutę. przebiega od głowy, przez serce i bazę w bardzo spokojny, wyważony sposób bez szokujących niespodzianek po drodze. dla mnie bomba, kolejny klasyk nam się rodzi który godnie wturuje starszemu bratu fahrenheitowi. bravo panie dior 😉
    pozdrawiam pirath

  6. Mnie niestety nie rusza ta wersja. Zdecydowanie moim zdaniem ciekawsza jest Intense.
    Początek wersji klasycznej to lekarstwiane otwarcie jakiegos niesmacznego syropu na gardło. Na szczęście trwa to tylko kilka minut, Pózniej to już tylko słodkie nuty waniliowe z przebijajacymi sie przyprawami. Jest bardzo pudrowo i aksamitnie. Czy męsko ? Raczej średnio. Oryginalnie ? Chyba nie.
    W sumie to ładny zapach, do noszenia jak najbardziej, ale żeby od razu klasyk?
    Pozdrawiam

  7. maniek69 – to oczywiście kwestia gustu. pewne rzeczy potrzebują czasu by je przetrawić a ludzie czasu by dostrzec szlachetność i ukrytą głębię niektórych zapachów. gdzieś czytałem jak kontrowersyjny podczas premiery wydawał się fahrenheit diora, szczególnie, że użyto tam nuty kwiatowej w męskich perfumach pierwszy raz tak odważnie i na taką skalę. dior długo się czaił nim zaczęto mówić o tym otwarcie. jakby bali się spalenia na stosie, za taką profanację męskich perfum.
    a dziś uważa się go za klasyka wśród męskich zapachów, wręcz niedoścignioną kwintesencję wzorca dla męskiego zapachu. wiele kobiet z mojego otoczenia wyobraża sobie właśnie faceta swoich marzeń otoczonego właśnie tym zapachem, więc coś w tym chyba jest.
    sorki trochę odpłynąłem od tematu, ale wydaje mi się że poprzez pryzmat czasu dior homme również będzie postrzegany podobnie jak jego starszy brat. w końcu to zapach niebanalny, mocny, dominujący szczególnie w zestawieniu z mydlanymi zapachami, uniseksami które określa się ostatnio mianem stricto męskich. z czasem pojęcie „męskie perfumy” przyznacie nieco wyewoluowało i kto wie gdzie jeszcze zadryfuje 😉

    p.s.
    fqjcior na poprzedniej edycji bloga zrobił ciekawą recenzję aziyade d’emporio. zaprezentowano mi te perfumy w quality jako męskie i strasznie mi się spodobały. dopisałem je do listy najbliższych zakupów. a tu nasz mentor jednak ujął je jako raczej propozycję dla kobiet, co walnęło mnie jak obuchem przez łeb i dało mi niezłą zagwozdkę. czy chcę pachnieć jak kobieta? czy te perfumy są aż tak niejednoznaczne? za słodkie, zbyt wysublimowane? kurcze ale Hermes – Apres La Mousson też strasznie mi się podoba, a to podobno AŻ unisex 😉

    1. Pirath:
      1) 110 % zgody z tym, co napisałeś o Dior Homme i Fahrenheit (patrz najnowszy wpis – koincydencja :-). Nic dodać, nic ująć.
      2) co do Aziyade to doskonale pachniały na mojej żonie, ale może na facecie też zadziałają. Zresztą nie kierujmy się etykietkami – jeżeli zapach do nas przemawia, używajmy. Właśnie perfumy Hermesa są tego najlepszym przykładem, choć ja preferuję Sur Le Nil. Sam J.C. Ellena uważa podział na męskie i damskie za bzdurę i wytwór marketingu, jednak czy ktoś wyobraża sobię kobietę pachnąca Fahrenheitem lub Kourosem??? Oj ciężko by było chyba…

  8. hehe 😉 kobieta pachnąca kurosem? nie wyobrażam sobie takiego nadużycia. ale podałeś akurat bardzo skrajne przypadki 😉 no chyba że podobnie jak moja przyjaciółka sekretnie kontemplując swój nadgarstek psiknięty fahrenheitem, którego tak uwielbiała. moja sympatia z liceum podkradała mi natomiast adidasa – active bodies. więc kobiety chcą pachnieć męskimi perfumami, więc coś z tym sztucznym podziałem na płeć jest. choć odważna ze strony D&G zeszłoroczna próba wylansowania całej serii unisexów raczej sienie powiodła, bo powrócili do tradycyjnego podziału na płeć 😉 widać mentalność i horyzonty światopoglądowe biorą nadal górę nad modą i wolnością obyczaju 😉

    p.s. co do ogrodów nilu, owszem ładne, ale szybko dynia użyta w akordzie głowy przemija i na prowadzenie wysuwają się ulotne nuty ogórków i wody za którymi nie przepadam. taksie zapachy się mnie nie trzymają. stąd sromotnie się zawiodłem DKNY – love from NY. mają cudowne otwarcie, tak piękne w swej niewinności i ujmujące delikatnością że chciałbym pachnieć tak cały czas, szczególnie latem. ale cóż z tego skoro akord pierzcha w ciągu kilku zaledwie minut obnażając mocno ogórkowy środek, a przez to perfumy zostały zdyskwalifikowane już w przedbiegach. gdybym miał kiedyś fortunę do wydania to zleciłbym donnie karen zrobieni spersonalizowanej wersji tego zapachu pachnącego od początku do końca właśnie nutą głowy 😉 jeszcze nie spotkałem równie ślicznego otwarcia w perfumach.

  9. Od zawsze czytam recenzje perfum na tej i poprzedniej stronie. Sam jestem maniakiem, który bardzo często musi sięgnąć po rozum do głowy, żeby nie kupować perfum hurtowo. Lubię perfumy oryginalne i przez te wszystkie lata mojej pasji (około 30 zapachów) i niezliczona ilość próbowanych w drogeriach perfumem moich snów jest i chyba już zawsze będzie Dior Homme. Wciąż szukam równie dobrej kompozycji jednak kiedy już cos mi się podoba, zawsze po jakimś czasie znajdę jakieś ale. Zawsze mówię tak: gdyby było mi dane używanie tylko jednego zapachu byłby to na 100% DIOR HOMME. I najważnijesze: wersja klasyczna gdyż intense jest według mnie do użycia tylko do teatru i to jeszcze potrzebne są dodatkowe okoliczności. Zresztą jest według mnie uboższa i taka gęsta, że nie zawsze wąchanie jej wprowadza mnie w nastrój jak klasyczny brat. Pozdrawiam

  10. a więc Wy też macie wrażenie że intense pomimo nazwy wypada blado w porównaniu z klasykiem? testując oba jednocześnie an nadgarstkach nie mogłem się oprzeć wrażeniu że intense jest jakoś przydymiony i mniej wyrazisty niż homme. przypominało to lizanie lizaka przez papierek. ale czy perfuma jeszcze intensywniejsza od homme miała by szansę bytu. przecież wystarczy nadużyć atomizera przy wersji bazowej by rozbolała głowa a muchy padały w locie 😉

  11. Jak dla mnie za dużo tej tak zwanej marchewki na początku, nie wiem czy bym wytrzymał z „nią” gdyby wiła się wokół mojej szyi. Później robi się jakoś znośniej i jakby kobieco, nadal zastanawiam się czy nie zbyt bardzo kobieco. Przyznam, że jest to specyfik zostający w pamięci jak wyryte inicjały na drzewie. Można go czymś (innym pachnidłem) zakryć ale nie można go wymazać… Jest na tyle intrygujący, że wrócę do niego z testami. Ciekaw jestem co autor bloga myśli o najnowszym dziecku D&G Gentleman’ie.

  12. ta marchewa kręci się wokół nuty irysa. podobnie jak dla niektórych nuta głogu z fahrenheita trąci nieco paliwem. każdy wszak interpretuje nuty w swój swoisty sposób szczególnie w korelacji z innymi czasem może się to zlać w ciężki do zidentyfikowania związek zapachowy. a że zapachy rozpoznajemy głównie dzięki skojarzeniom, to zazwyczaj identyfikacja poszczególnych nut może przybrać dość ciekawy obrót 😉

    wtrącę jeszcze słówko o D&G gentleman – dla mnie bomba, kupiłem bo użekła mnie głowa i początek serca. jest taka delikatna, słodkawa i inna niż bym się spodziewał po marce. klasyczny the one pachnie dla mnie jak typowy świeżak tak nieco allurowato, ale the on gentleman to zgoła coś zupełnie dla mego nosa niepowtarzalnego. trwałość bardzo przeciętna, po kilku godzinach robi się bardzo delikatny i bliski skóry, ale pachnie zjawiskowo 😉

    1. Zgadzam się z Toba pirath w 100 %. Każdy odbiera zapachy na swój indywidualny, skojarzeniowy sposób. Szczytem tego typu skojarzeń jest określanie aldehydowo-kwiatowych perfum damskich jako „starobabskie” albo „babcine”. Albo cytrusowo-ziołowa kolońska – zapach „starodziadkowy”. Cóż to w ogóle za określenia?? Ano skojarzeniowe. 🙂

  13. he he, cóż zaraz pewnie zostanę ukamienowany, ale dla mnie właśnie słynne chanel no 5 jest synonimem takiego „trącącego radziecką konfekcją z lat 70-tych” śmierdziucha 😉

  14. Kupiłem w grudniu w Londynie trzecią butelkę wersji normalnej- JAK ZAWSZE 100ML.. Dior Homme zawsze był dla mnie zapachem prawie idealnym, stąd też zawsze po kilku miesięcznej przerwie do niego wracałem. Tym razem jednak się zawiodłem. W kraju okazało się, że mam nową zmienioną butelkę z czarną kolumną. Początkowo myślałem, że to nic takiego… Myliłem się. Zapach od grudnia użyłem tylko kilkakrotnie, gdyż nie czuję już w nim tego co mnie najbardziej intrygowało. Jest bardziej podobny do wersji Cologne. Pewnie gdybym od niego zaczynał to dziś chętnie nadal go używał a tak pozostaje niesmak, że taka marka jak Dior namieszała w recepturze. Na zagranicznych blogach wiele osób też to zauważyło, podczas gdy pisemna odpowiedź ze strony Diora wskazywała, że tylko zmieniła się butelka. Moja kobieta też widzi różnice i mówi, że nowy Dior Homme nie jest już ewenementem i wyznacznikiem nowego stylu w męskich perfumach. SMUTNE!!!

  15. Niestety. Dior po reformulacji to 20% albo i jeszcze mniej geniuszu starego zapachu. I dla mnie marka Dior za to co zrobiła jest skreślona. Zapach jest tylko trochę podobny, mało trwały i o zgrozo chemiczny. Ja w każdym razie muszę szukać nowego numeru jeden:( Kochałem kiedyś Diora Homme

  16. Nie tak dawno zakupiłem Homme w wersji EDT i jest to DLA MNIE jedyny zapach, który może konkurować z moim ulkochanym, nieodżałowanym Gucci PH (brązowym). Swoją drogą jak mozna zrezygnować z produkcji takiego arcydzieła? Troche odszedłem od tematu a Dior Homme jest absolutnie warty tego żeby o nim pisać bo cała kompozycja, choć wydaje się że nie zmienia od pierwszego momentu zaaplikowania, jest świetna, choc dla mnie ciut zbyt hmmm jak to nazwać…pudrowa.
    Pozostaje miec tylko nadzieję że nie zostanie wycofana jak Gucci.

    A tak „by the way” czy autorowi bloga można pisać np. o perfumeriach internetowych „takich powiedzmy zaufanych”, bo choć sam nie korzystam to słyszałem o kilku bardzo pochlebne opinie?

    A i jeszcze może nazbyt śmiała prośba. Jako że jeszcze nigdy nie zawiodłem się na recenzjach autora, to chciałbym spytać co też Szanowny Pan myśli o Paco Rabanne Black XS? może to mainstreamowe pachnidło ale myślę że obojetnie nie da się koło niego przejść?

    Pozdrawiam 🙂

  17. Po przeczytaniu tej recenzji jestem skłonny kupić ten zapach. Zastanawiam się tylko, bo potrzebuję perfum na codzień, na uczelnię, na zakupy etc. i zastanawiam się czy na tego typu „okazje” ten zapach się nadaje? Czy nie jest on zbytnio wieczorowy. Jak tak, to jaką wersje polecacie? Intense czy wersja regularna?
    Pozdrawiam

    1. Wg mnie ten zapach w wersji regularnej można spokojnie nosić na co dzień ale raczej jesienią/zimą czyli akurat teraz. Intense potraktowałbym jako bardziej wieczorowy.

  18. Co do reformulacji Diora Homme, to moim zdaniem były dwie. Pierwsza – ~kwiecień 2011, a druga w tym roku. Z tym, że Dior Homme 2013 (wąchałem wypust mający batch code 3S01) bardzo, ale to bardzo przypomina wersję pierwotną – czuć w nim bardzo wyraźnie tzw. szminkę, tak jak w wersji sprzed „reformy”, ze srebrną rurką, produkowaną do kwietnia 2011(tą wersję posiadam). Ponadto do składu wrócił kardamon, tym razem w nucie głowy…

    1. No proszę. Tego nie wiedziałem. To bardzo interesujące. Oznaczałoby to, że najnowsza wersja Dior Homme pachnie jak pierwsza – i to byłaby świetna wiadomość!

      1. Poszukuję informacji na temat porównania najnowszej wersji (czarny pierścień, srebrna rurka) z niedoścignionym oryginałem Polge’a. Ciekawi mnie także czy ktokolwiek spotkał jeszcze w sprzedaży wersję oryginalną?

  19. Najnowsza wersja, od mniej więcej połowy 2013 r do chwili obecnej jest bardziej zbliżona do wypustów przedreformulacyjnych, niż do perfum produkowanych od 2011 do kwietnia 2013 r. „Przełomowy” batch code, który zaczął pachnieć inaczej to 3S01(Maj 2013). Posiadam Diora Homme z 2008 r i porównywałem go z Dior Homme EDT w Sephorze i Douglasie, kilka miesięcy z rzędu. Wg mnie, zmieniło się. Zapachy są więcej niż podobne. Irys znów lśni, perfumy są mniej słodkie i bardziej szminkowe. W składzie znowu jest kardamon, tylko że tym razem w fazie górnej. Niedowierzające osoby odsyłam do strony Diora, tam jest podany skład z rozkładem poszczególnych nut

    Kingpin – najnowsza wersja to srebrny pierścień i czarna rurka, czyli odwrotnie do tego, co napisałeś. Wersja oryginalna jest jeszcze do nabycia na Allegro, tyle tylko, że sprzedawcy zorientowali się, że to jest vintage i ceny pofrunęły w górę. Ja sam kupowałem w zeszłym roku moje 50 ml w pewnym warszawskim sklepie internetowym za prawie 200 zł. Teraz jest jeszcze drożej. Niestety – dla wielbicieli przedreformulacyjnego Dior Homme.

    Ja wersję z 2011 r lubię nawet bardziej niż tę wcześniejszą. Czuć w niej lepiej kakao, co mi bardzo odpowiada. Jednocześnie nuta irysa została minimalnie przyciszona, jednak IMO wciąż jest na pierwszym planie. Dlatego nie byłem zbytnio zadowolony z kolejnej reformulacji…

  20. Można się spodziewać nowej recenzji zapachu z 2011, ewentualnie jakiejś aktualizacji artykułu i porównania zapachów? Bo Dior Homme z 2005 jest chyba już nie do kupienia, pozostaje ten z 2011 i chciałbym wiedzieć, czy nie zmieniło się zbyt wiele 🙂

  21. O samym zapachu nie mam tu już nic do dodania ale flakon super i najlepszy atomizer z jakim miałem do czynienia. Można dozować zapach z aptekarską dokładnością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s