The Different Company (2) – coś dla koneserów, czyli Collection Excessive

Collection Excessive to ta część oferty The Different Company, którą marka adresuje do koneserów perfum.

Obecnie składa się ona z czterech zapachów skomponowanych przez Bertranda Duchaufoura. Wszystkie łączy niezwykła, oryginalna, niecodzienna estetyka, a także kompleksowość i wielowątkowość, z  których znany jest francuski perfumiarz. Mój faworyt z tej czwórki to bez wątpienia sucho-drzewny…

…Oud Shamash – to mieszanka tak wielu tak różnych ingrediencji, że aż trudno uwierzyć, iż całość pachnie bardzo spójnie i harmonijnie. Z początku czuć w nim mieszankę słodkich, orientalnych przypraw, różowego pieprzu i nutę rumu. Zaraz potem staje się lekko zielony i jednocześnie sucho-drzewny, prawdopodobnie za sprawą cypriolu (Nagarmotha, papirus). Baza jest przede wszystkim drzewna, a umieszczony w niej oud z Laosu jest tylko jednym z wielu elementów tej układanki i raczej nie ma szans na jego indywidualne „wykrycie” w olfaktorycznym spektrum tych perfum. Mimo złożoności zapach nie przytłacza, ma bardzo cywilizowane parametry i urzeka snującą się za noszącym dymno-drzewną, oryginalną nutą. Gdzieś w tle czuję echa Timbuktu L’Artisana, co prawdopodobnie wynika z zastosowania obu zapachach papirusu i nut drzewnych. Rekomenduję Oud Shamash wszystkim wielbicielom niebanalnych pachnideł drzewno-dymnych.

 

Oud Shamash

nuty głowy: esencja rumu, szafran, cynamon, różowy pieprz,  davana

nuty serca: róża damasceńska, papirus, jagody Saint Thomas

nuty bazy: oud z Laosu, paczula, absolut czystka, drewno sandałowe, szara ambra, nuty drzewne i suche, nuty skórzane, białe piżmo, wanilia, balsam Tolu

rok premiery: 2011

 

Oud for Love

Zupełnie odmienny od mojego faworyta Oud for Love reprezentuje gatunek pachnideł rozpoczynających się od mocno zaakcentowanych nut alkoholowych. W tym przypadku jest to doprawione kolendrą, szafranem i … kminem whisky. Pod spodem czai się misternie utkana balsamiczna, ociężała baza złożona z m.in. oudu, balsamu Tolu oraz hyraceum, o którym pisałem tu przy okazji recenzji niezwykłego pachnidła Montecristo Masque Milano. Niestety Oud for Love – być może w wyniku nagromadzenia zbyt dużej liczby ciężkich ingrediencji – okazuje się być – przynajmniej na mojej skórze – zapachem tyleż intrygującym, co bardzo blisko skórnym, niemal nieprojektującym. Osiada na skórze i – zdumiewające – praktycznie nie daje o sobie znać. Nie tego oczekuję po perfumach, w związku z czym Oud for Love niestety nie zyskał mojej sympatii. Czuć w nim zmęczenie materiału, znużenie perfumiarza i brak pomysłu, jak wprawić tę mieszankę w ruch. Nic mnie w Oud for Love nie przekonuje. No może poza ładną nazwą…

Oud for Love

nuty głowy: aldehydy, whisky, kolendra, szafran, kmin

nuty serca: tuberoza, drewno sandałowe, ylang ylang, irys, goździk

nuty bazy: oud z Laosu, absolut nieśmiertelnika, wetiwer, paczula, piżmo, ambra, cestrum, hyraceum, heliotrop, nuty karmelowe, balsam Tolu

rok premiery: 2011

 

bertrand-duchaufour 2
Bertrand Duchaufour (foto: http://www.cosmopolitan.de)

 

Aurore Nomade

Ten zapach to mieszanina kontrastowych ingrediencji od pierwszych sekund przykuwająca uwagę oryginalnym, ale i dość kontrowersyjnym charakterem. Nie dla każdego bowiem zestawienie lekko sfermentowanych nut owocowych z nutą morską i rumem będzie możliwe do zaakceptowania. Osobiście muszę przyznać, że jest to jedno z najbardziej niecodziennych i szokujących akordów głowy, jakie miałem okazję poznać. Troszkę chwilami ocierające się o woń farby i zmywacza do paznokci. Ale ów dziwny wstęp – jak to zwykle – dość szybko znika zostawiając miejsce dla abstrakcyjnego w swej złożoności serca zapachu. Czegóż tu nie ma! Goździk i gałka muszkatołowa zmiksowane z nutami kwiatowymi, dodatkowo podkręconymi indolem.Przedziwnie to pachnie, choć głównie jednak przyprawowo-słodko-drzewnie, zanim finiszuje ambrowo-drzewną, ciepłą bazą. Oto Duchaufour „okresu kulinarno-orientalnego”. Niekonwencjonalny, poszukujący, lubujący się w bardzo niecodziennych kontrastach. Czasem wychodzi z tego dzieło genialne, czasem średnie, a czasem to kompletna porażka. Aurore Nomade należy do tej drugiej grupy. Zapach owszem ciekawy, ale jak dla mnie nieco zbyt dziwny, by go nosić…

Aurore Nomade

nuty głowy: kwiat bananowca, star fruit, cynamon, nuty morskie, esencja rumu, davana

nuty serca: ylang ylang, geranium, goździk, drzewo frangipani, gałka muszkatołowa, indol

nuty bazy: absolut nieśmiertelnika, drewno sandałowe, ambra, wanilia, piżmo

rok premiery: 2013

 

I miss Violet

Jak wieść niesie, Bertrand Duchaufour pracował nad tym zapachem przez 3 lata poszukując idealnej równowagi pomiędzy jego dwoma głównymi nutami. Przy pomocy I miss Violet perfumiarz reaktywował bowiem konwencję pachnidła kwiatowo-skórzanego (której kontynuacją jest zresztą najnowsze pachnidło TDC Adjatay Cuir Narcotique). Jako motyw przewodni, wyczuwalny praktycznie przez cały czas trwania zapachu na skórze, posłużył mu fiołek, a konkretnie fiołkowy absolut, który umieścił na skórzanym tle. Fiołek i skóra? Skądś to znamy? Owszem. Genialny Fahrenheit Diora zdaje się być tego najbardziej znanym przykładem. Ale I miss Violet to inne ujęcie zarówno fiołka jak i skóry. Przede wszystkim dużo bardziej zharmonizowane, gładkie, dopieszczone. Nie tak buńczuczne i wyraziste jak dzieło Jean-Louisa Sieuzaca. Współczesne – mimo retro inspiracji. Wyróżnia się w Collection Excessive czytelnością i ewidentnym charakterem. Ale jest też w nim pewna nostalgia za pachnidłami przeszłości. Zaraz pod Oud Shamash to moim zdaniem najlepszy zapach tej kolekcji The Different Company. Zdecydowanie wart poznania.

 

I miss Violet

nuty głowy: liście fiołka, bazylia, mandarynka, ziarna ketmii piżmowej, szampan, gałka muszkatołowa

nuty serca: osmantus, fiołek, irys, cyklamen, mimoza, nuta ozonowa

nuty bazy: skóra, mahoń, wanilia, piżma, szara ambra

rok premiery: 2015

The Different Company – współczesne Haute Parfumerie (1)

O pachnidłach marki The Different Company pisałem już na blogu kilka razy, skupiając się jednakowoż głównie na nowej kolońskiej serii L’Esprit Cologne. Miałem też przyjemność zrecenzować niezwykły Sel de Vetiver autorstwa Celine Elleny oraz równie niesamowite Rose Poivree w wykonaniu Jean-Claude’a Elleny.

Przypomnę, że The Different Company powstało w 2000 roku z inicjatywy Thierry de Baschmakoffa, znanego projektanta dóbr luksusowych (flakony do perfum, akcesoria skórzane, zegarki, okulary). Pierwsze pachnidła tworzył dla niego Jean-Claude Ellena. Po tym, jak ten został w 2004 roku zatrudniony jako nadworny perfumiarz Hermesa, kreacją pachnideł zajęła się córka mistrza – perfumiarka Celine Ellena. Na przestrzeni 16 lat od powstania marki zapachy dla niej komponowali także: Christine Nagel (obecnie w Hermesie obok J.C. Elleny), Bertrand Duchaufour, Corine Cachen, Delphine Jelk (obecnie w Guerlain) oraz Alexandra Monet, która jest autorka najnowszego pachnidła Adjatay, o którym, mam nadzieję, szerzej napiszę wkrótce.

TDC

Od 2004 roku The Different Company kieruje Luc Gabriel. Marka przeszła ostatnio redesign opakowań i flakonów. Podczas targów Esxence 2016 Sophie Gabriel, odpowiedzialna za PR marki, zapoznała mnie z konceptem stojącym za Adjatay oraz z wizerunkowymi nowościami.

Oferta TDC obecnie dzieli się na:

Juste Chic Collection – zasadniczą cześć, którą twórcy określają jako francuskie Haute Parfumerie we współczesnej formie. Zapachy dostępne są we flakonach 100 ml z możliwością ich napełniania (w zestawie jest specjalny lejek) lub pozbawionych tej możliwości butelkach 50 ml.  Na flakonie nadrukowano najprawdziwszą platyną najważniejsze składniki każdego pachnidła. Ta kolekcja dedykowana jest amatorom perfum.

Osmanthus

Znajdziemy w niej takie pachnidła, jak: Adjatay, Ailleurs & Fleurs, Bergamote, Bois d’Iris, Charmes & Feuilles, De Bachmakov, Jasmin de Nuit, Oriental Lounge, Osmanthus, Pure eVe, Rose Poivrée, Sel de Vetiver, Sens & Bois, Sublime Balkiss, Une Nuit Magnétique.

 

L’Esprit Cologne to opisana już przeze mnie szczegółowo wcześniej na blogu kolekcja niezobowiązujących, świeżych pachnideł będących szeroko pojętą interpretacją tematu kolońskiego, choć same zapachy są – biorąc pod uwagę koncentrację – pełnoprawnymi wodami toaletowymi. L’Esprit Cologne charakteryzują się bardziej dostępnymi cenami. Obecnie są one dostępne w nieco zmienionym flakonie (100 ml z możliwością napełniania) z białym nadrukiem i korespondującą białą zatyczką. Wszystkie kolońskie skomponowała Emilie Coppermann. Na tę kolekcję składają się obecnie: South Bay, White Zagora, Kashan Rose, Tokyo Bloom, After Midnight, Sienne d’Orange i Limon de Cordoza.

Kashian Rose

Linki do recenzji:

 

Z kolei do perfumowych afficionado marka kieruje Collection Excessive, najkosztowniejsze zapachy dostępne wyłącznie we flakonach 50 ml pakowanych w eleganckie, zamykanie na magnes drewniane skrzyneczki. Autorem wszystkich pachnideł tej kolekcji (Oud For Love, Oud Shamash, Aurore Nomade i I Miss Violet) jest sam Bertrand Duchaufour. W tych kompleksowo złożonych pachnidłach wykorzystano rzadkie i najcenniejsze, mocno skoncentrowane ingrediencje.

 

TDC Oud for love

 

Ale The Different Company to nie tylko perfumy. Marka oferuje również kolekcję ośmiu świec zapachowych stworzonych przez Alexandrę Monet, Delphine Jelk i Corinne Cachen oraz żele do kąpieli.

Już wkrótce będę miał niewątpliwą przyjemność przybliżyć na blogu całą Collection Excessive oraz Juste Chic Collection.

cdn.

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (2)

Esxence logo

O tym, że woda kolońska nie musi pachnieć wyłącznie cytrusami  i ziołami, wiemy już od dawna. Mimo – zdawałoby się – przerobienia tematu wzdłuż i wszerz, kolejne marki wciąż zlecają perfumiarzom trudne zadanie tworzenia zapachów kolońskich o indywidualnym charakterze. Takim przykładem jest La Collection Cologne Fine francuskiej marki Institut Tres Bien. W skład tej nowej kolekcji wchodzą trzy kolońskie z kolejno: różaną (Rose de Mai), fiołkową (Violette de Parme) i tuberozową (Tubereuse Absolue) dominantą. Poza tym  Institut Tres Bien oferuje trzy klasyczne kolońskie, każda w nieco innym stylu: Cologne a la Francaise, Cologne a l’Italienne oraz Cologne a la Russe. Prawdziwy raj dla miłośników subtelnych woni kolońskich.

ITB

Kajal Perfumes Paris było pierwszym stoiskiem, do którego – nim się spostrzegłem – zostałem zaproszony przez – akurat tutaj – sympatyczną obsługę zaraz na początku targowego dnia. Ta nowa marka perfumeryjna zarejestrowana jest w Paryżu, jej dział rozwoju i marketingu znajduje się w Kanadzie, zaś sprzedaż i logistyka (obecnie tylko w krajach arabskich) dokonywane są z Dubaju. Zapachy – męski Homme i damski Classic Eau de Parfum oraz najnowszy Dahab – mają orientalny charakter i sprawiają wrażenie mocno złożonych. Przyznam wszak, że spryskane nimi kartoniki (kwadratowe, duże, z grubego papieru, idealne do testów) pachniały jeszcze bardzo długo i to pachniały naprawdę ślicznie! Byłoby miło, gdyby zapachy te weszły do sprzedaży w Europie. Zresztą na pewno o to chodziło marce, skoro zdecydowała się pokazać na Esxence.

Kajal

Malbrum okazało się być jedynym istniejącym niszowym perfumowym przedsięwzięciem w Norwegii, o czym poinformował nas obecny na stoisku młody właściciel marki o aparycji kalifornijskiego surfera. Zapachy w liczbie sześciu, zamknięte w malutkie flakoniki z pompkami, pachniały bardzo niszowo, niebanalnie i intrygująco. Trzy z nich: Psychotrope, Tigre du Bengale i Shameless Seducer, stanowiące część pierwszą (Vol. I) skomponowała Delphine Thierry. Najlepiej zapamiętałem z nich Shameless Seducer, zawierający dużą dawkę… cywetu. Autorów kolejnych trzech: Safariyah, Bagheera i Wildfire, będących zarazem nową częścią kolekcji (Vol. II), nie znam. Ale z pewnością wszystkie warte są bliższego poznania.

Malbrum

Znane nam doskonale Olfactive Studio prezentowało swą fotograficzno-olfaktoryczną kolekcję w pełnej krasie, akcentując oczywiście najnowsze, bardzo moim zdaniem udane dzieło Still Life in Rio, o którym pisałem już szerzej tu.

Olfactive

Olfactive 01

Olfactive 02

Serce zabiło mi mocniej, gdy zbliżyłem się do stoiska Parfums de Nicolai (niedawno przechrzczonego na Nicolai), tym bardziej, że obok stała zajęta rozmową z organizatorem targów Patricia de Nicolai (z domu Guerlain) we własnej osobie! Miły Pan przy stoisku zaprezentował mi najnowsze dzieło Ambre Cashmere (śliczne i bardzo w jej stylu, troszkę przypominające mi inny zapach Patricii: New York) oraz absolutnie niezwykłe pachnidło oudowe Oud Sublime, zapakowanie w specjalny flakon i ozdobne pudełko. Patricia użyła w formule tego zapachu najprawdziwszy, bardzo cenny naturalny oud. A jak on pachnie? O tym niebawem na blogu, bo udało mi się wyprosić próbkę (OK, nie musiałem długo prosić, bo miły Pan był bardzo chętny do zrobienia dekancika:)).

PdN 02

PdN

Holenderski Puredistance zaprezentował swoją dotychczasową kolekcję. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nie pokazał jeszcze najnowszego pachnidła, którego nazwę od niedawna znamy (Sheiduna), a którego premiera dopiero nastąpi prawdopodobnie jesienią 2016. Już nie mogę doczekać się testów.

Puredistance

Bardzo oryginalnie zabrzmiały (w tym przypadku to określenie ma szczególne znaczenie) pachnidła Room 1015. Cztery zapachy (Power Ballad, Electric Wood, Atramental, Blooma Cult) zainspirowane życiem muzyka rockowego, jakim jest twórca marki Michael Partouche (ale to tylko jedno z jego zajęć – jest także farmaceutą),  zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To nowoczesne zapachy niszowe o ciekawej inspiracji, bo np. Electric Wood wedle słów Michaela, ma pachnieć elektryczną gitara Gibson wyjmowaną ze skórzanego futerału i coś w tym faktycznie jest! Cała kolekcja – mam nadzieję – znajdzie się w recenzjach na moim blogu.

Room 1015

The Different Company przedstawiło na swym stoisku wszystkie trzy kolekcje, z czego podstawową, zwaną Collection Juste Chic oraz kolońską Collection L’Esprit Cologne w przeprojektowanych flakonach, nowych pojemnościach, a także w eleganckich zestawach z futerałem i lejkiem w przypadku falkonów wielokrotnego użytku. Nowym zapachem, którego premiera miała miejsce właśnie podczas Esxence, była kompozycja Alexandry Monet zatytułowana Adjatay, Cuir Narcotique, będąca przepięknym połączeniem ylang ylang, tuberozy i skóry. Recenzja tego, jak i innych zapachów The Different Company, na pewno znajdzie się na blogu.

TDC

Ogromne wrażenie wywarły na mnie pachnidła pochodzącego z Barcelony hiszpańskiego artysty Santiago Burgasa. Opakowane w oryginalne porcelanowe flakony z drewnianymi zatyczkami nie tylko wyglądały, ale i pachniały inaczej, niż wszystko, co tego dnia wąchałem. Mocne, bezkompromisowe, o unikatowym i zapadającym w pamięć charakterze zaintrygowały mnie zdecydowanie. To marka, którą na pewno będę chciał się bliżej zainteresować. A Oud de Burgas wprost powalił mnie na kolana… Zresztą przybliżę go i kilka innych z kolekcji w jednym z kolejnych wpisów.

Santi burgas 01

Santi burgas 02

Pośród czarno-ciemnego, mrocznego stoiska marki Unum, wokół którego „kręcił się” otoczony przez spory tłumek, ubrany na czarno twórca Filippo Sorcinelly, znalazłem dwa nowe pachnidła: Symphonie-Passion oraz  _ennui_noir. O obu zapachach wkrótce więcej na blogu. Dodam, że flakony perfum Unum zyskały nowy, nieco bardziej wymyślny design.

UNUM 01

 

UNUM 02

Niemiecką perfumerię, obok Marka Buxtona, Gezy Schoena, Thorstena Biehla i April Aromatics reprezentował nowy brand Verduu, którego twórcami są Alexander Botov i Bjorn Jonas. Koncepcja zapachów stworzonych z inspiracji twórczością współczesnych młodych niemieckich projektantów mody Hien Le, Michaela Sontaga i Goetze Gegenwart może być początkiem interesującej kolekcji, szczególnie, że kompozycje perfumeryjne stworzył dla Verduu sam Mark Buxton. Niestrudzony… Same zapachach opiszę na pewno w osobnym wpisie.

Verduu

Utrzymując się w temacie mody, a co za tym idzie także materiałów, z których szyta jest odzież, prawdziwie unikatową i nowatorską kolekcję pokazała włoska marka Uermi (od ang. Wear Me). To nowy brand na rynku perfum niszowych, o bardzo precyzyjnie przemyślanym ekologicznym designie i koncepcie, który polega na olfaktorycznym odwzorowaniu faktur różnych tkanin/ materiałów. W skład głównej kolekcji wchodzą: VE±VELVET, AB±CASHMERE, OH±DENIM, NO±SUEDE, UR±SILK, WE±TWEED, XX±LATEX, DO±WASHI. Zapachy skomponowali perfumiarze: Philippe Bousseton, Jean Jacques i Antoine Lie. Najnowszymi pozycjami prezentowanymi podczas Esxence były OR±CASHMERE i OR±WHITE. Oba popełniła Cecile Zarokian. Drugi z nich wydał mi się szczególnie urodziwy, a inspiracją dla jego powstania była tkanina powstająca z mleka (niezwykle delikatna w dotyku!). Marka zaproponowała interesujący sposób prezentacji swoich pachnideł – w tekturowych puszkach znajdowały się kawałki materiału nasączone odpowiednim zapachem. Gdy więc wąchaliśmy VE±VELVET, w puszcze znajdował się autentyczny aksamit. Mam nadzieję, że testy niezwykłych perfum Uermi znajdą się prędzej czy później na moim blogu.

Uermi 01

Uermi 02

Na koniec mojej relacji kilka zdjęć z tych stoisk, na których niestety nie udało mi się z braku czasu, ale i – przyznam – sił zagościć na dużej. Jeden dzień to stanowczo za mało, by zagłębić się w to, co oferuje impreza taka, jak Esxence. Wiem już, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej…

Menditerosa

Mendittorosa Odori d’Anima

Prudence

Prudence Paris

Royal Crown 02

Royal Crown 03

Royal Crown 04

Royal Crown

SHL

Stephane Humbert Lucas 777 i premierowy Taklamakan

 

A na koniec moja ulubiona fotografia z tego wyjazdu:

Renegades

Perfumowy Blog i niezwykłe trio Renegades: Bertrand Duchaufour, Mark Buxton i Geza Schön. Przemiło było choć na kilka sekund znaleźć się w tak doborowym towarzystwie!

The Different Company „L’Esprit Cologne”

Lato za pasem, czas więc rozejrzeć się za kolońską, która licować będzie z wysokimi – mam nadzieję – temperaturami. A wybór jest naprawdę duży i wciąż się powiększa, bowiem zapachy kolońskie stały się ostatnio tematem bardzo chętnie podejmowanym przez znane marki ekskluzywne (Chanel, Hermes, Dior), a także niszowe (np. Tom Ford Private Blends, Etat Libre d’Orange, Francis Kurkdjian). Przy czym generalnie można zaobserwować, że określenie „zapach koloński” jest coraz pojemniejsze, a i moc oraz trwałość współczesnych cologne są przez producentów skutecznie poprawiane.The_Different_Company_LEspr

The Different Company – powołane niegdyś do życia przez Jean-Claude’a Ellenę zanim ten trafił do Hermesa – przedstawiło w 2012 roku swój cykl L’Esprit Cologne złożony początkowo z czterech zapachów (Sienne d’Orange, Limon de Cordoza, Tokyo Bloom i After Midnight), które w 2013 roku uzupełnione zostały o kolejne trzy: Kashan Rose, White Zagora i South Bay. Co ciekawe, marka powierzyła skomponowanie ich wszystkich jednej artystce: Emilie Coppermann. Muszę przyznać, że perfumiarka poradziła sobie znakomicie z nie lada wyzwaniem stworzenia siedmiu różnych zapachów kolońskich bez popadnięcia w autoplagiat czy nudę. Wszystkie zapachy L’Esprit Cologne są bardzo udanymi pachnidłami, a każdy jest inny i uroczy na swój sposób. Oczywiście łączy je estetyka wynikająca z realizowanej konwencji, ale także i stylu samej twórczyni. Choć trzeba tu zaznaczyć, że te zapachy wykazują „pełnoprawną”, trzy-etapową ewolucje na skórze i prezentują spektrum dużo szersze, aniżeli tradycyjnie pojęta eau de cologne (dotyczy to także ich lepszej niż standardowa trwałości na skórze). Każdy z nich prezentuje, że się tak wyrażę, inne oblicze „kolońskości”, co zresztą podkreślają tytuły poszczególnych kompozycji.

Emilie Copperman
Emilie Coppermann

Przy okazji tego typu kolekcji może paść pytanie o ich „płciowe” przeznaczenie. Są co najmniej dwie szkoły. Wedle pierwszej – zapachy nie mają płci, więc używajmy tego, co nam się podoba (orędownikami takiego podejścia jest wielu perfumiarzy m.in. Jean-Claude Ellena i Mark Buxton). Wedle drugiej – są pewne nuty, które tradycyjnie przypisuje się perfumom dla kobiet, inne z kolei tradycyjnie kojarzą się z męskim charakterem. W przypadku L’Espirit Cologne wszystkie zapachy z powodzeniem możemy potraktować jako uniseksy, głównie dlatego, że są lekkie, o świeżym charakterze, nie akcentują przesadnie tych zapachowych nut je budujących, które mogłyby nadawać im określony płciowo charakter. Ja jednak uważam, że niektóre z nich zostały skomponowane z myślą o kobietach (White Zagora, Kashan Rose), inne są uniseksami (Limon de Cordoza, Tokyo Bloom, Sienne d’Orange, After Midnight), zaś jedna ma jak dla mnie ewidentnie męski charakter i jest to South Bay.

 

South Bay – kalifornijskie plaże

To kolońska, w której główne role grają: rześka nuta grejpfruta (prawdopodobnie methyl pamplemousse) oraz drzewna baza oparta na drewnie sandałowym i wetywerii. To zestawienie z czasem zbliża zapach do estetyki ustanowionej niegdyś przez Jean-Claude’a Ellenę i jego Terre D’Hermes. Klasyczny już akord znany z tego arcydzieła jest tu zdecydowanie obecny, choć w łagodnej formie, gdyż ostry cedr zastąpiony został miękkim sandałowcem. Zresztą duet wetiweru i sandałowca wieńczy ten zapach delikatną męską bazą. Całość pachnie ślicznie, słonecznie, rześko i całkiem elegancko.

south_bay-z

nuty głowy: grejpfrut, liście mandarynki, tamarynd

nuty serca: drzewo grejpfrutowe, kwiat frezji, róża rdzawa

nuty bazy: drewno sandałowe, wetiwer, zamsz

 

White Zagora – marokańska oaza

Tu kluczem jest słowo white. Oto kolońska białokwiatowa, w której czujemy subtelne nuty neroli, kwiatu pomarańczy, tuberozy oraz kwiatu brzoskwini. Ten „przeładny” i bardzo kobiecy bukiet dochodzi do nozdrzy zaraz po tym, jak odfruną cytrusy z otwarcia. Im dalej w serce zapachu, tym wyraźniej brzmi tuberoza i to jej jest w tym bukiecie najwięcej. Przez moment można też poczuć subtelną brzoskwiniową nutę, zaś na etapie bazy, na ambrowo-piżmowym podłożu, którego główną rolą jest w tym przypadku utrwalenie zapachu na skórze, snuje się kwiatowo-owocowa nuta osmantusa. Interesujące, nietypowe zwieńczenie.

white_zagora-z

nuty głowy: neroli, cedrat, bergamotka

nuty serca: kwiat pomarańczy, tuberoza, kwiat brzoskwini

nuty bazy: osmantus, białe piżmo, ambra

 

Kashan Rose – arabska róża

Kashan Rose pozytywnie wyróżnia się na tle pozostałych kolońskich Coppermann magnetyzującym akordem zielonej, nieco owocowej i „herbacianej” jednocześnie róży. Kolejny raz moje skojarzenia wędrują w kierunku J.C. Elleny i tym razem jego Rose Ikebana z kolekcji Hermessence. Mamy tu podobne, świeże, zielone ujęcie różanego tematu. Owa zieleń pochodzi za pewne od szałwii i głogu. „Kwiaciarnianej” charakterystyki przydaje piwonia, zaś herbaciana i jednocześnie nieco owocowa aura to pewnie zasługa nuty liczi oraz kardamonu. Co ciekawe, zapach zachowuje swój świeży charakter niemal do końca trwania na skórze. Jego baza pełni role utrwalacza i nie wpływa zbytnio na całość kompozycji. Owszem przydaje pewnej głębi i wiąże bukiet ze skórą. Kashan Rose pachnie oryginalnie, nawet nowatorsko, przede wszystkim zaś dość intensywnie i naprawdę bardzo ładnie. Jest dedykowane raczej kobiecej skórze, co potwierdziły moje testy. Wprost doskonały zapach na wiosnę i lato!

kashan_rose-z

nuty głowy: szałwia, liczi, różowy pieprz, kardamon

nuty serca: perska róża, piwonia, głóg,

nuty bazy: ambrette, drewno sandałowe, piżmo

 

After Midnight – nocna kolońska

W tym zapachu Coppermann – obok obecnych nut biało kwiatowych neroli i jaśminu – postawiła na składniki bardziej ciepłe i zmysłowe. Stąd sporo tu żywic (mastyks, labdanum, benzoes), które przydają zapachowi zmysłowej głębi. Znajdziemy też ślad irysa oraz ekstrakt z ketmii piżmowej znany z doskonałych własności utrwalających, ale i sam w sobie stanowiący bardzo zmysłową, piżmową nutę. Efektem jest zapach, który opisałbym jako połączenie Prada Amber Pour Homme z Cologne T. Muglera w wersji light. Zmysłowość to słowo klucz w przypadku After Midnight – kolońskiej pomyślanej jako pachnidło na noc. Ja określiłbym je jako doskonałą propozycję na ciepłe, letnie wieczory.

TDC After Midnight

nuty głowy: neroli, bergamotka, bylica

nuty serca: irys, mastyks, biały jaśmin,

nuty bazy: labdanum, benzoes, ambrette

 

Sienne d’Orange – aromat Toskanii

Zapach pomarańczy ma to do siebie, że sam w sobie jest bardzo pospolity i przez to banalny. Tak niewiele przecież trzeba, by go poczuć. Obierany ze skórki owoc pachnie jak nic innego. Uroczo, ale przecież bardzo „zwyczajnie”. Stąd by perfumy z pomarańczową dominantą miały szanse wyjść poza ten banał, potrzeba im czegoś specjalnego…

Zaskakujące nowatorstwem połączenie esencji z pomarańczy pochodzącej z Toskanii z duetem irysa i ziarna marchwi w Sienne d’Orange zachwyciło mnie swą niezwykłą wonią. Oto pomarańcza pachnąca słodko, ale i nieco słono, nieco korzennie, zupełnie niebanalnie i bardzo intrygująco, w pierwszych minutach autentycznie marchwiowo! Idealnie zgrywający się z ziarnem marchwi korzeń irysa stanowią o głębi i oryginalności tego zapachu. Coppermann wykazała się tu sporą wyobraźnią i odważnymi połączeniami składników, a efekt tego jest naprawdę świetny! To pomarańczowa kolońska z „drugim dnem”, absolutnie nienudna – przeciwnie: ekscytująca, szczególnie na etapach otwarcia i serca. Baza niestety nie przedstawia się już tak interesująco. Jest bardzo subtelna i pełni głównie rolę utrwalacza akordu serca.

TDC sienne

nuty głowy: pomarańcza, zielony kardamon,

nuty serca: esencja z ziarna marchwi, irys

nuty bazy: drewno morelowe, biała skóra, piżmo

 

Limon de Cordoza – argentyńskie neroli

To kolejny przykład wychodzenia poza schematy i prawdziwej kreatywności w obrębie dość ograniczonej kolońskiej konwencji. Orzeźwiające gorzką pomarańczą i miętą intro naturalnie przechodzi w serce, w którym dominuje kwiat pomarańczy uzupełniony o nutę frezji. Z czasem uwypukla się początkowo zamaskowana innymi ingrediencjami, całkiem wyraźna paczula połączona z wetiwerem na podstawie z drewna gwajakowego. Paczula – tutaj pachnąca lekko, przejrzyście, „czysto”, bez naturalnych pleśniowych czy kamforowych elementów (podejrzewam zastosowanie izolatu) przydaje ślicznej, zmysłowej aury, dodaje głębi i trwałości. Limon de Cordoza to obok Kashan Rose najciekawsza, najmocniej i najdłużej pachnąca z kolońskich tego cyklu.

tdc_limon-de-cordoza_bottle90ml-z

nuty głowy: gorzka pomarańcza, skórka z mandarynki, mięta

nuty serca: białe neroli, frezja

nuty bazy: paczula, wetiwer, drewno gwajakowe

 

Tokyo Bloom – japońska wiosna

Kolor cieczy został idealnie dobrany do charakteru zapachu. Dominują w nim początkowo aromaty kojarzące się z zielenią – galbanum, bazylia i nuta mniszka polnego, uzupełnione o zieloną owocowość czarnej porzeczki. Serce to mieszanka subtelnych nut kwiatowych, zaś finisz to dominacja białych piżm pachnących na samym końcu jak… rozgrzane żelazko.

Wspomniana barwa cieczy oraz sam zapach budzą we mnie skojarzenia z Cologne od Thierry Muglera. Mamy to do czynienia z tym samym typem kolońskiej świeżości opartym na mieszance nut zielonych z subtelnymi białokwiatowymi oraz biało-piżmowym finiszem. Tokyo Bloom jest bardzo miły dla nosa, komfortowy, odświeżający, niezwykle przyjemny, idealnie wpisujący się w upalne letnie dni, ale jednocześnie najbliżej mu do tradycyjnych kolońskich, gdy chodzi o delikatną moc i krótką trwałość. Z całego cyklu L’Esprit Cologne ten zapach jest najbardziej ulotny. Zapewne tak samo, jak japońska wiosna…

TDC Tokyo Bloom

nuty głowy: bazylia, mniszek, czarna porzeczka, galbanum

nuty serca: jaśmin, cyklamen

nuty bazy: drewno gwajakowe, piżmo, ambra

 

L’Esprit Cologne The Different Company to kolekcja, która może z powodzeniem konkurować z kolońskimi Hermesa zarówno pod względem pomysłowości, jak i jakości wykonania. Coppermann udowadnia w niej, że współczesna kolońska to pojęcie bardzo szerokie, i że zapach koloński może cieszyć noszącego nieco dłużej niż tylko kilka godzin. Osobiście wyróżniłbym trzy najbardziej wg mnie interesujące, udane i dowodzące kreatywności kompozycje tego cyklu: Kashan Rose ze względu na świeże, zielone ujęcie różanej nuty, Limon de Cordoza dzięki oryginalnemu połączeniu neroli z paczulą oraz Sienne d’Orange z tytułu unikatowej, marchewkowej interpretacji owocowego zapachu pomarańczy.

Róża wg Jean-Claude’a Elleny – Hermessence „Rose Ikebana” i The Different Company „Rose Poivree”

Jean-Claude Ellena znany jest z tego, że nie uznaje podziałów na zapachy męskie i damskie, czego dowodzi w swoich kolejnych pachnących dziełach już od lat. Zresztą trzeba mu oddać, że potrafi tworzyć pachnidła niejednoznaczne płciowo, pozbawione często tych istotnych elementów przeważających na jedną lub drugą stronę. Nie inaczej Mistrz traktuje najbardziej kobiecy z kwiatów – królową Różę. Dał tego dowód zanim jeszcze objął niezwykle odpowiedzialną rolę nadwornego perfumiarza Hermesa, tworząc dla ekskluzywnej marki The Different Company Rose Poivree, a także później, już dla Hermesa, gdzie zaproponował niezwykłe ujęcie róży w Rose Ikebana.

Hermes Hermessence Rose Ikebana

Pracując dla Hermesa, będąc odpowiedzialnym za perfumy tej szacownej marki, obok zapachów z tzw. głównej linii, dostępnej w sieciowych perfumeriach, Ellena tworzy minimalistyczne pachnące dzieła sztuki dla ekskluzywnej, dostępnej jedynie w butikach Hermesa, linii Hermessence. Są to perfumy „tematyczne”, których nazwy ujawniają głównych bohaterów kompozycji. Jedną z nich jest Rose Ikebana. Ikebana to narodowa japońska sztuka układania kwiatów, która (za Wikipedią) „skupia się na tworzeniu harmonii linearnych konstrukcji, rytmu i koloru. Podczas gdy ludzie Zachodu podkreślają ilość i barwy roślin, poświęcając uwagę przede wszystkim pięknu kwiatów, Japończycy podkreślają linearne aspekty kompozycji. Rozwinęli sztukę obejmującą nie tylko kwiaty, ale również naczynia, łodygi, liście i gałęzie. Cała struktura japońskiego układania kwiatów opiera się na trzech głównych punktach, symbolizujących niebo, ziemię i ludzkość.” Warto dodać, że sztuka ta charakteryzuje się minimalizmem, wyrażającym się w zastosowaniu zaledwie kilku elementów i znalezieniu idealnej harmonii pomiędzy nimi.

J.C. Ellena podjął temat róży uwzględniając zasady tej japońskiej sztuki. Minimalizm, harmonia, transparentność. W efekcie powstała urocza, radosna, świeża, soczysta, jakby trochę wilgotna i nieco zielona kompozycja, oczywiście z różą w roli głównej, ale daleka od tradycyjnego ujęcia tego kwiatu, co zresztą było celem Elleny. Zapach w swym charakterze bliski jest estetyki serii Un Jardin Hermesa i spokojnie można by go nazwać Różanym Ogrodem o Poranku (francuskiego tłumaczenia nie podejmę się). Rose Ikebana jest niezwykle świeżą, lekką, musującą i ulotną kompozycją o liniowym charakterze, opartą na zestawieniu dwóch głównych nut-składników: płatku róży i liścia rabarbaru. Wyraźnie czuć tu „rękę” Elleny, bowiem zapach utrzymany jest w jego minimalistycznej i transparentnej estetyce. RI nie rozwija się na skórze, pozostając przez niemal cały czas zapachem identycznym, jedynie tracącym na intensywności. Jest to śliczne pachnidło, które jednak poleciłbym przede wszystkim wielbicielom talentu Elleny, perfumowym estetom oraz fanom zapachów różanych. Wysoka cena i trudna osiągalność zapachów Hermessence dodają im nimbu ekskluzywności i luksusu, jednocześnie stanowiąc spora przeszkodę w ich poznaniu, a szkoda.

główne nuty: liść rabarbaru, róża

nos: Jean_Claude Ellena

rok: 2004

*      *      *

The Different Company Rose Poivree 

To zupełnie inne ujęcie tematu królowej kwiatów stworzone także przez J.C. Ellenę kilka lat wcześniej, dla swojego „dziecka” – niszowej marki The Different Company. Rose Poivree to kompozycja bardzo naturalnie pachnąca absolutem damasceńskiej róży w nieco kulinarnym towarzystwie różowego pieprzu i kolendry, zbudowana na solidnym rusztowaniu z wetywerii i cywetu. Róża króluje tu przez cały czas, co nie powinno dziwić, jednak inna jest tu aura zapachu –  lekko jakby miodowa, nieco pikantna, ciepła i otulająca, jednak w żadnej mierze nie przytłaczająca, czy też mdła, a tym bardziej mydlana.

Zastosowany w bazie zapachu cywet (bardzo rzadki dziś składnik) ani na moment nie „ujawnia się” więc jego obecność odbieram raczej jako dodającą kompozycji „ciała”, głębi i pewnej zwierzęcej tajemniczości, którą ta niewątpliwie posiada. W opozycji do Ikebany pachnidło to subtelnie, ale jednak ewoluuje na skórze: od pikantnego, nawet nieco kulinarnego początku (miód z pieprzem!) po ciepły, miodowo-zwierzęcy finisz, z wciąż obecną, dominującą różą damasceńską, której miodowo pachnący absolut na pewno został tu użyty w znaczącej ilości. Rose Poivree to róża, którą pod względem ujęcia tematu i charakteru, a także poziomu kompozycji, spokojnie można postawić obok Lumiere Noire Maison Francis Kurkdjian. Bardzo zrównoważona, pięknie harmonijna, spokojnie pasująca mężczyźnie. 

Zdumiewająco odmienna estetyka i klimat tego zapachu (w porównaniu do Rose Ikebana) utwierdzają mnie w przekonaniu, że Jean-Claude Ellena to nie tylko perfumiarz o własnym, wypracowanym stylu, ale także nos wszechstronny i zdolny penetrować zupełnie odmienne olfaktoryczne światy, malować te same pejzaże w różnych porach roku i za każdym razem być przekonującym.

nuty głowy: różowy pieprz, kolendra

nuty serca: róża damasceńska, jagody róży

nuty głębi: wetiwer, cywet

nos: Jean-Claude Ellena

rok: 2000

Nie mam wątpliwości, że oba Ellenowskie różane pachnidła to efekt połączenia trzech zasadniczych elementów: talentu artysty, jego mistrzowskiego warsztatu oraz doskonałej jakości wyselekcjonowanych składników, które Mistrz sam dobiera spośród wariantów oferowanych mu przez najlepszych producentów. Poszukując niebanalnych perfum z różą w roli głównej, czy to dla siebie, czy to dla kogoś bliskiego, pamiętajmy, że w obu tych kompozycjach Jean-Claude Ellena potraktował królową kwiatów z należytą estymą, tak, jak traktuje się królową. Bez przyodziewania w zbędne dodatki, które mogłyby przyćmić piękno Jej Królewskiej Mości, za to z udziałem elementów subtelnie to piękno podkreślających.

The Different Company „Sel de Vetiver”

Na początek mała dygresja, choć związana z tematem. Sporo ostatnio dzieje się na rynku perfum niszowych w kontekście jednego nazwiska – niejakiego Bertranda Duchaufoura. Jego bezprecedensowa hiperaktywność powoduje, że  w roku 2011 będzie on niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o liczbę niszowych premier. Niektórzy twierdzą, że czekają nas teraz kolejne comiesięczne premiery jego kompozycji pod kilkoma markami. Bowiem Duchaufour zdaje się kuć żelazo póki gorące i korzystać z faktu, że jest dosłownie rozchwytywany przez perfumiarskie marki. Znany dotąd głównie ze współpracy z L’Artisanem i odpowiedzialny za kilka absolutnie przełomowych perfum tej marki (m.in. Timbutku, Dzonghka), współpracował (i to jak!) z Comme ds Garcons oraz włoską Eau d’Italie, zrobił też fenomenalny Jubilation XXV dla Amouage, współpracuje ostatnio również z brytyjskim Penhaligon’s (ostatnio udany Sartorial), skomponował La Belle Hellene eksluzywnej marki Parfums MDCI, a jego najnowszym dzieckiem jest jubileuszowe pachnidło marki Frapin pod znaczącym tytułem 1697. Także na wiosnę zaanonsowano premierę nowego, tym razem zainspirowanego Sycylią, pachnidła Eau d’Italie pod nazwą Jardin du Poete. Jakby tego było mało całkiem niedawno perfumiarski światek obiegła zupełnie sensacyjna informacja, że Bertrand zastąpi Celine Ellena w jednej z najbardziej ekskluzywnych i wyjątkowych marek niszowych – The Different Company. Niebywałe. Mam wrażenie, że za chwilę Duchaufour wyskoczy z mojej lodówki….

The Different Company to dziecko Jean Claude’a Elleny, które ten porzucił w 2004 roku (został wtedy nosem Hermesa), pozostawiając firmę w rękach utalentowanej córki. Nie znam przyczyn odejścia Celine, ale Bertrand potwierdził plotki choćby w tym wywiadzie. Pierwszy zapach Duchaufoura dla TDC ma mieć premierę już w kwietniu i ma być poświęcony…. oudowi.

Cofnijmy się jednak nieco w przeszłość The Different Company. Sel de Vetiver (Słony wetiwer) – chronologicznie druga kompozycja Celine pod egidą tej marki  (wcześniejsze cztery „zrobił” Jean Claude) – jest bardzo udaną próbą stworzenia prawdziwie alternatywnej kompozycji z wetiwerową dominantą. Nie spotkałem dotąd tak specyficznego i nietypowego ujęcia tego magicznego składnika, no może z wyjątkiem Vetiver Oriental Serge’a Lutensa i Chrisa Sheldrake’a. Do rzadkości bowiem należą próby umieszczenia tej ingrediencji w innym kontekście niż cytrusowy (np. Vettiveru CdG), zielony (klasyk Guerlaina) lub paczulowy (świetny ale niedoceniany Vetiver L. Villoresiego). Celine Ellena – nie uciekając ani od paczuli an od cytrusów – zanurzyła wetiwerię w kardamonie i kwiatach, osiągając doprawdy niecodzienny i uroczy efekt. Kompozycję rozpoczyna akord cytrusowy, ale już od samego początku grejpfrutowi towarzyszy znany z Declaration Cartiera kardamon. Już choćby przez to sam początek SdV wzbudza zaciekawienie. Akord serca to wciąż kardamon, jednak z towarzyszeniem kwiatów (ylang i irys) oraz  geranium. Ten etap to szczególnej mocy, bardzo charakterystyczna woń, która pięknie ciągnie się za noszącym, pozostawiając „ogon”, obok którego trudno przejść obojętnie. Jest w tym zapachu specyficzna słona nutka, na którą zresztą zwracają uwagę wszyscy znający ten zapach. Sama autorka odsłania swoją inspirację, którą był zapach soli morskiej schnącej na skórze w słońcu po morskiej kąpieli. Tytułowa wetyweria pojawia się w całej krasie w bazie zapachu z towarzyszeniem paczuli, która jednak nie dominuje tak znacząco tematu, jak to jest u Villoresiego, a jedynie wspiera wspaniałą woń haitańskiego zielska. Śliczne to pachnidło i jednocześnie jeden z najpiękniejszych wetiwerowych pejzaży, jakie znam. Zarówno projekcja jak i trwałość nie pozostawiają nic do życzenia. Mamy tu do czynienia z perfumami najwyższej klasy.

Flakon wspólny dla całej linii zapachów marki zaprojektował Thierry de Bachmakoff, wymieniany jako jeden z trójcy twórców marki TDC (obok J.C. i Celine Elleny). Thierry to znany projektant dóbr luksusowych (flakony do perfum, akcesoria skórzane, zegraki, okulary). Flakon TDC jest przykładem świetnego designu i gratką dla tych, którzy cenią regularne, geometryczne kształty i grube szkło. 90-ml butla jest sporych rozmiarów i ma swoją solidną wagę. Wężyk atomizera zanurzony w cieczy otulony jest bezbarwną rurką, co przypomina patent znany z linii Dior Homme. Na czołowej części nadrukowana jest nazwa zapachu i – drobnymi literami – główne składniki, co uważam za świetny pomysł (znany już choćby z flakonów Prady). Całość prezentuje się świetnie, dostojnie i „inaczej”.

By zamknąć ten wpis klamrą nadmienię, że Bertrand Duchaufour zapytany o to, jaki zapach The Different Company podoba mu sie najbardziej, wymienił właśnie Sel de Vetiver. Mistrz wie, co mówi 🙂

góra: grejpfrut, kardamon

środek: geranium, irys, ylang-ylang

baza: wetiwer z Haiti, paczula

nos: Celine Ellena

rok: 2006

moja klasyfikacja: uniwersalna, niebanalna, o charakterystycznym „ogonie”, dla miłośników wetiweru, bardziej na ciepłe pory roku

ocena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 5/ trwałość: 5/ flakon: 5