Guerlain „Eau de Guerlain”

Mamy wciąż lato, więc kontynuuję na blogu tematykę zapachów odpowiednich przede wszystkim na tę porę roku. Dziś moje odkrycie tego lata (lepiej późno niż wcale) Eau de Guerlain pochodzące z bardzo mi bliskiego 1974 roku.

Guerlain_logo (1)

W Guerlain istnieje niepisana tradycja zobowiązująca każdego pełniącego rolę głównego perfumiarza domu do stworzenia własnej interpretacji tematu eau – czyli wody, rozumianej tu jako uniseksowy zapach lekki i świeży, mniej lub bardziej koloński w charakterze.  W 1860 roku założyciel firmy – Pierre Guerlain – rozpoczął cykl słynnym, klasycznie kolońskim Eau de Cologne Imperiale. Jego następca w fotelu perfumiarza marki – Aime Guerlain (odpowiedzialny m.in. za rewolucyjne Jicky) – w roku 1890 zaproponował Eau de Cologne du Coq. Z kolei autor takich genialnych pachnideł jak MitsoukoShalimar, Apres l’Ondee czy L’Heure Bleue – wielki Jacques Guerlain – miał w 1920 roku swoje Eau de Fleur de Cedrat. Wreszcie jego bratanek – Jean-Paul Guerlain – w 1974 roku wpisał się w firmową tradycję i stworzył własną wersję wody Guerlaina (obecny perfumiarz Thierry Wasser zdążył już popełnić Cologne du Parfumeur). 

Tak powstała Eau de Guerlain – przepiękna, przebogata w składniki, wyrafinowana i jednocześnie – jak na Jean-Paula przystało – niezwykle elegancka uniseksowa cytrusowo-ziołowa woda toaletowa – dużo więcej niż po prostu kolońska. W tym zapachu Jean-Paul wyszedł daleko poza granice tradycyjnej eau de cologne. Czegoż tu nie ma w składzie! Są obowiązkowe cytrusy (cytryna, bergamotka), są zioła (m.in. bazylia, werbena, mięta), są przyprawy (goździk, kmin), ale znajdziemy też ukochane przez perfumiarza kwiaty (jaśmin, neroli i róża) oraz bazowe piżmo, mech dębu, ambrę. Mimo nagromadzenia ingrediencji zapach jest przede wszystkim cytrusowo- ziołowy i orzeźwiający, a składniki z natury cięższe pełnią tu funkcję tła, rusztowania. Wprawiają całość w wibrację, dodają pewnej głębi i ciepła oraz trwałości, czyniąc z Eau de Guerlain pełnoprawną eau de toliette.

eau de guerlain nuty 1

Eau de Guerlain pięknie ewoluuje na skórze. Początkowo pachnie bardzo wyraźnie olejkiem z cytryny. Słodka cytryna, wzmocniona ziołową „cytrynowością” werbeny, zza której stopniowo wyłania się mięta. Tej towarzyszy subtelny, ale wyczuwalny goździk oraz kmin odpowiedzialny za swoistą nieco jakby cielesną nutkę. Składniki kwiatowe nie są tu ewidentnie wyczuwalne, a zapach finiszuje w niby-szyprowym, mszystym stylu. Całość jest bardzo złożona i pachnie wielowymiarowo. Potwierdza obsesyjny perfekcjonizm Jean-Paula Guerlaina i jego niebywały talent.

Eau de Guerlain to absolutny majstersztyk w swym gatunku dający niesamowitą satysfakcję z noszenia przez wiele godzin, co warto podkreślić. Pachnie przy tym niesamowicie naturalnie. Rozpylony w zamkniętym pomieszczeniu długo utrzymuje się w powietrzu wypełniając je niesamowitą, bardzo naturalną wonią. Jest przy tym wszystkim nieco retro w swym charakterze, ale nie na tyle, by nie dać się z powodzeniem nosić współcześnie.  

Jak wspomniałem na wstępie – to moje odkrycie tego lata. Po zużyciu kupionego okazyjnie i zupełnie w ciemno kilkunasto-mililitrowego dekantu wiedziałem, że muszę mieć własny flakon. Zapach ten oczarował mnie swym bogactwem i harmonią oraz tym czymś, co znajduję we wszystkich dotąd poznanych przeze mnie kompozycjach Jean-Paula Guerlaina, a czego nie potrafię nazwać…

Rzadko powołuję się na recenzje Luci Turina zawarte w jego przewodniku Perfumes. The A-Z Guide, ale w tym przypadku przytoczę jedno zdanie z jego pięciogwiazdkowej opinii nt. Eau de Guerlain: „If you want citrus, there is simply nothing better out there.” 

guerlain-eau-de-guerlain-edt-100ml-u

nuty górne: bergamotka, werbena, cytryna, mięta, bazylia, liść gorzkiej pomarańczy 

nuty środkowe: kmin, goździk, mięta, jaśmin, róża

nuty bazy: paczula, mech dębu, drewno sandałowe, ambra, piżmo

twórca: Jean-Paul Guerlain

rok wprowadzenia: 1974

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ok. 6-7 godzin

 

Guerlain „Habit Rouge L’Eau”

Thierry Wasser jest pierwszym w niemal 200 letniej historii domu Guerlain tzw. in house perfumer wywodzącym się spoza rodziny. Został wybrany i namaszczony osobiście przez Jean-Paula Guerlaina po tym, jak nikt z rodziny nie zdecydował się przejąć perfumiarskiej po jego odejściu na emeryturę w 2002 roku. W czerwcu 2008 roku został oficjalnie ogłoszony jego następcą w fotelu głównego perfumiarza. Firma Guerlain miała więc już wówczas za sobą sześcioletni okres w trakcie którego zmuszona była zlecać opracowanie nowych pachnideł na zewnątrz (Givaudan, Firmenich) na wzór designerskich marek haute couture. Pracujący tam Wasser miał okazję zrobić dla Guerlaina takie zapachy, jak Iris Ganache czy Quand Vient la Pluie. Jako pracownik Firmenich spotkał się osobiście z Jean-Paulem Guerlainem przy okazji pracy nad męskim, świeżym zapachem dla Guerlain. Marka potrzebowała czegoś takiego w swej ofercie, by sprostać oczekiwaniom współczesnego mężczyzny konsumenta. Jak podają źródła Wasser w pewnym momencie utknął w martwym punkcie, nie wiedząc jak ożywić zapach, nad którym pracował, jak dodać mu świeżości. Spotkał się w Jean-Paulem, a ten zasugerował mu spróbować nuty rabarbaru. Tak też się stało i wkrótce potem powstał Guerlain Homme – zapach rozpoczynający współczesną męską linię perfum Guerlaina dla mężczyzn.

Thierry-Wasser5

Po objęciu funkcji naczelnego perfumiarza Wasser wziął się ostro do roboty, by z sukcesem wprowadzić markę w XXI wiek. Głównym zadaniem, jakie mu postawiono, było kontynuowanie tradycji domu przy jednoczesnym unowocześnieniu jego oferty. Z perspektywy czasu widać, że Wasser robi to dwojako. Po pierwsze tworząc od początku nowe, współcześnie pachnące perfumy (męska linia Homme, damskie Idylle w kilku wersjach, La Petite Robe Noire). Po drugie odświeżając, dostrajając do współczesnych gustów konsumenckich klasyczne, legendarne kompozycje Guerlain np. Shalimar (wersja Parfum Initial), L’Heure Bleu (wersja L’Heure de Nuit) czy Habit Rouge (wersja L’Eau). Póki co perfumiarz nie „apdejtował” klasycznego Vetiveru, choć jego wyobrażeniem nt. tego typu męskiego zapachu zdaje się być L’Eau Boisee z linii Homme zawierające w formule esencję z nowego gatunku wetywerii. Poza tym Thierry Wasser musi dbać o to, by oferowane zapachy Guerlaina spełniały coraz ostrzejsze wymagania IFRA (stąd – moim zdaniem – nieco jednak zmieniona formuła Vetiver w nowej-starej butli w stosunku do edycji z 2000 roku).

Dziś mam przyjemność opisać wrażenia nt. Wasserowskiej interpretacji Habit Rouge w wersji L’Eau. Zapach wszedł do oferty w 2011 roku. Jak twierdzi sam perfumiarz – kocha zapachy J.P. Guerlaina, a Habit Rouge były pierwszymi prawdziwymi perfumami, które nosił. Bardzo więc byłem ciekaw, jak zinterpretował legendarny orientalny temat.

habit-rouge-l-eau-publicite22

Habit Rouge L’Eau to wbrew naturalnym skojarzeniom zapach współczesny co do formy, ale retro co do treści. Zapatrzony w wielkiego poprzednika, oddający mu niejako hołd. W naturalny sposób świeży cytrusami i jednocześnie orientalny fundamentem złożonym z wanilii i paczuli. Gdy porównuję go z klasykiem, wyraźnie czuję, że formuła oparta jest na współczesnych ingrediencjach, które znaleźć można w dzisiejszych męskich wodach. Ten zapach z pewnością nie ma w sobie unikatowości i oryginalności wielkiego protoplasty, który wciąż po latach robi potężne wrażenie (choć nie na każdym pozytywne), mimo że powstał niemal pół wieku temu. Wydany w 2011 roku Habit Rouge L’Eau – zupełnie przeciwnie – przeszedł raczej bez echa, zauważony głównie przez fanów marki. Do tego w Polsce ma bardzo ograniczoną dystrybucję. Nie widzę go w polskich salonach zagranicznych perfumerii sieciowych. Nie ma go nawet w polskich perfumeriach internetowych, które potrafią przecież „wykopać” prawdziwe cuda. Trochę szkoda, bo mógłby pełnić on dla współczesnych mężczyzn podobną rolę, jak Shalimar Parfum Initial dla nieznających klasyki Guerlaina młodych kobiet – swoistej inicjacji, wstępu do poznania prawdziwej francuskiej klasyki perfumeryjnej. 

Zapach rozpoczyna bukiet cytrusów z grejpfrutem i gorzką pomarańczą w roli głównej. Jakże inne jest to otwarcie w porównaniu do cytryny i gorzkiej pomarańczy znanych z wersji klasycznej. Gdzieś w tle pobrzmiewa tu coś jakby subtelna nutka irysa, choć w oficjalnym składzie go nie znajdziemy. Przemycony chyłkiem, bardzo nieśmiały jaśmin przebija spod cytrusowo-zielonego akordu wprowadzając nas powoli w ładną, świeżą i lekko kwiatową oraz już nieco także orientalną fazę serca. Na tym etapie czuć bowiem zapowiedź waniliowo-paczulowej bazy, będącej jednak zaledwie subtelnym wspomnieniem gęstej i puchatej, waniliowo-skórzanej bazy oryginalnego Habit Rouge. Zresztą w nowej wersji nie odnajduję nawiązań do tematu skórzanego. Zapach jest bardziej rześki niż zmysłowy, bardziej wibrujący wokół noszącego, aniżeli otulający go niczym szal. Wyraźnie czuć, że to nie Jean-Paul Guerlain połączył tu molekuły. Zbyt mało w tym głębi i wyrafinowania. Zbyt mało olfaktorycznego nasycenia i aż nadto wasserowskiej powściągliwości. Zresztą – choć trwa na mojej skórze ponad 8 godzin – ma wg mnie zbyt ugrzecznioną projekcję, co – znowu – jest charakterystyczne dla sposobu, w jaki Thierry Wasser pojmuje męskie perfumy (gdzie te czasy, gdy popełniał takie giganty, jak Salvador Dali Pour Homme!). Szczególnie w drugiej połowie okresu trwania woń staje się radykalnie blisko-skórna i – wg mnie – pozbawiona ogona (sillage). Szkoda, choć przyznać się muszę, że podobnie zachowuje się na mnie klasyczny Habit Rouge, więc być może to moja skóra nie chce współgrać z tą formułą perfum? A może to po prostu wanilia, styrax, benzoes i paczula tworzą razem zbyt ociężałą konstrukcję, by wznieść się wysoko ku niebu? 

Nowy Habit Rouge ubrano w stare wdzianko. Klasyczny już flakon autorstwa Roberta Granaia wyróżnia srebrna etykieta z jasnoczerwonymi napisami oraz korespondująca z nimi obwódka zatyczki. Warto zaznaczyć, że nowe flakony Guerlain wyposażono w bardzo dobrej jakości atomizery, pozwalające różnicować dawkę płynu.

Guerlain-Habit-rouge-Leau

nuty głowy: gorzka pomarańcza, nuty zielone

nuty serca: jaśmin

nuty bazy: wanilia, paczula

twórca: Thierry Wasser

rok wprowadzenia: 2011

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: średnia, po ok. 3-4 godzinach bliskoskórna
  • trwałość: ok. 8 godzin

Guerlain „Arsene Lupin Dandy” i „Arsene Lupin Voyou”

W 2007 roku w Le Figaro pojawiła się elektryzująca wszystkich wielbicieli domu perfumeryjnego Guerlain wzmianka, że oto legendarny Jean-Paul Guerlain od kilku miesięcy pracuje nad kolejnymi perfumami dla mężczyzn. Miały one swą premierę w 2010 roku i okazało się wówczas, że nie była to jedna, tylko aż dwie kompozycje pod tą samą nazwą: Arsene Lupin, przy czym różniły się podtytułami: Dandy i Voyou. Jean-Paul Guerlain przyznał, że będą to najprawdopodobniej ostatnie stworzone przez niego perfumy, zanim całkowicie wycofa się z aktywności zawodowej.

Mistrza odpowiedzialnego za takie arcydzieła perfumerii jak Samsara, Jardins de Bagatelle, Mahora, Nahema, Chamade, Derby, Habit Rouge, Heritage, Vetiver, Eau de Guerlain od zawsze fascynowała postać Arsena Lupina z jego dwoistą naturą – szarmanckiego eleganta i bezwzględnego bandyty. Dlatego też zdecydował się on na stworzenie dwóch pachnideł oddających obie strony natury Lupina. Na internetowych forach można spotkać opinie, że tylko Dandy jest w pełni dziełem Jean-Paula, zaś Voyou to w głównej mierze zapach  Thierry Wassera, który objął funkcję głównego perfumiarza Guerlain w czerwcu 2008 roku. Biorąc pod uwagę charakter i styl obu pachnideł jestem w stanie w to bez wahania uwierzyć, ale że nie mam jednoznacznego potwierdzenia tej tezy, zaś niewątpliwy autorytet w dziedzinie Guerlaina – autor bloga Monsieur Guerlain – jednoznacznie przypisuje autorstwo obu zapachów Jean-Paulowi Guerlainowi. Pozostanę więc przy tej wersji, choć nie zmienia to moje opinii, że Dandy pachnie zdecydowanie w starym stylu Guerlaina, zaś Voyou emanuje nowoczesnością charakterystyczną dla współczesnych zapachów marki (L’Instant Pour Homme czy linia Homme).

jean-paul-guerlain 3

Ogromna szkoda, że oba pachnidła są tak trudno dostępne – obecnie przede wszystkim w głównym sklepie Guerlain w Paryżu przy 68 AVENUE DES CHAMPS ELYSEES, od niedawna – chyba – także na lotnisku De Gaulle’a oraz – na pewno – w londyńskim Harrodsie. To czyni je oczywiście pozycjami bardzo pożądanymi przez wielbicieli Guerlaina, jak i perfum w ogóle. 

1: Dandy czyli Elegant

Już po pierwszym teście wiedziałem, że to będzie mój faworyt w tym duecie. Przepiękna i możliwa do wykonania tylko przez Jean-Paula Guerlaina kompozycja kwiatowo-szyprowo-skórzana, z doprawdy cudną wonią fiołka, doprawioną kardamonem i osadzoną na szyprowym akordzie z labdanum i paczulą. Choć spotykają się w tym pachnidle echa takich dzieł marki Guerlain jak Chamade Pour Homme czy Mitsouko, a także reminiscencje z Grey Flannel G. Beene czy Fahrenheit Ch. Diora, to jednak Dandy pachnie jak nic innego. Indywidualnie, absolutnie oryginalnie i unikatowo, a ponad wszystko powalająco elegancko i – po prostu – przepięknie. Ma też w sobie sporą dawkę nostalgii za dawnymi czasami, którą Jean-Paul ewidentnie przemycił do formuły. Dziś absolutnie nie robi się takich zapachów. Nawet w tzw. niszy trudno coś takiego znaleźć. Dandy nie jest pachnidłem w żadnej mierze trendy. To raczej ubrane we współczesne barwy piękne wspomnienie tego, czym były wspaniałe pachnidła pół wieku temu.

arsene lupin

Dandy rozpoczyna się akordem złożonym z dominującego swą zielonością fiołka i wibrującego świeżością kardamonu. Z czasem pojawia się chłodząca, lekko mentolowa nuta, która może pochodzić od kardamonu. Przez te dwie fazy trwania zapachu na skórze, jest on świeżo-zielony i subtelnie wibrujący z wyraźnie szyprową charakterystyką. W miarę upływu czasu zaczyna dominować właśnie ta piękna, ciepła, elegancka guerlainowska szyprowa baza z labdanum, drewnem sandałowym oraz paczulą, która jak żyw przypomina mi współczesne wcielenie fenomenalnego Mitsouko w wersji EDT.  By w sposób najprostszy wyobrazić sobie jak pachnie Dandy, wystarczy połączyć – wcześniej nieco rozcieńczoną – fiołkową zieloność Grey Flannel z guerlainowską szyprowością Mitsouko właśnie.

fiołke

Dandy to eleganckie i luksusowe perfumy, pozostające w zgodzie ze słowami Jean-Paula Guerlaina: „Luksus to coś pięknego i dyskretnego”. Takie właśnie są. Wyczuwalne na skórze przez wiele godzin, utrzymują dyskretną, ale stałą projekcję. Spotkają się – jak sądzę – z uznaniem mężczyzn poszukujących bardziej tradycyjnych i jednocześnie niebanalnych woni. Wszak męski, zielono-kwiatowy szypr to rzecz bardzo daleka od obecnych trendów. I bardzo dobrze. 

guerlain-dandy

główne nuty:  bergamotka, gorzka pomarańcza, różowy pieprz, labdanum,  fiołek,  olibanum, kardamon, paczula, drewno sandałowe

twórca: Jean-Paul Guerlain 

rok wprowadzenia: 2010

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: początkowo i w sercu średnia, w bazie subtelna, ale wyczyuwalna
  • trwałość: 8-9 godzin

2: Voyou czyli Bandyta

Otwarcie jest słodko cytrusowe z tłem w postaci miksu przypraw i żywic. Co ciekawe, zapach po kilkunastu minutach nabiera projekcji, staje się lżejszy i świeższy, niż na początku. Po bardzo zrównoważonym przyprawowym sercu następuje drzewna baza z dominującym sandałowcem na tle białych piżm. Wszystko to pachnie bardzo współcześnie, bez odniesień do przeszłości. W Voyou bardzo istotną rolę odgrywa duet benzoesu i esencji drewna sandałowego, uzupełniony bardzo oszczędnie o wtopioną w niego zgrabnie różę, której subtelnie towarzyszy jakże z nią kompatybilna paczula. W wyniku tego Voyou chwilami wydaje się być zubożonym w paczulę odległym krewnym Coromandela Chanela.

Voyou pachnie zdecydowanie nowocześniej od swego fiołkowego brata. Pozbawiony jest też jego sentymentalizmu. Jest też mniej unikatowy, choć wciąż świetnie złożony i bardzo ładnie pachnący. Bez najmniejszego problemu mógłby stanąć na mainstreamowej półce obok współczesnych Guerlainów autorstwa Thierry Wassera. Niestety nie znalazłem w nim nic, co by mnie uwiodło.

guerlain dandy 2

główne nuty: gorzka pomarańcza, aromatyczne zioła, bylica, pieprz, kolendra, róża, drewno sandałowe, benzoes, paczula, białe piżma

twórca: Jean-Paul Guerlain

rok wprowadzenia: 2010

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: początkowo i w sercu średnia, w bazie subtelna, ale wyczuwalna
  • trwałość: 8-9 godzin

Oba pachnidła Arsene Lupin to przykłady doskonałej roboty perfumiarskiej, choć żadne z nich nie zachwyciło mnie w stopniu, jakiego oczekiwałem (ach te oczekiwania!). Przyznać jednak muszę, że gdybym miał możliwość zakupu jednego flakonu, bez wahania sięgnąłbym po fiołkowy szypr Dandy (pod warunkiem, że w pobliżu nie byłoby cudnego Chamade Pour Homme, ale o tym przy innej okazji…). Voyou – choć ładne – pozostawiło mnie zupełnie obojętnym. Zbyt wiele tego typu pachnideł przewinęło się przez moje ręce, a sama jego solidność i wysoka jakość to jednak zbyt mało, by nakłonić mnie do starań o własny flakonu, szczególnie że poziom cenowy jest w przypadku obu pachnideł dużo wyższy od standardowego.

Guerlain „Heritage” edt oraz vintage edp

Swego czasu popełniłem na blogu –  a będzie to już niemal 2 lata temu – recenzje Heritage Guerlain  – jak się niedawno okazało w wersji vintage. Gdy ostatnimi czasy wpadło mi w ręce współcześnie sprzedawane w perfumeriach wcielenie tego zacnego męskiego pachnidła, zdumiałem się, gdyż okazało się znacząco inne od  protoplasty. Różnice są na tyle istotne, że postanowiłem napisać o Heritage ponownie, tym razem odnosząc się do tej wersji, którą jest obecnie w sprzedaży. A że na dodatek moja kolekcja wzbogaciła się o unikatową vintage’ową wersję eau de parfum, tym bardziej sensowny wydał mi się powrót do jednego z najlepszych męskich pachnideł wszechczasów.

Dla porządku – nowa wersja Heritage edt posiada flakon wyposażony w srebrny atomizer i srebrną zatyczkę (fotografia u dołu wpisu), w przeciwieństwie do koloru złotego, który może cechować wersję vintage edt, ale nie musi… Sprawa jest skomplikowana. Heritage przeszedł bowiem zmiany formuły co najmniej dwukrotnie i  nie jest pod tym względem w katalogu Guerlaina odosobniony. Wszak większość klasyków tej marki powstało zanim jeszcze szacowne grono tworzące IFRA zaczęło wprowadzać obostrzenia dotyczące stosowania składników w perfumach, a trzeba pamiętać, że klasyczne perfumy Guerlain zawierają dużo składników pochodzenia naturalnego, więc są tym bardziej IFRA-podatne. 

Guerlain_logo

Heritage eau de toilette (edt) – wersja współczesna

Heritage, w wyniku reformulacji, z potężnej mocy zapachu orientalnego-drzewnego o wyraźnie aromatycznym (ziołowym) zabarwieniu, z przecudnym kwartetem cytrusów, lawendy, tonki i cedru w rolach głównych, stał się rozwodnionym i ugrzecznionym, zdecydowanie mniej aromatycznym pachnidłem orientalno-drzewnym, mocno przypominającym stare dobre Zino Davidoff, (co zresztą zupełnie nie było cechą wersji vintage). Co interesujące, Luca Turin – było nie było autorytet w dziedzinie perfum – także wskazał na to podobieństwo w swej książce „Perfumes. The A-Z Guide”, pisząc dosłownie: „derived from Zino” czyli pochodzący od Zino. Z tego stwierdzenia oraz z reszty jego dość obszernego opisu wnioskuję, że testował wersję współczesną. Wg świetnego bloga Monsieur Guerlain zmiany w formule oryginalnego Heritage wynikały głównie z obowiązkowego usunięcia mchu dębowego, by zapach stał się zgodny z wymaganiami IFRA. Najprawdopodobniej najpierw zamieniono w nim mech dębu (Evernia prunastri) na mech drzewny (Evernia furfuracea), a później wyrugowano mech zupełnie. Wg mnie zmiany poszły jeszcze dalej, w efekcie czego stary i nowy Heritage to niemal dwa różne zapachy.

jean-paul-guerlain1

Nieco płaska i dużo cichsza wersja współczesna z wyczuwalnymi, ale już nie tak gigantycznie mocnymi nutami cytrusów i lawendy, niesiona jest teraz bardzo wyraźnym różowym pieprzem. To początkowo główne różnice pomiędzy starą a nową wersją edt. Po krótkim czasie zapach przechodzi harmonijnie w serce, które jest lekko jakby kwiatowe (pisze jakby, bo źródła milczą na ten temat) i pikantne, nieco także drzewne. Na tym właśnie etapie ujawnia się sygnaturowy akord nowego Heritage, przypominający wspomniane Zino Davidoff, choć jest on  delikatniejszy i bardziej harmonijny oraz pozbawiony tej nieco drażniącej, gorzkiej i dysonansowej nuty kwiatowej obecnej w Zino. Faza serca Heritage to wiele godzin czystej przyjemności z noszenia. Czuć klasę i elegancję, która otacza noszącego. Ambrowa baza zapachu to z kolei kwintesencja Guerlaina: wanilia, tonka i nuty drzewne. Jest bardzo charakterystyczna, dobrze wyczuwalna, niezwykle męska i bezdyskusyjnie elegancka, choć wyraźnie mniej intensywna i mniej trwała, niż w przypadku wersji vintage. Pozbawiona głębi, jaką starej wersji dawał mech dębu.

Współczesny Heritage został niewątpliwie dostrojony do obecnych standardów, które deprecjonują pachnidła mocne i zdecydowane, „wypełniające pomieszczenie”. Mimo to nie zatracił swej elegancji, dystynkcji i klasy, a i projekcja usatysfakcjonuje osoby lubiące pozostawiać za sobą zapachowy ogonek. Abstrahując od wyraźnych różnic pomiędzy obiema wersjami, trzeba wyraźnie powiedzieć, że Heritage to wciąż bardzo dobre męskie perfumy, zachowujące swą integralność i charakterystyczny sygnaturowy akord. Mimo wyraźnie uwspółcześnionego charakteru Heritage pozostaje pachnidłem – w dobrym tego słowa znaczeniu – staromodnym. Dobrze, że Guerlain nie wycofuje go z oferty. Oby nigdy nie zmienił zdania i oby nie grzebał już więcej w jego formule. No chyba że po to, by reaktywować wersję vintage

heritage new

nuty górne: cytryna, bergamotka, lawenda

nuty środkowe: kolendra, różowy pieprz

nuty dolne: paczula, drewno cedrowe, bób tonka, wanilia

twórca: Jean-Paul Guerlain

rok wprowadzenia: premiera 1992, daty zmiany formuły nie znane;

moja rekomendacja: przeznaczonym dla mężczyzn dojrzałych, wg mnie przynajmniej 35 letnich,  ubierających się co najmniej w stylu smart casual. W zapach wpisana jest elegancja i wyrafinowanie. Heritage użyty do T-shirtu i jeansów będzie skutkował sporym dysonansem.

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: 9-10 h

*     *     *

P.S. czyli Heritage Eau de Parfum 

Heritage był chronologicznie pierwszym męskim zapachem marki, który doczekał się wersji eau de parfumObecnie Guerlain ma w swej ofercie kilka męskich pachnideł w tej koncentracji  (Habit Rouge, L’Instant Pour Homme, Homme). Nabyty przeze mnie niedawno unikatowy egzemplarz we flakonie 75 ml starego typu (jak na fotografii poniżej) pochodzi z 2004 roku. Wg źródeł wersja edp także została poddana reformulacji, jednak wszystko wskazuje na to, że mój egzemplarz jest sprzed tych zmian (obecnie edp sprzedawana jest w identycznym flakonie jak edt – o pojemności 100 ml ).

Jakie są wiec różnice pomiędzy vintage edp a współczesną edt?

W skrócie edp jest bardziej skoncentrowaną wersją współczesnego edt z nieco inaczej rozłożonymi akcentami. To gęstsza i ciemniejsza wariacja na temat ze zmniejszonym udziałem cytrusów i pieprzu, za to ze wzmocnionymi nutami tworzącymi bazowy akord ambrowy (wanilia, cedr i tonka), który od czasu do czasu uwalnia intrygującą, jakby cyweto-podobną nutkę.  Czy jest to faktycznie cywet, czy może efekt połączenia mchu drzewnego (który vintage edp podobno zawiera) z wanilią z Madagaskaru  (oba składniki w naturze wykazują nieco „organiczne” nuty), tego nie wiem. Poza tym dość wyraźnie obecne pozostają lawenda i kolendra, a więc składniki odpowiadające za aromatyczny wymiar tych perfum.  Zapach jest gęsty, snuje się dość blisko skóry (projektuje słabiej niż edt), za to jego trwałość jest nieco lepsza. Co ciekawe, różnice pomiędzy obiema wersjami ujawnia w pełnej krasie dopiero skóra. Testy blotterowe uwydatniają tylko różnicę w koncentracji obu zapachów i zawartości różowego pieprzu, którego w edt jest dużo więcej, co z pewnością ma wpływ na lepsza projekcję tej wersji.

Heritage edp imponuje i onieśmiela swą majestatyczną głębią, a nawet pewną ociężałością. Jest przykładem wniknięcia w głąb guerlainowskiego „kodu genetycznego” (guerlinade). Jest zarazem kwintesencją stylu Jean-Paul Guerlaina, który ponad wszystko ukochał wanilię i ciężkie nuty orientalne. W tym kontekście warto pamiętać, że jego tak przecież odmienny i uwielbiany przez mnie Vetiver to pierwsze perfumy, jakie zrobił całkowicie samodzielnie, będąc jeszcze bardzo młodym, dwudziestodwuletnim mężczyzną. Jednak już 6 lat później zaprezentował światu Habit Rouge, będący hołdem dla wanilii i jednocześnie prawdziwą inicjacją perfumiarskiego stylu Mistrza.

Jean-Paul Guerlain zwykł mawiać, że „rzadko zdarzają się dobre perfumy, które nie zawierałyby wanilii.” W Heritage edp wanilia gra jedną z głównych ról. I to są naprawdę dobre perfumy.

heritage edp

nuty górne: cytryna, bergamotka

nuty środkowe: lawenda, kolendra, różowy pieprz

nuty dolne: paczula, drewno cedrowe, bób tonka, wanilia, mech drzewny

twórca: Jean-Paul Guerlain

rok wprowadzenia: bd.

moja rekomendacja: podobnie jak przy edt

moja ocena:

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra
  • trwałość: 11-12 h

Guerlain „Habit Rouge” Eau de Parfum

To baza tworzy perfumy.

Tak przynajmniej twierdził niejaki Jean Carles – perfumiarz i twórca własnej szkoły perfumiarskiej zwanej Jean Carles Method, która – z pewnymi modyfikacjami – do dziś wykorzystywana jest do szkolenia pokoleń perfumiarzy w szwajcarskim Givaudanie. Carles zwracał uwagę na to, że perfumiarz najwięcej energii i pracy powinien poświęcić na zbudowanie akordu bazowego, bo to on będzie wyczuwalny na skórze przez 80% czasu. Składniki, które zwykliśmy nazywać sercem zapachu, Carles traktował jako modyfikatory bazy, mające po pierwsze zamaskować ewentualne nieprzyjemne wonie ingrediencji ją budujących oraz stanowić płynne przejście pomiędzy nią a nutami głowy. Te z kolei miały inne zadanie – zaintrygowania, wzbudzenia zaciekawienia, pozytywnego zaskoczenia.

Jean Carles

Jean Carles uważał, że prawdziwy perfumiarz musi potrafić wyobrazić sobie efekt połączenia różnych składników, zanim jeszcze fizycznie je ze sobą zmiesza. Stąd jego metoda kładzie ogromny nacisk na zapamiętywanie zapachów i ich kombinacji – akordów. Tej metodzie do dziś hołduje wywodzący się ze szkoły Givaudana Jean-Claude Ellena.

Współczesne zapachy z tzw. mainsteramu buduje się odwrotnie. Cała para idzie w akord otwarcia, w pierwsze wrażenie, jaki zapach robi kilkanaście sekund po spryskaniu testowego kartonika. Konkurencja jest ogromna, półki wprost uginają się od perfum różnych marek, więc nie ma czasu do stracenia. Trzeba zdobyć klienta. Szybko. Zapach musi więc z miejsca zainteresować, musi pachnieć świetnie na bloterze (w ten sposób przecież przeciętny konsument testuje perfumy w sieciowej perfumerii), choć już niekoniecznie na skórze. Baza perfum pozostaje na uboczu zainteresowania twórców. Jest kwestią drugorzędną.

Wspominam o tym wszystkim dlatego, że perfumy, które mam przyjemność dziś opisywać, powstały wg starej szkoły. Choć nie była to szkoła Jeana Carlesa, tylko rodziny Guerlainów, którzy zaczęli tworzyć pachnidła, zanim jeszcze Jean Carles pojawił się na tym świecie, to obie miały ze sobą bardzo wiele wspólnego. Ostatnim z rodu Guerlainów, który tak pięknie grał na perfumowych organach, był (a właściwie wciąż jest, tyle że wycofał się z aktywności zawodowej) Jean Paul Guerlain. Człowiek, który jak żaden inny z jego przodków zatroszczył się o mężczyzn. Zadbał o to, by także oni mogli nosić perfumy godne ich rosnących wymagań. To dla nich skomponował m.in. zielony Vetiver, orientalny Habit Rouge, szyprowy Coriolan, skórzany Derby czy aromatyczno-drzewny HeritageU progu XXI wieku po raz kolejny zasiadł w swej pracowni, by do tego katalogu dokooptować nową wersję Habit Rouge – w koncentracji wody perfumowanej. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, nie powstała po prostu trwalsza wersja klasycznego EdT, ale znacznie więcej… 

Jean-Paul-Guerlain 1

Mistrz przygotował oto wyrafinowaną odsłonę legendarnego męskiego „orientalna”. Pozostawił charakterystyczne połączenie słodkich cytrusów, przypraw, wanilii i skóry, ale zmienił ich proporcje oraz wzbogacił kompozycję o kilka nowych składników. Wyciszył bardzo donośne w wersji Eau de Toilette cytrusy oraz neroli, wzmocnił cynamon oraz dodał esencję z drewna agarowego w bazie. A było to zaledwie rok po głośnym oudowym debiucie M7 Yves Saint-Laurenta i 2 lata po ukazaniu się Sequoia Comme des Garcons, w którym Bertrand Duchaufour jako jeden z pierwszych umieścił esencję agarowej żywicy – dotąd domenę perfumerii arabskiej – w perfumach przeznaczonych na rynek zachodni. A więc na długo przed panującą nam miłościwie od kilku lat oudomanią.

Habit Rouge EdP jest przykładem użycia oudu w sposób wyważony, ale znaczący. Nie poczujemy go od razu, ale dopiero gdy minie kilkadziesiąt minut i zapach przeobrazi się z mieszanki cytrusów i neroli, mistrzowsko przyozdobionej doskonałym cynamonem, który w tym połączeniu chwilami przypomina zapach kłącza irysa, poprzez charakterystyczną dla Guerlain nutę madagaskarskiej wanilii, na poły słodkiej, na poły tłustej, niemal maślanej. Wówczas na skórze pozostanie charakterystyczna oudowa nuta otoczona dodatkowo ambrowym akordem złożonym z benzoesu i wanilii oraz akcentem skórzanym. Baza trwa na skórze długie godziny, dając znać o sobie w ten znany z zapachów Jean Paula Guerlaina majestatyczny sposób.

Nigdy nie przypuszczałbym, że właśnie w Habit Rouge EDP odnajdę woń zbliżoną do jednego z moich perfumowych faworytów – wspomnianego M7 Yves Saint-Laurenta. W dużym uproszczeniu napiszę, że zapach ten wypada jaka efekt połączenia Habit Rouge EdT z M7 w proporcjach 2:3, a najbardziej zbliżone są właśnie akordy bazy obu pachnideł.

Zapach od pierwszych sekund pięknie sadowi się na skórze i rozwija z iście francuską elegancją. Jest doskonale wyważony i – jak dla mnie – bezdyskusyjnie piękny. Czuć tu mistrzowską rękę Jean Paula Guerlaina i jego bogaty, zniuansowany styl, który nie znalazł niestety kontynuatorów ani w Guerlain (Thierry Wasser to niezaprzeczalny talent, jednak o zgoła odmiennej, współczesnej stylistyce, choć jego butikowych Guerlainów nie próbowałem, a podobną są doskonałe), ani w znanej mi szerzej pojętej perfumerii. Może z wyjątkiem Patricii de Nicolai, kierującej własną wytwórnią perfum pod nazwą Parfums de Nicolai, a w której żyłach płynie przecież guerlainowska krew.

Klasyczny Habit Rouge EdT to niewątpliwie klasyka, szyk i elegancja – ale w nieco już oldskulowym wydaniu, o czym przypominam sobie za każdym razem, gdy go użyję. W porównaniu z nim wersja EdP pozbawiona jest „brody”. Jest bardziej wyrafinowania i wielowymiarowa. Ma też lepszą trwałość przy nieco cichszej, ale wciąż solidnej projekcji. Wydaje się też być zdecydowanie lepszym wyborem na obecną mroźną pogodę, krótkie dni i długie wieczory.

Ale poza wszystkim uwielbiam wprost bazę tego zapachu. To baza tworzy te perfumy.

habit rouge 2

Nuty górne: bergamotka, cytryna, pomarańcza

Nuty środkowe: neroli, cynamon, cedr

Nuty dolne:  ambra, skóra, oud, paczula, wanilia,

twórca: Jean Paul Guerlain

rok wprowadzenia: 2003

moja klasyfikacja: francuska klasyka w wydaniu wyrafinowanym: zapach dla dojrzałych mężczyzn, znających swą wartość, chcących pachnieć inaczej, niż podążający za modą koledzy 😉

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 12 h

Guerlain „Coriolan”. Dziś nie robi się już takich perfum.

Coriolan wszedł na rynek w 1998 roku, gdy tego typu perfumy nie miały racji bytu. Dlatego – ze względu na jego fatalne wyniki sprzedaży –  w bardzo krótkim czasie został wycofany z rynku.  Jean-Paul Guerlain był zresztą świadom niepopularnego charakteru tego zapachu i nawet reklamowe zdjęcie Coriolana opatrzone było hasłem: „Dziś takich perfum się nie robi”. Charakterystyczna nutka złośliwości połączona ze swoistą goryczą i brakiem akceptacji współczesnych reguł perfumowego biznesu, bijąca z hasła reklamowego Coriolana, jest zresztą cechą charakterystyczną Jean-Paula Guerlaina, który nigdy ostatecznie nie zaakceptował testów konsumenckich, briefów i całego tego marketingowego szaleństwa. Promocyjny lunch dla wybranej, ekskluzywnej klienteli w posiadłości Guerlaina… Tak – to już prędzej.

Coriolan to dobrze przyprawiony imbirem i gałką muszkatołową męski szypr (chypre) z niezbędnymi w formule: bergamotką, paczulą i mchem dębowym. Z początku jakby nieco przytłamszony, nieco niewyraźny, nie tworzy tak wyraźnego olfaktorycznego obrazu, jak inne męskie Guerlainy (VetiverHabit Rouge czy Heritage). Rozświetlony cytrusami i zielono-aromatyczny, troszkę w klimacie Givenchy Xeryus, później pikantny, wreszcie ocieplający się, lekko kwiatowy za sprawą miodowej esencji z ylang ylang, z klasycznym guerlainowskim finałem. Właśnie finał jest tym, co zachwyca mnie w tej kompozycji najbardziej. Główni aktorzy zwieńczenia to mech dębu, benzoes i nieśmiertelnik. Jednak żaden z nich nie bierze tu góry, zresztą podobnie jest w całej kompozycji. Idealna harmonia i równowaga składników świadczy o absolutnym mistrzostwie Jean-Paula i jego niebywałej znajomości fachu i ogromnym talencie. Coriolan pachnie ….. Coriolanem. Nie wetiwerem, nie paczulą, nie bergamotką, nie mchem dębowym i nie ylang-ylang, choć wszystkie te składniki znalazły się w formule. Ale ich umiejętne dobranie i zastosowane proporcje dały zupełnie nową jakość. I o to – zdaje się – chodzi w klasycznej perfumerii. Na bazie znanych i dostępnych składników stworzyć oryginalną kompozycję, która będzie warta więcej niż prosta suma składników. Zaryzykuję stwierdzenie, że tylko Jean-Paul Guerlain mógł stworzyć tak wspaniale męski i zmysłowy finisz, który utrzymuje się na mnie długie godziny, i który daje mi to poczucie obcowania z majstersztykiem, z dziełem wybitnego artysty. Ale przede wszystkim daje on poczucie subtelnej, dyskretnej elegancji. Jean-Paul Guerlain zwykł mawiać, że „luksus to coś pięknego i dyskretnego zarazem” i Coriolan zdecydowanie spełnia to kryterium. Jest w tym zapachu coś bardzo francuskiego, arystokratycznego. Jest pewna wyniosłość i duma, ale jednocześnie zapach nie krzyczy, raczej niezwykle elegancko szepcze.

W 2008 roku Guerlain przywrócił Coriolana do życia pod nową nazwą L’Âme d’un Héros i udostępnił jako exclusive homme wyłącznie w swoim paryskim butkiu przy Champs-Élysées. W tej chwili jedynym miejscem, w którym można nabyć Coriolana jest Internet, choć jest to coraz trudniejsze. Pewnym jest, że jakąkolwiek butelkę tego zapachu znajdziemy, nie będzie ona miała mniej niż 10 lat. Niniejszą recenzję pisałem właśnie na bazie tak wiekowego już egzemplarza, mając na uwadze, że zapach ten – przechowywany nawet w odpowiednich warunkach – z dala od światła dziennego i wysokich temperatur – z pewnością uległ pewnym zmianom w funkcji czasu. Szczególnie, że zawiera – jak wszystkie klasyczne perfumy Guerlain – dużą dozę wyselekcjonowanych składników naturalnego pochodzenia, a te jak wiadomo gorzej znoszą upływający czas.

Zapach jest raczej stonowany, o dyskretnej, ale stanowczej projekcji i – jak to u Guerlaina – bardzo dobrej trwałości – ponad 10 godzin. Bardzo oryginalny flakon w kształcie nawiązującym do XIX wiecznego, podręcznego, miedzianego zbiornika na proch strzelniczy. Butla jest poręczna i wygodna, choć oryginalna odchylana na zawiasie zatyczka nieco czasem przeszkadza w aplikacji perfum. Wykonanie flakonu jest wzorowe i nie pozostawia nic do życzenia. Dbałość o szczegóły i wysoka jakość materiałów oraz wykonania jest, szczerze mówiąc, na rzadko dziś spotykanym poziomie. Po prostu piękny przedmiot.

Miałem pewne obawy, co do Coriolana. Niepotrzebnie. Nie ma on generalnie „entuzjastycznej prasy”. Trochę niesprawiedliwie, choć znając inne męskie pachnidła Jean-Paula Guerlaina, faktycznie można Coriolanowi zarzucić pewien brak wyrazistości i łatwości zapamiętania go. Jednak wciąż to klasyczny męski Guerlain. Piękny, elegancki i dyskretny. I lepszy niż większość konkurencji. Bezdyskusyjnie.

Uważam, że mężczyzna pachnący Coriolanem będzie robił wyjątkowe wrażenie na otoczeniu. Wypada, by zapach ten nosić w zestawieniu z przynajmniej elegancką koszulą i marynarką. Niekoniecznie zaraz garnitur, niekoniecznie krawat, ale też absolutnie nie T-shirt czy – ogólniej – nie styl sportowy! Po prostu nie wypada!

nuty górne: bergamotka, liście cytryny, neroli

nuty środkowe: szałwia, imbir, jagody jałowca, gałka muszkatołowa, ylang-ylang

nuty bazy: paczula, mech dębu, wetiwer, benzoes, nieśmiertlenik

twórca: Jean-Paul Guerlain

rok wprowadzenia: 1998

moja klasyfikacja: ponadczasowy, niezwykle elegancki i ciepły, uniwersalny i klasyczny zapach męski, dla dojrzałego mężczyzny, znającego swoją wartość, nie chcącego mocno zaznaczać swej obecności perfumami, ale chcącego pozostawiać dyskretne i niedomówione wrażenie klasy i luksusu

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 4/ trwałość: 5/ flakon: 5

Guerlain – klasa i ponadczasowa elegancja

Mój szacunek i podziw dla Jean-Paula Guerlaina i perfum, które stworzył, jest naprawdę ogromny. To jego zasługą było wprowadzenie do oferty marki Guerlain perfum dedykowanych mężczyznom. Wszystko zaczęło sie w 1959 roku od sławnego i genialnego Vetiveru, który do dziś pozostaje chyba najdoskonalszym zapachem z trawiastym składnikiem w roli głównej. Ale spod jego rąk wyszły także takie niekwestionowane arcydzieła perfumerii męskiej jak Habit Rouge (1965), Derby (1985), Heritage (1992) czy Coriolan (1998). Wszystkie genialne, arcymęskie, jedyne w swym rodzaju. Nie dam złego słowa powiedzieć o Mistrzu Guerlainie i jego perfumach. Niestety…. jego czas jako kierującego firmą minął, awłaściwie to jego „era” została brutalnie zakończona po tym, jak w wywiadzie dla francuskiej telewizji w październiku 2010 roku pozwolił sobie na niestosowny, rasistowski komentarz. Choć miał on w zamierzeniu żartobliwy charakter, to w niezwykle wyczulonej na sprawy narodowościowe i rasowe Francji wystarczyło, by następnego dnia pod butikiem Guerlaina w Paryżu przy Champs-Elysees pojawiły się grupy manifestantów bojkotujących szacowną markę, ten niezwykły klejnot francuskiej kultury i sztuki. Mimo szybkich przeprosin Guerlaina reakcja akcjonariuszy firmy była niemal natychmiastowa. Kontrakt Jean-Paula jako mentora i doradcy (bowiem głównym nosem Guerlaina, tzw. in house perfumer, jest od 2008 Thierry Wasser) został natychmiast zerwany, a ten odsunięty od decyzji mających wpływ na firmę. Jego miejsce, jako person in charge, zajął Thierry Wasser. Od tego momentu to właśnie Wasser odpowiada za kierunek, w jakim zmierza ta niezwykła firma. Ta bardzo smutna historia uczy, do jakiego „przesadyzmu” doszło francuskie społeczeństwo w zakresie – paradoksalnie -nietolerancji wobec wszelkich przejawów ksenofobii i rasizmu. Wypowiedż Jean-Paula Guerlaina miała być niewinnym żartem, ironiczną uwagą dotycząco tego, jak ciężko pracował nad zapachem Samsara, a stała się przyczyną iście historycznych zmian w „rodzinnym” biznesie Guerlain (który od pewnego czasu nie jest już stricte rodzinny, bowiem Guerlaina należy do koncernu Louis Vuitton & Moet Hennessy). Co ciekawe, Thierry Wasser jest pierwszym w ponad 180 letniej historii marki głównym perfumiarzem spoza rodziny. Syn Jean-Paula nie chciał kontynuować rodzinnej tradycji i poszedł własną drogą życiową.

Thierry Wasser ma niezwykle trudne i odpowiedzialne zadanie. Ma z sukcesem wprowadzić markę w XXI wiek, ma optymalnie umiejscowić Guerlaina na współczesnym trudnym i niezwykle konkurencyjnym, nastawionym na gigantyczne obroty i szybki zysk, rynku perfum. Jest to o tyle trudne, że Guerlain jest firmą bardzo tradycyjną i nieco wyniosłą, dumną ze swej historii i swych osiągnięć, stawiającą od zawsze na bezkompromisową jakość, a nie ilość. Stroniąca od badań rynku, testów konsumenckich i schlebianiu masowym gustom. Thierry Wasser zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w efekcie pozostawienia takiego stanu rzeczy, Guerlain może w najlepszym razie skończyć jako muzeum perfum. Stąd konieczne są zmiany nie tylko w podejściu do biznesu, ale i w samych perfumach. Nowe czasy – nowe wyzwania.

Nowe perfumy Guerlaina muszą trafiać w gusty możliwie szerokiej rzeszy konsumentów, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu ich jakości, tak by nie deprecjonować marki. Klasyki Guerlaina pozostają w ofercie jako dorobek i spuścizna marki. Niektóre z nich stanowią bazę dla Wassera do własnych interpretacji i wariacji. „Kocham jego perfumy” – mówi Wasser o swym mentorze. „Moimi pierwszymi były Habit Rouge.„. Wasser właśnie opracował  własną wariację na ich temat. Jego Habit Rouge L’Eau, mający właśnie albo już za chwilkę swą premierę, jest – jak się pewnie domyślamy – lżejszą i łatwiejszą w noszeniu adaptacją sławnego oryginału. Lekko świeży, z mniej cytrusowym otwarciem i lżejszą bazą, pozbawioną zupełnie nuty skórzanej będzie z pewnością świetną propozycją dla współczesnego mężczyzny.

Innym efektem działań nowego szefa Guerlaina jest najnowsza kompozycja Shalimar Parfum Initial. Odmłodzone i uwspółcześnione przez Wassera wcielenie klasycznego zapachu Jean-Paula Guerlaina jest skierowane do młodych, a nawet bardzo młodych kobiet i ma być ich pierwszym Shalimarem, a nawet pierwszymi perfumami w ogóle, a także zapachem otwierającym drzwi dla klasyka w przyszłości, gdy już do niego „dojrzeją”.

Ale wróćmy jeszcze do męskich pachnideł Guerlaina. Sławny Vetiver póki co pozostaje zapachowo nietknięty i jedynie zmienił niedawno flakon na identyczny z flakonem Habit Rouge. Zresztą zapach ten był już niegdyś w latach 1988-2000 sprzedawany w takiej właśnie butelce, której jestem zresztą przeszczęśliwym posiadaczem.

Bardzo cenię męskie perfumy Guerlaina. Szczerze mówiąc nie znam zapachów, które miałby w sobie więcej klasy i elegancji niż te stworzone przez Jean Paula. Chciałem, by wpis ten był swego rodzaju hołdem dla niego i dla tej niezwykłej marki, a także przygotowaniem gruntu pod mającą się pojawić wkrótce na blogu recenzję Coriolana. Zapraszam do śledzenia bloga!