Nowe kolońskie od Hermesa, czyli „Eau de Neroli Dore” i „Eau de Rhubarbe Ecarlate”

Kolekcja kolońskich Hermesa powiększyła się w tym roku o dwie nowe pozycje, z których pierwszą – Eau de Neroli Dore – przygotował będący już jedną nogą… na emeryturze Jean-Claude Ellena, drugą zaś – Eau de Rhubarbe Ecarlate – Christine Nagel – mająca docelowo przejąć po nim gabinet z jakże prestiżową wizytówka na drzwiach: Hermes In-house Perfumer. O ile dobrze kojarzę, jest to pierwszy w 1oo% przez nią skomponowany zapach z logiem H. Jak więc widać, swoją pracę w Hermesie zaczęła od tej – mam wrażenie -najmniej prestiżowej części oferty francuskiej marki, czyli Les Colognes. Widać, że kierujący perfumowym biznesem w Hermesie są ostrożni…

Testując oba zapachy, które doskonale pasują do obecnej pory roku, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oboje perfumiarzy podeszło do swego zadania zupełnie inaczej. W sumie nie powinno to dziwić, gdyż każde z nich miało zgoła inną motywację, a poza tym i jedna i drugi to wybitni fachowcy o wyrobionym przez lata warsztacie i stylu. Ale chodzi mi o coś innego…

Christine Nagel et Jean-Claude Ellena@CesarLucadamo

Mianowicie ellenowskie Eau de Neroli Dore (złote neroli) sprawia na mnie wrażenie łabędziego śpiewu Jean-Claude’a Elleny. Zapach charakteryzuje na tyle dużą dozą nonszalancji (na którą może pozwolić sobie tylko ktoś, kto od dawna nie musi niczego udowadniać), że trudno myśleć o nim inaczej. W jakimś sensie sygnaturowy minimalizm Elleny odnajduje w tej kolońskiej swoje apogeum. Wciąż jednak nie można odmówić twórcy poszukiwań, nowatorstwa polegającego głównie na stosowaniu bardzo wyselekcjonowanych składowników i łączeniu ich w nietypowe układy, zwykle bardzo proste, acz charakterystyczne. W Eau de Neroli Dore główną rolę gra kluczowa dla całego kolońskiego gatunku esencja z kwiatu pomarańczy, zwana neroli (znana z subtelnych elementów białokwiatowych, w tym indolowych), której perfumiarz – co sam podkreśla – użył wyjątkowo dużo, jak na standardy przyjęte powszechnie w perfumerii. W otwarciu połączył ją z  aromatem gorzkiej pomarańczy. Te dwa składniki budują koloński charakter zapachu. To bardzo klasyczne i tradycyjne połączenie. Jean-Claude Ellena postanowił jednak złamać te odwieczną harmonię dodając szafranu (stąd pewnie „złote” neroli w nazwie), który nadał całości niecodziennej goryczy, pogłębiając przy tym indolową stronę neroli, w efekcie czego Eau de Neroli Dore tylko początkowo pachnie świeżo i przyjemnie. Dość szybko brudnawo-goryczkowa nuta bierze górę i pozostaje już do końca, dość zresztą rychłego. Ewolucja tej kolońskiej składa się z dwóch etapów: świeżego neroli w otwarciu i gorzkiego neroli w bazie. Po czasie pachnie to zresztą w sposób bardzo tradycyjnie, wręcz prymitywnie koloński… Tak jakby Ellena wrócił po latach do samych korzeni perfumiarstwa. Jakby postanowił stworzyć coś źródłowego, coś co pachnie jakby powstało gdzieś w XVIII wieku.

Uważam, że to zapach skierowany raczej do koneserskich nosów i to chyba bardziej tych męskich. Z pewnością nie należy do pachnideł, które łatwo przypadają do gustu. Do tego nie trzyma się też mojej skóry zbyt długo, ale wiem – to kolońska…

Eau de Neroli Dore to oko puszczone do nas przez nieco znudzonego, zmanierowanego i dopieszczonego przez wszystkich artystę, który zdaje się mówić: Chcecie kolejną kolońską? Proszę. Oto ona. Ale nie spodziewajcie się, że będzie po prostu łatwa i przyjemna. Takich zapachów zrobiłem już zbyt wiele. Zresztą wszyscy inni takie robią. Ja już nie muszę. Robię co chcę i świetnie mi za to płacą, a poza tym za chwilę idę na emeryturę, więc o co chodzi?

Eau de néroli doré - flacon 200 ml BD

główne nuty: gorzka pomarańcza, neroli, szafran

twórca: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Ellena i Nagel

Eau de Rhubarbe Ecarlate (Szkarłatny Rabarbar), autorstwa Christine Nagel, to zupełnie inna bajka. Dla mnie to szczególnie ważny zapach, gdyż może on być swego rodzaju probierzem tego, na ile wygodnie Nagel czuć się będzie w fotelu Elleny. Oczywiście wiem, że kierunek, w jakim podąża Hermes, nie zależy wyłącznie od woli perfumiarza. Nad tym wszystkim pracuje sztab ludzi z szefem działu perfum na czele. Ale perfumiarz w Hermesie ma pozycje wyjątkową. W każdym razie taką miał Jean-Claude Ellena…

Wszyscy, którzy znają jej zapachy stworzone dla Jo Malone, nie powinni być Eau de Rhubarbe Ecarlate zaskoczeni. To jej styl. Absolutnie harmonijny, pozbawiony dysonansów, śliczny od początku do końca, a przy tym czysty i minimalistyczny, choć nie przesadnie.

Taka też jest jej pierwsza kolońska dla Hermesa. Stworzona chyba nieco bardziej z myślą o kobietach. A może to kwestia tego, że została skomponowana przez kobietę, z właściwą jej wrażliwością i jej preferencjami co do nut i akordów. No ale przecież założeniem Les Colognes Hermesa jest ich uniseksowość. Osobiście bardzo dobrze czuję się nosząc Eau de Rhubarbe Ecarlate, które jest cudownie orzeźwiające, świeże, niezwykle soczyste, z dominującą nutą owocową, która może niekoniecznie kojarzy mi się z rabarbarem (choć jest w niej jakiś element jego kwaśnej soczystości), a bardziej z mieszanką liści i owoców porzeczki. Początkowo pachnie kwaskowato i soczyście, z czasem staje się bardziej aksamitna i – dzięki białym piżmom – wygładzona. Przez cały czas utrzymuje jednak główną owocową nutę. Charakteryzuje się przy tym całkiem sporą wyrazistością i bardzo dobrą trwałością jak na kolońska etykietkę (za co w swojej subiektywnej ocenie przyznaję dwa dodatkowe punkty). Poprzez swój soczysto-owocowy, lekko zielony charakter, nawiązuje też do hermesowych ogródków. Czuć w niej wyraźnie wysoką jakość składników oraz sygnaturę Hermesa. Upss.. Wymknęło mi się! A jednak! Sygnatura Hermesa. Tak – zadziwiające, ale ona jest tu obecna.  

Christine Nagel @Benoit Teillet

Poprzez tę kolońską Christine Nagel miała coś bardzo ważnego do udowodnienia. To mianowicie, że z nią na pokładzie perfumowy Hermes pozostanie perfumowym Hermesem. Synonimem najwyższej jakości, połączenia wysublimowanej perfumiarskiej sztuki z mistrzowskim warsztatem i jasną wizją kierunku, w jakim chce zmierzać. Że zachowa pozycje i dystans do konkurencji nie poprzez bycie wyłącznie lepszym, ale także poprzez bycie innym.  Ja nie mam wątpliwości, że Nagel stanęła na wysokości zdania. Eau de Rhubarbe Ecarlate to jedna z najlepszych kolońskich Hermesa.

Na chwilę zatrzymam się przy flakonie. Kształt znany jest z całej linii Les Colognes i nawiązuje to klasycznego flakonu Eau d’Hermes z nieodwodzonym kapelusikiem jako zatyczką. Wykonanie – jak zwykle u Hermesa – jest perfekcyjne i dopracowane w każdym szczególe. Atomizer to najwyższa półka. Jest niesamowicie solidny. Działa perfekcyjnie i precyzyjnie, jak skrzynia biegów ekskluzywnego niemieckiego auta. Szczególnie pięknie flakon ten prezentuje się właśnie w szkarłatnym wybarwieniu, jakiego użyto dla podkreślenia charakteru zapachu (co jest zasadą w przypadku każdej kolońskiej Hermesa). Trzymanie w dłoniach tego przedmiotu to czysta przyjemność, dająca wrażenie obcowania z mini dziełem współczesnej sztuki użytkowej.

Po zaledwie jednym pachnidle trudno jest oceniać, czy Christine Nagel była dobrze przemyślanym „nabytkiem” Hermesa. Czas i kolejne jej pachnidła pokażą, czy zintegruje ona swój perfumeryjny styl z estetyką tej francuskiej marki. Jeana-Claude’a Ellenę trudno zastąpić, a funkcja głównego perfumiarza Hermesa to prawdopodobnie jedna z najbardziej prestiżowych funkcji w tym biznesie.  Pozostaje więc poczekać na kolejne dzieła Christine Nagel. Szczególnie intryguje mnie, jak sprawdzi się w cięższym gatunku perfumowym, jakim są perfumy kobiece oraz co będzie miała do zaproponowania mężczyznom. Bo kolońska, mimo że moim zdaniem bardzo dobra, to jednak tylko… kolońska.

Alcool 11 Flacons 4 lignes - logo 2 lignes+0,25

główne nuty: rabarbar, czerwone porzeczki, białe piżmo

twórca: Christine Nagel

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Hermes „Epice Marine”- mariaż bretońskiej kuchni i prowansalskiej perfumerii

Spotkanie mistrzów smaku i zapachu, znanego z zamiłowania do przypraw mistrza bretońskiej kuchni Oliviera Roellingera oraz niemniej gustującego w przyprawowych składnikach perfumiarza Jean-Claude’a Elleny, które odbyło się swego czasu u wybrzeży Bretanii, musiało mieć swoje istotne skutki. Zbyt wiele łączy obu panów, by z nich wspólnych rozmów, testów i degustacji nic nie wynikło. W ich efekcie powstały Epice Marine, perfumy zainspirowane na poły bretońską kuchnią, na poły morskim klimatem tego regionu. Kompozycja weszła w skład ekskluzywnej kolekcji Hermessence w 2013 roku i jest chyba pierwszym zapachem w portfolio Jean-Claude’a Elleny zawierającym morską nutę. Nie jest natomiast z pewnością pierwszym, w którym ten posłużył się mieszanka przypraw. W szczególności mam tu na myśli kardamon, którego niezwykła, ciepło-zimna, wibrująca, musująca natura znajduje się na stałe w palecie olfaktorycznej tego perfumiarza od co najmniej 1998 roku, gdy światło dzienne ujrzało przełomowe, zbudowane głównie na kardamonie i Iso E Super genialne Declaration Cartiera, a którego uwspółcześnioną, „hermesową” wersję odnajdziemy w bardzo dobrym Voyage D’Hermes.

Lancement-Epice-Marine-24
Olivier Roellinger i Jean-Claude Ellena

O pierwszym wrażeniu Epice Marine stanowi bukiet przypraw z dominującym kardamonem oraz prażonym kminem i cynamonem w tle, rozcieńczony w esencji z bergamotki. Z czasem dołącza do nich bezprecedensowa w wykonaniu tego perfumiarza delikatna nuta dymna, która wraz z równie niespotykana wcześniej, nienachalną nutą alg tworzą oryginalną mieszankę olfaktoryczną, mimo wszystko pozostającą bardzo w stylu Mistrza, jaki znamy od czasu, gdy przyjął posadę w Hermesie. Prz odrobinie wysiłku można odnaleźć tu odległe echa Declaration Cartiera, a więc także i Voyage d’Hermes. To głównie za sprawą kardamonu oraz delikatnej słoności aromatów alg i dymu. Niemniej Epice Marine jawi się przy obu wymienionych bardziej jako szkic perfumowy, intrygująca zapachowa idea, aniżeli pełnoprawne perfumy.

Epice Marine, choć niewątpliwie interesujące, to jednak rozczarowuje mnie przesadną subtelnością. Gdyby było choć o 25% mocniejsze, bezwzględnie by na tym zyskało. A tak, jedynie zaraz po aplikacji i przez może dwa kwadranse po niej przyjemnie wibruje wokół skóry, by bardzo szybko na niej osiąść i pozostawić na niej słony ślad Bertońskiej bryzy wymieszanej ze wspomnieniem dymu z dawno zagaszonego na plaży ogniska.

Zapach ten to interesujący przykład unikalnego warsztatu Elleny, ale również i jego artystycznej maniery minimalizowania i nadawania swym dziełom przesadnej moim zdaniem transparentności. Osobiście preferuję te kompozycje artysty, którym ten nadał większej mocy (np. Declaration Cartiera,  Terre d’Hermes, Voyage d’Hermes, szczególnie w wersji Parfum czy nawet Hermesowe „Ogródki”)gdyż wówczas jego talent jest… dużo łatwiejszy w docenieniu, że tak to dyplomatycznie ujmę.

A tak? No cóż, pozostaje spory niedosyt, który podobno jest lepszy niż przesyt, ale czy aby zawsze?

 

visuel-prehome-epice-marine

główne nuty: bergamotka, prażony kmin, cynamon, kardamon, wodorosty, whiskey, dym

twórca: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

Hermes „Bel Ami Vetiver”

O męskim klasyku Bel Ami od Hermesa pisałem na blogu pięć lat temu przy okazji recenzji Equipage tej samej marki. Oryginalna wersja – pochodząca z 1986 roku autorstwa Jean-Luca Sieuzaca- nie przekonała mnie wówczas swą surowością i jednowymiarowością, choć przyznam, że gdy dziś ją testuję, mój osąd jest mniej radykalny. Jean-Claude Ellena opisał klasyka tymi słowy:

„Niezwykły i asertywny styl kompozycji. Niezaprzeczalne nuty skóry, dominujące acz wybitne”.

Czyli z uznaniem, ale i odrobiną subtelnej krytyki…

Jean-Claude Ellena

27 lat po premierze Bel Ami – w ramach tzw. Collection Les Classiques – Hermes zaproponował nową wersję pod nazwą Bel Ami Vetiver. Jak się później okazało, był to początek reinterpretacji klasycznych pachnideł tej szacownej marki, pochodzących jeszcze z czasów, gdy Hermes nie miał własnego ekskluzywnego perfumiarza i zlecał wykonanie perfum zewnętrznym fachowcom. Od 2004 roku to Jean-Claude Ellena odpowiada za wszystkie zapachy Hermesa i to właśnie nie kto inny, tylko on zasiadł w swej pracowni, by zagłębić się w perfumową historię Hermesa i na jej bazie przygotować nowe wersje legendarnych pachnideł. Bel Ami Vetiver (2013) był pierwszym z nich. Następne były Rose Amazone (2014) i Equipage Geranium (2015). Wynikać z tego może, że przyszły rok przyniesie kolejną reinterpretację, prawdopodobnie jednego z damskich pachnideł marki. Widać, że perfumiarz przyjął zasadę wzbogacania historycznych formuł o m.in. jedną zasadniczą ingrediencję, co znalazło odzwierciedlenie w ich nazwach. W przypadku Bel Ami jest to – rzecz jasna – wetiwer.

BelAmi Vetiver 1

W największym skrócie i bez niespodzianek – Bel Ami Vetiver to mariaż skórzanego akordu znanego z klasyka, tu podanego w dużo mniej ostry i nie tak bezkompromisowy sposób, z esencją z wetywerii, która zajęła miejsce obecnej w klasyku dymnej paczuli. Zapach został zreinterpretowany z dużą troską o zachowanie skórzanego charakteru oryginału, w związku z czym przewodnia skórzana nuta Bel Ami została tu zachowana, choć jej asertywność, o której wspomina Ellena, została zastąpiona przyjazną „akuratnością”, z której tak znany jest ten perfumiarz. Zastosowany tu wetiwer został mistrzowsko wpisany w formułę i uzupełnia pachnidło o zielono-drzewną nutę. Ci nieliczni, którzy opisują nutę wetywerii w Bel Ami Vetiver jako podobną do tej znanej z Vetiver Tonka Hermessence mają wiele racji. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że perfumiarz zastosował tu tę samą, frakcjonowaną specjalnie dla niego w Laboratoire Monique Remy, esencję z wetywerii o unikalnej czystości i wyjątkowo wysublimowanym charakterze. Czysty, lekko zielony, lekko drzewny, lekko dymny, ale bez ziemistych akcentów wetiwer obecny jest wyraźnie na skórze na pierwszym etapie i drugim etapie trwania zapachu. Z czasem łagodnieje i siłą rzeczy ustępuje miejsca sygnaturowemu akordowi skórzanemu, który przejmuje pierwszy plan i trwa na nim do samego końca.

Bel Ami Vetiver to – podobnie jak protoplasta – perfumy dla dojrzałego mężczyzny. Eleganckie, nieco dystyngowane, ale pachnące zdecydowanie bardziej współcześnie niż klasyk. Czy mają go zastąpić? Nie sądzę. Hermes to marka o bardzo wysublimowanej filozofii, niezwykle poważająca swoją klientelę i nie kierująca się w swych poczynaniach wyłącznie chęcią zysku czy zwiększenia sprzedaży. Nie myślę, by zrezygnowała z oferowania klasycznego Bel Ami. Wersja wetiwerowa jest po prostu flankerem klasyka o wyraźnie zmienionym i bardziej współczesnym charakterze. Sądzę natomiast, że miłośnicy wersji klasycznej odnajdą w Bel Ami Vetiver to, co lubią najbardziej, a dodatkowo ucieszy ich ta unikalna, hermesowa nutka szlachetnej wetywerii. Mnie – jako fanowi wetywerii – ta wersja odpowiada bardziej i noszę ją z prawdziwą przyjemnością.

Zapach zasługuje na bardzo dobrą ocenę. Charakteryzuje się umiarkowaną, ale dobrze wyczuwalną, „ellenowską” projekcją oraz dobrą trwałością przekraczająca 8-9 godzin. Choć nie jest to zupełnie nowe męskie pachnidło tej marki, to w jakimś stopniu zaspokaja moje oczekiwanie na nowe męskie perfumy Hermesa. Jednocześnie bardzo zaostrza apetyt na testy Equipage Geranium. Mimo to jednak chcę wierzyć, że Jean-Claude Ellena zaproponuje jeszcze jakieś całkowicie nowe perfumy dla mężczyzn, zanim odejdzie na zasłużoną emeryturę…

Bel-Ami-Vetiver

główne nuty: cytrusy, wetiwer, skóra

twórca: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Hermes „Le Jardin de Monsieur Li”

00

„Pamiętam zapach stawów, zapach jaśminu, zapach mokrych kamieni, drzew śliwkowych, kumkwatów i gigantycznych bambusów. To wszystko tam było (…)”

Jean-Claude Ellena o ogrodzie Pana Li.

04

Le Jardin de Monsieur Li to zapach chińskiego ogrodu zawieszonego gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. Choć faktycznie za inspirację perfumiarzowi posłużył autentyczny, namacalny ogród, w którym – jak sam stwierdził – każdy fragment, każdy detal ma swoje z góry przemyślane miejsce, tak by przechadzając się po nim, pozwolić sobie na zagubienie we własnych myślach, na oddanie się rozmyślaniom i medytacji.

02

W przypadku perfumowej twórczości Jean-Claude’a Elleny spisy nut czy składników zdają się być zwykle bezużyteczne. Dlaczego? Składniki bowiem zwykle połączone są w całość w taki sposób, by tworzyć nową olfaktoryczną jakość. Ingrediencje układają się w niej niczym słowa w oryginalną opowieść, w której ważny jest kreowany obraz, świat, wrażenie, a nie poszczególne tworzące ją słowa. Tak też jest w przypadku najnowszego „hermesowego ogródka”. Jest w nim wszystko, za co podziwiam i uwielbiam mistrza Ellenę. Oryginalny akord, wyjątkowe nuty, unikatowe ingrediencje je budujące, pozytywne zaskoczenie, gdy wącham spryskaną nim skórę.

06

Le Jardin de Monsieur Li to przepiękne w swym minimalizmie połączenie wyraźnej na samym początku słodko-owocowej nuty kumkwatu z krystalicznie czystą nutą jaśminu nietypowo zestawioną z miętą, która komponuje się z całością nadając sercu zapachu świeżości, ale nie ujawniając się indywidualnie. Zapach zbudowany jest na subtelnej zielono-drzewnej bazie, która trwa zachowując zadziwiającą świeżość nawet wiele godzin po aplikacji. Całość bywa, że emanuje delikatnie mineralną, delikatnie też wodną, ale przede wszystkim jednak owocową i zielono-kwiatową aurą. Jest jedyny w swoim rodzaju, mimo że tak bliski stylistycznie temu, co dotąd Mistrz w ramach tego niezwykłego ogrodowego cyklu zaproponował. Raz poczuty na kimś, jest nie do pomylenia z niczym innym. Na tym m.in. polega geniusz Jean-Claude’a. Wspomniałem o czystym jaśminie. Otóż nuta ta ma tu wyjątkowo wypolerowany charakter. Jaśmin pozbawiony został typowych dla siebie elementów indolowych, aspektów gorzko-organicznych. Pozostała niczym nie zmącona nuta białokwiatowa o wyjątkowej urodzie. Cały Ellena – lubujący się w specjalnie dla niego opracowywanych esencjach.

09

Perfumy te mają – podobnie jak każdy ogródek Hermesa – uniseksowy charakter, pachną dość subtelnie, ale wyraźnie i trzymają się skóry przez dobrze ponad osiem godzin. Ich charakter zachęca do nieco bardziej obfitego użycia, co znacznie poprawia wszystkie wymienione parametry. Są prześliczną propozycją na ciepłą pogodę, mają w sobie mnóstwo słońca i pozytywnej energii.

03

Warto przypomnieć, że Jean-Claude Ellena, rodowity grassoise, nadworny perfumiarz Hermesa od 2004 roku, to jeden z najwybitniejszych żyjących perfumiarzy, który już zapisał się w annałach perfumeryjnej sztuki na równi z takimi postaciami jak Edmond Roudnistka czy Jean Carles. Jean-Claude jest niekwestionowanym mistrzem minimalizmu, ale i także perfumerii prawdziwie kreatywnej. To twórca o bardzo indywidualnym i dość hermetycznym stylu, bazującym na inspirowanym Haiku minimalizmie formy i wysokiej jakości składnikach. Nie są to wszakże składniki zwyczajne.

08

Perfumiarz lubuje się w doskonałej jakości syntetykach oraz ingrediencjach pochodzenia naturalnego poddanych procesom oczyszczania z wybranych niepożądanych przez niego frakcji. Destylacja frakcyjna opanowana została do perfekcji przez zlokalizowaną w Grasse firmę Laboratoire Monique Remy (należącą obecnie do IFF). To tam przede wszystkim Ellena zaopatruje się w naturalne ingrediencje do swych pachnideł. Bardzo starannie dobiera składniki, a jego paleta jest znakomicie mniejsza od standardowej i ogranicza się do kilkudziesięciu substancji. To świadome samoograniczenie ma na celu z jednej strony większą zwartość kompozycji, z drugiej zaś koncentrację na balansie pomiędzy maksymalnie kilkunastoma składnikami, na ich wzajemnej grze, bez rozpraszania ich natłokiem innych. To prawdopodobnie stąd wynika bardzo rozpoznawalny i indywidualny charakter perfum Elleny.

Le Jardin de Monsieur Li to najlepszy dowód jego niezwykłego talentu i wykrystalizowanego przez lata praktyki stylu, który podsumować można tymi słowy: mniej znaczy więcej. Myślę, że tylko prawdziwi koneserzy luksusu doceniają tę zasadę. Ja wciąż się tego uczę. Hołduję przy tym jeszcze jednej zasadzie – że nietrudno zadowolić mnie najlepszym. Także w tym względzie Le Jardin de Monsieur Li mnie nie zawodzi.

Prehome_Jardin_de_Mr_Li_1

nuty głowy: kumkwat

nuty serca: jaśmin, mięta

nuty głębi: nuty drzewne

rok premiery: 2015

nos: Jean-Claude Ellena

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Letnie orzeźwienie (2) – Hermes „Eau de Mandarine Ambree”/ Tom Ford „Madarino do Amalfi”

Nuta mandarynki bardzo często składa się na bukiet cytrusowy w pachnidłach, zwykle o charakterze kolońskim, ale nie tylko. Rzadko jednak – w przeciwieństwie do bergamotki czy nawet grejpfruta – perfumiarze wysuwają tę nutę na pierwszy plan. Dziś dwa przykłady zapachów kolońskich dedykowanych słodkiej cytrusowej woni, którą wszyscy doskonale znamy, szczególnie że obieramy mandarynki zwykle gołymi rękami.

mandarynka

Hermes – Eau de Mandarine Ambree

Jedna z nowszych kolońskich Hermesa składająca się na całkiem już sporą kolekcję bodajże pięciu pachnideł zatytułowaną The Hermes Colognes Collection. A wszystko zaczęło się wiele lat temu (w 1979 roku) od Eau d’Orange Verte autorstwa Francoise Caron. Dla uczczenia trzydziestolecia premiery tej ponadczasowej kolońskiej w 2009 roku Hermes wypuścił jej reedycję wraz z dwoma nowymi, całkowicie premierowymi kolońskimi skomponowanymi przez Jean-Claude’a Ellenę: Eau de Pamplemousse Rose i Eau de Gentiane Blanche. Obie interesujące z punktu widzenia poszerzania kolońskiej estetyki. Szczególnie druga jawi się bardzo unikatowym pachnidłem ze swą charakterystyczną, lekko gorzką nutą goryczki (Gentiane) na tle białych piżm. Cztery lata później do kolekcji dołączono nie mniej wyjątkowe Eau de Narcisse Bleu oraz Eau de Mandarine Ambree.

Passion fruit_ExtraSmall cropped

Eau de Mandarine Ambree jest dokładnie taki, jak się nazywa. Oto uroczy, lekki, ale zaskakująco ciepły i sympatycznie otulający zapach – akord, bowiem trudno tu mówić o wieloskładnikowej rozbudowanej kompozycji. Zestawienie aromatu olejku mandarynkowego z ambrowa podstawą, połączone egzotycznym akordem marakui. Tylko tyle i aż tyle, bo trzeba jednak zaznaczyć, że sam pomysł na połączenie słodkiego cytrusa z ciepłą, ambrową bazą wydaje się być unikatowy, a i spoiwo jest zdecydowanie nietypowe (naturalna esencja z passiflory nie nadaje się do użycia w perfumach, więc perfumiarz stworzył jej imitację w sobie tylko znany sposób). Jednak o rzadkiej urodzie i wyjątkowości tej kolońskiej stanowi przede wszytskim sam zapach, niepodobny do niczego, co znam. Jest przy tym linearny, nie zmienia się zbytnio w czasie, poza naturalnym zanikaniem całkiem długotrwałej nuty mandarynki na korzyść ambrowego tła. Eau de Mandarine Ambree to bardzo ładna, relaksująca, wprowadzająca w dobry nastrój woda, która wydaje mi się szczególnie odpowiednia na letnie wieczory. No i oczywiście, jak wszystkie kolońskie Hermesa, jest to klasyczny perfumowy uniseks.

Hermes mandarine

główne nuty: mandarynka, marakuja, ambra

twórca: Jean-Claude Ellena

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Tom Ford – Mandarino di Amalfi

Także marka Tom Ford (Estee Lauder) dynamicznie rozbudowuje swą linię zapachów kolońskich, płynąc na fali gigantycznej – jak na produkt luksusowy – popularności Neroli Portofino (2012). Obecnie w ofercie obok niego znajdują się jeszcze trzy zapachy typu cologne (wszystkie w deklarowanej koncentracji eau de parfum): Costa Azzurra, Mandarino di Amalfi (oba z 2014) i tegoroczne Fleur de Portofino. 

tom-fords-neroli-portofino-collection

Mandarino di Amalfi to w porównaniu do Eau de Mandarine Ambree zapach zdecydowanie bardziej złożony, wyrafinowany i wielowymiarowy. O ile Jean-Claude Ellena skoncentrował się na stworzeniu intrygującego połączenia kilku ingrediencji w niewątpliwie nową perfumową jakość, o tyle Mandarino di Amalfi jest kompozycją zainspirowaną klimatem i charakterystycznymi wonnymi elementami urokliwego miasteczka włoskiego Amalfi. Zapach skomponowała znana choćby z szerokiej współpracy z marką By Kilian perfumiarka Calice Becker.

Amalfi

Mandarino di Amalfi to przede wszystkim piękny i przebogaty akord cytrusowy, na który składają się niemal wszystkie używane w perfumerii cytrusowe esencje: mandarynka, bergamotka grejpfrut, pomarańcza i cytryna. Rezultatem jest intensywna, kompleksowa cytrusowa rześkość rzadko spotykana w perfumerii, łącząca ze sobą zieloność bergamotki z goryczką grejpfruta i słodkością pomarańczy. Dodatkowo intro zapachu zabarwiono na świeżo-zielono przy pomocy wyczuwalnej bardziej na skórze (w postaci subtelnego chłodu), aniżeli w bukiecie zapachowym mięty, a także estragonu i bazylii. Zielono-owocową nutę wzmacnia esencja z pączków czarnej porzeczki. Trzeba przyznać, że akord głowy Mandarino di Amalfi jest wyjątkowej urody i doskonałej jakości. Pachnie przy tym bardzo naturalnie. Serce zapachu to bukiet białych kwiatów z kwiatem pomarańczy wspartym lekko goryczkowym jaśminem. Liści shiso przydaje zieloności, szałwia zaś tradycyjnie kolońskiego sznytu. Bo nie można zapominać, że Mandarino di Amalfi to, mimo swego rzadko spotykanego wyrafinowania, zapach od początku do końca utrzymany w niemal klasycznej kolońskiej estetyce. Stąd baza tych perfum to przede wszystkim gwarant maksymalnego utrwalenia kolońskiego zapachu na skórze, sama w sobie nie stanowiąc żadnego wyraźnego akordu.

Mandarino di Amalfi to bez wątpienia jedna z najlepszych  kolońskich, jakie dotąd poznałem. Urzeka śródziemnomorską urodą, soczystością oraz pełnią poszczególnych nut i akordów, a także – co ma ogromne znaczenie – dobrą projekcją (dotyzy pierwszych 2-3 godzin) i ponadprzeciętną jak na gatunek koloński trwałością (około 8 godzin). Znakomicie spełnia swą rolę długotrwałego orzeźwienia i odświeżenia, dając jednocześnie dużo więcej satysfakcji z noszenia, niż tradycyjna, delikatna i szybko znikająca ze skóry kolońska.

tom ford mandarino

Nuty głowy: estragon, mięta, pąki czarnej porzeczki, mandarynka, bergamotka grejpfrut, pomarańcza, cytryna, bazylia

Nuty serca: czarny pieprz, kolendra, kwiat pomarańczy, szałwia, liść shiso, jaśmin

Nuty bazy: wetiwer, ambra, labdanum, piżmo, cywet

twórca: Calice Becker

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Terre d’Hermes Eau Tres Fraiche – świeżość z ziemi

Po bardzo udanej wodzie perfumowanej, zwanej nie wiedzieć czemu Pure Perfume, w której zintensyfikowano nutę mineralną, a całość zagęszczono i utrwalono żywicznym benzoesem, naszedł czas na lżejszą i świeższą interpretację cytrusowo-mineralnego tematu znanego z fenomenalnej Terre d’Hermes Eau de Toilette, poprzez którą w 2006 roku perfumiarz Jean-Claude Ellena zapoczątkował nową estetykę w męskiej perfumerii. Minęło już 8 lat, a Terre d’Hermes wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością wśród mężczyzn poszukujących zapachu będącego poza aktualnie panującymi trendami. Obecnie we Francji zamyka on pierwszą czwórkę najchętniej kupowanych męskich perfum, ustępując jedynie Le Male JPG, Eau Sauvage Diora oraz trzeciemu zapachowi, którego nazwy w tej chwili niestety nie pomnę.

profumi-uomo-hermes-terre-spot-640

Eau Tres Fraiche znaczy tyle, co bardzo świeża woda. Rzeczywiście zapach wyróżnia się nieobecną dotąd w linii Terre rześkością i lekkością, co nie znaczy jednak, że jest ulotny lub zwiewny. Mistrz Ellena odciążył klasyczną wersję w dolnych jej rejestrach z wetiweru i cedru, obniżył także zawartość sygnaturowej i cudownej skądinąd nuty mineralnej oraz wycofał z formuły jakże ważny w wersji edt czarny pieprz. Wzmocnił za to górne rejestry kompozycji poprzez zintensyfikowanie nut gorzko-cytrusowych, szczególnie grejpfruta (perfumiarz doprowadził tę tematykę już wcześniej do perfekcji, czego dowód dał m.in. w kolońskiej Eau de Pamplemousse Rose) oraz inkorporowanie nut wodnych, które nieco wcześniej przedstawił w podobno fenomenalnym Epice Marine z butikowej serii Hermessence. Mimo tych zdawać by się mogło istotnych zmian, całość w jakiś niewyjaśniony dla mnie sposób nie zagubiła przewodniego tematu Terre, być może dzięki zachowaniu w formule tercetu grejpfrut – geranium – cedr. 

Podsumowując – Eau Tres Fraiche to Terre bez pieprzu i nuty mineralnej, za to z wzmocnionymi cytrusami i nutami wodnymi. Tak jakby perfumiarz bazował na zaledwie kilku elementach fenomenalnego pierwowzoru i rozwinął całość w odmiennym kierunku. Jeżeli chodzi o szersze spektrum zapachowe, to znajdziemy tu także dalekie, ale jednak obecne echa Voyage d’Hermes w postaci specyficznej dla stylu tego perfumiarza skrzącej się, lekko chłodnej świeżości.

Jean Claude Ellena now
Jean-Claude Ellena

Eau Tres Fraiche to zapach bardzo w stylu Jean-Claude’a, wibrujący i świeży w niebanalny sposób. To jeden z tych zapachów, co do których autora niemal nie można się pomylić… Niemal, bowiem testując Fraiche przypominało mi się także fantastyczne Declaration Cologne od Cartiera popełnione kilka lat temu przez Mathilde Laurent, tyle że tam nie odnajdziemy obecnych tu wyraźnych nut wodnych.

Eau Tres Fraiche to wg mnie doskonałe uzupełnienie linii Terre o coś, czego dotąd w niej brakowało, czyli o wersję bliską estetyce kolońskiej. Ta iteracja zasługuje na uwagę także dlatego, że jest olfaktorycznie bardziej odległa od Eau de Toilette aniżeli Pure Perfume. Jeżeli więc dotąd wielbiciele klasyka (do których się absolutnie zaliczam niemal od dnia jego premiery) potrafili nieco utyskiwać na zbytnią gęstość i „apteczność” aromatów zawartych w Pure Perfume, w wersji Fraiche odnajdą niemal zupełnie nowe pachnidło.

robb.may-hermes-frg-smp

Jeżeli chodzi o tzw. parametry użytkowe Eau Tres Fraiche wymaga dość obfitej aplikacji, gdy chcemy się cieszyć wyrazistym ogonem zapachowym nieco dłużej. Zauważyłem bowiem, że zapach ten początkowo ładnie i mocno projektuje, dość szybko wycisza się jednak i staje się przyskórny, choć wciąż wyczuwalny przez kolejne godziny, jeżeli nie dla mnie, to z pewnością dla otoczenia, czego miałem już kilkukrotnie dowody. Sądzę że wyższe temperatury otoczenia, na jakie przecież został przewidziany, pozwolą mu pełniej rozkwitnąć na skórze. Będę się temu aspektowi jeszcze bliżej „przyglądał” tego lata.

Woda dostępna jest pojemnościach 125 ml i 200 ml, co idzie w parze z jej świeżym charakterem i zachęca do swobodnego „dawkowania”. Flakon bazuje na klasycznym już designie, tyle że jest odpowiednio większy, a pomysłowa zakrętka (patent znany mi wyłącznie z Terre, choć miałem już w dłoniach setki rozmaitych flakonów) została tym razem zabarwiona na śnieżno-biało, jak sądzę dla podkreślenia lżejszego i świeższego charakteru zapachu. Reasumując – design jak przystało na Hermesa – prosty i elegancki, z ogromną dbałością o szczegóły. Klasa.

Eau Tres Fraiche to świetne męskie pachnidło, idealne na aktualną aurę. Brawo dla Jean-Claude’a Elleny i marki Hermes za wdzięczną kontynuację tematu. Choć pewien jestem, że gdyby osiem lat temu Hermes zaproponował właśnie tę wersję zamiast klasycznej, nie byłoby mowy ani o takim sukcesie komercyjnym, ani – tym bardziej – artystycznym. Eau Tres Fraiche to bowiem pachnidło bardzo dobre, ale z pewnością nie zasługujące na miano przełomowego, a takim w moim mniemaniu już na zawsze pozostanie klasyczne Eau de Toilette.

Terre-d-Hermes-eau-tres-fraiche-HD-@quentinbertoux-2_copy

nuty głowy: pomarańcza, cytrusy, nuty wodne

nuty serca: geranium

nuty głębi: nuty drzewne, paczula, cedr

twórca: Jean-Claude Ellena

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra/średnia
  • trwałość:  7-8 godz

Voyage d’Hermes Pure Parfum – pachnidło doskonałe

Voyage d’Hermes w wersji Pure Parfum (2012) to rozwinięcie idei Jean-Claude’a Elleny zapoczątkowanej w Declaration Cartiera (1998), później przedstawionej w nowocześniejszym wydaniu jako Voyage d’Hermes Eau De Toliette (2010). Declarationktórej jestem fanem (zapach przyprawowy inny niż wszystkie), do dziś poraża co wrażliwsze nosy swą unikatowością, ponadczasową, wibrującą elegancją, bezprecedensowym połączeniem transparentnych nut cytrusowych z pieprzem, sporą dawką kardamonu i charakterystycznego kminu. O ile Declaration to dość złożona kompozycja, o tyle Voyage d’Hermes EDT nosi już wszelkie znamiona współczesnego minimalistycznego stylu twórcy, który wyewoluował od niezwykle rozbudowanych formuł (Van Cleef & Arpels First) w olfaktoryczne haiku, które z pasją uprawia jako perfumiarz Hermesa od 2004 roku. Voyage EDT powtarza główny temat Declaration w dużo mniej złożony sposób, z dodatkiem potężnej dawki magicznej aromamolekuły Iso-E-Suer, której Ellena jest fanem, a która gwarantuje głównemu tematowi niezwykłą, atłasową drzewność.

jean-claude-ellena(4)

Voyage d’Hermes Pure Parfum

Bazując na wersji Eau de Toilette Ellena zagęścił formułę, dodając przede wszystkim esencję róży w sercu oraz wzmacniając bazę o współczesne syntetyczne nuty ambrowe. Efekt jest moim zdaniem ciekawszy niż Voyage EDT (a także – moim zdaniem – lepszy, aniżeli ma to miejsce w przypadku Terre d’Hermes Pure Perfum i Eau de Toilette)Voyage w wersji EDP nabrał głębi i wyrazistości. Pachnie bardziej wyrafinowanie, elegancko, bardzo intrygująco, a do tego dużo dłużej niż wersja EDT

Zapach otwiera się akordem pieprzowo-kardamonowym z przytłumionymi w stosunku do EDT cytrusami. Od razu w głębi czuć coś, czego w EDT brak – nuty kwiatowe z wiodącą różą. Jednak jej woń jest tu na tyle zakamuflowana, że nie ma mowy o ewidentnej różaności, z jaką mamy do czynienia w – dla porównania Declaration d’Un Soir Cartiera (Mathilde Laurent). To wszystko efekt zapachowej magii Jean – Claude’a Elleny, twórcy olfaktorycznych iluzji, jego sztuczek z aromamolekułami i wysokiej jakości izolatami. Voyage EDP nie ewoluuje wyraźnie, raczej subtelnie przechodzi od głównego, przyprawowo-kwiatowego, tematu do lekko gryzącej nozdrza ambrowej bazy, do samego końca nie tracąc sygnaturowej „voyage’owej” nuty. 

Voyage d’Hermes Pure Parfum to idealny zapach całoroczny, raczej formalny, niezwykle elegancki, oszałamiający natychmiast wyczuwalną jakością składników, luksusem i nutą transparentnej czystości. Nie narzucający się, ale z pewnością zwracający uwagę. Piękny, bardzo ellenowski i bardzo hermesowski. Jedno z niewielu pachnideł, w których czuję się doskonale od pierwszej do ostatniej sekundy trwania na skórze. Doskonałość? Dla mnie owszem. Mój wybór? Zdecydowanie tak.

voyage d'hermes

nuty głowy: kardamon, cytryna, przyprawy

nuty serca: róża, nuty kwiatowe, herbata, nuty zielone

nuty bazy: piżmo, ambra, drewno

twórca: Jean-Claude Ellena

rok wprowadzenia: 2012

moja ocena:

  • zapach: doskonały
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: ponad 10 h