Comme des Garcons „Black”

Ci którzy śledzą mój blog, zauważyli z pewnością, że piszę na nim nie tylko o pachnidłach (choć przede wszystkim o nich), ale i o ich twórcach, a czasem także o tzw. ludziach z branży. O tak. Perfumy nie istniałyby, gdyby nie ludzie. Wyjątkowi ludzie. Przede wszystkim perfumiarze – ci niezwykle utalentowani i niebywale pracowici artyści, uparci, konsekwentni, o anielskiej cierpliwości, obdarowani nie tylko fenomenalną pamięcią zapachową, ale i cechami charakteru pozwalającymi im na metodyczną i często tytaniczną pracę nad dziesiątkami wariacji pachnących kompozycji.

Jestem wielkim fanem Frederica Malle. Nie tylko jego wspaniałej biblioteki perfumowej, ale także i jego filozofii kierowania strumienia światła na twórców, na perfumiarzy, wyciągania ich z mroków anonimowości.

Ale sami perfumiarze zwykle potrzebują przewodnika, kogoś kto będzie pierwszym obiektywnym weryfikatorem kolejnych prób zapachowych oraz osobą nadającą kierunek pracom artysty. To tzw. kreatorzy, których powierzchowne media często mylą z perfumiarzami (doskonały przykład to Ann Gottlieb, wymieniania jako autorka dziesiątek mainstreamowych pachnideł, w rzeczywistości „jedynie” kierowała pracami nad nimi, absolutnie nie dotykając pipet, fiolek czy wagi laboratoryjnej). Osoby te piastują często w firmach funkcje tzw. dyrektorów kreatywnych i zwykle mają istotny wpływ nie tylko na zapach, ale i na kształt flakonu, jego kolorystykę, design opakowania, praktycznie na wszystko, co wiąże się z zaprojektowaniem produktu, jakim koniec końców są perfumy.

Tu wreszcie pojawia się czas i miejsce na jedną z najbardziej tajemniczych i najbardziej pomijanych (nawet na najlepszych blogach perfumowych), ale i jednocześnie najbardziej wpływowych osób z branży perfum. Mam przyjemność przedstawić Christiana Astuguevieille’a, Dyrektora Kreatywnego Comme des Garcons Perfumes, człowieka o ogromnym olfaktorycznym dorobku, który bez wątpienia odcisnął swoje wyraźne piętno na współczesnej perfumerii. 

CdG_Christian_Astuguevieille

To jemu – a nie zwykle wymienianej (także i przeze mnie w przeszłości) Rei Kawakubo – zawdzięczamy przebogatą ofertę jakże unikatowych, często pionierskich, awangardowych, kultowych zapachów Comme des Garcons. To on stoi za pierwszą, jakże unikatową Comme des Garcons EDP, a także za niesamowitą CdG 2 EDP, czy CdG 2 Man (wszystkie zapachy autorstwa Marka Buxtona). To on wymyślił ideę serii tematycznych CdG: 1 Leaves, 2 Red, 3 Incense, 4 Cologne, 5 Sherbet, 6 Synthetic, 7 Sweet, 8 GuerillaTo jego wizjonerskie podejście zaowocowało m.in. takimi zapachowymi eksperymentami jak Odeur 51 czy Odeur 73, gdy przedstawiając perfumiarzowi koncepcję tych zapachów, kazał wąchać mu rozgrzany kserokopiarkę, żarówkę i inne rozgrzane elementy znajdujące się w jego biurze, by ten opracował perfumy inspirowane rozgrzanymi przedmiotami, które nas na co dzień otaczają. To wreszcie on stoi za – jeszcze do niedawna – najnowszym pachnidłem CdG Black, który wieszczony był jako wielki powrót do korzeni marki po – nie oszukujmy się – słabszym okresie, który zaowocował niezbyt przekonującymi Wonderwood, Amazingreen czy kolorową serią Play (choć to właśnie w tej serii pojawił się zapach Play Black sprawiający wrażenie przymiarki do tegorocznego Black).

Comme_des_Garcons_Parfum

Będąc już solidnie zaznajomionym z kompozycją Guillaume’a Flavigny chcę z pełną premedytacją zgodzić się z zapowiedziami. Black jest świetnym pachnidłem, a do tego w 100 procentach comme-des-garcons-owym i choć penetruje doskonale już przeczesany przez tę markę temat drzewny, czy lepiej – drzewno kadzidlany, robi to w sposób absolutnie doskonały. Jestem tym zapachem urzeczony i cieszę się, że marka zaproponowała tak fantastyczną rzecz szczególnie, że wg mnie są to perfumy z mocnym przechyłem w męską stronę. Dlaczego Black tak mi się podoba? Bo łączy w sobie trzy inne bardzo przeze mnie lubiane pachnidła, zachowując przy tym wyraźną indywidualność i sznyt a la Comme des Garcons. W Black spotykają się: Carbone de Balmain, Black Tourmaline Durbano i nieodżałowany Gucci Pour Homme. Ale po kolei…

Guillaume Flavigny

Otwarcie jest przepiękne z dominującym czarnym pieprzem, który sprawia wrażenie niemal soczystości i delikatnej zieloności. Intensywne, bardzo esencjonalne, kręcące w nosie pieprzowymi drobinkami. Ten krótki z natury rzeczy wstęp nazywam fazą „Carbone na sterydach”. W sercu zapachu do głosu dochodzi smolista nutka dziegciu brzozowego zbalansowana słodkawą esencją korzenia lukrecji. Robi się nieco dymnie, ale dzięki olibanum i lukrecji ani nie kwaśno, ani nie gorzko. To faza „czarnego turmalinu”, choć w wydaniu bardziej przyjaznym niż mroczne i naturalistyczne dzieło Oliviera Durbano. Wreszcie – po około dwóch godzinach od aplikacji na skórze – ujawnia się baza zapachu, trwająca najdłużej, bo kolejnych kilka godzin. Ten etap bardzo przypomina mi bazę wspomnianego Gucci Pour Homme. By uniknąć nieporozumień – nie uważam, że Black pachnie identycznie jak Gucci, ale z pewnością jest do niego bardzo podobny – szczególnie po 2-3 godzinach po aplikacji (uważam, że podobieństwo jest tu dużo większe, niż w przypadku CdG 2 Man). Mało tego – gdy ostatnio porównałem oba zapachy ręka w rękę, mój głos padł na Black

cdg black notes 1

Black ma idealną projekcję i doskonałą, ponad 10 godzinną trwałość. Podczas tego długiego czasu praktycznie nie daje o sobie zapomnieć i czaruje pięknymi przejściami pomiędzy poszczególnymi fazami. Jest idealnie wyważony i niesamowicie równy – od początku do końca. Nie potrafię znaleźć w nim słabych punktów, każda jego faza jest równie świetna i zapada w pamięć. Dla mnie to zapach na 6-kę i tak go oceniam. Świetny, rewelacyjny wręcz przykład arcydzieła współczesnej perfumerii.

Wiem, że ogromna rzesza mężczyzn poszukuje godnego następcy Gucci Pour Homme i wciąż nie może go znaleźć. Panowie – wierzcie mi – oto on. Comme des Garcons Black w całym swoim majestacie! Czyż nie jest to najlepsza rekomendacja? Ja już zachorowałem na własną butelkę…

cdg black 1

Nuty głowy: czarny pierz, kadzidło olibanum

Nuty serca: skóra, lukrecja, brzoza, jesion kolczasty

Nuty bazy: cedr, wetiwer

twórca:  Guillaume Flavigny

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: doskonały
  • projekcja: bardzo dobra
  • trwałość: ponad 10 godzin
Reklamy

23 uwagi do wpisu “Comme des Garcons „Black”

  1. Jak do tej pory w zastępstwie Gucci PH używałem Lalique EN. Jednak gdy przeczytałem recenzję chciałbym spróbować Comme des Garcons „Black”. I z tąd wielka prośba do autora. Gdzie można nabyć to cudo. Może jakiś namiar? Please

      1. Dzięki 🙂 A jeśli chodzi o Encre Noire to w jakiś dziwny sposób momentami przypominało mi Gucci PH. Nieptrafię zrozumieć dlaczego ale tak właśnie jest:) No a teraz zbieramy na CdG. Jeszcze raz dzięki. Pozdrawiam

  2. Bardzo dziękuję za ciekawe wprowadzenie i równie interesującą recenzję. Też wydaje mi się, że CdG wraca do formy. Potwierdzają to jego trzy najnowsze kompozycje, które miałem okazję ostatnio przelotnie powąchać. Dobrze, że idzie jesień – idealna pora na większość cudów od CdG.
    P.S. chyba wkradł się mały błąd w imieniu Marka Buxtona – (wszystkie zapachy autorstwa Marca Buxtona)

  3. dokladnie tak, „Black” jest bardzo podobny w brzmieniu do Gucci PH, ktorego resztki jeszcze mozna gdzies na swiecie znalezc, Lalique / jeden z mich ulubionych/ to zupelnie inna bajka, bardziej mroczna opowiesc o zmierzvhu na mokradlach, natomiast „Black”, przynajmniej dla mnie, jest jakby polaczeniem ich obu, POLECAM!!!

  4. wroce na chwile do tematu Black-a, otoz jedna z perfumerii w kraju nie nadaza ze sprowadzaniem go do sklepu, taki jest popyt na ten zapach!!

  5. Black faktycznie genialnym zapachem się okazał. Dzięki autorowi za recenzję, bo to ona mnie na niego nakierowała. Wygląda na to że przez najbliższy czas będzie noszony przeze mnie permanentnie 🙂 Oprócz Black poznałem dzięki tej recenzji również markę. zaintrygowała mnie i zacząłem szukać i dziś znalazłem miejsce gdzie mogę zdobyć próbki jak i „pełnolitrazowe” wydania. Mam zamiar sie tam wybrać i co nie co mam nadzieje popróbować. Tak przy okazji to chciałem spytać Szanownego autora czy dane było mu obcować z CdG 2 „srebrnym”. Słyszałem dużo dobrego o tym zapachu, a że nigdy nie zawiodłem się „na nosie” Szanownego autora to pomyślałem, że spytam o opinię w tej kwestii.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Witam! Cieszę się, że moja rekomendacja dot. Black okazała się trafiona. Sam noszę ten zapach z nieskrywaną przyjemnością. Marka CdG jest zdecydowanie warta głębszego poznania. To wyjątkowe zjawisko na rynku perfum. Jeśli chodzi o CdG 2, to wciąż czeka on na moją recenzję, a będzie to recenzja entuzjastyczna, bo to uwielbiane przez mnie prawdziwe arcydzieło perfumeryjnego kunsztu. To niezwykły zapach – różano-metalowo-aldehydowo-atramentowy, nieziemskiej urody, noszony chętnie przez mężczyzn, ale cudnie brzmiący także na kobietach (wiem coś o tym :-)). Szczerze polecam testy CdG2, bo to jedno z największych osiągnięć tej marki (i jego autora – Marka Buxtona).
      Pozdrawiam

  6. Otóż dziś miałem tą niewątpliwą przyjemność obcowania z CdG 2. Nie ma co. Faktycznie arcydzieło. Zapach jest absolutnie pięknie skomponowany, choć niestety muszę przyznać, że chyba dla mnie zbyt „unisexowy”. Mój komentarz dotyczy jednak czegoś innego. Oprócz próbki „2” pan w perfumerii ofiarował mi jeszcze dwie szczypty ze swoich przebogatych zbiorów. Pierwsze cacko to D.S. & DURGA Cowboy Grass. Co to pachnidło wyczynia na moim lewym nadgrastku przechodzi ludzkie pojęcie (dodam tylko, że ten sympatyczny Pan przedstawił mi je po tym jakpowiedziałem że moim letnim zapachem jest Hermes d’Terre). Ale teraz mój prawy nadgarstek. Tutaj już absolutnie mnie zatkało i gęsiej skórki dostałem. Chodzi tu również o CdG ale Luxe Patchouli. Jak dla mnie to CdG Black tylko jakby wersja „intense”. Teraz tylko trzeba znaleźć biorcę na moją nerkę i co prędzej robić zakupy 🙂 Szczerze polecam oba zapachy i z niecierpliwością czekam na recenzję. Przepraszam za tak długi wpis, ale powstrzymać się nie mogłem.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. CdG 2 ma lekki przechył w kobiecą stronę, to fakt. Luxe Patchouli będzie na blogu. Cowboy Grass już było 🙂
      Cieszą mnie tak rozbudowane komentarze, świadczące o prawdziwej fascynacji pięknymi zapachami. Tak trzymać!

      Pozdrawiam.

      1. Muszę zmienić swoje zdanie na temar CdG 2. Właśnie wróciłem „z miasta” a przed wyjściem użyłem właśnie tego zapachu. dawno nie czułem się tak dobrze z żadnym pachnidłem. Pięknie się rozwinął jakby różą i coś na kształt atramentu. Im dalej tym lepiej 🙂 Fakt że koleżankom się podobał, ale ja jestem oszołomiony 🙂

  7. Zapach sam w sobie jest genialny – kadzidło, jakiego szukałem, idealne na obecną porę, więc szarpnąłem się na własny flakon. Trochę niepokoi mnie jednak projekcja; nie wiem czy to kwestia tego, jak leży na mojej skórze, bo jestem perfumowym dyletantem 😉 ale mam wrażenie, że szybko przygasa. Na skórze snuje się długo, ale powiedziałbym że dość dyskretnie, podczas gdy taki Heritage – trzyma siłę rażenia na poziomie bomby atomowej.

  8. W ostatnim czasie oczarowały mnie totalnie dwa zapachy i bynajmniej żaden z nich nie jest nowością. Jednym z nich jest właśnie BLACK. Nie pokusiłem się o testy tych perfum zaraz po ich premierze, bo, zwiedziony nazwą, bałem się, że będzie to kolejne mroczne, drapiące w nozdrzach oudowe czernidło, a oudu w ostatnim czasie mam już dosłownie po dziurki w nosie 😉 Aż tu przyleciała do mnie mała odlewka zapachu i wpadłem jak śliwka w kompot. Wszystko mi w nim pasuje, nic nie przeszkadza, naprawdę to rzadkość. Idealne wyważenie wszystkiego co lubię – pieprzności, słodyczy, drewna, balsamiczności, nie za dużo kadzidła idealna dawka akordu skórzanego… W początkowej fazie, na samym otwarciu mam też nieodparte odczucie nuty … słonej, ale to mija. Czuję się w tym zapachu jak we własnej skórze, przynależy do mnie i co ciekawe mogę go spokojnie nosić od samego rana. Jestem skazany na cały flakon wcześniej czy później..

    1. Ten zapach rzeczywiście łączy wiele pierwiastków w jedną spójną i przekonująca całość. To rzadkość. Ma wszelkie zadatki na niszowy bestseller. Przepowiadam mu długie „półkowe życie”. Z tego co piszesz wygląda, że jesteście sobie pisani, więc flakon z pewnością się pojawi. 🙂
      Ciekaw jestem, co jest tym drugim zapachem, który Cię oczarował?

      1. Drugi zapach też ma kolor w tytule i o ile idąc na testy spodziewałem się, że to również będzie black okazało się, że mój nos zdobył RED. Mowa o Hotel Costes.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s