Creed „Tabarome”

Gdzie zapodział się tytoń?

Tabarome czyli tobacco i aroma. Te dwa słowa złożyły się na jakże udaną nazwę pochodzących z 2000 roku męskich perfum szacownego domu Creed, które w zamierzeniu miały stanowić pachnidło dla mężczyzny dojrzałego, pewnego swej wartości, lubującego się w luksusie, dobrym męskim trunku i cygarze, tudzież szlachetnej fajce. Zapach dla brytyjskiego dyplomaty, można by rzec.

Nie było z mojej strony przesadą, że liczyłem na szlachetną i wyraźną nutę tytoniu w tej kompozycji. W końcu zarówno jej nazwa, jak i deklarowany przez samego Creeda wykaz nut/ składników wskazuje na nią. A poza wszystkim – to przecież Creed… Niestety okazało się, że aroma to i owszem, ale tobacco… Co to, to nie! Tabarome zdominowany jest większość czasu przez imbir. Szlachetnie pachnący, bez wątpienia wysokiej jakości, chyba najlepszy, jaki dotąd czułem w perfumach, ale jednak tylko imbir. Pomijam wstępne cytrusy, bo one są tu niejako z perfumiarskiego obowiązku. Przecież coś musi zapach otwierać, coś musi unosić molekuły ku nozdrzom, tak by odbiorca mógł poczuć, że te perfumy pachną „od początku”. Później jednak rządzi imbir, niemal niepodzielnie, przez dobrych kilka godzin. W tym czasie (co było dla mnie zaskakujące) Tabarome upodabnia się do Bleu de Chanel (podobne zestawienie cytrusów, imbiru i drzewnej bazy). Dopiero w bazie zmieniają się proporcje. Wyraźna przede wszystkim, lekko gryząca nozdrza szara ambra (ambergirs), z której stosowania niemal w każdej męskiej kompozycji Creed jest dobrze znany. Towarzyszą jej i zmiękczają ją wiórki drewna sandałowego. Baza jest bardzo męska i nieco  szorstka, niczym trzydniowy męski zarost.

Z mojego opisu mogłoby wynikać, że Tabarome mnie rozczarował. Poniekąd tak właśnie jest. Poniekąd. Bo jednak – gdy już zapomnieć o braku tytoniu (co jest moim największym zarzutem) – Tabarome okazuje się być bardzo solidnym drzewno-przyprawowym zapachem, zrobionym jak na Creeda przystało – z klasą, harmonią i polotem. Tabarome brakuje jednak nieco pazura i charakteru. Nie widząc flakonu i etykiety, można by spokojnie przyporządkować to pachnidło jakiemuś innemu, mniej ekskluzywnemu producentowi… Zmierzam do tego, że nie bije z tego zapachu „creedowość”, czyli charakterystyczna np. dla Green Irish Tweed, Aventus, Bois du Portugal czy Millesime Imperial ekskluzywność, polegająca na natychmiastowym przesłaniu olfaktorycznego komunikatu do odbiorcy o treści „to doskonała kompozycja bazująca na doskonałych składnikach, plasująca się półkę wyżej od perufm designerskich”.

Tabarome zna swoje miejsce.

Kilka dni temu Creed pochwalił się, iż inne jego perfumy- Aventus są obecnie jego najlepiej sprzedającym się męskim zapachem w historii (a więc wygląda na to, że zdetronizowały ponadczasowe Green Irish Tweed). Mnie to nie dziwi. Aventus posiada powiem – prócz bezdyskusyjnej wysokiej jakości kompozycji i składników (tego Tabarome także nie można odmówić) przebłysk geniuszu, jedyne w swoim rodzaju zestawienie nut, w efekcie zupełnie niepowtarzalny, absolutnie oryginalny i rozpoznawalny charakter. Ma poza tym bezdyskusyjne własności użytkowe (projekcja i trwałość), których bezwzględnie oczekuje się od perfum tej klasy i z tej półki cenowej. Pachnidła posiadające te cechy stają się z reguły klasykami. Popatrzmy właśnie choćby na GIT, a z innego podwórka Eau Sauvage, Grey Flannel, Fahrenheit, Dior Homme, Terre D’Hermes, można by wymieniać… Tabarome w tej grupie nie ma i nigdy nie będzie. Może nawet nigdy do niej nie pretendowało. Co nie zmienia faktu, że jest obiektywnie bardzo solidnym męskim pachnidłem, eleganckim w typie casual – niczym dobrze skrojona sztruksowa marynarka. Nie rzucającym się w „nos” i pozostającym raczej w tle noszącego, co także może być zaletą.

Wielki nieobecny…

A wracając do „wielkiego nieobecnego”, czyli tytoniu. Z informacji znalezionych w sieci wnioskuje, że chcąc znaleźć tytoń w doskonałym wydaniu, powinienem sięgnąć po innego Creeda. Vintage Tabarome.

Czyżby?

nuty górne: bergamotka, mandarynka

nuty środkowe:  imbir

nuty głębi: drewno sandałowe, paczula, szara ambra, tytoń, skóra

twórca: Olivier Creed

rok wprowadzenia: 2000

moja klasyfikacja: wysokiej jakości przyprawowo-drzewny casual scent dla mężczyzn; niezwykle uniwersalny i subtelnie elegancki; dobry dla osób szukających czegoś nienarzucającego się i klasowego;

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: 9-10 h
Reklamy

3 uwagi do wpisu “Creed „Tabarome”

  1. Dla mnie to klasyk z półek perfumerii sieciowych kilkadziesiąt lat temu. Kiedyś tak mi się skojarzył, ale w tej chwili nawet nie jestem w stanie sobie go przypomnieć.

    W przeciwieństwie do Aventusa. 🙂

      1. Bardziej chodziło mi o klimat perfumerii, niż konkretny zapach. Zresztą stare Creed’y chyba wszystkie mają taką dziwną manierę dawnych Diorów czy Guerlainów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s