Bond No. 9 New York – perfumowe fotografie metropolii (3)

Coney Island (New York Beaches)

Najbardziej egzotyczny z testowanych przez mnie „plażowców” (obok Hamptons i Montauk – poniżej), głównie za sprawą słodkich, kulinarnych nut kojarzących się z egzotycznym, słodkim drinkiem owocowym.  

Podawane w składzie: cynamon, czekolada, karmel i wanilia mogą sugerować gigantyczny „ulep” i nieco przestraszyć. Jednak w rzeczywistości Coney Island nie jest ciężki, a tym bardziej ciężkostrawny. Wszystko to dzięki urozmaiceniu tej dość jednowymiarowej kompozycji nutami wodno-owocowymi (melon, guava) i podlaniu adoxalowym sosem. Wiem, brzmi nieco tajemniczo, a może i pretensjonalne, ale Adoxal – aldehyd pachnący surowym białkiem jajka – został tu bezsprzecznie zastosowany i to w niemałej ilości. Ten sam składnik, który w połączeniu z kadzidłem nadał jakże specyficznego, odrealnionego charakteru M/Mink Byredo, tu – połączony ze słodkimi spożywczymi nutami – dodaje iście bezowej (nie bzowej!) aury. Oryginalnie i całkiem sympatycznie, choć niezbyt trwale. 

nuty: melon, guava, cynamon, gorzka czekolada, karmel, piżmo, wanilia, cedr, drewno sandałowe

nos: Richard Herpin

rok premiery: 2007

moja ogólna ocena w skali 1-6: 4

 

Wall Street (Downtown)

Finansowe serce Nowego Jorku także doczekało się swoich perfum, co absolutnie nie powinno dziwić. W ich składzie wymienia się nutę modraka morskiego, rośliny zwanej także potocznie kapustą morską. Z kolei „kapusta” to także potoczne, choć nieco już u nas zapomniane określenie pieniędzy… Tu – żartobliwie – kółko się zamyka, bowiem Wall Street to zapach… dolarów i jedne z najciekawszych perfum w ofercie Bond No. 9 wg mojej skromnej opinii.

Początek może przywodzić uzasadnione skojarzenia z Green Irish Tweed Creeda. Zapach jest bardzo zielony, ale posiada niecodzienną, tłustą, aldehydową nutkę. Wodnej zieloności przydaje nuta ogórka, a niepokojącej przestrzeni spora dawka ozonu. Gdzieś w tle obecny jest lekko słodki i zarazem lekko słony akord, który wychodzi na przód w fazie serca. Prawda, że opis to zaiste niecodzienny? Takie też są te perfumy. Bardzo oryginalne, przez co polaryzujące opinie i dzielące osoby, które je testowały, na wielbicieli i „nienawistników”. Dla jednych Wall Street to olfaktoryczna uczta, dla innych smród „ogórów” i zarybionego stawu. Dla wszystkich jednak – wyzwanie. A stoi za tym całym zamieszaniem niejaki David Apel – twórca mojego ulubionego Bleecker Street. Także i tu udowodnił on swój talent do tworzenia pachnideł oryginalnych, niecodziennych, a mimo to bardzo wdzięcznych w noszeniu, a także – co ma dla mnie duże znaczenie – dobrze projektujących i trwałych.

Zapach bywa na forach porównywany do Millesime Imperial Creeda i coś w tym jest, choć z pewnością nie są to pachnidła identyczne. Wall Street ma zdecydowanie bardziej awangardowy i odważny charakter. Jest też mocniejszy i trwalszy. Polecam go poszukującym niebanalnej i intrygującej świeżości.

nuty: modrak morski, ogórek, ozon, nuty morskie, lawenda, piżma, szara ambra, wetiwer

nos: David Apel

rok premiery: 2004

moja ogólna ocena w skali 1-6: 5

 

Andy Warhol Montauk (New York Beaches)

Zapach zainspirowany został rysunkami Andy’ego Warhola przedstawiającymi zachody słońca. W swym jakże charakterystycznym stylu artysta uwiecznił widoki, jakich doświadczał zamieszkując w swej posiadłości Eothen znajdującej się w Montauk na wschodnim krańcu Long Island. Bond No. 9 uwiecznił te rysunki na flakonie Andy Warhol Montauk.  

Montauk to w największym skrócie nowoczesne zielono-owocowo-kwiatowe fougere utrzymane w klimacie bardzo przypominającym Beyond Paradise for Men Estee Lauder. Bergamotkowo-zielone intro z nutką liścia czarnej porzeczki (w spisie wymieniana borówka, więc niech tak będzie) przechodzi w specyficzne zielono-gorzkie nuty płatków kwiatów (wymieniany jest m.in. hiacynt i akord konwalii). Zapach wieńczy zaskakująca baza zdominowana przez nutę dryfującego drewna, która pachnie jak faktycznie lekko nadgniła, nadpleśniała, pokryta glonami kłoda.

Montauk to zapach bardzo poprawnie skomponowany, trudno się tu do czegoś „przyczepić”. Może jedynie do pewnej wtórności, ale nie można przecież wymagać, by każde perfumy, nawet te pozycjonowane jako ekskluzywne, wyważały nowe drzwi. No i finisz nieco mnie zaskoczył…

nuty: borówka, dzika bergamotka, hiacynt, konwalia, kapryfolium, ambra, dryfujące drewno, złoty klon, czerwony dąb

nos: Laurent Le Guernec

rok premiery: 2010

moja ogólna ocena w skali 1-6: 4,5

2 uwagi do wpisu “Bond No. 9 New York – perfumowe fotografie metropolii (3)

  1. Bardzo ciekawe opisy tych Bondów fqjciorze. Ja z utęsknieniem czekam na recenzję pewnego klasyka z 1984 r. 😉

    1. Dziękuję, Four. Jeśli chodzi o klasyk, to muszę dać jemu i sobie czas. Kiedy on nadejdzie – nie wiem, ale wiem, że na pewno nadejdzie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s