Amouage Library Collection „Opus VI”

Znana omańska marka Amouage niezbyt często gości na moim blogu, co koniecznie muszę choć w części nadrobić, ponieważ oferuje ona pachnidła wyjątkowe pod wieloma względami. Prócz głównej linii zapachowej, w której regularnie pojawiają się nowe zapachowe dzieła (zawsze na bardzo wysokim poziomie), dzielone na męskie i damskie, w 2010 roku zapoczątkowana została z inicjatywny dyrektora kreatywnego Amouage Christophera Chonga kolekcja ekskluzywnych uniseksowych zapachów – Library Collection, złożona z kolejnych „opusów”.  W 2010 roku powstały pierwsze cztery opusy, w 2011 – kolejny, zaś całkiem niedawno premierę miał Opus VI. Dziś właśnie o nim.

Opus VI to kompozycja ambrowa, choć takie jej szufladkowanie jest jednak zbytnim uproszczeniem. Ambrowa aura, wzmocniona tutaj przy pomocy syntetycznej molekuły Ambranum, jest w sposób specyficzny dla Amouage złamana jakże charakterystycznym dla marki kadzidłem olibanum oraz kilkoma innymi składnikami (także syntetykiem pod tajemniczo brzmiącą nazwą Z11, która pachnie suchym drewnem). Opus VI jest na początku pikantny (pieprz syczuański oraz pimento), później ewoluuje w sposób subtelny, nabierając jakby owocowego i wyraźnie miodowego charakteru z wciąż obecnym „amłażowskim” kadzidłem. W bazie staje się suchy, wytrawny i drzewny. Przyznam, że pachnie naprawdę doskonale i bardzo w stylu Amouage. Czuć że Chong bardzo dba o to, by zapachy tworzone przez różnych przecież perfumiarzy (w tym przypadku duet raczej mało znanych artystów Dory Arnaud and Pierre’a Negrina), nosiły wyraźne znamiona stylu marki. Tak jest też w przypadku Opus VI. Jest to zapach z pogranicza Bliskiego Wschodu i Europy, nowoczesny w formie i jednocześnie arabski w treści. Jest wg mnie bardziej odpowiedni dla mężczyzny, niż kobiety, ale to rzecz jasna kwestia gustu.

Nie jestem miłośnikiem perfum ambrowych rozumianych jako ciepłe, balsamiczne, orientalne złożone w swym klasycznym wydaniu przede wszystkim z labdanum, wanilii oraz benzoesu. Wiele zapachów oceniam jako wtórne i nudne. Na ich tle wyróżnia się rustykalne Ambre Fetiche Annick Goutal oraz właśnie Opus VI (zresztą czuję pomiędzy nimi podobieństwo), głównie dzięki kreatywnemu podjeściu do tematu, dosknałemu wykonaniu i niesamowitej jakości składnikom, co ewidentnie tu czuć. Opus VI ma dobrą projekcję, zostawia delikatny, enigmatyczny ogon za noszącym i trwa na skórze około doby. Czego chcieć więcej? Chyba jedynie tego, by kosztował mniej, bo jego cena – podobnie jak pozostałych opusów – jest dużo powyżej średniej – nawet w tym segmencie perfum.  

nuty górne: pieprz syczuański, kadzidło, jagoda pimento St. Tomas 

nuty środkowe: periploca, cypriol, paczula

nuty głębi: ambranum, Z11, labdanum (czystek), drewno sandałowe

twórca: Dora Arnaud i Pierre Negrin

rok wprowadzenia: 2012

moja klasyfikacja: doskonałe ekskluzywne orientalne pachnidło dla zasobnych portfeli, idealne na wieczór i chłodne/zimne pory roku, jedne z najlepszych znanych mi perfum ambrowych;

ocena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 5/ trwałość: 6/ flakon: 4

Reklamy

4 thoughts on “Amouage Library Collection „Opus VI”

  1. Cześć !
    Rzeczywiście Opus VI to naprawdę nietypowe ujęcie ambry, za co wielki plus. Bardzo podoba mi się otwarcie tego – nomen omen – dzieła, i szkoda że ta faza nie jest bardziej rozciągnięta w czasie. Ale chyba trochę się czepiam, bo Opus VI w całości robi na mnie ogromne wrażenie, chociaż za dużo mniejsze pieniądze można kupić inną tegoroczną ambrową nowość, a mianowicie L’Ambre de Carthage – Isabey. Dla miłośników ambry to pozycja do obowiązkowego poznania, no i generalnie są to bardzo zacne perfumy.

    Serdecznie pozdrawiam –
    Cookie

    1. Rzeczywiście ambra Isabey jest wyjątkowa. Szczególnie baza tych perfum mnie zachwyciła, nie mówiąc już o tym, że coś mi baaaaardzo, ale to baaardzo przypomina…
      Pozdr

      1. Ciekawy jestem, co takiego Tobie przypomina ta baza? 🙂 Ja jestem zachwycony tą ambrą, nie jest grzeczna jak to zwykle bywa. Zdecydowanie najładniejszy zapach, jaki wąchałem w ciągu ostatnich miesięcy.

  2. No i przetestowałem. Tak na gorąco – nie przypadliśmy sobie do gustu. Dochodzę do wniosku, że ja chyba ogólnie nie lubię ambry jako składnika, chyba, że jest w otoczeniu innych nut zwierzęcych (vide – HdP Ambrarem).
    Moimi ulubionymi z marki pozostają – Epic i Jubilation.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s