Guerlain „Les Deserts D’Orient” – poruszające piękno orientu

Tagi

, , , , , , , , , ,

Są pachnidła, które testuje się z drżeniem rąk i niemal palpitacją serca. Wynika to zwykle z ich unikatowości, doskonałej jakości, a czasem jedynie z… niebotycznej ceny (bo oczywiście te dwie ostatnie cechy nie muszą iść w parze). Jeżeli jednak zdarza mi się testować perfumy łączące w sobie wszystkie te cechy, a do tego jeszcze – co najważniejsze – poruszające do głębi swym trudnym do opisania pięknem, wówczas jest ryzyko wpadnięcia w niemy zachwyt i zastygnięcia w takim stanie na długi czas. Dokładnie tak przydarzyło mi się dobrych kilka miesięcy temu, gdy dotarły do mnie próbki ekskluzywnej kolekcji pustynnej – trójki zapachów Les Deserts D’Orient Guerlain. Skrywane pod pięknie i jakże tajemniczo (ach ten francuski!) brzmiącymi tytułami pachnidła: Encens Mythique D’OrientRose Nacrée du DésertSonge d’Un Bois d’Ete pozostawały długo jedną z tych tajemnic, które od dawna pragnąłem odkryć. Zanim podejmę mniej lub bardziej udane próby ich opisania, kilka dosłownie zdań o całkiem moim zdaniem interesującej historii ich powstania.

Guerlain Les Desert des Orients 2

Przyznaje, że miał ogromną radość podczas ich komponowania. Sam pomysł wyniknął częściowo z sugestii poczynionej przez jego przyjaciół z Dubaju, których odwiedza co najmniej raz w roku. Stwierdzili oni, że europejscy perfumiarze nie wiedzą, jak robić prawdziwie arabskie perfumy, ponieważ koncentrują się na tym, by pachniały dobrze na skórze, podczas gdy mieszkańcy Bliskiego Wschodu aplikują perfumy raczej na ubranie. Thierry Wasser oceniał więc i testował wszystkie trzy pachnidła Les Deserts D’Orient na bawełnianych chusteczkach, co uczyniło proces twórczy dodatkowo interesującym i przyjemnym.

Przetestowałem już sporo perfum i jedno mogę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością – takich jak Les Deserts D’Orient dotąd nie spotkałem. Zabiły mi tzw. „ćwieka”. Do napisania tej recenzji zabierałem więc się od co najmniej pół roku, a chyba nawet i dłużej. Dlaczego? Trudno mi to wytłumaczyć. Mając tak doskonałe i niesamowite obiekty do testów zwyczajnie zacząłem się obawiać, że nie będę w stanie ubrać w słowa ich doskonałości. Co więcej – Thierry Wasser tymi perfumami już nieodwołalnie przekonał mnie, że jest absolutnym mistrzem swego fachu, którego kunszt – by w pełni zabłysnąć – potrzebuje wolności, nieograniczonej budżetem czy planowanymi słupkami sprzedaży.

Thierry Wasser 3

Thierry Wasser

Niezwykle trudno wyróżnić jeden zapach z całej trójki. Wszystkie są absolutnie doskonałymi kompozycjami inspirowanymi arabskim stylem, w których dominują gęste, balsamiczne żywice i nuty drzewne zdobione przyprawami. Wszystkie trzy zawierają wspólną nutę szafranu, którą Thierry Wasser opracował specjalnie z myślą o „pustynnym” trio. W opinii Sylvaine Delacourte, zapachowej dyrektor kreatywnej marki Guerlain, są one perfumami w swej istocie bardzo francuskimi, które raczej zapożyczają pewne charakterystyczne dla orientu ingrediencje (szafran, mirra, oud), aniżeli kopiują tamtejszy styl. Być może dlatego mój europejski nos znalazł je tak łatwymi do akceptacji i tak zachwycającymi.

Wbrew wspomnianym obyczajom arabskim ja testowałem Les Deserts D’Orient przede wszystkim na skórze, a dodatkowo – na papierkach testowych. Na skórze wszystkie zapachy zachowują się podobnie, tzn. pachną średnio-mocno, nie są bardzo ekspansywne, ale są wyraźne, ciągle obecne i trwałe. Sam czułem je na sobie przez kilkanaście godzin po ostrożnej aplikacji, przy czym miały one tendencję do swoistego rozkwitania na skórze. Z początku nieco cichsze z czasem stawały się bardziej wyraziste i wyczuwalne. Zastosowane w nich niemal wyłącznie „ciężkie” ingrediencje potrzebowały więc ciepłoty i chemii skóry oraz czasu, by zaprezentować się w pełni. Wszystkie trzy pachnidła rozwijały się więc na skórze bardzo powoli i polegało to na tym, że główny temat danego zapachu dominował od początku do końca, zmieniał jedynie nieznacznie swoje odcienie, stając się z czasem coraz bardziej głębokim, ciemnym i hipnotycznie pięknym.

 guerlain dessert collection

 

Prosty i elegancki design flakonów Les Deserts D’Orient – znany już z guerlainowskiego cyklu L’Art & la Matière – przyozdobiony został orientalnymi wzorami w kolorze złota, które wraz z arabskimi literami podkreślają bliskowschodni styl pachnideł (a także wskazują na główny rynek, na który zapachy zostały początkowo skierowane).

 

Rose Nacrée du Désert

Rose Nacrée du Désert wyróżnia się niezwykłym, niespotkanym dotąd przeze mnie ujęciem róży. W tej kompozycji Thierry Wasser użył jako pierwszy w historii esencji z uprawianej w Iranie róży perskiej, a wiec innej od bułgarskiej, z której stosowania Guerlain słynie od dziesiątek lat. Perfumiarz opisuje jej woń jako bardziej „dziką i ciemną”, charakteryzująca się szafranowym odcieniem. Doskonale współgra ona z mrocznym klimatem zapachu zbudowanym z nut drzewnych, balsamicznych i szafranu właśnie. Paczula pełni tu role doskonałego lepiszcza. Łączy ona nuty górne z przyprawami i drewnami serca. Wszystko to zbudowane jest na gęstej żywicznej „mazi” złożonej z mirry i benzoesu.  Róża jest najwyraźniejsza w pierwszych kwadransach, z czasem zostaje jednak przykryta niemal zupełnie przez niesamowity, głęboki akord oudowy o wyraźnej nucie animalnej (która nota bene jest tym, co pozostaje na kołnierzyku koszuli aż do jej wyprania). Zresztą ta agarowa woń rozkwita na skórze szczególnie mocno dopiero 3-4 godziny po użyciu zapachu. Całość pachnie dystyngowanie, orientalnie, głęboko, hipnotycznie pięknie, po prostu zachwycająco. Doprawdy powalający pięknem zapach. Warto zaznaczyć, że w kompozycji nie ma naturalnego oudu, tylko „akord oudowy”, który Wasser stworzył łącząc paczulę, drewno gwajakowe i nutę suchej ambry. To oficjalna informacja, którą znaleźć można na stronie internetowej Guerlain. To także godny naśladowania dowód uczciwości marki, która nie deklaruje użycia w formule czegoś, czego nie użyła.

guerlain rose nacree

nuty głowy: szafran, perska róża, paczula

nuty serca: kardamon, kurkuma, drewno cedrowe, akord oudowy

nuty głębi: mirra, benzoes

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

moja ocena:

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Songe d’Un Bois d’Été

Zapach ten opisywany jako drzewno-skórzany w istocie takim jest i to właściwie od samego początku, który choć nieco rozjaśniony esencją z laurowego liścia oraz olejkiem neroli, od razu odkrywa prawdziwą naturę tego pachnidła. Ewoluuje minimalnie poprzez drzewne serce aż po głęboką, majestatyczną skórę w bazie. Podobnie jak w Rose Nacree… także i tu istotną rolę gra charakterystyczna, orientalna nuta szafranu wpleciona przez Wassera w iście mistrzowski sposób, która dodaje całości arabskiego charakteru. Ale poza wszystkim dominuje tu gęsta żywiczno-drzewno-skórzana woń, która stapia się ze skórą na wiele długich godzin pięknie z niej emanując.

Szukając w pamięci czegokolwiek, co pachniałoby choć trochę podobnie, trafiłem jedynie na Oud Leather Diora, przy czym w Songe… – według mnie szczęśliwie – nie znajdziemy charakterystycznej dla dzieła Demachy’ego nuty animalnej, która dla mnie osobiście była sporym utrudnieniem w odbiorze tamtego zapachu. Pachnidło Guerlain jest natomiast doskonale wyważone i w żadnym momencie nie razi, nie przekracza granic, które mój europejski nos miałby problem zaakceptować, co jest charakterystyczne dla stylu perfumiarskiego Thierry Wassera. Songe… jest też moim zdaniem najbardziej męskim z całej trójki.

guerlain songe

nuty głowy: liść laurowy, neroli

nuty serca: paczula, szafran, jaśmin, drewno cedrowe

nuty głębi: skóra, mirra

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Encens Mythique d’Orient

Choć w tytule i także w składzie wymienione jest kadzidło (frankońskie), to nie odnajdziemy go tu w formie indywidualnej nuty, do jakiej przyzwyczaiły nas rozliczne marki niszowe. Zresztą wg źródeł użyto go tu w ilościach śladowych. Kluczowymi składnikami są róża, szafran i najprawdziwsza nowozelandzka szara ambra, której zastosowaniu w tym zapachu Wasser poświęcił szczególnie dużo uwagi, segregując kawałki ambry na kilka grup w zależności od niuansów zapachowych i wybierając najodpowiedniejsze dla koncepcji Encens Mythique d’Orient. I to właśnie esencja z najprawdziwszej naturalnej szarej ambry jest kwintesencją tego pachnidła, co już samo przez się czyni je unikatowym.

Amber_australian

Zanim jednak ambra dojdzie do głosu, wita nas niecodzienny akord głowy przypominający woń plastiku, topionego tworzywa sztucznego, co jak sądzę wynika z zastosowania tu aldehydów, które dodają mocy duetowi róży i szafranu. Ale nie trwa to długo i po chwili zapach osiada na skórze. Przez jakiś czas można poczuć obecność różanej esencji, ale Encens Mythique d’Orient dość szybko zmierza do ambrowego akordu bazy. A ta jest cudownie ciepła, głęboka, słodkawa i jednocześnie piżmowa, przy tym bardzo zmysłowa. Pachnie zaskakująco donośnie i bardzo długo – otaczając noszącego prawdziwie luksusową aurą. Naprawdę trudno jest opisać, jak pachnie prawdziwa ambra. Trzeba się o tym samemu przekonać, co obecnie jest bardzo trudne, bo poza nielicznymi wyjątkami nie stosuje się jej już w perfumerii ze względu na jej odzwierzęce pochodzenie. Na szczęście wciąż jeszcze odnaleźć ją możemy w najbardziej luksusowych perfumach Roja Dove czy choćby właśnie Guerlain. W Encens Mythique d’Orient lśni ona pełnym blaskiem.

guerlain encens

nuty głowy: róża, aldehydy, szafran

nuty serca: różowy pieprz, wetiwer, paczula

nuty głębi: drewno cedrowe, mech, piżmo, szara ambra, kadzidło frankońskie

rok premiery: 2012

perfumiarz: Thierry Wasser

  • zapach: 6
  • projekcja: 4
  • trwałość: 6

 

Współczesne mainstreamowe perfumy Guerlaina nierzadko wzbudzają moje i nie tylko moje wątpliwości co do tego, czy są aby godne noszenia tak zacnego imienia. Trzeba jednak zrozumieć, że marka ta jako własność koncernu LVMH musi nadążać za rynkowymi trendami i zarabiać m.in. także po to, by w ramach ekskluzywnych kolekcji prezentować nam olfaktoryczne dzieła na miarę Les Deserts D’Orient. Tu już wszystko jest najwyższej próby. Składniki, formula, kompozycja, wykonanie. To kwintesencja guerlainowskiego wyrafinowania i jakości. Dla mnie osobiście najbardziej poruszające i najbardziej przekonujące pachnidła inspirowane Arabią, z jakimi miałem dotąd do czynienia. To także jedne z najpiękniejszych pachnideł, jakie w ogóle miałem szczęście poznać. Absolutnie doskonałe arcydzieła perfumiarstwa, które dowodzą niezbicie, że gdzieś tam obok komercyjnego przemysłu perfumeryjnego, zasypującego sieciowe perfumerie setkami nowych, nic niewnoszących zapachów, współcześnie wciąż tworzone są prawdziwe Perfumy. A że ich dostępność jest skrajnie ograniczona? Cóż – na tym m.in. polega luksus, że pozwolić sobie na niego mogą tylko wybrani…

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 69 obserwujących.