Aramis „New West for Him”

Są w historii perfum pachnidła wybitne, są popularne, są wreszcie z pewnych względów przełomowe, choć wcale nie zdobyły sobie wielkiej popularności, ani też nie zasługują na miano dzieł wybitnych. Takim zapachem jest Aramis New West for Him pochodzący z 1988 roku, który niejednokrotnie już na blogu przywoływałem jako przykładu prekursorskiego użycia Calone – aromamolekuły o woni – jak jest to opisywane w fachowych źródłach – morskiej bryzy.  Zsyntetyzowana w 1966 roku w laboratoriach Pfizera, do perfumerii weszła w latach 80-tych i przyczyniła się do stworzenia głównego perfumowego trendu lat 90-tych – zapachów wodnych, ozonowych i morskich. W ten sposób w perfumach pojawił się wówczas nowy, nieznany wcześniej rodzaj świeżości, niekoniecznie wynikającej z użycia cytrusów.

Aramis New West old

Niestety oryginalny New West for Him, we flakonie widocznym powyżej, został swego czasu – podobnie jak kilka innych męskich pachnideł marki (m.in. fantastyczny Havana) – wycofany z produkcji i obecnie stanowi łakomy kąsek dla jego wielbicieli.

Na szczęście jednak i ku uciesze wielbicieli marki, New West for Him został przywrócony do sprzedaży w ramach zamkniętej w nowym flakonie reedycji klasycznych męskich pachnideł Aramisa tzw. Aramis Gentleman’s Collection – A Collection of 6 Iconic Fragrances. Obecna wersja oczywiście różni się nieco od pierwowzoru, ale cóż począć. Przecież od jego premiery minęło dobrze ponad 25 lat…Cieszmy się więc tym, że wciąż jest on dostępny i to w bardzo przystępnych cenach.

aramis gent collection 2

Przy całym swym niewątpliwym udziale w tworzeniu tzw. wodnej estetyki w perfumach, New West for Him daleko jednak do typowo morskich/ wodnych/ ozonowych pachnideł w typie Acqua Di Gio, CK One, Kenzo Pour Homme czy Azzaro Chrome. Zapach ten bowiem jedną nogą tkwi jeszcze w estetyce lat 80-tych, na co wskazuje bogactwo zastosowanych ingrediencji, charakterystycznych dla perfumerii lat 70-tych i 80-tych. Znajdziemy tu bowiem całe bogactwo składników ziołowych: lawenda, mięta, kolendra, liść laurowy, solidną dozę klasycznych nut drzewnych: paczula, cedr, sandałowiec, mech dębu oraz popularną w tamtych dekadach sosnę (patrz np. Polo Ralph Lauren z 1976 roku), a także chętnie stosowany w tamtym czasie kmin oraz aldehydy, ułatwiające uniesienie się tej bogatej mieszance w przestrzeń. Gdyby na tym kończył się skład New West, mielibyśmy do czynienia z kolejnym „zwykłym” męskim zapachem ziołowo-aromatycznym w dobrze znanym stylu, w którym dominuje lawenda i sosna. Różnicę – jak się można domyśleć – zrobiło Calone, nadając zapachowi nowy wymiar, przydając mu – jak na tamte czasy – niespotykanej wcześniej nowoczesności. Owa nuta wodno-morska, czasem określana także jako nuta melona, została tu jednak użyta z umiarem, tak że New West nie zatracił swego klasycznego charakteru. Calone nie jest więc w centrum. Ona raczej intrygująco modyfikuje klasyczny męski aromat.

Zapach ma wyczuwalną złożoność, ale został skonstruowany tak, że absolutnie nie przytłacza. Jest przy tym pachnidłem dość delikatnym, co chyba było założeniem twórców, bo skądś jednak wzięło się obecne do dziś na etykiecie flakonu określenie skinscent. Poza nieco mocniejszym początkiem, osiada raczej blisko skóry, wzmacniając swoją projekcję i przypominając o sobie w momentach zwiększonego wysiłku fizycznego, gdy chwilowo wzrasta ciepłota ciała. Tym samym New West for Him jawi się jako idealne pachnidło na wiosnę i lato, które szczególnie przypadnie do gustu wszystkim 40 – 50 latkom, mającym sentyment do czasów swej młodości (ba – kto nie ma?).

New West for Him jest bezdyskusyjnie męski, przyjemny i zręcznie wyważony przez co – śmiem twierdzić – absolutnie ponadczasowy. Tym różni się np. od wspomnianego Polo. To jedne z tych perfum, które będą doskonałym pomysłem na prezent dla bliskiego mężczyzny. Niemal na pewno trafią w przeciętny męski gust.

aramisnewest

nuty głowy: aldehydy, bylica, lawenda, nuty morskie, mięta, kmin, bergamotka

nuty serca: sosna, kolendra, jagody jałowca, liść laurowy, jaśmin, melon, geranium

nuty bazy: skóra, drewno sandałowe, ambra, paczula, piżmo, mech dębu, cedr

twórca: bd.

rok premiery: 1988

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

AdP Oud 2

Acqua Di Parma „Colonia Oud”

W 2012 roku marka włoska marka Acqua Di Parma, znana z doskonałej jakości wód kolońskich, rozpoczęła nowy cykl zapachowy poświęcony najcenniejszym perfumowym składnikom, zatytułowany Ingredient Collection. Niby nic oryginalnego, jeśli chodzi o pomysł, ale zaręczam, że wykonanie dostępnych póki co trzech kompozycji (Oud, Leather i Ambra) z pewnością bardzo pozytywnie wyróżnia je pośród zapachów zrealizowanych wg podobnych konceptów. Poza tym kolekcja ta, delikatnie mówiąc, skutecznie łechce perfumowe koneserskie ego… Bo czyż nie jest to zaiste piękny widok?

AdP Ingredient Collection
Ingredient Collection by Acqua Di Parma

Chronologicznie pierwszym przedstawionym pachnidłem w ramach tej kolekcji był Colonia Oud, zdaje się, że początkowo nazwany Colonia Intensa Oud. Na zapach ten zwróciłem swą uwagę odwiedzając w zeszłym roku jedną z perfumerii we włoskim mieście Bergamo. Był on pierwszym, po jakiego sięgnąłem, będąc bardzo ciekaw, w jaki sposób zaprezentował agarowy temat – jak domniemam – Francois Demachy, na co dzień „nos” Diora, ale także naczelny perfumiarz grupy LVMH, która jest właścicielem m.in. właśnie Acqua di Parma. Pamiętam, że tamtego dnia we Włoszech Colonia Oud zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Postanowiłem więc koniecznie przetestować ją wnikliwie przy nadarzającej się okazji. Kilka tygodni temu flakon wylądował na moim biurku…

ingr_maps

Colonia Oud miał być – wedle oficjalnej informacji – połączeniem zachodniej estetyki kolońskiej z bliskowschodnim, orientalnym charakterem oudu. Miał celebrować ten cenny, pochodzący z krajów środkowego wschodu, składnik, jakim jest żywica zainfekowanego grzybem drewna agarowego. Złożony właśnie z – śmiem twierdzić naturalnej – esencji oud oraz drewna amyris, doprawiony rosyjską kolendrą, wzmocniony przez cedr, sandałowiec i paczulę pachnie nad wyraz oryginalnie i intrygująco. Trzeba wszakże zaznaczyć, że akord cytrusowy nie przypomina tu w niczym tego znanego z klasycznych wód Acqua di Parma. Cytrusy owszem obecne, jedynie zmiękczają intro zapachu, w którym wszakże od razu czujemy przewodni, mocny, skórzano-drzewny aromat pachnidła, mający później „rozwinąć swoje skrzydła”. Początkowo więc woń jest intensywna, nieco gryząca nozdrza, kwaskowata, trochę ziołowa, trochę drzewna, trochę skórzana. Wraz z upływem czasu najpierw wzmacnia się w niej aspekt skórzany, zaś z czasem nabiera drzewnej suchości, zachowując jednak ten unikalny, lekko kwaskowy aromat przez większość czasu. Dopiero po wielu godzinach, na samym końcu, pojawia się nieco bardziej słodko-żywiczna nuta drzewna, która wieńczy dzieło.

AgarWoodOUD

Wspomniana kwaskowatość, choć nieco inna i nie tak intensywna, to jednak kojarzy mi się z oudami Francisa Kurkdjiana (Oud Cashmere Mood i Oud Velvet Mood). Tyle że tu towarzyszy jej wyraźna, surowa, a nawet nieco zwierzęca nuta skórzana. Colonia Oud odróżnia się od masy innych pachnideł z nutą agaru właśnie swą wytrawnością i – mam wrażenie – dość realistycznym odwzorowaniem oudowej woni. Nie znajdziemy tu ani ambrowej czy żywicznej słodyczy, ani znanego duetu róży i paczuli, tak często imitującego rzekomy oud w wielu perfumach. Nie spotkamy też coraz popularniejszej zbitki oudu i szafranu. Co więcej – jest to zupełnie inne ujęcie oudu od tego z Leather Oud Diora, autorstwa tego samego perfumiarza, mimo że przecież i tam i tu aromat oudu połączono ze skórą. Colonia Oud jest zupełnie inny. Zaskakujący. Unikalny. Wytrawny. Suchy. Dla niewyrobionego nosa z pewnością nieco trudny w odbiorze, skłaniający się raczej ku arabskim gustom olfaktorycznym. Przy tym pachnący niezwykle wyrafinowanie, w sposób nie pozostawiający złudzeń co do jego klasy, jakości składników i warsztatu perfumiarza.

Colonia Oud to woda kolońska w wersji skoncentrowanej, w praktyce mająca moc i trwałość wody toaletowej. Po dość obfitym użyciu, co ułatwia serwujący spore chmury atomizer, czuję ją na sobie wyraźnie przez ponad 10 godzin, co stanowi bardzo dobry wynik. Zapach, mimo zdecydowanego charakteru, nie przytłacza. Pozostawia natomiast intrygującą skórzano-drzewną aurę, która snuje się wdzięcznie za noszącym. A nosi się Colonia Oud bardzo przyjemnie, z tą koneserską satysfakcją, charakterystyczną dla perfum najwyższej próby.

Francois Demachy 24
Francois Demachy

 

Etykieta „colonia” jest tu o tyle słuszna, o ile zapach ten potraktujemy jako wodę kolońską zaprojektowaną w tylu arabskim, a więc dla tamtejszych mężczyzn, kochających oud tak mocno, jak Włosi kochają swoje cytrusy, a przy tym oczekujących od pachnidła dużej mocy i esencjonalności, które z kolei są przeciwieństwami subtelności i ulotności tradycyjnej kolońskej europejskiej.

Colonia Oud to absolutnie jedne z najciekawszych znanych mi perfum oudowych i jedno z najbardziej oryginalnych pachnideł w mojej kolekcji, co stwierdzam z dużym zadowoleniem. Unikatowe, niebanalne, najwyższej jakości, o zdecydowanie męskim charakterze, w którym zrealizowany przy pomocy doskonałych ingrediencji agarowy temat potraktowany został z inwencją i mistrzostwem dostępnym jedynie wąskiemu gronu perfumiarzy.

Bravo Monsieur Demachy!

AdP Oud 3

nuty głowy: bergamotka, pomarańcza

nuty serca: kolendra, amyris, oud

nuty bazy: cedr, sandałowiec, paczula, skóra, piżmo

twórca: Francois Demachy

rok premiery: 2012

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Davidoff Leather Blend

Davidoff „Leather Blend” – tylko dla prawdziwych koneserów

Muszę przyznać, że jest mi niezmiernie miło gościć na moim blogu markę, która słynęła niegdyś z doskonałych męskich pachnideł. Fenomenalne Zino, bestsellerowe Cool Water, świetne Relax i Good Life, a także oczywiście pierwsze z nich pochodzące z 1984 roku, zwane dziś Classic, autorstwa Edouarda Fleichera (tego od Havana Aramis czy Une Rose Frederica Malle) to męskie Davidoffy z najlepszych czasów. Davidoff Classic – obok Zino – to zresztą moim zdaniem w ogóle jedne z najdoskonalszych męskich perfum, jakie kiedykolwiek powstały. Arcydzieło, niestety od dawna poza produkcją, swym wyrafinowanym charakterem zupełnie nie przystaje do obecnych płytkich czasów… W internetowych serwisach poświęconych perfumom opisywane jest jako skórzano-drzewne, ale skóra pachnie w nim zupełnie inaczej, niż we współczesnych perfumach, a jednym z kluczowych składników rozbudowanej formuły jest kastoreum, obecnie spotykane już właściwie niemal wyłącznie w niektórych pachnidłach niszowych.

Davidoff Classic

30 lat po premierze Classic Davidoff, od dawna już w rękach mega koncernu kosmetycznego Coty Prestige, odpowiedzialnego za wyraźne, a dla niektórych nawet bulwersujące obniżenie lotów nowo emitowanych zapachów tej marki, zaskakuje zupełnie nowym, bardzo dobrym skórzanym pachnidłem dla panów. Jakby tego było mało, umieszcza go we flakonie znanym z Silver Shadow – stanowiącym jasny punktu w „zapachografii” Davidoffa. Ale to nie jedyny związek pomiędzy kompozycją Francisa Kurkdjiana i Leather Blend. Łączy je bowiem również nuta szafranu.

Jaka jest więc skóra XXI wieku wg Davidoff? Oryginalna, nieskórzana w tradycyjny sposób, a więc odległa od takich zapachów jak Knize Ten, Chanel Cuir de Russie, Lonestar Memories A. Tauera czy Bel Ami Hermesa. To skóra współczesna, syntetyczna, przyprawiona wspomnianym szafranem, słodko-ambrowa, w swej bazie sucho-drzewna. Nie idzie w kierunku chętnie ostatnio kopiowanego Tuscan Leather, podąża własną, oryginalną ścieżką, za co marce i perfumiarzowi należy się uznanie. Uwaga: nie znam perfum pachnących identycznie z Leather Blend! Tak więc jest to spora i miła niespodzianka.

Odnajduję wszakże w tym zapachu jedną nutę, którą określiłbym jako suchą, słodko-drzewną, a którą z pewnością spotkałem już w innych perfumach – konkretnie w PG 22 DjHenne Parfumerie Generale. Najprawdopodobniej jest to aromamolekuła o nazwie Norlimbanol/ Timberol, opisywana w fachowych serwisach jako „ekstremalnie mocna, sucha, ambrowo-drzewna z elementami sandałowca i animalnymi, zmierzająca w kierunku suchej nuty paczulowej.” Z emfazą opisuje  Norlimbanol Chandler Burr, znakomity krytyk perfumowy, autor wielu książek poświęconych perfumom:

Norlimbanol to jeden z najbardziej zachwycających zapachów, genialna molekuła, która powinna być na wagę złota. Daje – w uproszczeniu – zapach ekstremalnej suchości, absolutnego odwodnienia, a gdy go powąchasz, natychmiast zrozumiesz, że ta molekuła to multi-sensoryczny Disneland”.

W Leather Blend składnik ten bez wątpienia gra jedna z głównych ról, ujawniając się z całą swoją mocą praktycznie już w sercu kompozycji i trwając na skórze do samego końca. Zresztą zapach jest niemal linearny, poza przyprawionym, gorzko-słodkim szafranowym intro. W miarę upływu czasu nuta Norlimbanolu staje się coraz wyraźniejsza, a woń zstaje się słodkawo-drzewna. Główne aromaty w Leather Blend to więc: szafran, słodka ambra i suche drewno, które wspólnie tworzą skórzaną aurę. Nie ma tu typowej „namacalnej”, skórzanej czy nawet zamszowej woni. Jest raczej olfaktoryczny „efekt skóry”.

Christophe Raynaud 2
Christophe Raynaud

Na stronie internetowej Davidoff.com znajdziemy informację, że Leather Blendto perfumy „dla prawdziwych koneserów”. Jest pewnie trochę przesady w tym stwierdzeniu, ale muszę przyznać, że to pierwsze tak dobre męskie pachnidło tej marki od – śmiem twierdzić – Silver Shadow właśnie (2005). Nosem zapachu tym razem jest Christophe Raynaud, ten sam, który skomponował m.in. D600 dla Carner Barcelona, Joop! Thrill Man, a także współtworzył z Olivierem Pescheuxem i Michelem Girardem One Million for Men Paco Rabanne. On także stworzył najnowsze pachnidło męskie Caroliny Herrery Men Prive.

Leather Blend to – jak przystało na nieco bardziej ekskluzywne i wyrafinowane pachnidło – woda perfumowana. Ma zadowalającą, choć utrzymaną „w ryzach” projekcję oraz doskonała trwałość (na skórze ponad 10 godzin, na odzieży trwa w nieskończoność). Okazało się bardzo pozytywnym zaskoczeniem i potwierdziło, że wciąż warto szukać, nawet wśród najnowszych mainstreamowych premier, gdyż od czasu do czasu zdarzają się perełki. Z tym większym entuzjazmem czekam na zapowiedzianą na ten rok kolejna wonną mieszankę od Davidoffa – Agar Blend.

Tymczasem jednak coraz częściej sięgam po Leather Blend, co z czystym sumieniem rekomenduję wszystkim wielbicielom tego typu neo-skórzanej, ambrowo-drzewnej, prawdziwie męskiej estetyki…

Davidoff-Leather-Blend-perfume-100ML-AED375

nuty głowy: szafran, czarny pieprz

nuty serca: róża, ambra

nuty bazy: skóra, piżmo

twórca: Christophe Raynaud

rok premiery: 2014

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Atelier Cologne „Ambre Nue”, „Mistral Patchouli”,”Santal Carmin”, „Blanche Immortelle”, „Oud Saphir”

Penetrując rozrastającą się w iście mainstreamowym tempie kolekcję zapachów Atelier Cologne (na 2016 rok zapowiedziano właśnie kolejnych kilka premier) zatrzymałem się przy kilku obecnych już w ofercie od pewnego czasu, ale stanowiących tę mniej lub zupełnie nie-kolońską jej cześć…

Collection Materies: Ambre Nue

Czy można wyobrazić sobie współczesną kolekcję pachnideł bez zapachu ambrowego? Pewnie można, ale po co? Amatorów ciepłych, otulających, bursztynowych woni nigdy nie brakuje, więc Atelier Cologne zadbało także i o nich. Ambre Nue to miły dla nosa aromat, kompetentnie poskładany ze składników tradycyjnie tworzących akord ambrowy (benzoes, labdanum) oraz kilku innych nadających mu nieco bardziej indywidualnego charakteru. Mowa ty przede wszystkim kwiatowych nutach aksamitki i orchidei oraz o duecie cynamonu i tonka, który przydaje całości subtelnej aury gourmand. Zapachy ambrowe to nie mój świat, ale przyznać trzeba, że ten od Atelier Cologne bardzo miło się testowało. Byłbym zapomniał – sam początek zasługuje na miano alkoholowego, a ściślej rumowego, co dobrze się wpisuje w kulinarną aurę Ambre Nue.

Atelier Cologne ambre 2

nuty górne: zielona mandarynka, bergamotka, aksamitka

nuty środkowe: orchidea, cynamon, benzoes

nuty bazy: labdanum, ambra, tonka

Collection Materies: Mistral Patchouli

Paczula wg Atelier Cologne z pewnością zaskoczy wszystkich wielbicieli tej ingrediencji. Oto bezprecedensowo świeże, nieco morskie ujęcie jednego z najpopularniejszych i najważniejszych składników perfumerii, użytego tu w formie tzw. izolatu. Stąd w oficjalnym spisie nut „serce paczuli”, a więc środkowa frakcja paczulowej esencji o bardzo konkretnym zapachu, pozbawionym ciężkości, nutek pleśniowych czy kamforowych, ale zachowująca swą zmysłowość i unikalny charakter, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Ów izolat połączony został w akordzie głowy ze świeżym soczystym pomelo i wyczuwalnym szczególnie właśnie na początku i trochę także w sercu zapachu anyżem. Mocy i projekcji w otwarciu dodają molekuły pieprzu. Serce to przed wszystkim geranium stanowiące świetny łącznik pomiędzy akordem głowy a paczulowo-wetiwerową bazą pogłębioną przez benzoes. Mistral Patchouli namalowany został lekką, pastelową kreską. Nie sposób odmówić mu uroku, sygnaturowego tematu i oryginalności. Poprzez połączenie anyżu i wetywerii może nico kojarzyć się z unikalnym Kenzo Air, choć dzięki sercu paczuli zapach Atelier Cologne jest zdecydowanie ciekawszy. Wibrująca i jednocześnie zmysłowa oraz niebanalna świeżość to określenia, które pierwsze przychodzą mi do głowy. To jeden z najciekawszych kolońskich absolutów od Atelier Cologne. Zdecydowanie wart polecenia.

 Atelier Cologne mistral

nuty górne: pomelo, czarny pieprz, anyż gwiaździsty

nuty środkowe: irys, kadzidło, geranium

nuty bazy: serce paczuli, benzoes, wetiwer

Collection Metal: Santal Carmin

Rzecz zaczyna się wyraźną, słodko-gorzką nutą szafranu, spod której szybko wyłania się prawdziwe bogactwo nut drzewnych. Czego tu nie ma? Mamy i cedr i gwajak i papirus. Na bogato. Tak przynajmniej jest napisane, ale … Czy ja czuję te nuty? Nie specjalnie… Z pewnością wyczuwam cypriol (papirus), na który jestem wyczulony i który bardzo lubię  w perfumach. Musi on jednak być powiązany z jakąś inną nutą, która nadaje mu treści, bo sam gwarantuje jedynie efekt – wspaniałej skądinąd – wytrawnej suchości. Tu jednak z braku dobrego towarzystwa pachnie jak papier… Santal Carmin pachnie właśnie trochę papierowo, sucho i szorstko. Nieciekawie. Przy tym bardzo delikatnie i … nie przekonująco, gdy o mnie chodzi. Siedzi blisko skóry i sprawia wrażenie jednowymiarowego. To jeden z najgorszych zapachów Atelier Cologne…

Atelier Cologne santal 2

nuty górne: bergamotka, limetka, szafran

nuty środkowe: drewno sandałowe, drewno gwajakowe, białe piżmo

nuty bazy: papirus, cedr, wanilia

Collection Metal: Blanche Immortelle

Nieśmiertelnik to jeden z najbardziej wyrazistych i najłatwiejszych do zidentyfikowania naturalnych zapachów perfumeryjnych. Jego woń będącą mieszanką zapachu syropu klonowego, lawendy i curry bardzo trudno jest przebić w kompozycji perfumeryjnej. Zwykle można ją jedynie ozdobić, wzmocnić pewne jej aspekty. I tą drogą zdaje się poszedł perfumiarz tworząc Blanche Immortelle. Z nazwy wnioskować można, że chciał przy tym uzyskać efekt bieli, wybielić żółte z natury kwiaty nieśmiertelnika. Czy mu się to udało, nie umiem ocenić. Dość jednak powiedzieć, że składnik ten, mimo że wyraźny, został zmodyfikowany innymi ingrediencjami decydującymi o jego kształcie. Perfumiarz zręcznie połączył go bowiem z klasycznymi nutami kwiatowymi (jaśmin i róża) tworząc urocze perfumy kwiatowe z odrobiną cytrusów w otwarciu i mimozą jako pomostem pomiędzy głową a sercem oraz klasyczną drzewną bazą. Ale jedno jest pewne – to immortelle gra tu na pierwszym planie. Inaczej być przecież nie może.

atelier cologne immortelle

nuty górne: bergamotka, mandarynka, mimoza

nuty środkowe: nieśmiertelnik, jaśmin, róża

nuty bazy: paczula, wetiwer, drewno sandałowe

Collection Metal: Oud Saphir

Znając już bardzo intrygującą i oryginalnie pachnącą oudową kolońską Acqua Di Parma Cologne Oud (recenzja będzie…) bardzo byłem ciekaw, w jaki sposób Atelier Cologne zaprezentuje temat oudowy w swej kolońskiej. Już pierwsze testy ujawniły, że twórcy poszli w znanym i bardzo (także przeze mnie) lubianym kierunku, który jednakowoż z oudem niewiele ma wspólnego. Oud Saphir to bowiem lżejsza i świeższa wersja Tuscan Leather Toma Forda, czyli zapachu owocowo-skórzanego, tyle że tu z dodatkowymi wyraźnymi cytrusami w otwarciu, jakby uprawniającymi do użycia określenia cologne… Gdyby twórcy chcieli być tu zupełnie szczerzy, zapach ten powinien zostać ochrzczony czymś na modłę Saphir Leather, tyle że wówczas byłoby to już ewidentne odniesienie do pierwowzoru. Tak czy inaczej jest o bardzo piękny aromat (no i znajomy), a przy tym – jak zwykle w przypadku Atelier Cologne – czuć w nim wysokiej jakości składniki i zręczną, profesjonalną kompozycję. Jakość i klasa wprost emanują ze spryskanej nim skóry. Może on stanowić świetną, lżejszą alternatywę dla miłośników Tuscan Leather czy Rasasi La Yuqawam Homme. Ale może też być po prostu jednym z ulubionych zapachów w ogóle. Tyle że skórzanych, a nie oudowych. Wciąż więc czekam na prawdziwy oud od Atelier Cologne…

Atelier Cologne oud

nuty górne: bergamotka, ketmia piżmowa, różowy pieprz

nuty środkowe: liść fiołka, jaśmin, akord zamszowy

nuty bazy: akord ciemnego oudu, drewno brzozowe, wanilia

Arabskie perfumy od Mancera Paris (3)

W ramach zapoznawania się z perfumami Mancera Paris, o których pisałem już na blogu w części pierwszej i drugiej cyklu oraz przy okazji recenzji zapachów morskich dziś moje wrażenia nt. kolejnych czterech pachnideł tej arabskiej marki.

 

Wind Wood

Kompetentnie wykonane i dość intensywne męskie pachnidło zielono-drzewne z całkiem soczystym początkiem, którego zielony charakter przewija się jeszcze częściowo przez zmysłowo podbite paczulą serce, by finiszować ładnym i długotrwałym akordem ambrowo-drzewnym. Zdziwiłem się, że oficjalny spis nut nie wymienia fiołka, gdyż wg mnie zielona fiołkowa nuta jest tu wyczuwalna i to ona decyduje o charakterze Wind Wood przez większość czasu trwania na skórze. Stąd moje skojarzenia z zapachami w typie L’Homme i L’Homme Libre YSL. Wind Wood ma wyraźną projekcję i bardzo dobrą trwałość. Pachnidło na mocne 4, a może nawet 4+.

mancera wind-wood

nuty górne: mandarynka, różowy pieprz, nuty zielone

nuty środkowe: paczula

nuty dolne: wetiwer, cedr, mech dębu, ambra, skóra, białe piżma

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

So Blue

To jedno z najnowszych pachnideł Mancera ciąży raczej ku kobiecej estetyce, będąc całkiem atrakcyjnym i dość złożonym zapachem kwiatowo-drzewnym z – obowiązkową  w serii Blue – nutą morską. So Blue pachnie szczególnie dobrze na początku i przez pierwsze kilkadziesiąt minut, gdy dominuje mariaż nut owocowych i kwiatowych podlanych morską pianą, osadzonych na pokrytych mchem drewnianych palach z paczuli i sandałowca. Później traci na swej urodzie, emitując dość nijaką drzewno-piżmową bazę z dodatkiem wanilii. Reasumując – całkiem ładne i nawet dość oryginalne pachnidło, choć faktem jest, że niczego nie urywa…

Mancera So Blue

nuty górne: bergamotka, mandarynka, cytryna, nuty owocowe, pieprz

nuty środkowe: akord morskich oparów, bułgarska róża, fiołek, paczula

nuty dolne: ambra, mech dębu, drewno sandałowe, wanilia, piżma

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ****

Kumkwat Wood

Mimo najszczerszych chęci Kumkwat Wood rozczarowuje swoją nijakością, brakiem wyróżniających się aromatów, ale także i słabymi parametrami użytkowymi. Kumkwat – czyli chińska pomarańcza, to rodzaj cytrusa o małych owocach. Ich zapach zbudowany jest w 90% z limonenu, molekuły o słodko-cytrusowej woni. Niestety wyczuwalność tej nuty jest tu bardzo niewielka, bardziej czuć nuty drzewne, ale i te są jakby stłumione.  W ofercie Mancera znajdziemy interesujące i udane pachnidła, ale to z pewnością do nich nie należy. Gdy zaś już mówimy o cytrusach, to pod tym względem zdecydowanie lepiej prezentuje się inny zapach tej marki: Lemon Line.

mancera kumkat-wood

nuty górne: bergamotka, grejpfrut, przyprawy

nuty środkowe: paczula, nuty kwiatowe i ambrowe

nuty dolne: wetiwer, białe piżma, drewno sandałowe i cedrowe

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Lemon Line

Korespondujący z subtelnym akordem białokwiatowym i podbudowany aromatycznymi składnikami w postaci lawendy i geranium osadzonymi na mszysto-piżmowej bazie Lemon Line jest zapachem od początku do końca bardzo cytrusowym dobrze utrwalonym piżmami. Choć tytuł sugeruje cytrynę, w rzeczywistości dominuje tu raczej zielona nuta bergamotki w połączeniu z słodszą wonią cytryny. Owocowa, odświeżająca woń wyjątkowo długo utrzymuje się na skórze, stanowiąc bardzo dobrą propozycję dla wielbicieli współczesnych zapachów kolońskich o przedłużonej trwałości. W sumie całkiem sympatyczna i udana propozycja Mancera, tym frazem w absolutnie europejskim stylu

mancera lemon-line

nuty górne: cytryna, pomarańcza, lawenda

nuty środkowe: białe kwiaty, ambra, geranium

nuty dolne: białe piżma, mech dębu

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****