Armani „Acqua Di Gio Profumo”

Acqua Di Gio, męski zapach legenda, od 22 lat dostępny w sprzedaży, doczekał się dotąd zaledwie kilku flankerów. Pierwszy z nich – Essenza – opublikowano zresztą całkiem niedawno, bo w 2012 roku, ożywiając w ten sposób nieco już zmurszałego protoplastę.

Opisywana wtedy jako intensywniejsza, nowocześniejsza, trwalsza i mniej morska, a bardziej drzewna interpretacja klasyka Essenza przypomniała mężczyznom o tym, jak niegdyś sławna była Acqua Di Gio i przywróciła zainteresowanie nieco już zapomnianym protoplastą. Moją uwagę zwróciła natomiast ostatnio wersja Profumo z 2015 roku. Zamknięta we flakonie o klasycznym, aczkolwiek nieco unowocześnionym kształcie, o intrygującej czarnej barwie, ze srebrnymi napisami, z modną obecnie (i bardzo praktyczną) magnetyczną zatyczką w jakiś niepojęty sposób zachęciła mnie do testów.

Nigdy nie byłem fanem klasyka, ze względu na jego ultrapopularny swego czasu charakter, zbanalizowaną na przestrzeni lat świeżość i nadzwyczajną „podrabialność”.

Któregoś dnia przy okazji rutynowej wizyty w sieciowej perfumerii sięgnąłem jednak z zainteresowaniem po Profumo

luxury_perfume_acqua_di_gi__profumo_armani-1000x1000

Profumo znaczy perfumy.

Zestawienie znanej z lekkości i świeżości oraz ulotności wersji klasycznej z koncentracją wody perfumowanej, kojarzącą się raczej z gęstością i nasyceniem, zaintrygowało mnie. Nuty morskie, kadzidło i paczula jako główne składniki? To wydawało się jeszcze bardziej pociągające…

Już pierwsze, pobieżne testy utwierdziły mnie w przekonaniu, że kiedyś będę chciał bliżej zapoznać się z tym zapachem. To też nie tak dawno temu uczyniłem. Na tej to podstawie – nie bez satysfakcji – stwierdziłem, że Acqua Di Gio Profumo to naprawdę udany, współczesny męski zapach, z owszem wyraźnym DNA protoplasty, ale ze zdecydowanie współczesnym sznytem.

Jest świeżo-drzewny, inkorporuje klasyczny cytrusowo-morski akord, ale przedstawia go w aktualnym drzewnym wydaniu. Kadzidło i paczula przydają mu głębi i treści. Utrwalają też zapach na skórze na tyle, że można śmiało cieszyć się nim przez większość dnia. Całość przekonuje mnie. Coraz bardziej trafia do mnie prostota i skuteczność, ale też praktyczność pachnideł firmowanych przez Armaniego. Doskonale znajdują się w biznesowej codzienności.

Alberto-Morillas 2

Alberto Morillas – tak, ten sam który stworzył protoplastę, a także wszystkie pozostałe flankery tej słynnej kompozycji, a także niezliczoną liczbę męskich „świeżaków”, z których wiele zyskało pozycję klasyków – zadbał o to, by Profumo pasowało współczesnemu mężczyźnie Armaniego – eleganckiemu w minimalistyczny i powściągliwy sposób.

Ten zapach to doskonały, całoroczny dodatek do casualowego garnituru i krawatu lub niezobowiązującego zestawu złożonego z koszuli i spodni oraz – opcjonalnej – marynarki. Niekoniecznie zaś do T-shirtu i krótkich spodenek. Do tej stylizacji zdecydowanie lepiej przystaje klasyczne Acqua Di Gio.

PS. Marka właśnie lansuje najnowszą wersję pod nazwą Absolu. I tym razem stoi za nią Morillas, a nowością jest zastosowanie w niej akordu owocowego. Ale o tym może kiedyś w osobnym wpisie.

Acqua-Di-Gio-Profumo-EDP-3614270157639

dominujące nuty: cytrusy, nuta morska, kadzidło, paczula

twórca/nos: Alberto Morillas

rok premiery: 2015

moja ocena: zapach: 4,5/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Boucheron Collection – kolekcja ekskluzywna

Boucheron Collection

Boucheron zaprezentował w zeszłym roku kolekcję sześciu wód perfumowanych, poświęconych popularnym perfumeryjnym akordom. Znajdziemy w niej pachnidła osnute wokół nut kwiatowych: neroli, tuberozy, irysa, drzewnych: oud, kulinarnych: wanilia i – rzecz jasna – zapach ambrowy. Perfumy zostały skomponowane przez bardzo znanych perfumiarzy i zamknięte w bardzo eleganckie flakony podkreślające wyjątkowość tej kolekcji.

 

jean-christophe-herault-full

Jean-Christophe Herault przygotował Ambre d’Alexandrie, w którym klasyczny, podręcznikowy wręcz akord ambrowy zbudowany z labdanum, benzoiny i wanilii został subtelnie urozmaicony nutą „oparów z shishy”, co w praktyce pachnie jak subtelna, słodkawa nuta tytoniowa, która wszakże nie dominuje aromatu, a jedynie ładnie go ubogaca. Suma summarum przyjemny i wcale nie nudny ambrowiec.

główne nuty: ambra, tytoń fajkowy

BCH_COLLECTION_AMBRE_PACKSHOT_BD

Nathalie_lorson

Nathalie Lorson opracowała Iris de Syracuse, który obok Oud de Carthage jest moim  ulubionym z całej kolekcji. Początkowo świeży, z czasem bardziej ciepły i zmysłowy, ładnie oblany heliotropem, wzmocniony paczulą zapach, w którym irysowy temat trwa od samego początku do niemal końca, nie popadając ani przez chwilę w przesadną ziemistość czy „marchewkowość”. Bardzo ładna, harmonijna, zupełnie niekontrowersyjna, przekonująca i – co ważne – uniseksowa – kompozycja.

główne nuty: irys, heliotrop, paczula, wanilia

BCH_COLLECTION_ IRIS_PACKSHOT_BD

 

Nathalie Lorson jest również autorką Vanille de Zanzibar, naprawdę uroczego, zmysłowego i wcale nie słodkiego zapachu z wanilią z Bourbon w centrum. Aromat jest lekko pikantny, lekko drzewny i tylko odrobinę słodki, raczej linearny, układa się w zapach tzw. „drugiej skóry”. Może nie ekscytujący, ale naprawdę przyjemny.

główne nuty: wanilia, balsam Peru, heliotrop, piżmo, drewno sandałowe

 

BCH_COLLECTION_VANILLE_PACKSHOT_BD

fabrice-pellegrin

Fabrice Pellegrin podjął się zadania włączenia do kolekcji pachnidła, które miałoby – jak domniemam – stawić czoła takim pozycjom, jak Neroli Portofino Toma Forda czy Mediterranean Neroli Ermenegildo Zegny i całej masie podobnych „klonów”, próbujących uszczknąć coś z – chyba dość niespodziewanej – popularności pachnidła Rodrigo Flores-Rouxa. Z niewielkim powodzeniem, moim zdaniem. Neroli d’Ispahan, przy całej swojej poprawności i uporządkowanej urodzie podanego na ciepło i gęsto akordu kolońskiego, jest w mojej ocenie zbyt mało zdecydowany, zbyt zachowawczy… Czy ja wiem? Po prostu chyba za wiele jest tego typu – różnej jakości – pachnideł na rynku próbujących się z Neroli Portofino... O ile Zegna – moim zdaniem – sprostał, a nawet wg mnie przewyższył mega-seller Toma Forda, o tyle Boucheron raczej chyba nie zakwalifikuje się nawet do eliminacji.

główne nuty: neroli, czystek, kardamon, piżmo, ambrox, paczula

BCH_COLLECTION_NEROLI_PACKSHOT_BD

 

Dominique Ropion

Dominique Ropion zapewnił w kolekcji pachnidło oudowe. Tak jest. Ten sam, który stworzył jedne z najdoskonalszych perfum z oudem w centrum (mowa o słynnym już The Night dla Frederica Malle).  Tyle, że Oud de Carthage to zupełnie „inny zwierz”, który mimo ewidentnej suchej nuty drzewnej, akcentów miodowych i żywicznych, jako całość, emituje aurę, która mi nieodłącznie kojarzy się z ….. Homme Costume National – tego samego autora zresztą. Jeżeli więc ktoś zna ten zapach, to tu może spodziewać się czegoś do pewnego stopnia podobnego, tyle że przyprawowość tamtego została tu zastąpiona suchą drzewnością i kadzidlanością. Oud de Carthage to – po namyśle – jednak mój ulubieniec z tej kolekcji.  Solidne, dobrze projektujące i trwałe oraz całkiem oryginalne pachnidło drzewne o nieco chyba jednak bardziej męskim charakterze, niż wszystkie pozostałe.

główne nuty: kadzidło, miód, labdanum, oud, skóra

BCH_COLLECTION_OUD_PACKSHOT_BD

christopheraynaud-1180x625

Christophe Raynaud stworzył Tubereuse de Madras, całkiem unikatowe ujęcie tego kwiatowego aromatu, bo w istocie swoje nie jest to tzw. soliflore, czego można by się spodziewać po nazwie. To pełnoprawne i wielowątkowe, jednocześnie raczej świeże i lekkie pachnidło białokwiatowe, w którym akord tuberozy został otoczony zielonością fiołkowego liścia i kolońskim akcentem kwiatu pomarańczy i posadowiony na klasycznej bazie z wanilii i sandałowca. Tubereuse de Madras to najbardziej ewidentnie kobiece pachnidło kolekcji Boucheron. Ładne, ale nic ponad to.

główne nuty: kwiat pomarańczy, liść fiołka, ylang ylang, tuberoza, wanilia, drewno sandałowe

BCH_COLLECTION_TUBEREUSE_PACKSHOT_BDGdybym miał podsumować zapachy wchodzące w skład Boucheron Collection jednym słowem, byłoby to: poprawne. Wszystko się tu zgadza i wszystko jest na swoim miejscu.  Zapachy są wykonane zgodnie ze sztuką. Czuć w nich niezłą jakość składników (choć nie ma tu mowy o poziomie ekskluzywnych kolekcji Chanela czy Diora), ale czuć też sztampę i rutynę w realizacji poszczególnych tematów. Poza ropionowskim Oud de Carthage brakuje mi w nich „osobowości”, charakteru i pazura. Ale być może takie właśnie miały być – do szpiku kości poprawne…

„Terre d’Hermès”, edycja limitowana flakon H 2018

Marka Hermès właśnie wprowadza najnowszą limitowaną edycję H 2018 flakonu swoje sztandarowego męskiego zapachu Terre d’Hermès.

Tylną ścianę flakonu zdobi grafika Cyrille Diatkine przedstawiająca chmurki na hermesowym niebie, które układają się tak, że pomiędzy nimi zarysowuje się kontur litery H. Trzeba przyznać, że efekt jest naprawdę spektakularny, szczególnie, gdy skierujemy flakon w górę, na błękitne niebo.

TDH édition limitée 2018_EDT

Terre d’Hermès eau de toilette: grejprfut, pomarańcz, krzemień, czarny i różowy pieprz, cedr z Atlasu

Jak marka pisze w swych materiałach prasowych „Nowa architektura flakonu Terre d’Hermès zachowuje wszystkie oryginalne detale stworzone dla Hermès przez Philippe’a Mouquet’a: ćwiek siodlarski Hermès, blask srebrnego metalu na ramionach flakonu, korek skręcany w dół by uwolnić spray, pomarańczowe dno flakonu w kształcie litery H – dyfuzujące swój blask wprost do esencji.”

Edycja limitowana H 2018 dostępna jest zarówno jako klasyczna eau de toilette, jak i intensywna parfum. Teraz więc Terre d’Hermès ucieszy nie tylko nasze nosy, ale zapewne także i oczy.

TDH édition limitée 2018_PP

 

Terre d’Hermès parfum: grejprfut, pomarańcz, Shiso, nuty drzewne

Maison Francis Kurkdjian „Oud Extrait de Parfum” i „Oud Silk Mood Eau de Parfum”

Francis-Kurkdjian-1024x682
Francis Kukdjian lansuje „Oud Satin Mood Extrait de Parfum” (fot. parfumplusmag)

Francis Kurkdjian dokonał w zeszłym roku kilku zręcznych uzupełnień swojej kolekcji pachnideł oudowych, w efekcie których z dotychczasowych pięciu „zrobiło się” osiem. Jest więc w czym wybierać. Najpierw wylansował Oud Satin Mood (fantastyczny jako EDP) w wersji Extrait. Następnie zaś – całkiem niedawno – zaprezentował analogiczną ekstraktową wersję swego zupełnie pierwszego – i absolutnie fantastycznego – oudowca Oud Extrait oraz – dla odmiany – na bazie jednego ekstraktu z super luksusowej kolekcji arabskiej (tak ją sobie dla porządku nazwałem) zaproponował Oud Silk Mood jako EDP (eau de parfum). Ufff….Można się w tym pogubić, ale rezultat ma – jako całość – sens.

Uporządkujmy zatem. Dziś oudowa kolekcja MFK składa się z:

 

Oud Eau de Parfum                           Oud Extrait de Parfum

 

Oud Satin Mood Eau de Parfum      Oud Satin Mood Extrait de Parfum

 

Oud Silk Mood Eau de Parfum            Oud Silk Mood Extrait de Parfum

Oud Cashmere Mood Extrait de Parfum Oud Velvet Mood Extrait de Parfum

Warto nadmienić, że Francis Kurkdjian deklaruje użycie w swych pachnidłach autentycznej esencji z oudu z Laosu, a więc jednego z najbardziej cenionych typów tej ingrediencji.

Gdy już więc uporządkowaliśmy ten oudowy, pozorny chaos, skupmy się na dwóch najnowszych kompozycjach domu Francisa:

Oud Extrait de parfum to zagęszczona, zintensyfikowana i pogłębiona wersja pierwszego Oudu Francisa. Tamten perfekcyjnie wykonany, sygnaturowy, absolutnie doskonały, słodko-drzewny, egzotyczny i niesamowicie zmysłowy aromat, w którym oud sparowany został z szafranem, żywicą elemi, cedrem i paczulą perfumiarz doprawił tu ketmią piżmową (Ambrette) oraz akordem słodkiej wanilii, przydając mu kulinarnej, zmysłowej, oszałamiającej głębi i puchatej słodkości, uwypuklającej się szczególnie na finiszu, w miejscu, w którym wersja pierwotna emanuje suchym i lekko gryzącym oudowym dymkiem (co mnie się akurat bardzo podoba).

Zapach stał się więc pełniejszy, bardziej skoncentrowany, bardziej intensywny i bardziej leniwie się rozwijający, ale też bardziej kulinarny. Z początku nieco pikantny, w sercu słodko-gorzki, w bazie puchaty wanilią, na samym jej końcu snując drzewne reminiscencje. A przy tym – to  prawdziwy demon trwałości!

Ten remiks w kierunku słodkości nie każdemu pewnie przypadnie do gustu, szczególnie, że wiele osób już pierwszy Oud Francisa uważa za zbyt słodki (szafran). Ja go z kolei uwielbiam. Niewiele jest go w stanie przebić. Przyznam wszakże, że ta nowa wersja zrobiła na mnie niemałe wrażenie i jest duża szansa, że się mocno polubimy. Chyba nawet już się polubiliśmy…

dominujące nuty: szafran, oud, wanilia

twórca/nos: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2017

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 6,0/ projekcja: 4,0

MFK Oud Extrait i Silk Mood EDP

Oud Silk Mood Eau de parfum powstało na bazie ekstraktu pochodzącego z – jak ją nazywam – „arabskiej złotej trójki”, tych błyskotkach, które Francis (prawda że sprytnie?)  przygotował z myślą o rynkach w takich pachnących błyskotkach się lubujących. Ekstrakt jest absolutnie genialny, doskonały w każdym calu. Oszałamiająco piękny. Prawdopodobnie najlepsze pachnidło zestawiające akord różany z oudem, jakie kiedykolwiek testowałem (zaraz za nim Agarwoud Heeleya). Być może kluczem do jego urody jest unikatowa nuta niebieskiego rumianku z Maroka, a już na pewno niezmiernie ważny dla efektu końcowego jest mój ulubiony papirus.

Moim zdaniem nie można tego zapachu poprawić. Ale można go zmodyfikować np. w kierunku większej lekkości, z odrobiną świeżości. To – zdaje się – właśnie zrobił Francis, zmniejszając koncentrację formuły oraz wzbogacając ją w kilka nadających jej świeższego i lżejszego charakteru ingrediencji: bergamotę, gwajak i …. Hedione.

Tak, dokładnie. Ta cudowna molekuła wraz z bergamotą rozświetlają Silk Oud, podczas gdy gwajak wzmacnia jego sucho-drzewną nutę, utrwalaną papirusem. Akord różany jest mniej nasycony, wciąż jednak wyraźny i unikatowo piękny. Bardzo udana alternatywa dla tych klientów (europejskich?), dla których ekstrakt, schlebiający – jak zresztą całe oudowe ekstraktowe trio – raczej gustom (i kieszeniom) Szejków znad Zatoki Perskiej, to jednak nieco zbyt wiele. Ja „łaskawie akceptuję” (adoruję!) obie wersje, będąc wszakże wciąż niezmiernie ciekawym, jak się – na dłuższą metę – noszą. Mam zamiar to wkrótce sprawdzić.

dominujące nuty: róża, oud, papirus, niebieski rumianek z Maroka

twórca/nos: Francis Kurkdjian

rok premiery: 2017

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,5

 

 

 

 

Clive Christian „Private Collection”

W zeszłym roku luksusowy brytyjski dom perfumowy Clive Christian przedstawił nową i bezprecedensową w swoim wykonaniu Private Collection – kolekcję 5 par pachnideł, z których każda para oznaczona została jedną z liter imienia kreatora. Nowa kolekcja zdaje się zastępować dotychczasową, także literową (choć złożoną ze – zdaje się – póki co 3 par zapachów: C,L,V), i także zamkniętą w brązowych flakonach. O ile jednak w tamtej pachnidła debiutowały parami z podziałem na męskie i damskie (podobnie jak zwykło to czynić Amouage), co było wyraźnie zaznaczone na flakonach, tak nowa kolekcja nie kontynuuje tego podziału w tak wyraźny sposób. Dopiero gdy wejdziemy na stronę marki i zajrzymy do opisów poszczególnych perfum, znajdziemy tam sugestie co do płciowe predestynacji (masculine lub feminine). Na flakonach umieszczono natomiast krótkie opisy rodziny zapachowej, do jakiej należą poszczególne perfumy, co zdaje się być ciekawym zabiegiem, skierowanym do coraz bardziej świadomej klienteli. Trzeba zaznaczyć, że Private Collection składa się z zupełnie nowych kompozycji, mimo zachowania jednoliterowych „nazw”. Oznacza to, że nowe L pachnie inaczej niż stare L itd.

C Christian private-collection-masculine-47905445

Kolekcja dostępna jest już od jakiegoś czasu w Perfumerii Quality Missala, dzięki uprzejmości której mam okazję zapoznać się z 3 parami pachnideł: L, I oraz E.

Wedle informacji znajdującej się na stronie internetowej marki, każde pachnidło zawiera od stu do trzystu (!) składników, co wydaje się być niemal niewiarygodne w czasach, gdy perfumy komponuje się z kilku, kilkunastu, w porywach kilkudziesięciu ingrediencji! Poziom ich koncentracji to 20%. Są to więc wody perfumowane, nawet nie ekstrakty. No dobrze, ale jak pachną tak rzekomo bogate w składniki kompozycje?

L (Feminine – Floral Chypre) – jak wynika z opisu jest to kwiatowy szypr i faktycznie tak jest. Takie określenie mogłoby nasuwać skojarzenia z estetyką klasycznego No 5 Chanela i tysięcy innych pachnideł, która powstały z inspiracji tym arcydziełem przypadku… Będą to oczywiście skojarzenia słuszne, ale tylko poniekąd. L Feminine to bowiem szypr pachnący jednocześnie tradycyjnie i współcześnie. Bije z niego precyzja i znajoma uroda. Nie zaskakuje treścią, ale oczarowuje formą. Przepiękne, niezwykle kobiece, mogące z powodzeniem stawać w szranki z Gabrielle od Chanel. Uwielbiam takie perfumy do tego stopnia, że sam chętnie bym je nosił…. Zresztą, zawsze gdy nachodzi mnie chęć na kwiatowy szypr, sięgam po Amouage Gold Men lub co najmniej Silver Man…. A jakie nuty znajdziemy w L Feminine? Przede wszystkim klasyczny duet jaśminu Sambac i róży, szczyptę irysa, który przepięknie odzywa się w sercu zapachu nadając akordowi kwiatowemu lekko szorstkiej, niesamowicie eleganckiej faktury, odrobinę kadzidła oraz budujące trwałą bazę piżma i wanilię o subtelnie animalnym sznycie. Owszem, powstało tysiące takich pachnideł, ale pewnie zaledwie kilkanaście z nich może pochwalić się taką urodą. Klasyczny i naprawdę ładny.

L (Masculine – Woody Oriental) – intrygujące połączenie przypraw (pieprz) z akordem fougere (lawenda i geranium) i subtelnymi nutami kwiatowymi (irys, magnolia, jaśmin) na ambrowo-tytoniowej bazie, utrwalonej i pogłębionej przez piżma. Oryginalny, męski i emanujący luksusem zapach wpisujący się w aktualnie panujący trend powrotu fougere do kanonu męskiej perfumerii (co mnie bardzo cieszy). Troszkę może zachowawczy, niemniej bardzo kompetentnie skomponowany.

I (Feminine – Woody Floral) – otwiera się świeżym, owocowo-przyprawowy akordem, by w sercu odsłonić klasycznie kobiece nuty kwiatowe róży i jaśminu, ale w lżejszym i bardziej dynamicznym wydaniu, niż choćby ten z opisywanego wyżej L Feminine. Baza zapachu jest ambrowo-drzewna i odrobinę gorzka. Początek intrygujący, serce ładne, reszta trochę nijaka.

I (Masculine – Amber Oriental) – ma dość niezwykły, pachnący lekko sfermentowanymi owocami i farbą emaliową, początek. Jest to aromat mocnej whiskey, dębowej beczki, jest też element iglakowej żywicy. W składzie znajdziemy m.in. nutę jabłka, suszonych owoców, ambrę i piżma, a także balsam jodłowy, mech i cedr z Atlasu. Całość jest męska, mocna i konkretna. Co ciekawe, nieco benzynowa baza przypomina mi trochę Lonestar Memories Andy’ego Tauera. Mimo to jest chyba najbardziej oryginalny z opisywanej szóstki, o mocnym charakterze i przykuwających uwagę zestawieniach nut, nie zawsze w 100% konsonansowych. Takie kontrasty zawsze dobrze robią perfumom i ta prawidłowość sprawdza się także i tu.

 

 

E (Masculine – Gourmande Oriental) – sypkie przyprawy na ambrowym tle z nutami rumu,  brzoskwini, labdanum, cynamonu i goździka w otoczeniu aromatu whiskey. Początkowo nieco bardziej słodkie, z czasem nabierając nieco bardziej słonego i suchego charakteru, szczególnie w bazie. Zapach sam w sobie świetny, ale jestem przekonany, że gdzieś czułem już coś bardzo podobnego… Mniejsza o to. Nie każde pachnidło musi być unikatowe i oryginalne. Zwykle wystarczy, jeżeli jest po prostu dobrze zrobione. Tak jest w tym przypadku. E Masculine to obok I Masculine ulubiony męski zapach z opisywanej szóstki.

E (Feminine – Green Fougere) – aromatyczno-zielony fougere z dość mocnym, zielono-ziemisto-kwiatowym akordem narcyza, aromatycznym lawendowym sercem i delikatnym finiszem, w którym echom wciąż obecnej zieleni towarzyszy sucha nuta drzewna i spora dawka białych, pachnących rozgrzanym żelazkiem białym prześcieradłem piżm. Intrygujący, inny, oryginalny.

 

Gdybym miał podsumować moje testy wybranych perfum Private Collection Clive Christian, to musiałbym stwierdzić, że przede wszystkim nie czuję w nich tej gigantycznej liczby składników (zresztą czym można to poczuć? raczej nie ma takiej możliwości), więc równie dobrze może to być chwyt marketingowy, mający na celu usprawiedliwienie grubo przesadzonych ceny tych perfum. Ale może to też być prawda, jeżeli np. przyjmiemy taki oto sposób liczenia, że sama esencja różna to pewnie dobrze ponad sto różnych aroma-molekuł… Mój zdrowy rozsądek i realna ocena podpowiadają zgodnie, że współcześnie nie komponuje się perfum z udziałem ponad 200 składników albo są to zupełnie marginalne przypadki. Z drugiej jednak strony, czy marka Clive Christian chce się kojarzyć ze zdrowym rozsądkiem, jeżeli wycenia jeden 50 ml flakon tych perfum na 275 brytyjskich funtów? Z pewnością nie.

Cartier „Declaration Parfum”

Dwadzieścia lat po premierze Declaration marka Cartier – dla uczczenia tego niezwykłego jubileuszu, potwierdzającego, jak ponadczasowym zapachem okazało się genialne dzieło Jean-Claude’a Elleny – przedstawia Declaration Parfum, współczesną i nowoczesną jego interpretację, której podjęła się oczywiście Mathilde Laurent.

Declaration Parfum

Parfum to nie pierwszy flanker słynnej Deklaracji w wykonaniu Laurent. Przypomnijmy, że perfumiarka ta stworzyła już wcześniej rześkie, cytrusowo-imbirowe Declaration Cologne, cytrusowo-kardamonowo-miętowe Declaration Fraiche, grejprutowo-pieprzowo-cedrowe Declaration L’Eau wreszcie cudowne Declaration d’Un Soir, w którym – jako w jedynym – porzuciła klasyczny deklaracyjny akord i wykreowała na jego bazie coś zupełnie nowego, stanowiącego niezwykle zmysłową mieszankę róży, cashmeranu, pieprzu, kminu i kardamonu. Sam Jean-Claude wypowiadał się o tym pachnidle z dużym uznaniem.

Na tle tych wszystkich deklaracyjnych wersji, z których większość to zapachy lekkie i świeże, tegoroczne Parfum wydaje się w sposób najbardziej bezpośredni wypływać z protoplasty, być jego ciągiem dalszym, odbywającym się wszakże w zgoła odmiennym otoczeniu. Od pierwszych sekund nie może być wątpliwości, że to klasyczna Deklaracja, co wynika z obecności tego niepowtarzalnego akordu złożonego z bergamotki, kardamonu i cedru.

Mathilde Laurent umieściła go w zupełnie nowym otoczeniu. Ciepłe, orientalne, zmysłowe, ambrowe, jednocześnie jakby pastelowe tło wydaje się być dla deklaracyjnej sygnatury uszyte na miarę. Pasuje wprost idealnie i pozwala cieszyć się znajomym aromatem w zupełnie nowej i jakże przekonującej odsłonie. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że nie byłoby Parfum w takiej właśnie wersji, gdyby nie doświadczenia Mathilde, jakie ta zebrała pracując nad L’Envol de Cartier. Znajduję bowiem w Parfum bardzo podobną, subtelną, orientalną, ciepłą i komfortową, jednocześnie bardzo oszczędną estetykę.

Parfum rozwija się na skórze spokojnie i bez jakichś niezwykłych zwrotów akcji. Nieco bardziej aromatyczne na samym początku, szybko przechodzi do głównego aromatu i tylko czym bliżej końca, tym staje się nieco bardziej zadziorny, troszkę ostrzejszy, drzewno-ambrowy, wciąż jednak pozostając bardzo eleganckim, sygnaturowym, nienarzucającym się i dość stonowanym – to jest dobre określenie – męskim pachnidłem.

Declaration Parfum 2

Zapach zamknięto w – co oczywiste – równie charakterystyczny, co sam aromat, deklaracyjny flakon z zaznaczającym się na przedzie konturem serca. Butla kilka lat temu przeszła subtelny „lifting”, nie tracą wszakże nic ze swego unikatowego charakteru. W tym przypadku na szyjce i pompce atomizera, podobnie jak w nadruku nazwy – zastosowano nieco inny, ciemniejszy odcień srebra, dla pokreślenie ciemniejszej tonacji samego zapachu. Także barwa cieczy nie jest z pewnością przypadkowa i doskonale współgra z ambrowym klimatem Declaration Parfum, który jest moim zdaniem bardzo udanym i zdecydowanie wartym męskiej uwagi pachnidełem.

 

Cartier_DECLARATION_PARFUM_M_001

dominujące nuty: bergamotka, kardamon, cedr, nuty orientalne, skóra

twórca/nos: Mathilde Laurent

rok premiery: 2018

moja ocena:

zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0

IV Perfumowy Top Wszech Czasów Perfuforum.pl

Początek roku to już tradycyjnie czas, gdy na  Perfuforum.pl  Scorrpion opracowuje i ogłasza doroczny ranking – Perfumowy Top Wszech Czasów. Zestawienie powstało na bazie ocen, jakich w skali 1-6 dokonali zarejestrowani użytkownicy forum od początku jego istnienia, czyli od 31.03.2011 roku. Ranking obejmuje pachnidła męskie oraz niszowe uniseks znajdujące się w bazie Perfuforum.pl. W tej edycji ranking objął 335 pachnideł.Poniżej prezentuję pierwszą dziesiątkę. Pozostałe miejsca można zobaczyć na forum pod TYM LINKIEM.

OTO PIERWSZA DZIESIĄTKA:

10. Tom Ford – Tuscan Leather (spadek z miejsca 3)

tom-ford-tuscan-leather

 

9. Amouage – Jubilation XXV Man (spadek z miejsca 4)

amouage-jubilation-man

8. Robert Piguet – Casbah (nowy zapach – nie było go w poprzednim rankingu)

Piguwt casbah

7. Yves Saint Laurent – M7 (spadek z miejsca 6)

m7-m

6. Dior – Homme Parfum (spadek z miejsca 2)

dior-homme-parfum

5. Olivier Durbano – Rock Crystal (awans z miejsca 7)

cristal-de-roche durbano

4. Amouage – Interlude Man (spadek z miejsca 1)

amouage-interlude

3. Rasasi – La Yuqawam Pour Homme (awans z miejsca 10)

Rasasi Yuqawam PH 2

2. Amouage Library Collection – Opus VI (awans z poczekalni zeszłorocznego rankingu, czyli spoza pierwszych 300 miejsc)

Amouage Opus VI

1. Majda Bekkali – Fusion Sacrée 

(awans z poczekalni zeszłorocznego rankingu, czyli spoza pierwszych 300 miejsc)

MAjda Bekkali Fusion Scaree

W TOP 10 nastąpiły więc spore przetasowania. Z pierwszej dziesiątki wyleciały: Amouage Journey Man (w tym roku na 19), Tom Ford Oud Wood (w tym roku na 12), YSL Opium Pour Homme (na 15). Zeszłoroczny lider Amouage Interlude Man spadł na 4 miejsce, a 10-ty w zeszłym roku Rasasi La Yuquam Homme w tym roku otwiera pierwszą trójkę i tu dopiero mamy niespodzianki! Na 2. pozycji nieobecny w zeszłorocznym rankingu (poza 300-ką!) Amouage Opus VI (cieszę się, bo to fenomenalne pachnidło, jedno z najlepszych do Amouage).

Ale tegoroczny zwycięzca to prawdziwa sensacja! Fusion Sacree Majdy Bekkali, które w zeszłym roku lokowało się zaraz za pierwszą 300-ką (!). Zadziwiające, jak wysokie noty zdobył w okresie roku ten skądinąd bardzo interesujący, niebanalny i naprawdę udany zapach, który Majda skomponowała wraz Bertrandem Duchaufourem.

Warto też wspomnieć o kadzidlanym Casbah Roberta Pigueta, który wdarł się przebojem do rankingu (w zeszłym roku będąc chyba w ogóle poza baza Perfuforum.pl) i to od razu na 8 pozycję. Czyżby zgromadzeni na forum perfumowi koneserzy szczególnie cenili sobie woń kadzideł? Wszak Rock Crystal Oliviera Durbano umocnił swoją pozycję, a wyraźne nuty kadzidła znajdziemy także w Opus VI, Jubilation XXV Man i Interlude Man – wszystkie od Amouage.

Bo gdy chodzi o marki, to wyraźnie widać dominację właśnie omańskiego Amouage, co nie powinno dziwić. Ten brand celuje w zadowalaniu najbardziej wymagających gustów, do których sam się nieskromnie zaliczam, za nic mając zwyczajne gusta przygniatającej większości nabywców perfum. I to za to my, znudzeni koneserzy, wielbimy tę markę i jej kreatywnego przywódcę Christophera Chonga.

Swą pozycję osłabił natomiast Tom Ford (f…ing fabulous?), bo jego Tuscan Leather spadł na 10 miejsce, a Oud Wood wyleciał z pierwszej 10-ki (szkoda). A propos tego pierwszego to widać, że przegrywa pojedynek „skórzanych malin” z Rasasi i to dość boleśnie. Chyba nawet wiem, dlaczego i niekoniecznie chodzi tu o znacznie niższą cenę, choć i to pewnie nie jest tu bez znaczenia… Swoją pozycję osłabił też YSL, gdyż w rankingu TOP 10 pozostał tylko genialny M7 (uwaga – nie jest to M7 Oud Absolu, tylko klasyk). Ciekawe, jak długo się utrzyma, zważywszy że to pachnidło dawno temu wycofane z produkcji, więc to swoisty fenomen w TOP 10 (wszystkie inne perfumy z TOP 10 są w ciągłej produkcji). Tylko jeden zapach Diora w męskim TOP 10 to nieszczególny wynik, jak na tę ambitną i legendarną markę i jej sporą męską ofertę. No i nie ma tu ani jednego zapachu od… Chanel. Pierwszy zapach tej marki uplasował się dopiero na 23. pozycji i jest to Egoiste, albo raczej wspomnienie o nim, bo obecna wersja jest naprawdę marna, czego doświadczyłem na własnej skórze. Zapytacie – a gdzie jest uwielbiane przez kobiety Allure Homme Sport? Na miejscu 120. A Bleu? Na 252… A fenomenalny Creed Aventus? Na 25. Nie najgorzej, ale… Jak widać ranking zaskakuje i warto go przejrzeć dokładniej tu.

Na koniec przyjrzyjmy się, jacy twórcy zostali docenieni w TOP 10.

  1. Majda Bekkali/ Bertrand Duchaufour
  2. Christopher Chong/ Dora Arnaud/ Pierre Negrin
  3. bd.
  4. Christopher Chong/ Pierre Negrin
  5. Olivier Durbano
  6. Francois Demachy
  7. Tom Ford/ Alberto Morillas/ Jacques Cavallier-Belletrud
  8. Aurélien Guichard
  9. Christopher Chong/ Bertrand Duchaufour
  10. Tom Ford/ Harry Frémont/ Jacques Cavallier-Belletrud

Wśród perfumiarzy wyróżnieni zostali – poprzez swe dzieła – trzej: Bertrand Duchaufour, Pierre Negrin i Jacques Cavallier-Belletrud. Prawdziwe tuzy perfumeryjnej sztuki!

Moje recenzje wszystkich pachnideł tegorocznego TOP 10 znajdują się na blogu – wystarczy kliknąć w linki z powyższego zestawienia.