Mark Buxton „A Day In My Life”

Receptura tych perfum przeleżała w szufladzie 14 lat. Gdy jednak nadszedł ten jeden właściwy dzień w życiu Marka Buxtona, ujrzała światło dzienne i została zmaterializowana w postaci A Day In May Life – najnowszego zapachu tego znanego i lubianego perfumiarza, o którym swego czasu szerzej napisałem tu. Bardzo dobrze, że tak się stało. Byłoby dużą stratą, gdyby zapach ten przeleżał w szufladzie kolejne lata…

W A Day In My Life Mark Buxton napisał swoją własną, niczym nie skrępowaną, śmiałą opowieść o róży. Zrobił to w swój charakterystyczny, unikatowy sposób, z obowiązkową dozą niewymuszonej nonszalancji i dystansu, z których artysta słynie…

Buxton a day in my life2

Róża obecna jest w tym zapachu niemal od samego początku aż do końca, a to za sprawą użycia różanych wonności aż w trzech jej postaciach – popularnej esencji róży, rzadziej używanego absolutu różanego i zupełnie unikatowego konkretu różanego. Efekt jest wyraźny i bardzo specyficzny. Najpierw jasno czerwona (olejek), po czym stopniowo staje się szkarłatna (absolut), aż w końcu przeistacza się w głęboką purpurę (konkret). Zapach zmienia się od zaskakującego, zdominowanego przez trzy gatunki pieprzu intro przez soczyste różane serce aż po głęboką, zmysłową bazę, w której gęsta różana maź zatopiona została w jakże z nią kompatybilnej mieszance paczuli, drewna sandałowego, czystka i piżm. To róża w ujęciu orientalnym, tyle że w wydaniu absolutnie nowoczesnym, jak na Buxtona przystało.

A Day In My life Buxton ma specyficzną manierę budowania zapachów. Hołduje minimalizmowi, nie nadużywa ingrediencji. Mimo to, a może dzięki temu, jego pachnidła mają wyraźną sygnaturę, są zwykle dość subtelne, niemniej czepiają się skóry zawzięcie i frapująco z niej emanują. Nie obezwładniają otoczenia, raczej intrygują je, ale przede wszystkim satysfakcjonują swymi urokliwymi, niecodziennymi nutami osoby je noszące. A Day In My Life jest właśnie dokładnie takie. Mocno i na długo przylega do skóry, subtelnie i nieco hipnotycznie z niej promieniując, dając kojącą satysfakcję  podczas jego noszenia.

Mark Buxton

„To róża nie z tej ziemi, futurystyczna, unikatowa, zakręcona, zaskakująca, nowoczesna, wibrująca, zmysłowa i głęboka. Klasyczny kwiat w zupełnie nowym kontekście.”

Tak opisuje swoje dzieło sam Mark Buxton, oddając charakter tego zapachu w najbardziej syntetyczny i jednocześnie idealnie trafny sposób. Nic tu już dodać ani nic ująć, może prócz tego, że A Day In My Life to bardzo udane zwieńczenie niezwykłej, bardzo indywidualistycznej, autorskiej kolekcji pachnideł Buxtona. Jak bowiem przyznał sam perfumiarz, nie będzie więcej pachnideł  pod szyldem Mark Buxton Perfumes. Szkoda? Z pewnością. Ale jestem też pewien, że talent tego twórcy będziemy mogli podziwiać w wielu innych projektach perfumowych. Zresztą już się to dzieje – przykładami są: projekt Renegades (trio z Bertrandem Duchaufourem i Gezą Schoenem) czy nowa niemiecka marka Verduu. Ale o tym napiszę przy innej okazji…

Buxton a day in my life

nuty głowy: esencje z trzech gatunków pieprzu, mandarynka, esencja róży

nuty serca: elemi, konwalia, absolut różany,

nuty bazy: konkret różany, absolut czystka, paczula, drewno sandałowe, piżmo

twórca: Mark Buxton

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ***

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (2)

Esxence logo

O tym, że woda kolońska nie musi pachnieć wyłącznie cytrusami  i ziołami, wiemy już od dawna. Mimo – zdawałoby się – przerobienia tematu wzdłuż i wszerz, kolejne marki wciąż zlecają perfumiarzom trudne zadanie tworzenia zapachów kolońskich o indywidualnym charakterze. Takim przykładem jest La Collection Cologne Fine francuskiej marki Institut Tres Bien. W skład tej nowej kolekcji wchodzą trzy kolońskie z kolejno: różaną (Rose de Mai), fiołkową (Violette de Parme) i tuberozową (Tubereuse Absolue) dominantą. Poza tym  Institut Tres Bien oferuje trzy klasyczne kolońskie, każda w nieco innym stylu: Cologne a la Francaise, Cologne a l’Italienne oraz Cologne a la Russe. Prawdziwy raj dla miłośników subtelnych woni kolońskich.

ITB

Kajal Perfumes Paris było pierwszym stoiskiem, do którego – nim się spostrzegłem – zostałem zaproszony przez – akurat tutaj – sympatyczną obsługę zaraz na początku targowego dnia. Ta nowa marka perfumeryjna zarejestrowana jest w Paryżu, jej dział rozwoju i marketingu znajduje się w Kanadzie, zaś sprzedaż i logistyka (obecnie tylko w krajach arabskich) dokonywane są z Dubaju. Zapachy – męski Homme i damski Classic Eau de Parfum oraz najnowszy Dahab – mają orientalny charakter i sprawiają wrażenie mocno złożonych. Przyznam wszak, że spryskane nimi kartoniki (kwadratowe, duże, z grubego papieru, idealne do testów) pachniały jeszcze bardzo długo i to pachniały naprawdę ślicznie! Byłoby miło, gdyby zapachy te weszły do sprzedaży w Europie. Zresztą na pewno o to chodziło marce, skoro zdecydowała się pokazać na Esxence.

Kajal

Malbrum okazało się być jedynym istniejącym niszowym perfumowym przedsięwzięciem w Norwegii, o czym poinformował nas obecny na stoisku młody właściciel marki o aparycji kalifornijskiego surfera. Zapachy w liczbie sześciu, zamknięte w malutkie flakoniki z pompkami, pachniały bardzo niszowo, niebanalnie i intrygująco. Trzy z nich: Psychotrope, Tigre du Bengale i Shameless Seducer, stanowiące część pierwszą (Vol. I) skomponowała Delphine Thierry. Najlepiej zapamiętałem z nich Shameless Seducer, zawierający dużą dawkę… cywetu. Autorów kolejnych trzech: Safariyah, Bagheera i Wildfire, będących zarazem nową częścią kolekcji (Vol. II), nie znam. Ale z pewnością wszystkie warte są bliższego poznania.

Malbrum

Znane nam doskonale Olfactive Studio prezentowało swą fotograficzno-olfaktoryczną kolekcję w pełnej krasie, akcentując oczywiście najnowsze, bardzo moim zdaniem udane dzieło Still Life in Rio, o którym pisałem już szerzej tu.

Olfactive

Olfactive 01

Olfactive 02

Serce zabiło mi mocniej, gdy zbliżyłem się do stoiska Parfums de Nicolai (niedawno przechrzczonego na Nicolai), tym bardziej, że obok stała zajęta rozmową z organizatorem targów Patricia de Nicolai (z domu Guerlain) we własnej osobie! Miły Pan przy stoisku zaprezentował mi najnowsze dzieło Ambre Cashmere (śliczne i bardzo w jej stylu, troszkę przypominające mi inny zapach Patricii: New York) oraz absolutnie niezwykłe pachnidło oudowe Oud Sublime, zapakowanie w specjalny flakon i ozdobne pudełko. Patricia użyła w formule tego zapachu najprawdziwszy, bardzo cenny naturalny oud. A jak on pachnie? O tym niebawem na blogu, bo udało mi się wyprosić próbkę (OK, nie musiałem długo prosić, bo miły Pan był bardzo chętny do zrobienia dekancika:)).

PdN 02

PdN

Holenderski Puredistance zaprezentował swoją dotychczasową kolekcję. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nie pokazał jeszcze najnowszego pachnidła, którego nazwę od niedawna znamy (Sheiduna), a którego premiera dopiero nastąpi prawdopodobnie jesienią 2016. Już nie mogę doczekać się testów.

Puredistance

Bardzo oryginalnie zabrzmiały (w tym przypadku to określenie ma szczególne znaczenie) pachnidła Room 1015. Cztery zapachy (Power Ballad, Electric Wood, Atramental, Blooma Cult) zainspirowane życiem muzyka rockowego, jakim jest twórca marki Michael Partouche (ale to tylko jedno z jego zajęć – jest także farmaceutą),  zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To nowoczesne zapachy niszowe o ciekawej inspiracji, bo np. Electric Wood wedle słów Michaela, ma pachnieć elektryczną gitara Gibson wyjmowaną ze skórzanego futerału i coś w tym faktycznie jest! Cała kolekcja – mam nadzieję – znajdzie się w recenzjach na moim blogu.

Room 1015

The Different Company przedstawiło na swym stoisku wszystkie trzy kolekcje, z czego podstawową, zwaną Collection Juste Chic oraz kolońską Collection L’Esprit Cologne w przeprojektowanych flakonach, nowych pojemnościach, a także w eleganckich zestawach z futerałem i lejkiem w przypadku falkonów wielokrotnego użytku. Nowym zapachem, którego premiera miała miejsce właśnie podczas Esxence, była kompozycja Alexandry Monet zatytułowana Adjatay, Cuir Narcotique, będąca przepięknym połączeniem ylang ylang, tuberozy i skóry. Recenzja tego, jak i innych zapachów The Different Company, na pewno znajdzie się na blogu.

TDC

Ogromne wrażenie wywarły na mnie pachnidła pochodzącego z Barcelony hiszpańskiego artysty Santiago Burgasa. Opakowane w oryginalne porcelanowe flakony z drewnianymi zatyczkami nie tylko wyglądały, ale i pachniały inaczej, niż wszystko, co tego dnia wąchałem. Mocne, bezkompromisowe, o unikatowym i zapadającym w pamięć charakterze zaintrygowały mnie zdecydowanie. To marka, którą na pewno będę chciał się bliżej zainteresować. A Oud de Burgas wprost powalił mnie na kolana… Zresztą przybliżę go i kilka innych z kolekcji w jednym z kolejnych wpisów.

Santi burgas 01

Santi burgas 02

Pośród czarno-ciemnego, mrocznego stoiska marki Unum, wokół którego „kręcił się” otoczony przez spory tłumek, ubrany na czarno twórca Filippo Sorcinelly, znalazłem dwa nowe pachnidła: Symphonie-Passion oraz  _ennui_noir. O obu zapachach wkrótce więcej na blogu. Dodam, że flakony perfum Unum zyskały nowy, nieco bardziej wymyślny design.

UNUM 01

 

UNUM 02

Niemiecką perfumerię, obok Marka Buxtona, Gezy Schoena, Thorstena Biehla i April Aromatics reprezentował nowy brand Verduu, którego twórcami są Alexander Botov i Bjorn Jonas. Koncepcja zapachów stworzonych z inspiracji twórczością współczesnych młodych niemieckich projektantów mody Hien Le, Michaela Sontaga i Goetze Gegenwart może być początkiem interesującej kolekcji, szczególnie, że kompozycje perfumeryjne stworzył dla Verduu sam Mark Buxton. Niestrudzony… Same zapachach opiszę na pewno w osobnym wpisie.

Verduu

Utrzymując się w temacie mody, a co za tym idzie także materiałów, z których szyta jest odzież, prawdziwie unikatową i nowatorską kolekcję pokazała włoska marka Uermi (od ang. Wear Me). To nowy brand na rynku perfum niszowych, o bardzo precyzyjnie przemyślanym ekologicznym designie i koncepcie, który polega na olfaktorycznym odwzorowaniu faktur różnych tkanin/ materiałów. W skład głównej kolekcji wchodzą: VE±VELVET, AB±CASHMERE, OH±DENIM, NO±SUEDE, UR±SILK, WE±TWEED, XX±LATEX, DO±WASHI. Zapachy skomponowali perfumiarze: Philippe Bousseton, Jean Jacques i Antoine Lie. Najnowszymi pozycjami prezentowanymi podczas Esxence były OR±CASHMERE i OR±WHITE. Oba popełniła Cecile Zarokian. Drugi z nich wydał mi się szczególnie urodziwy, a inspiracją dla jego powstania była tkanina powstająca z mleka (niezwykle delikatna w dotyku!). Marka zaproponowała interesujący sposób prezentacji swoich pachnideł – w tekturowych puszkach znajdowały się kawałki materiału nasączone odpowiednim zapachem. Gdy więc wąchaliśmy VE±VELVET, w puszcze znajdował się autentyczny aksamit. Mam nadzieję, że testy niezwykłych perfum Uermi znajdą się prędzej czy później na moim blogu.

Uermi 01

Uermi 02

Na koniec mojej relacji kilka zdjęć z tych stoisk, na których niestety nie udało mi się z braku czasu, ale i – przyznam – sił zagościć na dużej. Jeden dzień to stanowczo za mało, by zagłębić się w to, co oferuje impreza taka, jak Esxence. Wiem już, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej…

Menditerosa

Mendittorosa Odori d’Anima

Prudence

Prudence Paris

Royal Crown 02

Royal Crown 03

Royal Crown 04

Royal Crown

SHL

Stephane Humbert Lucas 777 i premierowy Taklamakan

 

A na koniec moja ulubiona fotografia z tego wyjazdu:

Renegades

Perfumowy Blog i niezwykłe trio Renegades: Bertrand Duchaufour, Mark Buxton i Geza Schön. Przemiło było choć na kilka sekund znaleźć się w tak doborowym towarzystwie!

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (1)

 

Esxence logo

Ósma edycja perfumowych targów Esxence zgromadziła na powierzchni 6 tys. metrów kwadratowych w sumie 206 marek (wzrost o 25% w porównaniu do ubiegłego roku), w tym 84 marki główne, 102 wystawek (na wielu stoiskach prezentowana była więcej niż jednak marka, zwykle dwie lub nawet cztery w formie dodatkowych wystawek) oraz 20 producentów kosmetyków do pielęgnacji skóry w ramach imprezy towarzyszącej  Esxkin – The Excellence of Beauty. Na targach najliczniej reprezentowane były przede wszystkim marki włoskie i francuskie, ale nie zabrakło też Kanadyjczyków, Amerykanów, Hiszpanów, Niemców, przedstawicieli Emiratów Arabskich, Holandii, Szwajcarii, Arabii Saudyjskiej, Tajlandii, Norwegii, Maroko Danii Irlandii, Turcji i Kataru. Esxence odwiedziło w tym roku ponad 7 tys. osób z wszystkich pięciu kontynentów. Byłem jedną z nich…:)

Ja

To był mój targowy debiut, gdy chodzi o branżę perfumiarską (specyfika targów międzynarodowych jest mi – delikatnie mówiąc – nieobca, co wynika z mojej codziennej profesji, ale to zupełnie inna branża i inna skala imprez). Przyznam, ze na początku byłem oszołomiony liczbą stoisk i zaprezentowanych na nich flakonów. Pierwsza runda przez halę miała więc charakter orientacyjny. Później zacząłem zapoznawać się bliżej z wybranymi stoiskami i zapachami. Oczywiście w jeden dzień nie było możliwości zatrzymania się przy każdym stoisku, więc w ich wyborze zdałem się częściowo na swój gust i zainteresowania, a częściowo na los. I jedno i drugie skutecznie oddaliło mnie od stoisk marek pochodzących z Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej, które w swej złoto-czarnej, błyszczącej oprawie wydawały się być po prostu zimne, zdystansowane i nieprzyjazne. Poza tym obawiałem się, że zbyt duża dawka oudu skutecznie zmasakruje mój zmysł węchu i nie będę mógł cieszyć się subtelniejszymi wonnościami na innych stoiskach.

Poniżej pierwsza cześć mojej zdjęciowo-tekstowej relacji z tego niezwykłego dnia. Wiele wzmiankowanych w niej marek i zapachów będę się starał w niedalekiej przyszłości opisać szerzej na blogu, gdy czas na to pozwoli.

Zaczynamy więc od… Aedes de Venustas.

Aedes

Nowojorskie Aedes de Venustas zaprezentowało nową kompozycję Cierge de Lune w swej stojącej jak dotąd na bardzo wysokim poziomie kolekcji perfum. Zapach opisywany jako ciemne oblicze wanilii skomponował Fabrice Pellegrin. Niestety krótki papierkowy test na amatorskim wąskim blotterku (wstyd Aedes!) nie pozwolił mi na ocenę tego pachnidła. Cóż – do nadrobienia, ale to już na pewno na skórze (wanilia na żadnym papierze „nie zadziała”).

Anatole Leberton

Stoisko francuskiego perfumiarza amatora Anatole’a Lebretona wprawiło mnie w zachwyt tyleż oszczędnym co estetycznym designem oraz unoszącą się nad nim mocną, esencjonalną wonią drzewno-miodową, która od razu przykuła moją uwagę. W trakcie jak próbowałem jego zapachowych dzieł nazwanych Parfums de liberte, przesympatyczny Francuz zdążył wspomnieć, że jest od lat perfumowym afficionado, wielbicielem i kolekcjonerem pachnideł vintage, i że kilka lat temu postanowił własnoręcznie spróbować sił w tworzeniu perfum. Wcześniej zajmował się sprzedażą ekskluzywnych czekolad i rzadkich gatunków herbat. Jego pachnidła są niezwykłe. Trochę w klimacie Vero Profumo, choć mniej kwiatowe. Z pewnością wkrótce opiszę je szerzej na blogu, gdyż są tego w mojej ocenie warte.

Buxton

Mark Buxton jakiś czas temu poszerzył swoją linie pachnideł o poświęcony róży A Day in My Life. Rozpoczynający się nieco mylącą dużą dawka pieprzu zapach stopniowo odsłania zmysłową, absolutnie uniseksową, otuloną balsamami i piżmami, naprawdę piękną różę. To może być hit jego kolekcji, co najmniej zaś jedno z najlepszych jego dzieł, nad którym pochylę się bardziej wkrótce. Ale to nie wszystko, gdy chodzi o Buxtona. Perfumiarz zaangażowany był także w prezentację projektu Renegades, o którym słychać już było od dawna, a który w końcu doszedł do skutku…

Renegades 01

Renegades to wspólne przedsięwzięcie Marka Buxtona, Gezy Schoena i Bertranda Duchaufoura. Jak widać po flakonach, a także co było widać podczas imprezy, panowie mają duże poczucie humoru i dystans do siebie samych, co przy ich talentach i dorobku zasługuje na uznanie. Klasa. Ja miałem to szczęście, że o zapachach i projekcie opowiadał mi sam Bertrand Duchaufour (w co do dziś nie mogę w to uwierzyć…).  Każdy z perfumiarzy stworzył jedno pachnidło ozdobione własną, komiksową, kowbojską podobizną na flakonie. Zapachy mają elementy wspólne (m.in. dużą zawartość różowego pieprzu). Zapamiętałem tyle, ze wszystkie pachniały  bardzo nowocześnie, wibrująco i bardzo intrygującą. Przyznam, że najciekawszym wydał mi się ten popełniony przez Schoena. Mam nadzieję, że będzie okazja przetestować je dokładniej w późniejszym czasie.

Renegades 02

Francuski Caron zaprezentował swoją męską kolekcję w zunifikowanym flakonie. O dziwo nie znalazłem w niej ani Yuzu ani Le Troisemme Homme, ale zapomniałem zapytać o przyczynę tych braków. Moją uwagę zwróciła naprawdę piękna, mocna, jubileuszowa wersja Pour un Homme Millesime 2014 ze wzmocniona lawenda i wanilią, będąca de facto intensywniejszą wersją klasyka oraz jego wersja Sport charakteryzująca się „na pierwszy rzut nosa” niebanalną i dość złożoną świeżością.

Caron

Caron 02

Przemiłe Panie Carole Baeupre i Pauline Rochas zaprezentowały kolejne trzy nowe zapachy w swej kolekcji Coolife: Le Cinqueme, Le Sixieme i Le Septieme wejdą do sprzedaży – zdaje się – jesienią tego roku. Moja recenzja dotychczasowych czterech kompozycji z pewnością niedługo pojawi się na blogu.

Coolife 02

Obowiązkowo na targach obecny był Olivier Durbano w oryginalny sposób prezentujący swą wspaniałą, absolutnie unikatową kolekcję pachnideł. Olivier zdradził mi, że pracuje nad jedenastą kompozycją, która będzie miała swoją premierę podczas tegorocznych targów Pitti Fragranze, które odbędą się we wrześniu we Florencji.

Durbano

Intrygująco przedstawiały się kolekcje pachnideł paryskiej marki Evody: Collection Premiere oraz Collection D’Ailleurs. Flakony zdecydowanie wpadły w moje oko, a wybrane zapachy z pewnością przedstawię w najbliższym możliwym czasie na blogu.

evody

Jedną z wzbudzających największe zainteresowanie premier była nowa linia pachnideł marki Jacques Fath pod nazwą Fath’s Essentials. Cztery zamknięte w pięknych flakonach kompozycje: świeżo-zieloną Green Water, białokwiatowo-cytrusową Vers Le Sud, ambrową Bel Ambre i morsko-ambrową Curacao Bay popełniła przemykająca pomiędzy różnymi targowymi stoiskami, dziennikarzami i blogerami, zwracająca uwagę swa niebanalną urodą perfumiarka Cecile Zarokian. Warto zaznaczyć, że Green Water to remake pochodzącego z 1947 roku klasyka, który dostępny w paryskiej Osmoteque w wersji vintage posłużył Cecile jako wzorzec podczas pracy nad nową wersją. Wszystkie cztery zapachy zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie i z pewnością już niedługo opiszę je szerzej.

Fath Essentials

Majda Bekkali z wdziękiem prezentowała swoje najnowsze perfumy o niezwykłej historii i takiej też nazwie. Tulaytulah to raczej kobiecy, bardzo przyjemny, lekko owocowy, lekko migdałowy, jak zwykle u Majdy – niebanalny i intrygujący – zapach stworzony przez niezastąpioną Delphine Thierry. Mam nadzieję zapoznać się z nim bliżej w późniejszym czasie.

Majda Bekkali

Stoisko Histoires de Parfums wyróżniało się spośród innych dominującym kolorem niebieskim, który towarzyszy nowemu zapachowi przekornie przez Geralda Ghislaina nazwanemu This is not a blue bottle. Zapach okazał się raczej świeży, wibrujący, z pewnością mocno nowoczesny, jak na to, co dotąd prezentowała marka HdP. Co ciekawe, na stoisku nie było żadnych innych pachnideł HdP. Tylko to jedno premierowe. W niebieskiej butelce…

HdP

Londyńskie Illuminum pokazało swoją obszerną kolekcję perfum w nowym typie fakonu, zdecydowanie nowocześniejszym i bardziej „trendy”. Obecny za stoisku przedstawiciel marki był bardzo rozmowny i miał specyficzne, angielski poczucie humoru. Gdy odpowiedziałem na jego pytanie, skąd jestem, stwierdził, że w Polsce nie ma Illuminum w sprzedaży, bo polscy dystrybutorzy uważają, że marka jest za droga. Cóż. Wkrótce pewnie opiszę, co warte są ich pachnidła, bo od miłej pani otrzymałem porcję próbek…

Illuminum

Na rozmowę z Alessandro Brunem z duetu Masque Milano czekałem dość długo. Gdy już udało mi się go zagadnąć o najnowsze zapachowe dziecko L’Attesa (Oczekiwanie), będące niezwykle piękną odą do irysa, Alessandro opowiedział mi z prawdziwą pasją o tej kompozycji, którą stworzył dla Masque młody, bardzo utalentowany perfumiarz Luca Maffei (także obecny na Esxence). Zapach zawiera trzy różne esencje irysowe, a także – uwaga – absolut z piwa. Przyznać muszę, że pachnie zniewalająco i jest jednym z najpiękniejszych znanych mi zapachów z irysem w roli głównej. Recenzje L’Attesa jak i jego poprzednika Romanza już wkrótce na blogu. Oba pachnidła utrzymują bardzo wysoki poziom charakterystyczny dla poprzednich zapachów marki i potwierdzają doskonały gust właścicieli Masque Milano. Wielka to szkoda, że pachnidła Mediolańczyków wciąż są niedostępne w Polsce. Jest to dla mnie co najmniej dziwne.

Masque 02

Pozostajemy we Włoszech. Marka Nobile 1942 od dawna mnie intrygowała, ostatnio głównie za sprawą bardzo dobrze ocenianego Fougere Nobile. Musiałem więc go wypróbować i przyznam, że pachnie on naprawdę świetnie, rasowo, bardzo szlachetnie i klasycznie. To zapach, na którego własny flakon – jako wielbiciel fougere – z pewnością wkrótce się skuszę. Mniejsze choć wciąż pozytywne wrażenie zrobił na mnie najnowszy zapach Sandalo Nobile, który miał podczas tragów swoją premierę.

Nobile 1420

Przepięknie prezentowały się proste i eleganckie flakony Le Galion, na stoisku którego obecny był sam CEO Nicholas Chabot. Linia zapachowa Le Galion wydaje się być udaną mieszanką klasyki i współczesności. Wybrane jej zapachy przedstawię już wkrótce na blogu.  Gallion

Na koniec pierwszej części relacji znane nam dobrze i lubiane włoskie Il Profvmo, które zaprezentowało nowość: Othello.

Il Profvmo

 

cdn.

Mark Buxton Collection – kolekcja perfumiarza z… przypadku

Mark-Buxton-darker

Mark Buxton to postać nietuzinkowa. Artystyczna, niepokorna dusza, poszukująca swej własnej ścieżki twórczej. Jak twierdzi, perfumiarzem został przez przypadek…

Mark urodził się w Anglii. W wieku 8 lat przeprowadził się wraz z rodzicami do Niemiec i tam kontynuował edukację. Od młodych lat interesował go świat mody i był to kierunek, w którym zamierzał podążać. Niestety pierwsza próba dostania się na uczelnię kształcącą w tym kierunku zakończyła się niepowodzeniem, więc młody Buxton poddał się i rozpoczął studia na kierunku… geologicznym. O tym, że został zawodowym perfumiarzem zadecydował przypadek. Przypadek tak niezwykły, że wart opisania.

Kilka tygodni przed Świętami Bożego Narodzenia Mark wybrał się wspólnie ze znajomym studentem do perfumerii Douglas, by zorientować się w zapachowych nowościach. Znajomy ten zaproponował, by założyli się, że będą w stanie rozpoznać wszystkie dostępne w niej perfumy (a było ich naonczas około sześciuset). Co więcej, postanowili zaproponować ten zakład niemieckiemu programowi telewizyjnemu o tytule  “Wetten, dass…?” („Założysz się, że…?”). Telewizja przyjęła ich zakład, a obaj studenci mieli 6 tygodni, by nauczyć się rozpoznawać wszystkie te zapachy. Najpierw jednak musieli zdobyć próbki, co okazało się niełatwe, bo nie wszystkie perfumerie wierzyły ich zapewnieniom, że jest im to potrzebne do telewizyjnego szoł. W końcu jednak udało się zdobyć próbki ok. 300 perfum i obaj panowie rozpoczęli nocne perfumowe nauki w podziale: Buxton perfumy męskie, kolega – damskie. To wówczas Mark zdał sobie sprawę, że ma wyjątkową pamięć do zapachów, które potrafił już kategoryzować wg własnych kryteriów. Gdy nadszedł czas premiery programu, który emitowany był na żywo, kolegę Buxtona spaliła trema, nie rozpoznał nawet jednego zapachu (!), Buxton zaś rozpoznał wszystkie wybrane dla niego losowo próbki, a było ich pięć. I choć zakład przegrali, to około tygodnia po emisji z Markiem skontaktował się przedstawiciel największego niemieckiego producenta perfum Haarmann & Reimer (obecnie Symrise) i zaprosił go do firmy na spotkanie. Buxton przyjął zaproszenie. Został tam jeszcze dodatkowo przetestowany, po czym po lunchu spotkał się z szefem firmy, który stwierdził, że widział go w TV, że ma dobry nos, a oni mają szkołę perfumeryjną, do której co roku wcielają 3-4 młode osoby i które szkolą na perfumiarzy. Wówczas mieli już trzech kandydatów, ale potrzebowali czwartego. Zaproponowali to więc Buxtonowi. Ten zgodził się i… przepracował w tej firmie kolejne 25 lat.

Historia doprawdy niewiarygodna, jednak absolutnie prawdziwa. Jako etatowy perfumiarz – najemnik pracował dla największych marek m.in. Givenchy, Versace, Van Cleef & Arpels, Paco Rabanne, Lagerfeld, Burberrys, Cartier, Chopard, Ferré, Salvador Dali, Linari, Jil Sander, JOOP!. Stworzył też niezapomniane pachnidła dla marek niszowych: przede wszystkim Comme des Garcons, Le Labo, ale także Biehl Parfumkunstwerke czy Cale Fragranze d’Autore.

mark-buxton-6702

W 2008 roku już z jako freelancer Mark Buxton przedstawił swój pierwszy projekt w 100% autorski. Była to kolekcja złożona z 7 zapachów: Around Midnight, English Breakfast, Hot Leather, Nameless, Sounds and Visions, Wood & Absinth oraz Black Angel. Niestety perfumy nie spotkały się z satysfakcjonującym dla Buxtona przyjęciem, były też bardzo trudno dostępne. Generalnie przedsięwzięcie wypromowania nowej marki nie powiodło się. Źródła podają, że marką zarządzali wówczas partnerzy Buxtona, on sam zajmował się tylko komponowaniem zapachów. W 2011 roku perfumiarz wykupił prawa do marki i postanowił zająć się osobiście całością działań. Przeprowadził swoisty rebranding, odświeżył wizerunek marki, zmienił flakony, wycofał większość „starych” zapachów zastępując je nowymi. Ze starego zestawu pozostawił tylko dwa: Black Angel i Wood & Absinth. Położył też większy nacisk na dystrybucję i promocję (m.in. zaprezentował pachnidła podczas targów Esxence w Mediolanie w 2012 i był to oficjalny debiut marki).

Mówi o sobie, że jest leniwy. Stąd formuły jego perfum zamykają się zwykle w 15 – 20 składnikach. Każda z kompozycji osnuta jest na wybranej naturalnej esencji zapachowej, która dominuje zapach i stanowi o jego sygnaturze. Jak każdy perfumiarz także i Buxton ma swoje ulubione składniki: wetiwer, ambrowy Ambroxide, drzewne Cashmeran i Trimofix, paczula, żywica elemi. I to czuć w jego kompozycjach, które raczej oscylują wokół bliskoskórnych, ciepłych i zmysłowych, będących przeciwnościami perfum głośnych, agresywnych i zwracających uwagę. Jego zapachy to dzieła absolutnie współczesne, dalekie od klasycznie pojętej perfumerii.

mark-buxton collection

Opisywanie pachnideł Marka Buxtona to spore wyzwanie głównie za sprawą niezwykłego stylu tego perfumiarza. Perfumiarz łączy bowiem ingrediencje syntetyczne z naturalnymi w taki sposób, że po drugiej stronie równania otrzymuje nową synergiczną jakość – zapach, który wymyka się klasyfikacjom i oczywistym porównaniom. Buxton to wyjątkowy i bardzo kreatywny perfumiarz, a jego olfaktoryczne prace to prawdziwie twórcza perfumeria. Trudno w nich znaleźć ewidentne odniesienia do innych istniejących pachnideł. By je jednak w pełni docenić, trzeba je dokładnie poznać. Pozornie i powierzchownie mogą bowiem wydawać się nieciekawe. Ale zwykle są to małe olfakoryczne arcydzieła, bardzo indywidualistyczne i odległe od wszelkich trendów, także od tych obecnych w tzw. perfumerii niszowej, do której kolekcja Marka Buxtona z pewnością się zalicza. Zapachy te łączy także subtelność i wrażenie prostoty, coś na kształt olfaktorycznego haiku. Każdy jego zapach powstaje na kanwie jego własnych przeżyć i wspomnień, przez co z powodzeniem można nazwać jego twórczość jako impresjonistyczną. I rzeczywiście coś w tym jest, bo jego zapachy to jakby uchwycenie chwili, momentu, widoku, obecności lub nieobecności drugiej osoby. Styl Marka Buxtona pozostaje na obrzeżach perfumerii jako takiej, a jego zapachowy świat z pewnością nie jest dla każdego. Jest bardzo specyficzny. Warto go poznać, by przekonać się, czy przypadkiem nie ulegniemy jego urokowi. Ostrzegam, że im lepiej go poznamy, tym głębiej nas „wciągnie”. Jest coś magnetycznego w tym jego perfumowym minimalizmie…

Jak twierdzi Buxton, każdy z jego zapachów w tej kolekcji jest zapisem wspomnień lub wydarzeń z jego życia, ma więc niejako charakter autobiograficzny. Dla podkreślenia tego faktu Mark stosuje oryginalne i nierzadko wiele mówiące nazwy – tytuły pachnideł. Oto spis moich wrażeń po testowaniu Mark Buxton Collection.

 

Emotional Rescue – ratunek dla porzuconego kochanka

To opowiadanie o wetywerii. Soczyste, zielone, owocowe, kwaskowe (nuta agrestu!) otwarcie; od razu czuję też wetiwer i coś jakby anyżowe tło, później zapach w sposób naturalny traci na soczystości, zielone soki porzeczki, zapach po kilkunastu minutach jakby zagnieżdża się na skórze, czuć neroli i porzeczki, zieloność liścia fiołka, wetiwerowa nuta staje się coraz wyraźniejsza, ale nigdy nie wyłania się „do końca” pozostając otoczona innymi składnikami (choćby jodłowym balsamem).

emotional_rescue_mark_buxton_

nuty głowy: neroli, liść fiołka, agrest

nuty serca: irys, róża, kwiat cassis

nuty bazy: wetiwer, drewno sandałowe, balsam jodłowy,

 

Black Angel – piękność z nocnego klubu w Nowym Jorku

Intro skrzące się imbirowymi molekułami w otoczeniu akordu słodkich cytrusów przechodzi w serce z nutą irysa w otoczeniu balsamiczno-żywicznego akordu bazy, który z czasem nabiera głębi i dominuje zapach, głównie za pomocą żywicznego, słodkawego styraxu. Na tym etapie zapach jest zmysłowy, intrygujący, przy tym subtelny, bardzo buxtonowski w swym konkretnym przekazie i minimalizmie nut. Niestety finisz jest niepokojąco dysonansowy. Jakaś aromamolekuła daje tu o sobie znać w niezbyt przyjemny sposób – suchy, nieco duszny, nieco słony, psując niezły początkowo zapach. Szkoda. Mimo to podobno Black Angel to drugi pod względem popularności – po Wood & Absinth – zapach tej kolekcji.

buxton black angel

nuty głowy: mandarynka, imbir

nuty serca: jaśmin, kłącze irysa

nuty bazy: styrax, paczula, ambra

 

Sexual Healing – czysta równowaga seksualnego połączenia kobiety i mężczyzny

Zapach zmysłowy i głęboki, otwiera się lekko zielono, lekko owocowo, lekko żywicznie, z intrygującą nutą czarnego bzu w sercu i osmantusa w sercu. W miarę upływu czasu staje się coraz bardziej gęsty, zmysłowy.  Dziwny, niecodzienny, bardzo trudny do opisania, pełen niedopowiedzeń. Dominuje w nim labdanum podbite absolutną odrobiną zwierzęcości w postaci kropli kastoreum.

buxton-sexual_healing

nuty głowy: kwiat Davana, pączki czarnej porzeczki

nuty serca: absolut czarnego bzu, osmantus

nuty bazy: absolut czystka (labdanum), kastoreum

 

Devil in Disguisetajemnicza i magnetyzująca woń przyniesiona przez letni wiatr we Włoszech

Według Buxtona to szypr z nutą rabarbaru w otwarciu. I faktycznie początkowo zapach jest bardzo zielony i bardzo soczysty sokami roślinnymi. Otwiera się naprawdę uroczo. Już po kilku minutach pojawia się intrygujący, z pewnością nietypowy akord kwiatowy łączący białokwiatowe neroli z nieco wręcz pikantną magnolią. Z czasem ten akord nabiera głębi i zmysłowości poprzez zgrabne włączenie nuty paczuli.  W tle majaczy drzewna, wetiwerowo-piżmowa baza, która wieńczy całość. Devil in Disguise to moim zdaniem jedna z lepszych kompozycji w kolekcji Buxtona.

DEVIL_DISGUISE_999

nuty głowy: liście rabarbaru, imbir

nuty serca: magnolia, neroli

nuty bazy: paczula, wetiwer, piżmo

 

Wood and Absinth – magiczny moment pomiędzy zachodem słońca a początkiem nocy

Mój faworyt w kolekcji Buxtona. Jest dziwnie magnetyczny, wręcz uzależniający… Przyprawowo-drzewny, lekko słodko-balsamiczny, z nutą absyntu i esencją drzewa różanego sparowaną z cedrową bazą. Subtelny i pozostający w tle, aczkolwiek (a może nawet dlatego) intrygujący wonią znaną jako baza wielu mainsteramowych kompozycji. Wykonujący praktycznie jedną zmianę od zielono-ziołowego otwarcia w drzewny akord serca, który poprzez wyciszenie przechodzi w bazę. Wood and Absinth to doskonały przykład efektów wspomnianego „lenistwa” perfumiarza. Ale także dowód na jego umiar, czytelność i prostotę przekazu. Wood and Absinth mimo pewnej oryginalności kojarzy mi się przede wszystkim z Amouage Memoir Man, ale także po części z Bleecker Street Bond No. 9 oraz po części także z – uwaga – Diesel Plus Plus Masculine oraz Kenzo Tokyo. Zapach dla fanów wibrującej, zielono-ziołowej drzewności z ostrym drzewnym finiszem.

mark-buxton-perfumes-wood-and-absinth-eau-de-parfum-100ml-4116-p

nuty głowy: absynt, szałwia

nuty serca: jaśmin, drewno różane

nuty bazy: wetiwer, cedr

 

Sleeping with ghostsekstremalna czułość, niespodziewane piękno, które znikło w ciemnościach…

Najspokojniejszy i chyba najmniej ekscytujący z całej kolekcji choć przyjemny zapach łączący nutę owocową pigwy, która pojawia się na początku, z akordem niby-skórzanym i kremową wanilią. Przyjemny, harmonijny, przewidywalny i niestety także troszkę nudny…

buxton sleeping

nuty głowy: aksamitka, pigwa

nuty serca: piwonia, skóra

nuty bazy: wetiwer, wanilia

 

Zapachy kolekcji marka Buxtona (niedawno artysta dołączył do niej kolejny – wypełniony nutami kwiatowymi Message in a Bottle, „esencję Raju”, kompozycję zainspirowaną wizją egzotycznego atolu na końcu świata) mają bardzo specyficzny charakter. Ich prostota i niemalże jedno-wymiarowość oraz subtelność idą w parze z intrygującymi akordami, które przykuwają uwagę swą niesztampowością, w niektórych przypadkach nawet odkrywczością. Są przy tym absolutnie uniseksowe. (Wszystko to wygląda na celowy zabieg, bo perfumiarz udowadniał już nieraz w swej twórczości, że potrafi stworzyć zapachy bardziej złożone i mocniejsze w przekazie – weźmy choćby Comme des Garcons EDP, 2 czy 2 Man). W swej kolekcji Buxton unika jak może banału, ale nie sili się też na rozbudowane wielowymiarowe, kunsztowne, obezwładniające kompozycje w typie Bertanda Duchaufoura. To po prostu nie leży w jego naturze. Robi to, co wychodzi mu najlepiej z całkiem intrygującym i nierzadko przekonującym efektem, o ile zaakceptujemy wizję artysty i damy zapachom nieco więcej czasu na ich poznanie. Nie są to bowiem pachnidła dla wielbicieli długich zapachowych ogonów. Raczej dla tych , którzy chcą pachnieć owszem niebanalnie, ale i dyskretnie, a takich osób przecież nie brakuje.

Comme des Garcons 2 Eau de Parfum

Czy perfumeria jest rzemiosłem czy sztuką? Myślę że zawsze jest tym pierwszym, a od czasu do czasy bywa także i drugim. Zwykle wtedy, gdy mamy do czynienia z aktem tworzenia, a nie jedynie odtwarzania. I podobnie jak każda inna dziedzina sztuki, także i perfumeria ma swą historię, swoje stylistyczne okresy, wybitnych twórców, wreszcie ma także swoje największe dzieła, przełomowe, wyjątkowe. Gdy w tym kontekście pomyślimy o perfumerii, przychodzą nam na myśl historyczne pachnidła Chypre de Coty, Fougere Royale Houbigant, Jicky Guerlain, No. 5 Chanel, Shalimar Guerlain, Mitsouko Guerlain, No. 19 Chanel, Knize Ten, Dior Eau Sauvage, Diorissimo i takie nazwiska jak Francois Coty, Paul Parquet, Aime Guerlain, Jacques Guerlain, Henri Robert, Ernest Beaux czy Edmond Roudnitska. Czy jednak najwspanialsze perfumy powstawały jedynie dawno temu? Czy współcześnie nie tworzy się zapachowych arcydzieł? Z reguły to upływający czas powoduje, że kwalifikujemy jakieś dzieło jako wybitne lub nie. A przynajmniej tak jest w przypadku perfum. Najwspanialsze perfumy przetrwały dziesiątki lat, zapoczątkowały nowe trendy, na stałe wpisały się do kulturowego dziedzictwa. Czy zatem obecnie powstają jedynie mniej lub bardziej udane dzieła perfumowego rzemiosła? Nie. Nawet ostatnie 20 lat to okres, w którym pojawiło się kilka perfum absolutnie wybitnych, dzieł sztuki, które mają wszelkie szanse na zdanie egzaminu czasu. Jednym z nich jest ponad wszelką wątpliwość Eau De Parfum 2, które w 1999 roku stworzył dla niszowej marki Comme des Garcons Mark Buxton. 

mark-buxton 4
Mark Buxton

Buxton to mieszkający od 20 lat w Paryżu perfumiarz angielskiego pochodzenia, który swoje dzieciństwo i dorastanie spędził w Niemczech. Tam też ukończył perfumiarską szkołę przy Haarman & Reimer, do której zresztą dostał się w bardzo oryginalny sposób, o czym napiszę więcej na Perfumowym Blogu przy okazji recenzowanie zapachów z autorskiej linii Buxtona.  

cdg 1_1
pierwszy zapach Comme des Garcons

Gdy w 1994 roku awangardowa marka Comme des Garcons zdecydowała się na wprowadzenie do oferty swych pierwszych perfum, postawiła na Buxtona. Ten dał upust swoim kulinarnym fascynacjom i stworzył dla Rei Kawakubo i Christiania Astugueveilla zapach niezwykły, do dziś zadziwiający bogatą mieszanką przypraw i drzew. Eau De Parfum okazało się być strzałem w dziesiątkę. Pięć lat później w laboratorium ponownie zasiadł Buxton i przebił samego siebie, tworząc arcydzieło. CdG 2 Eau de Parfum to wg mnie jeden z najoryginalniejszych zapachów wszech czasów, przy tym mający w sobie coś nowatorskiego i absolutnie ponadczasowego. Buxton później jeszcze kilkukrotnie udowadniał swój talent i niezwykły styl w zapachach tworzonych dla CdG (Green Eau de CologneWhite3Incense: Ouarzazate2 Man), ale żaden z nich nie przebił 2 Eau de Parfum.

christian-astuguevieille-portrait
Christian Astuguevieille

Gdyby ktoś zapytał mnie, czym pachnie CdG 2 EDP, moja odpowiedź brzmiałaby: atramentem. Bardzo podoba mi się umieszczenie w centrum tej kompozycji wyrazistej nuty atramentu Sumi, który w naturalny sposób podkreśla japoński rodowód Comme des Garcons i jego założycielki Rei Kawakubo. Ta zupełnie niezwykła nuta (którą w bardzo odważny i udany sposób po wielu latach podjął ponownie Jerome Epinette w M/Mink dla Byredo) stanowi o charakterze i unikatowości tego zapachu. Jest wyczuwalna od pierwszych sekund przez większość jego trwania. Z początku unoszona daleko w powietrze przez nieco „techniczne” w odbiorze aldehydy. Z czasem pogłębiona przez dodającą mistycyzmu nutę kadzidła. Zmysłowości i ciepła przydaje jej labdanum, a orientalnego wymiaru – paczula. Jest też w CdG 2 pewna doza kulinarnej słodyczy (maltol?), która w połączeniu z paczulą przywołuje dość odległe – ale jednak – echa Angel T. Muglera. Tak jakby Buxton zza chmury aldehydów puszczał do nas oko  (artysta wyznał w jednym z wywiadów, że pracował nad zapachami zawierającymi przesadną dawkę ethyl maltolu – znak rozpoznawczy Angela – na długo przed Olivierem Crespem, jednak nikt wówczas nie traktował jego eksperymentów poważnie, więc ten zarzucił ich kontynuację). Wypada dodać, że formuła CdG 2 zawiera jeszcze kilka innych ingrediencji, ale wszystkie one pracują na użytek przewodniego motywu, który – niczym dobra melodia – zapada głęboko w pamięć.

sumi-ink-on-paper-by-rikki-kasso-06

Woń CdG 2 jest absolutnie twórcza, nowatorska, artystyczna. Celowo używam czasu teraźniejszego, bowiem mimo upływu lat CdG 2 wciąż pachnie awangardą, wciąż wyprzedza swoje czasy, a przynajmniej takie robi wrażenie. Nie próbuje odtwarzać natury. Jest natomiast niezwykle udaną próbą stworzenia olfaktorycznego znaku CdG. Czegoś japońskiego i awangardowego zarazem. Czy można lepiej streścić w zapachu filozofię Comme des Garcons?

Kompozycja Buxtona jest dość linearna, nie zmienia się zbyt wyraźnie w czasie, w naturalny sposób traci na intensywności i mocy, co może być efektem zamiłowania tego perfumiarza do krótkich, ale konkretnych formuł, co ten bardzo sympatycznie tłumaczy swoim… lenistwem (zapachy zbudowane na krótkich formułach z natury rzeczy nie są zniuansowane i nie ewoluują tak wyraziście, jak pachnidła złożone z kilkudziesięciu, a czasem i ponad stu składników). Tu czas na łyżeczkę dziegciu w tej sporej beczce miodu. W CdG 2 kuleje niestety trwałość, przynajmniej na mojej skórze. Po wodzie perfumowanej spodziewałbym się jednak więcej niż wymęczone 6 godzin…

Mimo że przyjęło się – nie wiem dlaczego – kategoryzować CdG 2 jako perfumy kobiece, wg mnie to uniseks przeznaczony dla co odważniejszych osób, poszukujących oryginalności bez popadania w przesadny eksperyment. Owszem przyznaję, na kobiecie pachną intrygująco, zmysłowo i naprawdę sexy. Ale sądzę, że i na męskiej skórze mają spore szanse powodzenia, choć nie jest to absolutnie zapach dla samców alfa. Raczej dla marzycieli, artystów i dandysów…

cdg 2 1

nuty: japoński atrament Sumi, kadzidło, paczula, cedr, korzeń dzięgla, wetiwer, magnolia, ambra, labdanum, nowe aldehydy, kmin, olejek cade, absolute z mate, absolut foliowy

twórca: Mark Buxton

rok wprowadzenia: 1999

moja ocena:

  • zapach: doskonały
  • projekcja: dobra+
  • trwałość:  ok. 6 godz

 

PS. Zapach Comme des Garcons 2 można przetestować i nabyć w krakowskiej perfumerii Lulua oraz w warszawskim Mood Scent Bar.

Biehl Parfumkunstwerke – sztuka dla nosa (4) – Mark Buxton

Mark Buxton to kolejna po Gezie Schoenie nietuzinkowa postać w galerii Thorstena Biehla. Niewątpliwa gwiazda perfumiarstwa, mająca na swym koncie bardzo wiele kompozycji designerskich (m.in. dla Givenchy, Salvador Dali, Jil Sander, Paco Rabanne, Cartier) oraz kilka absolutnie przełomowych perfum niszowych. Fanom niszy w perfumiarstwie Buxton bliski jest dzięki niezwykłym  zapachom, które skomponował dla Comme des Garcons (pierwsze, klasyczne CdG EDP, później 2, 3, 2Man, White, kadzidlak Ouarzazate). Ma na swoim koncie także współpracę z niszowymi: Le Labo (Vetiver 46), Cale Fragranze d’ Autore (Roboris) oraz Six Scents (Teen Spirit). Ostatnio podczas targów Esxence w Mediolanie Mark promował swoją odświeżoną linię autorską Mark Buxton Perfumes. Styl Buxtona opisywany jest jako tajemniczy, prowokujący, wywrotowy; „miejska dżungla”, cokolwiek to oznacza…

Dla Biehl Parfumkunstwerke Buxton zrobił trzy pachnidła (mb01, mb02 i mb03), z czego pierwsze jest nowoczesną kobiecą kompozycją kwiatową, zaś pozostałe dwa, ze względu na swój uniseksowy charakter, postaram się opisać poniżej.

mb02 – czyli ładnie, ale bez żądła…

Zapach zielono-żywiczny, w którym skontrastowano dwa akordy: świeżo-zielony (z wiodącą nutą fiołkowego liścia podbitego bazylią) oraz ciepło-drzewno-żywiczny (labdanum, sandałowiec, jodła, benzoes). Koncepcja znana i często powtarzana we współczesnej perfumerii, szczególnie tej adresowanej do mężczyzn. Początkowo mb02 jest jakby wspomnieniem po Fahrenheit Diora pozbawionym genialnej nuty etyliny 95. Coś jak Riverside Drive Bond No. 9, tyle że w gorszym wydaniu. W miarę upływu czasu przeobraża się w coś, co kojarzy mi się z zeszłorocznym, bardzo dobrym Eau d’Ikar Sisleya, gdyby „tylko” pozbawić go fenomenalnego, musującego otwarcia i szorstkiej woni wyciągu z ziaren marchwi… W sumie o mb02 trudno mi napisać coś więcej ponad to, że jest to pachnidło bardzo dobrze zrobione, przyjemne i przyjazne. Nie znajduję w nim jednak nic, co by mnie poruszyło, zaintrygowało, o zachwycie nie wspominając. Ot kolejny przyzwoity zapach w niczym nie przewyższający kilku wspomnianych. Wręcz przeciwnie. A to jednak trochę zbyt mało, by zostać umieszczonym w tak szacownej kolekcji jak Biehl Parfumkunstwerke. mb02 to wg mojej oceny najsłabszy z trzech zapachów Buxtona, a także jeden z najmniej ekscytujących w ofercie Biehla w ogóle.

Nuty głowy: fiołek, bergamotka, magnolia, bazylia

Nuty serca: goździk, liście fiołka, irys, labdanum

Nuty bazy: drewno sandałowe, piżmo, balsam jodłowy, żywica benzoesowa

 

mb03 – czyli „Play it again, Sam”

Trzecia kompozycja Buxtona to dla kontrastu jego najciekawszy zapach w kolekcji i jeden z najlepszych w ofercie Biehl Parfumkunstwerke. A że niestety autoplagiat… Cóż – nie pierwszy raz w przypadku tego perfumiarza (przypomnę duet CdG 2Man i Le Labo Vetiver 46, czyli klasyczny przykład, jak sprzedać dwa razy ten sam towar…). Ale nic to. Zajmijmy się mb03.

Cóż takiego kryje się pod tym kryptonimem? Perfumy  oparte na składniku, którego Buxton jest mistrzem, co już nie raz udowodnił. Kadzidło frankońskie. Olibanum. Składnik wyczuwalny tu od pierwszych sekund (mb03 to zapach o tyle nietypowy, że skomponowany bez klasycznych nut głowy, którymi z z reguły są w perfumach cytrusy, nuty zielone czy lekkie zioła lub przyprawy). Olibanum zostało tu sparowane z dość rzadko spotykanym składnikiem – rumiankiem. Ten ziołowo-kadzidlany duet stanowi trzon zapachu. Projekcji i wibracji przydaje niezawodny różowy pieprz, zaś głębi i lekkiej słodyczy – żywice: labdanum, elemi, styraks. Całości – wg opisu – dopełniają:  sandałowiec, paczula i kaszmir (prawdopodobnie syntetyczny cashemran, którego sporą zawartość odnajdziemy choćby w Black Cashmere Donny Karan czy Gucci Pour Homme).

mb03 to zapach zaskakująco lekki, relaksujący i zupełnie nieprzytłaczający, zrobiony z mistrzowskim wyczuciem i umiarem. Z podobną, lekką i przyjemną interpretacją olibanum spotkałem się już niegdyś w Incense Matthew Williamsona.

By trochę zrównoważyć kiepskie wrażenie po mb02 przyznam, że mb03 pachnie naprawdę uroczo i jest jednym z najbardziej nienachalnych i noszalnych kadzidlaków olibanowych, jakie znam. Nutę frankońskiego kadzidła, tak dobrze znaną wszystkim bywalcom polskich katolickich świątyni, trudno wg mnie zastosować  w sposób uciekający od tych – nie zawsze pozytywnych – skojarzeń. Ja osobiście mam z tym kłopot i dlatego nie posiadam nawet skromnych dekancików  Avignon CdG, Cardinal Heeleya czy Full Incense Montale. W porównaniu do nich mb03 jest w swej kadzidlaności nieprzesadny, nieprzytłaczający, zrównoważony i – dla mnie – akceptowalny.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym na koniec nie dodał, że wg mnie mb03 to wzbogacona o rumianek kopia Ouarzazate z serii Incense CdG. Podobieństwo tych perfum nie może być dziełem przypadku. Jawi się raczej jako – eufemistycznie określając – wykorzystanie dwóch wariacji na temat tych samych perfum. Takie bynajmniej odnoszę wrażenie.

Ciekawskim polecam dokonanie testów porównawczych…

Nuty głowy: brak

Nuty serca: rumianek, różowy pieprz, elemi

Nuty bazy: labdanum, drewno kaszmirowe, styraks, ambra, olibanum, drewno sandałowe, paczula

cdn.

Biehl Parfumkunstwerke – sztuka dla nosa (1)

Niemcy nie chcą być gorsi od Francuzów. Także na polu perfum. Mają nie tylko legendarną Echt Kölnische Wasser. Doczekali się także swojego własnego Frederica Malle…

Thorsten Biehl – syn niemieckiego perfumiarza Henniga Biehla, specjalista w dziedzinie perfum (16 lat pracował jako ekspert w Haarmann & Reimer, firmie znanej obecnie jako Symrise), podróżnik i koneser sztuki – jest autorem projektu, który pod względem koncepcji przypomina Editions de Parfums Frederica Malle’a. Podobnie jak EdP kolekcja perfum Biehl Parfumkunstwerke (BP) jest zamanifestowaniem perfumerii jako dziedziny sztuki, perfum jako dzieł sztuki, a perfumiarzy jako mających swoje imiona i nazwiska artystów. Zapachowe kompozycje podpisane są tu przez twórców (inicjałami) oraz kolejnymi numerami. Zaś materiały promocyjne, w tym strona internetowa, podają nie tylko imiona i nazwiska perfumiarzy, ale także krótko charakteryzują ich perfumiarski styl . Żadnych wymyślnych nazw. Żadnych zbędnych skojarzeń nasuwanych często przez tytuły. Nawet flakony są neutralne. Liczy się jedynie olfaktoryczna treść. A ta jest tu wysokich lotów – dzięki najwyższej jakości składnikom, wybitnym perfumiarzom i twórczej wolności im pozostawionej.

No właśnie… Perfumiarze…

Niektórzy znani fanom niszowych pachnideł. Inni wyjęci z cienia swych pracowni chyba po raz pierwszy właśnie przez Thorstena Biehla. Oto lista płac Biehl Parfumkunstwerke: Mark Buxton (m.in. Comme des Garcons, własna linia zapachowa), Arturetto Landi, Patricia Choux, Egon Oelkers, Geza Schoen (m.in. Clive Cristian, Escentric Molecules, Beautiful Mind, Wode) i Henning Biehl – ojciec Thorstena. Sześciu różnych artystów – czternaście ekskluzywnych, bardzo różnych pachnideł. Teraz dostępnych również w naszym kraju dzięki perfumerii Quality Missala.

Wszystkie zapachy zamknięto w takim samym prostopadłościennym flakonie o pojemności 100 ml i minimalistycznym, dość surowym designie. Z przodu znajduje się oszczędne, ale wyraźne logo kolekcji oraz – drobnym drukiem – jej nazwa. Poniżej u podstawy flakonu czerwoną czcionką naniesiono inicjały twórcy i kolejny numer zapachu. Manieryczne unikanie wielkich liter dodaje całości współczesnego charakteru. Karton to już szczyt minimalizmu, kojarzący się wręcz z opakowaniem zastępczym stosowanym do pakowania testerów perfum. Trochę szkoda, że Biehl nie poszedł do końca w ślady Frederica Malle i nie zdecydował się także na flakony o mniejszej pojemności. 

Perfumy kolekcji Biehl Parfumkunstwerke są nowoczesne (Choux, Buxton, Oelkers), czasem wręcz awangardowe (niezawodny Geza Schoen), ale także i klasycyzujące (Landi, Biehl). Mimo, że nie dedykowane płciom, znajdziemy wśród niech tematy tradycyjnie uważane za kobiece (przede wszystkim orientalne oraz kwiatowe) oraz całą grupę uniseksów, niektórych z męskim przechyłem. I choć przyznam, że rasowego męskiego zapachu w tej kolekcji nie odnalazłem, to jednak spośród wszystkich czternastu pachnideł wybrałem kilka tych pozycji, które panowie z mniejszym lub większym powodzeniem mogą nosić (wśród nich natrafiłem też na jedno zupełnie genialne…)Im właśnie poświęcę kolejne wpisy na blogu.

Zapraszam!

cdn.