Majda Bekkali „Andalusian Collection” – symbioza historii, sztuki i zapachu

Kolekcja Andaluzyjska Majdy Bekkali to trio perfum, które łączy inspiracja Andaluzją, a konkretnie barwną i złożoną historią tego południowego regionu Hiszpanii. To właśnie wątki andaluzyjskiej historii, elementy jej sztuki, architektury oraz historyczne postaci legły u podstaw niezwykłych perfum o równie niezwykłych nazwach: „Tulaytulah”, „Mudejar” i „Ziryab”. Zanurzmy się więc na kilka chwili w świat niezwykłych zapachów najnowszej kolekcji Majdy Bekkali.

Toledo

Pierwszym zapachem kolekcji jest „Tulaytulah”, którego nazwa pochodzi od średniowiecznej nazwy miasta Toledo, które w tamtych odległych czasach należało do Andaluzji. Zapach ten w swoim centrum zawiera niezwykle sugestywny i piękny akord marcepanu, z którego wytwarzania Toledo słynie po dzień dzisiejszy. Zanim jednak marcepan ujawni się w pełnej krasie, do naszych nozdrzy dobiega owocowa nuta kwiatu wiśni, która – jako perfumowa rekonstrukcja – przypomina mi bardziej zapach słodkiego soku z wiśni. Finisz tych perfum zdominowany jest przez częstą w perfumerii mieszankę tonki i wanilii z subtelnym akcentem zamszowym. To od początku do końca kulinarne pachnidło urzeka swą sugestywną urodą i piękną ewolucją na skórze. Jest zapachową opowieścią o mieście, w którym setki lat temu pokojowo współistniały ze sobą trzy różne kultury: chrześcijańska, żydowska i muzułmańska. Poprzez ten ciepły, smakowity, harmonijny zapach Majda Bekkali chce przypomnieć współczesnemu światu o tym, że w takiej samej harmonii możemy żyć współcześnie – bez względu na wyznawane poglądy czy religie.

Specjalnie dla tej kolekcji przypominające obłe kamienie flakony perfum Majdy Bekkali zostały przyozdobione złotymi wzorami pochodzącymi ze słynnego andaluzyjskiego pałacu Alhambra.

Majda-Bekkali-Tulaytulah-120ml---fond-noir

główne nuty: kulinarne (wiśnia, marcepan, tonka), skórzane (zamsz)

 

 

Andalusian garden

„Mudejar” ma zgoła innych charakter. To chyba pierwsze perfumy w ofercie Majdy Bekkali o świeżym i dość lekkim charakterze. Jednak – jak wszystko w przypadku tej artystki –  są one niebanalne, urodziwe i wyjątkowej jakości. Zainspirowane synkretyczną andaluzyjską architekturą, tamtejszymi ogrodami, zielenią, kwiatami, kamiennymi murami, gorącym powietrzem i kojącym chłodem domowych wnętrz „Mudejar” otwierają się intensywną, soczystą zielonością zbudowaną z grejpfruta i czarnej porzeczki.  W tle wyraźnie czuć ukochane przez Majdę drewno cedrowe. To prawdopodobnie ono w połączeniu z kadzidłem i mchem tworzy subtelnie krzemienną aurę. Co zadziwiające, ta lekko zielona i subtelnie mszysta i mineralna nuta przypominająca chłodny kamień pozostaje świeża i lekka do samego – dość odległego w czasie – końca trwania zapachu na skórze. Wszystkie te elementy sprawiają, że „Mudejar” wydaje mi się wprost idealnym pachnidłem na lato.

MAJDA-BEKKALI-Mudejar-100ml-EDP-500x500-500x500

główne nuty: zielona (czarna porzeczka), mineralna, drzewna (cedr)

rok premiery: 2017

 

 

tulips1

Ostatnim zapachem andaluzyjskiego tercetu jest „Ziryab”, który – nie ukrywam – stał się ostatnio moim faworytem, wyprzedzając „Mudejar”. Dlaczego? Po części za sprawą niezwykłej inspiracji. Ziryab to historyczna postać – twórca flamenco, umysłu tyleż ścisły, co artystyczny. Astronom i muzyk w jednym, innowator, któremu arabski instrument szarpany „oud” zawdzięcza piątą strunę. I to na obraz pięciu strun tego instrumentu „Ziryab” złożony został z pięciu nut: tulipana, cedru, ambry, szafranu i oudu. 

ziryab_6

Ale „Ziryab” uwiódł mnie przede wszystkim bezprecedensowym akordem tulipana, który otwiera to pachnidło, a który osadzony został na orientalnym ambrowym tle, wzmocnionym cedrem i posypanym złotym szafranowym pyłem ze zgrabnie wmiksowaną nutą oudu, jako symbolem owej piątej struny. „Ziryab” pachnie egzotycznie, orientalne i jednocześnie – dzięki tulipanom – dziwnie znajomo. Perfumy te mają w sobie coś magnetycznego. Są wyrafinowanie, zwracają uwagę niebanalną elegancją i egzotycznym sznytem. Nie sposób pozostać wobec nich obojętnymi.

Unikatowe połączenie tulipana, szafranu i oudu tworzy nową jakość w perfumerii i trzeba to podkreślić. W takim kontekście zawsze przecież występowała róża. Jest więc „Ziryab” prawdziwie nowatorski.

W fazie długotrwałego finiszu moje skojarzenia dryfują w kierunku „Oud Satin Mood” Francisa Kurkdjiana. Ale to podobieństwo – nie sądzę, żeby zamierzone, raczej dzieło przypadku – przydaje tylko „Ziryabowi” urody. Piękne i inspirujące perfumy.

majda ziryab

główne nuty: tulipan, szafran, oud, cedr, ambra

rok premiery: 2017

 

„Tulaytulah”, „Mudejar” i „Ziryab” to doskonałe przykłady perfumerii koncepcyjnej, mającej do przekazania coś więcej, niż tylko sam zapach, nawet jeśli to on na końcu najbardziej się liczy. Testy tych pachnideł utwierdziły mnie w przekonaniu, że Majda Bekkali pozostaje jednym z najciekawszych i mających najwięcej do powiedzenia twórców współczesnej artystycznej perfumerii niszowej, tworzącą  zapachy tyleż oryginalne i niebanalne, ile przemyślane, zainspirowane, ale przede wszystkim piękne i doskonale skomponowane. Każde z tych trzech pachnideł – w moim przekonaniu ciążących jednak w kierunku estetyki lepiej pasującej kobietom niż mężczyznom – zasługuje na bardzo wysoką ocenę pod każdym względem. Każde jest inną intrygującą olfaktoryczną opowieścią, za którą stoi przemyślana wizja artystki, perfekcyjnie przełożona na język perfum. Mamy więc urocze pachnidła, doskonale oddające artystyczne wizje twórczyni, zamknięte w pięknych, super oryginalnych flakonach. Czy trzeba czegoś więcej?

„Perfumy to mój sposób wyrażania siebie” – wywiad z Majdą Bekkali

Przy okazji lansowania swoich najnowszych perfum „Ziryab” Majda Bekkali pojawiła się w perfumerii Quality Missala, gdzie poprowadziła także warsztaty zapachowe. Artystka zgodziła się też na rozmowę z Perfumowym Blogiem. Mam dziś przyjemność zaprezentować jej treść.

Majda-Bekkali

Jakie znaczenie mają dla Ciebie perfumy?

To mój sposób wyrażania siebie. W pierwszej kolejności związany ze zmysłami, z percepcją na skórze, a dopiero później intelektualny. Dlatego uważam, że np. krawiectwo jest doskonałą metodą ekspresji.

Jaka jest Twoja historia i Twoje przygotowanie, gdy chodzi o perfumy? Jak to się wszystko zaczęło?

Perfumy są w moim życiu od zawsze, od dzieciństwa. Urodziłam się w Maroku. To kraj, w którym perfumy i zapachy w ogóle są wszechobecne – na ulicach, w domach, wszystko pachnie. Więc gdy po ukończeniu college’u przyjechałam do Francji, byłam zaskoczona, że nic tu nie pachnie.

Co wydaję się dziwne, gdyż Francja powinna chyba pachnieć?

Tak, perfumy są tu owszem wyczuwalne, ale nie ma zapachów naturalnych. A jeśli już są, to mają bardziej nieprzyjemny, trudny charakter. Gdy ukończyłam studia na wydziale Sztuk Pięknych, zostałam dyrektorem artystycznych w jednej z firm produkujących perfumy dla znanych marek (m.in. dla Inter Parfums). Zajmowałam się tam projektowaniem opakowań. Później zainteresowałam się składnikami perfum i przez 10 lat je poznawałam i studiowałam. Mam artystyczny temperament, który nie idzie w parze z komercyjnym i marketingowym podejściem, więc poczułam potrzebę własnej kreacji ograniczonej wyłącznie wyobraźnią.

Czy jest coś, co Twoje perfumy łączy, jakaś wspólna część, cecha?

We wszystkich moich perfumach jest jeden wspólny składnik – cedr z Atlasu. To moja proustowska magdalenka, która przypomina mi dzieciństwo w Maroku, a konkretnie mój pokój, w którym znajdowały się cedrowe belki. Ale także i zapachowe środki wyrazu, których używam do stworzenia perfum są w moich kompozycjach wspólne.

Majda-Bekkali-Quality

Czy mogła byś opisać proces powstawania Twoich perfum? Gdzie znajdujesz inspirację?

Przede wszystkim w samej sobie. Podczas pracy nad moją pierwszą kolekcją odbyłam podróż w głąb swego serca po to, by podzielić się swoimi emocjami z innym. Druga kolekcja jest inna – otworzyłam się na świat w poszukiwaniu inspiracji. Lubię literaturę. Zwykle gdy pracuję nad perfumami, piszę tekst, wiersz. Następnie „tłumaczę” każde zawarte w nim zdanie na konkretny składnik perfum. Podczas pracy nad pierwszymi trzema kompozycjami układałam zapachowe piramidy. Dla kolejnych perfum pisałam już konkretne formuły, które następnie przekazałam perfumiarzom i od tego momentu pracowaliśmy wspólnie nad ich dostrojeniem.

Czyli – jeżeli dobrze rozumiem – opracowujesz kompletną formułę z podaniem proporcji/ procentów?

Tak. Mam w domu składniki, ale nie mam dość dokładnej wagi. Tworzę więc coś na kształt szkieletu moich perfum. Rolą perfumiarza jest dopracować moją formułę.

Czym kierujesz się przy wyborze perfumiarza? Bo z moich obserwacji wynika, że zlecasz pracę nad swoimi perfumami znanym, ale raczej wyjątkowym „nosom” np. Cecile Zarokian…

Cecile Zarokian, gdy pracowała nad perfumami dla mnie („Mon Nom Est Rouge” – przyp. autor), nie była jeszcze w ogóle znana.

Czy była już wówczas autorką „Epic Woman” dla Amouage?

Tak, miała na koncie tylko te perfumy i nic więcej… Staram się pracować z faktycznie niezależnymi perfumiarzami o artystycznym podejściu. Podobnie sprawa ma się z flakonami. Staram się odbudowywać rzemiosło, które w obecnych czasach umiera. Flakony moich perfum produkowane są przez firmę Waltersperger, ostatniego takiego wytwórcę, robiącego wszystko całkowicie ręcznie. Gdy się do nich zgłosiłam, zamykali działalność. Ale wkrótce pojawiła się osoba, która ich wykupiła, a ja była ich pierwszym klientem pod nowym właścicielem.

Flakony Twoich perfum są bardzo charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne. Mam wrażenie, że są bardzo spójne z wyjątkowym i pięknym charakterem samych pachnideł.

Tak, flakony mają dla mnie bardzo ważne znaczenie. Gdy wyobrażałam sobie moją kolekcję, chciałam, by były to czyste płynne emocje zamknięte w pięknych kamieniach. Tak jak idąc do lasu nieznaną ścieżką rozrzucasz kamienie, by nie zgubić drogi powrotnej, tak te flakony w kształcie kamieni symbolizują zabezpieczenie przed zgubieniem ścieżki do samego siebie.

Majda-Bekkali-Tulaytulah-120ml---fond-noir

Opowiedz mi o swojej najnowszej kolekcji – andaluzyjskiej. Co znaczą nazwy poszczególnych perfum i jak łączą się z zapachami?

Jak wspomniałam Ci wcześniej, moje pierwsze perfumy powstawały z inspiracją moim wnętrzem. Podczas pracy nad kolekcją andaluzyjską otworzyłam oczy na świat i zauważyłam, że nie czuję się on dobrze. Chciałam więc poprzez tą kolekcję przesłać dobrą nowinę, nadzieję. Rozpoczęłam prace nad nią około roku przed tym strasznym atakiem w Paryżu. Wylansowałam „Tulaytulah” na dwa miesiące przed nim. „Tulaytulah” jest symbolem tolerancji. Jest sprzeciwem wobec obskurantyzmowi, który przybiera na sile na świecie. Wszędzie – w Ameryce, na Środkowym Wschodzie, w Europie. Rządy są szalone, wszyscy walczą ze sobą. „Tulaytulah” to wiadomość mająca na celu reaktywowanie czegoś, co wiem, że może istnieć. To stara hebrajska i arabska wersja nazwy Toledo. To właśnie w tym mieście w czasach Średniowiecza żyły ze sobą w zgodzie trzy różne kultury, które dały tym przykład innym krajom Europy.

To bardzo interesujące. A „Mudejar”?

Mudejar to sztuka architektoniczna w Andaluzji będąca połączeniem mauretańskiej, europejskiej i żydowskiej. Wszystkie jej symbole są zawarte w kamieniach, w architekturze. Gdy wchodzisz do kościoła, widzisz symbol trzech dłoni splecionych razem. Wyobraziłam sobie ten zapach jako pracę w andaluzyjskim ogrodzie, stąd można w nim poczuć najpierw nuty zielone, grejpfruta i białe kwiaty, później nutę mineralną – jako nawiązanie do kamienia i architektury – a na końcu coś chłodnego, ten moment, gdy wchodzisz do andaluzyjskiego domu i czujesz chłód, woń mchu, starych dywanów, drewna. „Mudejar” jest opowieścią, w której kolejne wątki następują po sobie. 

MAJDA-BEKKALI-Mudejar-100ml-EDP-500x500-500x500

A Ziryab? Muszę przyznać, że nigdy dotąd nie spotkałem się w perfumach z tak sugestywną nutą tulipanów!

Tak, tulipany…

Nie można pozyskać z nich zapachu w naturze…

To prawda. Musisz zbudować ten zapach z różnych molekuł. Wiemy, jakie to molekuły dzięki technologii headspace (elektroniczna analiza zapachu obiektu np. kwiatu – przyp. autor). Tak więc jest to reprodukcja ich naturalnego zapachu. W „Tulaytulah” zawarłam nutę słodyczy – marcepanu (Toledo słynie w wytwarzania doskonałego marcepanu – przyp. autor), w „Mudejar” minerały, kwiaty, nuty świeże i chłodne. Z kolei „Ziryab” to osoba, fascynująca postać. Był on rodzajem dandysa, który żył w XII wieku w Bagdadzie. Był astronomem i muzykiem. Ziryab uciekł z Bagdadu przez gniewem Kalifa, który był o niego zazdrosny. Przybył do Andaluzji i przyniósł tam ze sobą swoją muzyczna wiedzę. Będąc w Europie usłyszał pewnego razu pieśń gregoriańską. Wkrótce potem połączył muzykę zachodu i wschodu dając początek flamenco. Był twórcą pierwszego konserwatorium nauczającego tej muzyki. Protoplastą gitary (główny instrument flamenco – przyp. autor) jest instrument zwany oud (lutnia arabska, jej nazwa „oud” wywodzi się z materiału – drewna – z którego buduje się te instrumenty – przyp. autor). Instrument ten miał 4 struny, a Ziryab dodał do niego piąta strunę, wynajdując w ten sposób nową harmonię. Chciałam, by właśnie ta nowa harmonia zamykała kolekcję andaluzyjską, gdyż współczesna muzyka, jaką dziś słyszymy, w dużej mierze wywodzi się właśnie od niego. Zastanawiałam się, jaki kwiat pasowałby do tej postaci. Ziryab był bardzo wyrafinowanym mężczyzną, ale był też obrazoburcą. Podejrzewam, że mógł być gejem. Pomyślałam sobie, że mógłby on lubić tulipany…

Dlaczego akurat tulipany?

Gdyż w Europie były zupełnie nieznane, a rosły naturalnie w ogrodach Bagdadu, Afganistanu, Samarkandy. Więc wyobraziłam sobie, że on przywiózł ze sobą cebulkę tulipana do swojego ogrodu w Andaluzji. Stąd z perfumach jest tulipan, no i jest oud – jako nawiązanie do wspomnianego instrumentu  muzycznego.  

majda ziryab

Podoba mi się to, w jaki sposób tworzysz koncepcję swoich perfum. Są one dobrze przemyślane i – co ważne – znajdują odzwierciedlenie w samych zapachach. Wiele marek najpierw tworzy zapach, później dorabia do niego historię… Czas na nieco bardziej ogólne pytanie: Co sądzisz o współczesnej perfumerii niszowej?

Rozpoczęłam swoją przygodę z perfumami niszowymi ok. 10 lat temu. W tamtym czasie było nas – marek niszowych – kilka. Dominowało artystyczne podejście do tworzenia. Jednak gdy duże, znane marki zauważyły, że coś się dzieje, że ci mali wytwórcy mają swój coraz wyraźniejszy głos, zaczęły lansować swoje własne, ekskluzywne kolekcje – np. Dior. Jakby tego było mało, zaczęły kupować istniejące marki niszowe. Nagle więc pojawiło się El Dorado i myślenie typu: zbuduję markę, a potem sprzedam ją za miliony dolarów do L’Oreal. Jest wiec w tym teraz dużo spekulacji. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale… Jest coraz więcej osób pojawiających się w Mediolanie i Florencji (podczas targów perfum niszowych – przyp. autor) kompletnie znikąd, zupełnie nieznanych. Nie wiemy, skąd są, kto to jest, kto za nimi stoi. To dziwne. Coraz trudniej jest odróżnić, kto ma artystyczne podejście, a kto po prostu wykorzystuje okazję. Mimo to dla mnie perfumeria niszowa wciąż pozostaje tą przestrzenią, w której możemy faktycznie odnaleźć prawdziwą autorską twórczość.

Czy są jakieś marki niszowe, które podziwiasz?

Mam wielu przyjaciół… Lubię Evody, Rania J., Gabriella Chieffo, Olivier Durbano. Lubię ich przede wszystkim jako ludzi. Lubię twórczość Francisa Kurkdjiana sprzed momentu, gdy sprzedał firmę. Szczególnie jego pierwszy Oud. Cudowna formuła.   

Niedawno przeczytałem wywiad z Francisem, w którym ten przyznał, że gdy utworzył swoją markę Maison Francis Kurkdjian, poczuł się wolny artystycznie i na fali tego entuzjazmu skomponował „Absolue Pour Le Soir” – bardzo gęsty, zmysłowy, ambrowo-zwierzęcy zapach, który okazał się być komercyjną klapą. Sprzedaje rocznie 56 flakonów tych perfum, ale tak je kocha, że nie zamierza wycofywać ich z oferty. Chce je utrzymywać ze względu na siebie i te kilkadziesiąt osób, które podzielają jego miłość do tego pachnidła.

Doskonale rozumiem, o czym mówi. Ta sama sytuacja ma miejsce w przypadku „Tendre Est La Nuit” z mojej kolekcji.

Czyżby kiepsko się sprzedawały?

Tak, dokładnie. Myślę, że to są perfumy dla koneserów. To bardzo nowoczesny szypr, który nie ma szans spodobać się osobom, które nie interesują się perfumami, nie rozumieją ich. Ale nie chcę go wycofywać, gdyż te perfumy są dla mnie bardzo ważne, są częścią mnie.

To podobnie jak z muzyką. Pewnie jakieś 90% ludzi słucha muzyki popowej, niewymagającej. Część z nich traktuje muzykę wyłącznie jako podkład, tło ich życia. Tylko wąska grupa słuchaczy sięga świadomie po muzykę ambitną. Tak jest pewnie zresztą z każdą dziedziną sztuki.

Dokładnie.

Na pewno masz już jakieś plany na przyszłość dotyczące Twojej marki i perfum. Czy możesz nam coś zdradzić?

Tak. Wylansuję wkrótce wersje obscur wszystkich pachnideł kolekcji andaluzyjskiej (niektóre dotychczasowe pachnidła Majdy Bekkali mają po dwie wersje – clair – delikatniejsza – i obscur – intensywniejsza, głębsza; różnią się też flakony – są albo z jasnego albo z ciemnego szkła – przyp. autor).

Pamiętam, że na początku odróżniałaś perfumy dla kobiet i mężczyzn (np. „Fusion Sacree”), ale widzę, że zrezygnowałaś z tych podziałów…

Tak rzeczywiście było, ale perfumy nie muszą być płciowo określone. Uważam, ze taki podział, jak claire i obscur jest lepszy. Każdy ma wolny wybór, który z nich nosić.

Dziękuję za rozmowę.

Majda Bekkali i Ja

PS. Serdeczne podziękowania dla Biura Prasowego Quality Missala za umożliwienie przeprowadzenia tej rozmowy.

Jeszcze w zielone gramy: Tom Ford „Vert d’Encens”, Eutopie „No. 8”, Majda Bekkali „Mudejar”

„Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia plany”*

zdają się śpiewać perfumowe brandy i proponują nam ostatnio całkiem sporo pachnideł o zdecydowanie, czasem wręcz zaskakująco zielonym charakterze. To bardzo pozytywne zjawisko, wszak zieleń jest kolorem nadziei, ale i życia, wiosny, lata, ciepła i radości, a zapachy zielone wywołują taki właśnie radosny, miły i optymistyczny nastrój. Mogą być świetnym antidotum na zbliżające się wielkimi krokami mroki jesieni i zimy…

Jednym z tradycyjnych składników zielonych, używanych w perfumach od dawna, bo od czasów starożytnego Egiptu, jest olejek (a także rezinoid) galbanum. To po ten składnik – obok aromamolekuły cis-heksanol (o zapachu soczystej trawy) najczęściej sięgają perfumiarze, gdy chcą osiągnąć wyrazisty zielony efekt w kompozycji perfumeryjnej. Znanymi przykładami użycia galbanum są zielone klasyki: Chanel No. 19, Gres Cabochard czy Givenchy Ysatis.

galbanum
Galbanum

A propos zielonych klasyków właśnie Tom Ford zaskoczył w zeszłym roku perfumowych koneserów zieloną kolekcją: Vert Boheme, Vert de Fleur, Vert des Bois i Vert d’Encense. Zapachy te miały być w zamyśle współczesnymi interpretacjami klasycznych akordów zielonych w perfumerii.

Zaintrygowany sięgnąłem w pierwszej kolejności po ostatni z nich (resztę mam nadzieję także kiedyś przetestować) i zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony niezwykle oryginalnym aromatem łączącym zielono-żywiczne galbanum z kadzidłem i słodką heliotropiną! Doprawdy niesamowita mieszanka, w której lubiące dominować galbanum (samo w sobie będące bardzo intensywnie pachnącą ingrediencją) zostało tu niejako ujarzmione słodyczą i żywicznym ciepłem kadzidła. Nie przeważa, tylko ładnie równoważy się z pozostałymi nutami wiodącymi. Oczywiście najwyraźniej ta strączkowa zieloność – jak zwykłem określać aromat galbanum – jest wyczuwalna na wstępie. Z czasem nieco traci ona na impecie, a zapach emituje przechodzi w oryginalną słodko-zieloną i jednocześnie ciepłą, słoneczną stronę. Zaczyna przeważać heliotrop i tak jest niemal do – dość odległego w czasie – końca. Na samym finiszu nieco wyraźniej ujawnia się nuta kadzidlana, ale bardziej jest to mirra niż olibanum. Vert d’Encens zachęcił mnie do zapoznania się z pozostałymi trzema pozycjami z zielonej kolekcji Toma Forda.

 

Tom-Ford-Private-Blend-Vert-Collections

 

główne nuty: galbanum (zielona), heliotrop (słodka, migdałowa), kadzidło (ciepła, żywiczna)

 

No. 8 skomponowane przez perfumiarza Thomasa Fontaina dla francuskiej marki niszowej Eutopie to niebanalnej urody uniseksowe perfumy zielono-drzewne osnute – podobnie jak Vert d’Encens – na galbanum.  To właśnie ten nieco gorzki i zielony aromat otwiera kompozycję, a rozjaśniają go bergamotka i limonka. W sercu mamy – dla odmiany – przydającą czystej i lekkiej, eleganckiej, mydlanej aury esencję z kwiatu pomarańczy (neroli) oraz nadającą głębi i nieco ciepła żywicę mastyksową, która tak pięknie swego czasu ujęta została w Eau de Ikar od Sisley. W sercu wymieniane jest także kadzidło oraz mięta. Z obu składników miętę faktycznie można poczuć przy odrobinie wysiłku (została zręcznie skomponowana  w całość), zaś kadzidła nie czuję. Drzewna baza (cedr) z dodatkiem białych piżm i akordu ambrowego stanowi nowoczesne i bardzo trwałe zwieńczenie No. 8, mocno zresztą odmienne od wcześniejszych faz zapachu. Przyznam, że to waśnie ów finisz utwierdził mnie w pozytywnej ocenie tych perfum. Testując je miałem bowiem obawę, że po tym mocno galbanowym (na granicy mojej tolerancji na tę nutę) zielonym początku i lekko kwiatowym, „toaletowym” sercu nie wydarzy się już nic ekscytującego. A tu proszę: zadziorny i zupełnie męski drzewno -ambrowy finisz (zgoda – nieco syntetyczny – ale mi to zupełnie nie przeszkadza). Naprawdę fajnie skomponowane i świetnie zachowujące się na skórze perfumy o przyciągającym temacie i jakości nie pozostawiającej nic do życzenia. Dalekie od spektakularności, ale też więcej niż poprawne. Uniseksowe, choć wg niektórych – w tym i mnie – jednak z przechyłem w męską stronę.

Eutopie No 8

główne nuty: galbanum (zielona), neroli (białokwiatowa, czysta), mastyks (żywiczna), cedr (drzewna)

 

Jednak chyba najbardziej oryginalnym obok Vert d’Encens pachnidłem w tym zielonym zestawie jest Mudejar Majdy Bekkali. Niesamowite intro z molekułami pieprzu wibrującymi wokół grejpfrutowej esencji po ty, by chwilę później odsłonić przedziwne, nieco mineralne serce, złożone z nuty liścia czarnej porzeczki i cedru. Drzewno-kadzidlana baza z wyraźną, „okrągłą” nutką mchu wieńczy to naprawdę intrygująco pachnące dzieło. Zaskakująca „krzemienna” nuta podobna do tej z Terre d’Hermes, ale tu w towarzystwie zielonej porzeczki – zamiast geranium i wetywerii. Mudejar to zdecydowanie uniseks, ciążący może nieco w męskim kierunku (jak każdy z opisywanych tu zapachów, co pewnie wynika z ich zielono-żywiczno-drzewnych charakterów, pozbawionych typowych kobiecych nut kwiatowych czy kulinarnych). To z pewnością kolejne warte uwagi, niebanalne, oryginalne pachnidło w unikatowej kolekcji Majdy Bekkali, na którą zwracam uwagę wszystkich koneserów perfum.

MAJDA-BEKKALI-Mudejar-100ml-EDP-500x500-500x500

główne nuty: pieprz (przyprawowa), czarna porzeczka (zielono-owocowa), mineralna/ krzemienna, drewno sandałowe, mech (drzewna)

 

*) cytat z piosenki Wojciecha Młynarskiego „Jeszcze w zielone gramy”

 

Dwie strony tej samej historii – Majda Bekkali „Tendre Est La Nuit” i Masque Milano „Montecristo”

W przepełnionym wonnościami życiu perfumowego blogera (jakkolwiek idyllicznie to stwierdzenie brzmi) zdarzają się z częstotliwością rosnącą wprost proporcjonalnie do liczby przetestowanych perfum, swoiste perfumowe deja vu. Ja szczerze mówiąc nawet lubię te momenty, gdy zbliżając nos do powierzchni zwilżonej właśnie poznawanym pachnidłem, doznaję silnego wrażenia jego znajomości, choć mam z nim do czynienia po praz pierwszy w życiu. O ile podczas poznawania perfum z tzw. mainstreamu tego typu incydenty niemal zupełnie mnie już nie zaskakują, o tyle w tzw. perfumowej niszy (jakkolwiek dziś rozumieć to określenie), to wciąż po pierwsze zjawisko rzadsze, a po drugie – co za tym idzie – dużo bardziej ekscytujące. Sam nie wiem, dlaczego niszowe plagiaty, autoplagiaty (zamierzone czy nie) tak mnie ekscytują. Może dlatego, że w tym segmencie perfumerii, zdawać by się mogło, stawiającej na unikatowość i oryginalności, znaleźć dwa niemal identyczne pachnidła w ofertach dwóch różnych marek powinno być trudno? A jeśli na dodatek okazuje się, że oba pachnidła wyszły z pracowni tego samego perfumiarza, zaczyna się już robić zupełnie interesująco… Przecież to wręcz zakrawa na fortel lub spisek! 😉 Klasycznym i do głębi już spenetrowanym przykładem takiego raczej nieprzypadkowego podobieństwa są nieodrodne dzieci Pierre’a Bourdona: Creed Green Irish Tweed oraz Davidoff Cool Water . Idąc głębiej w niszę, pamiętam moje niemalże osłupienie, gdy „dopadłem” próbkę Vetyver 46 Le Labo Marka Buxtona i poczułem bardziej wyrafinowana, elokwentną wersję Comme des Gacons 2 Man tegoż samego twórcy. Albo gdy poczułem aromat Labdanum 18 Le Labo i przed oczami stanął mi falkon Musc Ravageur Frederica Malle (oba zapachy popełnił Maurice Roucel). Albo przypadek niezwykłej zbieżności aromatów Baume du Doge Eau de Italie i L’Artisan Al Oudh – oba Bertranda Duchaufoura. Wreszcie nie tak dawno odkryte spore powinowactwo pomiędzy skomponowanymi przez Cecile Zarokian Mon Nom Est Rouge Majda Bekkali i Tango Masque Milano. W żadnym z tych przypadków nie ma jednak mowy o stuprocentownym autoplagiacie. Poszczególnie zapachy różnią się między sobą, gdy je ze sobą zestawić. Jednak ich ogólne podobieństwo jest tak wyraźne, że osobiście uknułem sobie teorię (spiskową rzecz jasna), że to po prostu różne modyfikacje tych samych kompozycji lub też efekt rozwijania własnych pomysłów perfumiarzy w różnych kierunkach. Ci uznali je za na tyle odrębne, że odważyli się je zaproponować różnym markom perfumeryjnym do „opublikowania”. Bo chyba raczej nie było tak, że duet właścicieli Le Labo powiedział do Maurice’a Roucela: „słuchaj Maurycy, ten Musc Ravageur od Malle’ego naprawdę świetnie pachnie, podoba nam się ogromnie, no i przy tym wiemy, że sprzedaje się znakomicie. Może byś zrobił i dla nas taki Musc Ravageur….hmmm.. no wiesz, my go jakoś inaczej nazwiemy, ale….Pomyśl, co?” Ja przynajmniej wierzę, że tak nie było. Może jestem naiwny… (a wiem, że czasem taki właśnie bywam).

Po co o tym wszystkim tyle piszę? Po pierwsze dlatego, ze lubię przydługie wstępy. A po drugie po to, żeby gładko przejść to mojego najnowszego „bliźniaczego” odkrycia. Tak, bliźniaczego – bo dotyczy perfum „z jednej matki”. A matką jest niejaka Delphine Thierry, perfumiarka z Grasse, która podpisała (i popisała) się jako twórczyni dwóch pachnideł będących bohaterami dzisiejszego wpisu:  Tendre Est La Nuit Majda Bekkali i Montecristo Masque Milano. Oba zapachy urodziły się – jak przystało na bliźniaki – w 2013 roku. Oba są wyjątkowej urody – żeby było jasne już na wstępie. Oba są też – jak to w przypadku bliźniaków bywa – do siebie podobne, choć jednak różnią się istotnymi szczegółami.

Delphine-Thierry
Delphine Thierry

Na początek zróbmy pozbawione polotu i schematyczne porównanie wymienianych w oficjalnych spisów składników/nut obu perfum:

głowa Montecristo: drewno cabreuva, nasiona ketmii piżmowej, rum

głowa Tendre Est La Nuit: nieśmiertelnik z Korsyki, nasiona ketmii piżmowej, drewno cabreuva, marchew

Mamy więc dwa wspólne składniki w akordach głowy obu kompozycji, w  tym niezwykle ważna z punktu widzenia ich ciepłego, zmysłowego i piżmowego charakteru esencja z nasion ketmii piżmowej (ang. ambrette seeds).

Idźmy więc dalej – w serce:

serce Montecristo: liście tytoniu, ziarna selera, czystek (labdanum), benzoes

serce Tendre Est La Nuit: dawana, pieprz syczuański, benzoes

Co prawda tylko jedna wspólna ingrediencja – benzoes, ale znowu niezwykle istota dla słodko-żywicznej, balsamicznej natury obojga perfum. Poza tym jest jeszcze coś. W sercu Montecristo odnajdziemy ziarna selera. W Tendre Est La Nuit nie ma go co prawda, ale za to są ziarna marchwi, choć fakt, ze wymienione w akordzie głowy. W oby przypadkach uzyskujemy specyficzną organiczną woń esencji z warzywnych nasion.

Wreszcie baza:

baza Montecristo: hyraceum (Golden Stone), sytrax, gwajak, cedr, paczula

baza Tendre Est La Nuit: skóra, labdanum (czystek), mech dębowy, kadzidło, paczula, cywet, kastoreum

Można by rzec, że poza paczulą nie ma tu nic wspólnego. Ale to nieprawda. Obie bazy łączą nuty drzewne i balsamiczne z aromatami pochodzenia zwierzęcego, tyle że Montecristo zawiera niezwykle rzadki w perfumerii odzwierzęcy składnik – hyraceum* (zwany Golden Stone), który pochodzi ze skrystalizowanego moczu zwierzątka o ciekawie brzmiącej nazwie Hyrax**), zaś Tendre Est La Nuit tradycyjne (choć oczywiście syntetyczne) kastoreum i takiż cywet. Poza tym, co także bardzo istotne, w bazie Tendre Est La Nuit odnajdziemy labdanum, zwane inaczej czystkiem. Tenże czystek obecny jest także w formule Montecristo, ale wymieniony został pomiędzy nutami serca…. I jeszcze coś. Żywica styrax (Montecristo) służy do odtwarzania woni skóry, a ta – z imienia – została wymieniona w Tendre Est La Nuit

Widać więc wyraźnie, ile wspólnego mają ze sobą oba pachnidła. Zresztą analizy analizami, analogie analogiami, ale próby empiryczne są tu najbardziej miarodajne. Oba zapachy są do siebie podobne, chwilami nawet bardzo, ale jako całości są na tyle różne, że z pewnością stanowią dwa odrębne zapachowe byty i posądzenie autorki o dwukrotne sprzedanie tego samego dzieła różnym wydawcom byłoby niesprawiedliwe…

Różnice są najwyraźniejsze na etapie początkowym, zaraz po aplikacji zapachów na skórze.

Tendre-est-la-Nuit-Majda-Bekkali-385zl-50ml-perfumeriaquality.pl_gallery_image

Tendre Est La Nuit pachnie bardziej miękko, przyjaźnie, poczuć w nim można charakterystyczną, jakby tytoniowo-miodową nutę nieśmiertelnika, która w połączeniu ze słodkawą, „wegetalną” wonią ziarna marchwi czyni początek zapachu Majdy Bekkali intrygującym i pięknym na swój ewidentnie niszowy sposób. Z zaciekawieniem czeka się na jego rozwój na skórze. Z kolei Montecristo jest od początku bardziej wymagający. Ma trudny, dziwny, mroczny początek. Otwiera się bowiem bardzo oryginalnym akordem, którego opisanie stało się dla mnie nie lada wyzwaniem. Gorzki, mineralno-roślinny, pachnie w pierwszych minutach jak skórka spalonego chleba posypanego ziarnem, którego oleista istota także jest tu obecna. Niewykluczone, że to właśnie hyraceum odpowiada za ten z pewnością niezwykły efekt (pierwszy raz czuję coś takiego w perfumach). Ten początkowo niepokojący, bardzo oryginalny, dysonansowy, jednocześnie odpychający i przyciągający akord stopniowo traci na ostrości, stając się w sercu mniej mineralnym, ale wciąż zachowując specyficzną, „przypaloną” nutkę. Trwa ona na skórze wiele godzin, by stopniowo przejść do sedna zapachu, jakim jest ciepła, zmysłowa, wręcz erotyczna, lekko słodka, piżmowo-drzewno-animalna baza, która bardzo przypomina mi niszowe, bardziej wyrafinowane wydanie bazy fantastycznego Gucci Envy for Men. Ten akord Montecristo trwa na skórze trwa niemal bez końca, bardzo powoli cichnąc. Tendre Est La Nuit rozwija się bardziej naturalnie, pozbawiony jest dysonansu Montecristo, a jego przepełnione benzoesem i ketmią piżmową serce to unikatowej urody zmysłowa woń. Im bardziej ujawnia się baza, tym więcej notuję podobieństw do bazy Montecristo i choć nie jest ona identyczna, to tu także odczuwam – fakt że dużo bardziej odległe – echa Envy for Men.

masque montecristo

Oba pachnidła reprezentują ten sam gatunek – bliskoskórny, ciepły, zmysłowy, słodko-piżmowy, bogaty w utrwalające i wiążące zapach z ludzką skórą składniki zwierzęce, przez co bardzo trwały, aczkolwiek subtelnie projektujący. Czuć w nich styl tej samej perfumiarki. Pachną jak dwie wersje tej samej olfaktorycznej opowieści. Jest coś magnetycznego i pięknego w obu z nich. Dla osób poszukujących mocniejszych wrażeń polecam Montecristo. Dla tych, którzy cenią niebanalne pachnidła niszowe, unikające jednak „trudnych” nut – zdecydowanie polecam Tendre Est La Nuit, który jest też moim faworytem w tym duecie. Hyraceum w Montecristo jest owszem intrygujące, ale jak dla mnie nazbyt dominujące.

 

*) Hyraceum – Kolonie Hyraxa oddają mocz w to samo miejsce, często przez setki lat, a ich mocz ma galaretowatą konsystencję. Wraz z upływem czasu podlega skamienieniu (krystalizacji) i może być pozyskiwany w formie twardych kawałków (zwanych Golden Stone). Substancja ta jest przez tubylców używana do celów medycznych, zaś przemysł perfumeryjny uważa ją za obiecujący składnik perfum zwierzęcego pochodzenia, którego pozyskiwanie nie wiąże się z jakąkolwiek przemocą wobec zwierząt. Zapach tej substancji jest bardzo złożony i można w nim odnaleźć elementy mineralne, roślinne, kwaśne, ziołowe, skórzane, oliwne. Zapachowo najbliżej mu do kastoreum, choć panują opinie że łączy on cywet, kastoreum i piżma w jedno. Póki co bardzo rzadko spotykany w perfumach. Użył go m.in. Bertnand Duchaufour w Mon Numero 10 dla L’Artisan Parfumeur

hyrax

**) Hyrax – mały ssak podobny do świnki morskiej, żyjący w Afryce, najbliższy żyjący krewny słonia (ma z nim wspólnego przodka).

 

 

Majda Bekkali „Mon Nom Est Rouge”

Róża niezmiennie pozostaje jednym z ulubionych tematów perfumeryjnych. Królowa kwiatów mimo swego wielowiekowego panowania ciągle wzbudza emocje zarówno twórco perfum jak i ich użytkowników. Dzięki kolejnym pokoleniom perfumiarzy oraz rozwijającej się technologi i techniki pozyskiwania wonnej esencji z jej płatków, róża co rusz odkrywana jest na nowo. Bywa umieszczana w różnych kontekstach, w wielorakich zestawieniach, choć zwykle z wielkim szacunkiem dla jej niezwykłej woni, mocy i siły przebicia. W końcu królowa jest jedna i rządzi niepodzielnie. Stąd wiele perfum z wyraźną nuta róży pachnie bardzo podobnie, można by rzec – zwyczajnie. Ale pojawiają się też odważniejsze przedsięwzięcia, dzięki którym poznajemy różaną woń w zupełnie nowym, często bardzo ekscytującym świetle.

cecile zarokian 1 small

Takim pachnidłem z pewnością jest Mon Nom Est Rouge, które skomponowała niezwykle utalentowana perfumiarka młodego pokolenia Cecile Zarokian (o póki co skromnym, ale za to bardzo obiecującym dorobku: Amouage Epic Woman, Jovoy Paris Private Label, Undergreen Pink, zapachy marki SULEKO czy najnowsze pachnidło Laboratorio Olfattivo Kashnoir). Majda Bekkali – właścicielka podobnie młodej i świetnie zapowiadającej się niszowej marki perfumowej – zatrudniła Cecile do opracowania pachnidła zainspirowanego jedną z jej ulubionych książek – „Nazywam się Czerwień” Orhana Pamuka. Tak powstał zapach niezwykły. Mon Nom Est Rouge.

mon nom est rouge panuk

Połączenie tureckiej róży z przyprawami i kadzidłem może nie brzmieć zbyt oryginalnie i na pewno znalazłoby się wiele perfum je zawierających. Jednak o niezwykłym charakterze tego zapachu stanowią nadające całości metalicznego połysku aldehydy. Nie jest to jednak znana choćby z twórczości Antoine’a Lie’a (Etat Libre d’Orange, Blood Concept) nieco dysonansowa, chwilami wręcz drażniąca, naturalistyczna nuta żelaza, gdyż jej lśniące ostrze zostało tu stępione całą masą składników –  przypraw i balsamów, tworzących niemal pikantno-miodową woń. Bardzo interesująco współgra z całością kadzidło, dodając całości głębi i intrygi. Zapach leniwie rozwija się od przyprawowo-różano-metaliczno-aldehydowanego intro przez gęstą różano-przyprawowe serce po ciepły i bardzo intensywny akord bazy, złożony z słodko-balsamicznych nut. Całość przyjemnie projektuje i jest bardzo trwała.

turkish rose 1

Mon Nom Est Rouge to przykład wspaniałej perfumeryjnej sztuki, pełnej wyobraźni i inwencji, połączonych z doskonałym warsztatem i szczyptą odwagi. Gdybym nie widział, kto skomponował to pachnidło, a ktoś próbowałby mi wmówić, że to Bertrand Duchaufour – uwierzyłbym bez wahania. W moim mniemaniu takie porównanie to komplement dla Zarokian. Nie chodzi mi o kopiowanie stylu mistrza, ile o podążanie podobną ścieżką – niezwykłych zestawień składników dających niecodzienny, ale jednocześnie zupełnie noszalny, a przy tym bardzo sygnaturowy efekt, jednocześnie posuwających naprzód drobnymi kroczkami sztukę perfumeryjną . Takie perfumy lubię najbardziej. 

 majda bekkali mon nom est rouge

Nuty głowy: pieprz, cytryna, elemi, pieprz różowy, aldehydy, nuty metaliczne

Nuty serca: turecka róża, geranium, przyprawy: kardamon, kminek, cynamon, imbir, kadzidło

Nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, ambra, wanilia, biały tytoń, labdanum, paczula, bób tonka, piżmo

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2012

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: ponad 12 godz

Majda Bekkali „Fusion Sacree”

STYL logo majda

Długie zimowe wieczory upływają mi w zaiste cudownym otoczeniu mojej kochanej rodziny, trzaskającego w kominku drewna, zielonej herbaty, otaczających mnie zewsząd perfumowych próbek i flakonów oraz – wreszcie – zajmującej, choć chwilami trudnej (ze względu na literacki język) lektury książki The Perfume Lover: A Personal History of Scent autorstwa perfumowej krytyczki i bloggerki Denyse Beaulieu, do której z pewnością szerzej wrócę na blogu zaraz po jej zakończeniu. Co jest jednak istotne – ze względu na dzisiejszy wpis – to fakt, że książka osnuta została wokół niezwykłej historii powstawania perfum Seville a L’Aube L’Artisan Parfumeur i w sposób bezprecedensowy przedstawia metody pracy i osobę jednego z najwybitniejszych perfumiarzy naszych czasów – Bertranda Duchaufoura. W chwilach takich jak te, kiedy testuje stworzone przez niego najnowsze perfumy dla Majdy Bekkali, jestem skłonny wręcz intronizować go na króla współczesnych perfumiarzy. Znam już wiele jego pachnideł i ten artysta nie przestaje mnie zadziwiać i fascynować. Gdy wydaje się, że już niemal wszystko zostało w perfumerii powiedziane (w co oczywiście nie wierzę!), Duchaufour tworzy coś zupełnie nowego, unikatowego i niemającego precedensu. Ten owładnięty obsesją autoplagiatu perfekcjonista po raz kolejny przyprawił mnie o dreszcz emocji, a wszystko to za sprawą dwóch pachnideł zrobionych dla Majdy Bekkali – Fusion Sacree Elle i Fusion Sacree Lui.

Majda Bekkali

Zacznę od kilku słów na temat samej Majdy Bekkali. Podobnie jak jej koledzy z branży – Fabrice Penot i Eddie Roschi, którzy zanim założyli Le Labo, pracowali nad zapachami dla Calvina Kleina, Majda przez dekadę pracowała jako tzw. fragrance developer dla różnych znanych w branży perfumowej marek. Ona także postanowiła uciec od marketingowych briefów i pachnideł dla mas i stworzyć własną, unikatową i artystyczną markę perfum. Jak sama twierdzi:

„Chciałam eksplorować inne obszary i pracować z cennymi esencjami, nad unikatowymi projektami, pozwalając mojej kreatywności szybować. Zapachowe rzeźby są tego efektem. Chciałam wnieść całkowicie nowy współczesny dynamizm do sztuki tworzenia perfum”.

I choć tego typu deklaracje można znaleźć dość często, to na podstawie testów dwóch najnowszych pachnideł marki (w tej chwili oferta obejmuje łącznie 5 kompozycji) mogę śmiało stwierdzić, że w przypadku Majdy Bekkali nie są one pozbawione podstaw.

W 2010 roku światło dzienne ujrzały pierwsze pachnidła, łączące w założeniu sztukę perfumeryjną z rzeźbą, pod nazwą Sculptures Olfactives. Niezwykłe zapachy zamykane są w niezwykłych flakonach opracowały perfumiarki Dorothée Piot (J’ai fait un reve (women)) i Marina Jung-Allegret (J’ai fait un reve (men)). W bieżącym roku dołączyła uniseksowa Mon nom est rouge autorki Cecile Zarokian, a ostatnio para zapachów Fusion Sacree – autorstwa Bertranda Duchaufoura. Dobrą wiadomością dla zainteresowanych będzie z pewnością fakt, że wszystkie zapachy Bekkali można przetestować i nabyć w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

bertrand-duchaufour

Fusion Sacree Elle

Zapach w którym doświadczyć można geniuszu Duchaufoura, mimo połączenia dużej liczby składników tworzy bardzo spójną i czytelną, pachnącą bardzo współcześnie, niesamowicie pełną, piękną, oryginalną, mocną i trwałą całość. Trudno zakwalifikować jednoznacznie Elle i to też jest charakterystyczne dla stylu Bertranda. Dzięki bukietowi białych kwiatów w sercu zapach ma elementy jednoznacznie kobiecego biało-kwiatowca, ale jego otwarcie to zapierająca dech w piersiach mieszanka soczystych cytrusów z ekstraktem z kawy (ekstrakcja dwutlenkiem węgla) oraz odświeżających zielonych nut czarnej porzeczki i rabarbaru. Całość pachnie po prostu niesamowicie apetycznie, soczyście i w pewien sposób świeżo, jednocześnie zmysłowo. Wmiksowanie w formułę ziaren kawy było posunięciem tyleż rzadkim, co genialnym. Dzięki kawie właśnie oraz wanilii i rzekomej nucie chleba tostowego Fusion Sacree Elle jest także zmysłowym zapachem gourmand, kulinarnym, wręcz smakowitym. W sercu ujawniają się wspomniane białe kwiaty, ale pozbawione organicznych woni indoli czy skatoli, za to ze słoną nutką ziaren selera. Niesamowite zestawienie i zaiste niebywale pachnące. Baza jest bardzo ciepła, waniliowo-benzoesowa lub – jak kto woli – po prostu ambrowa. Zapach dzięki swej ciepłej, zmysłowej aurze jest wprost idealny na obecną porę roku.

fusionsacreepourelle-large

nuty głowy: kawa CO2, absolut z czarnej porzeczki, liście rabarbaru, nasiona kolendry, bergamotka i klementynka,

nuty serca: absolut z tuberozy, zapach chleba tostowego, kwiaty pomarańczy, gardenia, jaśmin, klon, mleczko figi, ylang-ylang, nuty selera,

nuty bazy: absolut z balsamu jodły, wanilia z Madagaskaru, benzoes rezinoidowy Tolu, piżmo, heliotrop, ambra, drzewo cedrowe, paczula

nos: Bertrand Duchaufour

rok premiery: 2012

Fusion Sacree Lui

Lui to zapachowy partner Elle i z pewnością tak został pomyślany. Jego analogiczna kulinarna zmysłowość oparta została początkowo na słodkich cytrusach, rumie i kawie (bardzo wyraźna słodka pomarańcza, piękna nuta rumowa oraz kawa we wstępie), a następnie uzupełniającej lukrecji, wanilii i karmelu. Całość została doprawiona kardamonem i goździkiem, ale i tu Duchaufour nie uciekł od ingrediencji kwiatowych (zmysłowa tuberoza w formie absolutu w akordzie serca), zaś bazie nadał stosownego drzewno-żywicznego „ciała”, w efekcie czego całość ma pełny, gęsty i esencjonalny charakter. Także i tu – właściwie od samego początku – pojawia się słona nuta ziaren selera, która dodaje całości niecodziennego charakteru, a pachnidło ewoluuje w kierunku ciepłej, balsamicznej i kulinarnej bazy, przez co – podobnie jak Elle – doskonale wpisuje się w obecną aurę.

Czuć więc wiele cech wspólnych obu kompozycji, bowiem zostały one w sposób zamierzony połączone poprzez charakter i niektóre składniki. Uważam zresztą, że ich podział na Elle i Lui nie ma większego sensu, bowiem oba pachnidła mają uniseksowy charakter. Kwiatowość Elle nigdy nie wchodzi w rejony zarezerwowane tradycyjnie dla obezwładniających mocą kobiecych pachnideł kwiatowych, a kulinarny charakter Lui pozycjonuje go z dala do męskich perfumowych klisz (przy czym fani Idole de Lubin, a nawet Adidas Active Bodies (!)) mogą zostać Lui urzeczeni. Ponad wszystko zaś oba zapachy są przykładami doskonałej i oryginalnej, a w pewnym zakresie także wizjonerskiej perfumiarskiej sztuki.

Brawo dla duetu Bekkali/ Duchaufour!

fusionsacreepourlui-large

nuty głowy: rum, cytryna, seler, słodka pomarańcza, neroli, kardamon, lawenda, dawana, bergamotka.

nuty serca: biała kawa, absolut tuberozy, goździki, geranium.

nuty bazy: lukrecja, żywica benzoesowa, opoponaks, ambra, cedr, drzewo sandałowe, wanilia, karmel, piżmo,

nos: Bertrand Duchaufour

rok premiery: 2012