Frederic Malle Editions de Parfums „Monsieur.”

Mało która marka perfumowa równie mocno ekscytuje mnie każdą premierą nowego zapachu co Editions de Parfums Frederica Malle. Amouage, Maison Francis Kurkdjian i nie wiem, czy cokolwiek jeszcze… no może Creed i Tom Ford Private Blend. Moja ekscytacja sięga oczywiście zenitu, gdy nowe pachnidło dedykowane jest mężczyznom, i gdy stoi za nim ceniony przeze mnie perfumiarz. Gdy do tego dodam dobrze brzmiącą nazwę oraz – co bywa ważne – sugestywną fotografię towarzyszącą zapachowi, a także dobre „hasło reklamowe”, przygotowuję się na spotkanie z czymś co mnie mam nadzieję poruszy. I tu dochodzę do tematu wpisu, czyli najnowszego pachnidła Frederica Malle dedykowanego mężczyznom.

Monsieur.

Frederic Malle Monsieur

Frederic Malle zaprasza do współpracy perfumiarzy jego zdaniem najlepszych, ale jednocześnie takich, z którymi znajduje wspólny język. Najlepiej – jak twierdzi – pracuje mu się z weteranami branży: Mauricem Roucelem, Jean-Claudem Elleną, Dominiquem Ropionem czy Carlosem Benaimem. Ma z nimi wspólne perfumowe wspomnienia i te same punkty odniesienia. Panowie rozumieją się niemal bez słów, jak starzy, doświadczeni muzycy jazzowi, gdy przyjdzie im razem zagrać znane standardy lub wspólnie improwizować.

Jednak nad Monsieur. Frederic Malle współpracował z Bruno Jovanovicem, przedstawicielem młodszego pokolenia „nosów” IFF. Obaj panowie stworzyli już wcześniej Dries Van Noten par Frederic MalleJovanovic zaperfumował też trzy świece z kolekcji Malle. Współpraca z tym perfumiarzem ma z pewnością nieco inny charakter (Bruno to rocznik 1975), ale musi być bardzo udana, skoro i tym razem Frederic Malle postawił na Jovanovica. Tym razem imię i nazwisko perfumiarza znalazło się na flakonie Editions de Parfums, a to najwyższy rodzaj uznania i najlepsza możliwa obecnie rekomendacja w perfumiarskim światku.

Malle and Jovanovic
Frederic Malle i Bruno Jovanovic podczas oceny zapachu w laboratorium

 

Monsieur. moim zdaniem wpisuje się w dotychczasową stylistykę i filozofię marki Fredrica Malle, która w skrócie – wedle słów samego twórcy – polega na przywracaniu klasycznej artystycznej perfumerii najbardziej wymagającej klienteli poprzez publikowanie perfum inspirowanych Haute Parfumerie, ale tworzonych wg współczesnych reguł i z wykorzystaniem możliwości, jakie daje współczesna chemia i technika.

Jak więc pachnie Monsieur.? Pachnie… paczulą, esencji której w formule jest ponad 50%(!). Frederic Malle twierdzi, że Monsieur. jest dla paczuli tym, czym Carnal Flower dla tuberozy. A ja dodałbym jeszcze, że jest także tym, czym Vetiver Extraordinaire dla wetywerii. Współczesną interpretacją klasycznego tematu z użyciem najbardziej wyrafinowanych obecnie dostępnych składników, bazującą na tzw. przedawkowaniu (overdose) głównej ingrediencji. W związku z tym nasuwa mi się pewna analogia. Otóż Vetiver Extraordinaire (2002) można śmiało nazwać współczesnym odpowiednikiem klasycznego Vetiver (1959) od Guerlain. W tym kontekście Monsieur. w swej treści jawi mi się jako współczesna wersja Gentleman (1974) od Givenchy, klasycznego pachnidła szyprowo-skórzanego z paczulową dominantą. Nie wiem, czy to przypadek, ale nawet w towarzyszącym zapachowi haśle Monsieur. A Gentleman’s Perfume odnajduję to nawiązanie klasyka Givenchy…

Monsieur. to neoklasyczne, sentymentalne, wyrafinowane i wyraziste pachnidło dla dojrzałego mężczyzny, szczególnie tego dobrze pamiętającego lata 70-te.

Zapach ewoluuje na skórze od mocnego, intensywnego i bardzo intrygującego początku, w którym paczula ma pewną dozę oryginalnej dymności, a której towarzyszy łagodząca charakterny początek mandarynka. Owa niby-dymna nuta być może wynika z zastosowanego tu absolutu rumu. W każdym razie czuć, że panowie mocno popracowali nad akordem głowy. Jest bardzo oryginalny, unikatowy, przykuwający uwagę i powodujący tzw. „efekt wow”. Robi wrażenie!

W sercu zapachu niepodzielnie już rządzi wyrazista paczula. Choć nie pachnie ona ani vintage’owo ani stricte niszowo (czyt. bezkompromisowo), nie jest też lekką i zwiewną nowoczesną paczulą znaną z np. Mistral Patchouli Atelier Cologne. Ma swój ciężar gatunkowy, pachnie naturalnie i nie pozostawia wątpliwości co do swego absolutnie rozpoznawalnego charakteru. Pozostałe zastosowane tu ingrediencje (cedr, kadzidło) tworzą dla niej solidne tło. Nie wyczuwam ich indywidualnie.

Baza Monsieur właściwie pachnie jak pochodna serca. Woń paczuli dominuje, choć jest subtelniejsza i pozbawiona dymności. Utrzymuje się na skórze praktycznie do samego końca trwania zapachu, na co z pewnością wpływ mają zastosowanie tu piżma, ambra i wanilia.

Zapach ma elegancką projekcję, tzn. nie przytłacza, nie wypełnia pomieszczenia, ale jest bardzo dobrze wyczuwalny w pobliżu noszącego i pozostawia intrygujący ogonek. Wszak prawdziwy dżentelmen we wszystkim zna umiar, także w sposobie, w jaki pachnie. Trwałość zbliżająca się do 10 godzin to wynik optymalny, przy czym ostatnie kilka godzin to etap bardziej subtelnej, choć wciąż wyczuwalnej projekcji. Pod względem typowo użytkowym zapach więc absolutnie nie zawodzi.

Na koniec mam dwie refleksje dot najnowszego dzieła Frederica Malle. Otóż, po pierwsze, zapach ten jest już kolejnym po Eau de Magnolia i Cologne Indelebile potwierdzeniem, że sprzedaż marki Frederic Malle koncernowi Estee Lauder póki co nie odbiła się negatywnie ani na jakości ani na stylu perfum Frederica Malle. Monsieur. jest bardzo spójny z estetyką i filozofią marki i ma jednocześnie zadatki na „goodseller”. Jest też logiczną kontynuacją kolekcji i wartościowym jej uzupełnieniem o zapach o dominancie paczulowej, którego dotąd w niej brakowało. Mam tylko jedno zastrzeżenie, i to jest moja druga refleksja. Otóż

po zapachu nazwanym Monsieur. i pochodzącym od Fredrica Malle spodziewałbym się jednak czegoś bardziej unikatowego pod względem treści, aniżeli „zaledwie” doskonałe – to fakt – perfumy paczulowe. Chciałbym, by Monsieur. był próbą zaproponowania czegoś nowego, co z czasem miałoby szansę stać się męskim klasykiem. Prezentacją jakiegoś nowego akordu lub jakiejś nowej odciskającej mocne piętno na zapachu ingrediencji, czymś bardziej kreatywnym, a nie jedynie doskonałą reinterpretacją bardzo popularnego w latach 70-tych tematu paczulowego.

Malle nie raz udowadniał, że potrafi stworzyć nową treść – weźmy Musc RavageurPortrait of a Lady, French Lover czy Dries Van Noten. Wszystkie te pachnidła wyróżnia unikalny charakter, oryginalną i natychmiast rozpoznawalna woń. I to jest jedyny mój zarzut wobec nowego pachnidła Frederica Malle – zachowawczość i niedobór kreatywności, z której marka ta dotąd była znana. Wszak nosząc Monsieur. owszem będę czuł się wyjątkowo, bo to doskonałe perfumy, ale koniec końców pachniał będę jednak głównie paczulą i – koniec końców – tylko paczulą…

Editions-de-Parfums-Frederic-Malle-Bruno-Jovanovic-Monsieur

nuty głowy: mandarynka, absolut rumu

nuty serca: paczula (ponad 50%), kadzidło, cedr,

nuty bazy: ambra, piżmo, wanilia

twórca: Bruno Jovanovic/ Frederic Malle

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Letnie orzeźwienie (4) – Frederic Malle „Cologne Indelebile”

Niezawodny dotąd duet Frederica Malle i Dominique’a Ropiona tym razem „porwał się” na… kolońską. W ofercie Editions de Parfums oczywiście znajdziemy już zapachy o kolońskim charakterze. Myślę o Cologne Bigarade i Bigarade Concentree Jean-Claude’a Elleny oraz także – w pewnym stopniu – zeszłorocznym Eau de Magnolia Carlosa Benaima. Żaden z nich jednak nie pachnie tak klasycznie-kolońsko jak Cologne Indelebile. Panowie postawili bowiem na bardzo tradycyjne kolońskie składniki – bergamotkę, neroli i kwiat pomarańczy tworząc akord natychmiast rozpoznawalny, bowiem doskonale znany nawet tym, którzy perfumami się nie interesują. Celem duetu było jednak, by była to kolońska maksymalnie trwała (stąd nazwa – Indelebile znaczy tyle co permanentny). Dla maksymalnego utrwalenia kolońskiego zapachu, bez zmieniania jego charakteru, wybrano syntetyczne piżma, laboratoryjny produkt naszych czasów. I tyle. Całość w mistrzowski sposób zmieszał oczywiście Dominique Ropion lub raczej jego asystent 😉 Et voila!

Frederic Malle 2015
Frederic Malle, zdjęcie z http://www.bbook.com/

Sam początek zapachu jest bardzo soczysty i miękki. Zrównoważony akord złożony z cytrusów i neroli wiedzie prym nadając kompozycji klasyczną kolońską sygnaturę. Praktycznie od razu w bukiecie czuć lekko ostrą, chropawą nutę piżm, które w miarę upływu czasy zaznaczają się coraz wyraźniej, wraz z naturalnym słabnięciem akordu kolońskiego, z którego niemal do końca pozostaje nuta neroli. Zawartość piżm jest tu naprawdę znacząca, tak że śmiało możemy mówić od ich zamierzonym przedawkowaniu. Spełniają one swą funkcję, nadzwyczaj długo utrzymując przy życiu koloński akord. Choć oczywiście nie każdy będzie w stanie zaakceptować tak olbrzymi ich ładunek w zapachu.

neroli bergamot

Cologne Indelebile to kolońska prosta w konstrukcji, a przez to odległa od współczesnych rozbudowanych formuł Cologne Etat Libre d’Orange, Neroli Portofino (do której bywa porównywana) czy Mandarino di Amalfi Toma Forda. Zdecydowanie też bardziej tradycyjna w swym charakterze od modernistycznych kolońskich Jean Claude’a Elleny, które ten stworzył dla Hermesa. Szczerze mówiąc najbliżej jej chyba to absolutnego klasyka, czyli 4711 Original Eau de Cologne (Kölnische Wasser). Cologne Indelebile wyróżnia się wyczuwalną doskonałą jakością składników oraz – zgodnie z zamiarami autorów – ponadprzeciętną w tym gatunku zapachowym trwałością, sięgająca około 7-8 godzin, przy czym tak naprawdę ostatnie kwadranse to już głównie zapach bazowych piżm z wciąż wyczuwalnym kolońskim śladem. Zapach przez większość czasu (poza pierwszą godziną) zachowuje subtelną aczkolwiek wyczuwalną projekcję.

Dominique Ropion 2
Dominique Ropion, zdjęcie z http://graindemusc.blogspot.com/

Frederic Malle określa Dominique’a Ropiona jako jednego z najbardziej zaawansowanych technicznie znanych mu perfumiarzy. Przy okazji tej kolońskiej musiał on wykazać się umiejętnością maksymalnego utrwalenia kolońskiego akordu bez zmiany jego charakteru. Jak już wiemy, udało mu się to. Cologne Indelebile urzeka więc nie tylko naturalną świeżością i urodą kolońskiego akordu, ale również zadowala jego długotrwałością. O ile bowiem pięknych kolońskich powstaje ostatnio sporo, o tyle taka trwałość na skórze czyni z Cologne Indelebile prawdziwy ewenement, na równi z Neroli Portofino Toma Forda.

malle cologne idelebile

nuty głowy: bergamotka, cytryna

nuty serca: narcyz, kwiat pomarańczy, neroli

nuty głębi: piżmo

twórca: Dominique Ropion

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Bukiet z pięciu róż…

Róża to w perfumerii bardzo atrakcyjny i niezwykle wdzięczny temat do eksploracji. Nie ma chyba – poza jaśminem – drugiej tak bardzo perfumowej woni kwiatowej. Zarówno esencja jak i absolut z róży to substancje tak złożone, że już same w sobie stanowią perfumową kompozycję, tyle że stworzoną przez naturę, a wydobytą z niej przez człowieka. Dowodzą tego kolejne pachnidła powstające niemal jak grzyby po deszczu. Trudno się dziwić – zapach różanej esencji czy absolutu z róży to właściwie perfumy same w sobie. Co więcej pięknie poddają się modyfikacją i łączeniom z innymi ingrediencjami. W efekcie tego perfumy z dominującą nutą róży mogą obecnie pachnieć rozmaicie.

 

Maison Francis Kurkdjian – A la Rose – dwieście pięćdziesiąt róż…

Najmłodsze dziecko Francisa to – jak napisano w materiałach reklamowych – oda do kobiecości. Na każdy flakon A la rose złożyło się m.in. 250 róż z Grasse, specjalnego, wyjątkowego dla perfumiarzy gatunku róży stulistnej. Prócz tego Kurkdjian zastosował esencję z klasycznej róży bułgarskiej, tak więc wykorzystał esencje z dwóch gatunków róży, przez co (a także w wyniku odpowiednio dopracowanej formuły) różana nuta obecna jest przez cały czas trwania zapachu na skórze.

rose_pink_grasse_provence

A la Rose to śliczny, delikatny i zwiewny zapach różany o niezwykłej lekkości, nadanej na początku przy pomocy cytrusów, które w sercu zapachu odsłaniają zielony akord fiołkowy. Tak więc w pierwszych minutach czujemy różę bułgarską podaną na świeżo, rześko, soczyście zielono. W sercu – obok fiołka – Francis zamontował też świeżą, nieco zieloną i nieco wodną nutę magnolii, która odpowiednio wzmacnia efekt świeżej lekkości. W pierwszych kwadransach A la Rose przypomina mi Kashan Rose od The Different Company. Podobny, świeżo zielono-różany efekt. Z czasem róża nabiera nieco charakteru, staje się bardziej stricte różana, niż zielona. To czas gdy epatuje stulistna róża z Grasse. Baza zapachu jest zmysłowo zadziorna poprzez obecność cedru połączonego z piżmami i echem po różanym temacie.

A la Rose to takie małe zapachowe arcydzieło i choć jest wręcz do bólu poprawne polityczne, przyjemne i harmonijne (cóż w tym złego?), to mnie właśnie  zachwyca tą perfekcją i doskonałym wyważeniem, bez popadania w różaną ciężkość. Zapach jest bardzo kobiecy, współczesny, doskonały na wiosnę czy lato, gdyż idealnie wpisujący się w soczystą zieleń i wszechobecne kolorowe kwiaty.

a la rose

nuty głowy: róża damasceńska z Bułgarii, bergamotka z Kalabrii, pomarańcza z Kalifornii

nuty serca: akord fiołka, magnolia

nuty bazy: cedr, akord piżma, róża stulistna z Grasse

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2015

moja ocena zapachu: ****

 

Eau de Italie – Paestum Rose – drewniana róża 

Gdy perfumy podpisuje Bertrand Duchaufour, nic nie może być zwyczajne. I nie jest. Powstałe dobre siedem lat temu Paestum Rose zaskakuje odważnym połączeniem róży z nutami drzewnymi i kadzidłem, dając w efekcie uniseksowy zapach drzewny z różaną dominantą, który pachnie jak nic innego. Mistyczna, tajemnicza róża.

wooden rose

Początek jest przyprawowy: dwa gatunku esencji z pieprzu oraz kolendra górują nad owocową nutą dawany i wprowadzają różano-kadzidlany temat serca. Ten podbudowany solidną drzewno-kadzidlaną bazą trwa na skórze kilka godzin. Istotnym składnikiem przydającym zielonej suchej drzewności jest znany z m.in. Timbuktu L’Artisan Parfumeur tego samego autora papirus. Nie będzie raczej dla nikogo zaskoczeniem, gdy napiszę że Paestum Rose pachnie jak żadne inne znane mi perfumy. To część małego olfaltorycznego wszechświata Bertranda Duchaufoura, który nie ma swych odpowiedników nigdzie poza nim. Arcy-oryginalność, arcy-unikatowości, słowem… genialność. Świetne pachnidło.

paestum rose

 

nuty głowy: dawana, czarny i różowy pieprz, kolendra

nuty serca: turecka róża, kadzidło, osmantus

nuty bazy: mirra, opopopnax, papirus, wenge

twórca: Bertrand Duchaufour

rok wprowadzenia: 2008

moja ocena zapachu: *****

 

 

 

Frederic Malle – Lipstick Rose – różana szminka

lipstick old commercial

Perfumiarz Ralf Schwieger ma bardzo miłe zapachowe wspomnienie swojej matki z czasu, gdy ten był jeszcze małym chłopcem. Gdy nachylała się nad jego łóżkiem, by dać mu całusa na dobranoc, czuł zapach jej różanych perfum zmieszany z pudrową wonią szminki. To wspomnienie stało się inspiracją dla stworzenia niezwykłego pachnidła dla Frederica Malle i jego Editions de Parfums. Lipstick Rose to tak sugestywne połączenie zapachu róży z pudrowym zapachem szminki (połączenie piżma, wanilii i akordu ambrowego), że właściwie nic więcej nie zostało tu do dodania, no może poza tym, że są to moim zdaniem piękne i bardzo zmysłowe oraz unikatowo pachnące kobiece perfumy, które mimo bardzo współczesnej daty powstania, emanują niezwykłą nostalgią i tęsknotą za ukochaną kobietą. Piękne.

malle lipstick

 

nuty głowy: grejpfrut

nuty serca: róża, fiołek

nuty bazy: piżmo, wanilia, wetiwer, ambra

twórca: Ralph Schwieger

rok wprowadzenia: 2000

moja ocena zapachu: *****

 

 

 

Serge Lutens La Fille de Berlin – róża szkarłatna

Różana esencja rozjaśniona cytrusem i wprawiona w ruch molekułami różowego pieprzu to pierwsze wrażenie zaraz po aplikacji La Fille de Berlin. Róża jest tu bardzo sugestywna, niemal namacalna, dostojna i esencjonalna. W sercu zapachu pojawia się nuta owocowo-zielona, która źródła opisują jako akord fiołka. Ale równie dobrze mógłby to być liść czarnej porzeczki lub nawet osmantus. Co ciekawe, w miarę upływu czasu z różano-zielonej esencji zaczynać sączyć się delikatna nuta żelazo-podobna, co w połączeniu z sugestywną barwą cieczy, chcąc nie chcąc kojarzy mi się z zapachem krwi. Ale to bardzo subiektywne skojarzenie, no i nuta ta jest dość subtelna i raczej nie trwa długo. Finisz jest ambrowo-piżmowy z wciąż wyczuwalnym różanym echem. Nie stanowi odrębnego etapu, raczej utrwala główny temat. Pozostawia uczucie różanego spełnienia, bowiem La Fille de Berlin to zapach różany wyjątkowej urody. Róża szkarłatna, soczysta, esencjonalna, głęboka, poruszająca…

Scarlet_rose

La Fille de Berlin to także jedno z najlepszych w ostatnich latach pachnideł duetu Lutens/ Sheldrake. Mimo siłą rzeczy ogranego przecież różanego tematu prezentuje ciekawy pomysł (doskonale zresztą zrealizowany) oraz świetną jakość przy wyraźnej projekcji i bardzo dobrej trwałości. Bravo Monsieurs!

LAFILDBERM

główne nutyróża, fiołek, różowy i czarny pieprz, ambra, piżmo

twórca: Christopher Sheldrake

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena zapachu: *****

 

Vero Profumo Rozy Eau de Parfum – róża retro 

Każdy zapach w tym zestawie jest na swój sposób wyjątkowy i każdy bez wyjątku zasługuje na uwagę jako doskonałe pachnidło składające hołd róży. Rozy ma w nim jednak miejsce szczególne. Po pierwsze dlatego, że jest debiutem na Perfumowym Blogu niszowej marki Vero Profumo, prowadzonej przez perfumiarkę Vero Kern, od której na początku swej kariery uczył się perfumiarskiego fachu Andy Tauer, a o której twórczości mam nadzieję wkrótce napisać osobny wpis na blogu. Ale przede wszystkim dlatego, że Rozy to – podobnie jak pozostałe pachnidła Kern – perfumy zupełnie wyjątkowe. Przy pierwszym kontakcie uderzają niedzisiejszym stylem, jakby powstały lat temu 70 lub 80. Druga ich cecha to wyraźna naturalność formuły i składników, co jest zresztą atutem nie tylko Rozy. Vero Kern przyznaje w wywiadach, że jej pachnidła w nadzwyczaj dużym procencie bazują na ingrediencjach pochodzenia naturalnego. Fakt – nie ona jedna to mówi. Ale jej akurat wierzę. Koneserski nos jest w stanie to wyczuć.

Rose1

Rozy to róża przybrana z jednej strony nutami owocowymi (brzoskwinia i maracuja), z drugiej kwiatowymi (lilak, hiacynt). Stąd początkowo czujemy złożony akord, w którym róża owszem zaznacza już swoją obecność, ale jest ona pięknie zmodyfikowana w kierunku różano-kwiatowo-owocowej świeżości, doprawionej subtelnie estragonem. Dopiero z czasem ewoluuje w bardziej tradycyjnie różany zapach. Wówczas też pojawia się mydlano-pudrowa nuta zgrabnie dosłodzona miodem, przydająca Rozy tego retro charakteru. Całość kompozycji oparta jest dość tradycyjnie na esencji z sandałowca. Rozy to prześliczne i oryginalne pachnidło, skarb dla tych, którzy poszukują w perfumach ich dawnej chwały, ich dawnego naturalnego piękna. Jakie to szczęście, że istnieje i tworzy ktoś taki, jak Vero Kern.

rozy_vero_profumo_edp

główne nuty: brzoskwinia, maracuja, róża, hiacynt, lilak, estragon, miód, drewno sandałowe, nuty pudrowe

twórca: Vero Kern

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena zapachu: *****

Frederic Malle Editions de Parfums „Eau de Magnolia”

Frederic Malle bardzo starannie dobiera do swych perfumeryjnych projektów wszystko i wszystkich – czyli perfumiarzy. Dla każdego „nosa” zaproszenie od Malle’go to niewątpliwy dowód uznania szanowanego kreatora. Dla niektórych z nich może to być też nobilitacją (patrz młody Bruno Jovanovic i jego Dries van Noten Par Frederic Malle). Dla innych – głównie okazją do artystycznych poszukiwań bez skrępowania budżetem i często idiotycznym briefem (co jest ich codziennością). Carlos Benaim – któremu Malle powierzył pracę nad Eau de Magnolia – kolejnym pachnidłem do swej kolekcji – z pewnością uznania nie potrzebuje. To wszak żyjąca legenda perfumerii, zeszłoroczny laureat nagrody za całokształt twórczości przyznawanej przez brytyjską The Fragrance Foundation (odpowiednik Oscara za całokształt), twórca lub współtwórca wielu doskonałych i legendarnych już pachnideł, w tym bestsellerów i klasyków (sławne zielone Polo Ralph Lauren, Polo Blue, Calvin Klein Eternity for Men, Bvlgari Jasmin Noir, Dior Pure Poison, Flowerbomb Viktor&Rolf czy YSL L’Homme Libre). Benaim mógł więc pod troskliwą opieką konesera – szczególarza Frederica Malle rozwinąć swe perfumiarskie skrzydła. Ale czy to zrobił? Mam wątpliwości…

Carlos Benaim_3
Carlos Benaim

Eau de Magnolia ukazał się w zeszłym roku – jako ostatni premierowy zapach marki przed jej zakupem przez koncern Estee Lauder (nie liczę tu przeznaczonego na rynek arabski oudowego The Night, bo nie jestem pewien, czy jego premiera nie nastąpiła czasem tuż po sensacyjnym newsie). Jak wieść niesie Frederic Malle chciał stworzyć perfumy, które odwzorowywałyby woń kwiatu magnolii, którą w naturze trudno jest pozyskać tradycyjnymi metodami (ekstrakcja czy destylacja). Wykorzystano więc metodę Headpsace, by „złowić” zapach kwiatu magnolii, a następnie odwzorować go przy pomocy dostępnych składników. Jako że w naturze zapach magnolii jest bardzo subtelny, lekki, świeży, niezbyt „kwiatowy” w perfumiarskim pojęciu tego słowa, ciążący w kierunku estetyki kolońskiej, panowie Malle i Benaim postanowili umiejscowić stworzony przez Benaima akord magnolii właśnie w kolońskim kontekście. Stąd w formule użyto klasycznie kolońskiego składnika cytrusowego (bergamotka). By jednak zapach nie był li tylko zwyczajnym akordem kolońskim, dodano mu „treści” i głębi poprzez zastosowanie nut drzewnych – wetywerii i cedru – oraz ambry. Zmysłowości tradycyjnie nadaje subtelnie wtrącona paczula, zaś szyprowej aury – mech drzewny. W efekcie powstał zapach lekki, świeży, cytrusowo biało-kwiatowy z lekko chropawym ambrowo-drzewnym finiszem, który mimo niewątpliwej urody pozbawiony jest czegokolwiek, co przykułoby na dłużej uwagę.

magnolia

Eau de Magnolia wyraźnie ewoluuje na skórze od cytrusowego intro przez kwiatowy (magnolia) serce po drzewno-ambrowy finisz. Niezwykła czytelność tych zmian dowodzi tradycyjnego stylu kompozycji Benaima. Z powodzeniem można to pachnidło nazwać współczesnym szyprem, choć w zestawieniu z klasycznymi tego typu perfumami to …. zaledwie delikatnie pachnąca woda. Ale taki był zamysł autorów, co zaakcentowali nawet w nazwie (eau = woda). W efekcie kolekcja Frederica Malle wzbogacona została o kolejną – obok Cologne Bigarade i Bigarade Concentree – lekką, świeżą, współcześnie kolońską kompozycję. Zapach nie wnosi nic to znanej perfumowej estetyki, może poza faktem umieszczeniem w nim nieczęstego w perfumerii akordu magnolii, który jest moim zdaniem najładniejszym etapem tego pachnidła. Jest w nim coś ulotnie urodziwego i delikatnie kobiecego oraz zwiewnego zarazem. Zapach jako całość zachowuje się jak kolońska – jest subtelny i średnio trwały (choć bardziej niż przeciętne eau de cologne).

Można by stwierdzić, że w kolońskiej estetyce trudno o nowości, ale fakty zdają się temu przeczyć. Wystarczy przypomnieć fenomenalne kolońskie Hermesa autorstwa Jean-Claude’a Elleny czy Dior Homme Cologne z 2013 Francoisa Demachy’ego, żeby przekonać się, że także i w tej konwencji można z powodzeniem przesuwać granice, a nawet ją redefiniować. W tym kontekście Eau de Magnolia jest raczej zachowawcze i bezpiecznie, bardzo mainstreamowe. Warto może zauważyć, że z magnoliową tematyką zmierzyło się z lepszym lub gorszym skutkiem w ostatnich latach co najmniej kilku perfumiarzy: Mark Buxton w Message in a Bottle, Michael Roudnitska w Magnolia Grandiflora Michel, czy tragicznie zmarła Sandrine Videault w Magnolia Grandiflora Sandrine. Nutę magnolii na piedestał wysunięto także w zeszłorocznym Joyful Escady. Na myśl przychodzą jeszcze: Magnolia Romana Eau d’Italie (2008) Bertranda Duchaufoura i Magnolia Nobile Acqua Di Parma (2009) Antoine’a Maisondieu’a. Nie można więc uznać Eau de Magnolia za pod tym względem nowatorskie. Zapach nie proponuje nic nowego w perfumeryjnej estetce. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Malle jednak stłamsił Benaima i bardzo mocno ukierunkował jego pracę na osiągniecie takiego a nie innego efektu olfaktorycznego. Powstał zapach przewidywalny. Lekki, łatwy i przyjemny. Monsieur Malle! Où allez-vous?

frederic-malle-en-carlos-benaim-700x381

Przeglądając Internet w poszukiwaniu informacji na temat Eau de Magnolia natrafiłem gdzieś na stwierdzenie, że Frederica Malle chciał mieć w swojej kolekcji swoją Eau Sauvage (znana jest słabość Frederica do twórczości Edmonda Roudnitski). Nie wiem, czy to prawda, czy tylko internetowa plotka, ale coś w tym stwierdzeniu jest, choć mimo wszystko w mojej ocenie jednak daleko Eau de Magnolia do arcydzieła Mistrza Edmonda.

P.S.

Ciekaw jestem, czy Carlos Benaim użył w formule molekuły Magnolione, która wedle fachowej chemicznej wiedzy jest analogiem Hedione i ma zapachowo wiele wspólnego z tą niegdyś rozsławioną przez Roudnitskę (poprzez Eau Sauvage właśnie!) molekułą?

malle magnolia

główne nuty: bergamotka, magnolia, wetiwer, paczula, cedr, ambra, mech drzewny

twórca: Carlos Benaim

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: średnia
  • trwałość: wyraźna – około 6 h, po tym czasie przez kolejne kilka godzin pozostaje na skórze już bardzo bliskoskórny akord ambrowo-drzewny

Frederic Malle EdP „Portrait of a Lady”

Dominique Ropion to perfumiarz, z którym Frederic Malle rozumie się wyjątkowo dobrze. Świadczyć o tym może choćby fakt, że aż pięć pachnideł z linii Editions De Parfums zostało skomponowanych przez tego artystę: Carnal Flower, Geranium Pour Monsieur, Une Fleur de Cassie, Vetiver Extraordinaire i chyba najbardziej uwielbiany przez koneserów perfum Portait of a Lady.  Kto nieco bardziej orientuje się w ofercie Frederica Malle, ten wie, że większość z dzieł Ropiona to najwyżej oceniane i często najchętniej kupowane pachnidła tej wyjątkowej, ekskluzywnej marki.

rose

Panowie Malle i Ropion ujawnili, że skomponowanie Portait of a Lady wymagało wyjątkowo wielu prób (kilkaset) i zajęło im bardzo wiele czasu. Efektem tych działań, których punktem wyjścia był Geranium Pour Monsieur, jest bez wątpienia jeden z najdoskonalszych znanych mi zapachów z różą w centrum. Ropion zestawił różaną esencję z paczulą, co samo w sobie może nie było odkrywcze, ale za to niezwykle skuteczne i efektowne, bowiem te dwa składniki mają się ku sobie jak niemal żadne inne w perfumerii. Charakterystyczna woń paczuli została tu jednak zręcznie zmodyfikowana poprzez użycie cynamonu i kadzidła olibanum, tak że nie poczujemy jej „solo”, podobnie zresztą jak i innych użytych tu składników, oczywiście poza wspomnianą różą. Tworzą one spójną orientalną całość oplatającą różaną esencję. Baza zapachu jest mocno piżmowa z dodatkiem drewna sandałowego i żywicy benzoesowej.  W akordzie głowy, dla jego rozjaśnienia, użyto czarnej porzeczki i maliny. Piękna, ciepła i zrównoważona różana woń dominuje tu jednak przez zdecydowaną większość czasu.

lady

Wbrew nazwie, która może sugerować kobiecą naturę tego zapachu, Portrait of a Lady idealnie sprawuje się na męskiej skórze, co osobiście sprawdziłem wielokrotnie. W swej orientalnej różanej naturze nie jest wcale zbyt odległy od Declaration d’Un Soir Cartiera, choć z pewnością jest pachnidłem cięższym, bardziej nasyconym i gęstszym aniżeli bardzo udane skądinąd perfumy autorstwa Mathilde Laurent. Innymi zbliżonymi do Portrait of a Lady zapachami, także opierającymi się na współczesnym połączeniu róży i paczuli są opisywane swego czasu przez mnie Hippie Rose Jamesa Heeleya i Lumiere Noire Pour Homme Francisa Kurkdjiana.

dominique ropion
Dominique Ropion

Portrait of a Lady pachnie wyraziście, mocno i długo, bo ponad 12 godzin. Jest pod każdym względem doskonale skonstruowany. Prezentuje współczesne ujęcie różanego tematu: nieprzytłaczające, idealnie wyważone, piękne. Wspaniały zapach, którego noszenie daje ogromna satysfakcję. Polecam gorąco.

portrait_of_a_lady_hires_1

nuty głowy: czarna porzeczka, malina

nuty serca: turecka róża, cynamon, goździk, paczula

nuty głębi: drewno sandałowe, ambroxan, białe piżmo, benzoes, kadzidło

twórca: Dominique Ropion

rok wprowadzenia: 2010

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 12 h

Maurice Roucel (3) – „Dans tes Bras” Editions de Parfums Frederic Malle

„Perfumy są jak dziecko. Potrzeba dwojga, by je stworzyć.” Te słowa Maurice’a Roucela mówią sporo o jego stylu pracy. W przypadku Dans Tes Bras (W Twych Ramionach) pracował on wspólnie z Frederic’em Malle. W tym przypadku Malle nie był jednak wyłącznie wydawcą i konsultantem zapachu, ale brał bardzo czynny udział w jego komponowaniu. W formule pojawił się też jego ulubiony składnik – Cashmeran.

Cashmeran – aromamolekuła pachnąca piżmowo-drzewnie, ze świeżą nutką krzemienną w otwarciu 

cashmeran

Dans Tes Bras trudno jest zakwalifikować. Opisuje się go jako kwiatowo-drzewno-piżmowy i w sumie można by się z tym zgodzić. To kwiatowa aura tu dominuje, choć jest to zupełnie inna „kwiatowość” od tej tradycyjnie w perfumiarstwie występującej. Nie poczujemy tu bowiem ani róży, ani geranium, ani jaśminu czy konwalii, ani również tuberozy. Dans Tes Bras jest bowiem o heliotropie.

Heliotropium_arborescens_5

Praktycznie od początku wyczuwalne jest kaszmirowo-heliotropowe combo, którego marcepanowo-migdałowa nuta jest tak gęsta i intensywna, że pozostaje w nozdrzach na dłużej niż jeden wdech i wydech. Otwarcie rozzielenia śliczna nuta fiołka (trochę to podobne do intro YSL L’Homme), a salicylany dodają zwiewnej biało-kwiatowości, która nota bene dużo wyraźniej ujawnia się na papierku testowym aniżeli na skórze (a szkoda). Ze smakiem wpleciony goździk pięknie współgra z całością, w żadnym momencie jej nie dominując. Następnie słodkawo-migdałowy heliotrop bierze górę i w niemal niezmienny sposób dominuje, w towarzystwie Cashmeranu, przez wiele godzin. Późno, po wielu godzinach od aplikacji perfum, następujący finisz to tzw. białe piżma (wedle słów Roucela w formule zastosowano je w ilości większej, aniżeli było to w przypadku Musc Ravageur (!)) z wciąż obecnym wspomnieniem heliotropu i ciepłą ambrą. Moje ogólne wrażenie jest takie, że przewodni motyw Dans Tes Bras trwa przez cały czas – od początku do końca zapachu, a subtelnym zmianom ulega tylko jego otoczenie.

Dans Tes Bras jest bezdyskusyjnie piękny, wyjątkowy i kobiecy, a przy tym zapachowo bezpieczny, „politycznie” poprawny. Ma też w sobie niebanalną zmysłowość. Czuć wysoką jakość zastosowanych w nim ingrediencji, a ich koncentracja i mistrzowska formuła zapewniają trwałość na poziomie przekraczającym 14 godzin.

Dans Tes Bras to kolejna świetna zapachowa propozycja w ofercie Frederic Malle Editions de Parfums, na którą szczególną uwagę zwracam wszystkim damom oraz dżentelmenom, chcącym obdarować swą ukochaną wyjątkowym pachnidłem. Wszak kolejny Dzień Kobiet już za rok…

malle dans tes bras

nuty głowy: bergamotka, goździk, fiołek, białe kwiaty (salicylany)

nuty serca: drewno sandałowe, paczula, kadzidło, Cashmeran

nuty bazy: heliotrop (heliotropina), ambra, białe piżmo

twórca: Maurice Roucel

rok wprowadzenia: 2008

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość:  ponad 14 godz

Dries Van Noten par Frederic Malle

Frederic Malle podąża własną ścieżką – obok, ale i nieco ponad wszystkim, co dzieje się w perfumerii niszowej i luksusowej. Nie wyznacza trendów, ale i się na nie nie ogląda (o czym dobitnie świadczy fakt, że nie ma w jego ofercie ani jednych perfum z nutą oudu!). Poprzez swoją kolekcję Editions de Parfums zainicjował godne pochwały zjawisko ujawniania prawdziwych twórców perfum, którzy dotąd często byli swoistymi autorami widmo, podczas gdy cały splendor spadał na tzw. dyrektorów kreatywnych, w przypadku małych marek niszowych tożsamych z ich właścicielami (wciąż można by jednak wymienić co najmniej kilka takich przypadków).

Przyznam się, że bardzo odpowiada mi nie tylko pomysł Frederica Malle, ale i jego styl, design jego marki, flakonów, opakowań, salonu firmowego. Wszystko to dalekie od przepychu i pompy, z jaką próbują sprzedawać się niektóre marki. Za Malle przemawiają w spokojny, ale zdecydowany sposób same pachnidła z jego kolekcji, będące dziełami najwyższej próby, a poprzez nie twórcy – perfumiarze najlepsi z najlepszych. Marka Frederic Malle Editions de Parfums to klasa, elegancja, artyzm, elitarność, ale i stonowanie, dyskrecja oraz skupienie na meritum. Wszystko to nie potrzebujące potwierdzenia, bo same w sobie nim będące.  

Van Noten and Malle 1

W bieżącym roku  Malle wystartował z nowym cyklem (tym samym cykl Editions de Parfums prawdopodobnie został zamknięty), w którym zamierza on transponować na perfumy światy osób, które darzy estymą. Pierwszym zapachem nowego cyklu są perfumy sygnowane nazwiskiem Driesa Van Notena, belgijskiego stylisty i projektanta mody. Wieść niesie, że przekonujące przeniesienie stylu Van Notena do kompozycji perfumeryjnej było bardzo trudne, a sam proces tworzenia zapachu trwał ponad półtora roku.

Rolę perfumiarza Malle powierzył tym razem Bruno Jovanovicowi (IFF), przedstawicielowi młodszego pokolenia olfaktorycznych twórców, zaś sam Van Noten czynnie udzielał się w rozwoju kompozycji. Efektem jest zapach z pewnością wyjątkowy, w którym przewodnia nuta sandałowca z Mysore, połączona została ze słodkimi specjałami Flamandii – ciasteczkami korzennymi, waflami i słodkim belgijskim ciastem sugar pie. Nie jest to jednak w żadnej mierze typowe słodkie pachnidło. 

perfumers-jovanovic-malle

Jak wyjaśnia sam Frederic Malle, kompozycja Dries Van Noten oparta jest na dwóch głównych składnikach: doskonałej jakości esencji z drewna sandałowego z Mysore, a więc bardzo cennej i rzadkiej ingrediencji, oraz wanilii. Oba połączono za pomocą Sacrasolu, zwanego także Sulfurolem – pachnącej mlekiem molekuły, używanej tradycyjnie do rozcieńczania naturalnej sandałowej esencji. Głębi zapachowi perfumiarz nadał przy pomocy paczuli, całość zaokrąglił absolutem z jaśminu, balsamem Peru i białymi piżmami. By unieść dość ciężkie molekuły w powietrze, zastosował niezawodne przyprawy: goździk i gałkę muszkatołową. Przy pomocy szafranu zaś dodał nieco orientalnego kolorytu. Warto zauważyć, że prócz drewna sandałowego i puchatej nuty waniliowej bardzo specyficznie wybrzmiewa w tym zapachu paczula, pozbawiona swej kamforowej natury, ujawnia jedynie lekko chropowatą drzewność. W moim odczuciu paczula zwykle dodaje perfumom zmysłowości, seksapilu. Nie inaczej jest tym razem. Dries Van Noten to perfumy subtelnie zmysłowe, magnetyzujące. Z premedytacją ograniczono projekcję i zapachowy ogon kompozycji, tak by spełniać oczekiwania samego Driesa van Notena, który chciał, by jego perfumy były takie, jak projektowane przez niego kostiumy i ubrania – osobiste i nieprzeszkadzające, przede wszystkim zaś komfortowe i subtelne. Rezultatem jest wyjątkowej urody ciepły, komfortowy, zmysłowy, delikatnie kremowy, subtelny i trwały zapach balansujący na pograniczu gourmand i zapachu drzewnego, ale nie będący do końca ani tym, ani tym. Dość trudno go kategoryzować i to mi się w nim podoba. 

Dries van notes notes1

Opisując perfumy zawsze próbuję znaleźć porównania do innych mi znanych. W przypadku Dries Van Noten na myśl przychodzą mi dwa bardzo zacne pachnidła – Musc Ravageur z kolekcji Editions de Parfums (odróżnia je większa moc i cynamonowa dominanta) oraz – może nawet bardziej – Havana Vanille L’Artisan Parfumeur (które jest jednak dużo bardziej intensywne). Rozwój zapachu na skórze jest powolny i raczej niespektakularny. To jedne z tych perfum, które mocno przylegają do skóry, wiążą się z nią i pulsują powolutku się zmieniając, ale pozostają wyczuwalne przez wiele godzin. 

Dries Van Noten Par Frederic Malle to zapach typu uniseks, którego noszenie do czysta przyjemność. Ma w sobie coś uzależniającego, coś magnetyzującego. Przyznam, że z każdym testem coraz bardziej mnie przekonuje, a w tej chwili wiem, że chętnie postawiłbym jego flakon na mojej półce.  Zaraz, zaraz, czy mam jeszcze dość czasu, by napisać list to Św. Mikołaja?

malle dries

górne: bergamotka, cytryna, szafran, gałka muszkatołowa, goździk,

środkowe: absolut z jaśminu, paczula, liść fiołka (methyl ionone), esencja drewna sandałowego z Mysore

dolne: balsma Peru, wanilia, białe piżma, Sacrasol

twórca: Bruno Jovanovic

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: początkowo dobra, z czasem bliższa skórze, ale komfortowo obecna
  • trwałość: ok. 10 godz