Le Galion „Sang Bleu” – gdy „Kouros” spotyka „Aventusa”…

Czy Le Galion jest marką arystokratyczną? Obecnie, w czasach gdy ta warstwa społeczna praktycznie przestała istnieć, raczej nie. Ale w czasach swej świetności w latach 30-tych, 40-tych czy 50-tych z pewnością nią była. Opisałem już jej historię swego czasu na Perfumowym blogu przez pryzmat dwóch klasycznych kompozycji Sortilege i Vetyver.

Przypomnijmy. Bazująca głównie (choć nie tylko) na recepturach stworzonych przez legendarnego Paula Vachera (twórcy m.in. Miss Dior i Diorling) marka prezentuje estetykę perfumową przeszłości zamkniętą w idealnie do tego pasującym flakonie. Nicholas Charabot – reaktywator Le Galion, nadający jej  artystyczny kierunek – dba o to, by oferowane przez niego perfumy prezentowały najwyższy poziom, ale jednocześnie miały współczesny szlif, przy zachowaniu tradycyjnej francuskiej estetyki.

Sang Bleu – bohater dzisiejszej recenzji – jest kolejnym doskonałym przykładem tej filozofii działania. Przykładem wyjątkowo wyrazistym, którego receptura pierwotnie stworzona (ale nie skończona) przez Vachera na początku lat 70-tych XX wieku, została dokończona współcześnie przez jednego z perfumiarzy współpracujących z Charabotem.

Sang Bleu to klasycznie męskie, „muskularne” – jak opisuje marka – perfumy o ponadczasowym cytrusowo-ziołowo-drzewno-piżmowo-skórzanym aromacie, który mężczyźni znają od pokoleń, a który najpełniej i najbardziej wyraziście obecny jest w postaci genialnego Kouros YSL. Także fotografia z wizerunkiem nagiego mężczyzny towarzyszący zapachowi budzi jednoznaczne skojarzenia z reklamami Kouros i Body Kouros, ale nawiązuje też do słynnej i kontrowersyjnej fotografii promującej M7 YSL. Tak czy inaczej wyraźnie wskazuje na charakter zapachu, choć – przyznam – może wzbudzać dwuznaczne skojarzenia.

La Galion Sang Bleu

Ze względu na fakt, że Pierre Bourdon stworzył Kourosa mniej więcej dekadę po tym, jak Paul Vacher przerwał pracę nad Sang Bleu, można powiedzieć, że Le Galion pachnie jak jego protoplasta. Przy czym jest między nimi jedna zasadnicza różnica, nawet gdy porównamy Sang Bleu do aktualnie produkowanej wersji Kourosa. Zapach Le Galion jest pozbawiony „brudnej”, ziołowo-cywetowej nuty, która jest tak charakterystyczna dla Kourosa. Fani perfum porównują Sang Bleu do dawno nieprodukowanego już Kouros Fraicheur. Ja tego podobieństwa (choć wydaje się logiczne) nie mogę potwierdzić, gdyż nie znam tej wersji laurentowskiego klasyka. Jedno jest pewne – Sang Bleu mimo swych oczywistych retro korzeni pachnie bardzo współcześnie.

Sang Bleu otwiera się znajomym cytrusowo-ziołowym akordem, jednak o wyjątkowej urodzie, w którym piękny, wyważony i nienachalny bukiet cytrusów z przewagą pomarańczy połączony został z przydającym zielonego akcentu, subtelnie użytym galbanum i okraszony ziołami (rozmaryn i estragon) oraz zrównoważony eukaliptusem i suchą nutą bylicy. Czuć tą złożoność akordu otwarcia, co jest nie lada gratką dla mej perfumaniackiej duszy. Serce zapachu jest niemniej złożone. W nim do głosu dochodzą nuty kwiatowe umiejętnie ułożone w męski bukiet oraz przyprawy. Całość emituje subtelnie owocowy aromat, co może być efektem połączenia fiołka, róży i eukaliptusa. Wszystko to osadzono na klasycznym, bardzo solidnym drzewnym fundamencie z cedru, paczuli, sandałowca i wetywerii.

Klasyczna struktura, bardzo tradycyjne, wyczuwalnie wysokiej jakości składniki i doskonała kompozycja przekute zostały w na wskroś współczesny męski zapach. Bo Sang Bleu ma dwoistą naturę – z jednej strony klasyczny, z drugiej posiada bardzo współczesne akcenty, które nie pozwalają na przypięcie mu łatki retro. Zaskoczę pewnie wielu, ale ja testując i nosząc Sang Bleu wyczuwam w sercu niby-owocową nutę kojarzącą mi się z Creed Aventus. Tak jest! Zachęcam, by to sprawdzić. Parametry zapachu nie pozostawiają żadnych życzeń. Sang Bleu pozostawia wyraźny ogon, pięknie ewoluuje na skórze i jest naprawdę trwały. Ten zapach to jedna z największych niespodzianek, na jakie trafiłem w ostatnim czasie. Sam w sobie może nie odkrywczy, ale pod każdym względem świetny. Kwintesencja męskiej perfumerii.

Le-Galion-Sang-Bleu

nuty głowy: galbanum, bergamotka, pomarańcza, cytryna, bylica, rozmaryn, eukaliptus, estragon

nuty serca: geranium, jaśmin, róża, fiołek, różowy pieprz, goździk

nuty bazy: cedr, paczula, drewno sandałowe, wetyweria

perfumiarz: pierwotnie Paul Vacher; obecnie współczesny perfumiarz, którego nazwiska marka nie podaje, niemniej biorąc pod uwagę charakter zapachu i pewne fakty, mam swoje podejrzenia – Nicolas Charabot pracuje ostatnimi czasy z Rodrigo Flores-Roux, tym samym, który kilka lat temu popełnił bardzo Kouroso-podobny El dla Arquiste i który wyjątkowo dobrze czuje się we współcześnie podanej retro estetyce

rok premiery: 2016

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,5-4,0

3 uwagi do wpisu “Le Galion „Sang Bleu” – gdy „Kouros” spotyka „Aventusa”…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s