Creed „Royal Mayfair”

Premiery pachnideł szacownego brytyjskiego domu perfumeryjnego Creed to zawsze duże wydarzenie w perfumowym światku. Na te perfumy wielbiciele czekają tak, jak kiedyś czekało się na nowe pachnidła Guerlain. Tyle że w przypadku francuskiej marki te czasy dawno już minęły. Podczas gdy będący własnością gigantycznego koncernu LVMH Guerlain walczy dziś mniej lub bardziej dzielnie na rynku massmarketowym, prezentując dość miałkie zapachy i ich kolejne „flankery” i zmieniając co rusz wygląd flakonów „starych” zapachów, stateczny Creed wciąż pozostaje wierny nie tylko oryginalnemu designowi swojej butli, ale przede wszystkim – co ma kolosalne znaczenie – swej stylistyce i pielęgnowanej przez lata perfumowej estetyce, z którą nierozerwalnie łączy się wysoka, nie podlegająca dyskusji jakość. Zapachy Creeda zawsze pachniały i wciąż pachną główno-nurtowo. Marka nigdy nie siliła się na eksperymenty, nie próbowała swej klienteli. Miast tego proponowała zawsze niezwykle harmonijne, urocze, a często bardzo piękne pachnidła tworzone mistrzowską ręką Oliviera Creeda z najlepszej jakości ingrediencji. Creed to od zawsze synonim najwyższej jakości perfum. To się nie zmieniło. Co ciekawe, mimo tego – zdawać by się mogło – konserwatywnego podejścia, Olivier Creed potrafi od czasu do czasu skomponować absolutny bestseller, zapach, który w krótkim czasie nie tylko zdobywa rzesze wielbicieli, ale który też potwierdza swoją wyjątkowość masowym wręcz kopiowaniem przez inne marki. A jak wiemy, „naśladownictwo to najszczersza forma pochlebstwa”. Tak było w 1985 roku przy okazji Green Irish Tweed oraz w 1995 roku z Imperial Millesime. Tak również stało się kilka lat temu, gdy do nosów wybrednej klienteli dotarł genialny Aventus (2010). Czy tak będzie również w przypadku najnowszego męskiego zapachu marki Royal Mayfair – czas pokaże. Jednak po pierwszych testach wydaje mi się, że zapach ten nie ma takiego potencjału komercyjnego, jak największe męskie bestsellery Creeda, ale z pewnością nie sposób odmówić mu charakteru i jakości. To kolejne wspaniałe męskie pachnidło tej marki, a do tego o dość specyficznym rodowodzie…

Duke of Windsor
Duke of Windsor

Wedle oficjalnych źródeł główny akord tej kompozycji powstał 80 lat temu i ma związek z Księciem Windsoru Edwardem. Ale Creed nie podaje wprost, czy zapach ten był zrobiony na zamówienie księcia i czy książę go nosił. W każdym razie dokładnie 80 lat temu, w 1936 roku, ówczesny Król Edward VIII abdykował, by poślubić amerykańską rozwódkę. Specjalnie dla niego utworzono tytuł Księcia Windsoru.

W latach 2009-2011 Creed reaktywował zapach w ramach limitowanych edycji pod nazwą Windsor, zaś w roku bieżącym udostępnił go w ogólnej sprzedaży jako Royal Mayfair (w podobno jednak nieco zmienionej wersji w stosunku do pierwowzoru), nawiązując w nazwie zarówno do wspomnianego księcia, jak i do elitarnej londyńskiej dzielnicy znanej jako centrum mody i luksusu.

Creed Windsor

Jak pachnie Royal Mayfair? Ze względu na dominujące w nim nuty –  z pewnością oryginalnie i unikatowo na tle męskiej oferty marki. Ze względu na charakter – zdecydowanie konserwatywnie. Nie jest to propozycja dla – często młodych – fanów Aventusa. O nie. Otwiera się mocnym, aromatycznym akordem pikantno-drzewnym z dominującą nutą jagód jałowca sparowaną z całkiem wyraźnym sosnowym balsamem. Jest więc początkowo rześki, wibrujący i nieco wytrawny, wręcz gorzki, niczym najlepszy brytyjski gin. W tle niemal od razu wyczuwalny jest eukaliptus nadający całości mentolowej aury. Róża Windsorska pojawia się w sercu zapachu, ale wybija się, tylko pięknie uzupełnia całość, która dzięki niej staje się odrobinę cieplejsza i pełniejsza. Wszystko to osadzone jest na esencji cedrowej, które doskonale przedłuża drzewny aspekt jałowca i sosny z otwarcia. Ewolucja? Jest dość minimalna, ale zauważalna. Z czasem – co naturalne- zapach traci na rześkiej pikantności, ociepla się i zapełnia różą w sercu, by na końcu pozostawić na skórze drzewną aurę.

Royal Mayfair sprawia wrażenie dość prostego w konstrukcji. Nie jest to kompozycja mocno złożona czy misterna, a jej siła wynika bardziej ze zręcznego połączenia pokrewnych esencji, niewątpliwie wysokiej jakości, w raczej stateczną i spokojną całość. Pierwszy etap zapachu przypomina mi Juniper Sling Penhaligon’s, głównie za sprawą wyjątkowo dużej dawki jałowca, ale Creed pachnie w całej swej rozciągłości pełniej, szlachetniej i dłużej, słowem – lepiej. Przy tym cechuje go raczej stonowana projekcja.

Royal Mayfair to jedno z tych pachnideł Creeda, które doskonale oddają brytyjski styl tej marki. W swej stateczności, powściągliwości, wyważeniu i subtelnym uroku przypomina angielskiego dżentelmena. Na współczesne standardy perfumeryjne może wydawać się – podobnie jak ów dżentelmen – nudny. Jednak nie mniej i nie więcej, niż Bois du Portugal, Himalaya, Silver Mountain Water czy Tabarome – męskie klasyki Creeda od lat obecne w jego ofercie i mające stała wierną klientelę. Taką też – chyba nie najgorszą  – przyszłość wieszczę Royal Mayfair. To naprawdę dobry zapach. Kropka.

creed royal-mayfair

nuty głowy: brytyjski gin, jamajska limonka, szkocka sosna

nuty serca: róża Duke of Windsor

nuty bazy: pomarańcze z Bahamów, kanadyjski cedr, australijski eukaliptus

twórca: Olivier Creed

rok premiery: 2016

moja ocena: 

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

P.S. Royal Mayfair oraz inne pachnidła Creeda można nabyć w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s