Bvlgari Pour Homme – niedoceniany męski klasyk

Jest mi trochę wstyd, że choć prowadzę bloga o – głównie męskich – perfumach od niemal sześciu lat, dopiero ostatnio zabrałem się za testowanie klasycznego już zapachu Bvlgari Pour Homme, który miał swą premierę w 1995 roku. W bieżącym roku mija 21 lat, od kiedy ukazał się na rynku, więc jest to niezła okazja, by… docenić ten trochę jednak niedoceniany, przede wszystkim przez koneserów, zapach. Szczególnie, że zaraz może go zabraknąć na perfumeryjnych półkach, nawet jeśli są to obecnie głównie półki perfumerii internetowych. Na oficjalnej stronie Bvlgari nie ma już bowiem Pour Homme, co oznacza prawdopodobnie zaprzestanie jego produkcji. Są natomiast wciąż obecne dwie wariacje na jego temat: Pour Homme Extreme i Pour Homme Soir. O nich także w niniejszym artykule.

Jacques Cavallier Belletrud
Jacques Cavallier

Przypomnijmy – zupełnie pierwszy zapach Bvlgari powstał w 1992 roku w pracowni Jean-Claude’a Elleny z myślą o perfumowaniu nim flagowego salonu marki w Paryżu. Klientom butiku tak bardzo spodobał się ten zielony, herbaciany aromat, że Bvlgari poprosiło perfumiarza o przygotowanie wersji perfumowej. Tak powstało słynne Eau Parfumee Au The Vert. Nuta herbaty jest więc wpisana w zapachowe DNA marki. Pierwsze pachnidło męskie Bvlgari Pour Homme z 1995 roku (stworzone przez Jacquesa Cavalliera) nie mogło więc nie zawierać herbacianych odniesień. Znajdziemy w nim wyraźną nutę herbaty Darjeeling. To właśnie ona, w połączeniu z bergamotką oraz bardzo subtelnymi nutami kwiatowymi (pomarańczy, czarnej porzeczki, lilii wodnej i konwalii) buduje pierwsze wrażenie, którym jest delikatny, transparentny, lekko zielony, herbaciany akord, zupełnie nie wskazujący na jego – wynikająca ze spisu składników – złożoność.

Bvlgari Pour Homme to przykład wirtuozerskiego minimalizmu perfumowego. Zapach w którym dominuje magia olfaktorycznych molekuł i ich sprytnych połączeń, których siłę i sens znać może tylko tak wytrawny perfumiarz, jak Jacques Cavallier.

O tym zapachu można powiedzieć wiele, tylko nie to, że jest ewidentny. Co więcej – jako całość nie jest próbą odwzorowania jakiegoś naturalnego aromatu. Przeciwnie. To małe arcydzieło perfumiarskiej sztuki samo w sobie tworzy nowy olfaktoryczny byt. Jego sygnaturowość jest wręcz wzorcowa.

Pour Homme należy do tych pachnideł, których nie można oceniać po akordzie otwarcia, który jakkolwiek bardzo przyjemny, a jednocześnie bardzo delikatny, zupełnie nie zapowiada tego, co stanie się za chwilę. Nie powinno się go też oceniać na podstawie testu papierkowego. Byłby to błąd porównywalny ze słuchaniem dynamicznej muzyki przy pomocy radyjka kieszonkowego. Dopiero skóra i czas uwypuklają to, co w tym zapachu najlepsze. I warto na to poczekać.

Bowiem gdy już zielone aromaty odparują, na czoło wydobywa się charakterystyczna woń, która stanie się chwilę później prawdziwą sygnaturą Pour Homme. Minimalistyczna mieszanka nut przyprawowych (mniej) i drzewnych (zdecydowanie więcej), lekko gorzka, lekko szorstka, jakbyśmy od liści herbaty przeszli gładko do pnia krzewu. Dopiero na tym etapie zapach zaczyna wyraźnie projektować. Upływający czas pozwala na ulotnienie się aspektów przyprawowych, pozostawiając na skórze hipnotycznie męską, sucho-drzewną, gwajakowo-ambrową bazę, która utrzymuje się na skórze kolejne długie godziny. Tak – Bvlgari Pour Homme to pachnidło, którego trwałość przekracza 12 godzin (!). Ale rachityczny, zielony i – wydawać by się mogło – miałki początek zupełnie na to nie wskazuje. Zapach nie jest sam w sobie bardzo ekspansywny, ale wystarczy użyć go w obfitej ilości, by jego moc znacznie wzrosła. Wówczas możemy być spokojni, że nie tylko my sami będziemy go czuć na sobie, ale także i otoczenie poczuje snująca się za nami intrygującą drzewną smużkę.

Muszę przyznać, że Bvlgari Pour Homme okazał się być bardzo miłą niespodzianką. Z niepozornego zapachu zielono-herbacianego ewoluuje on w ostry, drzewny, bardzo męski aromat trwający na skórze niemal bez końca. Przyznam, że szukałem zapachu o takim charakterze. Jest idealnym office scent. Podkreśla profesjonalizm i dodaje poczucia pewności siebie. Zdecydowanie należy do zapachów dziennych. Emanuje subtelną siłą. Jest doprawdy zaskakująco świetny! Odtąd będzie w mojej kolekcji – po wsze czasy.

bvlgari ph

nuty głowy: bergamotka, kwiat pomarańczy, kwiat czarnej porzeczki, herbata Darjeeling, lilia wodna, konwalia

nuty serca: kardamon, palisander, pieprz, czerwony irys, drewno gwajakowe

nuty bazy: transparentna ambra, piżmo

twórca: Jacques Cavallier

rok premiery: 1995

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

 

Pour Homme Extreme

W roku 1999 marka wypuściła wersję Pour Homme Extreme. Charakter zapachu idealnie pokrywa się z jego przydomkiem w tym sensie, że zasadnicze akordy z Pour Homme zostały tu po prostu wzbogacone i zintensyfikowane, choć o żadnych „ekstremizmach” nie można tu mówić. Zapach pozostaje bowiem mainstreamowo subtelny, choć ładnie wyczuwalny. Obecny w akordzie głowy aspekt zielony i herbaciany oraz przyprawione serce brzmią tu pełniej, bardziej wyraźnie, ale i mniej transparentnie. Natomiast moja ulubiona w wersji Pour Homme sucho-drzewna, ostra jak brzytwa baza sprawia tu wrażenie stępionej i bardziej subtelnej, choć – podobnie jak w przypadku protoplasty – trwa na skórze dobre kilkanaście godzin, dając o sobie znać w delikatny acz stanowczy sposób.

BvlgariPourHommeExt

Pour Homme Extreme jest więc z jednej strony pełniejszą, ale z drugiej – co zaskakujące – łagodniejszą (w rozumieniu – mniej ostrą i mniej agresywną) wersją klasyka. Można by rzec, że jest bardziej wyrafinowana. Jest też na pewno nieco mniej projektująca, bardziej przyskórna. Samo otwarcie zdecydowanie bardziej przykuwa uwagę swą zielonością. Praktycznie od razu „czujemy” ten zapach, nie musimy – tak, jak w przypadku Pour Homme – czekać, aż usadowi się na skórze i zacznie projektować fazą serca. Pod tym względem wersja Extreme jest bardziej otwarta i może bardziej zachęcać do sięgnięcia po nią, aniżeli wymagająca pewnej cierpliwości Pour Homme. Jest w niej więcej esencji, więc siłą rzeczy nie jest to zapach tak transparentny, minimalistyczny i zaskakujący, jak wersja klasyczna, którą osobiście preferuję. I tak sobie myślę, że idealnie byłoby połączyć obie wersje dla uzyskania pełniejszego i soczystszego aromatu herbaciano-przyprawowego bez tracenia tej zjawiskowej, suche, ostrej, męskiej bazy. Pozostaje więc użyć obu pachnideł na raz, co zrobię na pewno przy najbliższej okazji. Niemniej Pour Homme Extreme jest zdecydowanie warte polecenia, szczególnie jeżeli ascetyzm i surowość Pour Homme są dla kogoś przeszkodą. Ja oceniam ten zapach oczko niżej od protoplasty, ale to tylko po to, by pokazać różnicę pomiędzy obiema wersjami. Równie dobrze mógłbym dać mu 5 gwiazdek…

BVLGARI POUR HOMME EXTREME 100ML

nuty głowy: herbata Darjeeling, lilia wodna

nuty serca: drewno gwajakowe, czarny pieprz

nuty bazy: transparentna ambra, piżmo

twórca: Jacques Cavallier

rok premiery: 1999

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Pour Homme Soir

Przedstawiony 10 lat premierze klasyka Pour Homme Soir dopełnia tercet, proponując wszakże inne ujęcie eleganckiej męskości. Także i tym razem motywem przewodnim jest herbata Darjeeling, z tym że tu została ona przyobleczona w spora dawkę drzewnego cashmeranu. Efektem jest zapach owszem przyjemny, świeży, o ładnym akordzie otwarcia i miłym aromacie w fazie serca. Baza jest jednak nie tylko krótkotrwała, ale i – jak dla mnie – dość nijaka. Odległa od intrygującej, zapadającej w pamięć bazy pierwszego Pour Homme, który – tego jestem już pewien – będzie moim ulubionym spośród wszystkich trzech opisanych. Soir to wg mnie niestety najmniej przekonująca cześć trójcy.

 

bvlgari ph soir

nuty głowy: herbata Darjeeling

nuty serca: drewno papirusowe

nuty bazy: ambra, piżmo

twórca: 

rok premiery: 2006

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ****

Reklamy

6 thoughts on “Bvlgari Pour Homme – niedoceniany męski klasyk

  1. Nie spodziewałem się, że jeszcze zobaczę na tym blogu tak wysoką ocenę zapachu marki Bvlgari Jestem miło zaskoczony 🙂

  2. Bardzo zastanowiła mnie ta recenzja.
    Sporo lat temu kupiłem ten zapach w ciemno, bo była okazja… cenowa,
    a marka robiła na mnie wrażenie. 🙂
    Męczyłem się z nim długo, bo jakoś mnie nie przekonywał.
    A ponieważ w mojej baterii nietrafionych zapachów było już tłoczno…
    W końcu skończył jako odświeżacz powietrza.
    Muszę chyba wrócić do testów.
    Może mój niewyrobiony wtedy gust się zmienił? 🙂

  3. Uwielbiam Bvlgari. Jestem wierny od lat. Mam kilka swoich ulubionych zapachów na półce. To jakość, która nigdy nie zawodzi. Też wysoko oceniam.

  4. Bulgari kupiłem na lotnisku we Frankfurcie krótko po premierze. Zapach z blotera mnie uwiódł, ale… no właśnie, ale! To jedyny zapach, który mnie uczuła! Skóra robiła się po aplikacji piekąca, zaczerwieniona i lekko „kalafiorowata”. Szkoda, bo zapach piękny. Jeszcze kiedyś spróbuje, na pewno jest po reformulacji (tak zakładam) i może nie będzie uczulał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s