Paco Rabanne „Invictus” – niezwyciężona bestia czy g. w amforze?

Nachalność telewizyjnych reklam tego zapachu w okresie przedświątecznym przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Ale że reklama dźwignią handlu, postanowiłem zainwestować w pakiet próbek najnowszego zapachu marki Paco Rabanne Invictus, by sprawdzić jaki to zapach i czy działa na kobiety podobnie, jak to widać w reklamie 😉 Poczułem też rzadki u mnie kronikarski obowiązek, by przetestować tę ciecz na własnej skórze, a następnie skrobnąć kilka zdań na blogu, by zwiększyć jego oglądalność (a jakże!), bo wciąż ta nudna i droga jak piorun „nisza”, a tu na około tyle się dzieje…

Ale po kolei. Marka Paco Rabanne nie znaczy dziś zbyt wiele, ale faktem jest, że kilka lat temu zdrowo namieszała na rynku perfum męskich za pomocą – jak się później okazało – absolutnego bestsellera 1 Million. Fenomen tego zapachu próbowało już zrozumieć i opisać wielu (ja niestety nie czułem się nigdy na siłach, ale może kiedyś? Pożyjemy – zobaczymy). Oto pięć lat po premierze jednego miliona, który przyniósł kolejne miliony (euro), nadszedł czas na zapach zwycięzcy lub raczej niezwyciężonego (w rankingach sprzedaży). To chyba oczywiste.

PACO-RABANNE_INVICTUS_MAKING-OF_5

Zespół mniej i bardziej szacownych perfumiarzy zasiadł do pracy nad Invictusem, który – czego jestem na 99% pewien – miał co najmniej powtórzyć komercyjny sukces One Million, jeśli go nawet nie przebić. Gdy patrzę na listę płac, zachodzę w głowę, co też tam robił utytułowany, doświadczony i piekielnie zdolny Dominique Ropion? Co utalentowany i już niedługo nadworny w Chanelu Olivier Polge?  A co robiła tam doświadczona i świetna Anne Flipo? Odpowiedź jest prosta – zarabiali na życie. Wygrali typowy w branży perfumowej przetarg, czy też konkurs ofert. W odpowiedzi na brief przesłany między innymi im (a konkretnie ich pracodawcy, firmie Inernational Flavors & Fragrances) przesłali próbki zapachu. Zostali wybrani. I stworzyli potwora. Inaczej nie potrafię bowiem nazwać tego, co wydobywa się z atomizera Invictusa… 

Plastikowa, odrażająca nuta, podobno morska, z początkowo bardzo wyraźną dawką kamfory (zapach znanej maści rozgrzewającej używanej gremialnie przez bywalców osiedlowych siłowni, co w sumie nieźle współgra z kampanią reklamową…) zatopiona w nieprawdopodobnie syntetycznej, mdlącej, słodkiej miksturze składników, z których żaden nie jest możliwy do rozpoznania (ten ulep ma być nutą gwajaku?!). Nie o to zresztą chodzi. Perfumy mają przede wszystkim pachnieć, a te…, przepraszam za kolokwializm, śmierdzą od początku do końca, przy czym jeden od drugiego niewiele się różni. Naturalnie z czasem uchodzi z niego kamfora, a całość staje się okrutnie mdła i tak trwa już do końca. Odległego końca, bo jak na złość Invictus ma naprawdę świetne parametry użytkowe – pachnie mocno, wyraźnie i bardzo długo. Wręcz nie chce zejść ze skóry!

invictusm

Kilkukrotne globalne użycie tego zapachu utwierdziło mnie też w przekonaniu, że Invictus zwraca uwagę otoczenia. Oj tak! Najpierw kolega z biura zauważył, że pachnę jakoś inaczej, niż zwykle (a kolega zna moje upodobania i często wyraża się pochlebnie o noszonych przez mnie perfumach). Innym razem – w ramach testowania odbioru Invictusa wśród kobiet – naraziłem na jego działanie moją żonę, otrzymując wczesnym wieczorem, po całodniowym przebywaniu w jej towarzystwie, komentarz, że tym razem ciężko znosi te moje perfumy. Muszę wszakże dodać, że moje absolutnie pierwsze testy Invictusa, jeszcze na papierku testowym, a później na skórze, były też pierwszymi znakami ostrzegawczymi. Nie wierzyłem, że to może aż tak cuchnąć, więc testowałem dalej. Ale już wystarczy. Dosyć. Stop!

Panowie! Jeżeli nie musicie, nie używajcie Invictusa. Jeżeli wyglądacie tak, jak ten pan z reklamy telewizyjnej, to po pierwsze gratuluję sylwetki, po drugie uważam, że zasługujecie na lepsze perfumy! Nie dajcie się złowić specom od marketingu i sprzedaży. Nie kupujcie tego paskudztwa, a zniknie ono z półek szybciej, niż się na nich pojawiło.

Drogie Panie! Nie kupujcie swoim mężczyznom tego zapachu. Jeżeli już skądś go mają i używają, nie chwalcie ich, że ładnie pachną (chyba, że mówicie to szczerze, bo szczerość jest przecież najważniejsza…). Zachęćcie ich raczej, by postawili sobie oryginalny flakonik na półeczce jako ozdobę i wybierzcie się razem do perfumerii w poszukiwaniu czegoś, co… pachnie.

Nie promujmy wśród nas samych paskudnej miernoty, gdy mamy wybór. Jest wiele wspaniałych pachnideł. Sięgajmy po nie. Bestię zaś spuśćmy do piekieł… A na Sylwestrowy bal użyjmy czegoś innego. Od biedy może być… 1 Million.

invictus

nuty górne: grejpfrut, akord morski

nuty środkowe: wawrzyn, drewno gwajakowe

nuty dolne: paczula, ambra

twórcy: Veronique Nyberg, Anne Flipo, Dominique Ropion, Olivier Polge

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: fatalny
  • projekcja: bardzo dobra
  • trwałość: ponad 10 godz
Reklamy

17 thoughts on “Paco Rabanne „Invictus” – niezwyciężona bestia czy g. w amforze?

  1. Gdyby gość z reklamy przeczytał Twój wpis jego obwód w bicepsie spadł by o 10cm ;P Co racja, to racja zapach jest wręcz paskudny. Moje pierwsze skojarzenia gdy go poznałem to przepocony strój sportowy zawinięty w foliową siatkę, tragedia ;p

  2. Dostałem go w prezencie zaraz po premierze, dramat . Dramat 50ml ale na szczęście za nie długo będzie koniec a miejsce tego g***a zajmie flaszka czegoś co sam kupiłem .

  3. Ostro! Ale jak by powiedzieli Anglicy: „I couldn’t agree more”! Invictus jest dla mnie czymś potwornym nie tylko ze względu na sam zapach. Flakon jest istnym koszmarkiem – dla mnie urna nie żaden puchar, Film reklamowy jest stekiem kiczu. No chyba, że to wszystko ma być traktowane z przymrużeniem oka, bo model do nas mruga na koniec 😉 No i teraz ciekawostka – we wszystkich perfumeriach sieciowych zapach ten wspiął się przed Świętami na szczyty sprzedażowe. Tak więc cel osiągnięty. Obawiam się, że tak szybko z półek nie spadnie.

    1. Po raz kolejny więc zadziały sprawdzone metody reklamy. Pogratulować odpowiedzialnym z kampanie reklamową. Swoją drogą ciekaw jestem, czy długo utrzyma się w pierwszych 10-kach sprzedaży w sieciówkach. Pewnie długo, skoro u nas hitem są telewizyjne twory typu Warshaw Shore.

  4. Cudowny wpis. Nie wiedziałem, że tak ładnie umiesz zmieszać z błotem tego potwora 🙂
    Współczuję doświadczeń z Invictusem, podziwiam samozaparcie i poświęcenie dla wyższego dobra Zapoznania nas z zapachem na Twoim blogu. Pozdrawiam.

    1. Czego się nie robi dla słupków oglądalności 😉 A tak poważnie, to w ten sposób odreagowałem tę bzdurną reklamę i dramatyczny poziom tego zapachu. Dramatyczny.

  5. hahahaha, ależ się uśmiałem (i przeczytałem dwa razy)… widać obecność Paco w telewizyjnej ramówce, musiał Cię Marcinie mocno zirytować – bo odnoszę wrażenie, że to Twój najbardziej złośliwy wpis EVER!… 😀

    zazwyczaj jesteś powściągliwy w osądach i słownictwie – a tu równie otwarty pojazd po Paco (nie powiem że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyłeś), jak swego czasu u mnie przy Gucci Made to Measure + otwarta sugestia możliwej inwektywy w nagłówku… normalnie kolegi nie poznaję i duże brawa, bo wpis wyszedł ci przednio… 😀

    ale masz rację i w pełni podzielam Twoją opinię, trzeba ludzi przestrzegać i próbować nakłonić by nie kupowali podobnych popłuczyn – bo jeśli będą kupować, to producenci uznają, że przejdzie dosłownie wszystko i poziom spadnie do zera, jak w Puma Sync Man, które jest tak denne, że przebiło w mym odczuciu nawet Gucci… 😉
    pozdrawiam pirath

    1. Dziękuję za uznanie. Szczególnie cenne bo pochodzi od kogoś, kto nie ma sobie równych w ciętych, często miażdżących recenzjach. 🙂 W przypadku Invictusa moja powściągliwość gdzieś przepadła. Nie można o tym czymś pisać powściągliwie. Tzn. ja nie umiałem. 🙂 Czytałem Twoją reckę Made to Measure krótko po tym, jak testowałem to to w perfumerii wolnocłowej. Cóż, że przytoczę kolegę komentującego wcześniej, „I couldn’t agree more!”. 🙂

      Puma Sync Man?? Jezu, jak to w ogóle brzmi????

      1. Dziękuję, bardzo mi miło to słyszeć, zwłaszcza, że jako mój mentor i ojciec chrzestny perfumomanii – to Ty stworzyłeś tego potwora… 😀
        A co do invictusa, zgadzam się, że pewnych rzeczy nie da się wyrazić z dystansem, powściągliwie i taktownie – czasem by odnieść skutek trzeba wyrazić się w paru prostych żołnierskich słowach i aby zamorzony cel osiągnąć… a że w dodatku zabawnie i z atrakcjami dla czytających – to tylko dodatkowy plus… 🙂

        i tak jak napisał Ravjan, flakon jest równie obciachowy i kojarzę go bardziej z kiczowatą urną ala Versace, niż trofeum zwycięzcy… Paco słynie ze swoich agresywnych kampanii reklamowych, na które nie szczędzi środków, więc nie dziwota, że odniesie skutek i zakładany poziom sprzedaży, jak było w przypadku Miliona… nie ważne jak to jest badziewne, ludzie ufnie wierzą, że pewnie jest super, bo widzą kawał przypakowanego miecha (golizna zawsze się sprzedawała), a panie dodatkowo widzą archetyp samca o jakim podświadomie marzą u swego boku… w końcu reklama nie jest od pokazywania rzeczywistości, a sprzedaż perfum polega na wmawianiu ludziom wyimaginowanych, nieistniejących pragnień, które reklamowany zapach ma w mistyczny sposób zaspokoić… to tylko sztucznie wykreowana iluzja, ale widać bardzo sugestywna, skoro te szczyny stały się bestsellerem… nie wspominając o tym ilu nabywców nakręca sam awans społeczny dla posiadania topowego bestsellera… 🙂

        a co do Pumy, to wyobraź sobie, że nazywa się mimo wszystko lepiej niż pachnie… 🙂

  6. Witam,bardzo szanuję Twoje opisy do zapachów niszowych i mniej niszowych ale nie podoba mnie się odradzanie ludziom tego zapachu!! Został on stworzony dla pewnej grupy społecznej i trzeba sie z tym pogodzić.. A takie na siłe odpychanie niezbyt profesjonalne, osobiscie nie jest to zapach powalający ale jak wspomniałes zrobili go genialni perfumiarze i trzeba patrzeć pod tym kątem. Pozdrawiam serdecznie i czekam na bardziej obiektywne recenzje.

    1. Fakt że zrobili ten zapach wybitni perfumiarze, nie może być moim zdaniem podstawą dla jego dobrej oceny. Rozumiem, że gdybym w moim wpisie z równym zaangażowaniem namawiał do kupna Invictusa i zachwalał go, nie skomentowałbyś tego? Dlaczego? Bo recenzja byłaby po Twojej myśli? Z reguły opisuję perfumy, które mnie poruszają – w pozytywny sposób. Wówczas z zaangażowaniem wychwalam je w swoich recenzjach. Invictus poruszył mnie, owszem, ale w sposób negatywny. Napisałem więc o tym w sposób równie zaangażowany (a także z odrobiną przymrużenia oka, co – mam nadzieję – da się zauważyć).

      Jestem przekonany, że osoby czytające tę i inne moje recenzje zdają sobie sprawę, że to co w nich piszę, to wyłącznie moje subiektywne (nigdy nie obiektywne) o tych zapachach zdanie. A każdy ma przecież swój gust i może samemu ocenić (w przypadku Invictusa jest to tym łatwiejsze, że jest dostępny w każdej perfumerii sieciowej).

      Pozdrawiam.

      1. to tak jak byś mi zabronił spotykania się z brunetkami bo tobie się nie podobają… albo nie pij pepsi bo cola jest lepsza… chyba poniosło cię…. pomyśl

  7. Wpis wyjątkowo bufoniarski. O gustach się nie dyskutuje. Czy nie lepiej by było skupić się na konkretach, typu jest to zapach z grupy morskich, z domieszką tego i owego i nie dyktować ludziom co mają kupować, a czego nie. Ktoś może Twój gust uznać za wieśniacki i obciachowy. Po co tyle żółci wylewać? To tak jakby recenzować Polonez B-dur Chopina i sugerować, żeby go nie słuchać, bo Chopin jak go komponował był gówniarzem i że Polonez As-dur jest na o wiele wyższym poziomie. Używałem Invictusa i mam z nim bardzo miłe romantyczne skojarzenia, niemające nic wspólnego z bicepsami i siłownią ale chwilami spędzonymi z ukochaną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s