nu_be – zapachy Wielkiego Wybuchu

Interesujące czasy nastały dla wielbicieli perfum niszowych. Prawdziwy wysyp nowych marek i projektów, które prześcigają się w koncepcjach i pomysłach. Konkurencja stymuluje pomysłowość i rozwój, to pewne. Z jednej strony pojawiają się (lub reaktywowane są) marki o historycznych korzeniach, bazujące na tradycji i klasycznym podejściu to perfum (np. Robert Piguet, Grossmith). Z drugiej niespokojnie pulsują umysły nowatorów, spadkobierców wspaniałej awangardowej tradycji Comme des Garcons, animatorów chcących zaskoczyć rynek czymś nowym, a wręcz nowatorskim (np. Geza Schoen i jego Escentric Molecules, Blood Concept). Do tej drugiej grupy niewątpliwie zaliczyć trzeba bardzo intrygujący projekt nu_be, który zadebiutował w zeszłym roku.

Już sama nazwa sugeruje nowy zapachowy byt, ale czy tak jest faktycznie? Co zostaje, gdy już odrzemy z nich marketingową otoczkę? Przecież – koniec końców – chodzi o to, jak perfumy pachną po ich użyciu na skórze, a nie o to, w jaki koncept się wpisują, jakie dorobiono do nich historie, czy jakie opowieści inspirują one w głowach recenzentów bądź zapachowych blogerów… Czyż nie tak? Marketingowe zabiegi mają spowodować jedno – decyzję o zakupie. Dopiero później przychodzi spokojniejsza ocena tego, jak faktycznie dane perfumy pachną. Bywa, że jest to chłodny, a nawet zimny prysznic… 

Spróbuję skonfrontować wizje i opisy twórców nu_be z moim subiektywnym odbiorem ich zapachów.

nubeperfume_1347449548_600

Twórcy marki postanowili cofnąć się w czasy bardzo odległe, dotąd eksplorowane jedynie teoretycznie i doświadczalnie przez kosmologów, astronomów i fizyków. Do początków świata, do tego, co stało się zaraz po Wielkim Wybuchu. Do pierwotnych cząstek – budulców wszechrzeczy – helu, wodoru, litu, węgla i tlenu. Zadanie przekucia tych pierwiastków w zapachy postawili – co niezwykle dla powodzenia projektu istotne – przed najwyższej klasy specjalistami w zakresie sztuki olfaktorii, którzy w sposób doskonały poruszają się także wśród współczesnych syntetycznych aromamolekuł, niezbędnych dla osiągnięcia efektu nowoczesności. Nazwiska Francoise Caron (m.in. Le Labo), Antoine Lie (Comme des Garcons, Etat Libre d’Orange), Sylvie Fischer i Nicolas Bonneville mówią same za siebie. Efekt prac tych twórców oraz pomysłodawców z nu_be to zestaw pięciu uniseksowych kompozycji zapachowych, z których cztery śmiało nazwę oryginalnymi, a nawet nowatorskimi, zaś jedna to kopia bardzo dobrego  i znanego zapachu, który doczekał się już wielu innych kopii, ale o tym później…

Próbując odnaleźć jakieś adekwatne określenie na to, czym są zapachu nu_be stwierdziłem, że stanowią one olfaktoryczny odpowiednik muzyki ambient. Perfumy ambientowe – to chyba dość trafne określenie. Inspirowane otoczeniem człowieka i w to otoczenie się wpisujące, wkomponowujące. Niedominujące otoczenia, za to pulsujące gdzieś w tle, szemrające, drgające, obecne. Podejrzewam, że niektóre z nich ([8O], [2He]), gdy użyte, mogą zostać odebrane przez ludzkie otoczenie nie jako perfumy, a raczej jako zapachy przyniesione na sobie gdzieś z zewnątrz, z dworu bądź z jakiegoś innego konkretnego miejsca, ale na pewno nie z perfumerii…

Koncept został „odziany” w niezwykle proste, wręcz ubogie flakony w kształcie walca, z minimalistycznym nadrukiem, a całość pakowana jest w charakterystyczne pudełka wykonane z szarego, przypominającego barwą beton, styropianu. Oryginalnie.

nu_be

 [6C] – węgiel

Najbardziej przyprawowa i ciepła mieszanka w zestawie, otwierająca się bukietem ostrych przypraw i gładko przechodząca w akord mineralno-żywiczny, zdecydowanie ciemny, a nawet czarny jak… węgiel. Trzeba przyznać, że Francoise Caron w sposób bardzo sugestywny „zobrazowała olfaktorycznie” pierwiastek, który ludziom kojarzy się głównie jako kopalina – źródło ciepła, dające poczucie bezpieczeństwa, ale przecież – przede wszystkim – jest podstawowym budulcem substancji organicznych i organizmów żywych.

Przy całej swojej oryginalności i unikatowości można znaleźć inne znane pachnidła, które [6C] przypomina, choć nie są one oczywiście identyczne. Chodzi raczej o wskazanie kierunku, obszaru, zapachowej charakterystyki. Przede wszystkim Black Cashmere od Donny Karan, a także IKON Zirh. Należy przy tym zaznaczyć, że [6C] jest w tym towarzystwie zdecydowanie najmniej tradycyjnie perfumowy, najbardziej surowy i awangardowy, bliski estetyce perfum Comme des Garcons z najlepszych czasów. Zdecydowanie interesujące i wyróżniające się w ofercie nu_be pachnidło.

carbon_title

podstawowe składniki: imbir, czarny pieprz, kwiat pieprzu, irys, zioła, żywice, drewno sandałowe

nos: Francoise Caron

 

 

[8O] – tlen

Antoine Lie podjął się przetłumaczenia tlenu, a konkretnie „natlenionego drewna” – jak sam to określa –  na zapach i… stworzył coś zupełnie niesamowitego. Ja wąchając [8O] mam inne skojarzenie – bez rozbierania zapachu na wyczuwalne nuty – to świeże powietrze, jakie wnosi do domu na swej skórze i we włosach osoba po długim spacerze, gdy na dworze jest wietrznie, a temperatura nie przekracza 20 stopni Celsjusza. Wspaniałe i niezwykle sugestywne olfaktoryczne studium, które ma jednakowoż jedną zasadniczą wadę, niestety. Jest ulotne jak… powietrze. Trwa na mojej skórze maksymalnie trzy godziny. Pewien jestem, że w przypadku takiej zapachowej formuły (lekkiej, zwiewnej, pełnej wiatru) trudno jest zapach utrwalić bez – tak naprawdę – zniszczenia jego niezwykłej natury. Stąd kiepską trwałość kładę na karb konceptu i przymykam na nią oko, bo sam zapach jest prawdziwie nowatorski i niezwykle uroczy. Gdy się bardziej wwąchać, poczuć można subtelne nuty drzewne oraz wetiwer, a odległe skojarzenie, jakie pojawia się w mojej niepoprawnej pamięci to Eau de Iceberg 74 Pour Homme, gdyby pozbawić go cytrusów. Kluczową rolę w nadaniu zapachu „świeżego podmuchu” odgrywają użyte w formule w ilości przedawkowanej (overdose) aldehydy zaś syntetyczne piżma powoduję ów efekt uwięzienia woni powietrza we włosach i na skórze. Zaiste intrygujący zapach i – póki co – mój wybór, jeśli chodzi nu_be.

oxygen_title

podstawowe składniki: aldehydy, piżmo, szafran, kadzidło, pieprz, wetiwer

nos: Antoine Lie

 

 

[1H] – wodór

Kolejne dziełko Antoine Lie’a, perfumiarza odważnego, poszukującego i awangardowego. Potraktował on wodór jako główny budulec otaczającego nas świata, więc w formule zapachu postanowił zawrzeć składniki reprezentujące różne aspekty materii: przyprawy, drewna, piżma, zioła, mech drzewny, owoce i kwiaty. Mieszankę wprawił w wibracje przy pomocy aldehydów (których zdaje się  być miłośnikiem). Efektem jest bardzo osobliwa, świeżo-zielono-wodna woń, w której początkowo dominuje aspekt aldehydowo-owocowo (melon)-zielony (bazylia), przypominający mi troszkę estetykę Comme des Garcons z czasów Odeur 53Odeur 71. Ten akord trwa na skórze, tracąc nieco z wyrazistości, ale będąc co kilkadziesiąt sekund na przemian wyczuwalny i niewyczuwalny, co prawdopodobnie wynika z magicznej, unoszącej roli aldehydów. Dzięki nim woń ze spryskanego zgięcia w łokciu co chwilę dolatuje do mych nozdrzy budząc moje zaintrygowanie. Dziwny to zapach i wymykający się klasyfikacjom, niebanalny, ale w jakiś sposób łatwy i przyjemny, a chwilami nawet dziwnie prymitywny…

hydrogen_title

podstawowe składniki: aldehydy, przyprawy, drewna, wanilia, piżma, bazylia, mech drzewny, melon, mandarynka, jaśmin

nos: Antoine Lie

 

 

[2He] – hel

Niespodziewanie bogaty, słodkawo-przyprawowy, z wyraźną nutą tytoniu oraz cynamonu [2He] okazuje się być bliskim krewnym bardzo przeze mnie lubianego Burberry London for Men i wszystkich innych jego kopii (np. Oriflame Architect, CK One Shock for Him). Rzut oka na główne składniki i już widać wiele cech wspólnych: bergamotka, liść tytoniu, cynamon, gwajak, żywice. Trzeba przyznać, że to dość osobliwa i – mam wrażenie – luźna, a przez to mocno naciągana interpretacja konkretnego tematu, jakim jest hel. Z całej piątki [2He] jest z pewnością najbliższy tradycyjnym perfumom, choć wciąż pachnie nowocześnie i naprawdę ładnie (tym bardziej, że bardzo lubię tytoń/ tabakę w perfumach, a tu nuta ta od pierwszych sekund brzmi donośnie i uroczo). To także najmniej oryginalny z „cząsteczkowych pachnideł” i jedyny, który sprawia wrażenie nieco bardziej męskiego, niż damskiego. Trochę też niepasujący do pozostałych przez swą wtórność i …. zwyczajność. Bezpieczny i mało ekscytujący, choć – – podkreślam – naprawdę ładny.

helium_title

podstawowe składniki: bergamotka, irys, róża, benzoes, styrax, cynamon, paczula, gwajak, tabaka, wetyweria

nos: Sylvie Fischer

 

 

[3Li] – Lit

Zaskakująca kompozycja skórzana z akcentami krzemiennymi w pierwszym etapie, w którym całkiem wyraźnie brzmi także lekko marchwiowe kłącze irysa oraz z subtelnie zaznaczoną, ale wyczuwalną różą w sercu. Baza to woń skórzana we współczesny sposób, poskładana z piżm, paczuli i cedru oraz śladów safraleineWg twórcy zapach jest pełen kontrastów, ale ja tego nie wyczuwam. Jest bardzo dobrze i przekonująco poskładany, pachnie konsekwentnie, niebanalnie i naprawdę unikatowo. [3Li] to intrygujące pachnidło, jedno z najlepszych w zestawie, no i nie potrafię znaleźć w mej zapachowej pamięci czegoś podobnego, co już samo w sobie jest sukcesem…

lithium_title

podstawowe składniki: cedr, paczula, piżmo, przyprawy, róża, irys, szafran

nos: Nicolas Bonneville

 

 

Jak więc ma się cała ta awangardowa otoczka do samych zapachów? Przyznam, że całkiem nieźle. Poza zaskakująco plagiatorskim (ale to już nie pierwszy raz w niszy) [2He] pozostałe zapachy są faktycznie czymś dość świeżym, nowym i wymagającym pewnego czasu dla przyzwyczajenia się nosa. Intrygująco obrazują poszczególne cząsteczki pierwotne pozostając przy tym zupełnie noszalnymi perfumami. Powinny zainteresować wszystkich fanów Comme des Garcons z czasów, gdy marka ta przekraczała granice i wyznaczała niszowe kierunki w perfumerii (czego dziś już nie czyni). nu_be nie są co prawda aż tak rewolucyjne jak – powiedzmy – cykl Sythetic czy Odeur CdG, ale z pewnością mają w sobie – nomen omen – pierwiastek nowości i nowatorstwa, a to już coś.

PS. Zapachy nu_be można przetestować i nabyć w krakowskiej perfumerii Lulua.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s