Creed „Himalaya”

Tworząc Himalaya Olivier Creed czerpał inspiracje z legendarnego pasma górskiego, którego piękno, potęgę, ale i zdradliwość poznał podczas odbytej tam wspinaczki. Tak przynajmniej głosi oficjalna strona Creeda. W istocie zapach całkiem nieźle koresponduje z kryształowo mroźnym i rześkim powiewem górskiego powietrza.

Himalaya pochodzi z 2002 roku, a więc powstał nie tak dawno temu. Wpisuje się w panująca wówczas estetykę męskich perfum – świeżą i raczej syntetyczną. Biorąc pod uwagę dość jednak tradycyjną estetykę zapachową, jakiej hołduje Creed, ta kompozycja jest wyjątkowo nowoczesna i mainstreamowa. 

Moje pierwsze testy tych perfum skutkowały pewną konsternacją i wątpliwościami. Z poznanych bowiem dotąd przeze mnie zapachów Creeda, którą to markę darzę sporą estymą, Himalaya wydały mi się dziwnie płaskie, jakby niewyraźne i zaskakująco syntetyczne. Nie w sensie składu (syntetyki występują z pewnością we wszystkich perfumach Creeda), ile charakteru. Poza tym zaskoczyły mnie in minus delikatną mocą i nieprzekonującą projekcją (choć, jak się później okazało, złudną). Jako że wolę i staram się w miarę możliwości oceniać perfumy po bliższym i dłuższym zapoznaniu się z nimi, dałem Himalaya czas. Ponosiłem je kilka dni i spokojnie je „obserwowałem”. Okazało się, że dobrze zrobiłem, bo czas zadziałał na ich korzyść, choć pod pewnymi warunkami, o których później.

Himalaya ewoluują na skórze w sposób minimalny, zachowując przez niemal cały czas świeży charakter. Dość sztampowe, syntetyczne cytrusowe otwarcie, przypominające nieco Green Irish Tweed, obdarty z jego cudnej naturalności oraz „maślanego” irysa, jest wstępem do serca zapachu, w którym rządzi skrzący się różowy pieprz z odrobiną muszkatu, idealnie uzupełniony jagodą jałowca i oparty na solidnej, lekusieńko słodkiej sandałowej, charakterystycznej dla Creeda bazie. Praktycznie od razu czuję, że nie poskąpiono w formule białych piżm, które z czasem uwidaczniają się bardziej, tworząc pomost pomiędzy sercem, a ciepłą, zmysłową, subtelnie tonkową bazą. 

Nosząc Himalayę przez myśl przechodzą mi różne skojarzenia, poczynając od wspomnianych reminiscencji Green Irish Tweed w otwarciu, poprzez wibrującą  świeżości Bleu de Chanel (szczególnie w sercu), aż po bazę, która przywodzi mi na myśl Platinum Egoiste. Prawda, że ciekawie?

Testując Himalaya należy przede wszystkim „wyłączyć” oczekiwania i wyobrażenia dotyczące treści (nie jakości!) i zdać się na to, co poczujemy – koniecznie na sobie, w dość obfitej ilości, bo należy tu zaznaczyć, że jest to zapach o nienachalnej mocy, choć konsekwentnej i obecnej projekcji. Na usta ciśnie się francuskie sillage, czyli zapachowy ogon, który w przypadku Himalaya, podobnie jak i innych znanych mi Creedów, jest jak najbardziej obecny. Jednak warunkiem kontemplowania tego zapachu jest sowita aplikacja. Na mojej skórze w sposób wyraźny utrzymuje się on ok. 10 godzin.

Mógłbym tu oczywiście skrytykować zapach za te mogące wzbudzać wątpliwości cechy użytkowe (zresztą odnajduje to jednak swoje odbicie w mojej końcowej ocenie), ale mam wrażenie, że jest to efekt zamysłu twórcy. Himalaya robi bowiem na mnie wrażenie idealnego współczesnego zapachu korporacyjnego, biznesowego. Grzecznego, nienachalnego, pachnącego klasowo i z charakterem, bo tego Creedowi odmówić nie sposób. Nazwać Himalaya współczesną, nowoczesną wersją Green Irish Tweed wcale nie byłoby przesadzone. Jeśli bowiem dla kogoś GIT to zbyt wiele, Himalaya będzie strzałem w dziesiątkę. Biorąc to wszystko pod uwagę w mojej ocenie te perfumy zasługują na solidną „czwórkę”, szczególnie gdy zestawię je z innymi pachnidłami tej marki.

Perfumy zamknięte zostały w tradycyjnym flakonie Creeda, jednak w bardzo charakterystycznej srebrnej, przypominającej mroźną szadź, barwie. Idealnie współgra ona z nazwą, tematyką i charakterem zapachu.  W tym miejscu muszę napisać parę słów o atomizerze. Creed stosuje genialne atomizery. Prócz tego, że rozpylają piękne chmury pachnących drobinek (dzięki czemu zapach odpowiednio napowietrzony żyje na skórze praktycznie od razu), to jeszcze mają możliwość regulacji ich wielkości – od krótkiej, delikatnej dawki, aż po potężną mgłę. Rewelacja i wzór godny naśladowania.

nuty górne: grejpfrut, bergamotka, cytryna, mandarynka

nuty środkowe: jagoda jałowca, gałka muszkatołowa, drewno sandałowe, różowy pieprz, wetiwer

nuty dolne: piżmo, szara ambra, tonka

twórca: Olivier Creed

rok wprowadzenia: 2002

moja klasyfikacja: nowoczesny, świeży i subtelny, nieco syntetyczny; dość minimalistyczny; uniwersalny z przechyłem na wiosnę/lato; nie narzucający się,

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 4,5/ flakon: 5

Reklamy

8 uwag do wpisu “Creed „Himalaya”

  1. Podobno Creed Himalaya jest podobny do Paco Rabanne XS Pour Homme. Czy autor bloga mógłby potwierdzić lub zaprzeczyć (jeżeli oczywiście zna XS)?

    Na marginesie chciałbym dodać, że czasami nasz podpis wcale nie bierze się z problemów emocjonalnych, a jedynie z dystansu do siebie i poczucia humoru. Bo coś nas tak bardzo rozbawiło, że aż chce się do tego podejść satyrycznie… No ale często jest tak, że oceniamy innych, przez pryzmat własnych cech i zachowań 😉

    1. Znam oczywiście XS. Dla mnie XS i Himalaya to różne pachnidła. Ale polecam testy, bo każdy – jak się okazuje – czuje inaczej.
      Tu – na marginesie – prośba z mojej strony, by Szanowny Czytelnik nie przenosił swych forumowych frustracji na mojego bloga, bo zaczyna to wszystko wykraczać daleko poza ogólnie przyjęte w społeczności Internetowej normy. Zawsze mile widziane są tu komentarze merytoryczne. Inne będę traktował jako trollowanie i będę je zwyczajnie usuwał.
      Pozdrawiam 🙂

  2. Dziękuję za odpowiedź. W takim razie przetestuję Creed Himalaya, choć sądząc po recenzji nie należy spodziewać się cudów, ale z ciekawości sprawdzę, bo szukam czegoś w stylu Platinum Egoiste (w sensie estetyki, niekoniecznie kompozycji), który ponoć się zmienił na gorsze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s