Le Labo (2) – „Santal 33” i „Musc 25”

Frank Voelkl (Firmenich), twórca m.in. ZIRH IKON, Dunhill Excentric, Kenneth Cole Reaction for Men, Kenneth Cole Signature, Kenneth Cole RVSP, Le Labo Baie Rose 26, Sarah Jessica Parker Covet);

Santal 33 

Sandałowców było i jest wiele, ale przy Santal 33 wszystkie inne mi znane tracą blask. Oto – jak dla mnie – drzewny zapach doskonały. Nikt dotąd nie przekonał mnie lepiej do swej wizji perfum z sandałowcem w roli głównej, niż Frank Voelkl. Te niezwykłe perfumy to oczywiście nie tylko tytułowy sandałowiec. Rzecz zawiera w sobie zarówno kardamon, jak i składniki kojarzące się z kwiatami, ale kwiatowymi w swym charakterze nie będące (kłącze irysa i liść fiołka). Jest także doskonale uzupełniający drzewność kompozycji cedr oraz sprawca chyba największego „zamieszania” – papirus. Całość jednak nie byłaby tym, czym jest, gdyby nie magia syntetycznych molekuł. Bo to właśnie one nadają współczesnym perfumom życia. W tym przypadku Ambrox, zwany także Ambroxanem. Tak, tak. Ten sam, na którego postawił Geza Schoen w swej Molecule 02. Ten sam, który znajdziemy w wielu współczesnych drzewnych kompozycjach, bo perfumiarze znają jego magię i jego niezwykły wpływ na uwydatnienia i wzbogacanie nut drzewnych w perfumach. Do tego wszystkiego należy wspomnieć o niezwykle wysokiej koncentracji składników (30% pachnącego wsadu (!), co wg perfumiarskich zasad stanowi ekstrakt perfumowy) oraz niewątpliwy talent i warsztat perfumiarski Voelkla. Z punktu widzenia samej kompozycji – zdaniem Fabrice’a Penota, współzałożyciela Le Labo –  najistotniejszym składnikiem okazuje się papirus, który to składnik ma bardzo drzewną i bardzo wytrawną woń. Wprost idealnie wpasowuje się w lekko maślaną, słodkawą woń sandałowca i ostry, „wiórzasty” zapach cedru.

Kompozycja wykazuje minimalną ewolucję. Od bardzo mocnego, soczystego, lekko kwaśnego fiołkowo-irysowego, podbudowanego drzewną żywicą początku (cudowny zapach tartaku lub warsztatu stolarskiego), poprzez mniej kwaskowe, a bardzo drzewne i wytrawne serce, aż po najcieplejszą, wręcz pluszową, sandałową bazę, która trwa i trwa. Ani na moment Santal 33 nie zionie tanim syntetykiem, ani na chwilę nie traci głębi, pełni. Jest wielowymiarowy i nienudny. Bardzo esencjonalny, mocny i trwały. Z czystym sumieniem kwalifikuję Santal 33 jako najlepsze sandałowe, a nawet więcej – drzewne – perfumy jakie znam. Są zachwycające.

nuty: kardamon, irys, fiołek, drewno sandałowe i cedrowe, papirus, Ambrox, akord skórzany

ocena ogólna: 6/6

Musc 25 (Los Angeles Exclusive)

Kolejna kompozycja Franka Voelkla dla Le Labo pochodzi z tzw. ekskluzywnej serii miejskiej, zapachów Le Labo dostępnych tylko w miastach, którym są dedykowane oraz – od czasu do czasu – na ich stronie internetowej (całkiem niedawno w listopadzie ubiegłego roku wszystkie zapachy miejskie stały się w ten sposób dostępne na kilka tygodni).

Musc 25 to rzeczywiście perfumy, w których dominują molekuły piżmowe. Syntetyczne – dodam, bowiem piżmo naturalne już od lat nie jest w perfumach „komercyjnych” stosowane. Przyznam, że zapachy tego typu nigdy nie były i nie są moim ulubionym gatunkiem i choć przez wielu uważane za pachnidła najbardziej zmysłowe i seksualne, kojarzące się blisko z zapachami organicznymi, cielesnymi (i tak faktycznie jest) to na mnie nie robią specjalnego wrażenia. Nie znam też ich wiele, więc trudno mi jest ocenić Musc 25 na tle innych piżmowców. Swego czasu trafiłem na jeden jedyny zapach piżmowy, który zafascynował mnie i jest wciąż obecny w dolnych partiach mojej listy must have. Mowa o Muscs Koublai Khan Serge’a Lutensa, ale to temat na osobny wpis, mam nadzieję już wkrótce. Z braku innych, posłużę się nim jako swoistym punktem odniesienia. MKK to pachnidło na wskroś francuskie, tak jak cała kolekcja Serge’a Lutensa i on sam. Nie ucieka ono od woni trudnych, zwierzęcych, niejednoznacznych. Czy możliwe więc, żeby amerykańska, jakby nie patrzeć, marka Le Labo zaproponowała swoim klientom coś w podobnej estetyce? Oczywiście, że nie. Szczególnie, że Musc 25 dedykowany jest Los Angeles. Mimo całej bezkompromisowości, którą podkreślają twórcy Le Labo, ich piżmowiec jest iście amerykański i jest wonią czystą, przyjemną i pozbawioną dysonansów czy akcentów, które mogłyby kojarzyć się zbyt fizjologicznie. Stąd Musc 25 to pachnidło bardzo bezpieczne, o wyczuwalnej wysokiej jakości i niepodważalnym pięknie, jednak w zestawieniu z Muscs Koublai Khan wypadające jak biała owieczka przy…. wołu piżmowym.

Wstęp Musc 25 jest wręcz jadalny, bardzo przyjemny i natychmiast przykuwający uwagę biszkoptową nutą aldehydową. Po kilku minutach pojawia się subtelny, bardzo zmysłowy akcent różany. Konkretnie różany absolut, znany ze swej niezwykłej, lekko miodowej, lekko różanej, głębokiej woni. Później „na polu walki” pozostają już wyłącznie molekuły piżmowe, choć to złe wyrażenie, bo nie walczą one ze sobą, ani tym bardziej z nosicielem, tylko w pełnej harmonii pozwalają się cieszyć lekko cielesną, dość zmysłową i transparentną wonią. I tyle. Pachnidło jest bardzo proste i konkretne i wg mnie lepiej zadziała na kobiecej skórze, niż na męskiej.

Na koniec dodam, że Le Labo dość wysoko ceni sobie swoje produkty. Jednak ceny, jakie przypisał zapachom z serii City Exclusives są wg mnie grubo przesadzone. W przypadku Musc 25 cena razi szczególnie, bowiem za podobne czysto-piżmowe pachnidło niszowe zapłacimy ok. 1/3 ceny, jaką chce Le Labo….Ale to już inna kwestia.

nuty: aldehydy, ambergris, piżma, akord konwalii, paczula, absolut różany, cedr, wetiwer

ocena ogólna: 4/6

c.d.n.

Advertisements

8 thoughts on “Le Labo (2) – „Santal 33” i „Musc 25”

  1. Musc podoba mi się. Jasny, czysty, z odrobiną cielesności, która jeszcze nie jest fizjologicznym brudem. Nie idzie też w stronę mydlaną.
    Zazdroszczę odbioru MKK 🙂
    Nad Santalem myślę 😉

    1. Zgadzam się z Twoją oceną Musc 25. Co do MKK to mamy na razie kilka spotkań za sobą. Na razie mnie nie przeraził, więc chyba już nie da rady. 😉
      Santal wart jest grzechu IMO 🙂

      1. MKK. Myślałem, że Ci się spodobał 🙂
        Mnie też nie przeraził, jak również nie poraził 😉

      1. czy to jest polska strona? chyba nie, czy płaci się tam tylko przez paypal? z tego co widze płaci sie w ojro i set jaki sobie wybrałem kosztowałby mnie ok 126zł (7 próbek) co zdecydowanie nie jest na moją kieszeń jak dotąd ale kto wie, może kiedys będzie mi dane 😉

  2. Ludzki świat, jest zagmatwany, żeby nie powiedzieć „popieprzony”. Odnosi się to również do „świata perfum”, co wynika z niewiedzy – a raczej z zapomnienia – czym my Ludzie jesteśmy. A jesteśmy nie boskimi stworzeniami, lecz … zwierzętami !!!. Dlatego też tak bardzo, intryguje nas zapach NATURALNEGO piżma. Lecz jak to mamy w zwyczaju, odwróciliśmy wszystko „do góry nogami” !!. Pana Panie „fqjcior”, woń piżma nie ekscytuje, ponieważ jest pan SAMCEM. Jednakże ekscytuje ono kobiety (czytaj SAMICE) gdyż naturalnym działaniem – wydzielanego przez samce Piżmowca – piżma, jest wpływ na „psychikę” samicy !!, tak by dany samiec ją pociągał, a wręcz … przyciagał. Idą więc one za nim, nie rozumiejąc nawet dlaczego ?!, a w ich narządach płciowych, rozpoczyna się to, co my ludzie nazywamy „miesiączką”, a następnie dochodzi do owulacji … i zapłodnienia, gdyż właśnie po to, piżmo „zniewala” samice, aby ów samiec „miał je pod ręką”. Reasumując, działa więc ono nie tylko na „psychikę”, ale też pobudza cykl owulacyjny !!!. Niestety kobiety – nie mając powyższej wiedzy – spryskują się piżmowymi perfumami, bo ich zapach im się „podoba”, lecz nie rozumieją, że tracą tym samym na … atrakcyjności w oczach – a właściwie nosach – mężczyzn !!!, albowiem zapach piżma, to jast … zapach SAMCA !!!. Niestety – obecnie – nigdzie, nie spotkałem informacj, która by to kobietom tłumaczyła. Jedynie wiele lat temu, czytałem opis rzetelnych badań naukowych, nad zaburzeniami cyklu owulacyjnego u kobiet – za sprawą stosowania przez nie perfum piżmowych, bo niestety taki jest efekt uboczny ich stosowania. Potwierdzają to i moje „doświadczenia” sprzed wielu lat ( około roku 1996-ego) kiedy to można było kupić perfumy, z PRAWDZIWYM piżmem naturalnym, albowiem kobiety z którymi się „spotykałem”, wręcz do mnie lgneły – czym same były zadziwione – lecz i niestety, zadziwiał je nazajutrz fakt, że mają … krwawienie miesiączkowe. Dzisiaj wszak problem owych zaburzeń jakby nie występował, co tłumaczyć można faktem, że obecne perfumy – może po za kilkoma, bardzo drogimi wyjątkami – zawierają jedynie ATRAPĘ piżma naturalnego, gdyż pachną podobnie, lecz fizycznie są prawdopodobnie NIEAKTYWNE. Lecz nadal, z racji samczego zapachu, winny być – moim skromnym zdaniem – stosowane WYŁĄCZNIE PRZEZ MĘŻCZYZN !!!, gdyż kobieta spryskana „piżmem” będzie mężczyznę odstręczać !!!. Ale o tym, producenci nie ostrzegają, gdyż najwięcej perfum, kupują właśnie kobiety. Czyli, jak nie wiadomo o co chodzi, to … chodzi o pieniądze !!!!!!.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s