Perfumowe podróże (1): Frapin „Terre de Sarment”, czyli pachnieć francuską winnicą…

Jak pewnie każdy aktywny bloger perfumowy jestem w ciągłym niedoczasie i posiadam spory „nadstan”, jeśli chodzi o liczbę zapachów oczekujących na recenzję. Próbki i dekanty, a czasem i pełne flakony, czekają nawet ponad rok na swoją kolej. Przyznam, że mam takich zapachów pokaźny zapas. Większość z nich to pachnidła, które ni jak nie chcą skłonić mnie do obszerniejszych wywodów, ale o których mimo to, wg mojej opinii, warto na blogu wspomnieć. Czasem są to rzeczy bardzo znane, czasem – jak w dzisiejszym przypadku – mniej.  W rozpoczynającym się roku – obok wpisów „tradycyjnych” – będę więc starał się regularnie umieszczać wpisy także na ich temat. Będą to pewnie recenzje nieco krótsze i bardziej syntetyczne, niż zwykle. Ale prawdopodobnie będzie ich za to nieco więcej. Będą też one wiązały się z mniej lub bardziej konkretnymi miejscami na kuli ziemskiej. Ot takie perfumowe podróże. Czyż nie byłoby pięknie udać się niegdyś w podróż szlakiem perfum? Marzenia….Trzeba je mieć.

Poniższa recenzja inauguruje ten nowy „podróżniczy” cykl. Na początek udajemy się z wizytą do Francji, ojczyzny perfum, koniaka i doskonałych win gronowych, co nie jest w tym przypadku bez znaczenia…

Frapin – Terre de Sarment

Na wstępie przypomnę, że Frapin to niezwykle szacowna i wiekowa francuska firma znana z wytwarzania doskonałych koniaków. Na szczęście dla perfumistów, oferuje ona także równie wykwintne perfumy. Perfumy Frapin z racji pochodzenia inspirowane są często alkoholami, ich składnikami, a także miejscami związanymi z ich wytwarzaniem. Testowany dziś przez mnie Terre de Sarment jawi się jako olfaktoryczne odwzorowanie pejzażu roztaczającego się wokół siedziby rodu Frapinów – Château Fontpinot. Ziemia i drzewa. Winnice i piwnice. Wino i brandy.

Z czysto perfumowego punktu widzenia Terre to kompozycja owocowo-przyprawowo-drzewna, wytrawna, gęsta i niezwykle wyrafinowana. Znajdziemy w niej nieco cierpkie nuty winnej latorośli, gorzkich pestek, przypraw i dębowych beczek (wyraźny aromat mchu dębowego). Będziemy mogli pławić się w tej bardzo działającej na zmysły mieszance przez długie godziny, bowiem perfumy te trwają na skórze wystarczająco długo, ulegając tylko bardzo subtelnej, powolnej i leniwej ewolucji, pozbawiającej ich stopniowo nut zielonych i owocowych i odsłaniając pikantne serce, wreszcie drzewno-balsamiczną bazę. Moc i projekcję oceniłbym jako umiarkowane i pozwalające się cieszyć zapachem noszącemu, ale nie emitujące zbytnio na otoczenie.

Flakon Frapina to bardzo ładny przedmiot. Grube szkło, duża waga, piękny drewniany korek.

Zapach zadowoli amatorów aromatów ciepłych, otulających niczym kaszmirowy szal, nazywanych przeze mnie „fotelowymi” (gdy wącham Terre de Sarment, przed moimi  oczami pojawia się zawsze obrazek pokoju zimą, w środku palące się drewno w kominku, skórzana sofa, lampka brandy w kolorze ciemnego bursztynu). Perfumy te wykazują podobieństwa do takich niszowych kompozycji, jak Idole de Lubin czy Krigler Established Cognac.

nuty górne: owoce, neroli, kwiat pomarańczy

nuty środkowe: kmin, drewno amyris,

nuty dolne: benzoina, mirra, kadzidło

twórca: Jeanne-Marie Faugier

rok wprowadzenia: b.d.

moja klasyfikacja: wyrafinowane i eleganckie, luksusowo pachnące pachnidło jesienno-zimowe dla dojrzałych mężczyzn, nie zważających na mody i ceniących ponadczasową elegancję i bycie obok głównego nurtu, pewnych swojej wartości i nie potrzebujących robić na nikim wrażenia

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 4/ flakon: 5

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Perfumowe podróże (1): Frapin „Terre de Sarment”, czyli pachnieć francuską winnicą…

  1. Jeżeli to Cie pocieszy, to powiem, że ja tez jestem w ciągłym niedoczasie, jeśli chodzi o pisanie (co prawda nie recenzji perfum, ale artykułów o nich). Myślę jednak, że blogerzy poruszający inne tematy maja podobnie – cóż, taki żywot 😉

    Moim zdaniem dobrym pomysłem byłoby również pisanie o kilku zapachach w jednym artykule. Jeśli coś Cię nie zachwyca, to po co poświęcać temu osobny wpis? Lepiej zebrać kilka podobnych do siebie zapachów pod względem (nie)atrakcyjności i opisać je w jednym artykule. To chyba jedyny skuteczny sposób na to, żeby obejść problem niedoczasu (a przynajmniej żeby zmniejszyć wynikającą zeń frustrację).

    Opisywanego przez Ciebie zapachu nie znam, ale jestem ciekawa, jak pachnie, zwłaszcza, że takie „typowo męskie” perfumy widuję na sklepowych półkach coraz rzadziej. Nie będę jednak ukrywać, że toporny flakon Frapin zupełnie nie przypadł mi do gustu…

    Ciekawi mnie, jak duże znaczenie ma dla Ciebie trwałość perfum. Czy przywiązujesz do tego wage? Czy tez jest Ci to zupełnie obojętne- byle tylko zapach Ci sie podobał?

    1. Dziękuję za pociechę. Zawsze lepsza taka, niż żadna. 🙂 Wiesz ja w ogóle mam kłopot z recenzowaniem perfum, które mnie nie poruszają. Myślę też sobie, że czytelnik także nie będzie zachwycony, czy też zainspirowany moją lakoniczną krytyką perfum, wykonaną tylko po to, bym ja mógł „odhaczyć” dany zapach jako zrecenzowany. Niemniej recenzje „mnogie” od czasu do czasu stosuję i jest to dobry pomysł.

      Co do Twojego pytania dot. trwałości, to jest to dla mnie bardzo ważny czynnik w ocenie perfum, przy czym stosuję tu chyba dość osobliwe kryteria. Lubię, gdy perfumy są trwałe max. 10 godzin, bo to pozwala używać jednych na dzień, a innych na popołudnie/wieczór. Natomiast kiepska trwałość perfum, czyli poniżej 6 godzin, to wg mnie duży mankament, szczególnie jeśli dany zapach podoba mi się. Podobnie jest z tzw. projekcją. Lubię, gdy sam czuję perfumy, które noszę, lubię też, gdy zostawiają one „ogon”. Bliskoskórne, mimo że ładne, oceniam gorzej. To zresztą częsta przypadłość perfum niszowych. Ciekawy zapach, ale projekcja amatorska. Wiele pachnideł z tzw. mainstreamu powala projekcją, bo stworzyli je zawodowi perfumiarze, którzy mają świetny warsztat i doświadczenie. W niszy nierzadko zdarzają się pachnidła piękne, ale pozbawione podstawowych elementów perfum: projekcji, trwałości i tzw. sillage. Dzieje się tak wg mnie dlatego, że nie zawsze za niszowymi zapachami stoi zdolny perfumiarz-rzemieślnik, częściej jest to wizjoner, któremu zależy na charakterze perfum, ale kosztem ich własności użytkowych. Oczywiście nie jest to zasadą, bowiem także wiele perfum z mainstreamu fatalnie projektuje i szybko niknie ze skóry, tak samo jak wiele pachnideł niszowych posiada genialną projekcję i trwałość.

      Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s