Royal Crown czyli perfumeria artystyczna w czystej postaci (2)

Rain – wyrafinowany aromatyczny fougere 

Rozpoczyna się przecudną lawendą, minimalnie zwilżoną cytrusami (bergamotka, grejpfrut), zdobioną kwiatem gorzkiej pomarańczy i zieloną esencją z liści mandarynki. Niebywałe jest to, że te składniki naprawdę można tu poczuć. Tworzą na tym etapie bardzo czytelny bukiet. Akord ten trwa nadspodziewanie długo, minimalnie tylko tracąc na ostrości. Lawenda przewodzi przez kilkadziesiąt minut, przy czym zmienia się to, co ją otacza. Nieco cierpkie cytrusy z otwarcia nikną całkiem leniwie ustępując pola królewskiemu kwiatowemu duetowi róży i jaśminu, choć żaden z tych kwiatów nie objawia się tu wyraziście, stanowiąc raczej tło. Także w sercu twórca umieścił składnik, który rzadko pojawia się w opisach perfum, a który podobno jest pierwszorzędnym perfumowym budulcem – rezedę wonną. (W tym miejscu przyznam, że nie wiem, jak pachnie ta roślina, natomiast wiem, że jest polecana do ogrodów jako jedna z najmocniej pachnących roślin ogrodowych. Co nie omieszkam sprawdzić, jak już przyjdzie właściwy czas na planowanie ogrodu wokół domu). Bazę ciepłą sandałowcem i ambrą na skórze poczujemy jeszcze ok. 12 godzin po aplikacji. Przy odrobinie wysiłku ze zdumieniem stwierdzimy, że tkwi na skórze jeszcze po kolejnych czterech godzinach.

Od pierwszych docierających do mego nozdrza molekuł nie mam wątpliwości, że Rain to pachnidło mocno męskie, zakorzenione w tradycji aromatycznych fougere. Kolejne minuty, a nawet godziny tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Dowodzą również tego, że perfumiarz w sposób dość wnikliwy przeanalizował fenomen zarówno  Cool Water Davidoff, jak i – a może przed wszystkim – Green Irish Tweed Creeda. Znajduję tu też echa Platinum Egoiste Chanela, a nawet popularnego Aspena Coty. Rain jest jedynym pachnidłem z oferty Royal Crown, który kojarzy mi się z konkretnymi, istniejącymi na rynku zapachami. Jedynym, któremu mogę zarzucić pewną wtórność, choć bez przesady.  Owszem dzieli te same estetyczne rejony, co wyżej wymienione bestsellery, ale ma swój własny, wyrafinowany, uderzająco piękny, głęboki i poruszający charakter. To zapach męski totalny.

Nuty głowy: liście mandarynki, bergamotka, neroli (gorzka pomarańcza)

Nuty serca: jaśmin, rezeda pachnąca, róża

Nuty bazy: drzewo sandałowe, heliotrop, wetiwer, ambra

Nos: Antonio Martino

Noor – orientalnakwiatowo- żywiczna magma

Niesamowita mieszanka białych kwiatów z ylang-ylang w roli głównej oraz bogactwo żywic (elemi, opoponaks, benzoes) czyni Noor jedną z najciekawszych kompozycji Antonio Martino. To czego doznaję, kontemplując pierwsze nuty, to zachwyt połączony ze zdumieniem. Mimo, że to już kolejne testy, te uczucia nie znikają.

Zauważmy, że wszystkie wymienione składniki mają tu spory ciężar gatunkowy i to się czuje.  Zapach jest przysadzisty, gęsty, osiadający na węchowych receptorach niczym szadź na zimowych liściach. Nie jest jednak przytłaczający. Mimo kobiecej predestynacji  jest, uważam, w równym stopniu męski. Nie dominują go zatykające dech kwiaty, ani żadna ulepkowa waniliowa nuta, co jakże często spotykamy w tego typu propozycjach dla pań (biedne panie!). Tu balsamy i żywice nadają gęstości, głębi, a kolendra ostrości, pazura. Trudno jest go opisać, bo nie jest to zapach łatwy w zaszufladkowaniu. I o to chodzi. Dlatego właśnie Royal Crown mnie fascynuje. Tematy perfum niby znane od lat, ale tu podane w bardzo specyficzny sposób.

Etapy ewolucji Noor na skórze są dość wyraźne, co wynika z klasycystycznej konstrukcji i dotyczy wszystkich perfum tej marki. Początek jest słodki z przodującym miodowym Ylang Ylang. W chwilę później kwiat przełamany zostaje czymś ostrym, lekko gryzącym nozdrza. Kolendra – zgaduję.  Sama pachnąca zaskakująco ziołowo i nieco anyżowo, tu prawdopodobnie odpowiada za ten ostry efekt. Po około godzinie, może półtorej wreszcie jaśmin. Jego kwiat zastygły w żywicy opoponaks pachnie bogato, ale nie nachalnie. Cieleśnie, ale nie arogancko.  W miarę upływu czasu jaśmin wygasa i ujawnia się nam nuta głębi, której bezwzględnym dominatorem jest benzoes ze swą lekko słodką naturą gęstego miodu. Towarzysząca mu lekko pikantna nutka mirry dodaje intrygującego odcienia.

Od początku do końca Noor jest głęboki i tajemniczy. To orient, ale nietypowy. Wymagający, ale nie trudny. Bezkompromisowy, ale nie wizjonerski. Triumf doskonałych składników i zdolnego, nieskrempowanego modą czy budżetem nosa. Perfumy przez największe P… Mają jeden cel – pachnąć powalająco. I tak właśnie pachną.

Nuty głowy: kolendra, ylang ylang, żywica elemi

Nuty serca: opoponaks, paczula, jaśmin

Nuty bazy: benzoes, oud, mirra, wetiwer, szara ambra

Nos: Antonio Martino

cdn.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Royal Crown czyli perfumeria artystyczna w czystej postaci (2)

  1. Rezedę pamiętam z ogródka mojej prababci . Nikt by nie wpadł na to ze TAK niepozorna i co tu dużo mówić ,niezbyt ładna roślinka może tak pięknie pachnieć .Niestety dziś rezeda jest nie do znalezienia . A te które są już zostały ,, ulepszone” czyli ,,poprawiono” ich wygląd tyle że kosztem zapachu. Pewnie gdzieś na świecie uprawiają odmiany ,,perfumiarskie” , w których najważniejszy jest zapach .

      1. Opisać??? Skąd !!!! Nie mam do czego porównać tego zapachu, niczego podobnego nie znam . Gdybym go poczuła gdzieś nie widząc roślinki , od razu bym poznała . Zapachu rezedy nie da się z niczym pomylić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s