Szyprowe białe kruki (2) – Guerlain „Mitsouko” EDT

Jest to wpis jak na mój blog nietypowy. Dotyczy bowiem perfum damskich. Moja zapachowa ciekawość i nieukrywana słabość do perfumowej historii i mitologii wzięły górę i postanowiłem zapoznać się bliżej z jedną z absolutnie największych legend perfumiarstwa. Szczególnie, że zdaniem Luci Turina – było nie było uznanego autorytetu w dziedzinie olfakcji – te perfumy mogą dziś z powodzeniem nosić mężczyźni. Czy rzeczywiście? Na to pytanie spróbuję przy okazji odpowiedzieć w dalszej części wpisu. Ale nie o to w nim chodzi. Chciałem po prostu zmierzyć się z legendą. Na marginesie wspomnę, że szykuję recenzję absolutnej hiper-legendy perfum, niezwykłej perfumowej gratki i przedmiotu pożądania niejednego, historycznie uświadomionego perfumowego entuzjasty. Ale o tym w jednym z kolejnych wpisów…

Mitsouko Guerlain w wersji eau de toilette (wg źródeł jest nieco ostrzejsza i donośniejsza niż eau de parfum). Zapach pokazany światu w 1919 roku, krótko po zakończeniu I Wojny Światowej, stał się symbolem końca wojny i początku emancypacji kobiet. Guerlain w tamtych czasach był nieporównanie większym autorytetem w dziedzinie perfum niż dziś (co stwierdzam z ubolewaniem). Miał przemożny wpływ na to, jak pachniały francuskie kobiety i francuscy mężczyźni. Był symbolem jakości i promotorem stylu. Toteż Mitsouko stał się szybko zapachem nowych czasów – czasów pokoju, dynamicznego rozwoju społeczeństw i nowej roli kobiet – emancypantek.

Pozostawmy jednak te niby-socjologiczne rozważania i wróćmy na niwę perfumerii. Kompozycja Jacquesa Guerlaina stała się jednym z kamieni milowych perfumerii. Wzorcowy chypre – jak ocenia go Luca Turin – jest kompozycją, która bez wątpienia wyprzedzała swe czasy. Nadzwyczajne naonczas użycie akordu brzoskwini uczyniło Mitsouko chyba pierwszym w historii zapachem typu gourmand. Szypr ze świeżą bergamotką w głowie, sercem będącym połączeniem nut kwiatowych (jaśmin i róża) z owocowym akordem brzoskwini (wyróżniającym Mitsouko od innych szyprów) i klasycznym szyprowym finiszem z obowiązkowym dębowym mchem i wetywerią, tu z dodatkiem pieprzu i cynamonu. Kilka lat później, w 1925 roku, ten sam Jacques Guerlain „przebił samego siebie” tworząc kolejne przełomowe dzieło – waniliowy Shalimar, którego sława przerosła Mitsouko, a który do dnia dzisiejszego pozostaje najbardziej znanym kobiecym zapachem tej szacownej marki.

Biorąc Mitsouko „na warsztat” starałem się podejść do niego jak do każdego testowanego zapachu, bez specjalnych uprzedzeń czy afektacji, choć świadomość legendy próbowała zakłócić mi spokojny odbiór zapachu. Niemniej próbując podążać za ewolucją tej kompozycji (co u Guerlaina jest sprawą oczywistą i bezdyskusyjną!) zauważyłem, że pierwsze nuty mają zabarwienie lekko cytrusowe, ale w bardziej słodki i spożywczy sposób, przy czym od razu czuć ten jakże charakterystyczny akord brzoskwini (z pewnością wynik połączenia kilku lub kilkunastu składników, których proporcje znane są pewnie tylko i wyłącznie głównemu perfumiarzowi Guerlain oraz jego najbardziej zaufanym współpracownikom). W sercu Mitsouko robi się nieco pikantne za sprawą goździka i nieco miodowe dzięki esencji z Ylang-Ylang. Jest w fazie serca coś mocno spożywczego, lekko jakby maślanego (coś jak ciasteczka maślane z gęstym, słodkim syropem brzoskwiniowym). Baza przynosi subtelnie gorzkawy, minimalnie cierpki mech dębowy z wyczuwalnym bursztynowym benzoesem i odrobiną cynamonu. Mitsouko jest przez cały czas bardzo komfortowym, ciepłym, słonecznym i pogodnym zapachem. Otula niczym szal i wprowadza w błogi nastrój. Przechodzi dość stonowaną ewolucję, by po kilku godzinach umościć się blisko skóry szyprowym finiszem. Ma przy tym umiarkowaną, ale zdecydowana projekcję i dobrą, około ośmiogodzinną trwałość. Jest absolutnie niekrzykliwy, co wyróżnia go od współczesnych damskich pachnideł. Czuć, że jest tworzony w oparciu o tradycyjną recepturę z wykorzystaniem tradycyjnych składników. Nie znaczy to jednak, że Mitsouko pachnie anachronicznie. Zdecydowanie tak nie jest.

Czy zapach dotrzymał kroku legendzie czy może legenda straciła w konfrontacji z zapachem? Ani jedno, ani drugie. Mitsouko broni się jako perfumy, bez protezy legendy i historii. Współcześnie jest zapachem wciąż zdumiewająco aktualnym (minimalne regulacje receptury bez wątpienia miały miejsca na przestrzeni lat), wyznaczającym kanon kobiecych perfum, z dala od mainstreamu, pozostającym z boku, na utartej guerlainowskiej ścieżce, będąc jednocześnie punktem odniesienia dla młodych adeptów perfumiarskiej sztuki.

Czy Mitsouko pasuje mężczyźnie? Moim zdaniem jak najbardziej. Jeżeli męskim zapachem jest Habit Rouge, to również i dzieło Jacquesa Guerlaina docenić mogą panowie. Umiarkowana zawartość esencji kwiatowych, użyty goździk i cynamon, wreszcie szyprowa konstrukcja, „mimo” smakowitej brzoskwini, czynią Mitsouko perfumami uniseks – wg dzisiejszego kanonu.

Mitsouko nie byłoby taką legendą, gdyby nie Guerlain – wspaniała, tradycyjna, rodzinna francuska wytwórnia perfum o prawie  200 letniej tradycji, która ponad wszystko ceni sobie tradycję i jakość, brzydząc się współczesną perfumową hiperkomercją. Trzymam za Guerlaina kciuki – oby utrzymał swój profil i poziom, nie stając się jednocześnie muzeum perfumiarstwa. Trzymam kciuki za Thierry Wassera, który w dość nieprzyjemnych i zaskakujących okolicznościach przejął schedę po ostatnim Guerlainie – Jean-Paulu. Spoczywa na nim niewyobrażalna odpowiedzialność. Oby nie zabrakło mu szczęścia i biznesowej intuicji, bo perfumiarzem jest wybitnym.


nuty górne: bergamotka, cytryna, mandarynka, neroli

nuty środkowe: brzoskwinia, róża, goździk, ylang-ylang

nuty głębi: mech dębu, benzoes, wetiwer, cynamon

twórca: Jacques Guerlain

rok wprowadzenia: 1919

moja klasyfikacja: po prostu klasyk!

ocena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 4/ trwałość: 4/ flakon: 5

Reklamy

18 thoughts on “Szyprowe białe kruki (2) – Guerlain „Mitsouko” EDT

  1. sorry, nie mogłem wytrzymać:
    – chyba miałeś na myśli, że M. nie pachnie anachronicznie, nie anarchicznie
    – autorytetu w dziedzinie olfaktorii
    – o Mitsuouko pisałbym w rodzaju żeńskim, nie męskim, ponieważ Mitsuoko to japońskie imię żeńskie
    – zapach brzoskwini można osiągnąć używając zaledwie kilku składników, któregoś z aldehydów

    1. Witam michau2312 na moim blogu. Bardzo dziękuję za Twoje językowe uwagi. O poprawną polszczyznę trzeba dbać i sam staram sie to na codzień robić. A pomylić zdarzy się każdemu, nieprawdaż? 😉
      1) Oczywiście miało być „anachronicznie”, a nie anarchicznie. Myślałem jedno, wystukałem drugie 🙂
      2) Co do „olfaktorii” – pozwolę pozostawić sobie jednak moją „olfakcję”, jako wprost pochodząca od angielskiego „olfaction” (a nie „olfactory”, który funkcjonuje jako przymiotnik, np. „olfactory impression”).
      3) Co do rodzaju – tu piszę zarówno w rodzaju męskim (w domyśle „zapach”) oraz w liczbie mnogiej (Mitsouko „pachną”) bo w domyśle mam perfumy. O nich pisze, a nie o Mitsouko, które to słowo – o ile mi wiadomo – po japońsku znaczy „tajemnica”. A że przy okazji było imieniem…. Ja nie opisuję tu żadnej osoby o tym imieniu.
      4) Co do aldehydów i zapachu brzoskwini – może napiszesz wiecej na ten temat? Sam jestem ciekaw, które to aldehydy dają ten zapach, a nie posiadam tak specjalistycznej wiedzy niestety.. 🙂 Zachęcam.

      1. Cześć. Jeszcze raz pardon za puryzm językowy, tym bardziej, że sam zrobiłem literówki w nazwie M.
        Nie pamiętam, gdzie czytałem o brzokwiniowym aldehydzie, chyba na blogu 1000fragrances, TheGoodScentCompany albo PerfumersApprentice.
        Może „imię” Mitouko pomyliło mi się z przezwiskiem Jicky jakie miało być nadane młodemu ówczas Jacquesowi Guerlain. W każdym razie, zapachy mają osobowość i mówię o nich w odpowiednim dla „ich płci” rodzaju. Szkoda jednak, że w polskim, jak w większości języków, nie ma pojęcia płciowej neutralności.

  2. Formuła Mitsuko.
    Gdyby ktoś chciał wykonać w domu.

    Sweet orange – 10
    Lemon – 20
    Elemi – 2
    Celery seed – 5
    Chamomile, 10% – 5
    Bergamot – 130
    Tarragon 10% – 35
    Coriander – 10
    Lavender – 10
    benzyl acetate – 50
    linalyl acetate – 20
    geranium oil – 10
    Ylang Ylang – 10
    Citral – 5
    Jasmine absolute – 10
    phenyl propyl alcohol – 5
    Oak Moss – 70
    Clove 30
    Dimethyl Anthranilate – 2
    Anisyl Acetate – 3
    Benzoin 50% – 20
    Castoreum tincture 10% – 5
    Civet tincture 10% – 10
    Labdanum resin – 10
    Peru Balsam resin – 5
    Rose absolute – 20
    Methyl Ionone – 40
    Costus 10% – 20
    Ethyl Cinnamate – 10
    patchouli – 10
    vetiveryl – 20
    coumarin – 50
    hydroxy citronellal – 25
    aldehyde C-14 10% – 20 Musk Xylene (or substitute with another musk) – 50 Vanillin – 20
    DEP or IPM or DPG 200

      1. Dzień dobry, ja tu całkiem nowy…
        Czy te syntetyczne składniki można nabyć w aptece,czy raczej sobie tak żartujecie?

  3. Kurde, mówisz uniseks ? Jest teraz dostępna przedostatnia wersja, zastanawiam się czy nie wziąć w ciemno. Która wersja jest opisywana na blogu ?
    Szaleństwo…, niedługo większość zdań będzie się zaczynać od „która wersja ?” :]

  4. wspaniała recenzja. utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinnam je kupić, ale przede wszystkim, że wybrany przeze mnie kierunek w wyborze zapachów jest słuszny.

  5. Ja dziś pierwszy dzień w Mitsouko… No, czuję się bardzo dobrze. Szlachetna to woń, silna spokojem, w jaki odsłania kolejne nuty na skórze. Łączy w sobie – szczególnie w okolicach serca to czujemy – świetlistość brzoskwini z przydymioną intymnością spotkania (ale nie tete-a-tete) róży z mchem i benzoiną… Wszystko jest dyskretne, ale nie utajone czy wstydliwe.
    Zapach nie ma jednostajnej projekcji – lubi co jakiś czas zaakcentować swoją obecność nieco mocniej.
    Wczoraj, wąchając go pierwszy raz w życiu na własnej skórze, przywitana zostałam w zasadzie już po paru sekundach zapachem mydła – czego nie znoszę – jednak wiedziałam, że Mitsouko nie będzie przyjaźnią łatwą. Dziś już mydełka było mniej. Zapytać chciałam, która z nut odpowiedzialna jest za taki efekt, bo słyszałam różne teorie…
    Wiem, że Mitsouko to matka szyprów, nie potrafię jednak jeszcze – dziś – stwierdzić z całą pewnością, że jest ładniejsza czy bardziej interesująca od Cabochard Gres czy Femme Rochas;) Mnie się wydaje, że jest trudniejsza.
    Sisleyów nie znam, ale poznam, mam nadzieję:)
    Dziękuję za wspaniały opis Mitsouko – a Aleksandrowi za składniki:)
    Pozdrawiam Autora i Czytelników serdecznie.
    Caligo

      1. Dziękuję bardzo. Dobrze, że nowe perfumy nie doprowadziły mnie pierwszego dnia do szewskiej pasji;)
        Cieszę się, że mogę czytać tak profesjonalne i również pełne pasji, a przy tym bardzo wnikliwe opisy perfum. I pozwolę sobie ponowić pytanie – które z nut dają efekt zapachu mydła? Mitsouko to bodajże trzecie perfumy, w których wyraźnie czuję mocno perfumowane mydło:) Podejrzewałabym piżmo lub aldehydy, ale czy to możliwe w przypadku tych perfum? Bo nie chodzi mi o delikatną woń „czystości” a la wyprana bawełna czy nawet zapach kremu Nivea, ale takie perfumowane (ale czy jednocześnie luksusowe?) mydło w starym stylu. Właśnie któryś damski Amouage – teraz nie pamiętam który – był dla mnie mydlany od stóp do głów – i pytam, bo chciałabym się ustrzec takich przeżyć zapachowych;) W Mitsouko właśnie mydlane nuty nie pozwalają mi na pełne zadowolenie (?) z zapachu. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo;) Oswajamy się cały czas…
        Pozdrawiam.

      2. Cóż – podejrzewam że nuta mydła może być wynikiem połączenia mchu dębu, benzoesu i róży, a i piżmo z pewnością ma w tym swój udział. Choć ja osobiście unikam takich porównań, bo przecież mydła generalnie są perfumowane, inaczej ich zapach byłby mało przyjemny. Są do tego perfumowane bardzo różnie i mogą pachnieć niemal wszystkim. Więc jak w ogóle zdefiniować nutę mydła?

  6. No i powędrował w niebyt mój wpis – może był zbyt długi? W drugim starałam się streszczać:)

    A propos mydła: słuszna uwaga. Są też na rynku mydła bez dodatków zapachowych, i nie myślę tu nawet o klasycznym szarym mydle, bo ono ma jednak swój charakterystyczny zapach. Tak, trzeba byłoby doprecyzować o jakie nuty chodzi, choć wydaje mi się, że wszystkie mydła jedną mają wspólną – ale możliwe, że mylę zapach ze smakiem;)

    Ale zostawię mydło, bo przestało mi ono nagle w Mitsouko przeszkadzać (a nawet bym już tak jednoznacznie nie określiła tej nuty).
    Sytuacja diametralnie się zmieniła: doszło do tego, że podchodzę kilkukrotnie w ciągu dnia do półeczki z perfumami i wącham Mitsouko z korka. A po siedmiu czy ośmiu godzinach zaczynam żałować, że zniknęły już intensywne nuty głowy, choć przecież to, co czuję na nadgarstkach jest jak wykwintny deser/nagroda na koniec znojnego dnia:)
    Mitsouko ma moc, ale nie nazwałabym go typowym ogoniastym zapachem – wygasza się stopniowo i z upływem godzin staje się coraz bardziej moim.
    Podsumowując: zadurzyłam się:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s