Nicolai Parfumeur – „Cap Néroli”/ „Néroli Intense” – przylądek neroli

Cap Néroli to perfumowy hołd złożony przez Patricię de Nicolai uprawom gorzkiej pomarańczy na Lazurowym Wybrzeżu. Néroli Intense jest cieplejszą i głębszą, bardziej zmysłową jego wersją. Oba zapachy łączy wspólny temat. Oba pięknie się różnią i równie pięknie uzupełniają. Oba to bez wątpienia perfumowe dzieła sztuki.

Patricia de Nicolai z synem Axelem

Cap Néroli zachwyca naturalnością i wyrafinowaniem. Jest zapachem świeżym, ale złożonym. Długa formuła i idealnie zaplanowane proporcje pozwalają mu nie tylko pachnieć bogato, ale i rozwijać się na skórze zgodnie z klasycznymi francuskimi wzorcami perfumowymi. Możemy więc śmiało wyróżnić w nim akord głowy, serca i głębi.

Otwiera się świeżym, lekko kwaskowym, ale przede wszystkim zielonym akordem, w którym dominująca rolę gra esencja petit grain (liść gorzkiej pomarańczy). Towarzyszą mu dla równowagi słodkie cytrusy, a dodatkowego, subtelnie ziołowego, prowansalskiego charakteru nadaje mu rozmaryn. Świeżość podkreśla mięta zastosowana z umiarem, bez tak naprawdę ujawniania się w postaci chłodnego mentolu. Akord głowy jest bardzo esencjonalny, soczysty, naprawdę piękny. W sercu ujawnia się kwiatowa część Cap Néroli. Majstersztyk zbudowany zarówno z esencji jak i absolutu kwiatu pomarańczy, Ylang-ylang oraz dominującego w jego późniejszej fazie jaśminu. Subtelnie gorzki akord białokwiatowy, będący de facto centralnym punktem Cap Néroli, osadzony został na klasycznej bazie z mchu dębowego, piżma i odrobiny ambry. Taki dobór składników nie pozostawia wątpliwości co do klasycznego charakteru zapachu. Baza jest perfumową poezją. Świeża w klasyczny sposób, emanująca echami białokwiatowego serca oraz piękną, a jakże współcześnie rzadko już spotykaną nutą mchu dębowego. Klasyka w najlepszym wydaniu.

Cap Néroli to zapach tradycyjny w swej treści i formie. To zdecydowanie stara dobra szkoła komponowania. Genialnie zrealizowana woń w typie Eau Sauvage Diora: cytrusy, neroli, jaśmin i mech dębu. Przepisy na klasykę. Siłą tego zapachu jest talent Patrici de Nicolai, doskonałe składniki i nie oglądanie się na trendy. To w swej kategorii absolutne wyżyny perfumowej sztuki. Piękny, esencjonalny, efektownie się zmieniający, ładnie projektujący i goszczący na skórze wystarczajaco długo, by się nim przez wiele godzin cieszyć.

nuty głowy: petit grain, pomarańcza, mandarynka, rozmaryn, mięta

nut serca: neroli, Ylang-ylang, jaśmin, kwiat pomarańczy

nuty bazy: mech dębu, piżmo, ambra

rok premiery: 2018

nos: Patricia de Nicolai

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0->3,0

Néroli Intense to woda perfumowana oparta na Cap Néroli, z tym, że Patricia ociepliła cytrusowo-kwiatową woń woskiem pszczelim i dodała jej głębi za pomocą paczuli. Użyła też jeszcze kilku innych składników, jak choćby tajemniczy kwiat pospornicy oraz – w otwarciu – estragon zamiast rozmarynu i mięty. Te zabiegi spowodowały, że owszem Néroli Intense pachnie podobnie do Cap Néroli, ale jednak na tyle inaczej, by traktować go jako niezależny perfumowy byt. Mniej w nim biało-kwiatowej goryczki, mszystego tła, więcej bursztynu. Finisz jest głębszy, a zapach nie tak świeży, jak Cap Néroli, cieplejszy, bardziej zmysłowy.

Ze względu na brak obecnego w Cap Néroli klasycznego tercetu: neroli, jaśmin, mech dębu, Néroli Intense pachnie bardziej nowocześnie. O ile Cap Néroli może nieco kojarzyć się z zapachami typu wspomnianego Eau Sauvage czy Eau Fraiche Diora, co mnie osobiście bardzo odpowiada, o tyle Néroli Intense to aromat, który może już schlebiać współczesnym gustom w tym zakresie, wykreowanym swego czasu przez Neroli Portofino Toma Forda, czyli w skrócie: koloński motyw na sterydach, treściwy, pogłębiony, utrwalony.

Mnie oba ujęcia neroli w wykonaniu Patrici de Nicolai podobają się jednakowo. Każde ma coś innego do zaproponowania i każde jest doskonałe. Na koniec, po chwili zastanowienia, skłoniłbym się ku takiemu oto osądowi, że Cap Néroli ma nieco bardziej męski, klasycznie koloński charakter, podczas gdy Néroli Intense ładnie zabrzmi na każdej skórze, bez względu na płeć. Ale to oczywiście wszystko kwestia gustu. Jedno jest pewne – to doskonałe zapachy. Vive Patricia de Nicolai! Vive la France!

nuty głowy: neroli, pomarańcza, mandarynka, estragon

nut serca: kwiat posporinicy (Pittosporum), petit grain, kwiat pomarańczy

nuty bazy: wosk pszczeli, paczula, piżmo

rok premiery: 2018

nos: Patricia de Nicolai

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0->3,0

Nicolai Parfumeur Createur – francuski szyk (2): „Ambre Cashmere Intense” i „Cuir Cuba Intense”

Przy okazji 25 lecia powstania firmy Parfums de Nicolai na jej czele stanął Axel De Nicolai – syna Patrici i jej męża Jeana-Louisa. Tak rozpoczęła się nowa era w historii tej wyjątkowej paryskiej marki przemianowanej dla podkreślenia tej cezury na Nicolai Parfumeur Createur.

 

Ambre Cashmere Intense

Pierwszym wspólnym projektem Patrici i Axela był zapach Ambre Cashmere Intense, należący do kolekcji Intense. Zanim dotrzemy do jego ambrowej bazy, wita nas wibrujący akord otwarcia, z wyraźnym czarnym pieprzem i bursztynowym, subtelnym akordem słodko-cytrusowym. W tle pobrzmiewa już oczywiście ambrowy temat zapachu. Najpierw jednak ujawnia się kaszmirowe serce kompozycji – pikantne goździkiem, nieco drzewne i orientalne dzięki użytej z mistrzowskim wyczuciem paczuli, z przez pewien czas wyraźną nutą irysa. Akord serca to przykład kalejdoskopu zmieniających się aromatów – za każdym razem, gdy zbliżamy nozdrza do spryskanej Ambre Cashmere skóry, czujemy nieco inny układ tych samych kolorów. Raz z przodu jest paczula, raz irys, innym razem pojawia się przebłysk ambry, a nawet wspomnienie mandarynki. Akord głębi jest stabilny, spokojny, a nawet nieco… nudny. Całość pachnie gorzko-ambrowo i bardzo w stylu Patrici de Nicolai – elegancko, wyrafinowanie, klasycznie – bez oglądania się na aktualne trendy i bez nadużywania syntetycznie brzmiących nut.  Jedynym nowoczesnym elementem jest… pieprz w otwarciu. Ogólnie – to bardzo solidny zapach, dedykowany raczej tym, którzy poszukują w perfumach spokojnego wyrafinowania i klasy, niż tym, którzy penetrują niszę w poszukiwaniu wow factor.

Ambre-Cashmere-30ml-800x1000

nuty głowy: czarny pieprz, mandarynka, cytryna

nuty serca: irysa, fiołek, goździk

nuty bazy: wanilia, labdanum, benzoina, tonka, paczula, drewno sandałowe, piżmo, ambra

perfumiarz: Patricia de Nicolai

rok premiery: 2015

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 4,5

 

Cuir Cuba Intense

To nieco bardziej dynamiczny i zniuansowany zapach w porównaniu z Ambre Cashmere. Trzeba od razu zastrzec, że ma on ewidentnie męski charakter. No i pachnie inaczej, niż się tego spodziewałem – sądząc po nazwie. „Cuir” – skóra – nie jest tu obecna w formie, w jakiej zwykłem ją spotykać w perfumach. Powiem więcej – nie zidentyfikowałem tu skórzanej nuty. Pole do popisu olfaktorycznej wyobraźni? Może. „Cuba” zaś jednoznacznie wskazuje na wątek tytoniowy. I rzeczywiście – dość surową nutę tytoniu można zidentyfikować w głębi kompozycji, ale – znów (jak to u PdN) – jest ona zupełnie inna od tych, jakie znam z wielu perfum z tytoniem w nazwie i – rzekomo – składzie. Patricia de Nicolai ma swój własny styl i po raz kolejny to udowodniła. Zanim jednak dotrzemy do tytułowego tytoniu, autorka najpierw zaskakuje nas wstępnym, bardzo aromatycznym i kontrastowym akordem z dominująca lukrecją i anyżem, uzupełnionymi miętą i złagodzonymi esencją z cytryny. Początek jest naprawdę niecodzienny i bardzo intensywny, a nawet nieco szorstki. Aromat z czasem układa się na skórze, odsłaniając do granic możliwości francuskie serce, zbudowane z samych prowansalskich dobroci: szałwia, lawenda, geranium i dominująca, świetnie komponująca się z anyżem kolendra. Ten klasyczny kwartet Patricia połączyła z delikatnymi kwiatami – ylang i magnolią, które nie tyle ujawniają się, ile dodają sercu łagodności. Nad wszystkimi tymi składnikami góruję jednak nuta tytoniu połączona z lukrecją.

I taka jest sygnatura Cuir Cuba: aromatyczny, nieco ziołowy tytoń z delikatnie anyżową lukrecją.

Baza jest tytoniowo-drzewna, pogłębiona przez piżma i odrobinę cywetu. Całość jest fenomenalna i niebywale klasycznie brzmiąca, z początku bardzo ekspansywna, później emanująca eleganckim ogonem, trwająca na mojej skórze dobrze ponad 8 godzin.

Po gruntownym przetestowaniu Cuir Cuba Intense, będąc jednocześnie wielbicielem ponadczasowej elegancji New York (także w wersji Intense) i znając – fakt, że pobieżnie, ale jednak – kilka innych perfum NPC – nie mam wątpliwości, kto dziś uosabia najpełniej tradycyjną francuską perfumerię. Tu wszystko jest takie, jakie być powinno. Aromaty są wyrafinowane, bardzo naturalne, ponadczasowo eleganckie, tradycjonalistyczne, zbudowane w klasyczną zapachową piramidę w większości z nut uznanych za tradycyjnie francuskie. Kunszt kompozycyjny jest tu bezdyskusyjny, jakość pachnideł nie do zakwestionowania, co nie może dziwić, gdy przypomnimy sobie, kim jest Patrica de Nicolai – krewną Jean-Paula Guerlaina, absolwentką ISIPCA z 1981 roku, tworzącą pachnidła pod własnym nazwiskiem od ponad 25 lat i stojącą od lat kilku na czele paryskiej Osmotheque – niezwykłego zupełnie muzeum, a nawet mauzoleum, w którym przechowywane są nie tylko formuły, ale także flakony z większością klasyków francuskiej perfumerii. Właściwa osoba na właściwym miejscu? Absolutnie tak. Trudno wyobrazić sobie kogoś innego. Reszta jest już wyłącznie kwestią gustu.

Cuir-Cuba-Intense-250ml-800x1000nuty głowy: anyż, lukrecja, cytryna, mięta

nuty serca: szałwia, lawenda, geranium, ylang, magnolia, kolendra

nuty bazy: tytoń, siano, paczula, cedr, piżmo, cywet

perfumiarz: Patricia de Nicolai

rok premiery: 2014

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0/ projekcja: 4,5/ trwałość: 4,5

Nicolai Parfumeur Createur – francuski szyk (1) „Oud Sublime”

Patricia de Nicolai bardzo długo broniła się przed wprowadzeniem do oferty Nicolai Perfumeur Createur pachnidła oudowego. Pamiętam wywiad, w którym twierdziła, że by to zrobić, musiałaby mieć konkretny pomysł na oud, a nie jedynie umieścić go w nazwie zapachu. Jak mówiła, tak zrobiła. Dopiero w 2013 roku zaprezentowała duet zapachów z oudową nutą (choć raczej bez prawdziwego oudu): Amber Oud i Rose Oud. W 2016 dołączyła do kolekcji Incense Oud, a także coś bardzo specjalnego: Oud Sublime, pachnidło dedykowane koneserom perfum. 

Patricia-de-Nicolai-BD
Patricia de Nicolai

Oud Sublime to naprawdę wyjątkowa kreacja, nawet jak na wysokie przecież standardy Patricii de Nicolai. Ta uformowana w klasyczną zapachową piramidę kompozycja w praktyce okazuje się dość monolityczna i zdominowana przez centralny akord zawierający autentyczną esencję oudu z Kambodży (!), połączoną w sercu z cedrem, paczulą, różą, kolendrą i kminem. Zanim jednak do nozdrzy dotrze w pełni ten wyrafinowany, odrobinę animalny akord, poczuć możemy nieco świeższy wstęp z wyróżniającą się davaną, wspomaganą bylicą i ziarnami ambrette. Całość osadzona jest na drzewno-żywicznej bazie uformowanej z kadziła, styraxu, brzozy, kastoreum, piżm i ambry. Baza wraz z oudem trwają na skórze długie godziny, emitując egzotyczny, ciepły i jednocześnie nieco tajemniczy zapach.

Przy całym tym bogactwie ingrediencji, zapach pozostaje niezwykle harmonijny, a nuta oudu jest bardzo „po francusku” (czyli zgrabnie) wkomponowana w całość. Co więcej, mimo sporej zawartości cennego oudu, Oud Sublime ma wyraźną sygnaturę de Nicolai. To charakterystyczne zestawienie aromatycznych składników pochodzenia naturalnego (kolendra, paczula, róża, cedr), które odnaleźć możemy także w innych jej pachnidłach o ciepłym, drzewnym czy ambrowym charakterze (np. Ambre Cashmere czy Cuir Cuba Intense). Jednak nawet przez chwilę nie mam wątpliwości, że to właśnie kambodżański oud ma tu wiodący charakter. Pozostałe składniki budują otoczenie oraz tło i nawet wymieniona w składzie róża nie ujawnia się indywidualnie.

Mimo dość monolitycznego charakteru, w Oud Sublime można jednak odnaleźć różne niuanse: żywiczny, mentolowy (pochodzący z kolendry), drzewny, a także zwierzęcy. Wszystko to w bardzo klasyczny sposób ułożone w wyrafinowaną i – zgodnie z nazwą – majestatyczną całość.

Jedno jest pewne – mimo, że wąchałem już pewnie dziesiątki zapachów oudowych, żaden nie pachniał tak, jak Oud Sublime. I niech to będzie rekomendacją dla tych niezwykłych perfum, które zarówno przez swój wyrafinowany charakter, jak i wysoką cenę oraz bardzo ograniczoną dostępność, zasługują na miano prawdziwie luksusowych i dedykowanych dla wymagających koneserów olfaktorycznej sztuki, którzy skłonni są wydać 385 EUR na mały ozdobny flakonik zawierający 35 ml cieczy o wysokiej koncentracji zapachowej (25%), zamknięty w eleganckiej drewnianej „trumience”. Górna półka cenowa, to fakt. Ale i pachnidło zupełnie wyjątkowe.

nicolai oud sublime

nuty głowy: dawana, ziarna ambrette, bylica

nuty serca: oud z Kambodży, cedr z Atlasu, paczula, róża, kolendra, kmin

nuty bazy: kadziło, styrax, brzoza, kastoreum, piżmo, ambra

perfumiarz: Patricia de Nicolai

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (2)

Esxence logo

O tym, że woda kolońska nie musi pachnieć wyłącznie cytrusami  i ziołami, wiemy już od dawna. Mimo – zdawałoby się – przerobienia tematu wzdłuż i wszerz, kolejne marki wciąż zlecają perfumiarzom trudne zadanie tworzenia zapachów kolońskich o indywidualnym charakterze. Takim przykładem jest La Collection Cologne Fine francuskiej marki Institut Tres Bien. W skład tej nowej kolekcji wchodzą trzy kolońskie z kolejno: różaną (Rose de Mai), fiołkową (Violette de Parme) i tuberozową (Tubereuse Absolue) dominantą. Poza tym  Institut Tres Bien oferuje trzy klasyczne kolońskie, każda w nieco innym stylu: Cologne a la Francaise, Cologne a l’Italienne oraz Cologne a la Russe. Prawdziwy raj dla miłośników subtelnych woni kolońskich.

ITB

Kajal Perfumes Paris było pierwszym stoiskiem, do którego – nim się spostrzegłem – zostałem zaproszony przez – akurat tutaj – sympatyczną obsługę zaraz na początku targowego dnia. Ta nowa marka perfumeryjna zarejestrowana jest w Paryżu, jej dział rozwoju i marketingu znajduje się w Kanadzie, zaś sprzedaż i logistyka (obecnie tylko w krajach arabskich) dokonywane są z Dubaju. Zapachy – męski Homme i damski Classic Eau de Parfum oraz najnowszy Dahab – mają orientalny charakter i sprawiają wrażenie mocno złożonych. Przyznam wszak, że spryskane nimi kartoniki (kwadratowe, duże, z grubego papieru, idealne do testów) pachniały jeszcze bardzo długo i to pachniały naprawdę ślicznie! Byłoby miło, gdyby zapachy te weszły do sprzedaży w Europie. Zresztą na pewno o to chodziło marce, skoro zdecydowała się pokazać na Esxence.

Kajal

Malbrum okazało się być jedynym istniejącym niszowym perfumowym przedsięwzięciem w Norwegii, o czym poinformował nas obecny na stoisku młody właściciel marki o aparycji kalifornijskiego surfera. Zapachy w liczbie sześciu, zamknięte w malutkie flakoniki z pompkami, pachniały bardzo niszowo, niebanalnie i intrygująco. Trzy z nich: Psychotrope, Tigre du Bengale i Shameless Seducer, stanowiące część pierwszą (Vol. I) skomponowała Delphine Thierry. Najlepiej zapamiętałem z nich Shameless Seducer, zawierający dużą dawkę… cywetu. Autorów kolejnych trzech: Safariyah, Bagheera i Wildfire, będących zarazem nową częścią kolekcji (Vol. II), nie znam. Ale z pewnością wszystkie warte są bliższego poznania.

Malbrum

Znane nam doskonale Olfactive Studio prezentowało swą fotograficzno-olfaktoryczną kolekcję w pełnej krasie, akcentując oczywiście najnowsze, bardzo moim zdaniem udane dzieło Still Life in Rio, o którym pisałem już szerzej tu.

Olfactive

Olfactive 01

Olfactive 02

Serce zabiło mi mocniej, gdy zbliżyłem się do stoiska Parfums de Nicolai (niedawno przechrzczonego na Nicolai), tym bardziej, że obok stała zajęta rozmową z organizatorem targów Patricia de Nicolai (z domu Guerlain) we własnej osobie! Miły Pan przy stoisku zaprezentował mi najnowsze dzieło Ambre Cashmere (śliczne i bardzo w jej stylu, troszkę przypominające mi inny zapach Patricii: New York) oraz absolutnie niezwykłe pachnidło oudowe Oud Sublime, zapakowanie w specjalny flakon i ozdobne pudełko. Patricia użyła w formule tego zapachu najprawdziwszy, bardzo cenny naturalny oud. A jak on pachnie? O tym niebawem na blogu, bo udało mi się wyprosić próbkę (OK, nie musiałem długo prosić, bo miły Pan był bardzo chętny do zrobienia dekancika:)).

PdN 02

PdN

Holenderski Puredistance zaprezentował swoją dotychczasową kolekcję. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nie pokazał jeszcze najnowszego pachnidła, którego nazwę od niedawna znamy (Sheiduna), a którego premiera dopiero nastąpi prawdopodobnie jesienią 2016. Już nie mogę doczekać się testów.

Puredistance

Bardzo oryginalnie zabrzmiały (w tym przypadku to określenie ma szczególne znaczenie) pachnidła Room 1015. Cztery zapachy (Power Ballad, Electric Wood, Atramental, Blooma Cult) zainspirowane życiem muzyka rockowego, jakim jest twórca marki Michael Partouche (ale to tylko jedno z jego zajęć – jest także farmaceutą),  zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To nowoczesne zapachy niszowe o ciekawej inspiracji, bo np. Electric Wood wedle słów Michaela, ma pachnieć elektryczną gitara Gibson wyjmowaną ze skórzanego futerału i coś w tym faktycznie jest! Cała kolekcja – mam nadzieję – znajdzie się w recenzjach na moim blogu.

Room 1015

The Different Company przedstawiło na swym stoisku wszystkie trzy kolekcje, z czego podstawową, zwaną Collection Juste Chic oraz kolońską Collection L’Esprit Cologne w przeprojektowanych flakonach, nowych pojemnościach, a także w eleganckich zestawach z futerałem i lejkiem w przypadku falkonów wielokrotnego użytku. Nowym zapachem, którego premiera miała miejsce właśnie podczas Esxence, była kompozycja Alexandry Monet zatytułowana Adjatay, Cuir Narcotique, będąca przepięknym połączeniem ylang ylang, tuberozy i skóry. Recenzja tego, jak i innych zapachów The Different Company, na pewno znajdzie się na blogu.

TDC

Ogromne wrażenie wywarły na mnie pachnidła pochodzącego z Barcelony hiszpańskiego artysty Santiago Burgasa. Opakowane w oryginalne porcelanowe flakony z drewnianymi zatyczkami nie tylko wyglądały, ale i pachniały inaczej, niż wszystko, co tego dnia wąchałem. Mocne, bezkompromisowe, o unikatowym i zapadającym w pamięć charakterze zaintrygowały mnie zdecydowanie. To marka, którą na pewno będę chciał się bliżej zainteresować. A Oud de Burgas wprost powalił mnie na kolana… Zresztą przybliżę go i kilka innych z kolekcji w jednym z kolejnych wpisów.

Santi burgas 01

Santi burgas 02

Pośród czarno-ciemnego, mrocznego stoiska marki Unum, wokół którego „kręcił się” otoczony przez spory tłumek, ubrany na czarno twórca Filippo Sorcinelly, znalazłem dwa nowe pachnidła: Symphonie-Passion oraz  _ennui_noir. O obu zapachach wkrótce więcej na blogu. Dodam, że flakony perfum Unum zyskały nowy, nieco bardziej wymyślny design.

UNUM 01

 

UNUM 02

Niemiecką perfumerię, obok Marka Buxtona, Gezy Schoena, Thorstena Biehla i April Aromatics reprezentował nowy brand Verduu, którego twórcami są Alexander Botov i Bjorn Jonas. Koncepcja zapachów stworzonych z inspiracji twórczością współczesnych młodych niemieckich projektantów mody Hien Le, Michaela Sontaga i Goetze Gegenwart może być początkiem interesującej kolekcji, szczególnie, że kompozycje perfumeryjne stworzył dla Verduu sam Mark Buxton. Niestrudzony… Same zapachach opiszę na pewno w osobnym wpisie.

Verduu

Utrzymując się w temacie mody, a co za tym idzie także materiałów, z których szyta jest odzież, prawdziwie unikatową i nowatorską kolekcję pokazała włoska marka Uermi (od ang. Wear Me). To nowy brand na rynku perfum niszowych, o bardzo precyzyjnie przemyślanym ekologicznym designie i koncepcie, który polega na olfaktorycznym odwzorowaniu faktur różnych tkanin/ materiałów. W skład głównej kolekcji wchodzą: VE±VELVET, AB±CASHMERE, OH±DENIM, NO±SUEDE, UR±SILK, WE±TWEED, XX±LATEX, DO±WASHI. Zapachy skomponowali perfumiarze: Philippe Bousseton, Jean Jacques i Antoine Lie. Najnowszymi pozycjami prezentowanymi podczas Esxence były OR±CASHMERE i OR±WHITE. Oba popełniła Cecile Zarokian. Drugi z nich wydał mi się szczególnie urodziwy, a inspiracją dla jego powstania była tkanina powstająca z mleka (niezwykle delikatna w dotyku!). Marka zaproponowała interesujący sposób prezentacji swoich pachnideł – w tekturowych puszkach znajdowały się kawałki materiału nasączone odpowiednim zapachem. Gdy więc wąchaliśmy VE±VELVET, w puszcze znajdował się autentyczny aksamit. Mam nadzieję, że testy niezwykłych perfum Uermi znajdą się prędzej czy później na moim blogu.

Uermi 01

Uermi 02

Na koniec mojej relacji kilka zdjęć z tych stoisk, na których niestety nie udało mi się z braku czasu, ale i – przyznam – sił zagościć na dużej. Jeden dzień to stanowczo za mało, by zagłębić się w to, co oferuje impreza taka, jak Esxence. Wiem już, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej…

Menditerosa

Mendittorosa Odori d’Anima

Prudence

Prudence Paris

Royal Crown 02

Royal Crown 03

Royal Crown 04

Royal Crown

SHL

Stephane Humbert Lucas 777 i premierowy Taklamakan

 

A na koniec moja ulubiona fotografia z tego wyjazdu:

Renegades

Perfumowy Blog i niezwykłe trio Renegades: Bertrand Duchaufour, Mark Buxton i Geza Schön. Przemiło było choć na kilka sekund znaleźć się w tak doborowym towarzystwie!

Parfums de Nicolai „New York Intense”

Paryski dom perfumeryjny Nicolai Parfumeur Createur w zeszłym roku obchodził 25-lecie swego powstania. Prowadzony od początku przez małżeństwo Patricii De Nicolai i Jeana-Louisa Michau’a zyskał przez te ćwierć wieku status wiernego perfumowym ideałom kontynuatora najlepszych francuskich tradycji perfumowych. Z okazji tego zacnego jubileuszu małżeństwo napisało i wydało książkę-album „NICOLAI perfumeur-createur, un metier d’artiste”, w której pokrótce opisuje historię firmy oraz jej zapachową ofertę. Zarówno mózg firmy – Michau, jak i „nos” – czyli Patricia de Nicolai – dzielą się w niej swoimi refleksjami na tematy perfumerii i perfumowego biznesu, prowadzenia tego typu działalności, zagrożeń i szans jakie ze sobą niesie. Ku mojej uciesze największy nacisk położony został w książce na perfumy, sztukę ich kreacji, inspiracje, składniki i inne zagadnienia z nimi związane. Patricia przedstawia w książce także swój personel – osoby, bez których firma nie mogłaby funkcjonować. Książka zawiera sporo interesujących fotografii i jest napisana w dwóch językach: francuskim i angielskim (mniejszym drukiem obok oryginalnych tekstów francuskich).

nicolai-book

Jest to więc interesująca lektura dla każdego entuzjasty perfumowej tematyki, choć wysoki poziom jej ogólności nie czyni jej nazbyt ekscytującą. Niemniej warto się z nią zapoznać, szczególnie jeżeli – tak jak ja – jest się wielbicielem talentu perfumiarki nie tylko podchodzącej z rodziny Guerlain, ale także moim zdaniem przejawiającej swoje genetyczne dziedzictwo w stylu tworzonych przez siebie perfum. Autorka oczywiście wspomina o swoim pochodzeniu, prezentując w książce drzewo genealogiczne rodu Guerlain od Pierre’a Francoisa Pascala począwszy. Wynika z niego, że matka Patricii oraz Jean-Paul Guerlain – ostatni perfumiarz rodu – mają wspólnego przodka – pradziadka Gabriela. Są więc wedle wszelkich reguł kuzynostwem. Sama Patricia jest więc kuzynką synów Jean-Paula Guerlaina, z których żaden nie chciał kontynuować rodzinnych tradycji perfumeryjnych. Dlaczego więc nie zaproponowano tego Patricii? Ponieważ w latach, w których Patricia mógłby terminować u boku wujka Jean-Paula przygotowując się do przejęcia schedy (przełom lat 70-tych i 80-tych) w rodzinie Guerlain panowała zasada, iż kobiety nie pracują… Później gdy w 1989 roku Patricia wystartowała Parfums de Nicolai, było już na to pewnie za późno.

2015-01-11 16.15.57
Drzewo genealogiczne rodu Guerlain. Patricia de Nicolai w prawy górnym rogu.

Jubileusz i książka przypomniały mi o pewnym zapachu De Nicolai, który – głównie za sprawą entuzjastycznej recenzji Luca Turina w jego książce „Perfumes. The A-Z Guide” – zdobył sporą popularność, a który sam miałem niekłamaną przyjemność używać kilka lat temu oraz oczywiście zrecenzować na blogu. New York bo o nim mowa – okazał się przepięknym męskim aromatycznym pachnidłem o najwyższej jakości. Zapachem klasycznie męskim i ponadczasowym. W 2014 roku w ramach 25-lecia marki Patricia De Nicolai dokooptowała do oferty wersje Intense kilku swoich flagowych pachnideł, w tym także New York. Nie byłbym sobą, gdybym go nie przetestował. Tym razem zapach ma koncentrację wody perfumowanej i jest – co nie powinno zaskakiwać – gęstszą, pełniejszą i intensywniejszą wersją wody toaletowej. Warto wiedzieć, że formuła New York, wedle deklaracji perfumiarki, zawiera aż 50% składników naturalnych, co we współczesnej perfumerii jest rzadkością. I to naprawdę czuć.

Patricia de Nicolaï

Przypomnijmy – New York (rocznik 1989) to klasycznie zbudowane perfumy, które zakwalifikowałbym jako połączenie fougere z szyprem i nutami drzewnymi (innym doskonałym przykładem tego typu zapachu jest Bois du Portugal Creeda), złożone z soczystych cytrusów w fazie głowy wzmocnionych pieprzem, doskonale pachnącej prowansalskiej lawendy w sercu osadzonej na szypro-podobnej bazie złożonej z paczuli i ambry. Całość okraszona jest iście guerlainowską wanilią, a drzewne rusztowanie zapachu wykonano z cedru. Wersja Intense wysuwa naprzód cięższe składniki formuły – cedr, paczulę, ambrę i wanilię siłą rzeczy chwiejąc proporcjami protoplasty, którego koneserzy cenią właśnie za to mistrzowskie zbalansowanie. Cytrusy nie są tu więc tak intensywne i soczyste, natomiast wyraźniej – mam wrażenie – pachnie pieprz. Nie znaczy to jednak, że zapach utracił swój balans. Po prostu inaczej rozłożono w tej kompozycji akcenty, przez co zapach nabrał głębi i jeszcze więcej klasycznego szarmu. Jest przede wszystkim bardziej drzewny i ambrowy, mniej zaś aromatyczno-ziołowy. Przez swą gęstość spokojniej i wolniej rozwija się na skórze i ciszej projektuje, a swoje apogeum przeżywa kilka godzin od aplikacji, gdy emituje niesamowicie elegancki, klasyczny akord drzewno-ambrowy. Co ciekawe – choć często zdarza się, że rozmaite wersje intensywne znanych zapachów mocno odbiegają od swych pierwowzorów – tu mamy do czynienia z literalnie intensywniejszą wersją New York. Z dokładnie tym i niczym więcej. Jeżeli więc lubi się klasyczną wersję, nie sposób nie polubić tej intensywnej.

New York Intense (podobnie jak New York) oceniam jako perfumy dla mężczyzn ceniących sobie tradycyjne aromaty. Jest niezwykle komfortowy w noszeniu, przydaje poczucia klasy i szyku. Wyróżnia się doskonałą jakością i bardzo dobrymi parametrami (projekcja, trwałość, ogon). Jest przepiękny i bardzo harmonijny.

Bardzo szkoda, że perfum Patricii De Nicolai wciąż nie można nabyć w polskich perfumeriach. Przecież już nawet ona – mimo bardzo długiego opierania się (!) – uległa namowom swojego męża i stworzyła dwa pachnidła z oudem (podobno nie tylko w nazwie) Amber Oud i Rose Oud. Oba fenomenalne – jeżeli wierzyć opiniom zapachowych internautów. Patricia nie chciała stworzyć po prostu kolejnych perfum oudowych. Chciała zaproponować coś nowego, świeżego z użyciem tej wszechobecnej w ostatnim czasie nuty. I tak podobno uczyniła. Nie muszę tych perfum testować, by mieć pewność, że są niebanalne i doskonale skomponowane. Co nie znaczy, że ich w przyszłości nie przetestuję…

new-york-intense

nuty górne: cytryna, bergamotka, lawenda

nuty środkowe: pieprz, chili, paczula, cedr

nuty bazy: wanilia, skóra, ambra

twórca: Patricia de Nicolai

rok wprowadzenia: 2004

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 10 h

 

 

Parfums de Nicolai dla panów

Firma Parfums de Nicolai przysłała mi kopertę z blotterami nasączonymi męskimi perfumami z ich oferty. Poniższe krótkie opisy są zaledwie impresjami na ich temat, jednak pozwalają choć ogólnie przybliżyć poszczególne pachnidła.

Vetyver przypomina mi Pure Vetiver Azzaro, poza tym kojarzy mi się także z Vetiver Cologne Roger & Gallet. Jeśli ktoś zna choć jedną z tych kompozycji, to wie, że to nie wetiwer jest w nich główna nutą. Jest raczej pretekstem dla szerszego spektrum nut zielono-pikantnych, tudzież subtelnie kwiatowych. Taki właśnie jest Vetyver Patricii De Nicolai. Delikatny, raczej ulotny, przyprawiony, w finiszu trochę „mydlany”. Czuję w nim szlachetne składniki, poukładane w bardzo harmonijny sposób, ale nie czuję niestety prawie w ogóle …. wetiweru. Szkoda.

nuty: wetiwer, jaśmin, ylang-ylang, kolendra, tonka, kmin, pieprz

Cedrat Intense – cytrusy z przyprawami (pieprz) i drewnem, bardzo naturalne i bardzo guerlainowskie, trochę w typie tych znanych z otwarcia Habit Rouge, choć subtelniejsze. W roli głównej cedrat i pomarańcza. Zapach po godzinie od otwarcia foliowego opakowania z blotterem staje się dość delikatny (mimo że intense). Dla wielbicieli naturalnie pachnących cytrusów. Mnie nie zachwyca.

góra: cedrat, cytryna, pomarańcza/ środek: przyprawy, pieprz/ dół: paczula, nuty drzewne

Patchouli Intense – pierwszy z moich faworytów. Przede wszystkim potężna moc (tu rzeczywiście słowo intense ma swoje pokrycie). Śliczne pomarańczowo-lawendowe otwarcie. Zapach gęsty, z paczulą jako osią kompozycji, jednak absolutnie nie przytłaczającą innych składników, ba, nawet nie ujawniającą się w czystej postaci, choć gdzieś tam obecną. Paczula na użytek kompozycji, a nie odwrotnie. W doborowym towarzystwie ziół, kwiatów, przypraw (znaczący udział cynamonu i wanilii) i drzew (drewno sandałowe). Całość jest bardzo zrównoważona i naprawdę piękna pięknem doskonałych składników i finezją samej kompozycji. Pachnie bosko! Marzy mi się spróbować tego na skórze.

Oddajmy głos twórczyni: „Olejek paczulowy jest składnikiem o wielkim znaczeniu w palecie perfumiarza. Paczula ma wiele odcieni. Wciąż jest wiele do odkrycia w tej wilgotnej, mokrej, mchowej, ostrej, niemal pylistej ziemistości. Przydaje perfumom mocy i głębi.”

góra: pomarańcza/ środek: lawenda, turecka róża, geranium z Bourbon, cynamon, ziele angielskie/ dół: paczula, kadzidło frankońskie, drewno sandałowe z Mysore, wanilia, ambra

Care ‚d ‚As – mój drugi faworyt w tym zestawie, zielono-owocowo-miętowe fougere, które ewidentnie i obsesyjnie przypomina mi jakieś perfumy z przeszłości. Mam wrażenie, jakbym poznał je wiele lat temu, gdy jeszcze nie „siedziałem” tak szeroko i głęboko w temacie perfum. Owszem – troszkę tu Roadstera Cartiera, jest też śliczna nuta tabaki (z definicji uwielbiam!), ale jest coś jeszcze, czego niestety, mimo usilnych prób, nie umiem teraz zidentyfikować. Coś, co bardzo głęboko siedzi w mojej olfaktorycznej pamięci i jest to wspomnienie bardzo piękne, jednak okazuje się równie ulotne… Care ‚d’As to śliczny męski zapach, magnetyczny, mający w sobie to coś.

góra: arbuz, mięta, lawenda, limetka, liście cytryny/ środek: estragon, przyprawy/ dół: tabaka, nuty drzewne

Vie de Chateau Intense – przy takich składnikach nie może być inaczej – gęsty i bardzo męski fougere, wyrafinowany, pełny i głęboki, a przy tym intensywny zapach z kumaryną oraz mchem dębu, a także tabaką. Ciepły i otulający. Mój kolejny – trzeci – faworyt w zestawie. Choć może nie tak charakterystyczny, jak dwa poprzednie, to wciąż świetny.

główne nuty: siano, tabaka i mech dębu

Baladin – zapach skórzany. Aromaty skóry i styraxu grają tu główne role. Ciepły, żywiczny, nieco balsamiczny, bardzo męski, inspirowany klasykiem Knize Ten lub inaczej – będący pozbawionym fiołka Fahrenheitem. Jedno z mocniejszych pachnideł w kolekcji.

góra: mięta, bergamotka, grejpfrut, estragon, rozmaryn/ środek: wetiwer, nuta skórzana/ dół: wanilia, nuty zwierzęce

Balle de Match – gorzko cytrusowo-zielony, świeży i intensywny, orzeźwiający, z dominującą wonią olejku z grejpfruta, który dzięki pieprzowym molekułom pięknie projektuje. Zapach w klimacie Czech & Speak Citrus Paradisi i Guerlain Aqua Allegoria Pamplelune.

góra: grejpfrut/ środek: różowy pieprz/ dół: paczula, mech dębu, kadzidło

Co łączy zapachy Parfums de Nicolai, a co mogę stwierdzić na bazie tak wstępnych przecież blotterowych testów? Oczywiście styl Patricii. Jej kompozycje malowane są lekką kreską i pastelowymi barwami. Kolory są harmonijnie podobierane, przenikają się z niezwykłą gracją, bez dysonansów i „lewych” nut. Łączy te zapachy także bardzo naturalna aura i nieodparty urok. Patricia używa sprawdzonych, typowych perfumowych składników, łącząc je w sposób absolutnie mistrzowski.

Parfums De Nicolai „New York”

Patricia de Nicolai jest wnuczką Pierre Guerlaina. Z „tych” Guerlainów 😉 Studiowała w paryskiej szkole perfumiarskiej ISIPCA, później pracowała jako perfumiarz w Firmenich i Quest – dwóch gigantach specjalizujących się w produkcji zapachów i aromatów (odpowiedniki naszej Polleny Aromy). Markę i firmę Parfums de Nicolai utworzył w 1989 roku duet Patricia de Nicolai i jej mąż Jean-Louis Michau. Przyświecała im idea perfumiarza wolnego, tworzącego perfumy bez ograniczeń, wg własnego uznania i gustu, bez marketingowych ograniczeń. Szczęśliwie dla wielbicieli perfumerii artystycznej przedsięwzięcie powiodło się i marka funkcjonuje po dziś dzień, nie gwałtownie, ale stopniowo rozbudowując swoje zapachowe portfolio. Bo Parfums de Nicolai to nie tylko perfumy, ale także zapachy do pomieszczeń, perfumowe lampy, mydła, olejki kosmetyczne i płyny do kąpieli. Wszystkie perfumowane przez niezwykłą, uzdolnioną i doświadczoną Patricię de Nicolai, która zajmuje się nie tylko komponowaniem perfum, ale także zapewnieniem firmie składników, produkcją koncentratów dla własnych potrzeb (!) oraz PR. Z kolei Jean-Louis Michau, jako fachowiec w dziedzinie ekonomii, pracujący jako doradca w różnych organizacjach, w Parfums de Nicolai odpowiada za  nadzorowanie powstawania zapachów, design sklepów, zarządza produkcją, jak i całą firmą.

New York to zapach, do którego spróbowania zachęcił mnie Andy Tauer swoim bardzo pochlebnym wpisem na blogu. Co więcej, perfumy te w sposób szczególny zachwala Luca Turin w swym przewodniku Perfumes – the A-Z guide. Przyznając się, że z lubością nosił ten zapach przez 10 lat swego życia, wystawia New York niezwykłą laurkę, mówiącą o zapachu znacznie więcej, niż większość turinowskich recenzji. New York powstał na samym początku istnienia Parfums de Nicolai i historycznie jest pierwszym męskim zapachem tej marki. Mimo gruntownie amerykańskiej nazwy jest w swej naturze mocno francuski, a nawet „guerlainowski”. Choć oczywiście nie zawierający zastrzeżonej przez Guerlaina bazy zwanej guerlinade, New York pachnie jak wypadkowa Habit Rouge i Heritage, z odrobiną Coriolana. Autentycznie – wąchając New York czuje w nim wyraźnie cytrusowo-waniliową kombinacje znana z Habit Rouge oraz aromatyczną, prowansalską lawendę, która tak cudownie pachnie w niesamowitym Heritage, a także szyprowe dno Coroliana. Nie ma tu oczywiście mowy o kopiowaniu czy nawet inspiracji Guerlainem, zważywszy że New York powstał wcześniej niż te dwa ostatnie męskie pachnidła.

New York jest zapachem bardzo naturalnym, komfortowym i w sposób niezobowiązujący pięknym. Czuć w nim tradycyjne, wyselekcjonowane składniki i mistrzowską rękę Patricii de Nicolai, w której płynie zdecydowanie guerlainowska krew. Początek New York to jego zdecydowanie najpiękniejszy jego moment. Cytrusy i przecudna, niezwykle ziołowa, chyba najpiękniejsza, jaką dotąd spotkałem, kręcąca w nosie lawenda z Prowansji. Ta introdukcja to absolutne mistrzostwo świata. Mieszanka, którą mam ochotę inhalować się bez końca. Serce wzmocnione pieprzem i odrobiną paczuli oraz cedrem ma przez pewien czas nieco ziołowy odcień, by szybko odsłonić bazę zapachu. Ta jest dość bliskoskórna i bardzo zbalansowana. Wanilia – delikatniejsza niż ta w Habit Rouge – oraz akord balsamiczno-żywiczny, dający efekt ambrowo-skórzany, w sposób bardzo szykowny wieńczą to dzieło, którego noszenie jest niczym innym tylko nieokiełznaną frajdą, jeżeli ktoś ceni sobie ten rodzaj nieskomplikowanej francuskiej ponadczasowo eleganckiej perfumerii. New York ma zauważalną ewolucję, jednak poszczególne fazy następują po sobie w sposób niezwykle finezyjny.

Ten cudny zapach zamknięto w prostym i elegancki flakonie z logo Parfums de Nicolai (wizerunek alembiku) i nalepką (dosłownie!) zawierającą nazwę perfum. Właśnie ta nalepka troszkę psuje ogólne, bardzo dobre, wrażenie, ale nie na tyle bym obniżył swą ocenę.

Traktując konsekwentnie zapachy Jean Paula Guerlaina jako punkty odniesienia, New York opisałbym jako pachnidło o ton cichsze niż bardziej zdecydowane Habit Rouge, a o dwa tony aniżeli bardzo wyraźny Heritage. Moc i projekcja bliższe są więc Coriolanowi. Trwałość ok. 10 godzinna, wg mnie absolutnie zadowalająca.

Przez ostatni tydzień New York w sposób skuteczny rozwiązywał mój poranny dylemat perfumowy. Codziennie chciałem go mieć na sobie, bo świetnie nastrajał mnie do trudnych zawodowych wyzwań. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. To jednak perfumy, które będę bardzo dobrze wspominał, gdy flakon opuści już ostatnia ich kropla. Ten zapach zasługuje na niezmiernie rzadko przyznawaną przez mnie najwyższą notę. A niech tam!

nuty górne: cytryna, bergamotka, lawenda

nuty środkowe: pieprz, paczula, cedr

nuty bazy: wanilia, skóra, ambra

twórca: Patricia de Nicolai

rok wprowadzenia: 1989

moja klasyfikacja: uniwersalna i ponadczasowa męska elegancja w stylu Jean-Paula Guerlaina; zapach idealny do noszenia na co dzień, bez względu na porę roku; klasa i niesztampowość bez narzucania się; zapach mający wszelkie cechy tzw. signature scent; doskonała propozycja na prezent dla ukochanego mężczyzny (męża, ojca czy dziadka), jeżeli ceni on klasyczny i elegancki styl, a jednocześnie stroni od banału;

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 6/ projekcja: 4/ trwałość: 5/ flakon: 5