Widian – orientalne pachnidła z Abu Dhabi

Widian to perfumowa marka z Abu Dhabi utworzona przez Ali Aljaberiego w 2014 roku jako Aj Arabia, a w 2016 roku przechrzczona na obecną nazwę. Twórca określa stylistykę swych perfum jako połączenie arabskiej tradycji ze współczesnością. Szukając informacji o Widian spotkałem się także z określeniami, że perfumy te przykład mariażu stylów arabskiego i francuskiego we współczesnym wydaniu. Nawet po dość pobieżnym zapoznaniu się z nimi mogłem stwierdzić, że chyba najtrafniej opisuje je to zdanie, które znalazłem na oficjalnej stronie Widian:

Delikatne i wonne pachnidła, które zabiorą cię w podróż do cudownego dziedzictwa Środkowego Wschodu.

Rzeczywiście elementem wspólnym perfum Widian jest ich niesamowita wonność właśnie. Ktoś zapyta – jak to? Przecież perfumy z natury swej są wonne. Owszem. Ale wonność, o której piszę, zasługuje na szczególne wyróżnienie. Objawia się ona wręcz majestatycznym, spokojnym i wielogodzinnym emanowaniem ze skóry stonowanego, ale permanentnie wyczuwalnego, zmysłowego, ciepłego i przywierającego mocno do skóry zapachu, który poprzez swą olfaktoryczną gęstość i zdecydowaną przewagę składników o dużym ciężarze gatunkowym staje się naszym własnym, „osobniczym” zapachem. Każde z przetestowanych Widian pachnideł posiada tę cechę w mniejszym lub większym stopniu.

Mosque Sheik Zayed

Zanim opiszę swoje wrażenia na ich temat, jeszcze dwa zdania nt. designu flakonu i opakowania Widian. Inspiracją dla nich był monumentalny budynek wielkiego meczetu Szejka Zeyda znajdujący się w Abu Dhabi. Budynek ten – podobnie jak perfumy Widian – łączy w sobie architektoniczne elementy tradycji i nowoczesności.

Widian velvet collection bottle

Widian-Limited Collection Bottle

widian gold collection bottle

Trzeba przyznać, że flakony i ich opakowania prezentują się przepięknie.

Oferta Widian podzielona jest bardzo czytelnie na cztery kolekcje: Black, Gold, Velvet i Limited. Różnią się one nie tylko kolorami flakonów i opakowań, ale także charakterem samych kompozycji zapachowych, choć trzeba dodać, że wszystkie kolekcje łączy zdecydowanie orientalny klimat. Co rzadko spotykane, zapachy w ramach danej kolekcji nie posiadają indywidualnych nazw czy tytułów, a jedynie numery.

Black Collection…

…składa się z pięciu pachnideł, z których póki co trzy miałem przyjemność testować, a które skomponował pracujący w słynnym Grasse Jean-Claude Astier. To niezwykle doświadczony perfumiarz, który – jak mało kto – opanował mariaż arabskiej i klasycznie francuskiej perfumerii, czego wielokrotnie już dowiódł w ramach wspaniałych pachnideł komponowanych dla Martine Micallef i Geoffreya Nejmana. Znajdziemy w Black Collection zarówno orientalne zmysłowe ciepło, jak i klasyczny francuski szyk, harmonię, piękno i głębię. Nie ma tu mowy o kontrowersyjnych nutach animalnych czy oudowych. Te zapachy oczarowują, ale – co ważne – nie od razu, a dopiero po pewnym czasie. Bo nie są to perfumy nastawione na szybki i spektakularny efekt. Nie epatują otoczenia, raczej je intrygują, smużąc przez wiele godzin aromatycznymi nutami. By w pełni docenić ich urodę, potrzeba dwóch czynników: czasu oraz skóry, na co niewątpliwie ma wpływ fakt, iż są to ekstrakty perfumowe i to zbudowane w przewadze z molekuł o dużym ciężarze gatunkowym (żywice, balsamy, kadzidła, drewna). Potrzebują one kilku godzin, by w pełni ujawnić swe oblicze. Odradzam więc stanowczo testy na papierku, gdyż będą one bardzo mylące i nie oddadzą w pełni ich charakteru.

widian 2

Black Collection I jest ciepłą, zmysłową i pełną głębi mieszanką przypraw z wyróżniającym się kardamonem, który nadaje całości subtelnej, jakby owocowej nutki. Gdy kardamon przydaje świeżości, ciepła dodaje cynamon. Przedłużeniem kardamonowej nuty jest najpierw cyprys, nadający subtelniej zieloności, a następnie zręcznie wkomponowana nuta kadzidła. Ale zarówno ona, jak i wspomniane przyprawy, zostały tu umieszczone w bardzo konkretnym, ciepłym i orientalnym kontekście, zbudowanym z cedru, drewna sandałowego i piżmowej głębi. Te nuty praktycznie od początku „ustawiają” to pachnidło i utrzymują jego zmysłowy charakter do samego końca.

Black Collection II otwiera się przecudnym, lekko słodkim akordem owocowym (śliwka i mandarynka), spod którego wyłania się będąca w centrum kompozycji róża, otoczona słodko-żywiczną esencją z drewna sandałowego. Kulinarny wątek z intro kontynuuje wanilia w bazie, a orientalnej reszty dopełniają piżma i esencja z mchu. II jest nieco bardziej kobieca, niż I czy III. Jest też subtelniejsza, ale i trwalsza. Pozostaje na skórze kilkanaście godzin.

Black Collection III ma świeży początek dzięki bergamotce i mięcie. Zaraz po nim ujawnia się akord skórzano-drzewny, który dominuje dalszą część zapachu. Skóra jest subtelna, elegancka, czysta, wyrafinowana. Okrągła, pełna drzewna baza – z istotną rolą paczuli – oraz sandałowcem, wanilią i mchem (podobna jak w II) wieńczy to naprawdę warte uwagi dzieło.

 

Gold Collection

widian gold collection

Gold Collection składa się póki co z dwóch pachnideł, obu o podobnym do siebie, ale wyraźnie innym charakterze od zapachów składających się na Black Collection. Tego typu zapachy lubię nazywać „obsypanymi złotym pyłem szeików ambrowcami” (co świetnie zresztą idealnie oddaje powyższa grafika). Jednym z najdoskonalszych przykładów takich pachnideł jest wg mnie Amouage Opus VI. Mniej więcej w takim właśnie stylu i klimacie są oba zapachy złotej kolekcji Widian. Mają przy tym ambrową-bazową część wspólną, ale różnią pozostałymi elementami. Gold Collection I – obok subtelnych nut kwiatowych i ambrowej bazy – zawiera w sercu nutę oudu – dość delikatną i mającą bardziej klasycznie arabski charakter, przypominający mi oudy takich marek jak Rasasi czy Arabian Oud. Gold Collection II pachnie niczym złoty pył, a to dzięki wyraźnemu szafranowi, którym posypano kwiatowe serce na analogicznej jak w I ambrowej bazie. II przypomina mi z kolei Oud Shamash The Different Company jaki i Sand Aoud Mancera. II jest moim faworytem w tym złotym duecie.

Widian velvet collection

Velvet Collection

To duet perfum orientalno-kwiatowych, mocno się jednak od siebie różniących. Liwa zachwyca ostrym, dymno-przyprawowym intro (szafran plus molekuła Amberwood), a obecne w nim oraz w sercu nuty białokwiatowe mają raczej symboliczny charakter i zostały tu zdecydowanie przytłumione bardzo arabską, dymno-drzewną bazą, która składa się głównie z nut drzewnych: cedru, sandałowca, paczuli, wetywerii, oudu i kadzidła. Kwiatowości jest w więc w Liwie bardzo niewiele, a zapach spokojnie broni się jako uniseks z przechyłem w męską stronę. Co innego Delma. Tu wyraźne kwiatowe serce, złożone z jaśminu i frezji, poprzedzone lekko owocowym wstępem (brzoskwinia i heliotrop), przywołującym trochę na myśl stylistykę No. 5 Chanela, osadzone na lekko kulinarnej, okrągłej, „puszystej” bazie z nutami wanilii, ptasiego mleczka oraz szafranu, paczuli i gwajaku, nie pozostawia złudzeń. To pełnoprawne, śliczne, bardzo kobiece i zmysłowe, orientalno-kwiatowe perfumy dla kobiet.

Perfumy Widian reprezentują tę piękną i łatwą w lubieniu stronę orientalnej perfumerii. Zawierają typowe elementy arabskiej estetyki perfumowej, jak choćby zamiłowanie do wysokiej koncentracji oraz częste używanie niektórych składników do niedawna jeszcze obcych perfumerii europejskiej (szafran, oud, kadzidło). I choć perfumy te nie wymagają przesadnie wyrobionego nosa (jak np. propozycje Amouage, S.H. Lucas 777 czy nawet Montale) i zaprojektowane są tak, by łatwo (choć nie szybko) „wpadały w nos”, to jednak nie można nie zauważyć w nich kunsztu i wyrafinowanego orientalnego piękna. Zbudowane na perfekcyjnej harmonii, bez dysonansów, z głębią i treścią oraz wysoką jakością chyba po prostu nie mogą się nie spodobać.

Eutopie Parfumes – nisza made in France

Eutopie Parfumes to młoda francuska marka niszowa utworzona w 2011 roku i prowadzona przez Elodie Pollet – weterankę branży dóbr luksusowych, w tym perfum. Pollet lubi podróżować, mieszkała już w wielu miejscach na świecie. Jej obserwacje podróżnicze oraz doświadczenia życiowe i branżowe znalazły wyraźne odzwierciedlenie w pachnidłach Eutopie, które tworzy wraz z profesjonalnymi francuskimi perfumiarzami. Perfumy ponumerowane zostały od 1 do – póki co – 10, z pominięciem, rzecz jasna, piątki, która jako nazwa perfum zarezerwowana jest przez Chanel…Każda kompozycja zainspirowana została innym miejscem, przy czym te o numerach 7, 8 i 9 poświęcono paryskim ogrodom. Warto wspomnieć, że marka został uhonorowana w 2012 roku w Paryżu nagrodą European Beauty Innovation Awards, a zapach No.4 otrzymał w 2013 roku w Berlinie nagrodę Prix de Parfum Artistique.

elodie-pollet
Elodie Pollet (Fot. Fragrantica)

 

Eutopie Parfums proponuje intrygujące i oryginalne pachnidła o orientalnym, niszowym charakterze, skierowane do koneserów perfumowej sztuki. Zamyka je w masywne, ale poręczne i dobrze prezentujące się flakony zaopatrzone w srebrne lub złote zatyczki. Oszczędna stylowa grafika i numery zamiast nazw dodają całości niszowego i ekskluzywnego charakteru.

Dzięki uprzejmości łódzkiej perfumerii Impressium miałem okazję przetestować pachnidła o numerach od 1 do 6 i przyznać  muszę, że wszystkie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To kawał porządnej perfumowej roboty. Przede wszystkim zapachy Eutopia są oryginalne (i – o dziwo – nie ma pośród nich ani kopii Black Afgano, ani imitacji Tuscan Leather (!), choć jest coś…., ale o tym później). Poza tym, są gęste i trwałe, co wynika nie tylko z zastosowanych składników, ale i koncentracji eau de parfum. To także powoduje, że rozwijają się one na skórze bardzo powoli, nie epatując otoczenia swą mocą, a pozostając raczej bliżej noszącego. Zwykle są to kompozycje orientalne, z elementami estetyki arabskiej, tyle że z akcentami położonym na różne aspekty. Według mnie niemal wszystkie mają uniseksowy charakter.

No.1 to pachnidło z wyraźną nutą jaśminu sparowanego z różą, którym początkowo towarzyszy anyż. Kwiaty zanurzono w esencjach drzewnych, przybrudzono odrobiną gorzkawo pachnącego tytoniu i oparto na zmysłowej orientalnej bazie, na którą składa się ambra, piżmo i wanilia. Zapach majestatycznie i długo rozwija się na skórze, dość szybko wszakże tracąc kwiatowe nuty na rzecz orientalnej, lekko pudrowej, ambrowo-drzewno-waniliowej bazy, która z czasem staje się coraz bardziej sucha, nieco duszna, tajemnicza i zmysłowa.

Biały flakon z różowym ornamentem jakoś mi jednak do charakteru No. 1 zupełnie nie pasuje…

eutopie-n-1-luxury-perfume

 

główne nuty:  jaśmin, róża, anyż, drewno sandałowe, tytoń, cedr, ambra, białe piżmo, wanilia

perfumiarz: Charles Caruso (SFA)

rok premiery: 2011

 

No.2 to przepiękne, majestatyczne, orientalne pachnidło łączące w sobie różę, szafran i nuty drzewne. Fani niedoścignionego Rose Nacree du Desert Guerlain, Santal Royal tej samej marki oraz niedawno opisywanego przez mnie Oriento marki Jeroboam mogą znaleźć w tej kompozycji swoje ulubione aromaty. Róża obecna, choć nie dominująca, została tu sowicie obsypana rdzawym szafranowym pyłem przydającym całości tego charakterystycznego słodko-gorzkiego, arabskiego charakteru. Mam słabość do takich pachnideł – mających zmysłowy, ale jednocześnie egzotyczny, ciężki, „osadzony”, ale fascynująco mroczny i tajemniczy charakter, w których szkarłatna róża zmieszana została z czernią nikabu i złotem zdobień arabskich pałaców…

burka

No.2 zawiera w sobie – wedle twórców – aromat specyficznego arabskiego kadziła zwanego Bakhur (bakhoor), będącego w istocie sprasowaną w kształcie cegiełki mieszanką naturalnych składników, głównie drzewnych wiórków oudowych, zanurzonych w pachnących olejkach i zmieszanych z innymi składnikami (żywice, ambra, piżma, drewno sandałowe, zapachowe esencje). Bakhur palony wydziela dym służący do nadawania zapachu pomieszczeniom i tkaninom (ubraniom).

Reasumując, No.2 zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. No i kolor flakonu został tym razem zdecydowanie lepiej dobrany…

eutopie-n-2-luxury-perfume

główne nuty:  przyprawy, tytoń, róża, szafran, piżmo, nuty drzewne, niuanse orientalne

perfumiarz: Prakash Narayan (Givaudan)

rok premiery: 2011

 

No.3 idzie w nieco innym kierunku, niż dominujący w pierwszych dwóch zapachach arabski orient. Owszem, odnajdziemy tu wspólne z nimi ingrediencje (np. szafran, agar), ale całość jest zdecydowanie łagodniejsza i bardziej europejska – głównie dzięki innym proporcjom poszczególnych składników i łagodzącemu całość na pierwszym etapie jałowcowi. Dość szybko No. 3 ujawnia swą drzewna istotę, która – w miarę upływu czasu – zaczyna dominować. Finisz jest intensywny i sucho-drzewny, co jest zasługa niezawodnego cypriolu, który wzmacnia drzewny przekaz. Łagodny początek przeistacza się więc w mocny, drzewny koniec. Całkiem zaskakująco i naprawdę interesująco…

eutopie-3

główne nuty:  jagody jałowca, szafran, drewno sandałowe, cypriol, drewno agarowe, paczula, ambra, piżmo, wanilia

perfumiarz: Sonia Constant (Givaudan)

rok premiery: 2012

 

No. 4 poprzez połączenie paczuli z delikatnymi nutami balsamicznymi (czystek), żywicznymi i kulinarną wanilią na samym początku budzi we mnie jak najlepsze skojarzenia z przecudnej urody Coromandelem Chanela. Jednak w wyniku obecności fiołka w sercu zapach dość szybko zmienia kierunek. Staje się miękki i delikatnie zielony. Co ciekawe, na finiszu podobieństwa do dzieła Jacquesa Polge’a powracają, zapach staje się lekko paczulowo-kremowy i w efekcie jako całość pozostawia naprawdę dobre wrażenie. Jego „nieszczęściem” jest właśnie to, że może kojarzyć się z absolutną perfumową doskonałością, jaką jest Coromandel. Z takim „przeciwnikiem” trudno jest nawet podjąć walkę, a co dopiero ją wygrać… Ale to właśnie tę kompozycję doceniło berlińskie jury przyznając Prix de Parfum Artistique.

eutopie-4

główne nuty:  paczula, bergamotka, czystek, róża, fiołek, sandałowiec, ambra, piżmo, kadzidło

perfumiarz: Charles Caruso (SFA)

rok premiery: 2013

 

No.6 zainspirowane zostało… Rosją (bo czemu nie?), a konkretniej – Moskwą, która wszakże znacząco różni się od reszty Rosji (delikatnie to ujmując), a w której Elodie Pollet mieszkała przez jakiś czas. Stamtąd zabrała ze sobą wspomnienia i skojarzenia z wonią skóry, geranium i kadzidła. Według niej te nuty w dużej mierze tworzą No.6, którego czerwony flakon ze złotą zatyczką nawiązuje do moskiewskiego monastyru z ulicy Petrovka.

moscow-monastery

Zapach otwiera się dość intensywnym aromatem przypominającym pieprz, ale pieprzem nie będącym. To aromamolekuła pepperwood daje znać o sobie. Obok suchego drzewnego cypriolu, to drugi składnik stricte syntetyczny budujący kościec tego niezwykłego zapachu. Zza tego pikantnego wstępu nieśmiało wyłania się geranium na cedrowym fundamencie i – ten moment musiałem sprawdzić kilka razy, by potwierdzić moje skojarzenia – pachnie to jak Terre d’Hermes (!) pozbawiony grejpfruta (methyl pamplemousse) i wetywerii (vetiveryl acetate). Taka mroczna, niszowa, nieoczywista i bardziej wymagająca wersja Terre. Mniej wprawny nos może zupełnie nie zauważyć tego podobieństwa. Ja sam wydobyłem je dopiero przy którejś próbie. Ale No.6 to pachnidło zdecydowanie trudniejsze, obudowane innymi ingrediencjami dla uzyskania innego efektu. Elodie Pollet określa je jako – po części – skórzane. Ja jednak skóry zupełnie tu nie czuję. Natomiast uważam ten zapach za przede wszystkim przyprawowo-drzewny z odrobiną kadzidła, ładnym, dość wyraźnym, lekko mentolowym geranium i świetnym, długotrwałym, suchym cypriolowym finiszem. Co ciekawe, owo podobieństwo do dzieła J.C. Elleny jest dużo większe na papierku testowym, niż na skórze. Tam zapach staje się bardziej mroczny i drzewny, a urocza i rozjaśniająca całość nuta geranium gdzieś się chowa…

Dla osób lubiących olfaktoryczne eksperymenty No.6 może okazać się bardzo ciekawym kandydatem do połączenia go z Terre d’Hermes na skórze, w celu pogłębienia i utrwalenia tego drugiego. Efekty mogą  być bardzo intrygujące. Sam z pewnością tego wkrótce spróbuję… Niemniej oczywiście No.6 to od początku do końca „samodzielne” pachnidło o mocnym, zdecydowanym i męskim charakterze. Obok No. 2 moje ulubione z opisywanej piątki.

 

 eutopie-n-6-luxury-perfume1

główne nuty: kadzidło, cypriol, geranium, labdanum, skóra, paczula, cedr, piżma, Pepperwood

perfumiarz: Nadège le Garletanzec (Givaudan)

rok premiery: 2013

 

Puredistance SHEIDUNA – mariaż orientalnej zmysłowości i francuskiej elegancji

Czy perfumy luksusowe to określenie, które cokolwiek jeszcze dziś znaczy? 

W czasach, gdy uważające się za luksusowe marki perfumowe wypuszczają czasem po kilka zapachów w roku, często potwierdzając starą jak świat regułę, że więcej wcale nie znaczy lepiej (a zwykle odwrotnie), twórca marki Puredistance Jan Ewoud Vos od początku jej istnienia dba o to, by była ona postrzegana jako synonim prawdziwego luksusu. Co więc za tym idzie, liczy się nie tylko samo pachnidło, które w przypadku Puredistance prezentuje zawsze najwyższą jakość, ale także wszystko co mu towarzyszy – od niezwykłego flakonu, poprzez luksusowe akcesoria, ograniczoną dystrybucję, odpowiednio wysoką cenę, aż po częstotliwość, z jaką marką lansuje nowe perfumy. W przypadku Puredistance pojawiają się one raz na rok lub rzadziej i już choćby pod tym względem marka należy do nielicznych wyjątków. Przypomnijmy: rok 2007 to pierwsze pachnidło Puredistance I. W roku 2010 marka przedstawiła dwa zapachy: kobiecą Antonię i męskie Puredistance M.W 2012 pojawiło się Opardu, w 2013 Black zaś w 2015 White. Na 2016 rok zapowiedziano wyjątkową premierę…

puredistance-full-logo-gold-01

Trzeba przyznać, że wylansowanie nowych perfum Puredistance zostało tym razem niezwykle pieczołowicie przygotowane i przeprowadzone. Serwowane w mediach elektronicznych – na długo przed premierą – zapowiedzi przypominały kampanię reklamową nowego filmu znanego reżysera. Na początku wiadomo było jedynie, że Puredistance szykuje nowe perfumy. Z czasem firma ujawniła ich nazwę odkrywając stopniowo po jednej literce. Gdy już dowiedzieliśmy się, że to SHEIDUNA, przedstawiciele marki dosłownie nabrali wody w usta. Firma dozowała napięcie do tego stopnia, że jeszcze podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie jej przedstawiciele nie chcieli zdradzić żadnych szczegółów dotyczących zapowiadanej na jesień premiery. Nawet tego, komu tym razem Jan Ewoud Vos powierzył skomponowanie pachnidła…

puredistance-jan-ewoud-vos-cecile-zarokiansmall
Jan Ewoud Vos i Cecile Zarokian

Po pewnym czasie ujawniono także i personalia perfumiarki (Cecile Zarokian), po czym SHEIDUNA została przedpremierowo zaprezentowana w Nowym Jorku, gdzie wzbudziła pozytywne reakcje. W prezentacji brała udział też sama Zarokian. Fakt że to właśnie ona przełożyła na język pachnących molekuł wizję Jana Ewouda Vosa, zelektryzowała perfumową branżę i krytyków. Cecile jest w ostatnich latach bardzo twórcza i raz po raz dowodzi, że ma w perfumerii bardzo wiele do powiedzenia, oraz że mimo relatywnie krótkiej kariery, dopracowała się już własnego stylu, a jej pachnidła to nierzadko dzieła perfumowej sztuki (Epic Woman Amouage, Mon Nom Est Rouge Majda Bekkali, Tango Masque Milano,  Aqua Sextius Jul et Mad, Patchouliful Laboratorio Olfattivo by wspomnieć najlepsze).

Prace nad SHEIDUNA trwały około roku, a światowa premiera miała miejsce we wrześniu 2016 podczas targów Pitti Fragranze we Florencji. Według przedstawicieli marki zapach zrobił furorę. Reakcje publiczności utrwalono na licznych fotografiach:

sheiduna-emotion-collage_small

Nazwę perfum wymyślił Jan Ewoud Vos łącząc słowa SHE (Ona) oraz DUNE (Wydma). Odzwierciedla ona charakter perfum, które są połączeniem paryskiej elegancji i orientalnej zmysłowości. 

SHEIDUNA od pierwszych do ostatnich sekund pachnie bardzo naturalnie. Akord głowy jawi się jako wzmocniona aldehydami aromatyczna mieszanka cytrusów (z dominacją cytryny) oraz soczystej i zielonej woni czarnej porzeczki. Spod tego świeżego aromatu wyłania się stopniowo serce zapachu, zbudowane z kluczowej dla charakteru tych perfum esencji róży bułgarskiej, którą jakże tradycyjnie połączono tu z geranium oraz paczulą, subtelnie doprawiając całość goździkiem. Serce jest początkowo różano-przyprawowe, ale wraz z upływem czasu przeobraża się w niezwykle zmysłowy i bardzo złożony aromat, w którym róża wciąż jest obecna, ale zmienia się jej otoczenie. Zapach ociepla się, a do nozdrzy zaczyna docierać woń, która jest swoistą sygnaturą Cecile Zarokian, gdy chodzi o pachnidła kwiatowo-orientalne. Mieszanka ambry, żywic, absolutu wanilii, absolutu tonki i piżm z kwiatową (w tym wypadku różaną) dominantą. Efekt jest zbliżony do tego, co poczujemy w Mon Nom Est Rouge Majdy Bekkali (a poniekąd także i Tango Masque Milano). SHEIDUNA jest jednak w swym charakterze bardziej zrównoważona, harmonijna i subtelniejsza. Mniej eksperymentalna, a bardziej klasyczna. Gaśnie na skórze bardzo powoli, stając się długotrwałym zapachem blisko-skórnym, w którym ślady róży umocowane są do skóry piżmami (trwałość wynika z bardzo wysokiej koncentracji pachnącego wkładu 27% – jest więc to perfumowy ekstrakt).

sheiduna-02

SHEIDUNA projektuje wyczuwalnie, ale subtelnie, czym również odróżnia się od wcześniej wymienionych dzieł Zarokian, których moc nie dla wszystkich jest akceptowalna. Szczerze mówiąc jednak, spodziewałem się po SHEIDUNA woni nieco bardziej zdecydowanej i intensywnej. Z drugiej strony, gdy przypomnę sobie pozostałe pachnidła Puredistance, to stwierdzam, że żadne z nich nie należy do tytanów mocy, a marka najwyraźniej stawia na zapachy nie będące olfaktorycznymi bombami, co wcale nie umniejsza ich wartości.

SHEIDUNA to – mimo wyraźnie kobiecego „targetowania” – w mojej ocenie pachnidło uniseksowe. Polubić je mogą wielbiciele woni orientalnych obu płci. Jako zapach orientalny z różaną dominantą jest udanym uzupełnieniem oferty Puredistance.

Czy SHEIDUNA spotka się z równie dobrym przyjęciem perfumowych koneserów, jak to miało miejsce w Nowym Jorku i we Florencji? Dowiemy się pewnie wkrótce. Zapach ma bowiem trafić do współpracujących z Puredistance perfumerii pod koniec października*.

sheiduna-01

nuty głowy: cytryna, mandarynka, czarna porzeczka, aldehydy

nuty serca: róża bułgarska, geranium, goździk, wetyweria, paczula

nuty bazy: drzewna ambra, labdanum, kadzidło, benzoes, mirra, tonka, wanilia, piżma

perfumiarka: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,5/  projekcja: 4/ trwałość: 5

 

*) W Polsce wyłącznym dystrybutorem perfum Puredistance jest perfumeria Quality Missala.

SoOud – So…What? (1)

Miłośnikom perfum niszowych z pewnością znana jest marka Nez a Nez prowadzona przez Christę Patout i Stéphane’a Humberta Lucasa, dla których pachnidła tworzy perfumiarka Karine Chevallier. Lucas – artysta malarz i jednocześnie wielki miłośnik perfum – swego czasu sam pobierał nauki perfumeryjnej sztuki terminując u boku mistrza Henriego Sorsany. W końcu zapragnął stworzyć własną linię perfum inspirowaną arabską sztuką perfumiarską i jednocześnie uwzględniającą francuskie tradycje. Tak powstała linia zapachów SoOud. Wyznam, że nazwa ta wydała mi się z początku bardzo pretensjonalna i żerująca na niesłabnącej modzie na słowo oud w kontekście perfum, nawet jeśli nie zawierają one agarowej żywicy. Nabrałem więc uprzedzeń, szczególnie że cała ta niby-arabska i quasi-egzotyczna otoczka marketingowa SoOud wydała mi się mocno naciągana (vide: video na oficjalnej stronie).

Jednak w końcu nadszedł czas na testy. Dzięki uprzejmości perfumerii Quality mogłem zapoznać się z ośmioma zapachami SoOud w wersjach Eau Fine (eau de perfum delicate) pakowanych w białe flakony o charakterystycznym kształcie. Cztery z nich tworzą „podzbiór” opatrzony nazwą collection oud (choć nie każdy ma oud w składzie!) i wyróżniają się zatyczkami w kolorze złotym.

 

Warto tu dodać, że te same pachnidła dostępne są także w wersjach Parfum Nectar (w czarnych flakonach), w których stężenie pachnącego wkładu sięga aż 30%.

Dzięki dość pobieżnym testom, przeprowadzonym wyłącznie na blotterach, mogłem zapoznać się z charakterami poszczególnych perfum oraz ich olfaktoryczną wartością. Mogłem też odpowiedzieć sobie na pytanie, czu SoOud to coś więcej niż tylko ładnie oprawiony pomysł na biznes.

Collection oud

Kanz (Skarb)

Kanz to uniseksowy zapach o zdecydownie arabskim charakterze. Klasyczny kwiatowy duet jaśminu i róży umoszczony na drzewnej bazie z wyróżniającym się, choć nie dominującym oudem, a wszystko to doprawione lekko dymnym, szorstkim cypriolem, który w uproszczeniu bywa zwany w perfumach papirusem (buduje tak fenomenalne pachnidła jak L’Artisan Timbuktu, Amouage Opus VI czy Gucci Pour Homme). Kanz to pachnidło średnio mocne, dość wyraźne, jednocześnie bardzo harmonijne i całkiem przekonujące, choć mało oryginalne. Podobne kombinacje składników zwieńczone zbliżonym, tyle że intensywniejszym efektem, znajdziemy w ofercie Montale czy M. Micallef, ale Kanz wyróżnia staranne wyważenie składników bez wyraźnego akcentowania żadnego z nich. Niestety nawet na blotterze Kanz szybko cichnie i traci na wyrazistości. Wiadomo, że skóra prawdopodobnie jeszcze przyśpieszy ten proces. Szkoda.

nuty: jaśmin wielkolistny, bułgarska róża, nagarmota (cypriol), oud, indyjske drewno sandałowe

Asmar (Mroczny)

Zapach orientalny, ambrowy, z elementami kulinarnymi, z dominującą i przejmująco głęboką nutą palonej kawy, ale także z wyraźną wonią tytoniowych liści. Kompozycja jest bardzo bogata w składniki i to się czuje, jednak została pięknie zrównoważona i nie przytłacza. Odnoszę wrażenie, że użyty w składzie miód działa tu jak doskonały łącznik wszystkich składników. Miodowa aura unosi się zresztą nad Asmarem bardzo wyraźnie. Asmar wydały mi się perfumami odpowiednimi zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn.   

nuty: bergamotka, biały miód, goździk, palona kawa, ambrowe cygaro, wytłoki winogron, ambra, tytoń, nuty skórzane, piżmo, wanilia

Burqa

Spis składników podawany na stronie SoOud przyprawia o zawrót głowy, a niektóre z nich zdają sie być raczej wytworem fantazji Humberta Lucasa niż rzeczywistością (czarny fiołek?). Co czuję w Burqa? Wyróżnia się tu wyraźny akord atramentu. Jest też spora dawka paczuli. Wraz z nimi inne składniki – których nie wyczuwam indywidualnie – tworzą bogaty, głęboki, ciemny i wyrafinowany aromat. W przypadku tych perfum nie potrafię uciec od skojarzeń z Angel Thierry Muglera. Burqa pachnie co prawda bardziej ekskluzywnie i wyrafinowanie, ale przypomina arcydzieło Oliviera Crespa. Jest bardzo zmysłowy i egzotycznie kobiecy. Idealnie pasuje do arabskiej kobiecej urody.

nuty: jaśmin, róża, czarny fiołek, kardamon, szałwia, skóra, benzoes, mirra, czarny atrament, kauczukowiec, czarna ambra, drewno tekowe, paczula, gwajak

Fam (Usta)

To najmocniejsza rzecz w collection oud (i chyba w całej ofercie SoOud) z niecodziennym otwarciem przypominającym zapach wnętrza gabinetu dentystycznego (ale nie goździk) oraz jeszcze bardziej zaskakującym plastikowym akordem winylu (wyczuwalnym, jeśli się już przeczyta zestawienie nut, bo inaczej trudno wpaść na takie porównanie). Fam jest dość bezkompromisowy jak na raczej spokojny profil pachnideł SoOud i zrobił na mnie największe wrażenie. Wysunięta na czoło róża i robiący tło oud decydują o arabskim klimacie zapachu (znowu przypominają mi się różano-oudowe wariacje Montale), ale pozostałe składniki dodają mu nieco „freakowego” szlifu. Choćby dodająca na wstępie pikantności papryka chilli. Całość jest uniseksem o mocnym arabskim temperamencie.

nuty: szafran, chilli, świeża róża, oud, cashmeran, puder różany, kauczukowiec, akord winylowy, drewno sandałowe, drewno cedrowe, mleko, czerwone piżmo

cdn.