Beaufort London „Lignum Vitae” i „Fathom V” – od słodkich ciasteczek po morską toń

Beaufort London – jedna z moim zdaniem najciekawszych i najbardziej twórczych nowych marek niszowych, stworzona i kierowana przez Leo Crabtree – muzyka brytyjskiej formacji Prodigy – konsekwentnie rozbudowuje swoją ofertę. Ostatnie dwa zapachy – Lignum Vitae i Fathom V – miały swoją premierę w ubiegłym roku i wzbogaciły kolekcję Come Hell or High Water o dotąd w niej nieobecne pod względem charakteru pachnidła. Przy okazji któregoś z wywiadów Crabtree zdradził, że pachnidła komponują dla niego i wg jego wskazówek dwie mało znane (jeszcze) perfumiarki: Julie Marlow i Julie Dunkley.

Lignum Vitae to mieszanka nut kulinarnych i drzewnych. Aromat otwarcia należy bez wątpienia od najbardziej oryginalnych i sugestywnych woni, jakie znajdziemy w perfumerii. Określony jako akord magdalenek (francuskich ciasteczek w muszelkowatym kształcie w smaku i konsystencji przypominających biszkopt), mi bardziej kojarzy się ze słodkim i lekko waniliowym zapachem lukru na serniku. Tak czy inaczej, ma się niemal takie wrażenie, jakby wąchało się świeżo upieczoną babkę, pachnącą aromatycznym olejkiem do ciast i masłem.

magdalenki

Początek jest więc bardzo kulinarny, cukierniczy i naprawdę smakowity. Wraz z upływem czasu  większą rola zaczyna odgrywać drzewna, a konkretnie gwajakowa natura tego pachnidła (wszak jego nazwa to łacińskie określenie gwajakowca właśnie). Dalej zapach układa się na skórze jako przyjemny, lekko wciąż słodki, blisko skórny i przyjemnie otulający drzewno-waniliowo-piżmowym ciepłem. By jednak nie przesłodzić (nomen omen) zbytnio mojego opisu, dodam, że Lignum Vitae to jeden z tych zapachów, które po bardzo obiecującym początku niestety nieco rozczarowują w kwestii dalszego ciągu.beaufort-london-lignum-vitae

nuty głowy: czarny pieprz, drewno pieprzowe, akord magdalenek

nuty serca: jagody jałowca, imbir, limonka

nuty bazy: Lignum Vitae (gwajakowiec), akord maślany, sól morska

rok premiery: 2016

 

Ostatnia premiera Beaufort London to pachnidło zupełnie odmienne od wywołującego miłe skojarzenia i poczucie komfortu Lignum Vitae. Niepokojący Fathom V to woń morska, jednak bardzo odmienna od tego, co dotąd w tym gatunku zaprezentowano. Bardzo intensywny początek ma w sobie mroczność głębin Morza Północnego. Słona i zimna morska woda oblewa wilgotną ziemię, kamienie i wodorosty. Dominujące nuty zielone (liść czarnej porzeczki) łączą się z ziemistą geosminą, solą morską, jałowcem i lilią. Serce zapachu jest już mniej zielone, a bardziej przyprawowe – pieprzem, imbirem i tymiankiem. Mech, cedr i wetyweria tworzą mszysto-drzewną bazę, o tyle osobliwą, że dodatkowo jeszcze posoloną morską solą. Skojarzenia z lekko butwiejącym, wilgotnym, oblepionym algami kadłubem statku są tu jak najbardziej na miejscu…

sea

Zapach jest – szczególnie na początku – bardzo ekspansywny, nieokrzesany, niezwykle oryginalny i – jak sądzę – wywołujący polaryzujące opinie. Po względem bezkompromisowego charakteru bliżej mu do pierwszych propozycji Beaufort (1805 Tonnerre i Vie Et Armis), ale poprzez swój zielono-wodny charakter zasłużył na miano chyba najbardziej wymagającego spośród dotychczasowej piątki. Przynajmniej dla mnie.

Jeśli chodzi o nazwę, to jak zwykle w przypadku Beaufort, ma ona swoje istotne znaczenie i nie wzięła się znikąd. Otóż Fathom to jednostka miary stosowana głównie w odniesieniu do głębokości wody. Jeden Fathom jest równy sześciu stopom.

 

beaufort-london-fathom-v

 

nuty głowy: nuty ziemiste, zielone liście, jagody jałowca, nuty morskie

nuty serca: kmin, tymianek, imbir, lilia, czarny pieprz

nuty bazy: wetyweria, mech, sól morska, cedr

rok premiery: 2016

 

W Lignum Vitae i Fathom V Beaufort London potwierdza kierunek, jaki obrał w swych olfaktorycznych poszukiwaniach przy okazji pierwszych pachnideł.  To kolejne intrygujące, oryginalne, niezwykłe kompozycje, które mają szansę spotkać się z uznaniem osób poszukujących w perfumach niezwykłości, wyzwania i niesztampowości, ale także opowieści, jaką niosą ze sobą wonne molekuły. Oczywiście koniec końców to „tylko” zapach i liczy się to, czy nam się spodoba, czy nie. Niemniej cała otoczka, jaką proponuje Beaufort London, robi naprawdę świetne wrażenie. Jest oryginalna, spójna i sugestywna. Mnie osobiście przekonuje, tym bardziej, że same zapachy bronią się znakomicie.

Kolekcja Come Hell or High Water to już obecnie pięć pachnideł o bardzo silnych indywidualnościach, jednocześnie tworzących pewną koncepcyjną całość. Dla tych, którzy chcieliby dobrze poznać je wszystkie, bez konieczności zakupu pełnych flakonów, firma niedawno wprowadziła do oferty tzw. zestaw poznawczy (discovery set), w którym znajdziemy pięć buteleczek po 7,5 ml każda. Na to – przyznam – ostrzę sobie zęby.

beaufort-london-discovery-set-vials-1

Dla przypomnienia dodam, że zapachy Beaufort London dostępne są w krakowskiej perfumerii Lulua i choć powyższego zestawu tam nie widziałem, to mam nadzieję, że wkrótce się pojawi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s