Lalique „Hommage a l’Homme”

Lalique nie rozpieszcza fanów swoich perfum liczbą premier, a już szczególnie gdy mowa o pachnidłach męskich. Firma działa niemal w starym stylu, proponując nowe zapachy raz na kilka lat zamiast przynajmniej jednego każdego roku, co dziś zdaje się być rynkowym standardem. Poprzedni zapach męski – White for Men pojawił się w 2008 roku, zaś wcześniejszy Encre Noire w 2006. Na szczęście jednak dla swych klientów Lalique zwykł rozpieszczać ich poziomem proponowanych pachnideł. Zasada: rzadziej, ale na wysokim poziomie, dotyczy także najnowszych męskich perfum marki Hommage a l’Homme mających być w założeniu właścicieli firmy swoistym hołdem dla męskości złożonym na 20 lecie obecności marki Lalique na rynku perfum.

Autorkami zapachu są dwie wybitne perfumiarki: doświadczona Christine Nagel (m.in. Lalique White for Men, zapachy Joe Malone, Thierry Muglera, Lancome) i przedstawicielka młodego pokolenia Mathilde Bijaoui (m.in. wspaniałe Like This Etat Libre d’Orange, Jacomo for Men, Lily & Spice Penhaligon’s). Oddajmy na chwilę głos pierwszej z nich:

„Komponowanie Hommage a l’Homme było niczym wspaniała, pełna niespodzianek podróż. Gdy pracuje się ze szlachetnymi składnikami, zapach jest budowany krok po kroczku. Wybraliśmy szafran i pieprz dla egzotyki, oud by dodać tajemnicy, fiołek dla wyrafinowania, piżmo i labdanum dla dodania zmysłowości”. W ten sposób Christine Nagel uchyla nam rąbka tajemnicy dotyczącej konstrukcji perfum i ich głównych ingrediencji.

Zapach rozpoczyna bardzo charakterystyczny, intensywny, wręcz zatykający dech akord słodkich i pikantnych przypraw. W tym prawdziwie mocnym uderzeniu rolę pierwszoplanową gra tercet szafranu (słodko), pieprzu (ostro) oraz pimento (pikantnie). Na tym etapie jest dość kulinarnie, choć bez popadania w przesadę. Gdy wibrujące i skrzące się pikantne molekuły ulecą, na skórze pozostaje woń, którą określam jako szorstką. Ten akord zajmuje centralne miejsce zapachu. Jednak najlepsze przychodzi nieco później. Oparta na bardzo męskiej i zmysłowej ciepłej drzewności baza z mocnym akcentem labdanum i wyraźnymi piżmami to zdecydowanie najlepszy etap zapachu i jednocześnie prawdziwy majstersztyk. Wspaniale męska i niezmiernie elegancka przywodzi mi na myśl genialną bazę Rive Gauche Pour Homme YSL, z tym że tu nie znajdziemy cierpkiego mchu dębowego, za to cudnie ciepłe, słodkawe labdanum. Deklarowany przez Nagel oud (czy naturalny czy jego olfaktoryczne odwzorowanie, pozostanie tajemnicą perfumiarek) nie został w kompozycji uwypuklony. Raczej wprowadza drzewną aurę. Nie jest więc Hommage w żadnym razie pachnidłem oudowym. W każdym razie nie wyczuwam oudu w żadnej ze znanych mi dotąd postaci.

Zapach ma bardzo dobrą trwałość – no mojej skórze nawet 12 godzin, przy nienachalnej, ale stałej projekcji, którą ustalono na współczesnym „poprawnym politycznie” poziomie.

Po wielu już globalnych, nadgrastkowych i bloterowych testach mogę z czystym sumieniem napisać, że Hommage a L’Homme to bardzo udane pachnidło. Zdecydowanie jedno z najlepszych, jakie ukazały się w tzw. mainstreamie nie tylko  w ostatnich miesiącach, ale i latach. Wyraźnie ukierunkowane na mężczyzn poszukujących w perfumach czegoś więcej. Indywidualizmu, głębi, bezdyskusyjnej męskości i elegancji. Jednocześnie Hommage ucieka od utartych schematów, które ostatnimi laty zalewają półki perfumerii. Mimo kilku ewidentnie modnych obecnie materiałów (oud, fiołek) Hommage cechuje ogromna oryginalność i indywidualizm. Nosząc Hommage przychodzą mi najczęściej  na myśl określenia: elegancki, ciepły, otulający. Chcę tu podkreślić, że dawno już nie trafiłem na nowość, która byłaby tak jednoznacznie męska w swym charakterze. Przy tym wszystkim egzekucja tematu jest po prostu perfekcyjna.  Z „warsztatowego” punktu widzenia, o ile mogę pokusić się o taką ocenę, Hommage to perfumy doskonałe, potwierdzające klasę obu twórczyń oraz bardzo dobrą jakość zastosowanych składników.

Na koniec wspomnieć muszę o flakonie, który w przypadku Lalique jak zwykle trzyma wysoki poziom i – podobnie jak sam zapach – jest gustowny, elegancki i męski, a jednocześnie skromny w formie.

Jest jednak coś, co nie pozwala mi wystawić  Hommage najwyższej noty. Przy wszystkich swoich zaletach, doskonałej jakości oraz kompozycyjnej „skończoności”, brakuje mi w nim tej iskry, tego czegoś, być może w postaci minimalnego dysonansu, być może wybijającego się składnika albo jakiejś nieprzewidywalnej nutki, co przykuło by moją uwagę i nie pozwoliło myśleć o Hommage jak o zapachu zachowawczym i … nudnym. Jest to perfekcyjna perfumiarska robota na konkretny temat, ale brak tu przebłysku geniuszu. A może po prostu jestem zbyt wymagający?

nuty górne: bergamotka, szafran, liść fiołka

nuty środkowe: fiołek, czarny pieprz, pimento

nuty dolne: labdanum, oud, piżma

twórca: Christine Nagel i Mathilde Bijaoui

rok wprowadzenia: 2011

moja klasyfikacja: nowoczesny, współczesny, elegancki, a przy tym „bezpieczny” zapach przyprawowo-drzewny; raczej na chłodne pory roku i raczej wieczorowy; dla mężczyzn poszukujących oryginalności i indywidualizmu, jednocześnie nieskorych do eksperymentów,

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 4,5/ projekcja: 4,5/ trwałość: 5/ flakon: 4,5

Reklamy

19 thoughts on “Lalique „Hommage a l’Homme”

  1. nic dodać, nic ująć. poprawny do bólu, ale i do bólu nudny. podobnie jak Bleu, czyżby to jakaś smutna (nudna) tendencja?

  2. oczywiscie, nie jestem znawca zapachow jak wiekszosc z was, jestem tylko jednym z ich milosnikow…jednak nieobiektywnie stwierdzic musze, ze L’Homme jest doskonaly!! jak kazdy z Lalique i z pewnoscia znajdzie swa waska rzesze wielbicieli….

  3. Cześć !

    Drogi fqjciorze, recenzja jak zwykle szalenie merytoryczna, pod którą można się tylko podpisać. Kością niezgody – że tak ją na wyrost nazwę – może być natomiast między nami,Twoja ocena wyrażona w cyfrach. Najpierw ta dotycząca flakonu. Posiadam wersję o pojemności 100 ml, i muszę stwierdzić, że tak pięknego i świetnie wykonanego flakonu, już dawno nie oglądalem. Flakon Hommage a L’Homme jest projektu Thierry de Baschmakoffa, i wykonano go w stylu art deco, co jak sądzę, ma nawiązywać do wielkiej epoki Orient Expressu. Druga kwestia dotyczy oceny samego zapachu. Jak sam zauważasz, i z czym nie sposób polemizować, Hommage a L’Homme, to jeden z najlepszych zapachów mainstream’owych, ostatnich lat. Ja powiem więcej – w moim odczuciu to najlepszy zapach męski dostępny w perfumeriach sieciowych od 2006 roku, czyli daty takich premier, jak Terre D’Hermes – Hermes, czy Encre Noire – Lalique. Hommage a L’Homme jest niezwykle wyrafinowany, chociaż na szczęście nie efekciarski, przez co wymaga więcej atencji, a także czasu jaki powinno poświęcić mu się na testy. Mnie urzekają wszystkie trzy fazy rozwoju Hommage a L’Homme na skórze, chociaż rzeczywiście nuta bazy jest iście mistrzowska. I wreszcie sprawa trzecia, to kwestia domniemanej „nudy”. Tutaj już stanowczo muszę się nie zgodzić. Mnie dla odmiany zachwyca owa perfekcja Hommage a L’Homme, i ten emanujący z niego spokój, ergo; klasa. Reasumując, dostrzegam pewien dysonans pomiędzy niezwykle entuzjastycznym tekstem samej recenzji (poza ostatnim akapitem, co trzeba jednak odnotować), a oceną wyrażoną w cyfrach (żeby zadośćuczynić skrupulatności, to przypominam, że notę 4,5 za kompozycję ma na Twoim blogu np. L’Homme Libre – YSL, a pomiędzy tymi dwoma zapachami jest w każdym aspekcie przepaść – przynajmniej moim zdaniem).

    Serdecznie pozdrawiam –
    Cookie

    1. Witaj Cookie!

      Miło mi, że zgadzamy się co do ogólnych wrażeń nt. Hommage. Wiem, że jesteś tym zapachem urzeczony. Ja jakby mniej. W kwestii oceny wyrażonej w cyfrach, to patrząc na ostatnia dyskusję na naszym perfuforum dotyczącą skali ocen, sam na pewno zauważyłeś, że nosiła ona znamiona dość jałowej. Trudno jest w cyfrach ocenić zapach (nie dysponujemy miarodajnym i obiektywnym zbiorem kryteriów), jeszcze trudniej jest porównywać ze sobą oceny liczbowe dwóch różnych zapachów, nawet jeśli dokonał ich ten sam oceniający. Powiem więcej – takie oceny są wręcz nieporównywalne. Rzeczywiście Hommage dostał u mnie tyle samo punktów, co YSL L’Homme Libre, ale czy to oznacza, że przeceniłem L’Homme, czy że nie doceniłem Hommage? Wg mnie ani jedno, ani drugie. To dwa skrajnie różne zapachy. Każdy na 4,5 punkta w swym gatunku.

      Na koniec kilka słów o dysonansie w recenzji. W głównej jej części starałem się „oddać cesarzowi to co cesarskie”. Siliłem się na możliwie największą obiektywność, by docenić Hommage, gdyż na to moim zdaniem w pełni zasługuje. Akapit, o którym wspominasz, jest już bardziej moją subiektywną oceną, w której wskazuję, że czegoś mi w tych perfumach jednak brak. Hommage rzeczywiście, jak to określiłeś, emanuje spokojem. Dla jednych będzie to oznaka klasy, dla innych – nudy, dla jeszcze innych – czegoś jeszcze innego. To z pewnością kwestia gustu, a może i także oczekiwań.

      Pozdrawiam serdecznie

      fqjcior

  4. Cześć !

    Dzięki za rzeczowe ustosunkowanie się do moich uwag. Szczerze mówiąc ów dysonans stąd się bierze, że po przeczytaniu zasadniczej części recenzji, można ulec wrażeniu, iż noty wyrażone w cyfrach, rzeczywiście nie mogą być inne, jak najwyższe. Moje niepocieszenie (bo jednak nie rozczarowanie, mimo wszystko) neutralizuje jednak fakt, że istotnie co cesarskie jest Hommage a L’Homme w Twojej recenzji oddane, co jak by nie patrzeć, świadczy o profesjonalizmie i rzetelności.

    Życzę dużo zdrowia –
    Cookie

  5. „Przy wszystkich swoich zaletach, doskonałej jakości oraz kompozycyjnej “skończoności”, brakuje mi w nim tej iskry, tego czegoś, być może w postaci minimalnego dysonansu, być może wybijającego się składnika albo jakiejś nieprzewidywalnej nutki…” – o to, to..! 🙂

  6. Mam podobnie. Mogę docenić wyważenie, doskonałe proporcje i jakość użytych składników, ale jeżeli nie będzie tam „pazura”, to nic z tego, nie porwie mnie. Musi być choć odrobina szaleństwa w pachnidle…

  7. Coś w nim jest. Nie wiem jeszcze czy mi się podoba, bo trochę nowoczesny, ale liczę na bazę z Rive Gauche. Póki co zamawiam próbkę a potem się będę zastanawiać co dalej. Choć chodzi za mną Havana…

  8. bo ważne chyba jest, jakie się ma oczekiwania wobec pachnidła. właśnie siedzę od kilku godzin nad tą rewelacją i z przyjemnością wracam do niej swoim nosem. brak pazura? owszem, ale właśnie nie chciałbym go. mnie akurat interesowało takie pachnidło, które byłoby dobrym towarzyszem na cały dzień. permanentnej obecności nuty, która miałaby się wyrywać z tła, nie zniósłbym. więc zapach sobie spokojnie płynie, a ja go z przyjemnością sączę 🙂
    NB: bardzo mi się spodobał ten blog i chyba będę tu częściej zaglądał. tak trzymać! 🙂

    1. Zgadzam się, że oczekiwania, szczególnie przesadne, potrafią spowodować rozczarowanie. W końcu to tylko perfumy i albo nam się podobają albo nie. Dziękuję za miłe słowa i zapraszam częściej do czytania i komentowania. 🙂

  9. Zanim zamówilem flakon pomieszałem według nut w odpowiednich proporcjach wymienione składniki i wyszło zadziwiająco dobrze i ciekawie.(służe próbką gdyby ktos byl ciekaw).Po zamówieniu flakonu okazalo sie że moja próbka pachnie zupełnie inaczej niż oryginał może dlatego że nie dodałem oudu.W kompozycji Lalique zachwyca mnie wyjątkowo dobrze ujęty oud,dla mnie od poczatku wyczuwalny, wcale nie apteczny i nie dentystyczny jak niektórzy kojarzą(choć starzy dentyści używali gożdzika a nie oudu)Encre Noir jest tak wyjątkowy że nie zawsze chcę nim pachnieć.“Hommage a l’Homme” odbieram jako elegancko-przygodowe i pasujące zarówno do lnianej kurtki jak i garnituru.Na plażę?-nie koniecznie.Ale na wieczorny wakacyjny spacer jak najbardziej.Tylko nazwa mi się nie podoba.trudna do zapamiętania.producenci powinni zauważać że świat już w większości jest raczej angielskojęzyczny.

  10. A to recenzja znajomej-„Piękne te tajemnicze perfumy. Zapach kojarzy mi się z dobrobytem, jakąś wewnętrzną harmonią i stabilizacją. Skoro twierdzisz, żejest na rynku od niedawna, to na pewno tak jest, ale kilka lat temu mój tata używał wody o bardzo podobnym zapachu. Piękny, lekko tytoniowy, ale chyba i zielarsko przyprawowy akcent to powód podróżniczych skojarzeń?. Dla mnie ten zapach emanuje ciepłem i daje wrażenie bezpieczeństwa, ale na pewno nie w wersji „ciepłe kluchy”. To zapach całkowicie męski, ale obdarzony jakąś miękką, słodkawą nutą. Nic z mrocznych klimatów- więc dobry na listopad;). Z tym zapachem jest chyba tak jak z drogą biżuterią – nie każdemu pasuje. Młodego chłopaka przytłoczy, a brzuchatemu wujowi nic nie da. Do spodni z krokiem w kolanach też nie pasuje. Ale z drugiej strony nie wymaga wcale nienagannego i drogiego garnituru. Wtedy co prawda podkreśli elegancję stroju ale w wersji chłodnej i zdystansowanej. Ja widzę go w wersji casual. Zachowa elegancki sznyt, ale bez zbędnego zadęcia.”

  11. Dziękuję za świetny tekst. Chciałem się upewnić, czy z moim nosem jest wszystko w porządku. Długo zbierałem się do Hommage.. stanowczo za długo. Wciąż odkładałem na później. Ostatnimi czasy jakimś dziwnym trafem, John Varvatos Vintage okazał się być ważniejszy. Niestety czas to zweryfikował i prawie pełny flakon Vintage będzie mógł dojrzeć do swojej nazwy na półce. Jak to mówi młodzież Hommage rulezzzz 🙂

  12. Ten zapach przypomina mi najbardziej Coriolana Guerlaina – szkoda, że już nie jest powszechnie dostępny. 😦 Ale jest Hommage!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s