„Lui” Rochas – tradycja ze szczyptą nowoczesności

Rochas to znana francuska marka, która zaczynała jako haute couture. Utworzona w 1925 roku przez Marcela Rochasa, pierwsze perfumy wprowadziła do swej oferty w 1934 roku. W 1944 roku pojawiły się słynne perfumy Femme, które stały się bestsellerem. Pierwsze męskie pachnidło, Moustache, powstało w 1949 roku. Perfumowy i kosmetyczny biznes Rochas szedł wówczas tak dobrze, że Marcel postanowił zamknąć działalność krawiecką i skoncentrować się na perfumach. W 1955 roku Marcel Rochas zmarł, a firmę przejęła jego żona, Helena, która w ciągu następnych 15 lat przekształciła firmę w wielomilionowy biznes. W 1971 roku Helena sprzedała firmę. Od tego czasu Rochas często zmieniał właścicieli. Od 2003 roku należy do koncernu Procter & Gamble.  Pod marką Rochas stworzono wiele udanych i często historycznych pachnideł, jak Byzance (1987), Eau de Rochas (1970), Eau de Rochas Homme (1993), Globe (1990), Macassar (1980), Madame Rochas (1969), Monsieur Rochas (1969), Tocade (1994), Rochas Man (1999).

Zapach, który dziś mam przyjemność opisać, pochodzi z 2003 roku, jednak został (niestety?) wycofany z oferty firmy, choć wciąż można go znaleźć w polskich perfumeriach internetowych w przyzwoitych cenach.

Lui Rochas to perfumy w swym temacie tradycyjne, jednak stworzone wg współczesnych reguł.  Wyraźnie nawiązują to estetyki klasycznego męskiego Guerlaina. Ta cytrusowo-drzewno-ambrowa kompozycja przypomina mi –  szczególnie przez pierwszą godzinę – sławetne Habit Rouge, a także – choć w mniejszym stopniu – Heritage i Coriolan. Co interesujące, Lui ujrzał światło dzienne w 2003 roku i jako taki był, mam wrażenie, próbą Rochasa przywrócenia męskiej perfumerii klasycznego, francuskiego stylu z uwzględnieniem współczesnych trendów. Tego wydawałoby się karkołomnego zadanie podjął się nie byle kto, bowiem sam Mistrz Michel Almairac, perfumiarz wybitny, z potężnym dorobkiem i wieloma kompozycjami na koncie.

W pracy towarzyszyła mu młodziutka adeptka perfumowej sztuki, pracownica francuskiego Roberteta, Amandine Marie (ostatnio autorka Angel Eau de Toilette).

Lui Rochas, przy wszystkich swoich ewidentnych podobieństwach do zapachów Guerlaina, jest jednak skrojony na miarę czasu, w jakim powstał. Stąd jego współczesny klimat i nie narzucający się charakter oraz dość dyskretna, ale konsekwentna projekcja. Skonstruowany w klasyczny sposób Lui przejawia całkiem wyraźną ewolucję od lekko słodkiego, cytrusowego początku, poprzez lekko przyprawowe serce, w którym mych nozdrzy dobiega subtelna nuta deserowej czekolady, za co prawdopodobnie odpowiada paczula w połączeniu z wanilią. W bazie rysuje się ciepły, nieco syntetyczny akord ambrowy z wciąż żywym akcentem kulinarnym i tak ten zapach pozostaje na mojej skórze przez wiele godzin. Wymieniany w spisach nut cedr został tak zręcznie wtopiony w to pachnidło, że nie jestem w stanie go wyodrębnić. W żadnym momencie nie bierze on góry i nie czyni z Lui perfum drzewnych. Co to, to nie. Całości dopełniają średnia, przyzwoita i stabilna projekcja i bardzo dobra, ponad 10 godzinna trwałość.

Lui Rochas to perfumy z pewnością godne polecenia. Dlaczego więc wycofane z oferty? Nie po raz pierwszy – bez sensu. Te perfumy to dyskretna, klasyczna elegancja z nowoczesnym akcentem. Nosi się je bardzo komfortowo i z dużą satysfakcją. Lui ma w sobie stateczność, magnetyczne ciepło i zmysłowość dojrzałego mężczyzny. Faceta, na którym można polegać – marzenia większości kobiet.

nuty górne: cytryna, neroli

nuty środkowe: drewno cedrowe

nuty dolne: paczula, wanilia, ambra

twórca: Michel Almairac/ Amandine Marie

rok wprowadzenia: 2003

moja klasyfikacja: uniwersalny, na każdą porę roku i niemal każda okazję; klasycznie elegancki; w starym stylu i nowoczesnej formie; idealny dla współczesnego statecznego mężczyzny,

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 4,5/ flakon: 4

Reklamy

2 thoughts on “„Lui” Rochas – tradycja ze szczyptą nowoczesności

  1. Cześć !
    Lui to kolejny dobry mainstream’owy zapach, wycofany z oficjalnej dystrybucji. Swoją drogą Michel Almairac, może zaliczyć 2003 rok do niezwykle udanych, ponieważ w tym samym roku debiutowal Gucci Pour Homme. Także wycofywany ( ” O tempora, o mores ! ” )…
    A wracając do tematu, to dzisiaj mam na sobie Lui, i wrażenia są świetne. Rzeczywiście bardzo uniwersalne to perfumy, z neoklasycznym sznytem. Sama kompozycja także zapada w pamięć, chociaż sam zapach nie należy do szczególnie ekscentrycznych, czym osiągnięto ciekawy kompromis. Reasumując; bardzo lubię Lui, a jego noszenie to i przyjemność, i satysfakcja.
    Pozdrawiam –
    Cookie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s