„Costes” Eau de Toilette

Costes to flagowy zapach słynnego paryskiego hotelu. Stworzony przez Olivię Giacobetti i Rami Mekdachi w 2004 roku stał się dla wielu perfumistów (i nie tylko) pozycją wręcz kultową.

Rzadko zdarza się, by zaaplikowany po raz pierwszy zapach wzbudził moje autentyczne zaciekawienie, a nawet zdumienie i spowodował, że mimo intensywnego samo-skanowania mojej zapachowej pamięci, nie skojarzył mi się z żadną inną kompozycją zapachową. Costes to zrobił. To unikatowe i prześliczne pachnidło. Ale to chyba oczywiste, gdy popatrzymy, któż je ułożył…

Rozpoczyna się subtelną lawendą, która dominuje zaledwie przez kilkadziesiąt sekund, by szybko dopuścić do głosu woń liścia laurowego. Dzięki połączeniu tych składników otrzymujemy niesamowicie oryginalny akord. Jeden z tych, które na zawsze pozostają w pamięci perfumisty. Już na wstępie Giacobetti udowadnia, że nawet tak oklepany – można by rzec – składnik, jakim jest lawenda, można przedstawić w zupełnie innym, niespotykanym świetle. Kompozycja dynamicznie rozwija się w kierunku pikantnej fazy serca, w której rolę zasadniczą grają pieprz i nasiona kolendry,w których tle pozostaje róża – przywoływana w składzie, ale w kompozycji bardzo schowana więc absolutnie nie dominuje. Dzięki temu Costes nie jest po prostu kolejnym pachnidłem przyprawowo-różanym. To dobrze. Na tym właśnie etapie Costes pachnie najcudowniej. Gdyby to ode mnie zależało, mogłoby to trwać w nieskończoność… Jednak nie trwa – co jest oczywiste. Kompozycja w dość krótkim czasie przechodzi kolejną transformację, lekko się wysładza, pozostając wciąż uroczo pikantną. Finiszuje zaś czystym, lekkim, piżmowo-drzewnym akordem. W składzie podano kadzidło. Pozostaje mi uwierzyć na słowo. Co ciekawe – mimo że oficjalnie nie podaje się tego w składzie – ja nie mogę oprzeć się wrażeniu (od pierwszego mojego testu Costesa), że Giacobetti zawarła w nim solidną dawkę eugenolu, na co dzień budującego woń m.in. goździka. Szczerze mówiąc, to byłem w sporym szoku, gdy przeglądając Internet pod kątem Costesa nigdzie nie znalazłem słowa o goździkowej poświacie, jaką ta kompozycja pozostawia w fazie serca. A ja tu goździk czuję i bardzo mi się to podoba. Natomiast dopuszczam, że może to być złudzenie wytworzone przez podawaną w składzie kolendrę.

W Costesie Giacobetti jak zwykle ujęła temat we właściwy sobie, niezwykle wyważony, harmonijny i intrygujący, a jednocześnie nie nachalny sposób. Zapach jest bardzo oryginalny i pełen ulotnego piękna. To jedno z tych pachnideł, które miałaby szanse stać sie moim zapachowym wizerunkiem, gdyby nie tradycyjna dla tworów Giacobetti kiepska trwałość. Wielka, ogromna i trudna do oszacowania szkoda, że Costes gości na mej skórze zaledwie 4 godziny, a jego moc jest poniżej moich oczekiwań. Wciąż pozostaje jednak wspaniałą propozycją na letnie popołudnia w ogródku, spędzone z rodziną i znajomymi.

Nuty głowy: lawenda, drzewo laurowe,

Nuty serca: nasiona kolendry, biały pieprz, róża,

Nuty głębi: kadzidło, drewno, lekkie (jasne) piżma

twórca: Olivia Giacobetti

rok wprowadzenia: 2008

moja klasyfikacja: uniwersalny zapach na ciepłe pory roku, zarówno dla mężczyzny jak i dla kobiety; niezwykle komfortowy, przyjazny, ciepły i niebywale piękny; na każdą okazję; bardzo charakterystyczny i niepowtarzalny

ocena w skali 1-6: kompozycja: 6/ moc: 4/ trwałość: 3/ flakon: 5

Advertisements

3 thoughts on “„Costes” Eau de Toilette

  1. co za obrzydliwy flakon, przypomina powiększona plombę, do zamykania kontenerów… dawno nic tak ohydnego nie widziałem…

  2. ,,Czerwony” Costes jest śliczny i , tak, jak pisze autor, niezwykle oryginalny..przy czym zachowuje jednocześnie jakąś klasę-klasykę. Niezwykle oryginalny i niezwykle klasyczny. Może to, że zapach jest ,,okrągły”, idealnie skonstruowany nadaje mu jakąś klasę -klasykę ;). Oryginalny ale nie zwichnięty, nie złamany..
    Na mojej damskiej – cienkiej skórze zapach utrzymuje się bardzo długo (do 5 godzin), niestety nie łączy się ze skórą.. jest nadal osobny, niezależny, jakby sztuczny. wybija się na pierwsze miejsce. Jest ważniejszy ode mnie więc…. nie mój. Świetnepachnidło, które nie chce ze mną wejść w związek. Żałuję bo powoduje załamania czasoprzestrzeni i działa jak czarna dziura dookolnej uwagi. Czuję się w nich jak znany 30-latkom animowany jeżyk przebrany za lisa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s