BVLGARI BLACK

Nowoczesny i niszowy w swej istocie BVLGARI Black zdobył całą rzeszę oddanych wielbicieli i wielbicielek, a nawet stał się legendą za życia. Uniseks autorstwa zdolnej Annick Menardo,  perfumiarki o wyraźnie rozpoznawalnym stylu (Lolita Lempicka Au Masculine, YSL Body Kouros, Azzaro Visit ) mógłby spokojnie znaleźć się w, dajmy na to, serii „Synthetic” awangardowego Commes Des Garcons i nosić nazwę  – znowu dajmy na to – „Rubber”.

Dominanty tej kompozycji to guma (!), wędzona czarna herbata Lapsang Souchong oraz wanilia. Zaiste oryginalne połączenie. Gumowy akord to absolutny znak rozpoznawczy Black. O nim mówi się i słyszy najwięcej.  Już początek odurza wyraźnym zapachem rozgrzanej, palonej wręcz czarnej gumy, nieco dymnym i słodkawym jednocześnie, złagodzonym krótko obecnymi cytrusami. Gdy te odparują, mieszanka gumowo-dymna obecna jest przez kolejne kilkadziesiąt minut. Serce ma skórzany charakter, ale jest to skóra syntetyczna, zalatująca wciąż kauczukiem. Black mozolnie rozwija się w kierunku waniliowo-piżmowego finiszu.

Moc zapachu nie jest imponująca. Podobnie sprawy mają się z trwałością, bo choć Black leży sobie na mojej skórze dobrze ponad 8 godzin, to tak mniej więcej od piątej godziny przestaje być wyraźnie wyczuwalny i mości się blisko skóry. Po dniu spędzonym z Black kolejnego dnia użyłem L’Instant Guerlaina w wersji EDT, a dziś dla odmiany Prada Amber Pour Homme. Oba zapachy czułem wyraźnie na sobie przez cały dzień w biurze i jeszcze kilka godzin po pracy. Zresztą – tytułem wtrącenia – zapach Prady to prawdziwy tytan mocy i trwałości. Szkoda, że Black nie może równać się pod tymi względami z żadnym z wyżej wymienionych. Zbyt szybki traci swój awangardowy charakter i swą moc. Z drugiej strony jednak wieczorowy charakter Black nie wymusza na nim większej trwałości. Pięć – sześć godzin to przecież wystarczający czas, by spędzić gdzieś miło i dynamicznie wieczór właśnie z towarzyszeniem tego pachnidła. Więcej nie trzeba. „Czarnuch” to śmiała propozycja na wieczorne wypady na miasto, na weekendowy clubbing. Koniecznie w dużym mieście. W aglomeracji. Po chwili na namysłu stwierdzam, że tak mógł pachnieć BATMAN śmigający po ulicach Gotham City.

Flakon autorstwa sławnego rzeźbiarza Thierry de Baschmakoffa to dzieło sztuki użytkowej. Absolutne mistrzostwo świata, które zasługuje na najwyższą 6 punktową notę. Jest bardzo sugestywną wizualizacją swej zawartości i koncepcji tego zapachu. Wykonana z czarnej gumy „opona” okalająca szklaną butlę w kształcie walca podkreśla jedną z dominujących nut tych perfum. Połączenie gumy, szkła i metalu daje modernistyczny efekt. Zatyczka swą stylistyką nawiązuje do linii biżuteryjnej BVLGARI BLACK i tworzy z nią spójną, nowoczesną, jakby industrialno-aglomeracyjną całość. Nawet oryginalny kartonik z foliowym displayem doskonale współgra z całością i estetycznie prezentuje zawartość.

Duża Klasa.

Nuty górne: herbata Lapsang Souchong, bergamotka, jaśmin

Nuty środkowe: cedr, drewno sandałowe, skóra

Nuty dolne: ambra, piżmo, wanilia

twórca: Annick Menardo

rok wprowadzenia: 1998

moja klasyfikacja: nowoczesny, awangardowy, industrialno-aglomeracyjny, dynamiczny, raczej wieczorowy/ na chłodne pory roku, zwracający uwagę,

ocena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 4/ flakon: 6

Reklamy

7 thoughts on “BVLGARI BLACK

  1. Aż kupię sobie flakon. Ostatnio wąchałem i posiadałem Black’a ze cztery lata temu…
    A co flakonu… Swego czasu miałem 3 butelki i w każdej psuł się atomizer- to znaczy zaczynał kręcić dookoła i nie można było aplikować perfum albo zablokować ich jak były w pozycji psikającej. Pamiętam, że używałem takich wąskich kombinerek…

    1. Bez przesady. Nie zachwycam się nim, bardziej może flakonem. Nie zmienia to faktu, że Black to interesująca, nietypowa i odważna kompozycja. Na pewno warta poznania.

  2. dokladnie tak, zapach jest odjechany, biorac pod uwage czas, w jakim sie ukazal na rynku….flakon przypomina bardziej krazek hokejowy niz opone i naprawde jest to bardzo udane wzornictwo!!

  3. używałem już w 1998r., kupiłem w butiku Bulgari w Paryżu (wówczas było to dla mnie przeżycie – wejście tylko przy pomocy dzwonka, ale to był też sklep z ich zegarkami – niektóre za równowartość dzisiejszych 150.000euro i biżuterią). Zapach jednak nie dla mnie; wydaje się syntetyczny do bólu, poza tym nietrwały i ładnie pachnący na mojej skórze tylko przez 1-2 godziny. Nigdy później do niego nie wracałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s